Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kama21 20 sty 2013, 13:55
Witam:) nie pisałam jakiś czas i, ale to nie znaczy, że nie zaglądałam tu do Was :) Mam kilka pytań, bo nie wiem czy też tak miewacie, czy to dotyczy tylko mnie. Mam dość tych ciągłych huśtawek nastrojów, dwa dni temu był u mnie mój Kochany i wszystko było cudownie, rozmawialiśmy nawet o ślubie, o wspólnym zamieszkaniu, naszej miłości... myśli były, ale przepływały spokojnie przez moją głowe. Po jego wizycie byłam dziwnie spokojna i zadowolona. Wczoraj poczułam znów lekki nawrót ale uczę sie do sesji, więc miałam zajęcie. Dziś rano obudziłam się z nieodpartym lękiem, nie umiem opisać tego uczucia, ale towarzyszy mi dość często od kilku mies (tzn. od momentu pojawienia się tych myśli). Znacie to pewnie, taki strach, niepokój, ścisk w żołądku i ogromna ochota zobaczenia jego- żeby się upewnić w uczuciach. Czasem boję się z nim spotkać, bo czuję, że zerwę, alebo mam obawy jak będzie wyglądało to spotkanie, czy będą towarzyszyły mi takie myśli itd. Dziwi mnie też to, że jednego dnia wyszłabym za niego za mąż, czuję, że chcę z nim byc, a drugiego dnia tak silnie czuję, że chciałabym przerwy, ale nie chcę się z nim rozstawać na stał, tylko przerwy bo tylko mam wrażenie, że tęsknię za tymi momentami kiedy się poznawalimsy, kiedy czułam te motyle, kiedy on byl tajemniczy, był do zdobycia. Nie umiem zgadnac sama dlaczego tak sie dzieje, dlaczego gdzies w glebi tesknie za tym az tak, ze robi mi sie niedobrze, czuje jakbym spadala, skad to przekonanie, ze nam sie nie uda, ze napewno sie rozstaniemy, ale potem bedzie fajnie jak do siebie wrocimy. Nie wyobrazam sobie innego mezczyny obok mnie, on jest dla mnie naj, inni mi sie nie podobaja, wiem, ze tesknilabym za nim, pociaga mnie i czuje, ze go kocham, a mimi to wciaz takie mysli, ciagle zwatpienia, leki, analiza swojego jego zachowania. Zaznacze, ze to zaczelo sie dokladnie w sierpniu, bo 7 mies pieknej i bardzo intensywnej znajomosci, bo widywalismy sie codziennie, mozliwe, ze mi sie znudzil ? dlatego mam takie mysli?? Nie rozumiem... ta mysl spadla na mnie nieoczekiwanie, wszystko było najcudowniej na świecie , aż tu nagle rano mielismy się spotkać, czekałam na niego przed domem, on wyszedl i pomyslalam " a może ja już go mniej kocham/ co jeśli go nie kocham "... od tam tej pory, a to już 6 mies jakos leci, te mysli we mnie sa, raz slabsze raz mocniejsze ale sa i mam ich dosc, powiedzialam o wszystkim mojemu chlopakowi. on raz juz byl ze mna u psychologa, stwierdzila jakies leki i zalecila wizyte u psychiatry, ale zbagatelizowalam tobo stwierdzila, ze ja u psychiatry??? sama sobie dam rade! Ale nie daje... nie moge sobie z tym poradzic, bo to sa tak silne odczucia, jak jest dobrze to jest, cudownie nawet bym rzekla, ale jak tylko mam te leki, to mysli o niechcei do zwiazku sa tak silne i wyrazne, szybkie i wiarygodne... wiecie, jak czasm to czy chcecie kawe lub herbate, od razu czujecie, ze tak lub nie, tak samo czasem ja mam z tym zerwaniem, tylko nigdy nie cuzje jednoznacznie... zawsze tym myslom towarzysyz jakis opior, wynikajacy ze swiodmoaci, ze moglabym go stracic, ze moglby mnie olac i nie wrocic, ze zranilabym go, siebie tez, bo wiem, ze bym tesknila, ze nie chce innego i tak zamyka sie to błędne koło ... :( kompletnie siebie nie rozumiem Czy uwazacie, ze powinnam sie wybrac do specjalisty? Po rozmowie z moim Kochanym albo z moja mama, z ktora mam swietny kontakt, jest mi o wiele lepiej... a moze znalazlam sie na zlym forum, moze to niejest zadna nerwica, tylko poprostu nie umiem kochac? Szybko sie nudze i jestem egoistyczną s*ką?? :( Pomóżcie :(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sty 2013, 04:08

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 20 sty 2013, 21:56
kama21, hmm ja mam IDENTYCZNIE, Zaczeło się tak samo jak u Ciebie tylko że któregos cholernego dnia wstałam rano i nasuneła mi się mysl "to nie to" i się zaczeło :silence: jednego dnia jest okey wszystko superowo a na drugi dzien rano lęk,strach,analiza(a może przerwa ? wróce potem i będzie już ok, ale nie potrafię :cry: )-,scisk w zołądku i zbiera się na płacz i tak błędne koło. Przez 3,5 roku było bajecznie a tu nagle zauważyłam wady,nagle wszytsko mnie denerwowało,irytowało każde jego słowo i wogóle cała byłam ANTY ,reakcja moja była okropna całymi dniami spałam żeby nie myslec jeżeli już to wstawałam wtedy kiedy musiałam ale miedzy czasie płacz. Teraz już jestesmy razem 5 lat, trwa to moje cholerne analizowanie 1,5 roku.. Mimo upływu czasu nadal to wraca ale za każdym razem z mniejszym "kopem" to jakoś umiem sobie z tym radzic. Sama nie mam pojecia czy to nerwica, chociaż tez byłam u terapeutów itd.. Natomiast od kiedy to się zaczeło mam depresje (tak uznała moja doktor Psycholog). Mi najbardziej pomaga rozmowa,rozmowa i jeszcze raz rozmowa to działa jak lekarstwo (przynajmniej dla mnie), czasami już widze że mama i moj luby ma dosc mojego gadania i wracania do tego samego tematu ale są dla mnie największym wsparciem.
Ciężki orzech do zgryzienia ..
A jak długo jestescie razem?
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kama21 20 sty 2013, 23:33
mains napisał(a):kama21, hmm ja mam IDENTYCZNIE, Zaczeło się tak samo jak u Ciebie tylko że któregos cholernego dnia wstałam rano i nasuneła mi się mysl "to nie to" i się zaczeło :silence: jednego dnia jest okey wszystko superowo a na drugi dzien rano lęk,strach,analiza(a może przerwa ? wróce potem i będzie już ok, ale nie potrafię :cry: )-,scisk w zołądku i zbiera się na płacz i tak błędne koło. Przez 3,5 roku było bajecznie a tu nagle zauważyłam wady,nagle wszytsko mnie denerwowało,irytowało każde jego słowo i wogóle cała byłam ANTY ,reakcja moja była okropna całymi dniami spałam żeby nie myslec jeżeli już to wstawałam wtedy kiedy musiałam ale miedzy czasie płacz. Teraz już jestesmy razem 5 lat, trwa to moje cholerne analizowanie 1,5 roku.. Mimo upływu czasu nadal to wraca ale za każdym razem z mniejszym "kopem" to jakoś umiem sobie z tym radzic. Sama nie mam pojecia czy to nerwica, chociaż tez byłam u terapeutów itd.. Natomiast od kiedy to się zaczeło mam depresje (tak uznała moja doktor Psycholog). Mi najbardziej pomaga rozmowa,rozmowa i jeszcze raz rozmowa to działa jak lekarstwo (przynajmniej dla mnie), czasami już widze że mama i moj luby ma dosc mojego gadania i wracania do tego samego tematu ale są dla mnie największym wsparciem.
Ciężki orzech do zgryzienia ..
A jak długo jestescie razem?


-- 20 sty 2013, 22:34 --

rok niedługo :)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sty 2013, 04:08

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 21 sty 2013, 01:20
kama21, mains, powiedzcie proszę - czy uważacie, że to co się dzieje w Waszych głowach jest normalne? Czy uważacie, że wasze wahania są normalne, czy uważacie, że normalnym jest przestać czuć cokolwiek z dnia na dzień? Czy uważacie, że normalnym jest czuć przeciwstawne uczucia? Czy uważacie, że to możliwe i normalne by ktoś kogo tak uwielbiałyście, kogo kochałyście, podziwiałyście z dnia na dzień stał się dla Was pełen wad, a to co kiedyś Wam nie przeszkadzało lub nawet się podobało nagle zamieniło się w wady? Zastanówcie się i powiedzcie - czy to normalne? Cokolwiek z tego jest dla Was normalne? Czy to w ogóle jest możliwe i sensowne? Odpowiedzcie szczerze - gdyby tak to dotyczyło waszej siostry/przyjaciółki/mamy - co byście im odpowiedziały? Można się odkochać z dnia na dzień? Normalnym jest, że ktoś zmienia kierunek uczucia o 180 stopni? Normalne są wahania nastrojów? Tak szczerze.
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kama21 21 sty 2013, 01:36
Ezekiel- rozumiem Twoje pytania retoryczne, mające na celu uruchomienie naszych refleksji, ale czy sadzisz, że gdybysmy uwazaly swoje zachowanie za normalne, pisalybysmy teraz na tym forum? Ja, jak i wszytskie osoby (prawie) tutaj wiemy, ze cos jest nie tak. Ty tez wiesz i rozumiesz, czytajac i odpowiadajac bardzo profesjonalnie na nasze posty :) Ja nigdy nie uwazalam sie za slaba psychicznie, zazwyczaj odwrotnie, wiedzialam czego chce i bylam pewna, uczuc, ludzi , siebie etc. WNa wszystkie Twoje zadane poprzednio pytania moja odp byla jasna-ze nienormalne, ze niemozliwe, ze bezsensowne. Wiem to, o tym wszyatkim wiem a jednak to wciaz przychodzi i wraca. Ja potrzebuje jasnego bodźca, może być nawet od Ciebie, powiedz mi, czy istnieje szansa, ze poradze sobie z tym sama? Racjonalizujac i przecinajac te mysli? czy powinnam udac sie Twoim zdaniem do specjalisty? :) pzdr :)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sty 2013, 04:08

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 21 sty 2013, 02:06
Ezekiel, jak dla mnie jest to dziwne i niedopuszczalne ale kiedyś czytałam coś bodajże był to jakiś post że bardzo jest to możliwe :( a ja racjonalizujac te mysli typu "nie wiem czy kocham i etc" mam odpowiedz "okłamujesz samą siebie" to jest cholernie ciężkie..
Jednakże jeśli chodzi o rodziców czy rodzenstwo sądze że jest to troche "inna" miłosc, ale mimo to jakby nagle w stosunku do nich cos takiego by zaistniało to naprawde bym pomyślała że jest zemną coś nie tak :smile:
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez karola21101987 21 sty 2013, 11:24
Wrocilam mam nadzieje na chwile. Mialam nie raz taki problem jak Wy dziewczyny, nadal miewam leki i watpliwosci, ale teraz traktuje je inaczej. Wiem doskonale, ze jest wlasnie tak jak z rodzicami czy rodzenstwem, ze te mysli sa nienormalne. Bylam z chlopakiem na nartach na weekend i wczoraj rano obudzilam sie z takim lekiem, ze znow myslalam, ze zmarnuje sobie zycie. Plakalam bo mnie to bolalo, ze znow sie zaczyna, ale szybko sobie przypomnialam, ze przeciez tak juz bylo, ze juz raz w to uwierzylam, a potem i tak sie zakochalam tak jakby na nowo (niedawno:)) znow poczulam sie jakbym nie byla soba, jakbym to nie byla ja. Wszystko wrocilo do normy, moj lek i lzy przeslonilo pytanie "przeciez ja nie moge byc taka dla niego, nie moge mu tego robic..." spojrzalam na niego, a On juz wiedzial, ze cos sie dzieje, ale tylko sie usmiechnal i powiedz "jestem tutaj kochanie, nie boj sie mnie ani o mnie" i nagle mnie przeszylo, ze co ja robie, przeciez on jest taki cudowny. Nie powiem, caly dzien niemal miewalam napady placzu, ale byly juz przesiakniete checia przytulania sie do niego i nie wypuszczania go z rak. Jak wracalismy patrzylam na niego, a on byl taki spokojny i wiedzialam juz, ze nie dam swoim myslom wygrac. Ja naprawde go kocham chociaz czasami sama w to nie wierze, ale te warto zyc i walczyc dla tych chwil, ktore mi otwieraja oczy :) coraz latwiej radze sobie z nerwica chociaz ataki sa rzadsze to tez duzo mocniejsze... Wiec i Wy sprobojcie patrzec na to z innej strony.
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
02 sty 2013, 10:24

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 21 sty 2013, 15:33
kama21, zauważcie, że te pytanie nie zadawałem po to by uruchomić refleksje. Zadałem je po to byście same mogły sobie odpowiedzieć, że to jest nienormalne. Jeśli uważasz to za nienormalne to jakiego dowodu jeszcze potrzebujesz? Przecież już to wiesz. Bodziec jest w Tobie - możesz poradzić sobie sama jeśli sama zaczniesz wierzyć, a zamiast uwierzyć szukasz potwierdzenia, wsparcia bo wątpliwości się pojawiają i nie wiesz co jest prawdą, a co nie. Przecież to nie prawda. Te Twoje wątpliwości. Wątpliwości możesz mieć tylko co do swoich myśli. Tak zawsze było i tak jest. Doskonale wiesz, że to nienormalne zachowania, że nawet brak uczucia nagły nie jest normalny, więc co? Wolisz powiedzieć sobie "czasami tak się po prostu dzieje" - nic się nie dzieje po prostu - nerwica jest na to doskonałym dowodem:).
Dodam tylko, że masz szansę poradzić sobie sama, ale większe szanse by poradzić sobie z pomocą specjalisty. Pamiętaj, że specjalista nigdy nie powinien weryfikować Twoich uczuć, interpretować Twoich myśli i emocji. To są Twoje uczucia i emocje, Twoje myśli. Jeśli będziesz szukał ich źródła - zmień specjalistę. Specjalista powinien wyjaśnić jak działa nerwica, jaki jest mechanizm powstawania chorych myśli, ale nigdy nie mierzyć się z ich treścią, z konkretnymi myślami :). Pamiętaj, że boli Ci to nie dlatego, że to może być prawda, boli Cie bo treść Twoich myśli rani prawdziwe uczucia, które nerwica gdzieś przysypała.
mains, jasne, że z rodziną byłoby inaczej, łatwiej. Inna miłość bo nie ma fizycznej relacji nigdy, ale łączy coś co jest niepodważalne. Więzy krwi. Żadna nerwica tego nie podważy. Nie możesz przecież stanąć i zacząć wątpić w to czy kochasz rodzinę miłością braterską, rodzicielską etc. Nie możesz stanąć wiedząc, że ktoś jest Twoim bratem, mamą, że wcale nimi nie są. To jest właśnie ta kwestia wątpliwości - te zawsze tyczą się tylko myśli, nie możesz robiąc cokolwiek wmówić sobie, że robisz coś innego bo nadal będziesz robić to samo. W nerwicy jednak to dotyka sfery niefizycznej, niematerialnej, myśli, uczuć, stąd nie wiesz co jest prawdą, a co nie:)
karola21101987, świetnie, świetnie! Cieszę się, że są kolejne osoby, które przetrwały i przezwyciężają małe kryzysy. Cieszę się bo to dowód, że warto się pomęczyć, że czasami łatwo jest uwierzyć wątpliwościom i ulec złudzeniu, a jednak! Można cierpliwie się z nią mierzyć i na nowo pokochać :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 21 sty 2013, 19:19
karola21101987, zazdroszczę Ci takiego nastawienia, ja dzisiaj miałam takie przezycia o których byłam pewna że nastąpią wkoncu :( Zapowiadało się fajnie, robilismy obiad, ale się zaczeło z mojej strony wytykanie wad które mnie irytują a jedną z których najbardziej się powtarzaja to, to że jest nie wiele wyższy oddemnie i ja czuje się dziwnie z nim, mowie mu że jest za niski(ale to nie jego wina przeciez,w dodatku wczesniej zupełnie nie zwracałam na to uwagi) mowiłam je do niego prosto z mostu, zaczelismy się niesamowicie kłócić po chwili nie wytrzymałam cisnienia i zaczełam się ubierac i nawet mimo to że mnie mój facet zatrzymywał powiedziałam ze nie zostane u niego ani sekundy dłużej,ze to nie ma sensu i wyszłam.. a najgorsze jest to ze MI wogole nie było z tego powodu przykro ! Tylko mam już w głowie że to nie to, że tak ma już byc. Ale boje się odjesc, nie potrafie.. Boje się że nikt mnie już tak nie pokocha jak ON, nie umiem się z tym pogodzic ze ma go nie byc ale wiem że to też z przyzwyczajenia ponieważ jestesmy ze sobą dosc długo.. Sama nie wiem czy to nie jest tylko przyzwyczajenie czy faktycznie coś ze mna jest nie tak chodz jakos nie chce mi się w to wierzyc :(

Cieżko mi bo nie wiem co teraz robic:(
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 21 sty 2013, 19:43
Aa znam to znowu! Mysle ze te wybuchy zlosci rowniez wiaza sie z zaburzeniem. Teraz wez.sobie przypomnij jak zaczelo sie to wszytsko. I stwierdzisz ze w sumie od momentu poczatku chroby wszystko jest inaczej.

-- 21 sty 2013, 19:51 --

Mains pamietasz dzien w ktorym Ci sie to zaczelo? Jak to bylo?
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 21 sty 2013, 20:11
agucha, dokładnie od tamtej pory kiedy sie zaczeła ta choroba czy też nie (sama nie wiem) jest wszystko inaczej bez dwuch zdań.. nawet do zycia podchodze inaczej..

Już teraz jakoś po takim czasnie nie pamietam jak to dokładnie było ale wiem że zaczeło się coś nie tak od grudnia 2010 roku, wtedy zaczeły się wady NAGLE ukazywac, nabrałam mnóstwo wątpliwosci i wsumie od tego się zaczeło z dnia na dzien było coraz gorzej.
Pamiętam że pewnogo feralnego dnia wstałam i pomyślałam"to nie to czego chce" wtedy zaczeła się ogromna rozpacz nawet moja mama starała się mnie opanowac,strach który mnie przeszywał i ból żołądka..
Od tamtej pory nie jestem już pewna niczego, czy chce,czy kocham, czy też jak to wogóle odróżnic :(
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kama21 21 sty 2013, 20:50
wiem, że pytanie nie tyczyło się mnie, ale ja pamiętam idealnie ! Wszystko bylo cudownie, nic nie zapowiadalo takiego dooołaa! Nagle na drugi dzień wpadła mi ta mysl i od tamtej pory nie puszcza, mimo, ze probowalam juz na wszelkie sposoby bagatelizowac ja... raz specjalnie upiłam się z moim Kochanym, bo mialam nadzieje, ze wtedy półświadoma zaczne mu mowic o co mi chodzi, ale nic z tego... :) zaczelo sie niewinnie, myslalaml ze jakos sobie to przetłumaczylam, ale wracal ten ciagly niepokoj, raz chec raz niechcec, ta ciagla obawa, strach itp. czasem mam wrazenie jakbym stawala obok siebie i wtedy wydaje mi sie to smieszne i irracjonalne, alepotem znow wraca... :(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sty 2013, 04:08

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 21 sty 2013, 21:56
mains, oczekujesz nierealnego. Nie zrozum mnie źle, ale sama widzisz tu swoją winę. Prowokujesz sytuacje by móc usprawiedliwić swoją nerwicę. Sama wiesz, że kłócisz się o coś co nie ma sensu, ale jak już się pokłócisz to masz pretekst by uwierzyć, że to naprawdę nie to - bo przecież gdybyś kochała to byś się nie kłóciła o taką pierdołę. Kłócisz się, prowokujesz kłótnie bo tak jest łatwiej - to jest to przypisywanie racjonalnych powodów nieracjonalnym myślom. Nieważne, że te powodu, które znajdujesz nie są faktycznym powodem i źródłem Twoich myśli. Nielogiczna kolejność - nie zauważyłaś? Zwykle to najpierw pojawiają się powody, a potem pojawiają się myśli. W nerwicy najpierw pojawiają się myśli, całkowicie irracjonalne, a potem wyszukuje się ich źródła, często tak jak w Twoim przypadku, sztucznie się je kreuje.
Agucha świetnie Was naprowadza - gdzie zaczęły się problemy, kiedy? No właśnie wtedy kiedy zaatakował lęk, chore myśli. Dopiero potem doszukiwałyście się problemów, wad, przyczyn tych myśli. Nagle to co się podobało, albo nie przeszkadzało zaczęło przeszkadzać i być wadą. Dlaczego? Ano dlatego, ze tak działa nerwica - trzeba koniecznie znaleźć przyczynę lęku, myśli. Te pojawiają się bez przyczyny - czy nie tak? Przychodzą nagle, bez zapowiedzi. Dopiero potem szukacie przyczyny, musicie znaleźć bo taki macie mechanizm obronny. Dopóki nie znajdziecie, nie będziecie rozumieć siebie, nerwicy, problemu, będziecie tonąć w lęku i myślach, stąd dopisujecie lękom i myślom coraz bardziej absurdalne, ale przekonywujące przyczyny. Wolicie przestać wierzyć, że coś czujecie, przestać i zahamować uczucie byleby nie musieć się bać.
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 21 sty 2013, 22:32
Ezekiel, to co piszesz jest prawdą, tylko dlaczego mimo że naprawde bardzo mocno się pokłócilismy mi nawet przez sekunde nie bylo szkoda mojego lubiego, nie poczułam nawet potrzeby go przeprosic za moje zachowanie a o uczuciach już nawet nie wspomne .. :(

-- 21 sty 2013, 23:01 --

A co do tej kłótni jeszcze, to akurat miałam powód żeby się pokłócic :(
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do