Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez tosiaantosia 25 wrz 2014, 17:53
hej hej :) oczywiście nie poszłam do cygana, żeby dowiedzieć się czy będzie dobrze, po prostu się napatoczył, ale powiem wam, że teraz już trzeźwo do tego podchodzę, bo z drugiej strony gdyby powiedział "to jest pani miłość na całe życie" to też jest bez sensu, bo przeciez moglibysmy się zdradzać, nie szanować - ale trwałabym w tym, bo cygan mi tak powiedział?:) chyba nieee :))
Zastanawia mnie tylko, dlaczego tak powiedział "to nie jest pani prawdziwa miłość" ale zobaczył moją reakcję i powiedziałam, ale ja Go bardzo kocham i on mnie też, jestem z nim szczęśliwa i w ogóle i zapytałam o dziecko, powiedział, że będę miała 3 z moim narzeczonym, a potem zapytałam czy z tym innym tez będe miała, to jakby mu się orzypomniało, że miałam mieć jeszcze jednego facia i powiedział, że z tym jedno:D ale kto by mnie wziął z 3 dzieci :)) heh, powiedzcie, że nie mam wierzyć w te bajki to będzie mi łatwiej :)
Musze pamiętać, że to ja ja jestem kowalem swojego losu :)
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
18 maja 2012, 09:09

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 26 wrz 2014, 22:55
Otóż to,każdy jest kowalem swojego losu,a wróżów nie słuchaj,bo ściemniają ;)
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez afro_nowa 19 lis 2014, 11:40
Jeżeli mogę jakoś pomóc to chciałam się podzielić czymś.
Około rok temu zaczęłam tu pisać, zmagałam się z tym nieco ponad rok i doskonale rozumiem wszystkich,którzy przez to przechodzą. W 80% pomogła mi książka "potęga podświadomości" Murphie'go. Zrozumiałam wiele rzeczy. Najważniejsza rzeczą jest akceptacja myśli i spokój. Pogodzenie się w jakimś sensie z nimi... Najgorzej jest na początku choroby bo sama wiem, jak to wygląda. Nic nie dociera, ciągły płacz i strach. Polecam książkę, polecam przeczytać ją 2 x ,przemyśleć swoje zachowanie i spróbować wcielić w życie spokój, opanowanie, akceptację.
Jestem z moim chłopakiem już 3 lata, niedługo mamy rocznice, wiem, że kocham i jest cudownie :)
Oczywiście,są złe momenty, 2x w miesiącu kiedy przyjdzie mi coś do głowy ale mam tę umiejętność radzenia sobie z tym. Pamiętam jak rok temu marzyłam żeby mu powiedzieć "Kocham Cie". Teraz robię to bardzo często i czuję szczęście,spokój jakąś wewnętrzną harmonię.
Pomogło też : " Dobrze, nie kocham i co z tego? Jestem z nim, chcę być, bo nie chcę być samotna, bo nie chcę tęsknić " Wymyślałam proste powody dla których chcę być z nim i tak każdego dnia trwałam i można powiedzieć ,że mi się udało, chociaż nie wiadomo co przyniesie czas. Nauczyłam się bardziej myśleć o sobie, o swoim zdrowiu, o tym czego potrzebuję, że nikt inny nie ma wpływu na moje życie tylko ja sama, zbliżyłam się do Boga poprzez modlitwę i zrozumiałam 1000 innych rzeczy przez tę chorobę. TO PO COŚ JEST i teraz to wiem;) No i chyba nie muszę mówić o pozytywnym myśleniu, którego technika jest opisana w w/w ksiązce.
Chętnie odpowiem na jakieś pytania i ludzie, nie poddawajcie się ! Kochacie, bo trwacie :)

"Niech nasza dro­ga będzie wspólna. Niech nasza mod­litwa będzie po­kor­na. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszys­tkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać. "- JPII

"Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy. Pus­ty­nia też nie może być aż tak bez­nadziej­na, żeby nie można było od­kryć oazy. Pogódź się z życiem, ta­kim ja­kie ono jest. Zaw­sze gdzieś cze­ka ja­kaś mała ra­dość. Is­tnieją kwiaty, które kwitną na­wet w zimie. "- Phil Bosmans

"W tym cho­ler­nym życiu pot­rzeb­na jest miłość, która męczy, du­si i za­bija... bez niej jest wiel­ka pustka. "- Jim Morrison

"Wszys­tko, co nas spo­tyka – zdro­wie czy cier­pienie, dob­ro czy zło, chleb czy głód, przy­jaźń ludzka czy niechęć, dob­ro­byt czy niedos­ta­tek – wszys­tko to w ręku Bo­ga może działać ku dobremu. "-Stefan Wyszyński

"Nie trać nig­dy cier­pli­wości; to jest os­tatni klucz, który ot­wiera drzwi. "-Antoine de Saint- Exupery
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
12 sty 2014, 19:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez tosiaantosia 20 gru 2014, 21:53
Jak tam U Was?
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
18 maja 2012, 09:09

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Dawidoff 20 gru 2014, 23:36
Raz lepiej, raz gorzej, ale coraz więcej tego "lepiej" :). Sporo pozytywnych uczuć, a natręctwa już nie trwają całe dni i remisje są dłuższe. Nabrało to swoistej cykliczności, przez wakacje uderzało równiuśko co miesiąc, teraz uderza tak co trzy tygodnie, czasem później. Zawsze jeden dzień jest mocniejszy, taki, że nawet facetowi chce się ryczeć. Ostatnio mam głównie natręctwa, że pożądam innych dziewczyn i jest mi z tym źle (choć z tego co wiem, to normalne, że czasem na drodze się człowiek oglądnie, a szczególnie u facetów - przynajmniej u moich kumpli, a część z nich ma spory staż), pomimo że moja dziewczyna jest naprawdę śliczna i nasze relacje są naprawdę super. W sferze seksualnej też nie mam powodów do narzekania. Ostatnio mam też często natręctwo, kiedy rozmawiam przez telefon ze swoją dziewczyną, że nie chcę z nią rozmawiać, że rozmowa trwa za długo. A w sumie nie wiem, czy godzina telefonicznej rozmowy dziennie (nie licząc esemesy i fejsbuków w ciągu dnia) to długo, zważywszy, że wprowadziliśmy sobie taki rytuał, jak jesteśmy w rozłące. Na początku związku potrafiłem rozmawiać nawet 2h, teraz też czasami, ale po jakimś czasie, kołoczą się myśli typu: "a nie powinieneś już skończyć", "czy chce ci się rozmawiać" itd. Strasznie to irytujące i czasem mnie to przeraża.
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
08 mar 2014, 00:52

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez tosiaantosia 27 gru 2014, 19:47
hej:)
U mnie również raz lepiej raz gorzej. Najgorsze sa mysli, że może to nie są tylko mysli, tylko prawda, ale to nie może być prawda, bo tule się, kochamy się, fajnie spędzamy czas razem:) Ale niestety i tak się boje, .że to prawda, a nie mysli:)
ostatnio jak jechałam samochodem to mijałam typka, w którym kiedys się podkochiwałam, zanim jeszcze poznałam ukochanego. może podkochiwałam, to za duzo powiedziane, imponował mi i zabiegałam o jego względy, ale bezskutecznie:D oczywiście pomyslałam "żeby tylko ten mi się w głowie nie ujebał" i bach - oczywiście za jakiś czas kolejna natretna mysl z nim w roli głównej:) że pewnie z nim tez by było tak fajnie jak z moim narzeczonym itp. :) boże, jak strasznie to męczy, bo nie umiem powiedziec sobie, że to tylko mysli, tylko wkurzam się na siebie i dochodze do wniosku, że jestem niezłą suką, skoro myslę o innym i jest mi wtedy mega smutno, bo nie chce o nim mysleć przecież. Kumpela do mnie "to nie mysl" no chciałabym żeby było to takie łatwe....
Nie boicie się, że to nie są tylko mysli? ja się martwie, że to nie są tylko mysli, ale jeśli nie kochałabym to chyba jakos inaczej bym reagowała, co? Ja nie wiem, bo jest to mój pierwszy taki fajny, długi związek, z innymi z którymi się spotykałam i nic nie czułam to po prostu nie kontynuowałam, ale to były krótkie historie, a nie takie jak teraz...
czytam na forum dla "normalnych ludzi", że jednak można się po proatu odkochac i tego się boje, że dziewczyny niby kochajam , a zdradzaja itp.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
18 maja 2012, 09:09

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Dawidoff 04 sty 2015, 21:19
Skoro się walczy, to jednak coś ta druga osoba dla nas znaczy, prawda? Ja walczę już 10 miesięcy i nie zamierzam się poddać, bo wiem, że mam super dziewczynę i chcę z nią się zestarzeć.
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
08 mar 2014, 00:52

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez lena.lena 30 sty 2015, 03:01
Ja też mam myśli że nie kocham narzeczonego że wole chłopaka który mi się kiedyś podobał. Długo już mnie to męczy bo to już trzy lata. Wcale nie pomaga iść za tymi myślami bo ja już dwa razy spróbowałam i bardzo tego żałuje. Dwa razy rozchodziłam się z narzeczonym bo wierzyłam tym myślom i myślałam ze przez to ze z nim jestem odczuwam lęk i ze jak sie rozejdziemy ze to minie. wcale nie pomogło drugim razem w akcie paniki napisałam do tego kolegi i treakcie rozmowy zapytałam czy nigdy by nam nie wyszło on powiedział ze nie. nie to że chciałam tylko to było upewnienie sie nic nie pomogło tylko miałam gorsze natrętne myśli i ogromne wyrzuty sumienia. narzeczony wcześniej nie wiedział o tych myślach zreszta nie wiedziałam sama co mi jest dowiedziałam się 4 miesiące temu na wizycie u psychiatry. też do mnie wracaja te myśli ze gdy widywałam tego chłopaka to ze wole jego niż narzeczonego ze jest bardziej przystojny itp ze jak bedzie do mnie zarywać to ze zostawie narzeczonego dla niego, często jak go widziałam w szkole wpadałam w panike bo sie bałam ze jak go zobacze bardziej mi sie bedzie podobał niż narzeczony. Starałam się wtedy patrzeć na niego i z przymusem aqnalizować i znajdować argumrnty że wole narzeczonego i ze narzeczonego kocham ale wtedy jeszcze więcej myśli natrętnych się pojwiało i większy lęk i wpadałam w depresje. Teraz czuje się lepiej chociaż te myśli nawracaja ale narzeczony wszystko wie i wspiera mnie. Bierzemy w tym roku ślub i staram się walczyć nie analizować. Nie chce już iść za tymi myślami bo to nie jest wyjście. jedynym wyjściem jest walka i wiara. Jeśli ktoś ma podobnie niech pisze. Jest mi lżej jak się komuś wygadam chociaż na chwile bo i tak za chwile natręctwa wrócą. :cry:
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
21 sty 2015, 01:35

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez tosiaantosia 30 sty 2015, 22:50
Cześć Lena.lena :) kurczę, jak TY to wytrzymałaś przez 3 lata? Już samo to powinno Cię przekonać do tego, że kochasz narzeczonego, bo trwasz mimo tych myśli. U mnie jest lepiej :) oczywiście mysli wracaja, wkurzają itp., ale staram się wiedzieć, że to tylko mysli i to nie moje a mysli nerwicy :) a wcoraj w pracy miałam taki dzień, że myslałam, że wyjdę na Galerie i zaczne kryczeć, e kocham mojego narzeczonego! :D uwielbiam to. Uwieliam się tuli itp. :) nie ukrywam, że jak pojawi się myśl, że moglibyśmy się w przyszłości rozstać, i to z mojej winy, że z dnia na dien stwierdze, że nie kocham, e się wypale to jeste prerażona, ale staram się nie wybiegac w przyszłość. A poza tym chciałabym w tym roku zajść w ciążę ;)
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
18 maja 2012, 09:09

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez lena.lena 31 sty 2015, 11:46
tosiaantosia, wytrzymuje bo kocham narzeczonego ponad to wszystko. dlatego. nie moge pozwolic by choroba układała mi zycie i chociazz jest mi bardzo ciężko muszę dla siebie i dla narzeczonego walczyć, już mam dosyć poddawania się ;)
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
21 sty 2015, 01:35

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Stiw 01 lut 2015, 15:13
Mam dokładnie ten sam problem co Wy, dziewczyny. Też ciągle mam myśli, że nie kocham narzeczonej, że wolę poprzednią dziewczynę, albo w ogóle jakąkolwiek inną. Gdy narzeczona mówi, że mnie kocha, albo gdy np. w TV leci coś o miłości to zaraz NN się pojawia i zaczyna mi to przypominać. Ale tłumaczę to sobie, że niby jak mógłbym jej nie kochać? Oświadczyłem się, chcę wziąć z nią ślub, chcę mieć dzieci, chcę spędzać czas, wspieram, martwię się, opiekuję, dbam, tęsknie, pragnę, rozśmieszam itd, itd... to czy to nie jest miłość? To właśnie jest przecież MIŁOŚĆ, więc ją KOCHAM, a te bzdurne rozkminki, to tylko pieprzona NN, która próbuje zepsuć mi moje szczęście. Tak jak rak wątroby psuje wątrobę, tak NN psuje rozum. Mam rację?

-- 01 lut 2015, 21:48 --

Widzę las rąk :blabla:
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
14 lis 2013, 13:01

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez refren 04 lut 2015, 13:53
Wiesz że masz.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3264
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Stiw 04 lut 2015, 14:01
Wiem tylko wtedy gdy działa lek, lub gdy akurat czuję się pewnie. Teraz, w tym momencie, znów atakuje ze zdwojoną siłą i wcale taki pewny nie jestem. Choć akurat obecnie natręctwo znów nasiliło się w innej kwestii, tym razem wspomnienia z dzieciństwa, konkretnie jedno, które wspominam źle. Dotyczy to moich relacji z rodzicami. Nie, nie, żadne pedofilstwo, czy cokolwiek takiego, po prostu przez pewien dłuższy okres czasu miałem nie po drodze z rodzicami. U mnie to był pewnie młodzieńczy bunt, a u nich jakieś przekwitanie. Ale był i wówczas bardzo ciężko nam się ze sobą żyło. Było - minęło. Teraz z rodzicami mam kontakt znakomity, ale co z tego, skoro NN i tak każe mi opowiadać o tej przeszłości mojej narzeczonej. Przeszłości, która była wiele lat temu i dawno minęła, ale powraca w natrętnych myślach, przed którymi się bronię. Bronię się, żeby o tym nie mówić, bo PO JAKĄ CHOLERĘ????
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
14 lis 2013, 13:01

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez refren 04 lut 2015, 14:22
To dobrze, że lek czasem działa, bierzesz już długo czy dopiero wchodzisz?
Każdy ma jakieś ciemne karty z przeszłości i pewne ślady mogą zostać. Nie jesteśmy monolitami, ani nikt nie jest doskonały. Nie musisz być idealny, to nie byłbyś naprawdę Ty.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3264
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do