Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 12 sty 2013, 22:42
agata_08, psychiatra stwierdził, że nie masz nerwicy. Mógł się oczywiście mylić, ale ważniejsze jest byś nie brała tego co mówił jako prawdy ostatecznej, a więc, że jesteś absolutnie zdrowa w sensie wolna od problemów emocjonalnych. Po drugie stwierdził także, że masz problemy emocjonalne i to dlatego skierował Cie do psychoterapeuty. Oczywiście niedojrzałość emocjonalne i zaburzenia, które masz tak jak mówiłem wcześniej nie muszą jednoznacznie stwierdzać, że masz nerwicę, ale są to okołonerwicowe zaburzenia. Nie można nadinetpretować objawów oczywiście ponieważ w nerwicy zalecana jest farmakoterapia jako główna forma leczenia, a w Twoim przypadku myślę, że jest to niepotrzebne. Stąd też forma psychoterapii przez stopniową desensytyzację np. Po prostu musisz stawiać czoła swoim lękom. Doszukiwanie się sensu życia i źródła szczęścia zawsze powoduje odwrotny skutek - nagle okazuje się, że ani jednego ani drugiego w Twoim życiu nie ma:), a to nie prawda.
Idź do psychologa i opowiedz o swoim problemie. Skonsultuj to też z innym lekarzem tak jak radzi to lekarz - choćby z czystej ciekawości.
zmęczona1, Ty masz zupełnie inny problem - Twoje zaburzenia są ewidentnie nerwicowe i musisz też porozmawiać z mężem. Ty ewidentnie uciekasz od problemu i wyciszasz go w sobie, wierząc, że "sam sobie przejdzie jak nie będę tego roztrząsać albo jak postaram się zapomnieć". Jest to nie prawda. Przełam lęk przed lękiem i idź do psychiatry i opowiedz wszystko tak psychiatrze jak i mężowi! :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 14 sty 2013, 09:37
Ezekiel, powiedz mi, skoro nie mogę od siebie wymagać "czucia" miłości, to jakich uczuć mogę od siebie oczekiwać? Ja obecnie nie potrafię nawet zdefiniować własnych uczuć, emocji, a nawet oczekiwać - tego, czego chciałbym od zycia, tego na czym mi zależy, co lubie a czego nie lubie....Nie wiem, gdzie kończy się moje "JA", a zaczyna choroba...Miałem myśli, że kiedys, po slubie, ja stane się złym człowiekiem,, ze będę niedobry dla mojej M., że będę wredny, opryskliwy, chamski, przytłoczony, ze bedę obwiniał wszytskich w koło, ze marnuja mi życie, że będę żałował wszystkiego... A jednoczesnie mam w sobie chęć, wole, pójścia dalej, zrobienia kolejnego kroku, ruszenia z miejsca, ale coś mnie trzyma, blokuje...Czy to może być nerwica? Czy nerwica może byc przyczyna jakiejś niedojrzałości emocjonalnej, strachu przed pełnym zaangazowaniem, poswięceniem się drugiemu człowiekowi?
agata_08, na pewno w jakimś zakresie mamy podobne objawy...Te mysli...Tylko teraz pojawia się pytanie: kto usłyszał złą diagnozę: Ja, że mam nerwicę, czy Ty, ze jej nie masz...Ja obecnie biorę leki, rexetin 1x20 mg...Mysli mineły, ale wszystko mi zobojętniało...Nie wiem,c zy to efekt leku, czy może efekt placebo, czy też nerwicy...Sam nie wiem, jak i kiedy jest mi lepiej....Nie umiem ocenic, kiedy mi jest dobrze, a kiedy źle....Czuję, że boję się poczuć szczęście w obawi, że leki wróca....Psychoterapia może pomoże, ja byłem dopiero na jednym spotkaniu....Metoda mojej psychoterapeutki to psychoterapia psychodynamiczna...Ale na pewno w najblizswzych 2-3 tygodniach chce pójśc do jeszcze innego psychologa, zeby postawic kontrdiagnozę i być może poznac inny punkt widzenia....Tym razem chciałbym pojsc do specjalisty od psychoterapii poznawczo - behawioralnej, bo gdzies czytalem, ze w przypadku nerwic ten rodzaj jest najlepszy. Ogladalem tez ciekawy dokument o nerwicy, a w szczegolnosci o neurotplastycznosci:
http://www.youtube.com/watch?v=VibCtypFGos

znalazlem go tutaj na forum. Polecam. Pierwsze 20 min. dotyczy nerwicy natrectw, a reszta filmu schizofrenii i stresu pourazowego.

-- 14 sty 2013, 09:35 --

Ezekiel, zastanawia mnie też jedna rzecz: często, jak z kims rozmawiam, ze ze znajomym np, i pojawi asie temat mojej M. od razu robi mi sie bardziej smutno, przykro....czy myslisz, ze mogą to być podświadome wyrzutu sumienie, ze nie potrafie byc taki, jak powinieniem id ac tego, co powinienem?

-- 14 sty 2013, 09:36 --

Czy myslisz, że przez to, iż nie potrafie okreslić swoich czuuć, nazwac ich, mogę np. czuć teraz wstyd, zakłopotanie w związku z zaręczynami, które zepsułem? i nerwica po prostu nie pozwala mi nazwać tych uczuć?
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez karola21101987 14 sty 2013, 11:25
Ezekiel, znow mialam napady lekow. Cos dziwnego sie jednak teraz ze mna dzieje. Wczesniej jak mialam napady tych lekow, zwlaszcza po przebudzeniu (mialam tez klopoty ze snem) to od razu zastanawialam sie nad tym czy to nie jest zwiazane z moim chlopakiem. Teraz jak juz postanowilam z tym walczyc i znow mnie napadly to automatycznie zblokowalam to, wiedzialam, ze to nie On jest przyczyna i wiesz co? Poczulam takie odrealnienie przez ten lek. Nie czulam sie soba. Minal mi dopiero jak spotkalam sie z chlopakiem i sie przytulilam, ale czulam, ze nadal gdzies sie czai z boku... Teraz juz jestem pewna, ze to jest lek w nerwicy. Zaczelam analizowac co sie stalo, dlaczego sie boje, czuje, ze znowu wracam do mojej metody poszukiwania przyczyny leku dotad az znajde, zeby poczuc ulge... Poszlam do innego psychologa. Tak z czystej ciekawosci, ale i dlatego, ze balam sie, ze zawsze beda wracac te leki z ta metoda leczenia... z tym szukaniem przyczyn... I wiesz co?! Ta psycholog powiedziala mi, ze to byla zla metoda! Ze dobry terapeuta nie ma pomoc zrozumiec mysli, ale zrozumiec chorobe... Teraz jestem zla i doszedl mi kolejny lek bo zastanawiam sie ile czasu stracilam i ze juz moglam byc zdrowa, ale tez, ze jeszcze bardziej sie pograzylam w tej chorobie.
Powiedziala mi, ze wspolne poszukiwanie przyczyn lekow to i interpretowanie mysli chorego na nerwice to tak jakby, terapeuta probowal myslec za chorego i interpretowac jego mysli, a przeciez nie jest nim, ze to moze zgasic niezaleznosc i odpowiedzialnosc chorego, ktory potem z kazdym problemem bedzie uciekal do terapeuty zeby zinterpretowal jego mysli i obawy... Troche mnie to przerazilo, ale brzmi sensownie...
W kazdym badz razie podobnie jak Ty powiedziala, ze walka z nerwica to sztuka pokonywania barier czyli lekow, obaw, natrectw, bo natrectwa to tez forma leku, leku, ze jak sie czegos nie zrobi to cos sie stanie i stad pojawiaja sie rytualy, tak samo jest z ucieczka. Powiedziala tez, ze leczenie to tez sztuka poznawania choroby i zrozumienia jej, ze mysli i lekow, ktore sa wynikiem choroby nie mozna zrozumiec bo sa chore i nie maja racji bytu. Dopiero poznanie ich i zrozumienie da swiadomosc i sile do odrzucenia tych mysli. To jest tak jak z tym racjonalizowaniem chyba, ze chorym myslom i bezsensownym zachowaniom dopisuje sie jakies racjonalne powody, obojetnie jakie i wtedy przychodzi ulga bo ma sie wytlumaczenie, a tak naprawde dupa bo to wraca...
Boje sie, ze te leki teraz beda mnie nawiedzac czesciej bo nie walczylam z tym tak jak trzeba, ale przynajmniej uratowalam nasz zwiazek. Moj chlopak mnie wspiera. Chodzi ze mna do psychologa czego wczesniej bym sobie nie wyobrazila nawet (siedzi oczywiscie na zewnatrz), ale jak wyszlam to sie usmiechnal i przytulil mnie i naprawde te troski odchodza. Budze sie i naprawde czasami nic nie czuje, czasami chce czuc jak patrze i widze jaki jest dobry, ale nie moge sie zmusic do czucia tego, a czasami zwlaszcza wieczorem siedze i patrze na niego i jedyne czego pragne to go przytulic i usciskac i pokazac mu jak jest dla mnie wazny zeby nigdy nie zapomnial o tym i zeby zawsze byl, tak po prostu... Nie rozumiem tego, ale to, ze tego nie rozumiem tylko mnie utwierdza w tym, ze jestem chora, ze gdzies tam ja go chyba naprawde kocham:)
daredevil9, ja mialam tak samo, jak ktos napominal o zwiazkach swoich albo pytal mnie o to czy tamto z moim chlopakiem, albo pytal czy nie podobala mi sie jego niespodzianka, a co najgorsze jak np mowili mi cos o Nas (ale Ty masz szczescie, ze masz takiego faceta, On jest taki zajebisty, kazda by chciala miec takiego, albo On jest dla Ciebie taki dorby nie zepsuj tego, albo uwazaj bo ta szminka moze go zniechecic) to od razumi sie pojawialy mysli - Boze ja go nie kocham bo przeciez powinnam potrafic docenic, powinnam czuc sie jeszcze bardziej szczesliwa, a czuje sie smutna i rozzalona, ze nie potrafie tego docenic ani mu pokazac, ze taki jest jak dla innych tez dla mnie, ze nie jestem dla niego taka dobra jak powinnam i ze to wlasnie dowod, ze go nie kocham, czasami czulam nawet zazdrosc, ze jego tak chwala, a mnie tak nikt nie przedstawia... Tez chcialam nazwac to co czuje, okreslic i nie moglam i to byl kolejny dowod, ze skoro nie potrafie to nie kocham, ale tak naprawde zastanawialam sie nad tym i ja nawet nie wiem co powinnam czuc i czy czasami ten zal i smutek nie tyczyl sie tego, ze ja bym chciala byc tak zapatrzona w kogos slepo i nie myslec o sobie, a przez te leki i obawy i watpliwosci to ja patrze tylko na siebie... Tez mialam takie mysli, ze przez to nigdy nie bede szczesliwa, ze zmarnuje sobie zycie, ze zmarnuje zycie jemu, ze rozczaruje jego i siebie. Tylko ja nie potrafie sie cieszyc z niczego wiec zaczelam sie zastanawiac co mi to szczescia da i balam sie jeszcze bardziej, ze skoro nie wiem gdzie szukac tego szczescia to moze nic mi go nie da, bo tez czulama taka obojetnosc. Chcialam czuc sie szczesliwa, bardzo chcialam zeby to on mi je dawal, ale jednoczesnie balam sie, ze nie bede potrafila go kochac, lubilam z nim spedzac czas i lubie dalej, ale balam sie, ze ja powinnam czuc cos innego i nie powinno byc obaw... Ta nowa psycholog mi powiedziala, ze to jest tez z tym tak, ze nerwice czesto wywoluja niezdolnosc do odzcuzwania zwlaszcza wyzszych uczuc bo kaza skupiac sie na sobie i obawach, ze ta chwiejnosc emocjonalna tez jest typowa... Ja to powoli dostrzegam, naprawde jest fajnie jak juz wrocilam do niego, jest mi z nim bardzo dobrze. Mam napady lekow, ale po rozmowie z psychologiem i jak juz sobie uswiadomilam jak to jest z tym moim lekiem odnosnie ludzi i zwiazkow to zauwazylam, ze to naprawde byl jakis lek zanim cokolwiek sie zaczelo to juz uciekalam, to nie bylo normalne i teraz mam to w swiadomosci i te leki, ktore mnie nachodza juz sie nie skupiaja na moim chlopaku, ale czuje sie tak nierealnie troche, ze te leki sa nierealne. To nawet bardziej przerazajace bo mam poczucie, ze wariuje, ze nie rozumiem sama siebie, ale psycholog mi powiedziala, ze to pierwszy krok, zeby nerwice pokonac. Wiec staram sie moja analize hamowaci i nie szukac przyczyny. Oby mi sie poukladalo w glowie wszystko :) i Tobie sie ulozy. Wiem, ze przyjdzie dzien kiedy spotkasz sie ze swoja dziewczyna i znow sie zakochasz tak jak ja czuje, ze znow sie zakochuje, jak tylko pokonasz nerwice. Nie porownuj sie tylko z innymi. Popros przyjaciol by oopowiedzieli czy nie maja zlych chwil jesli koniecznie chcesz sie porownywac. Poza tym porozmawiaj z dziewczyna o swojej nerwicy i o tym, ze miewasz tak, ze nic nie czujesz zeby pomogla Ci przez to przejsc. Ja czuje, ze to nas zbliza wlasnie, chociaz wczesniej nie lubilam o tym rozmawiac, bo nie chcialam wierzyc, ze jestem chora albo, ze nerwica ma taki na moje zycie wplyw:)
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
02 sty 2013, 10:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 14 sty 2013, 13:39
A wiesz Ezekiel co jest teraz znow ze mna? Znow ta nagla zmiana nastroju. Po tej wizycie u psychiatry plakalam dlugo heh, bo czulam , ze sie w tym wszystkim pograzam i dalej nie wiem co robic. I rozmawialam z tym chlopakiem, z ktorym sie spotykam. Ja w zeszly wt. powiedzialam mu o tych swoich problemach. I on probowal to jakos zrozumiec, stwierdzil,ze moze razem damy jakos rade , ze tak latwo nie zrezygnuje itd. Ale momentalnie widzialam,ze zaczal sie z kazdym dniem miej odzywac. Az w pt. jak sie spytal co u mnie i napisalm,ze mam caly czas doliny i ,ze che mi sie ryczec tylko, on sytal co jest, a ja,ze mam znow watpliwosci czy sie dalej z nim spotykac czy wrocic do bylego itd. I on mi wtedy odp. ze on uwaza, ze mozemy sie spotykac od czasu do czasu, ale tylko po kolezenksu, bo i tak racej para jzu nie bedziemy. I w sumie, to od najpierw poczulam smutek, ze jednak tak do tego podszedl(potem stwierdzil,ze po rozmowie ze mna mial za duzo watpliwosci, no ale ,ze moze kiedys bedziemy para, nigdy nic nie wiadomo), ale pozniej gdy zaczelam wszystko dalej analizowac to uznalam,ze chyba nawet lepiej,ze tak napisal. Spotkam z nim wtedy kiedy bedzie tego chciala i nie bede musiala czuc jakies presji,ze sie zakocham itd. No i poczulam ulge. A wieczorem w pt. przyjechal na weekend ten brat kolezanki(Tomek) co mi sie podoba. I jak zwykle przegadalismy caly wieczor i humor mi sie zaraz poprawil. No i to chyba w sobote bylo, jak pisalam Wam ,ze rycze po zobaczylam zdj, bylego z inna. No i oczywiscie pelno watpliwosci itd. Wrocil T. z zajec, przestalam ryczec, spedzilam z nim caly wieczor przy naprawianiu mojego komputera i im dluzej na niego patrzylam tym bardziej uswiadamialam sobie jak on mi sie podoba. I w ogole mysli o D. ani o tamtym chlopaku nie wracaly. W ndz. myslalam tylko o T. i nawet gadalam z Dawidem chwile normalnie i w ogole nie myslalam o tym,ze kogos ma. Wszystko jakby bylo znow ok.
I zmierzam do tego opisujac cala sytuacje zeby pokazac jak zmienia mi sie z minuty na minute tok myslenia i nagle zaczynam "zakochiwac sie" w innym chlopaku. Widzisz to? I teraz nie wiem jak to tlumaczyc. Bo T. znam od pazdziernika i od samego poczatku zaczal mi sie podobac, ale widzialam,ze mnie zlewa raczej i traktuje tylko jak kolezanke,wiec poplakalam jak zawsze, chwile pocierpialam i uznalam,ze nie mam szans wiec staralam sie tez go olewac. I zaczelam spotykac sie z kims innym. I z Przemkeim bylo fajnie, przychodzily mi jednak mysli, ze jakby nagle chcial cos Tomek to co wtedy , czy dobrze robie,ze spotykam sie z nim , przeciez zakochana nie jestem. No ale potem zaczelo byc fajnie, ja sie znow za bardzo rozkrecilam i wrocil Dawid, zniechecenie do Przemka i sie wszysko znow popsulo. Ale ja czuje ulge w sumie, a nie zal.Teraz znow mysle tylko o Tomku. Mysli o Dawidzie nagle zniknely, no jakby w ogole mnie nie obchodzil. Ale tak mam na poczatku kazdej znajomosci. Jak zaczelam spotykac sie z P. to tez na poczatku wgl nie myslalam o bylym ,poki nie wrocil.

No i ja teraz nie wiem co mam o tym wszystkim myslec. Spotykalam sie z Przemkiem. I czemu tak nagle zaczelam sie rozkrecac, mimo,ze wiedzialam, ze on nie podoba mi sie tak jak Tomek? Czy mysli o bylym wrocily dlatego, ze P. to nie bylo to i zaczal mnie po prostu wkurzac swoim zachowaniem, bo widzialam,ze nic do niego nie czuje? Bezsensu jest to co robie, no jakby kierowal mna ktos inny, a ja byla pionkiem w grze. Bo czasem wychodzi,ze robilam cos czego tak na prawde nei chcialam, a wydawalo mi sie, ze chcialam heh. Owszem , Tomek podobal mi sie ciagle, no ale pozniej zrezygnowalam, bo wiedzialam,ze nic z tego nie bedzie. A teraz jak "zerwalam" z Przemkiem to nagle taka ulga, ze moge znow myslec o Tomku i znow sie wkrecam. Przeciez to chore jakies. A byly znow nagle zniknal. Gadalam z bratem, no on dobrze zna mnie i wszystkie historie z chlopakami. I twierdzi,ze jakby nawet rozwinelo sie cos z Tomkiem, to po czasie znow Dawid by wrocil i kolko by sie zamknelo po raz 100.Tak bylo z kazdym. I skad teraz wiadomo czy ja bylam kiedykolwiek zakochana, gdy mi sie tak wydaje przy kazdym? Znaczy Przemek nie podobal mi sie od razu, a i tak wkrecilam sie nagle(sama nie wiem czemu). Chcialam udawac,ze sie zakochalam zeby nie myslec o Tomku? Eh ja nic z tego nie czaje. Wy pewnie juz tym bardziej heh;/. Mi sie po prostu w jednej chwili potrafia pomieszac wszystkie uczucia. I w jednym momencie umiem zapomniec o jednym chlopaku, gdy juz jestem taka zniechecona i 'zakochac sie' w innym. Po czym gdy z tamtym wychodzi , to wraca byly. Jakas masakra heh. Czym to jest spowodowane? Wiesz Ezekiel? Czy ja sie probuje zakochac na sile czy co? Taka jakbym bardzo chciala dostac zabawke, dostaje ja po czasie widze nowa(nowy chlopak badz byly) i stara zaraz zostawiam, nie myslac w danej chwili co sie z nia stalo. I np. teraz , gdy czuje sie znow 'zakochana' w kolejnym chlopaku ja jestem wrecz pewna swoich uczuc i nagle odchodzi mi chec pojscia do psychologa bo wydaje mi sie,ze jakbym byla z T. wszystko by sie poukladalo, bylabym szczesliwa. A sek w tym,ze chyba by tak nie bylo, bo ta sytuacja sie po prostu powtarza. I najlepsze to,ze ja sie moge niby zakochac nagle przez jakis impuls, bo kogos zobacze i mysle nagle 'on mi sie podoba i chce z nim byc'. Czym to jest spowodowane? Rozumiesz mnie chociaz troche? To nie jest chyba normalne do konca co? Z Tomkiem bylo tak,ze spodobal mi sie chyba w naturalny sposob, a nie przez impuls,wiec mysle sobie ze faktycznie moze i moglabym sie w nim zakochac naprawde, ale to,ze wrocil teraz tak nagle, gdy przed chwila oplakiwalam bylego tez chyba bylo spowodowane impulsem, wiec w efekcie ja juz nie wiem co i do kogo czuje tak naprawde.. heh. Dolina.

-- 14 sty 2013, 12:41 --

Heh, daredvil9 ja juz sama nic nie wiem. Pewnie Ty masz nerwice, ale co jest ze mna to nie wiem, heh. Nic juz nie wiem.
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 14 sty 2013, 14:38
agata_08 napisał(a):Bezsensu jest to co robie, no jakby kierowal mna ktos inny, a ja byla pionkiem w grze. Bo czasem wychodzi,ze robilam cos czego tak na prawde nei chcialam, a wydawalo mi sie, ze chcialam heh.


Nie wiem, na ile Cie to pocieszy, ale ja tez w nasilonej fazie mam takie wrażenie...Mówie i robię rzeczy, jakby mechanicznie, w ogóle wtedy nie czuję sie soba, ale przez to, ze teraz juz sam nie wiem kim jestem i jaki jestem, to mam metlik w głowie. Ja jak wiem czego chcę, to czuje wewnetrzna blokadę o nieznanej podstawie...Ja np. bardzo chcę spędzic życie z moja M., wziąć z Nia slub, czesto w "normalnej" fazie o tym rozmawiamy...ale z drugiej strony "coś" mnie blokuje, trzyma w miejscu, ogranicza, hamuje i nie pozwala iśc dlaej, wykonywac kolejnych kroków....Przez to ciagle czuje, ze jestem na etapie nastolatka, ze wszytsko co sie dzieje wokół to zabwa, gra, i nawet jak cos się zepsuje to, ze zaczne od nowa...Że od kazdego będę dostawał kolejną szansę...I chcoiaż wiem, ze jest to złe, głupie, nieralne to nie potrafie wydostać się z tego infantylizmu i tej niedojrzałosci zarówno emocjonalnej jaki i zyciowej....Bo faktem jest, że łatwiej jest zyc w taki sposób, ale wiem, ze to do niczego nie prowadzi....z drugiej strony mam olbzymie obawy o to, ze w pełnym, dorosłym zyciu bede w stanie sobie poradzic...Byc odpowiedzialny i trosliwy....Przerazają mnie pojawiające sie mysli, ze kiedys po slubie będzie ejszcze gorzej, że stane sie złym człowiekiem, że bedę okropny dla mojej M....w głowie pojawiaja mi sie wizje, ze mamy dziecko, ale na pewno sie rozejdziemy i będzie w sądzie walczyc o nie....Masakra...
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 14 sty 2013, 15:50
Mam nadzieję, że uda mi się choć częściowo pomóc Wam. Po pierwsze zaznaczam jeszcze raz, ale tym razem innymi słowami - w nerwicy najważniejsza jest odwaga, a na tą wyjątkowo trudno zebrać się osobom, które boją się bać, które mają pełno wątpliwości, nie odczuwają szczęścia i radości, po prostu brak im motywacji w postaci impulsu, wiary, czegoś pozytywnego. Deficyt odwagi jest problemem. Odwaga to nie jest brak strachu, w nerwicy to nie jest brak lęku - to podążanie wbrew lękom w określonym kierunku. Mierzenie się z lękiem i chorobą. Wychodzenie jej na przeciw.
Tu przychodzi na myśl piękny i jakże prawdziwy frazes "Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą". W zaburzeniach nerwowych jest tak samo. Ucieczka zawsze oznacza porażkę, nie wygrywasz ani zdrowia ani spokoju, nawet ulga nie jest nagrodą. Nie robisz 5 kroków w tył by zrobić 20 do przodu, nie... to coś gorszego ucieczka oznacza zaczynanie od początku, tylko z dodatkowym bagażem: zmęczenia, wątpliwości, deficytu radości itd. Walczcie więc!

karola21101987, to jest dokładnie to o czym napisałem wyżej - uciekając od chłopaka, uciekając od innych lęków przez znajdywanie przyczyn wcale nie zwalczałaś choroby, wracałaś na start coraz bardziej zmęczona i coraz więcej wątpliwości i niepewności temu towarzyszyło. To jak z siłownią niemalże. Powtarzasz jakieś ćwiczenie kilkukrotnie, ale z każdym następnym razem coraz bardziej bolą mięśnie, coraz mniej ma się siły, coraz więcej świadomości w Tobie, że pewnie następnego razu już nie wytrzymasz, coraz łatwiej się więc rezygnuje i ucieka by czasami nie okazało się, że ciężar Cie przerósł. Niby ciężar jest przecież ten sam, ale z każdym kolejnym razem bliżej Ci by uwierzyć, że to dla Ciebie za dużo.
To taki plastyczny przykład - oczywiście w nerwicy nie jest dokładnie tak samo. W siłowni można odpocząć i następnego dnia wrócić silniejszym. W nerwicy natomiast wraca się słabszym po ucieczce. Należy więc jeden cykl treningowy traktować jako porównanie do życia w nerwicy. Jeśli chcesz sprawdzić się ile jesteś w stanie udźwignąć - sprawdzaj się wtedy kiedy masz najwięcej sił. Im więcej prób wcześniej na mniejszych ciężarach tym granica się przesuwa w dół. Podobnie jest w życiu. Uciekanie od nerwicy, od lęków, powoduje więcej natręctw, obniża się próg wytrzymałości na cierpienie, lęk, wątpliwości i zwątpienie wbija w ziemię.
Stawiłaś czoła lękom, rozmawiając od tym z chłopakiem, zabierając go do psychologa, zmieniając psychologa. Twoja psycholog ma rację, to poczucie nierealności jest pierwszą oznaką, że stawiasz czoła nerwicy i dowodem tego, że Twoje lęki nie były związane z chłopakiem,a z samą chorobą właśnie. Stawiasz jej czoła i jesteś na dobrej drodze do wygranej!
daredevil9, wymagać możesz od siebie wszelkich uczuć, ale w chwili kiedy wygrasz z nerwicą. W tym momencie musisz wbrew sobie z Nią walczyć. Widzisz to, że się gubisz w tym wszystkim jest właśnie dowodem, na chorobliwy charakter Twoich wątpliwości, ale nadal nie chcesz w to uwierzyć. Próbujesz, ale nie chcesz. Gdybyś to zaakceptował to już nie musiałbyś się bać tak jak karola np. To poczucie, że jesteś pionkiem to właśnie ta derealizacja. Zdajesz się nie być sobą, że życie to tylko gra, w której możesz wrócić do tzw "checkpoint'a". Musisz stawić czoła nerwicy bo niestety życie to nie bajka ani gra. W dorosłość trzeba wejść żeby zobaczyć, że nie ma się czego bać, dopóki tego nie zrobisz będziesz się bał zawsze.
Kolejna sprawa to Twoja ambiwalencja. Typowa cecha dla nerwicowców. W wielu przypadkach, które poznałem ambiwalencja była przyczyną kryzysów w związkach, a często prowadziła do ich rozpadu. Moja dziewczyna również ma z tym problemy. Bardzo chcę, ale coś mnie blokuje, odczuwasz jednocześnie dwie emocje co powoduje brak poczucie realności tych odczuć. W jednej chwili możesz więc odrzucić dane uczucie. Chcesz, ale nie możesz - u zdrowych ludzi też zdarzają się przypadki kiedy ambiwalencja dotyka świata emocjonalnego. W tym przypadku nie jest to jednak nasilone, ale też problematyczne. Dla pokazania różnicy często mówi się, że w zdrowym umyśle ambiwalencja przejawia się odczuwaniem właśnie dwóch przeciwstawnych emocji, zaś w przypadku osób z zaburzeniami nerwowymi jest to jedna emocja o dwóch przeciwstawnych znakach. W takich przypadkach sprzeczne emocje utrudniają niejednokrotnie podejmowanie ważnych, życiowych decyzji.
Dasz radę jednak, wierzę w Ciebie!
agata_08, w Twoim przypadku tak jak mówiłem wcześniej - niestwierdzenie nerwicy wcale nie oznacza, że jesteś w pełni ukształtowana emocjonalnie. Masz prawo mieć wszelkie zaburzenia nerwowe bez stwierdzonej nerwicy. Nerwica to konkretna choroba. Tak samo możesz mieć zmiany skórne i nie mieć raka, ale to nie znaczy, że zmiany skórne nic nie oznaczają.
Twój świat emocjonalny jest mocno zaburzony, po prostu. Musisz stawić czoła swojej niedojrzałości. Ewidentnie masz problem z niestabilnością emocjonalną. Ty się nie zakochujesz, Ty próbujesz sobie wmawiać zakochanie, nie masz prawdopodobnie ukształtowanych oczekiwań względem partnera stąd ciągle zakochiwania i odkochiwania się. Stąd też lęk przed przywiązanie. Po prostu jesteś w pułapce własnych oczekiwań. Boisz się, że ciągle gdzieś tam może być lepszy, wierzysz, że tak właśnie się dzieje. Ludzie zdrowi dobierają się w pary, a miłość przychodzi z czasem. Ty natomiast wierzysz ślepo w to, że uczucie trwa niezmiennie i jednostajnie od samego początku znajomości. Postaraj się to zmienić. Skupiać się na dobrych stronach. Związać się z kimś kto Ci się spodoba i nie oczekiwać niczego od niego, ani przede wszystkim od swojego świata emocjonalnego. Przychodzi mi na myśl świetne zdanie, które usłyszałem kiedyś od księdza i mógłbym to zdanie sparafrazować "Nie oczekuj szczęścia, dawaj szczęście innym, a ono samo wróci ze zdwojoną siłą"
Walczcie!
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 14 sty 2013, 17:20
Tak rozumiem, ale to nie jest takie proste,Ezekiel. Moze cos w tym jest, ze bedac z kims szczesliwa przychodzi ten lek przed tym,ze faktycznie bedzie ktos lepszy albo,ze Dawid byl tym jedynym i zle ,ze zerwalam. Tylko czemu przychodzil nawet gdy czulam,ze chce byc z ta osoba? W sumie to wydaje mi sie,ze ten strach pojawia sie, gdy zaczynam widziec wady u drugiej osoby. A wiem przeciez, ze kazdy je ma.To skoro to wiem, to czemu przychodzi ten lek? Czemu sie zawsze wycofuje? O czym to moze swiadczyc? Ze mam jakis wyidealizowany poglad na swiat, na ludzi? Dlatego sama tez czesto daze do perfekcji i wydaje mi sie,ze jestem inna dla innych i inna dla siebie? Dla siebie na pewno bardziej surowa. Czy myslisz, ze psychoterapeuta pomoze mi pokonac ta bariere?
Tak sobie mysle, ze owszem, moze czasem probuje sie w kims zakochac, powiedzmy,ze tak bylo z tym Przemkiem. Ale jak mam byc z kims kto mi sie podoba,np.z tym Tomkiem, jesli nie widze jakiegos wiekszego zainteresowania z jego strony? Znaczy widze, ze lubi ze mna gadac itd. no ale poza tym nie daje oznak zebym sie jemu podobala. A on podoba mi sie praktycznie pod kazdym wzgledem, no i oczywiscie lubie tez z nim rozmawiac, nawet siedziec cicho. Podoba mi sie jak pachnie ,jego wyglad, charakter . Wlasnie z taka osoba bym chciala byc.Nie wiem pewnie to wiedzialam od poczatku,tylko spotykajac sie z Przemkiem staralam sie o tym nie myslec. Wiem , bezsensu. Z Przemkiem bylo inaczej, to za niski to nie te buty heh itd itd. Pelno rzeczy bym zmienila, mimo to spotykalam sie, choc pewnie czulam,ze to nie to. A to,ze wydawalo mi sie,ze przez chwile czuje do niego cos wiecej bylo pewnie wynikiem wmowienia sobie. Czy to moze byc wtedy tak,ze jak probuje sie w danym chlopaku zakochac ,to dlatego przychodzi to zniechecenie? Bo ja po prostu widze ze nie pasuje do niego, a tylko sobie wmawialam? Ale jesli tak jest to czemu przychodzi to nawet z osoba, z ktora od poczatku bylam pewna,ze chce byc?
Wlasciwie to znow sie pogubilam. Bo ja wlasciwie z wiekszoscia z tych chlopakow zamiast dobrze sie poznac to od razu nastawialam sie na zwiazek. Wiekszosc tych chlopakow z ktorymi bylam, to wlasnie bylam pod wplywem impulsu,ze nagle sie on pojawil i wydawalo mi sie,ze 'to ten'. Inaczej bylo z Dawidem,najpierw spotykalismy sie tylko po przyjacielsku, no a potem wracal znienacka, tez jak taki impuls. Ale moze dlatego teraz wlasnie on do mnie wraca,ze z nim po prostu ten poczatek dluzej trwal? Ze z nim nie bylam od razu para?Chociaz pamietam,ze jak sie sytuacja rozwijala, to ja znow sie uwinelam i ucieklam. A tak to pamietam ,ze jak bylo kilku chlopakow w szkole czy gdzies, co mi sie podobali to wtedy oni nie zwracali na mnie uwagi. I wiazalam sie z innymi po wplywem impulsu. Tak mi sie przynajmniej wydaje, choc nie wiem juz czy dobrze to sobie tlumacze. Z tym T.teraz jest inaczej, bo znam go juz 3 miesiace, a nadal jestesmy tyko kolegami, no ale to dlatego,ze on po prostu nic nie chce. A gdyby chcial, to kto wie czy bym sie od razu nie rozkrecila za szybko, zapewne tak by bylo i chlopak by zrezygnowal szybko bo by uznal,ze idzie ze mna zwariowac. Bo ja chyba wychodze z zalozenia, ze albo od razu sie sobie spodobacie i bedziecie para albo do konca juz tylko koledzy. Dla mnie po prostu wszystko jest albo czarne albo biale. Nie umiem zrobic zeby cos bylo pomiedzy.

-- 14 sty 2013, 16:24 --

daredevil9 to jest wszystko straszne. Ale widzisz Ty ciagle siedzisz przy jednej dziewczynie, chociaz wiem,ze jednoczesnie wize sie z tym wiele problemow, msyli itd. A ja wkolko zmieniam chlopakow, mimo,ze chce byc szczesliwa z jednym. A jak Twoja M. znosi to Twoje zachowanie, te probelmy? Opowiadasz jej o tym wszystkim?
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 14 sty 2013, 19:27
agata_08, ja doskonale Cie rozumiem, że to wcale nie jest proste. Ty naprawdę masz problem - czytasz te wszystkie swoje pytania w ogóle? Ja już Ci odpowiedziałem na wszystkie, a Ty nadal je zadajesz. Nie odpowiadają Ci moje odpowiedzi, w ogóle żadne Ci nie odpowiadają. Jeśli więc nie chcesz usłyszeć odpowiedzi na pytania to po co je w ogóle zadajesz? Znasz odpowiedzi na te pytania? Jeszcze raz powtórzę więc - winne są Twoje zaburzenia nerwowe, które też jak mniemam są wynikiem ogólnego problemu - niedojrzałości, skrzywienia emocjonalnego.
Grunt to krok po kroku przełamywać bariery, podczas gdy Ty chcesz wszystko od razu. Nie rozumiesz sama siebie, ale chcesz żeby ktoś Cie zrozumiał. Nie próbuj tego zrozumieć. To jest próba traktowania nienormalnych zachowań jak normalne. Właśnie ta chora racjonalizacja - doszukiwanie się i dopisywanie racjonalnych przyczyn i powodów takich zachowań - nieważne jakich, nieważne czy w ogóle są faktyczną przyczyną, ważne by pasowało, a właściwy powód - zaburzenia emocjonalne - przysypać ziemią.
Znów muszę przypomnieć - analiza, nieustanne zadawanie pytań nie prowadzi do niczego jeśli nie dochodzi się do wniosku. Tylko wgląd, czyli uświadomienie sobie istoty problemu, a więc, że ma się emocjonalny problem może Ci pomóc stawić temu czoła. Idź do psychoterapeuty, ale jeszcze jedna ważna sprawa - od teraz nie zadajesz pytań. Nie pytaj co sądzę i co się jest czego przyczyną. Nie zadajesz pytań tylko stajesz przed tym co już dawno powinnaś była sobie uświadomić - mam problem natury emocjonalnej - taką diagnozę też wysnuł lekarz psychiatra. Stajesz i nie pytasz o to co skąd się bierze. Mam zaburzenia emocjonalne, jestem emocjonalnie niedojrzała i muszę coś z tym zrobić - zaakceptuj to w sobie! Tyle! Nic więcej.
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 14 sty 2013, 21:38
Ezekiel, wiem że masz rację w mojej sprawie wiem wiem wiem, ale jestem tak zablokowana, nie wiem jak ja to opowiem psychiatrze, marzę o tej wizycie a z drugiej strony ciągle te wątpliwości.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 14 sty 2013, 23:17
Heh, przepraszam Ezekiel, ze Cie tak mecze tymi pytaniami.. Ok,od teraz przestane je zadawac. Faktycznie, ja wkolko je zadaje.Ale chce uslyszec odpowiedzi na nie.. Masz racje, nie rozumiem siebie, a chce zeby ktos inny mnie zrozumial. A problem tkwi we mnie .Pojde do tego psychoterapeuty.. Dzis mam znow ochote caly dzien ryczec. Caly dzien nie ruszylam sie z domu, bo nie mialam zajec heh i sie niby uczylam. Ale moglam isc robic cos innego,jakos czulam,ze to bezsensu. Ok, postaram sie sama radzic sobie z tymi pytania,swoim rozchwianiem itd. a nie meczyc Was tu na forum.
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 15 sty 2013, 00:06
zmęczona1, zadzwoń do lekarza, po prostu. Złap za słuchawkę i się umów. Wydrukuj opis swojej choroby i przedłożysz mu przy wizycie. Jeśli boisz się umówić albo, że po umówieniu się i tak do niego nie pójdziesz to powiedz o tym mężowi. On Cie zmusi. Jeśli i o to się boisz to wyślij mi numer do męża na priv. Ja się z nim skontaktuję, opowiem sytuację podając się za Twojego psychoterapeutę i powiem, że ma obowiązek umówić Cie do lekarza i tam zaprowadzić. Damy radę. Pozwól sobie pomóc.

agata_08, to forum jest tak dla wszystkich jak i dla Ciebie. Nie męczysz nikogo pytaniami, nikogo poza sobą. To Ty się męczysz ciągle je zadając. Ja nie chcę byś mierzyła się z nimi sama. Ja chcę żebyś po prostu przestała je zadawać, a zaakceptowała te odpowiedzi, które podsuwa Ci życie, logika, psychiatra, inni, którzy podobnie jak Ty cierpią na zaburzenia nerwowe. Dziel się swoimi przeżyciami, opowiadaj o tym co czujesz i jak zmienia się Twój świat emocjonalny, nie zadawaj pytań, które w istocie nie mają sensu, a więc te, które mają udzielić Ci odpowiedzi na to co jest w Twojej głowie bo nikt z nas w niej nie siedzi. Postaramy się Ci pomóc, ale ogranicz się do pytania podsumowującego. Nikt nie życzy Ci źle i wcale nie mam Ciebie dość. Wręcz przeciwnie zaglądaj tu częściej, życzymy Ci jak najlepiej, ale to próba pomocy - przeczytaj swoje pytania i spróbuj na chłodno, na luzie zastanowić się jaki one mają sens. Jeśli choć część wyda Ci się pytaniami bez odpowiedzi, jeśli choć część wyda Ci się pytaniami, na które odpowiedzi nie znajdziesz tutaj, jeśli choć część pytań to pytania, na które odpowiedzi już znasz albo bardzo łatwo poznać możesz to będzie to dowód na to, że zmierzasz do przodu, bo będziesz stawać w świadomości. Dasz radę!
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 15 sty 2013, 15:39
agata_08 napisał(a):daredevil9 to jest wszystko straszne. Ale widzisz Ty ciagle siedzisz przy jednej dziewczynie, chociaz wiem,ze jednoczesnie wize sie z tym wiele problemow, msyli itd. A ja wkolko zmieniam chlopakow, mimo,ze chce byc szczesliwa z jednym. A jak Twoja M. znosi to Twoje zachowanie, te probelmy? Opowiadasz jej o tym wszystkim?


Ja też bardzo cchę być szczęśliwy z Nią, chce, żeby to wszytsko odeszło, zebnyśmy mogli normalnie żyć. To jest ejdyna rzecz, której tak na prawdę pragnę (chociaż, jak nasilają się złe mysli, to niekiedy nawet nie mam siły się starać...I oczywiście wtedy też przychodzą jeszcze gorsze myśli: że ni chce mi się starać, to znaczy, że nie kocham...) Moja M. stara się znosic to bardzo dzielnie, na ile potrzebuję i chcę, na tyle mnie wspiera. Wiem jednak, że dla Niej jest to baaardzo trudne, bo nie jest przyjemnym usłyszeć po 6 latach związku: "nie wiem, czy cię kocham", "lepiej jak się rozstaniemy"...Ciągłe hustawki, wahania nastrojów, irracjonalne decyzje i zachowania...A ja nie potrawie docenić, że mam swojego człowieka, który mnie kocha i któremu na mnie tak bardzo zależy:(:(:(
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 15 sty 2013, 18:37
Ezekiel, dobry jesteś, naprawdę potrafisz pocieszyc człowieka :great: zrobie to ale nie wiem kiedy.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 15 sty 2013, 19:11
daredevil9, jeszcze raz zaznaczam - to jest typowy przykład ambiwalencji - chcę, ale nie mogę. Ambiwalencja to typowa cecha nerwicowa, ale samo chcę oznacza coś więcej. To naprawdę jest forma uczucia tylko uśpionego nerwicą i wątpliwościami, lękiem. No i te huśtawki nastrojów. Nie bój się bać. Zmierz się z lękiem:)
zmęczona1, ja nie tyle co chcę pocieszać co pokazać, że to jest możliwe. Gdybyś mogła ze mną porozmawiać wiedziałabyś, że ja w to wierzę tak mocno, że sama byś w to uwierzyła:). Nie myśl - nie wiem kiedy - wstań i zrób to. Nie czekaj. Co Cie powstrzymuje?
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do