Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez NN4V 06 paź 2015, 07:40
tosiaantosia napisał(a):Ja nie moge haha nie wiem po co sie tu udzielasz kochanie ale chyba pora juz spac ;)

Chyba nie - Mae ma zaburzenia snu.

Czyli ROCD sprowadza się do natręctwa - jak doczytałem pobieżnie tutaj:
http://rocd.net/wp-content/uploads/2012 ... k-2014.pdf

Ciekawe, że istnieje podział na "romantic" i "non romantic".
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4309
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez NN4V 06 paź 2015, 10:12
NN4V napisał(a):....Ciekawe, że istnieje podział na "romantic" i "non romantic".

Można więc zastanowić się, jaki wpływ na ROCD mają narzucenia kulturowe wspomagane przez zewnątrzsterowność osób dotknietych tym natręctwem.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4309
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Mae 06 paź 2015, 13:53
tosiaantosia napisał(a):Ja nie moge haha nie wiem po co sie tu udzielasz kochanie ale chyba pora juz spac ;)

Faktycznie nie ma sensu dyskutować, bo nie jesteś osobą godną zainteresowania. Zupełnie mnie nie obchodzą Twoje problemy, a pierwszej odpowiedzi udzieliłam innemu użytkownikowi. Jak dla mnie to miękka karyna jesteś.

NN4V, olej ją.
Trolololololo
Mae
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
06 sie 2013, 22:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Skarbus 06 paź 2015, 20:48
Niestety, to chyba mój koniec...

Dzisiaj wszystko runęło. Rano cieszyłem się ze spotkania z nią, jednak tuż przed spotkaniem natręty wróciły. Znowu miałem myśli, że ona mówi to wszystko, te wszystkie żarty itp. by mi dogryźć, zachowywałem się jak pieprzona nastolatka przed okresem. Bo inaczej tego nazwać nie można. Na początku oczywiście żartowała, że to tak wygląda, ale w końcu moje zachowanie trafiło ją na tyle, że wszystko już chyba stracone. Nie potrafiłem nad sobą panować. Moje fochy ją przybiły. Płakała, mówiła że nie wierzy w to, że się ułoży, że ja taki dla niej jestem, że za dużo chyba naciągam. Mówiła już, że myśli swoją drogą, ale mojego zachowania nie zniesie. Przede wszystkim nie chce uwierzyć, że to wszystko nie jej wina. Zwala winę na siebie, mówi mi, że ja się przy niej źle czuję bo w końcu ona mnie denerwuje. Na nic się zdały moje tłumaczenia o tym wszystkim, twierdziła, że ma dość słuchania tego po raz kolejny. Powiedziała, że przez to wszystko sama traci nadzieję, że w ogóle zastanawia się, czy związek ma sens. Czarę goryczy przelał fakt, że mieliśmy brać się za pewien projekt, którego nawet nie zaczęliśmy przez całą dzisiejszą sytuację.

Jestem przybity. Nie potrafię się nawet rozpłakać. Tracę moją dziewczynę. Jestem na siebie wściekły, czuję się jak śmieć. Że tak bardzo pragnąłem być z tą dziewczyną, pomimo tej nerwicy wierzyłem, że się uda i teraz spierdoliłem sprawę. Nie wierzę w nic, ja jestem pewien, że naszej relacji nic nie uratuje. Co z tego, że poczuję się lepiej, że poczuję do niej uczucie, że zejdą natręty, skoro i tak wrócą? Ona też traci wiarę. Dla niej relacja staje się toksyczna. A ja nie potrafię sobie z tym poradzić... nie wiem po prostu, co mam robić. Staram się ją utrzymać przy sobie, ale nie wiem na ile to da radę. Co z tego, że przeproszę? Co z tego że obiecam, że będzie dobrze, skoro nie będzie? Ona tego nie wytrzymuje i płacze przeze mnie. Dała mi jednak szansę, ale ja w to nie wierzę. To nie ma sensu... wiem, że następnej szansy nie dostanę.

Ja nie chcę jej stracić, nie wiem czy wytrzymałbym to. Ale siłą jej przy sobie nie zatrzymam. Byliśmy bliscy rozstania na samym początku nerwicy, gdy jej powiedziałem o tym że nie wiem co do niej czuję, ale teraz sytuacja jest jeszcze gorsza... Jestem zerem. Mam wszystko i nie potrafię się tym cieszyć. Nic chyba nie uratuje naszej relacji, ja zawsze będę to miał. To już przekreśla mnie w życiu, nie wspominając o związku z tą dziewczyną. Mam tego dosyć. Chcę zniknąć.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
24 wrz 2015, 08:10

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Niepewnasiebie93 06 paź 2015, 21:14
ja tez sie czuje okropnie ale nie chce sie tak łatwo poddac, nie chce cale zycie byc nieszczesliwa przez te moje wymysły w głowie. Musisz znalezc w sobie siłe walki o swoje zycie, jest cholernie trudno czasami tez mam ochote poprostu zniknac i juz wiecej nie istniec ale przeciez jeszcze cale zycie przed nami i musimy jakos walczyc.. Jak sie poddamy to juz nic nie bedzie mialo sensu i stracimy wszystko to na czym nam zalezy.

Bylam dzis u lekarza mam 2 tygodnie zwolnienia w pracy od lekarza pozniej ma mnie skierowac do psychologa.. Nie wiem czy wierze ze to mi pomoze ale musze sprobowac, nie chce zyc w ciaglym leku i przerazeniu ze juz nigdy nie bedzie tak jak kiedys i ze moje zycie wiecznie juz bedzie takie bez
sensu.

Byles moze u specjalisty? Bierzesz jakies leki? Ja mam nadzieje ( chociaz jak bede musiala to zaczne je brac ) ze moze uda mi sie jakos z tego wyjsc bez tych lekow. Slyszalam zeby byly skutki trzeba je brac od 6 ciu miesiecy az nawet do 1,5 roku.

Wiem ze to pewnie niewiele Ci da, ale postaraj sie poszukac w sobie chec do walki z tym gownem.. Gdzies tam musi byc ta nawet mala iskierka nadzieji, ze sie uda.
Posty
46
Dołączył(a)
03 paź 2015, 15:28

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez cyklopka 06 paź 2015, 21:23
Ja w sumie nie wiem, czy jeden związek zerwałam z powodu prawdziwych problemów (jego podejścia do życia i do nas), czy z powodu depresji (czułam się niepotrzebna). Ale tego się nigdy nie dowiem.
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Online
I Miss Forum
Posty
7960
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Skarbus 06 paź 2015, 22:18
Przede wszystkim muszę naprawić naszą relację... spróbować śmiać się z nią jak dawniej na przekór temu, co mówią mi myśli. Ale na dłuższą metę nie wiem ile sam dam rady... tak bardzo bym chciał żeby ona to zrozumiała. Bo ona tego nie rozumie. Myliłem się co do tego, na początku wspierała, mówiła że damy radę, ale teraz ma na tyle dość mojego zachowania, że myśli że to wszystko przez nią. Muszę to naprawić, bo przez to wszystko postawiłem ją w bardzo trudnej sytuacji, dorzucając do tego jej problemy osobiste... czasami tak sobie myślę, że takie coś mocnego może na nas dobrze wpłynąć, czasami wierzę, że dzięki temu czuję do dziewczyny coś więcej (oczywiście w momentach przebłysków)... wiem doskonale i jestem pewien, że gdybym ją stracił, to później bym żałował. To kwestia zejścia napięć, lęków i natręctw nerwicowych. Niestety zabolała ją cała ta sytuacja. No cóż, ma nerwowego, niestabilnego emocjonalnie chłopaka... ale na siłę trzymał jej nie będę. Nie każę jej zostawać, wbijać do głowy czegoś, czego ona nie zechce zrozumieć. Niestety jeśli tego nie naprawię, to z nią nie będę. Miłych słówek też mówić nie mogę. Bo i tak uzna, że mówię to na siłę, że to ode mnie puste słowa... mam w głowie teraz promyk nadziei... nawet mi się nie chce myśleć czy gdyby nam się udało naprawić to czy w przyszłości bedzie dobrze... po prostu wątpię... jeszcze jak do tego dojdą myśli, że tak naprawdę jej nie kocham, że to tylko zauroczenie i to wszystko robię na siłę, to pogrążam się jeszcze bardziej.

Przyznaję się. Zachowałem się jak p*zda, zraniłem osobę która mnie kocha. Obiecałem, i to jest najgorsze. Bałem się kiedykolwiek usłyszeć od niej "ostatni raz przez ciebie płaczę", "co z tego że obiecujesz, ostatnio też obiecywałeś" i usłyszałem. Bałem się, przed tym wszystkim wierzyłem w nas, w to że jestem dobrym człowiekiem i że nie chcę jej ranić, najbardziej właśnie bałem się rozstania... Nie mogę być dla niej podporą. Kim teraz jestem w jej oczach? Jebanym egoistą, który myśli tylko o sobie. Na pewno nie osobą, z którą chce być.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
24 wrz 2015, 08:10

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Niepewnasiebie93 06 paź 2015, 22:34
Daj sobie szansę, nie skreslaj od razu tego ze wam nie wyjdzie. Czasami niestety trzeba bić sie z myslami, moze Twojej dziewczynie uda się wkoncu zrozumiec przez co przechodzisz. Napewno jej tez jest bardzo ciezko, ale mysle ze razem mozecie przez to przejsc.. Moze naprawde warto isc do psychologa? Czasami lepiej zwierzyc sie obcej osobie niz komus bliskiemu.. Ja mam taki zamiar bo chce walczyc o swoje szczescie, o to zebym i ja byla szczesliwa i moj ukochany chlopak przy mnie. Zycie jest tylko jedno i to od nas zalezy co z nim zrobimy, nie poddawaj sie, nie warto. Ja tez sama czuje sie totalne dno, ale jakos jeszcze troche wierze w to ze mi sie uda byc soba.
Posty
46
Dołączył(a)
03 paź 2015, 15:28

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Skarbus 06 paź 2015, 22:41
Już bym wolał czuć się tak jak te 2 tygodnie temu, bo przynajmniej między nami wszystko było ok. Ona była dalej jaka była, jedyne co się nie zgadzało to nieprawdziwe natrętne myśli. Teraz tylko czuję, jak bardzo chcę z nią być i jak bardzo pragnę, żeby się ułożyło, ale w to nie wierzę. Bo ona ma dosyć mojego zachowania, po prostu mi nie wierzy.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
24 wrz 2015, 08:10

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Niepewnasiebie93 06 paź 2015, 22:54
Ty ja kochasz. Zobacz jak walczysz ze soba o to, zeby wam sie udalo a twoje mysli robia Ci kisiel z mozgu i dlatego Ci sie wydaje ze nie wierzysz w nic. Mowisz ze nie chcesz sie rozstac, ze byloby Ci z tym tak zle, ze tak bardzo pragniesz z nia byc. Czy to wlasnie nie jest oznaka, jak bardzo Ci na niej/ was zalezy? Rozumiem ze czujesz sie okropnie, ze az tak ja zawiodles ale to jest Twoja choroba z ktorej ciezko sie wyleczyc. Potrzeba czasu i cierpliwosci, zreszta tak mi sie wydaje.. Uwierz mi ja tez zmagam sie z milionami mysli w mojej glowie i czasami mam ochote walnac glowa w mur zeby juz nie myslec ale wiem ze musze z tym walczyc bo inaczej przegram sama ze soba. Boje sie co bedzie dalej ale musze z tym zyc, niestety.. Mysle ze szczera rozmowa by wam pomogla. Probowales?
Posty
46
Dołączył(a)
03 paź 2015, 15:28

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mrczny 06 paź 2015, 23:01
@Skarbus odpowiem tobie na pytanie z tematu " Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?"

Czułbyś się wyzwolony. Nawet nie wiesz jakie to szczęście kiedy porzucasz wygasłe uczucie. Jak czujesz, że wracasz do życia po nieudanym związku. Jak nabiera się siły nie mając tej osoby blisko. Użalanie się nad sobą nic ci nie da, nic nie zmieni. Nie cofniesz czasu. Jeśli spierdoliłeś to koniec. Nic więcej nie możesz już zrobić. Jedynie co ci pozostaje to pogodzić się z okrutną rzeczywistością i odnaleźć szczęście w życiu.
la vie est belle
Avatar użytkownika
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
24 wrz 2015, 19:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Skarbus 06 paź 2015, 23:18
@mrczny, nie zadałem nigdzie pytania postawionego w temacie.

@Niepewnasiebie93, ona tego teraz nie rozumie. Też chce żeby nam się udało ale po prostu namieszałem jej w głowie. Rozmawiałem, zresztą i tak teraz potrzebujemy czasu jeśli cokolwiek ma z tego być. W piątek było to samo, w niedzielę spędziliśmy przyjemny dzień i gdy wydawało się, że już będzie dobrze, znowu wróciło. Długo nie wytrzyma w ten sposób. Dodatkowo jest przytłoczona sprawami osobistymi, boi się, że sobie nie poradzi i to po części moja wina. Nie wiem, co mam robić. Muszę spróbować naprawić nasze relacje. W lipcu kiedy powiedziałem jej o swoich wątpliwościach też wszystko było stracone, a pod koniec miesiąca wróciło już do normy (oczywiście moje objawy ROCD trzymały dalej, ale przynajmniej między nami się wyrównało). Wierzę, ale bardzo się boję. Że się nie uda, że ona nie będzie chciała ze mną być i będzie wolała się rozstać. Albo że ją tak zranię kolejny raz... czuję się podle.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
24 wrz 2015, 08:10

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez cyklopka 07 paź 2015, 00:01
Skarbus, kolega wyżej ma nader osobliwą tendencję do dyskutowania z wypowiedziami, które w ogóle nie padły.
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Online
I Miss Forum
Posty
7960
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Mae 07 paź 2015, 00:33
Skarbus napisał(a):Przede wszystkim muszę naprawić naszą relację... spróbować śmiać się z nią jak dawniej na przekór temu, co mówią mi myśli. Ale na dłuższą metę nie wiem ile sam dam rady... tak bardzo bym chciał żeby ona to zrozumiała. Bo ona tego nie rozumie. Myliłem się co do tego, na początku wspierała, mówiła że damy radę, ale teraz ma na tyle dość mojego zachowania, że myśli że to wszystko przez nią. Muszę to naprawić, bo przez to wszystko postawiłem ją w bardzo trudnej sytuacji, dorzucając do tego jej problemy osobiste... czasami tak sobie myślę, że takie coś mocnego może na nas dobrze wpłynąć, czasami wierzę, że dzięki temu czuję do dziewczyny coś więcej (oczywiście w momentach przebłysków)... wiem doskonale i jestem pewien, że gdybym ją stracił, to później bym żałował. To kwestia zejścia napięć, lęków i natręctw nerwicowych. Niestety zabolała ją cała ta sytuacja. No cóż, ma nerwowego, niestabilnego emocjonalnie chłopaka... ale na siłę trzymał jej nie będę. Nie każę jej zostawać, wbijać do głowy czegoś, czego ona nie zechce zrozumieć. Niestety jeśli tego nie naprawię, to z nią nie będę. Miłych słówek też mówić nie mogę. Bo i tak uzna, że mówię to na siłę, że to ode mnie puste słowa... mam w głowie teraz promyk nadziei... nawet mi się nie chce myśleć czy gdyby nam się udało naprawić to czy w przyszłości bedzie dobrze... po prostu wątpię... jeszcze jak do tego dojdą myśli, że tak naprawdę jej nie kocham, że to tylko zauroczenie i to wszystko robię na siłę, to pogrążam się jeszcze bardziej.

Zanadto się rozemocjonowałeś i przez to wpadasz w głębszy wir swoich natręctw. Proponuję odizolować się na jakiś czas od dziewczyny, wyeliminować stresotwórcze czynniki i skupić na własnych potrzebach (być może też na terapii). Na chłodno znacznie łatwiej będzie Tobie przeanalizować sytuację.
A gdyby dziewczyna się wypięła, to swoje odchorować i przetłumaczyć sobie, że to nie była ,,ta jedyna". Tego kwiatu jest pół światu. Pewnie jeszcze nieraz się sparzysz.
Trolololololo
Mae
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
06 sie 2013, 22:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do