Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Niepewnasiebie93 02 lis 2015, 19:46
Skarbus ja chyba przegrywam juz sama ze soba... Nie wiem juz co robic. Chce poczuc wkoncu ulge i spokoj jak dawniej.. I byc szczesliwa a czuje ze tak juz nigdy nie bedzie...

Jak u Ciebie? Oddzywacie sie? Rozmawiacie?
Posty
46
Dołączył(a)
03 paź 2015, 15:28

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Skarbus 03 lis 2015, 08:41
Ona przez swoje osobiste problemy, stresy dodatkowo przejmuje się wszystkim, czuje że potrzebuje odpocząć i straciła wiarę we wszystko. Pomimo że dużo rozmawialiśmy, cieszyliśmy się sobą itp., nagle po dwóch dniach coś przeważyło i nie może poczuć się dobrze, kłócimy się. Wydaje się jej, że nie jestem już tym samym człowiekiem w którym się zakochała, że teraz naprawdę jestem sobą i się nie zmienię, rani ją moje zachowanie, mam wrażenie że się ze mną meczy. Obecnie nie spotykamy się i zelżeliśmy z kontaktem. Osobiście wierzę że się ułoży, znowu wróciły mi marzenia o niej, pragnę być z nią. Bo teraz, gdy wszystkie natrętne myśli ode mnie odeszły widzę, jak bardzo bolałaby mnie strata takiej osoby jak ona. Cóż... czas pokaże...
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
24 wrz 2015, 08:10

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Niepewnasiebie93 03 lis 2015, 21:24
Mnie te mysli az tak jedza od srodka ze nawet nie mam ochoty na przytulanie a co dopiero cos blizszego... Eh juz nie mam sily, chce zyc normalnie a nie umiem!!
Posty
46
Dołączył(a)
03 paź 2015, 15:28

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kitty1234 04 lis 2015, 12:11
Też macie tak, że od jakichś 2 tygodni jest gorzej? zero energii, jakiejkolwiek dobrej myśli, nic... Czarna dziura. Jeszcze chyba tym "zaraziłam" mojego mężczyznę... :(
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
10 kwi 2015, 18:38

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Niepewnasiebie93 04 lis 2015, 13:34
Ja tak mam dokladnie....
Posty
46
Dołączył(a)
03 paź 2015, 15:28

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Niepewnasiebie93 05 lis 2015, 19:29
Czy ktos z was ma tak ze jest obojetny na wszystko przez te cholerne mysli? Ze wydaje wam sie ze jestescie znudzeni i nawet nie tesknicie za partnerem swoim? Ze te mysli sa z wami 24/7 i niszcza wam zycie? Ze nawet budzicie sie w nocy kilka razy i pierwsze co to sa te mysli, czy rano zaraz po przebudzeniu? I sami nie wiecie co jest prawda w co falszem? I to wieczne uczucie stresu...
Posty
46
Dołączył(a)
03 paź 2015, 15:28

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Niepewnasiebie93 05 lis 2015, 19:29
Czy ktos z was ma tak ze jest obojetny na wszystko przez te cholerne mysli? Ze wydaje wam sie ze jestescie znudzeni i nawet nie tesknicie za partnerem swoim? Ze te mysli sa z wami 24/7 i niszcza wam zycie? Ze nawet budzicie sie w nocy kilka razy i pierwsze co to sa te mysli, czy rano zaraz po przebudzeniu? I sami nie wiecie co jest prawda w co falszem? I to wieczne uczucie stresu...
Posty
46
Dołączył(a)
03 paź 2015, 15:28

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kitty1234 14 lis 2015, 23:55
Hej! Co u Was Kochani?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
10 kwi 2015, 18:38

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Tucan 19 lis 2015, 22:56
Cieszcie się , że macie kogoś. Inni nawet tego nie mają.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
20 maja 2015, 18:22

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kotulek 22 lis 2015, 23:25
http://www.zaburzeni.pl/zanik-uczuc-str ... t6421.html

Dla wszystkich którzy myślą, że nie kochają swoich chłopaków/dziewczyn.
Myśle, że to jest jedyne i PRAWDZIWE wytłumaczenie dla naszych objawów :)
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 sie 2015, 10:41

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Skarbus 02 gru 2015, 09:46
To znowu ja, po dłuższej nieobecności.

Przede wszystkim zacznę od tego, że straciłem dziewczynę. Tę, o której miałem myśli natrętne, przy której dostawałem myśli że mnie denerwuje, coś co wkręciłem sobie na tyle, że pojawia się to do tej pory. W momencie gdy myślałem, że akurat jestem na dobrej drodze do wyjścia z tego, bardzo mi pomogła rozmowa z nią, bo oboje mieliśmy kilka stresów przez moje natręty. Był moment w którym zauważyła, że się od siebie oddaliliśmy, później dużo na ten temat rozmawialiśmy i oboje czuliśmy się lepiej, snułem plany, marzenia, starałem się mimo natrętów działać. Nagle wszystko się przez parę dni posypało (bezpośrednio akurat z jej strony) - przestała sobie radzić, miała dużo stresów czuła że oddaliła się ode mnie (początkowo myślałem, że nie ma powodów do paniki, że to stres i że przejdzie) i na jej prośbę ograniczyliśmy kontakt. Po wznowieniu go było tylko gorzej, kłótnie były na porządku dziennym. Ewidentne różnice w komunikacji były widoczne jak na dłoni. Ona w ogóle przestała czuć, że jestem dla niej, identycznie ja. Wszystkie objawy i złe myśli do mnie wróciły, znowu myśląc o niej czułem się obojętnie i sprawiało mi to ból. Nie mogłem się nawet rozpłakać. Rozstaliśmy się w bardzo nerwowych i niesprzyjających okolicznościach, jednak utrzymujemy kontakt. Mimo że oboje cierpimy, momentami się uspokajam i czuję, że nie mam jej nic za złe i że mogę jej wybaczyć, a następnie potrafię przeczytać SMS-a z kłótnią czy chociażby WYOBRAZIĆ SOBIE (!) ją w jakiejś sytuacji, która mnie denerwuje i znienawidzić ją za to w jednej chwili. Utrzymujemy kontakt, zależy jej na przyjaźni ze mną i staramy się nie kłócić tak jak to miało miejsce przez ostatni miesiąc, jako że oboje mamy tego dość i zaczęliśmy się widywać (powróciłem do szkoły). Dzisiaj po raz pierwszy od ponad miesiąca rozmawialiśmy na żywo wracając do domu. Było to spotkanie krótkie i wciąż nie spotkaliśmy się na żywo, by poważnie porozmawiać o nas. Dobrze wiem, że ona nie mniej cierpi i jeszcze się z tym nie pogodziła, ale ogólnie jest optymistką i twierdzi, że stara się radzić sobie z tym. Problem jest we mnie, podczas tego krótkiego spotkania nie potrafiłem się z niczego cieszyć. Starała się mnie pocieszyć, jednak ja byłem jak kamień. Znowu jestem całkowicie odcięty od wszystkiego. Czuję, że nienawidzę siebie samego przez to wszystko, co przechodzę. Teraz gdy się już częściej widzimy i staramy się rozmawiać wiem, że nie jest możliwe na ten moment bycie razem. Nie potrafię się określić czy chciałbym tego, czy nie. Być może straciłem miłość swojego życia (wszystkie plany i marzenia, wyobrażenia, deklaracje, uczucia zniknęły), bo była dla mnie idealną dziewczyną i myślę, że jedyne złe cechy które w niej widziałem były efektem mojego podejścia do natrętnych myśli. W każdym razie ona w przeciwieństwie do mnie potrafi wziąć się w garść i podejść do tego z luzem, mimo że także rozpacza. Rozumie mnie i twierdzi, że jestem dla niej ważny i że chciałaby zrobić wszystko, żebym się poczuł lepiej, żeby tylko było ok. Zastanawiam się, czy nie lepiej będzie całkowicie zerwać kontakt z nią, ponieważ rozmowa przysparza mi tylko cierpień, w sumie sam nie wiem czego chcę...

I wiem, że to dopiero początek moich cierpień. Ufając praktyce tego forum wiem, że stan anhedonii mija i że gdy faktycznie to minie, to dopiero zacznę cierpieć, gdy ją zobaczę albo pomyślę o niej. Na ten moment czuję się jakby mi to wszystko zwisało (poza tym że zamiast jakichkolwiek uczuć mam w sobie jakiś głaz). A przecież nie układa się od końca października... czasami się pocieszam tym, że nie jestem jedynym który tak ma i niektórzy tracą swoją kilkuletnią miłość - poza tym była moją pierwszą dziewczyną i nigdy o niczym i o nikim nie myślałem tak poważnie i nic nie sprawiało mi tyle radości, co związek i marzenia o naszej przyszłości. Ale z drugiej strony z tym wszystkim kumuluje się to, że mam poważny problem ze sobą i nie potrafię sobie z nim poradzić. Chcę być szczęśliwy, nie mieć tego gówna przez które cierpię niemal od ponad pół roku, znowu móc przeżywać cudowne chwile z samym sobą, przyjaciółmi i dziewczyną (o ile takową znajdę i o której będę myślał jeszcze poważniej, bo na ten moment nie potrafiłbym do NIKOGO żywić uczuć). Czytam nieraz różne historie o parach, które do siebie wracały i nawet jeśli mnie to pocieszy, to później zdanie sobie sprawy z własnego położenia, z własnej sytuacji momentalnie zbija mnie z nóg. Tak samo jak nieraz przed snem, gdy nie mogę zasnąć, bo mam pozytywne wyobrażenia co do naszej przyszłości, imaginuję w głowie różne sytuacje ze związku z nią, a dobrze wiem, że to niemożliwe do spełnienia. Pisząc to czuję, że jestem obojętny nawet na to, co przechodzę, że nie zdaję sobie sprawy z powagi sytuacji i chcę tylko spać i obudzić się bez żadnego problemu. Nie wiem, czego chcę, nie wiem jak to jest być normalnym człowiekiem, nie wiem jak sobie poradzić.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
24 wrz 2015, 08:10

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez lena.lena 15 sty 2016, 06:17
Cześć wszystkim. Dawno się tu nie udzielałam :) ale ta strona pomogła mi zrozumieć co mnie męczy. Mam taką sama nn jak wy. Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne z przewagą mysli natrętnych. Dużo przeszłam. W moim przypadku miewam natręty ze wole innego chłopaka niż męża, że męża nie kocham. Choruje od 7 lat prawie ale lecze sie od 1 roku. Chodzę i do psychologa i do psychiatry. Przyjmuję bioxetin 50mg. Ale niedługo już będę miała odstawiane leki. Terapia pomogła i lęki i natręty mam dalej ale juz nie tak jak kiedyś bo wiem na czym to polega i panuje nad tym jak mogę. Wstrętne zaburzenie ale jestem przykładem że da sie z tym żyć. Są momenty w /cenzura/ ciężkie i są dni cudowne ale moją motywacją jest mąż. Dla niego walcze i i żyje. Gdyby nie on i teściowa nie pomogli mi w leczeniu dawno bym zeszła z tego świata. Bez męża nie mogłabym życ. Wzieliśmy ślub 4 miesiące temu i jest cudownie mimo nn. Gdybym drugi raz miała przejść to co przeżyłam dla męża przeszłabym to jeszcze raz. Bo kto ma nn jest bardzo wartościowym i poukładanym człowiekiem choć bardzo wrażliwym na wtrętne myśli o niemoralnosci. Sprzeciwiamy się tym myślom gdy nam przyjda do głowy, walczymy z nimi i dla tego z czasem stają sie natrętami. Ale uwierzcie mi że warto walczyć bo raz sie żyje. Nie wiem co bedzie jutro jak sie będę czuła ale wiem że ide przez życie z tą osobą którą dał mi Bóg i nie zamieniłabym męża na nikogo innego. Mimo ze mam 21 lat znam swoje miejsce wiem czego chce. Nie wierzcie natrętom bo one są przeciwne do tego co czujemy. Są sprzeczne z naszymi wartościami. Mam nadzieje ze jesli ktoś to czyta będzie to dla niego jakąś nadzieją bo ja walczę od 7 lat z mężem jestem od 4 lat. Wcześniej miałam natręty na tle religijnym. Dacie radę tak jak ja. Da sie z tym żyć naprawdę. :) Chciałam się jakoś wypowiedzieć dawno nie pisałam tu. Wierzę w was wszystkich że poradzicie sobie. Kto nie jest silniejszy jak my z nn ? :) życzę powodzenia wam moi drodzy :)
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
21 sty 2015, 01:35

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez ksiezycowa 11 lut 2016, 15:36
Cześć wszystkim,
Udzielałam się tu na forum 8 lat temu pod innym nickiem. Dokuczały mi natrętne myśli odnośnie niekochania itp. ale związek się rozpadł. Nie ja odeszłam, lecz mój ówczesny chłopak, Wpłynęło na to wiele rzeczy, niekoniecznie nerwicowych, nie na wszystko ma się wpływ. Zresztą, długo by opowiadać na ten temat i o tym, co działo się w międzyczasie, zanim dotarłam do punktu, w którym jestem teraz. Dzisiaj mam 26 lat, a ze swoim obecnym chłopakiem/ba, mężczyzną :) jesteśmy prawie 3 lata.
Lena, z uwagą prześledziłam Twoje posty. Od września 2015 męczę się ponownie. Zaczęło się od myśli, że chyba zdradzam swojego chłopaka, bo podoba mi się inny mężczyzna, któremu wiem, że ja też się podobam. Ten człowiek poprosił raz o mój numer i mu go dałam (o czym powiedziałam K.). Z mojej strony był to koleżeński gest a nie szukanie kontaktu, bowiem kiedy napisał, skwitowałam to krótkim choć miłym sms-em, pisząc, że jestem z kimś kogo kocham i nie wyobrażam sobie żadnych korespondencji na boku. I potem się zaczęło - analizowanie, wymioty, brak snu, rwanie włosów z głowy! Dostawałam spazmów na samą myśl, że go spotkam (widujemy się w pracy raz w tygodniu). Usunęłam naszą wymianę sms-ów i jego numer. W listopadzie zapisałam się do psychologa, nie mogąc wytrzymać z bólu, ale skończyło się na dwóch wizytach. Po prostu od lekarza wychodziłam w jeszcze gorszym stanie. Pani psycholog powiedziała, że być może rzeczywiście nie kocham, a więc po co się męczyć? Myślałam, że zwariuję, naprawdę. Zaproponowała hipnozę, ale odmówiłam. Przeraził mnie fakt, że może odkryje, że serio nie kocham/że kocham innego. To takie upokarzające i smutne.. I tak żyję z dnia na dzień, to dokucza mi praktycznie codziennie. Ja nawet już nie tłumaczę sobie tego nerwicą, to stało się częścią mnie. Ciągła wątpliwość, wyrzuty sumienia i niekończące się analizowanie, powtarzanie w głowie w kółko tych samych scenariuszy (a co gdy podejdzie i zaproponuje spotkanie? a co gdy ulegnę? a jakby z nim było w związku? i tym podobne). To czego jestem pewna to to, że nie umiem odejść. Że nie chcę odejść. Gdzieś podświadomie wiem, że coś czuję, że kocham, że on jest dla mnie. Tylko nijak nie umiem się do tych dobrych emocji "dokopać". Między mną a moim partnerem bywało ostatnio różnie, potrafiliśmy kłócić się o bzdety, podle to zabrzmi, ale naprawdę miałam sposobność i argument, żeby odejść. Ale nie potrafiłam. Nie chciałam. Głowa podpowiada różne rzeczy, myśli podsuwają naprawdę różne pomysły, ale nieugięcie trwam w tym związku. I wierzcie mi, że serio nie jakoś bardzo przeciw sobie. :) Intuicyjnie czuję, że to właściwe, że mój obecny chłopak to ktoś najbardziej wyjątkowy dla mnie...

Byłoby całkiem fajnie, gdyby ktoś podczas odwiedzin, napisał co u niego. Będę tu zaglądać. Z forum wychodzę bardziej podniesiona na duchu niż od psychologa wtedy. Ale być może po prostu nie było mi dane trafić na odpowiedniego specjalistę. Ściskam, księżycowa
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
06 lis 2015, 19:33

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez lena.lena 11 lut 2016, 22:53
Spokojnie księżycowa ja miałam tak same natrectwa co ty. Im bardziej kochasz tym bardziej męczy nn. Nn i lęk którym reagujemy samo w sobie oznacza że nie chcesz tych myśli bo kochasz swojego partnera. Wiem jak jest ciężko sama przez to przechodziłam. Ale warto abyś walczyła. Ta psycholog u której byłaś moim zdaniem jakąś niekompetentna idiotka. Nie powinnaś się zrazac tylko dalej szukać psychologa. Ja Się liczę od roku i są postępy l. Są natrectwa ale mogę funkcjonować normalnie. Nn to nieprawda. Gdy analizujemy wpadasz w błędne koło nerwicowe. Staraj się ciężkie momenty przeczekać. Kochasz zapewnia. Cie na milion procent i więcej :-) to okropne zaburzenie ale w terapii można dostrzec jak bardzo się jest wartościowa osoba a to czego się niby boimy to brzydzimy się tym. :-)
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
21 sty 2015, 01:35

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do