Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 30 lip 2013, 12:38
Nie ma problemu, mam nadzieję, że mogłam pomóc :) Jeśli ktoś miałby jakieś pytania to chętnie odpowiem :) Pozdrawiam
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 11 sie 2013, 18:37
Co tam u Was? Ja wlasnie mialam kolejny ataak po tym jak slyszlalam rozmowe o tym rozstaniach. Momentalnie naplyw goraca, dretwienia rak i panika wtedy przypominaja mi sie natretne mysli i dochodze do wniosku ze nie kocham. Ostatnio dowoedzialam sie ze moj luby ma jechac na delegacje i pierwsza mysl ze nie vede pewnie tesknic, i wiem ze to byly te mysli ktorych nie chcialam.... Ciezka ta chorooba, cieezka!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez rikuhod 11 sie 2013, 23:10
agucha, wiesz nie wiem jak sytuacja u ciebie wygląda i mogę się mylić ale jeśli mogę coś poradzić
długo się zmagałem z nerwicą, ale w końcu znalazłem sposób na zwalczenie jej. Po pierwsze trzeba wszystkie natrętne myśli czy lęki ignorować. One nigdy nie mają sensu, nie są związane z naszym charakterem (z reguły pokazują coś całkowicie przeciwnego do nas dlatego się tak boimy). Rodzą się najczęściej przez zbyt nagromadzony stres. Nasz umysł w pewnym momencie nie może tego wytrzymać i da złość wypływa w postaci takich myśli. Są absurdalne i pojawiają się niewiadomo skąd dlatego nas tak przerażają. Te myśli tak naprawde nie przerażają nas bo boimy się, że są prawdziwe (tak jest dopiero jeśli sami w to uwierzymy)

Im dłużej gdybamy nad myślami, jak się ich pozbyć, skąd one się wzięły jak kolwiek sami zwracamy na nie uwage nasilamy je. Dopiero jak zaczniemy je ignorować to zaczną męczyć mniej. Dlatego jak jakiekolwiek myśli się pojawiają ignoruj je. Traktuj je jakby ich nie było. Wtedy zaczną słabnąć. Stopniowo będą męczyć mniej aż odejdą. :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
441
Dołączył(a)
24 gru 2012, 00:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 21 sie 2013, 13:01
U mnie znów nawrót ,niby idealnie nie było bo myśli sa non stop, gdzieś przeczytałam ze jak się nie czuje do danej osoby tego co kiedyś to znaczy ze się nie kocha.. A ja tak strasznie się boję ze nie tęsknię ze ciągle mnie drażni ze go oceniam a nie czuje nic a ze nic nie czuje to odrazu ze NIE KOCHAM :( odrazu zbiera mi się na płacz bo jak faktycznie to nie to ? Tyle przeżyliśmy razem a ja jestem taka pusta :( jakby to było kryzysowe to by z czasem przeszło a to trwa i trwa :( strasznie się boję tylko czego? A co jeśli to jest lęk przed zerwaniem , przed samotnoscia ..moze poprostu się przyzwyczilam i boję zostac bez iniego ? Tyle pytań bez odpowiedzi .. A najgorsze jest to ze myślę ze napewno nie kocham! Ehhh pomocy :((

-- 21 sie 2013, 12:04 --

Ezekiel, co słychać u ciebie ? Nic się nie oddzywasz na forum :)
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 23 sie 2013, 00:55
Dużo pracy i wspaniale spędzone 16 dni urlopu :) Nie wiem co jeszcze mogę dodać? :D
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 23 sie 2013, 10:27
Ezekiel, a jak tam była partnerka pewnie wkońcu jest szczęśliwa :) ?
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 24 sie 2013, 00:14
mains, Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia. Jedyne co wiem, to że nie ma nikogo w danej chwili. Nic więcej nie wiem, ponieważ kontaktów nie utrzymujemy. Podejrzewam, że troszkę utrudnia jej związanie się nerwica. Jeśli ja byłem jej pierwszym i jeszcze nie udało się jej być szczęśliwą to tym razem będzie jeszcze trudniej.
Bądźmy jednak dobrej myśli. To wspaniała dziewczyna, jak żadna inna. Jak wiedzie się Wam? Mi się układa wszystko aż za dobrze. Być może ma to związek z większą ilością czasu, ale naprawdę jest niesamowicie. Dodam też, że nie ma co się martwić na zaś. Potwierdziłem w praktyce, że miłość to uczucie, które ofiarowujemy - ofiarowujemy bo zawsze możemy dać ją komuś innemu ;)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 24 sie 2013, 00:38
Ezekiel,swietnie ze tak u Ciebie wesoło i ze tak sobie z tym poradziles :) zastanawia mnie fakt ze tyle czasu sobie poswieciliscie tyle lat razem a ti zero kontaktu :) ciekawi mnie też co ona czuje w tej chwili bo pprzecież podobno cierpi na to co my a może i nie :) przeczytaj mój wcześniejszy post to się dowiesz jak jest u mnie :( wszystko na NIE.nastawionie takie ze nic z tego nie bedzie,ze to kwestia czasu :( ze brak miłośći z mojej strony do mojego lubego :( tak mi z tym ciężko :((
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 24 sie 2013, 17:01
mains, miłość nie rośnie jak na krzaku i nie da się jej zerwać jak owoców. Rozwija się, zmienia, jest elastyczna, dostosowuje się. Czas nie zabija miłości, czas zabija skorupę, którą Ty miłością nazywałaś. Nie bez przyczyny mówi się na przysiędze małżeńskiej - na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Ponieważ związek się zmienia, uczucie się zmienia, życie się zmienia. Czas warunkuje zmiany, tak jak żadnej chwili nie zatrzymasz, tak nie zatrzymasz też żadnej emocji. Chwile są powielane, uczucia są powielane, ale w danej chwili zawsze jest unikalnym miejsce, emocja, ludzie, chwila. Nawet jeśli wszystko wydaje się być takie samo to czas sprawia, że powielona chwila nie jest już ta sama. Pamiętaj, że idealna kopia czegoś to wciąż tylko kopia. Zmierzam do tego, że miłość to nie bujanie w obłokach miłość to trwanie przy kimś wbrew wszystkiemu, nawet własnej nerwicy i każdego dnia sobie to udowadniasz.
Mamy wielu ludzi w naszym życiu, którzy regularnie nas denerwują, bywa, że wręcz permanentnie - jak rodzina, nawet przyjaciele, ale nigdy nie zwątpisz w miłość do nich, nawet jeśli przez miesiąc jedyne o czym myślisz to zgarować na głowie brata palącą się łopatę :) - życie nas od siebie nie odpycha, to nasze oczekiwania nas odpychają. Patrzysz na ludzi w parkach, na ludzi w telewizji, czytasz o wielkich miłościach, ale pamiętaj, że to co widzisz to tylko obraz, który masz przed oczami. Patrząc na jabłko nie spostrzeżesz w nim robaków, zgnilizny czy schowanego w nim pierścionka. Widzisz tylko piękne jabłko. Podobnie jest z miłością. Nadajemy jej konkretny, subiektywny obraz, który z kolei wzorowaliśmy na doświadczeniach - dziś często czerpanych z tanich i lipnych seriali czy internetowych poradników. Uwierz mi, żadna inna miłość nie jest lepsza niż ta Twoja. Dopóki jednak wierzysz, że jest inaczej - tak po prostu będzie :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 24 sie 2013, 20:39
Ezekiel, pieknie to ujales i przyznaje Ci 100% racji!:)
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez owocowymuss 03 wrz 2013, 20:23
Hej!
Taka cisza... co u Was? :)
U mnie różnie.
Doszłam do paru wniosków, a mianowicie że całe życie byłam ciśnięta. ALbo przez rodziców albo samą siebie. Żyłam pod ciągłym przymusem. I nie przyjmowałam opcji wybrania czegoś innego niż co sama sobie lub ktoś odgórnie mi narzucał. A teraz w związku boję się wszystkiego, że on mnie zmusza, że wymusza... a ja stawiam tylko większe bariery i specjalnie odciągam w drugą stronę, uciekam przed kontrolą, której mój chłopak mi tak na prawdę nie stawia. Stawiał na początku, ogólnie początek był słaby. Ale dużo przepracowaliśmy przez to prawie 1,5 roku. I nasz związek staje się bardziej normalny :) Bardziej już mamy swoje życie, nie siedzimy sobie ciągle na łbach. To było dla mnie męczące :( a jeszcze on miał do mnie pretensje o to że tak to odbieram. Zrozumiał swoje błędy po kilku miesiącach. Ale to dalej czasem boli. Jednak jest inaczej już , lepiej , o wiele lepiej. Ja też luzuję, staję się mniej zaborcza, bardziej potrafię zapanować nad swoją kłótliwością.
Głupi czas jest teraz, tak jakbym była dzieciakiem, który wszystkiego chce spróbować. Nawet zdrady. Mimo że nie chcę i chcę być z moim B. to myśli o tym czasem są straszne. Że może z kimś innym byłoby mi lepiej, że nie czuję tego czegoś, że co z tego że w poprzednim związku miałam takie same obawy, spiny i rozkminy... że to na pewno nie tak, że wmawiam sobie wszystko, że przecież to dopiero drugi chłopak, może z kimś innym bym tak nie miała :/ :(
I jeszcze po prostu co będzie jak poznam kogoś kto mi się spodoba :(
ale nie chcę.
Czasem się kłócimy, czasem coś mi nie odpowiada, wtedy mam gorsze spiny i myśli, jestem zniechęcona do związku wówczas :(
Mój B. też cierpi i nie rozumie. Był tak zmęczony moimi jazdami, że chciał się rozstać. Co ja się natłumaczyłam że idę do lekarza, żeby się dowiedzieć o co chodzi i się wyleczyć.
Rozumiem go, traktuje to jak realny problem i zagrożenie - że nie chcę z nim być.
Najgorsze było to, że jak już myślałam, że On ze mną zerwie to ryczałam jak głupia, myślałam czy będzie się dało do siebie wrócić, co zrobię, świat mi się sypał. A w momencie kiedy On zaczynał to traktować na zasadzie, że jest może jakaś nadzieja, to ja traciłam już tą wolę walki i od razu czułam zniechęcenie do związku.
O co chodzi?!
Czy ja muszę być na granicy żebym coś czuła?
Czy mnie to kręci i to lubię? Bo co? Bo wtedy czuję, że mi zależy? :(

Za 9 dni pierwsza wizyta u psychiatry, trochę się boję... sama nie wiem czego, że stwierdzi po co tam przyszłam albo co :/
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
02 maja 2013, 20:54

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 04 wrz 2013, 00:30
U mnie też bez rewelacji, nie mam ochoty na nic pytulanie nie nawet dotyk mnie drażni irytuje i jitwkurza to jest okropne.. Jeszcze znajoma mi powiedziała ze to jest tak jak z przyjacielem jak ma jakieś inne intencje niż ty to to wkurza i odechciewa a z partnerem powinno być inaczej.. Ze mna jest coraz gorzej chodź nie chce się poddać chce żeby było jak dawniej :( czułam i wiedziałam ze to jest to a teraz ... Szkoda gadac :(
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez owocowymuss 04 wrz 2013, 09:23
mains, będzie dobrze, jakoś damy radę ;)
Chodzisz na terapie?
Kurcze, u mnie dochodzi motyw, że ja byłam głupia na początku i od razu miałam wątpliwości czy w ten związek wejść, a skąd te wątpliwości?
Bo miałam przez rok nie wchodzić w żaden związek. A mój B. pojawił się w jego trakcie ;p ogólnie szybko się wszystko zaczęło i po pierwszym pocałunku, którego notabene nie chciałam, myślałam, że teraz już muszę z nim być. Co było chore, bo tylko spotęgowało we mnie spięcie :(
Zamiast mu powiedzieć, żeby poczekał, cokolwiek...
Jak Mu o tym powiedziałam po pół roku to się złapał za głowę.
Niestety czasu nie cofnę, wiem że z Bartkiem się bardzo zżyłam, podobał mi się, imponował, często okazywało się że chcemy tego samego i to było bardzo fajne :)
No a początek był jaki był. Przez niego mieliśmy cięższą drogę do przebycia. Tylko właśnie... stał mi się bardzo bliski.
Śmiem stwierdzić, że gdybym nie zaryzykowała (bo po tym pocałunku mimo wszystko jeszcze się zastanawiałam czy chcę) to bym się tak wahała całe wieki, aż On by mi uciekł. Decyzja byłaby tak samo trudna do podjęcia. Jedyne co, to czułabym więcej wolności no bo... oczywiście nie byłabym w związku. Ogólnie tęsknię za poczuciem wolności w związku. Myślę czasem, że jakbym była sama to czułabym się lepiej :( ale ja nie chcę B. tracić, chcę z Nim być, czuć się wolna, czuć się dobrze, realizować siebie.
Ogólnie mam dosyć despotycznego tatę i przez to chyba boję się utraty siebie, swoich marzeń, jakiejś autonomiczności w tym związku.
Odliczam dni do spotkania z psychiatrą...
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
02 maja 2013, 20:54

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 06 wrz 2013, 18:06
Ezekiel, doradz jak mam sobie poradzić :( znów jest coraz gorset :( zastanawiam sie czyy wogóle mam ochote się z nim widywac, nie ma we mnie już żadnych emocje nie ma nic :( nawet jak.pomysle ze się rozstaniemy. to już nie reaguje e żaden sposób :( to jest straszne ! O seksie nie ma mowy jeszcze przeczytałam ze jak się nie zmieni partnera na odpowiadniego to tak będzie :( te mmyśli mnie wykanczaja ! Może faktycznie już po wszystkim i już jest po wszystkim :( nie wiem co robić :((((
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do