Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Don Kamillo 04 lut 2015, 14:26
Miałem takie coś na początku związku, to był zalążek, potem cierpiałem z powodu nerwicy natręctw myślowych która przeniosła się na wszystkie sfery zycia i innych ludzi, wkrecałem sobie rozne choroby i najgorsze rzeczy, że aż wstrząsały mna jakies torsje.. masa niedorzecznosci, kupa zmarnowanego zycia.. dziś zostałem sam jak palec, ale uważam, że jak na ten moment życia był to dobry wybór. Natrectwa były zwiazane z opowiesciami z krainy 7miu piesni mojej byłej, a potem już przeniosły się na inne sfery życia, tworząc cwaną kolaboracje z moim zołądkiem co doprowadziło do depresji i niemoznosci powstania z łozka. Dziś jestem bardziej szczęsliwy niż np 2 miesiące temu. Musząc nosić ten przeogromny krzyż nałozony na wrażliwca przez tą osobę nie umiałem poczuć szczęścia. Dziś emocje i uczucia zostały spłycone, i w koncu czuje się jak normalny człowiek. Teraz wiem już jakich błedów mam nie popełniać i muszę poukładac sobie wszystko w głowie, i znów się postarać i znaleźć sobie odpowiednią kobietę z którą będę mógł iść przez życie :brawo:

Zyczę wam szczęścia i wytrwałości potrzebnej do akceptacji rzeczywistosci. ;)
A pierwsza kwestia, w sumie najważniejsza to zawsze wierzyć w siebie nawet po najcięższych przejściach..

1.10.15 - .. / remisja.
Offline
Posty
510
Dołączył(a)
18 sty 2015, 18:20

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Stiw 04 lut 2015, 15:56
refren napisał(a):To dobrze, że lek czasem działa, bierzesz już długo czy dopiero wchodzisz?
Każdy ma jakieś ciemne karty z przeszłości i pewne ślady mogą zostać. Nie jesteśmy monolitami, ani nikt nie jest doskonały. Nie musisz być idealny, to nie byłbyś naprawdę Ty.


Długo. Koło roku. Chociaż w sumie nie wiem czy to długo.
Tak, ja wiem, że każdy ma coś z przeszłości czego nie chce pamiętać itd, itd... tylko problem jest jeden - zdrowi ludzie po prostu mają to w głowie, ale to tam siedzi głęboko i nie wychodzi, a chorzy, tacy jak my muszą walczyć aby tego nie wynosić na zewnątrz. I to jest własnie najgorsze.

Don_Kamilo, tyle, że ja swoją najwspanialszą i tą, z którą chcę spędzić życie już znalazłem, a pomimo to natręctwa nie ustąpiły.
I z tego co czytam, to nie tylko ja mam taki kłopot.
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
14 lis 2013, 13:01

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Don Kamillo 04 lut 2015, 16:20
To jest chyba najgorsze co człowieka może spotkać.. Życzę Ci powodzenia i wam wytrwałości ! Uda się.

Moje natręctwa się przeniosły na inne sfery życia, może gdybym nie był kiedyś takim wrażliwcem to nigdy bym tak nie cierpiał.
A pierwsza kwestia, w sumie najważniejsza to zawsze wierzyć w siebie nawet po najcięższych przejściach..

1.10.15 - .. / remisja.
Offline
Posty
510
Dołączył(a)
18 sty 2015, 18:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez geddes 06 mar 2015, 14:23
hey, eh chciałam sie z wami podzielic tym co sie u mnie dzieje. Lecze sie na nn jakies 2 lata. Najgorsze co sie wydarzyło to to ze przestałam odczuwac przyjemnosc z pocałunków mojego chłopaka itp. nie mam ochoty zeby mnie przytulał czy dotykal. Kiedy to robi strasznie mnie to denerwuje. Pózniej gdy go skrzycze ze ma tego nie robic dociera do mnie jak go ranie i płacze z bezradnosci. Boje sie ze przestałam go kochac ale wiem ze mi na nim zalezy i nie chce go stracic. Czy to moze bys spowodowane choroba?
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
21 paź 2013, 11:23

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ananas30 17 mar 2015, 19:18
Oh to wszystko ta pieprzona nerwica. Ja zachorowałem rok temu. Miałem silne mysli natretne trwające 24 h na dobę. Wydawało mi sie ze jestem kobieta. Te mysli były tak realne, ze juz podejrzewałem ze jestem transseksualny. Przeszedłem psychoterapię cbt 6 miesięcy, ponad dwa miesiące brałem fluoksetyne. Poczułem sie swietnie. Byłem szczęśliwy...najszczęśliwszy na świecie, ze pokonałem nerwice. Niestety tydzień temu przy przechodzeniu grypy, leki i natrectwa wróciły. Teraz boje sie ze nie kocham mojej drugiej połówki. To strasznie męczące. Boje sie ze zeby wyleczyć nerwice bede musiał sie rozstać po 5 latach związku. Powoduje to straszne leki przed samotnością. Zadaje sobie pytanie czy nie jesteśmy razem tylko dlatego ze boje sie samotności. Czasami wydaje mi sie to takie realne. Pociesza mnie to, ze moja psychoterapeutka mówiła, ze człowiek w nerwicy nigdy nie boi sie tego co nerwice wywołuje. Wszystkie leki i natrectwa sa wymyślone by odwrocić uwagę i zataic to co rzeczywiście wywołuje nerwice. Podobno gdy ktoś przychodzi do psychologa i mówi, ze sie czegoś boi to znaczy ze to nie jest powodem nerwicy. Tak wiec problemem ludzi z ROCD nie jest to ze nie kochają swojego partnera.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
23 lip 2014, 07:06

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez geddes 19 mar 2015, 19:31
dziekuje za odpowiedz;) mam to samo mysle ze jestem w zwiazku tylko po to by nie zostac sama
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
21 paź 2013, 11:23

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez ashanti87 27 mar 2015, 01:12
I ja tak mam :( Nie sądziłam, że jest tylu ludzi do mnie podobnych, że ktoś ma takie objawy w związku z partnerem. Weszłam tutaj, a tu okazuje się, że jest nas więcej. I taka ulga, że nie jestem sama...
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
19 mar 2015, 21:47

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez geddes 27 mar 2015, 14:53
no ja tez bylam zdziwiona ze inni tez maja ten problem... ile czasu jestes ze swoim partnerem?
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
21 paź 2013, 11:23

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Dawidoff 09 kwi 2015, 23:55
U mnie od miesiąca super - a to dziwne, bo zszedłem w ostatnim czasie na 50 mg Asertinu. Oby jak najdłużej się to utrzymywało. Na psychoterapie nie uczęszczam od dawna, pochodziłem raptem z 3 miesiące - choć nie powiem, sporo mi one dały. Dziwnie się czuję to pisząc, bo jeszcze 13 miesięcy temu mój mózg kwiczał i kwilił na tym forum... Z dziewczyną układa mi się naprawdę super :). Jest super, ale inaczej. Moja nerwica miała chyba związek z wchodzeniem w nowy etap związku - mój mózg z początku nie rozumiał i nie mógł się przestawić.

Naprawdę sporo daje pewna redefinicja celów życiowych. A także zastanowienie się, czym jest związek. Jak chcemy, żeby wyglądał. Mi np. bardzo pomogło znalezienie pracy zgodnie z kierunkiem studiów. Baaaardzo mi to pomogło. Obowiązków jakby więcej - a mimo to, jakiś taki szczęśliwszy jestem. Generalnie - im mniej się o tym myśli (tzn. o swoim OCD czy też precyzyjniej - ROCD), im bardziej angażuje w jakieś działanie, tym mniej jest mózg zajęty rozkminianiem pierdół i mieleniem wciąż tego samego gówna. Dodatkowo, ważne są rozmowy z partnerem/partnerką. Może to banał, ale to jest naprawdę cholernie ważne. Nie duście swych lęków, pragnień, rozkmin, tylko mówcie, rozmawiajcie. Nawet, jeśli nie czujecie jakiejś wewnętrznej potrzeby, bo w nn może tak być, że tego czuć nie będziecie. Powodzenia i nie pozostaje mi życzyć Wam (i sobie też), by remisje trwały dłużej, i dłużej, i dłużej, aż do całkowitego wyleczenia ;)!
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
08 mar 2014, 00:52

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kitty1234 10 kwi 2015, 18:51
hej :)

z ulga przeczytałam część tego wątku, bo mam problem, z ktorym boryka się dużo osób tu...mam paraliżujące myśli, że nie kocham już mojego narzeczonego, że to już koniec. Zaczęło się jak zaczęliśmy na poważnie planować ślub... jestem szarpana też przez moją mamę, która jest zazdrosna, nie potrafi pogodzić się z tym, że jestem z kimś (jestem jedynaczką) Od 3 tygodni biorę seronil i pramolan na noc (wcześniej stany lękowe rano nie miały określonego charakteru, po prostu były, nie moglam spać, budziłam się ze ściśniętym żołądkiem), teraz włączyły się te natrętne myśli - one mnie po prostu rozwalają... cierpiałam kiedyś na natrectwa myślowe związane z bluźnierstwami, ale to jakoś przeszło bez leków i terapii.

Czy ktoś z Was miał problemy z tarczycą? czytałam, że to też może mieć wpływ...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
10 kwi 2015, 18:38

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez tosiaantosia 11 kwi 2015, 22:05
hej hej, Davidoff - super, że u Ciebie super :D u mie też jest super, kocham mojego narzeczonego baaardzo, mam takie myśli (samoistnie), że gadam do siebie w głowie "ale ja Cię kocham" albo jak się umówimy po pracy na mieście to uśmiecham się do siebie jak GO widzę gdy nadchodzi :) Chociaż nie ukrywam, że czasem się te myśli powtórzą, ale rzadko i nie tak gwałtownie. Pogodniej patrze w przyszłość, planujemy dziecko i wspólne szczesliwe życie :) POzdrawiam Was wszystkich :)
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
18 maja 2012, 09:09

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez ashanti87 22 kwi 2015, 20:24
Witajcie. Pisałam jakiś czasu temu w innym temacie, ale w końcu natknęłam na Wasze wpisy i myślę, że idealnie tutaj pasuję. Mianowicie mam również problem w związku, który trwa od ponad 4 ch lat. To długa historia i mam nadzieję, że nikogo nią nie zanudzę :( Ze swoim chłopakiem spotykam się od ponad 7 lat. Na początku było cudownie, wiedziałam, że to ten jedyny. Ale przez jedną błahą sytuację, a dokładnie flirt z innym chłopakiem, który zupełnie nie miałam dla mnie znaczenia, wszystko pękło :( Już dużo wcześniej miałam problemy z nerwicą, wstawałam w nocy ze ściskiem w gardle i panicznie się bałam, i tak naprawdę do tej pory nie wiem czego. Jestem osobą wrażliwą i zdaję sobie sprawę z tego, że takim osobom jest szczególnie ciężej. Ale wracając do sytuacji z "tamtym" chłopakiem tego samego dnia dostałam identycznego ścisku w gardle, panicznie się bałam, że zawiodłam swojego chłopaka i przestałam na niego patrzeć, jak kiedyś :( Nie mógł się nawet do mnie zbliżyć, bo czułam wstręt...Dostałam szoku. To był horror. Mijają 4 lata, zdążyliśmy się już nawet zaręczyć, ale objawy jakie mam od tego czasu mnie wręcz "zabijają" :( Wpadłam w depresję, potrafiłam kilka miesięcy nie wstawać z łóżka. Do tego doszły natręctwa, strach, że go nie kocham, a każdy napotkany chłopak to dla mnie zagrożenie, że go z nim zdradzę. Nie jestem w stanie wymienić chłopaków z iloma już układałam sobie życie :( Czy brzydki, czy przystojny, zawsze wydaje się być lepszy od mojego. Próbuję tłumaczyć sobie, że to choroba, ale tak bardzo w to wierzę, że nie jestem w stanie nad tym zapanować. Mam wrażenie, że czasem wariuję, wszystko dookoła jest takie nierealne :( Kiedyś normalne było założenie rodziny, związek, teraz wszystko analizuję. Po co ? Na co ? Jaki jest sens bycia z kimś ? Oczywiście są też dobre momenty, szczególnie, jak się kłócimy i na chwilę czuję do niego, to ck kiedyś i uświadamiam sobie, co ja robię. Czasem ze łzami w oczach biegnę do niego i mówię, jak bardzo go kocham. Ale za chwilę wszystko wraca :( Czytałam Wasze wpisy i byłam w szoku, że tylu nas jest. Dlatego mam tą nadzieję, że to choroba, że tak naprawdę kocham chłopaka i wszystko będzie dobrze. Czy Wy też tak macie ? Dziękuję, jeśli ktoś zechciał to przeczytać, potrzebuję wsparcia :( Pozdrawiam
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
19 mar 2015, 21:47

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kitty1234 23 kwi 2015, 10:56
Ashanti, zmagam sie z tym, co Ty, próbuję walczyć, caly czas mysle, jak krzywdze najcudowniejszego faceta pod sloncem... biore leki, teraz nie mam kiedy chodzic na terapie, moze od czerwca dam rade. Nie radze sobie z niczym, nie wiem jak mi sie udaje chodzic do pracy, a moze to mnie trzyma??? Dowiedzialam się ostatnio o powaznej chorobie mojego taty, czasem nie mam sil wstać z lozka... zawsze bylam bardzo aktywna, potrafilam sie cieszyc wszystkim, teraz jakby ktos wylaczyl przycisk. Moj narzeczony bardzo mnie wspiera, jest po prostu niesamowity...

Nie wiem zupełnie, co robic ... Czy Ktoś z tym wygrał? może coś podpowiedzieć?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
10 kwi 2015, 18:38

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez ashanti87 23 kwi 2015, 12:15
Cudownie, że są tacy ludzie, jak Wy...Czasem mam ochotę powiedzieć narzeczonemu, że to koniec, że jestem bardzo zmęczona, że może po prostu się odkochałam. Ale co z tymi momentami, kiedy ze łzami w oczach patrzę na niego i tak bardzo go kocham ? Ja od trzech dni jestem odcięta od wszystkiego. Tak samo pracuję i są chwile, w których nie mogę ustać na nogach, ścisk w żołądku i ten wewnętrzny ból, który wysysa ze mnie życie :( Chłopak stał się dla mnie obojętny, a tak bardzo chciałabym widzieć w nim, to ck kiedyś :( Chodziłam na terapię, która mi pomagała, ale mieszkam teraz w Anglii i nie mam takiej możliwości. Jedyne, co pomaga, to leki, a szczególnie Zomiren, to dla mnie tabletka szczęścia, niestety na krótki czas :( Może jest ktoś rzeczywiście, kto przez to przeszedł i wie, jak pomóc ? :( Dziękuję kitty 1234 :)
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
19 mar 2015, 21:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do