Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez NN 1982 05 lut 2014, 23:38
afro_nowa, Nie poddawaj sie, taki pozytywny post ostatni, a tu dolek, walcz i nie przestawaj, wszyscy chyba tu walczą, jedni po cichu drudzy głośniej. Ja tez w dole ale nie odpuszcze, bedę walczył bo mam o co i to daje mi silę, ktoś tu często pisał ze dopuki walczysz jestes zwycięzcą. Ja dzisiaj odkryłem że przez całe życie uciekałem, od wszystkiego a przede wszystkim od odpowiedzialności za cokolwiek i wycofywałem sie gdy cel był bliski. Tym razem nie uciekne, mam wszystko o czym marzyłem (oprócz nn lęków i depresji :)) i pewnie podświadomość chce jak zwykle uciec ale ja nie chce. Bede walczyl choćbym mial sie po......ać a nawet wtedy posprzątam i walcze dalej. Nie ma poddawania sie, pamiętaj że to jest w tobie a nie w twojej drugiej połówce, jak uciekniesz to sie powtórzy. takie przemyślenia po dzisiejszym spacerze, leczysz sie? leki? terapia?
pozdrawiam
If you going thru hell.... keep on going
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sty 2014, 16:20

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez afro_nowa 06 lut 2014, 11:34
Niestety nie leczę sie, mam 17 lat ( pewnie sobie pomyślisz że w takim wieku to przesadzam, bo przecież tyle przede mną...) i rodzice nie chcą się zgodzić żeby mi jakoś pomóc. Mówią że sobie dobieram do głowy, zamiast życ tym co mam i nie przejmować się niczym, bo przecież niczego mi nie brakuje. Tylko takie słowa nic nie dają ale tego chyba nie muszę mówić. Walcze razem z moim chłopakiem od 5 miesięcy i jestem z tego dumna. Zawsze chciałam żeby był moim męzem(jestesmy ze sobą ponad 2 lata), nigdy nie chciałam być z kimś innym... Są dni dooobre, bardzo dobre ale jest przewaga tych złych. Dodatkowo paraliżuje mnie myśl, że pójde na studia, poznam kogoś, wszystko się rozpadnie, a ja nie chce go stracić co potęguje myśl że teraz powinnam to zakończyć skoro i tak nic z tego. A racjonalnie wiem, że wszystko jest w moich rękach, nie ma przypadku, nie ma :"co ma być to będzie", tylko jest to o czym sami zdecydujemy i o co zawalczymy.
Wiem, że to nerwica bo moje myśli zmieniają tor, gdy ledwo się jeden temat uspokoi. Myślałam o tym, że jestem lesbijką, przeszło mi, myśłałam o tym że go nie kocham, przeszło, nie chce brać z nim ślubu, przeszło, powinnam być z kolegą, przeszło, w takim razie powinnam być z innym, przeszło,znów lesbijka i tak w kółko. :hide:
Najgorsze jest w tym wszystkim że boje sie przytulenia itp, a skoro się boję to też nie chcę. Doszukałam się u mnie przeszłości która moglaby to spowodować ale kompletnie nic to nie dało. Ty też się trzymaj! :)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
12 sty 2014, 19:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez NN 1982 06 lut 2014, 21:59
Hej, absolutnie nie, na nerwice nie jest sie za mlodym :) ja mam nerwice całe życie, a to że tyle przed Tobą to na pewno.... cudownych chwil ze swoim facetem :) pomysl o leczeniu, samo przyszło ale samo nie przejdzie,nie bój sie psychiatry czy psychoterapeuty, wiem że stereotypy są silne ale to taki sam lekarz i rehabilitant jak np ortopeda i fizjoterapeuta, warto spróbować, poszukaj na necie opini o psychiatrach w swoim mieście i do roboty. Psychiatra może polecić terapeute, najważniejsze to coś z tym robić, im dłużej zwlekasz tym trudniej jest z tego wyjść, wiem coś o tym bo jestem specjalistą w zwlekaniu i odklładaniu i mam silne objawy na własne życzenie. Rodzicom sie za bardzo nie dziw bo kto tego nie przeszedł nie ma pojęcia jak to wygląda, myśle po wizycie u psychiatry inaczej bedą patrzeć na problem. Ile razy ja słyszałem, "nie chcesz o tym myślec to nie myśl" :) znam wszystkie objawy o których piszesz, ja to czasami nie moge wyjść z domu bo co jak ktoś mi sie bardziej spodoba. Super ze masz wsparcie w facecie, to ważne. Popatrz jakie nerwica podsówa absurdy, w jednym zdaniu piszemy, "nie chce go stracić ..... powinnam to zakończyć" :) to częste myślenie ( ja tak myśle setki razy dziennie) Co do szukania w przeszlosci to pewnie wiesz że są dwie szkoły, jedna zakłada analize przeszlości, druga w teraźniejszości i ewentualne korygowanie zachowań. Najważniejsze jednak jest to że samemu raczej sie tego nie zrobi. Nie chce też sugerować ani osądzać która jest lepsza, jednym pomaga jedna innym druga (ja akurat przerwałem pierwszą i zacząłem drugą) ale wiesz, jednym ogórki kiszone szkodzą a drugim poprawiaja nastrój wiec nie ma reguły.
Ruszaj do lekarza i na terapie, 5 miesięcy to niedługo wiec prognozy mogą być obiecujące, ja mam nn 32 lata wiec mam nadzieje że do 60tki sie z tego wygrzebie :)
Trzymaj sie i sie nie podawaj
If you going thru hell.... keep on going
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sty 2014, 16:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sensownie 20 lut 2014, 13:00
Nie wiem, co już robić :( Siedzę i cały czas myślę, może tak a może inaczej, może jednak, może.. Myślę i już wymiękam. Siedzę właśnie w pracy i nie mogę się skupić na najmniejszej najłatwiejszej sprawie i obowiązku. Miewałem już takie kiedyś stany ale były chwilowe i po kilku dniach mijało teraz jest inaczej, to trwa nieprzerwanie.. Myślę i mam łzy w oczach.. facet 31lat.. Wszystko było w porządku no może nie najlepszym ale jakoś dawałem sobie radę, byłem radosny i nie przejmowałem się zbytnio trudnościami bo większości z nich udawało mi się sprostać. Normalne podejście i normalne życie. Związki w których byłem jak już się kończyły zbyt nie przeżywałem, było przykro nie powiem i jakiś żal był. Od ostatniego związku minęło prawie 2 lata. I nagle pod koniec zeszłego roku coś się wydarzyło tzn. "spotkałem" Kobietę która "znam" od wielu lat i zawsze byliśmy tylko znajomymi jednak coś zaiskrzyło między nami tak o po prostu i zaczęliśmy się spotykać. Jednak po tych zaledwie kilku miesiącach ledwo żyję, ledwo jestem w stanie spać(po 2-4h) nie potrafię już przebywać sam bo.. myślę uporczywie i się boję. Zaczęło się to dziać po tym jak pierwszy raz Ona ze mną zerwała tzn oznajmiła mi, że nie powinniśmy się spotykać ot tak. Jednak się nie poddałem i pierwszy raz w życiu chciałem walczyć o kogoś. Udało mi się ją przekonać. Było dobrze przez dwa tygodnie po czym znowu mi oznajmiła, że lepiej abyśmy się nie spotykali.. znowu rozmowa i tłumaczenie pytanie dlaczego i w końcu odpowiedź "nie chcę Cie zranić". Jakoś przeszło jednak nie do końca, unikała mnie unikała rozmowy i spotkania. Ja zacząłem się bardzo mocno przejmować i stresować, doszło do tego, że przestałem sypiać i jeść bo nie mogę się przemóc do zjedzenia czegoś nie mam łaknienia a jak już się zmuszę do wypicia jogurtu to powstrzymuję się przed zwymiotowaniem..
W styczniu szukałem mieszkania i się w końcu przeprowadziłem, miała mi pomóc jednak po pierwszej wizycie u mnie w nowym mieszkaniu rozpłakała się i nie chciała mi powiedzieć czemu i tego nie rozumiałem. 3 dni później powiedziała, że nie powinniśmy.. tym razem już na serio.
Na nic nie zdały się moje tłumaczenia i prośby o jakieś uzasadnienie. Załamałem się. Cały czas myślałem i myślę nadal, to jest męczące..
Nie wytrzymałem po kilku dniach i poszedłem pełen obaw i wbrew "męskiej dumie" do psychoterapeutki i tam pękłem jak balon. Stwierdziła, że ogólne objawy są normalne(typowe ludzkie emocje) i po dłuższej rozmowie o doświadczeniach życiowych nakreśliła mi jak się okazała sedno sprawy. Za wszystko przepraszam i biorę do siebie, nawet jak nie jest to moja wina i obarczam się za wszystko co złe nawet jak jest to ewidentna wina innej osoby. Sam podczas tej sesji ją wielokrotnie przepraszałem na co mi zwróciła uwagę, przeprosiłem za zużycie chusteczki, za to że w takim jestem stanie, za to że nie wiedziałem, że za wizyty u niej płaci się przelewem a nie gotówką(pomimo tego iż powiedziała że zapomniała mi o tym powiedzieć i to jej wina).
Starałem się spotykać z znajomymi przyjaciółmi ale w ich obecności było mi źle i się męczę w towarzystwie co jeszcze bardziej mnie dobija.
W ostatnich dniach znowu jestem z tą dziewczyną odezwała się, zacząłem kolejną walkę, zeszliśmy się i zebrała się na odwagę powiedzieć co się z nią dzieje czego się boi i że boi się mojej reakcji na to co chce powiedzieć. Powiedziała, że ma nerwicę i się panicznie boi, mnie uczuć i wszystkiego co z tym związane i dlatego uciekała nie tyle ode mnie tylko od uczuć.. Porozmawialiśmy powiedziałem, że cieszę się z tego powodu że mi o tym powiedziała że nie ma czego się bać i że jak tylko będę umiał będę ją wspierał. Teraz rozmawia ze mną mówi mi o tym że "ścisnął" jej się żołądek że się denerwuje biorę to pod uwagę i staram się być na każdym roku delikatny, nie śpieszę się i okazuję zrozumienie.. jednak..
Ja nadal nie mogę się pozbyć tych moich myśli, które są w mojej głowie przybijają mnie uczucia których wcześniej nie miałem mam miliardy myśli z którymi już nie umiem sobie poradzić biję się z nimi boję się ich.. Myślałem że minie to ale nadal one są ze mną obawy i te przeklęte myśli.. Podziwiam, ją że miała odwagę sam też jej wiele powiedziałem ale ja boje się powiedzieć jej o tym co u mnie się dzieje w głowie.. strach mnie paraliżuje. Coraz bardziej.. coraz więcej obaw jak mam do niej zadzwonić odezwać spotkać to umieram.. Nie wiem już co robić, chce z nią być i wspierać i być dla niej, tylko jak(?) jak już sam siebie ledwo składam do kupy..
Los jest nieprzewidywalny i do 4liter :(
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
20 lut 2014, 10:40

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 17 mar 2014, 18:10
"Co by bylo gdybym..." to jeden z moich 'ulubionych' watkow. Temat przerabialam nie raz nie dwa, najgorzej bylo przed slubem - istna histeria, bo co jesli to nie ten i skad w ogole mam wiedziec ze go kocham. Ostatecznie jestesmy razem od kilku lat, mamy dzieci, a pytanie czy go kocham wraca znow. Myslalam ze mam to przerobione, uznalam za pewnik ze kocham, mimo ze czasem jak sie poklocimy to potrafi sie pojawic mysl ze to byl blad. Jednak ostatnio jestem w slabej kondycji psychicznej... natrectwa sie nasilaja, mysle o sobie bardzo zle, bardzo kiepsko sie czuje, uzalam sie nad soba strasznie i strasznie mnie wkurza moja niemoc ze nic nie umiem z tym zrobic. Ale do czego zmierzam. Przyjaciolka powiedziala ze przed rozwodem tez miala dreczace ja mysli, ze to nie ten, ze go nie kocha, ze nie chce z nim byc, ze ja obrzydza. Po rozwodzie minelo od razu, a trwalo to kilka lat i probowala udawac ze tych mysli nie ma.Zasugerowala ze moze mam ten sam problem, ze po prostu nie kocham mojego meza. I az mnie scisnelo w dolku, bo co jesli to prawda? Co jesli go nie kocham, jesli sie pomylilam i oszukuje nas oboje? Tez mialam kiedys mysl ze moj maz jest okropny, tez czesto sie klocimy, ze czasem czuje sie samotna i niedoceniana. I przede wszystkim ze nie jestem szczesliwa. I choc do tej pory myslalam ze po prostu nie umiem byc szczesliwa, bo jestem pesymistka i ciagle doszukuje sie we wszystkim negatywow i mam ogromny problem z samoakceptacja, to mimo tego znow zakielkowala mysl ze moze go nie kocham, moze on jest zrodlem wszystkich moich problemow, mysli i zlych emocji - a wlasciwie nie on, a moja sytuacja i to malzenstwo. Z jednej strony walka czy go kocham, a z drugiej na mysl o rozstaniu czuje az mdlosci i panike - i tu znow mysli ze moze po prostu boje sie rozstania i zaczynania od nowa, a nie ze to milosc. Jak tylko znajde jakis pozytyw pojawia sie kilka negatywow. Juz sama nie wie co jest prawda a co nn :/
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez bedzie.dobrze 17 mar 2014, 20:30
amandia, kochana skoro uwazasz, ze ta mysl jest dręcząca..to jak moze byc prawdziwa? Mysle, ze duzo w Tobie zaległej wscieklosci na rodziców i dokonujesz przeniesienia na męża...ja jestem w terapii od 3 lat...tez borykam sie z ta mysla 'kocham nie kocham'...terapuetka podsumowała..skoro wiem, ze moj mąż to dobry czlowiek, nie krzywdzi mnie, wspiera mnie....a ja i tak czuje na niego wkurwa i obwiniam go o całym moj stan...to to jest ewidentnie problem z dziecinstwa...reagujemy emocjami z przeszlosci na terazniejszosc. Sporobuj moze terapii. A co do kolezanki...czy ona tez miała zdiagnozowana nn? ;) Zazwyczaj u stablinych emocjoinalnie osob mysli o nietrafnej decyzji nie wywoluja mega lęku, mdlosci, paniki, braku checi do zycia....po prostu stwierdzaja fakt i tyle.

-- 17 mar 2014, 19:48 --

pamietaj, ze problem tkwi w Tobie, nie w Męzu...on absolutnie nic nie ma wspolnego z tych co sie dzieje w Twoim srodku.Zmienisz meza...problem znow powroci....chcesz uciekac...ale jak uciekniesz od siebie? To sie bedzie wlokło za Toba, dopoki siebie w srodku nie poukladasz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
27 mar 2013, 07:51

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 17 mar 2014, 21:43
Kolezanka nie ma nn, ale tez twierdzi ze bala sie mysli ze nie kocha faceta z ktorym jest. Docieralo to do niej jakis czas, najpierw z tym walczyla bo chciala ratowac zwiazek, nie dopuszczala tej mysli, a potem jak odeszla poczula ulge. Ta mysl, ten niepokoj minal.

Ja wiem ze to nn, borykam sie od lat. I wiem ze we mnie jest problem, mam dramatycznie niska samoocene, komleksy - rowniez z powodu nn, ktora czesto utrudnia mi zycie (po prostu czuje sie gorsza). Moi rodzice sa w porzadku, nie mam pojecia jakie bledy mogli popelnic, bo mialan dobre dziecinstwo. Faktem jest jednak ze nie jestem od nich do konca odseparowana, jestesmy mocno zwiazani emocjonalnie (ja z nimi wlasciwie). Do tego mam straszne problemy nawiazywaniem znajomosci, jestem raczej domatorka.

Z mezem to jest tak, ze nn mocno nasililo mi sie w czasie trwania zwiazku, jeszcze przed slubem. Jak zaplanowalismy slub zaczely sie mysli czy go kocham? A jesli tak to skad wiem ze to milosc? Jak to poznac? Skad wiedziec ze to ten? Oczekiwalam pieknej, filmowej milosci. Czas przed slubem byl naprawde stasznym okresem, potem odczulam tylko ulge ze juz po.
Pozniej jeszcze czasem nachodzily mnie te mysli m.in. jak zaczelismy strac sie o dziecko. Pozniej znow spokoj na jakies 3 lata i teraz znow.
Zaczelo sie od tego ze kiedys w jakiejs intymnej chwili pomyslalam sobie 'o jej... to moj maz...' w sensie ze juz tak na zawsze... do tego znajme uczucie sciskania w dolku i mdlosci. Od razu uznalam ze moze maz mnie obrzydza i to dlatego. Potem znow mysli ze mnie nie pociaga, ze go nie kocham, ani on mnie. No i znow mysli ze jestem beznadziejna, znow boje sie ze go nie kocham, a jednoczesnie mysli ze moze faktycznie tak jest. Ze po prostu go nie kocham... i ciagla hustawka skad mam to wiedziec
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez khaleesi 25 mar 2014, 14:55
Mnie takie natręctwa nawiedzają od pół roku. Analiza i analiza czy tak czy nie. Czy kocham czy nie. Najlepsze, ze ja wiem, ze to wynik natręctw bo mówiłam o tym psychiatrze. Obrazek
"Zajmij się życiem albo umieraniem"
Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois
Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich
Avatar użytkownika
Offline
Mistrz Avatara
Posty
12625
Dołączył(a)
20 lis 2010, 22:09
Lokalizacja
Kraina Czarów ekm Smoczków! :)

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Osa1 25 mar 2014, 18:05
miłosc odwieczne cierpienie
Offline
Posty
136
Dołączył(a)
26 lis 2013, 19:47
Lokalizacja
W krainie marzen...

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez NN 1982 26 mar 2014, 21:15
Heja, nie jest łatwo z nn jeszcze "doprawioną" depresją, czy może na odwrót. Ja mam ciekawe spostrzeżenie mojej terapeutki, to nie treść myśli jest objawem lecz mechanizm który każe nam non stop sprawdzać, zebyśmy w koncu byli na 100 % pewni. Porównała to do ciągłego sprawdzania kurków z gazem czy zamkniętych drzwi. Ciekawe odkrycie, pomyślcie ile godzin dziennie myślicie o tym czy kocham czy nie (czy chce być z nim/nią czy nie). U mnie jest to jakieś 14 godzin na 16. Jak wynik analizy jest pozytywny to jest chwila ulgi, ale zaraz znowu, "hmmmm, ale czy na pewno, czy moze sie oszukuję? , po czym bym poznał że nie chce? Czy już nie chce, czy jeszcze chce" i tak w kółko. Podobno ludzie bez nn czy depresji też o tych rzeczach myslą ale nie w takim natężeniu i nie z takimi skutkami. Czy to prawda? Nie wiem, nigdy nie doświadczyłem :) generalnie myśle że to jest w nas i nie ma żadnego związku z otoczeniem, żadna zewnętrzna zmiana nie "wyprostuje" naszego myślenia oprócz cieżkiej pracy na terapii. Sie rozpisalem, dobra ide troche się poupewniać:) trzyjmajcie sie
If you going thru hell.... keep on going
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sty 2014, 16:20

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez khaleesi 26 mar 2014, 22:18
NN 1982, mądry post napisałaś/łeś
"Zajmij się życiem albo umieraniem"
Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois
Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich
Avatar użytkownika
Offline
Mistrz Avatara
Posty
12625
Dołączył(a)
20 lis 2010, 22:09
Lokalizacja
Kraina Czarów ekm Smoczków! :)

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez elo 26 mar 2014, 22:25
jak wy to odrozniacie czy to wasze mysli czy ocd :?:
f20.0 f42.2 g40
kweta 100
akineton 2
klorazepan 20
propranolol 30
abilify 30
solian 400
potas 540
klonik 2 okazjonalnie
depakine chrono 600


https://www.youtube.com/watch?v=_xUFjl8LzmY&feature=kp
https://www.youtube.com/watch?v=RFzi8IQS-yY
Avatar użytkownika
elo
Offline
Posty
7667
Dołączył(a)
26 cze 2013, 13:56
Lokalizacja
dolny slask

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez khaleesi 26 mar 2014, 22:50
elo, jak mysli się stale to NN.
Osoba zdrowa może wyłaczyć sobie myślenie na niechciane tematy my tego nie możemy.
Ostatnio edytowano 26 mar 2014, 23:02 przez khaleesi, łącznie edytowano 1 raz
"Zajmij się życiem albo umieraniem"
Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois
Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich
Avatar użytkownika
Offline
Mistrz Avatara
Posty
12625
Dołączył(a)
20 lis 2010, 22:09
Lokalizacja
Kraina Czarów ekm Smoczków! :)

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez elo 26 mar 2014, 23:01
no z 1 strony masz racje ale ja o nigdy nie myslalam o niczym 24/7 tylko w okreslonych momentach mnie dopadaly mysli :(
f20.0 f42.2 g40
kweta 100
akineton 2
klorazepan 20
propranolol 30
abilify 30
solian 400
potas 540
klonik 2 okazjonalnie
depakine chrono 600


https://www.youtube.com/watch?v=_xUFjl8LzmY&feature=kp
https://www.youtube.com/watch?v=RFzi8IQS-yY
Avatar użytkownika
elo
Offline
Posty
7667
Dołączył(a)
26 cze 2013, 13:56
Lokalizacja
dolny slask

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do