Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 22 sty 2013, 01:00
mains, odpowiem pytaniem na pytanie - a dlaczego w ogóle tak Cie to martwi? Dlaczego szukasz na to odpowiedzi? Powiem Ci jak pewna głupawa Pani psycholog - co jeśli to naprawdę nie to? Zostaw go! Nie będziesz już musiała się bać. (Z Twojego opisu wynikało, że sama sprowokowałaś tą kłótnię. Szukasz powodu by sobie ulżyć - chcesz znaleźć pretekst by go zostawić prawda? Szukasz tu potwierdzenia by ten związek zakończyć.)
Zanim jednak to zrobisz - sama odpowiedz sobie na to pytanie - dlaczego w ogóle Cie to martwi? Dlaczego szukasz odpowiedzi na te pytania? Nie czułaś nic, żadnej skruchy, nie chciałaś go nawet przeprosić, ale mimo to szukasz odpowiedz na to - więc pytam raz jeszcze - co Cie trapi? Dlaczego to w ogóle Cie martwi? Czy przyzwoitość nie nakazuje przeprosić? Czy nie dziwi Ci, że nie chciałaś go przeprosić mimo, że (co wnioskuje z Twoich wypowiedzi i dziwnych pytań) gdzieś tam uważasz, że powinnaś? Czy czasami to nie są kolejne absurdalne pytania i myśli, czy to nie jest kolejny dowód na chorobliwy charakter tej sytuacji? Czy uważasz, że to jest normalne? Ta psycholog, o której mówię, swego czasu podsunęła mojej dziewczynie odpowiedź - jeśli nie chciałaś go nawet przeprosić, nawet przytulić, nawet martwić się o niego, cokolwiek to znaczy, że może to naprawdę nie to. Łatwo podłapać, to WYDAJE się logiczne - ale ja znalazłem inny punkt zaczepienia, ten właściwy jak dla mnie, zresztą czas pokazał, że to ja miałem rację - zapytałem, dlaczego to ją w ogóle martwi, czy nie zastanawia jej dlaczego boi się tych myśli, dlaczego pomimo tego, że wiedziała, że powinna czuć żal, przeprosić bo przesadziła, nie chciała tego zrobić, czy uważała to wszystko za normalne i zasiałem wątpliwość pod to "tak oczywiste" rozwiązanie. Nie interpretuję Twoich myśli, nie o to mi chodzi - chcę Cie tylko "zmusić" abyś sama zrozumiała mechanizm działania nerwicy (wiele razy wymieniałem cechy, w tym brak odczuwania wyższych uczuć, egocentryzm, brak pociągu, nieuzasadnione wahania nastrojów etc, wszytko co mogłabyś podpisać pod swoją sytuację) i ważniejsze jest byś mogła to zrozumieć. Dopóki nie uświadomisz sobie sama tego jak nienormalne jest to wszystko będziesz czuła albo szukała powodu, dla którego mogłabyś usprawiedliwić przed sobą to co czujesz, czyli nic! Dopóki będziesz wierzyć, że to normalne, że to możliwe, będziesz się czuła usprawiedliwiona by nie czuć nic! By wierzyć, że to nie to, by chcieć i by móc w to uwierzyć. Będziesz czuła się usprawiedliwiona w relacji do każdej chorej myśli i obojętności wobec partnera. Będziesz obwiniać wręcz jego za ten stan rzeczy! To absurd! Zrozum to wreszcie :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 23 sty 2013, 15:37
Ezekiel, nie wiem dlaczego tak trudno mi to zrozumiec..
Cięzkie mam dni ostatnio tak jak kiedys, ciągle mysle że musze to skonczyc najlepiej JUŻ, że nie pasujemy do siebie a moja miłosc juz dawno wygasła,że ciągne to tylko ze względu na to bo nie potrafie powiedziec KONIEC, że boje się czegoś nowego, nawet nie mam ochoty się z nim zobaczyc bo nie potrafiła bym się do niego przytulic,czuje sie taka wyssana z jakich kolwiek uczuc, nawet mam w głowie że jestem w stanie pokochac kogos opcego niż jego (TRAGEDIA!).W tej chwili już nawet nie płacze panicznie, ale jestem tak przytłoczona myślami że nie potrafie nic innego robic.. Buszuje tylko po forach i oczekuje odpowiedzi na moje pytania, i wszędzie jest tylko rozstanie.. tak mnie to dobija :why: nie wiem co mam zrobic ze soba,ze swoim życiem :(

-- 23 sty 2013, 15:28 --

a co do pani psycholog to własnie ja też trafiłam na taką :( wogóle takich jest na pęczki.

-- 24 sty 2013, 13:51 --

Hanusia, Witaj, widziałam Twoje wczesniejsze posty :) jak widac cieżko się z nimi uporac, a Ty od tego czasu kiedy tu pisałas, to przeszło Ci troche ? I nadal jestes ze swoim lubym ? :)
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 24 sty 2013, 15:19
mains, widzisz sprawa wygląda następująco. Tak po prostu jest w nerwicy. Skupia się na sprawach, które nas bolą. Jeśli faktycznie nic nie czujesz to co Cie boli? Czemu tak uparcie szukasz rozwiązań na forach. Skoro jest Ci obojętny to po prostu to olej.
Jeśli chcesz znaleźć problem to zawsze go znajdziesz - nikt nie jest doskonały. Chcesz się uwolnić od lęku, od niepokoju, od cierpienia, nie myślisz teraz o uczuciach. Nerwica jest egoistyczna, ale boisz się, że go skrzywdzisz, a jeśli tak to dlaczego? Przecież jest Ci obojętny, więc dlaczego się o to boisz? Myślisz, że po prostu jesteś wrażliwa? Wcale nie! Nerwica czyni Cie egoistyczną, Twoje ego każe Ci wierzyć, że to nie miłość bo stworzyło jakiś chory jej obraz. Czepiasz się problemów, swojego cierpienia w tej nerwicy. Wcale nie jesteś wrażliwa na ludzką krzywdę - czy równie mocno przeżywasz krzywdę emocjonalną Twoich kolegów, znajomych, obcych Ci ludzi?! Nie!!! No, ale przecież On nie jest Ci obcy? Czy aby na pewno? Przecież jest Ci obojętny! Nagle stałe się obcy! Nie chcesz się nawet przytulać, więc jest Ci obojętny i obcy. Czemu więc bardziej martwisz się o jego krzywdę niż o krzywdę innych? Wciąż wierzysz, że to Twoja dobroduszna postawa każe Ci się martwić o czyjeś dobro? Nie! To coś co czujesz, to ta więź, przywiązanie, która jest formą miłości. Żadne uczucie nie jest stałe i takie samo. W nerwicy wahania uczucia są dowodem dla chorego na brak miłości, a to tylko ślepa wiara w osiąganie pewności. Ludzie często szukają na próżno, zmieniają partnerów i co? Nigdy nie znajdują szczęścia, bo ciągle skupiają się na problemach. Szczęście jest tuż obok, jeśli nie potrafisz się cieszyć z tego co już masz to co w istocie da Ci szczęście? Zapełni pustkę, potrzeby tymczasowe, ale pojawią się nowe i znów będziesz uciekać.
Szukanie stało się dla Ciebie celem samym w sobie! Nie chcesz znaleźć, chcesz szukać :) Pytam raz jeszcze - czemu nie chcesz zaakceptować tego, że to wszystko jest chore - skoro wiesz, że to nienormalne co powstrzymuje Cie od akceptacji i zrozumienia? Nie mów, że nie rozumiesz - sama przecież wiesz, że to nienormalne - te Twoje zachowania, myśli, wahania - co więc stoi na drodze do akceptacji?
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez napoleon 24 sty 2013, 16:10
Ezekiel, jest jeszcze coś takiego jak współuzależnienie, czyli przesadna kontrola, opieka i zajmowanie się problemami innych.
Wydaję mi się że jednak wikłając się w taką relację można niestety pomylić ją z prawdziwym uczuciem.
Niektórzy mylą litość z miłością, wchodzą w rolę ofiary... albo mylą potrzebę bycia kochanym z potrzebą kochania kogoś...
Dla wielu ludzi z dysfunkcyjnych domów trudno jest odróżnić prawdziwą miłość od współuzależnienia...

Polecam wszystkim "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
27 lis 2007, 12:44
Lokalizacja
Francja

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez karola21101987 24 sty 2013, 16:37
napoleon, na Boga - nie mieszaj tutaj ludziom w glowach takimi haslami. Wspoluzaleznienie nijak tu nie pasuje. Wiem o czym mowie. W sytuacji moich rodzicow byla bowiem taka sytuacja. Mama zyla problemami ojca. Nie bede wtajemniczala az tak gleboko, ale wspoluzaleznienie nie ma nic wspolnego z opisywanimi problemami. mains ma problem z uczuciem do zdrowego, normalnego faceta. Sama mialam z tym problem, z uczuciem do faceta, ktory jest zaradny, poukladany bez nalogow, inteligentny itd. Gdzie tu litosc do jasnej cholery?! Jesli ktos jest z kims z litosci to tylko swiadczy o jego problemie, a nie problemie partnera. Jak mozna wejsc w role ofiary w zwiazku z kims zupelnie normalnym? Zdrowym? Poukladanym? Wartosciowym? Potrzeba kochania i potrzeba bycia kochanym to tez zjawisko chorobowe - co to w ogole jest, taka potrzeba? Mozna by przeciez w takim przypadku kochac byle kogo albo byc kochanym przez kogokolwiek. Opisales cechy od ktorych wiekszosc z nas tutaj ucieka. Zadna z nas w przyplywach watpliwosci wcale nie chce nikogo kontrolowac, przesadnie sie opiekowac i zajmowac problemami innych! Baaa wrecz przeciwnie! Uciekamy w takich sytuacjach, zostawiamy partnerow samych sobie, nie radzimy sobie z wlasnymi problemami, a co dopiero z problemami partnerow. Ja sama nie chcialam nawet wierzyc, ze moj chlopak miewa problemy bo bym tego nie udzwignela. Nie chcialam czuc poczucia winy, a co dopiero jakiejs litosci... To nijak tu nie pasuje. Moja mama wiedziala, ze ojciec ma problemy i przejmowala jego problemy, zaniedbywala swoje obowiazki itd... to bylo wspoluzaleznienie, ale tez wiazalo sie z miloscia, a nie litoscia, choc i tej trzeba miec troche wobec ukochanego meza, bo inaczej gdyby byla bezwzgledna to bym nie miala juz taty. Odroznienie prawdziwej milosci od wspoluzaleznienia to problem raczej naszych partnerow - czy oni w ogole chca byc z kims kto ma takie problemy jak my... z kims kto bierze psychotropy, kto ma wahania nastrojow, kto w kazdej chwili moze ich zostawic... to Oni musze sie tym martwic, walczyc z naszymi problemami. Nijak to nie pasuje tutaj...
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
02 sty 2013, 10:24

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez napoleon 24 sty 2013, 18:52
nie jestem żadnym ekspertem i nie chcę nikomu mieszać w głowach - sam już mam pomieszane :)
nie czytałem waszych historii.
wiem tylko że źródłem wielu problemów w związkach jest przenoszenie chorych wzorców zachowania takich jak współuzależnienie.

mimo że moja teoria nie ma związku z waszymi problemami to może jednak w czymś pomoże...
np. uświadomieniu sobie, że nie jest z wami jeszcze tak źle...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
27 lis 2007, 12:44
Lokalizacja
Francja

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 24 sty 2013, 20:37
karola21101987, zgadzam się z Tobą w 1000% :) wręcz się chce uciekac od problemów swoich a co dopiero partnera,a nie żadna litośc ani nic podobnego nie wchodzi w gre :?

-- 24 sty 2013, 19:39 --

Ezekiel, faktycznie masz racje, a ja zamiast sama sobie pomóc to jeszcze pogarszam sprawe..
Zamiast uwierzyc w koncu w to że to choroba mną kieruje i to ona zemną robi co chce :x
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 25 sty 2013, 01:07
mains, to zdanie jest pierwszym krokiem, który wykonałaś od powrotu na to forum w celu wyzdrowienia:). Teraz może robi co chce, ale zelżeje i wygrasz z Nią wtedy. Wtedy już sobie uświadomisz, zaakceptujesz i przygotujesz się do nawrotów i już nie będzie takich problemów:)

karola21101987, masz bardzo dużo racji!

napoleon, to o czym piszesz faktycznie nie bardzo tu pasuje. Nie wszystkie terminy psychologiczne są rozsądne. Współuzależnienie jest patologiczną formą miłości, ale nadal jest formą miłości. Nie ma tu zazwyczaj mowy o skrzywionym obrazie miłości, a raczej miłości, która sprzyja rozwojowi chorych postaw jak przesadna kontrola, opieka itd. Sam termin tyczy się jednak związków w pewnym sensie dysfunkcyjnych, w których jedno z partnerów jest uzależnione. W tych przypadkach nie ma mowy o litości, góruje zawsze egocentryzm. Współuzależnienie jest problemem w miłości, nie jest raczej formą zastępczą dla niej. Bez miłości nie byłoby współuzależnienia. To forma skażonej chorobą miłości.
Taka nadopiekuńczość nie jest ani gorsza ani lepsza od nerwicy, która powoduje brak wyższych uczyć. To subiektywna opinia tego co gorsze - czy trwanie w chorobliwej miłości czy jej kompletny brak. Jedno i drugie jest chore i nienormalne. Coraz więcej ludzi nie radzi sobie z wymogami stawianymi przez rzeczywistość kapitalistyczną. Coraz gorzej radzą sobie z tygrysami, które rosną w ich głowach w siłę. Stąd chwiejność emocjonalna i wiele patologicznych wręcz objawów chorobowych, zaburzeń nerwowych. To można wyleczyć, ale świat i wymogi, które stawia w tym nie pomagają!
Pierwszym krokiem jest zawsze skonfrontowanie się z własnymi problemami, po pierwsze świadomość po drugie akceptacja, po trzecie - mierzenie się z lękami! Powoli, krok po kroku. Dacie radę - wierzę w Was :)
Optymizm będzie sam dojrzewał w Was samych kiedy będziecie pokonywać kolejne etapy walki z nerwicą - zobaczycie! :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 27 sty 2013, 22:58
Ezekiel, najtrudniejszą rzeczą będzie teraz zaakceptowac jego wady , a w tej chwili widze tylko je,wciąz cos mi nie pasuje i potrafie 100 razy mu to wypominac .. jestem okropna dla niego :(
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 28 sty 2013, 01:20
mains, być może te wszystkie wady są tylko Twoją projekcją. Zebrałem jednak dla Ciebie religijno-psychologiczną papkę cytatów, które mieszając się powinny niejako naświetlić Ci Twój problem.
" Jest wiele powodów, dla których mężczyzna i kobieta odnajdują się i biorą ze sobą ślub. Przede wszystkim mężczyzna zakochuje się w kobiecie lub odwrotnie, a ukochana osoba odwzajemnia to uczucie. Z biegiem czasu zakochanie przeradza się w miłość, która daje odwagę połączenia się na zawsze. Zdarza się jednak, że zakochani dokonują projekcji wielu swoich nieuświadomionych cech na partnera.
Zakochanie zawsze wiąże się z projekcją. Zakochuję się w człowieku, który ma w sobie coś, co wprawdzie jest również we mnie, ale co w sobie zaniedbałem. Podziwiając coś u kogoś, mam nadzieję, że sam będę miał w tym jakiś udział. Moim zadaniem winno być uwolnienie się od projekcji i urzeczywistnienie w sobie samym tego, co jest przedmiotem fascynacji w drugim człowieku. Wtedy z zakochania powstaje miłość. Zakochanie uzależnia od innego człowieka. Miłość czyni wolnym. Wielu ludzi zaniedbuje uczynienie kroku prowadzącego od zakochania do miłości. Gdy zakochanie się kończy, rozpada się związek.
Człowiek często nie potrafi sprostać zadaniu uwolnienia się od projekcji i nie rozwija w sobie tych cech, które podziwiał u innego.
Zdarza się, że partnerzy nieświadomie powtarzają w związkach swoją przeszłość...
...Podstawowe prawo psychologii mówi, że idziemy śladem tych odniesionych w dzieciństwie psychicznych urazów, których sobie nie uświadamiamy, a co za tym idzie, które nie stały się przedmiotem terapii. Szukamy zatem matki, która będzie nas ranić tak samo, jak czyniła to prawdziwa matka. Albo szukamy ojca, który traktuje nas tak samo mało poważnie, jak nasz prawdziwy ojciec, gdy byliśmy dziećmi. Trudno uciec od tego prawa, ale nie jest ono samo w sobie złe. Pojawia się bowiem dzięki niemu szansa innego niż w dzieciństwie podejścia do tych urazów, które teraz kierują zachowaniem naszym lub partnera. Możemy dzięki temu osiągnąć prawdziwą dojrzałość. Niestety, wielu ludzi zatrzymuje się na poziomie powtarzania przeszłości. Nie dostrzega tego, że ich życiem stale kierują wzory wyniesione z dzieciństwa. Przypisują oni winę innym, zamiast pójść drogą wspólnego rozwoju z partnerem."

"Osoba z anankastycznymi cechami osobowości „z zewnątrz” będzie wyglądała na skupioną, skoncentrowaną, pochłoniętą wykonywaną pracą lub inną czynnością, natomiast mniej dokładnie wyczuwającego sferę emocjonalną i to, co dzieje się w związkach z innymi osobami, bez tendencji do angażowania się w spontaniczna zabawę. Codzienne relacje osoby anankastycznej mogą mieć charakter formalny i mogą być utrzymane w poważnym tonie; tacy ludzie mogą nie reagować rozbawieniem w sytuacjach, w których inni tak reagują.

"Według teorii psychodynamicznej podstawowe problemy osób z osobowością anankastyczną dotyczą kwestii kontroli, poczucia winy oraz procesów, w którym jakieś uczucia/skojarzenia są przenoszone z jednego obiektu na inny lub są izolowane. Według prof. McWillimas „podstawowy konflikt afektywny u osób obsesyjnych i kompulsywnych to wściekłość (na bycie kontrolowanym) versus strach (przed potępieniem lub ukaraniem)”.1 Związane z tym poglądem teorie mówią o znaczeniu poczucia winy u osób z tego rodzaju konstrukcją osobowości. W ten sposób przyjmuje się, że u podstaw osobowości anankastycznej leżą pewnego rodzaju głębsze problemy związane z taką tematyką, jak: poczucie kontroli, poczucie winy, stłumiona złość oraz obawa przed oceną ze strony innych oraz własną złością. Z takimi uczuciami i problemami trudno sobie poradzić, dlatego osoby anankastyczne używają określonych mechanizmów obronnych.

Jeden z pacjentów z cechami osobowości anankastycznej prowadząc samochód, po wyminięciu rowerzysty zawsze sprawdzał kilka razy w lusterku wstecznym, czy nic mu nie zrobił, czy rowerzysta nadal jedzie. W przykładzie tym można dostrzec z jednej strony obawę, że mógłby wyrządzić rowerzyście jakąś krzywdę, z drugiej zaś zabezpieczanie się przed tą myślą poprzez sprawdzanie. W ten sposób dochodzimy do drugiej istotnej cechy osób anankastycznych, czyli przemieszczania obaw, myśli, impulsów na coś lub kogoś innego, a następnie sprawdzanie, kontrolowanie tego, na co zostały one przeniesione. Jak pisze cytowana wyżej autorka: osoby obsesyjne „używają przemieszczenia, szczególnie w odniesieniu do złości, kiedy przenosząc ją z oryginalnego źródła na ’uzasadniony‘ cel, mogą żywić to uczucie bez wstydu”.1 To zjawisko przemieszczania będzie łatwo pojąć, jeśli przypomnimy sobie złość na kogoś, wobec kogo nie możemy tej złości wyrazić wprost. Złoszcząc się na kogoś zastępczego po konflikcie z szefem, posługujemy się mechanizmem przemieszczenia złości. U osób z osobowością anankastyczną jest to co prawda zjawisko bardziej złożone, ale przykład pozwala zrozumieć sam mechanizm.

Inne sposoby radzenia sobie przez osoby anankastyczne z leżącymi głębiej problemami to: racjonalizacja, moralizacja, intelektualizacja i izolacja problemów. Osoba taka może zamieniać treść swojej problematyki na kategorie rozumowe: racjonalne lub moralne i religijne. W ten sposób pojawia się zjawisko obserwowane przez terapeutów tych osób – że ich uczucia są stłumione, niedostępne, poddane racjonalizacji. Osoby te pytane, co czują, mogą odpowiadać na takie pytanie, opisując to co myślą.

Poniżej dwa przykłady ilustrujące te sposoby radzenia sobie oraz ich koszty. „Wdowa, która nieustannie roztrząsa szczegóły organizacji pogrzebu męża, z zaciśniętymi ustami zamieniając żałobę w gorączkową krzątaninę, nie tylko odbiera sobie okazję do efektywnego przeżycia swego żalu, ale też pozbawia innych ulgi, którą odczuliby, oferując jej pocieszenie.”

„Osoba piastująca kierownicze stanowisko odmawia sobie odpowiedniego odpoczynku i rekreacji, krzywdząc przy tym swoich podwładnych, ponieważ z własnych zasad czyni powszechnie obowiązujące reguły i oczekuje od nich takiej samej postawy, jak swoja.”1 W przykładach tych można dostrzec następujące zjawiska dotyczące osobowości anankastycznej:

omówione powyżej mechanizmy obronne przemieszczenia i racjonalizacji – kobieta po utracie męża nie zajmuje się swoją żałobą, tylko ceremonią, i z pewnością uzasadnia swoje postępowanie tym, że tak przecież być powinno,
obie opisane osoby nie potrafią przyjąć wsparcia, ciepła emocjonalnego od innych osób, zaakceptować odpoczynku, odprężenia – zamiast tego koncentrują się na zadaniach i produktywności,
obie opisane osoby oczekują, że inne osoby będą postępowały tak samo jak one (wspomniany szef będzie oczekiwał, że podwładni będą mieli taką samą postawę, jak on),
osoby te są zdolne do miłości i przywiązania, ale mają trudność z wyrażaniem czułości bez lęku i wstydu, dlatego mogą zmieniać kontakty emocjonalne w bardzo sformalizowane i zracjonalizowane.

Nie są to wszystkie sposoby radzenia sobie z leżącymi głębiej problemami, jakie wykorzystują osoby anankastyczne, ale dwa główne z nich. Dwa inne, o których można wspomnieć, to mechanizm anulowania (tak jak Lady Makbet, która myła ręce po rzeczywistej zbrodni – w przypadku osób anankastycznych pewne czynności mogą je w ich mniemaniu magicznie chronić przed niebezpieczeństwami, które sobie wyobrażają) oraz reakcja upozorowana, polegająca na robieniu odwrotności tego, do czego osobę tę skłaniają jej głębsze impulsy i pragnienia.

Osoby te często popadają w nadmiar wątpliwości i ostrożności, co jest uznawane za jedną z cech diagnostycznych osobowości anankastycznej. Mogą mieć również trudności z dokonywaniem wyboru – obawiają się, że każdy wybór mógłby okazać się niedobry. Mogą próbować zachować do końca wszelkie alternatywy postępowania, aby podtrzymać psychiczną kontrolę nad wszystkimi możliwymi wynikami swoich potencjalnych działań. Czasami prowadzi to do paraliżu w podejmowaniu decyzji lub pogubienia się z powodu niezdecydowania. „Niefortunną konsekwencją psychiki obsesyjnej jest skłonność do opóźniania decyzji i zwlekania z nią tak długo, aż zewnętrzne okoliczności dokonają wyboru za jednostkę”, pisze prof. McWilliams."

"W nerwicy natręctw fobie występują stale w określonych sytuacjach (w rzeczywistości mało niebezpiecznych) i mają powtarzający się charakter. Nieupostaciowiony lęk zmienia się na racjonalny. Chory źle znosi nieracjonalny lęk, więc znajduje logiczne powody, że ma z czym walczyć.
myśli o charakterze reakcji, których celem jest neutralizowanie nieprzyjemnych konsekwencji natrętnych myśli przy pomocy czynności,
czyli:
myśl natrętna -> nadawanie jej znaczenia (zagrożenie) -> reakcja uczuciowa (niepokój, lęk) -> działanie (unikanie lub neutralizowanie lęku) ... chwilowa ulga, ale znowu pojawia się myśl.
Terapia polega na tym, żeby osoba zaprzestała neutralizowania. Aby doświadczyć braku neutralizacji. Odbywa się to metodą małych kroczków, stopniowo redukuje się liczbę powtarzania danej czynności."


Tak pokrótce przekładając na Twoją sytuację - nerwica wywołuje lęk, ten nieupostaciowiony > ciężko jest znieść Ci taką formę lęku, dlatego znajdujesz sobie powód (to ta wspomniana chora racjonalizacja), wymyślasz logiczny powód, pierwszy lepszy, żeby mieć wrażenie, że z czymś walczysz > pojawia się myśl, która staje się natrętną (założę się, że facet nie był pierwszą przyczyną lęku, ale jako, że tamte udało się zwalczyć to w końcu stanęło na nim) - ta myśl natrętna to, że jednak nie kochasz faceta > reakcja uczuciowa (lęk i niepokój się wzmaga, bo pojawia się sprzeczność uczuciowa - to Twój facet, bardzo Ci na nim zależy, ale jednak lęk każe Ci wierzyć, że nie kochasz, pojawiają się wahania uczuciowe, sprzeczne uczucia, chorobliwa ambiwalencja - jednocześnie kochasz i nie kochasz co wzmaga uczucie lęku) > działanie przez unikanie lub neutralizowanie lęku, a więc uciekasz, od swojego faceta, boisz się tego co może się okazać, że już nie kochasz, że nie pokochasz > po odejściu pojawi się ulga, ale znów pojawi się myśl natrętna i znów będziesz szukać przyczyny (tak jak w przypadku innych lęków).
Terapia polega na tym, żeby osoba zaprzestała neutralizowania. Aby doświadczyć braku neutralizacji. Odbywa się to metodą małych kroczków, stopniowo redukuje się liczbę powtarzania danej czynności. W twoim przypadku musisz walczyć małymi kroczkami z tym uczuciem lęku przed partnerem.
Dodatkowo warto dodać, że ewidentnie stosujesz te metody przeniesienia - przenosisz swoją złość i lęku właśnie, które są związane z tym, że nie mają źródła na jakiś konkretny cel - w tym przypadku faceta, tak aby móc znosić te uczucie bez wstydu i braku zrozumienia, nierealności - nadajesz im sens, bo przecież bezsensowny lęk i złość dają poczucie, że się wariuje. Jest to też zarazem racjonalizacja (ta bezsensowna), zamienia się problem bezpostaciowego lęku na jakąś racjonalną formę, a uczucia stają się stłumione i niedostępne. Wreszcie przez nadmiar wątpliwości i ostrożności, a więc w obawie przed przyszłością (nie wiem czy go kocham, czy będę go kochała, czy nie zmarnuje sobie życia, a wiec sytuacji, które są tylko naszą wyobraźnią) nie tylko starasz się uciekać od problemu, ale jednocześnie boisz się tej ucieczki, a więc czekasz aż ktoś podejmie decyzję za Ciebie, a więc przeszukujesz fora by móc zwalić winę i odpowiedzialność za swoją decyzję na kogoś innego. To automatycznie wzmaga poczucie ulgi - „Niefortunną konsekwencją psychiki obsesyjnej jest skłonność do opóźniania decyzji i zwlekania z nią tak długo, aż zewnętrzne okoliczności dokonają wyboru za jednostkę”, pisze prof. McWilliams. Jeszcze raz przypominam cechy wymienione wyżej:
- opisane osoby nie potrafią przyjąć wsparcia, ciepła emocjonalnego od innych osób, zaakceptować odpoczynku, odprężenia – zamiast tego koncentrują się na zadaniach i produktywności,
- opisane osoby oczekują, że inne osoby będą postępowały tak samo jak one (wspomniany szef będzie oczekiwał, że podwładni będą mieli taką samą postawę, jak on),
- osoby te są zdolne do miłości i przywiązania, ale mają trudność z wyrażaniem czułości bez lęku i wstydu, dlatego mogą zmieniać kontakty emocjonalne w bardzo sformalizowane i zracjonalizowane.
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 28 sty 2013, 15:42
Ezekiel świetny post pelen prawdy i wiary ! :) Może w koncuuu uwierzycie, że to choroba! Ile argumentów jeszcze trzeba zeby Was przekonac ;>?
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Bezradna89 29 sty 2013, 16:31
To prawda ja mam tak że jak mijam rowerzyste to kilka razy sprawdzam w lusterku czy przypadkiem go nie potrąciłam, a jak się upewnie że wszystko z nim w porządku to znowu pojawia się myśl że gdy byłam zajęta upewnianiem się czy wszystko z tym rowerzystą ok to w tym czasie nie patrząc przed siebie mogłam potrącić kogoś innego.I wtedy spoglądam w wsteczne lusterko i upewniam się czy nikt nie leży na ulicy za mną.
Wiem że pisałam wcześniej pozytywne rzeczy.... ale niestety nie jest dobrze.
Dużo osób przyznało że miało trudne dzieciństwo, i ja muszę się do tego przyłączyć.Więc musi coś w tym być.
Mój aktualny napad składa się z przypominania sobie, na przypominanie składają się wszystkie napady jakie miałam w ciągu tych 6 lat, wszystkie myśli jakie przechodziły mi przez głowe.O niektórych napadach zupełnie zapomniałam i dopiero po moich bardzo intensywnym myśleniu znów zobaczyły światło dzienne, znów zaczęły męczyć.
Cały czas staram sobie przypomnieć co się działo w tych napadach. Teraz przypomniałam sobie takiego chłopaka, i próbuję sobie przypomnieć wszystkie myśli jakie mogą się z nim łączyć. Wiem że jak go poznałam uważałam go za ładnego. Aż trudno mi to wszystko zebrać do kupy, żeby napisać o co mi chodzi.
Chodzi o to że staram sobie przypomnieć takie myśli jak: czy chciałam być z nim, czy zostałam odrzucona przez niego i tylko dlatego nadal jestem z moim chłopakiem, czy poczułam coś do niego.A może to tylko litość.
Oczywiście w moim chłopaku ciągle widzę jakieś wady a to jest nieogolony, a to włoski ma za długie. Ciągle czuję taką wewnętrzną złość, wkurzenie.
Bardzo chciałabym wkońcu znaleźć tą właściwą ścieżkę, tą myśl która sprawi że w końcu będę mogła przytulić się do mojego chłopaka, dosłownie wtopić się w niego i płakać jak małe dziecko.
Wiem że gdy moja osoba zejdzie na drugi plan, zrobie się taka malutka, a mój chłopak pójdzie o piętro wyżej to znikną te wszystkie myśli.
Wiem że przy ostatnim napadzie znalazłam tą właściwą myśl która naprowadziła mnie na tą właściwą ścieżkę, i chciałam ją zapisać na kartcę że gdy znów mi się to przydarzy to sobie to przeczytam i wszystko minie. Ale kiedyś zapisałam coś na kartce i doprowadziło mnie to do katastrofy psychicznej,nie byłam w stanie nic jeść Mama kupowała mi syrop na pobudzenie apetytu, także nie zapisałam tej myśli i teraz muszę się męczyć starając się w końcu na nią trafić.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
13 lis 2012, 14:53

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 30 sty 2013, 00:58
Bezradna89, pamiętaj, że życie z nerwicą to sztuka małych kroków. Uciekanie sprowadzi Cie na manowce życia - a więc tam gdzie nigdy nie zaznasz spokoju. Im dłużej będziesz ten lęk ignorować i uciekać od Niego tym silniejszy będzie. Sama udowodniłaś sobie, że teraz nerwica czepiła się zupełnie innej myśli. Będzie się czepiać, ale to nie znaczy, że nie możesz być szczęśliwa z chłopakiem. Dasz radę - uwierz mi. Każdy kolejny nawrót będzie słabszy bo nerwica jakby żyje swoim życiem, chce Cie zwodzić, okłamywać, oszukiwać, jeśli kolejne próby nie będę przynosić rezultatu to osłabnie, odechce się jej Cie nękać :) zwyciężysz!
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Bezradna89 30 sty 2013, 16:39
Ja i ZMĘCZONA jesteśmy bardzo podobnymi przypadkami.
Gdy widzę jakiegoś chłopaka to odrazu zaczynam myśleć ale on ładny.Jakbym zakochiwała się w nim.Mój chłopak idzie na drugi plan i choćby siedział obok mnie to w mojej głowie będą się rodzić różne myśli o tym chłopaku, obrazy jak się prawie całujemy, i to jest silniejsze odemnie.Dosłownie muszę sobie to wyobrazić. A potem jak już ochłone to sobie przypominam ten obraz i sobie myśle że wcale nie mam ochoty go pocałować.
U mnie dochodzi jeszcze "tysiąckrotne sprawdzanie gazu, gniazdek elektrycznych, itp oczywiście rowerzyści.
Nie potrafię sobie przetłumaczyć że to jest choroba, pojawiają się myśli że przez te 6 lat okłamywałam mojego chłopaka, że jestem zupełnie inna.
Czasami mam tak że jak pomyśle sobie ile tego wszystkiego jest tych myśli, napadów, to czuję taką kule w sobie, jakby mnie to wszystko przerastało.
Jakby mnie przygniatało.
U mnie bardziej się to wszystko kręci w strefie erotycznej niż uczuciowej.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
13 lis 2012, 14:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do