Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 09 sty 2013, 23:01
daredevil9, szczerze mówiąc - nie wiem czy pomoże, ale równie szczerze w to wierzę:). To dobra droga do poznania siebie i swoich myśli. Może na drodze tej psychoterapii uświadomisz sobie absurdalność swoich myśli i lęków. Widzisz, tak Ty jak i Karola i Agata w pewnym sensie gdzieś podświadomie sami sobie wmawiacie, że nie potraficie kochać. Fakt, nie zostaliście nauczeni, nie mieliście od kogo się uczyć kochać, a raczej jak okazywać uczucie. Każdy człowiek jest z natury dobry i stworzony do kochania. Wszystkie te etapy, które przeszedłeś są powtarzalne u wielu osób, z którymi rozmawiałem. W życiu wykształciłeś trochę upośledzony system okazywania uczuć skupiony wokół własnego ego. To egocentryzm wokół, którego kręci się nerwica sprawia, że nie kochasz, a raczej, że nie potrafisz kochać. To też nakręca tylko Twoje wątpliwości co do więzi z partnerką. U Ciebie to się przejawia w ten sposób, że wiele okoliczności nakłada się na siebie jednocześnie i przez to masz niemal pewność, że nie kochasz, której nie potrafisz zaakceptować, a nie potrafisz zaakceptować bo w gruncie rzeczy tak naprawdę kochasz tylko nie potrafisz wygrzebać z siebie tego uczucia.
Te okoliczności to właśnie egocentryzm, wyuczony i skupiony egocentryzm, a więc poczucie braku zrozumienia, chronicznej pustki i jednocześnie potrzeba doceniania i uwagi krążącej wokół "ja", które w danej chwili jest dla Ciebie najważniejsze. Do tego dochodzi apatia, wszechogarniające poczucie obojętności, a więc odczuwania jakichkolwiek uczuć, w tym tych romantycznych - masz poczucie, że jest Ci trudno - trudno to słowo klucz w nerwicy - nie potrafisz określić konkretnej przyczyny ani konkretnego stanu emocjonalnego, a więc mówisz, że jest trudno chociaż wokół są powody by się cieszyć. Niezdolność do utrzymywania głębszych interpersonalnych relacji. Analizowanie, które jest mimowolne i wyuczone, a które prowadzi tylko do pogłębiania się pozostałych okoliczności niesprzyjających. No i wreszcie niepokój i wątpliwości, z którymi nie potrafisz sobie radzić, a które prowadzą do pogłębiania analizy, a przede wszystkim do natrętnych myśli i lęków. Wszystkie te okoliczności wzajemnie na siebie oddziałują i wzmacniają co tylko sprzyja rozwojowi nerwicowego nastroju - stąd często wręcz przyzwyczajasz się do stanu cierpienia, nie tylko boisz się wyzdrowieć bo to się wiąże z cierpieniem, ale wręcz przyzwyczajasz się do swojego stanu cierpienia traktując go jako normalny. Oczywiście o komforcie nie może być mowy bo jest to męczące, ale automatycznie tłumisz w sobie uczucie szczęścia i miłości. Oczywiście przykrywanie nastrojów beznadziejności i pustki uśmiechem jest bardzo proste. Nawet nie wiesz jak wykształcony jest ten duch aktorski u osób cierpiących na zaburzenia, na to przewlekłe cierpienie i pustkę - w końcu taka osoba musiała nauczyć się okazywać emocje, których tak pragnie, a więc uśmiech i śmianie się w pracy też nie jest dziwne, ale to nie oznacza, że uśmiechnięte usta są równoznaczne z uśmiechniętą duszą:) Dasz radę wierzę w Ciebie:)
agata_08, to jest oczywiste, że Twoje zadawanie pytań jest zaburzeniem nerwicowym. To jest Twoja kompulsja - musisz to robić, mimowolnie - inni np muszą w konkretny sposób wychodzić z domu lub myć ręce - Ty musisz zadawać pytania bo ich pojawianie się jest natręctwem, czujesz, że ich zadawanie ma gębszy sens, a wręcz rytualny i ich niezadawanie nawet samej sobie spowoduje, że Twoje wewnętrzne ja ulegnie dezintegracji - czytaj przestaniesz być sobą:) Idź do lekarza - powalcz z tym :) W Ciebie też wierzę - wierzę we wszystkich tutaj - gdybyś przejrzała ilu ludzi przewinęło się w tym wątku, a mniemam (bo nie mam pewności), że znaczna większość z nich albo już pokonała nerwicę, ale po prostu świetnie sobie z Nią radzą i albo uratowali swoje związki, albo wrócili do partnerów i są szczęśli albo na najlepszej drodze by być szczęśliwymi. Także Ci, którym nie udało się uratować związków albo ich odzyskać (choć jestem niemal przekonany, że takich jest mniejszość znaczna) odkryli, że mogli wygrać z nerwicą w następnych związkach i już też są szczęśliwi:).
Cały problem w tym, że w nerwicy nie da się zaufać ani zawierzyć, a więc to co jest podstawą szczęścia i miłości - nie pewność, a wiara, nie absolutne przekonanie, ale zaufanie do tego, że będzie dobrze:). To zawierzenie, a więc wiara i zaufanie są warunkami szczęścia. Pewność gdyby sama w sobie istniała nie warunkowałaby szczęścia, wręcz przeciwnie upewnianie się prowadziłoby do poczucia beznadziejności - tak jak w nerwicy chore myśli - pomagają upewnić się w prawdziwości swoich obaw dotyczących natrętnych myśli i lęków. Ta pewność daje ulgę, ale przynosi poczucie beznadziejności i pustki. Tak samo gdyby być pewnym na przykładzie wierzącego, że Bóg istnieje - nie odczuwałby spokoju, a jedynie ulgę. Swego rodzaju ulgę ponieważ utraciłby niejako sens życia. Skoro wiesz, że Bóg istnieje i po śmierci czeka Cie zmartwychstanie, lepsze życie bez trosk doczesnego życia to co jest sensem życia na ziemi? Pustka nie schodziłaby z Ciebie na krok, a tą pustkę wypełnić może tylko Bóg, a więc bezgraniczna miłość, brak lęków, zawierzenie i zaufanie, że będzie dobrze co by się nie działo :)
karola21101987, bo prawdziwi przyjaciele zawsze Cie wesprą, tak jak rodzina i jego przyjaciele - nie ma się czego obawiać choć wiem, że i tak bedziesz się obawiać, ale właśnie w nerwicy najważniejsze jest by nie bać się bać. Lęk przed lękiem to ta najgorsza część nerwicy to ostatni etap, który prowadzi do podejmowania tych najgorszych decyzji. Dlaczego? Bo to moment kiedy przestajesz się już bać konkretnych sytuacji, a zaczynasz się bać, że w ogóle będziesz się tego bać - to moment przełomowy - to wtedy zaczynasz wierzyć w treść lęków i natręctw i przez to podejmuje się próbę ucieczek przed nim, np boje się, że nie będę mogła go pokochać, że go zranię, potem boisz się bać o te rzeczy, a co za tym idzie lęk jest tak dokuczliwy i przekonujący, że Ty już się nie boisz o te rzeczy, Ty już się przestałaś ich bać - bo stały się dla Ciebie realne, prawdziwe, żeby się więc nie bać o te rzeczy rozstajesz się z partnerem by ratować i jego i siebie przed obawami i uczuciem bycia nieszczęśliwą, a co więcej - to nie przynosi ulgi, a jedynie uczucie pustki, które jest wrażeniem ulgi, pozorną ulga w cierpieniu. Lepiej nie czuć nic niż cierpienie wiążące się z ciągłą walką z trudnościami i wątpliwościami. Taki mechanizm ucieczki...
Na szczęście cieszę się, że uświadomiłaś sobie sens walki, że przekraczanie barier jest najważniejsze w nerwicy, a tych nie przekroczy się bez walki z wątpliwościami, bez rezygnacji z ucieczki. Stopniowo przyzwyczajaj się do partnera, przyzwyczajaj się do swoich obaw i lęków, a zobaczysz, że same ucichną.
Cieszę się wielce jak widzę, że kolejna osoba wygrywa z nerwicą, że walczy z Nią, z tymi chorymi zaburzeniami. To utwierdza mnie tylko w sensie mojej misji! :) Uśmiech i jeszcze raz uśmiech! Prawdziwy:) Tylko ten prawdziwy uśmiech jest zaraźliwy:) tak jak nastroje nerwicowe - stąd skłonności do nerwicy w wyniku tych wszystkich zdarzeń, które składały się na Wasze życia. Wierzcie mi, jeśli nie możecie uwierzyć sobie - dacie radę! :)

-- 09 sty 2013, 22:25 --

http://www.pokonaj-strach.pl/blog/proce ... walniania/
http://czystabezwarunkowamilosc.blogspo ... estes.html
http://www.pokonaj-strach.pl/blog/proce ... jaka-jest/
http://www.pokonaj-strach.pl/blog/proce ... potrzebne/

Poczytajcie - to tak na ćwiczenie dla tych, którym lęk zabija uczucie :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 10 sty 2013, 00:40
EzekielNo te pytania mecza , innych , ale i mnie sama. Ale w sumie glownym powodem dla ktorego tu zalozylam konto bylo,to,ze znow przyszlo to uczucie zniechecenia do chlopaka, ten calkowity zwrot mysli w inna strone, ta nagla panika, smutek itd, itd. Odpowiedz mi jeszcze prosze na tych kilka pytan. Czy to co pisalam wczesniej, o tym,ze wszystkim sie stresuje, nawet czasem isc do komunii na mszy,jechac samej tramwajem, spoznic sie, to to wszystko jest zwiazane z nerwica?Czy to ma to samo zrodlo, co to dystansowanie sie i ucieczka ze zwiazkow , od obowiazkow? Czy taka po prostu jestem? Czy to ma zwiazek,ze ja czuje sie gorsza od innych ,ze nie majac nikogo bliskiego obok, gdy mam isc sama na basen, kurs tanca, a czasem nawet wejsc do sklepu i zapytac o cos czuje stres albo po prostu wstydze sie? Mysle,ze wszyscy na mnie zwracaja uwage i chce uciec. A to,ze tak latwo rezygnuje z prawie wszystkiego co zaczynam,z rzeczy , ktore lubie robic, ale poczucie tej samotnosci wsrod innych jest tak silne, ze mnie zmusza do ucieczki i kolejnej zmiany to tez jest wynikiem nerwicy? I w efekcie mysle sobie, ze ja sie do niczego nie nadaje, bo kazdy gdzies sie odnalazl , a ja nie umiem nigdzie, tylko wciaz dryfuje, jak ten statek na wielkiej wodzie. Albo to o co tez pytalam wczesniej. Ze pare dni temu czulam wielka pustke, jakas blokade, lek, panike, ktora wywolywala we mnie ciagla ochote placzu, a teraz czuje co innego, jakby duch , ktory wtedy we mnie wstapil juz poszedl sobie od tak? To tez objaw nerwicy? Czy raczej normalne? Bo ja np, widze po sposobie pisania, ze czuje teraz co innego niz wtedy. Bo jak czulam sie tak zle, to wrecz nie moglam sie doczekac, chorobliwie czekalam na Twoje odpowiedzi, czulam ewidentnie, ze cos zlego sie dzieje ze mna. A wczoraj, dzis czuje sie tak jakby przez tamte dni sie nic zlego nie dzialo. Skad taki nagly zwrot akcji? Ze mysli do bylego zamienily sie w zlosc i same odeszly? Chyba,ze po prostu mnie posluchaly jak powiedzialam im na glos, ze maja dac mi spokoj raz na zawsze bo chce o nim w koncu zapomniec, heh. Nie wiem, po prostu nie umiem znalezc racjonalnego wytlumeczenia na te pytania..

-- 09 sty 2013, 23:54 --

Albo jeszcze odnosnie tego co pisalm daredevil9. Zobacz , ja tez mam czasem i mialam mysli,ze nie umiem kochac, dac milosci , doceniac drugiej osoby, dlatego powinnam byc sama, zeby nie krzywdzic itd. I mam tez tak, ze lubie robic prezenty i np,mimo,ze czulam juz ,ze zerwe z chlopakiem, ja mimo wszystko kupowalam mu jakis fajny prezent,bo mial urodziny. Wlasnie czesto tak mam, ze przywiazuje uwage do rzeczy materialnych, chce robic fajne prezenty , a i tak zostawiam. Albo nie poznalam jeszcze dobrze chlopaka, a jak jest okazja to kupuje mu taki prezent jakbysmy juz byli para. Latwo mi dac rzecz materialna,a trudno uczucie. Cos w tym jest?I juz tym razem ostatnia rzecz. Ja mialam kochajacych rodzicow,rodzine,mam ich na szczescie caly czas, a i tak mam wrazenie,ze mam problem z okazywaniem milosci, odczuwaniem jej. Jesli Karola i daredevil9 mieli jakies problemy w dziecinstwie, to moga tlumaczyc sobie z czego wynika ich nieumiejetnosc kochania. A u mnie w takim razie? Skad to sie wzielo? Czy z nikad,jak tylko i wylacznie z glupich , nerwicowych mysli, a tak naprawde umiem kochac jak kazdy?
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 10 sty 2013, 15:27
agata_08, oczywiście, że to wszystko ma związek. To, że coś przyszło nagle samo w sobie nie jest normalne, ale założyłaś tu konto bo nie potrafiłaś sobie poradzić z dręczącym charakterem tych myśli. Myśli natrętnych, które też wywołały u Ciebie lęk.
Stres i trema, które towarzyszą Ci przez całe życia wiążą się z tym, że tak naprawdę nigdy nie potrafiłaś sobie radzić z niepokojem towarzyszącym takim sytuacjom. To tylko potęguje poczucie beznadziejności i lęk przed przyszłością, z którą wedle swoich wyobrażeń sobie nie poradzisz. Dlatego uciekasz od odpowiedzialności. W Twoim przypadku też masz świetne wyjaśnienie. Kochający rodzice wcale nie nauczyli Cie kochać, okazywać uczucie. Rozpieszczali prezentami, ale nie pokazali co to miłość, dlatego też masz skrzywioną wizję, w którą podświadomie wierzysz. Dlatego kupujesz prezenty bo myślisz, że tak trzeba. Podczas gdy w miłości wystarczy po prostu być:). Nie nauczyli Cie jednak przede wszystkim radzenia sobie z sytuacjami stresowymi. To obsypywanie prezentami rozpieszczanie i tak dalej mogło mieć wpływ na to, że wiele rzeczy, potencjalnie normalnych było dla Ciebie nowymi sytuacjami, którym automatycznie towarzyszył stres. Jako, że wiele stresu w życiu nie miałaś to i trudno Ci nauczyć się z nim walczyć, uświadomić sobie, że to wszystko co robisz jest normalne, nie tylko dla Ciebie, ale przede wszystkim dla otaczającego Cie świata. Niekoniecznie świadczy to o nerwicy, ale to typowo okołonerwicowe zaburzenia.
To wszystko, ta cała otoczka budzi niepokój. Wątpliwości rodzą się same ponieważ wszystko wydaje Ci się nienaturalne, a to przez wzgląd na to, że nie nauczyłaś się ze stresem radzić, a nawet pozbyć się stresu przez powtarzalne pokonywanie lęku przed czymś. Jak to zrobić - wchodzić w interakcje ze stresem, lękiem, niepokojem. Tak pomożesz sobie pozbyć się natręctw. Zdrowy umysł łatwiej radzi sobie ze stresem, ma większą tolerancję na stres i niepokój.
Pamiętam swoją pierwszą pracę i pierwszy dzień w niej - zmagałem się z klientami na linii telefonicznej - o jaki to był stres na początku. Myślałem sobie, że to nie praca dla mnie. Teraz wiem, że to praca nie dla mnie - jest jednak "mała" różnica - wtedy się po prostu bałem, że sobie nie poradzę, że "zjedzą" mnie chyba Ci ludzie. Teraz po prostu wiem, że taka praca irytuje, ale kontakt z ludźmi, którzy prezentowali przeróżne postawy stał się dla mnie tak normalny, że teraz w zasadzie nie wiem jak można stresować się poznając ludzi - co innego kiedy tym ludziom chce się wyznać emocje, tak jak w momencie gdy poznałem moją dziewczynę, a że mi się podobała to odczuwałem stres, ale to było przyjemne uczucie. Taki z rodzaju - o Boże, czy ja na pewno się jej podobam i czy dobrze wypadnę?
Podobnie jest z lękami, niepokojem w nerwicy. Mogłem uciec od tej pracy, mogłem uciec od dziewczyny, ale nie miałbym ani dziewczyny ani doświadczenia zawodowego i być może teraz nie wiedziałbym, że to wcale nie jest straszne:). Wy uciekacie przed swoimi lękami, przed partnerem by poczuć ulgę i nie musieć się bać - bo najbardziej boicie się bać. Tak to już w nerwicy jest - nie potraficie radzić sobie z niepokojem i stresem:) Stąd wasze życie to nieustanna ucieczka. Jedni mają wyższy prób jak daredevil, który dopiero w obliczu więzi na całe życie z partnerką, niejasnej przyszłości finansowej postanawia uciec choćby od jednego problemu. Równie dobrze mógłby uciec od pracy do swojej dziewczyny, ale nadal czułby pustkę - jedno i drugie rozwiązanie jest złe. Ty i Karola też uciekacie, ale macie niższy prób tolerancji na lęk i stres i stąd natręctwa są u Was nieustanne, stąd dystansowanie się. Mężczyźni jak to mężczyźni, zawsze udźwigną więcej choćby przez własną dumę tak im się wydaje, aż dochodzą do momentu kompletnego kryzysu. Kobiety za to łatwiej uciekają. Zwłaszcza, że w życiu nie nauczyłyście się stawiać czoła stresowi i niepokojowi. Mogło mieć to źródło nie tylko w wychowaniu, ale i genetyczne usposobienia. Fakt jest jeden, w jakiś sposób częściowo podłapałyście ten upośledzony mechanizm radzenia sobie ze stresem - ucieczki:)
Ale tego da się oduczyć, naprawdę, trzeba tylko stawiać czoła z czyjąś pomocą na początku.
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 11 sty 2013, 00:37
Jutro ta wizyta ,a ja sama nie wiem co na niej mowic, od czego zaczac. A jak ten lekarz mnie nie zrozumie, oleje? I znow sama zostane z problemem?Boje sie ,ze tak bedzie. Chyba lepiej jak nie bede mowic o tym forum, o tych naszych rozmowach , przypuszczeniach itd, bo pomysli,ze ja sobie wmowilam ta nerwice co?
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 11 sty 2013, 00:58
agata_08, wręcz przeciwnie - opowiedz, a nawet pokaż jak będzie trzeba swoje wpisy i wpisy innych. Psychiatra Ci pomoże najlepiej z Nas wszystkich i zweryfikuje stawiając diagnozę :) My to zwykli laicy, ludzie :)
Polecam niektórym na tym forum - jest tu głębszy kontekst, nie tylko tych walczących ze swoim przywiązaniem, ale także dla tych, którzy od uczucia uciekli - o tym jak ego potrafi przesłonić prawdziwą miłość i obnażać nieistniejące wady!
http://www.eioba.pl/a/26ij/koszmar-przywiazania
Zacytuję także użytkownika QueenForever - też z tego forum - z wątku już zapomnianego. Wysnuł On podobne wnioski, przytaczając jedyną skuteczną metodę - myślę, że to powinno być odświeżane dla każdego!:
W zasadzie nie ma lepszej formy terapii wszelkich lęków jak właśnie desensytyzacja a więc stopniowa kontrolowana konfrontacja ze źródłem naszej nerwicy-uciekając od źródła lęku w rytuały-jak ma to miejsce w ZOK zamiata się problem pod dywan,nasz lęk jedynie narasta gdyż nie został rozwiązany lecz "zakrzyczany";dalej kłębi się w naszej podświadomości i żywi się naszym strachem przed bezpośrednim stawieniem mu czoła.Nie można na żródło lęku reagować ucieczką i uważać ją za rozwiązanie problemu bo ucieczka nigdy nią nie będzie,doraźnie odczujemy ulgę ale nasz demon rośnie w siłę bowiem żywi się naszą wobec niego biernością.Wiele metod sprawdzałem w walce z ZOK ,z różnymi fobiami i lękami i wiem że desensytyzacja jest metodą walki z nerwicą najskuteczniejszą-rozwiązuje problem u podstaw,daje trwałe rezultaty i oczyszcza śmietnik naszego umysłu.
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 11 sty 2013, 14:19
Ezekiel, mam jeszcze jedno pytanie: Zauważyłem, że od czasu pojawienia się pierwszych objawów (4 lata temu) zmieniło się też podejście do rodziny mojej M...Ma ona 2 młodsze kuzynki (aktualnie 8 i 11 lat), kiedyś miałem z nimi fajny kontakt, a od tych 4 lat to się zmieniło...Zacząłem postrzegać je jako zagrożenie dla mnie i mojej M., że bedą zabierać Jej czas....stałem sie po prostu o nie zazdrosny, tak samo jak o mame mojej M., z która ma ona b. dobry kontakt...Często mam też negatywne, nieprzyjemne mysli o kuzynkach, itp...odnosnie ich wygladu, zachowania....Czy to moze takze być efekt nerwicy?
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 11 sty 2013, 15:45
daredevil9, takie zachowanie jest uwarunkowane dwojako, oczywiście również przez zaburzenia nerwicowe. Nie ma przecież realnego zagrożenia z jej strony, a zajmowanie części czasu przez nie jest wręcz z korzyścią dla zdrowych związków, ponieważ samo w sobie to jest zdrowe tak dla samej relacji, jak i każdego z Was z osobna. Twoje poczucie wrogości, a może raczej niechęci do nich wiąże się ze stworzeniem przez Twoje ego "wirtualnego tygrysa" - to jest coś o czym pisałem wcześniej. Źle ukształtowane ego i świat emocjonalny lubią tworzyć takie wirtualne zagrożenie pod postacią "tygrysa" ponieważ Twój upośledoczny, ale ciągle obecny mechanizm obronny chce się bronić, ale w zasadzie nie ma przed czym. Z jednej strony więc jest to autonomiczna reakcja, wyuczona, z drugiej zaś jest to dwojaki efekt wątpliwości zrodzonych przez nerwicę - boisz się więc dwutorowo, po pierwsze po pierwsze, że przez nie niejako stracisz swoją partnerkę, Twoje ego upomina się by być jednoznacznie najważniejszym - to jest to o czym jest napisane w artykule, który polecałem, po drugie ta wrogość zwiększa wątpliwości i też przeradza się w jakiś lęk przed związkiem z Nią. Wątpliwości, niepokój, lęk tak w jedną jak i w drugą stronę wzajemnie na siebie oddziałują potęgując się tylko. Teraz grunt by uświadomić sobie absurdalność i jednej i drugiej strony Twoich lęków, a jedyna droga do ich pokonania leży przez konfrontację z nimi. Nie ograniczaj swojej M. spróbuj wręcz uświadomić sobie, że w zasadzie nie masz się czego obawiać - bo przecież kuzynki nie wyjdą za Twoją partnerkę, podobnie wszelki negatywny obraz Twojej partnerki jest tylko efektem idealizowania, a więc chorej świadomości, że partnerka nie powinna mieć wad, a czas spędzany z Nią zawsze powinien być równie i w pełni przyjemny, tak samo Wasza relacja!
Nie uciekaj od problemów zmierz się z tym co złe, a zobaczysz, że czasami nawet te wady, które stworzyliśmy sami w naszych głowach zamieniają się w zalety :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 11 sty 2013, 16:34
Zaraz jade do psychiatry.. Trzymajcie kciuki zeby udalo sie to spotkanie i zebym ten lekarz mi jakos pomogl, bo jesli nie to nie wiem co wtedy. Boje sie,ze tak wlansie bedzie ...:/
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 11 sty 2013, 18:07
agata_08 napisał(a):Zaraz jade do psychiatry.. Trzymajcie kciuki zeby udalo sie to spotkanie i zebym ten lekarz mi jakos pomogl, bo jesli nie to nie wiem co wtedy. Boje sie,ze tak wlansie bedzie ...:/


Trzymamy kciuki, daj znać jak poszło! Ja na 18.00 idę na pierwszą sesję psychoterapii...Życzcie powodzenia!
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 11 sty 2013, 18:42
agata_08, daredevil9, jesteśmy z Wami. Nawet Ci, którzy już tu nie wracają - Oni są tym bardziej. Uwierzcie mi. Nerwica to choroba, która w wielu przypadkach powoduje poczucie braku zrozumienia. To problem bo chęci takiego człowieka by kogokolwiek wspierać są bliskie zera, głównie przez to, że w związku z tym poczucie jego egocentryzm skupia się wokół własnego problemu, a myśli wokół (kiedy wreszcie ktoś lub coś pomoże mnie). Ale Ci, którzy już wygrali z nerwicą albo wygrywają z nią właśnie teraz mogą spokojnie Was wspierać. Wiele z tych osób nigdy tu nie wróci w poczuciu spokoju - bo i po co:), ale wierzę, że są duchem z Wami. Tak jak ja teraz i wspierajmy Was i trzymamy kciuki :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 11 sty 2013, 21:39
Ja Was tak polubilam na tym forum.. Wreszcie znalezli sie ludzie, ktorzy nadaja na tych samych falach, z tym,ze ja nerwicy nie mam, heh..
Oczywiscie powinnam sie z tego cieszyc, bo mam juz wsytarczajace problemy ze zdrowiem bez nerwicy. Z drugiej jednak strony ja nie moge tlumaczyc sobie swoich zachowan choroba. Widzisz Ezekiel? I co teraz? Jak mam je tlumaczyc? Czy ja powinnam w ogole tu byc, skoro lekarz powiedzial mi,ze nie mam choroby psychicznej,ze nie mam tych objawow kupmulsyjno-obsesyjnych czy jak to sie tam zwalo :( Ja tego sie wlasnie balam, ze lekarz powie ,ze jestem calkiem zdrowa , a problemy i tak mam. Powiedzial, ze to nie choroba, ale , ze gdzies w moich wychowaniu, dojrzewaniu, cos poszlo nie tak i mam teraz takie problemy jakie mam.Ze ja opowiadam mu o emocjach ,a na nie nie da zapisac sie lekow. Ze on nie umie mi pomoc, nie zna odpowiedzi na to czemu wraca mi byly, czemu mam tyle watpliwosci czemu sie tak stresuje. Ze on uwaza,ze to osobowosc. Ze widocznie jestem impulsywna, niestabilna emocjonalnie, moze niedojrzala. Ze natrectwem byloby to, gdybym miala nagle jakas mysl, np. musze umyc rece i ide je myc. Ale to,ze mam powtarzajace sie co jakis czas mysli, to nie natrectwo. Ze ja powinnam isc do psychoterapeuty ,ze on nawet mnie o to prosi, bo ja mam problem, ale to nie choroba. Ale,ze z nim narazie nie umawiamy sie dalej na spotkania. I co Ty na to wszystko? Co teraz z tymi wszystkimi wytlumaczeniami,ktore mi mowiles? Przeciez rozumiesz mnie tak jakbys mnie znal, przeciez Wy wszyscy macie nerwice i mowicie o EMOCJACH , wiec co jest ze mna? Czy mozecie mnie rozumiec skoro ja nie mam nerwicy , a Wy macie? CO ja mam teraz myslec? Widzisz i jak powiedzialam lekarzowi o tych ciaglych pytaniach on nawet nic nie powiedzial o tym. Ale przeciez Ty widzisz,ze cos jest nie tak. Pojde na pewno do tego psychoterapeuty. Ja nawet sie rozplakalam na koniec tej wizyty, wiesz? Chyba poczulam takie rozczarowanie, ze on mi nie pomogl, ze emocje znow puscily i nie moglam powstrzymac placzu. Czulam sie tak glupio,przepraszalam go, ze placze heh, a on mi mowil,ze nie mam za co przepraszac itd. Ale wracajac tramwajem wciaz mialam ochote plakac. I ja tak mam czesto, ze wlasnie gdy poczuje jakies rozczarowanie, nawet w tlumie obcych ja potrafila sie rozplakac.

Wczoraj gadalam z D. na necie. I wiesz,ze ta cala zlosc do niego nagle minela?Minela i wrocily te pozytywne mysli o nim. poczulam smutek, tesknote za nim i zarazem zrezygnowanie, ze z tego juz nic nie bedzie. Ale z drugiej strony patrzac na to jak bylo miedzy nami i ile razy nam nie wyszlo sama juz nie wiem czy bym chciala do niego wrocic, a mimo to te mysli powodujace smutek do mnie przychodza. Sprobuje sie skupic na tej aktualnej znajomosci z tym chlopakiem, moze dam rade teog nie zchrzanic.. Ja nie wiem , bo raz mysle tak , a po chwili juz inaczej. Ale czuje,ze jakbym zeszla sie z Dawidem, to to by znow nie wyszlo. To czemu jednak mysli wracaja przy kazdym chlopaku? Jak mam je sobie tlumaczyc po tej wizycie :(
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 12 sty 2013, 12:47
agata_08, może postaraj się jeszcze znaleźć innego lekarza? Zawsze dobrze skonfrontować jedną diagnozę z opinią innego lekarza, tym bardziej w kwestiach związanych z psychiką, emocjami, itp, gdzie nie widać czarno na białym co jest przyczyna problemu pacjenta...Lekarz to też tylko człowiek, zawsze może się mylić, a Ty masz wyraźnie objawy, reakcje, myśli, zachowania, które Cię męczą...

Ponadto, skoro ten lekarz stwierdził, że jesteś niedojrzała i niestabilna emocjonalnie, to uważam, że psychoterapia też pomaga właśnie w pokonaniu takich barier i problemów...
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 12 sty 2013, 14:00
Ja nie wiem juz co robic. Dzis rano zobaczlam na fb zdjecie bylego z nowa laska z sylwestrowej zabawy i od rana rycze. Teraz powoli przestaje, bo dostaje w glowe. a wiem,ze musze sie uczyc.Tylko widzisz? Mimo,ze wczoraj pomyslalam sobie,ze ja przeciez chyba nie moglabym do niego wrocic to dzis ta nagla zmiana akcji. Cos jakby wywolywalo we mnie "zludne" emocje. Dzis juz sie coraz bardziej wkurzam na chlopaka z ktorym sie aktualnie spotykam, wydaje mi sie, ze z bratem kolezanki, ktory wpada do nas na weekendy na studia , lepiej mi sie spedza czas niz z tym. Tylko,ze ten brat mimo,ze mi sie podoba to on nie traktuje mnie wiecej jak kolezanke. I zastanawiam sie czy przypadkiem jakby ten brat kolezanki chcial sie zaczac ze mna spotykac to czy bym tego kolega aktualnego nie odstawila od razu na bok. Wiec czy jest sens dalej sie z nim spotykac? Z drugiej jednak strony widze u siebie identycznie zachowanie co zawsze. Szukam powodow by sie jak najszybciej wykrecic ze spotkan z nowych chlopakiem i wszystko zaczyna mnie w nim wkurzac. Nie wiem czy wkurza, bo nie pasujemydo siebie czy wkurza, bo mam te mysli , obawy itd. Czy to,ze powstaja te mysli, tylko uswiadamia mnie w tym,ze to nie chlopak dla mnie, a ja probowalam znow zakochac sie na sile heh. ZNow tysiac pytani watpliwosci. Moze faktycznie to nie choroba..Chcialabym zeby po prostu ktos mi pomogl. Ale np. Ty daredevil9 widzisz podobienstwo swoich zachowan z moimi? No ja wiem,ze na pewnie nie sa one takie same. Ale Tobie pomaga psychoterapia? Ja tez mam pelno takich dreczacych mysli jak Ty.Tylko,ze ty sobie to mozesz tlumaczyc choroba heh, a ja nie wiem czym. "Osbowosc" heh. ;/
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 12 sty 2013, 19:40
agata_08, współczuję ci, ponieważ sama stoję przed dylematem pójścia do psychiatry, ale gdyby powiedział mi to co tobie załamka pewna. Tylko że ja miałam tych myśli mnóstwo i na różne tematy, zaczęło się tylko od takiego tematu jakim jest to forum a potem były inne. Gdyby mi powiedział że to nie choroba to wtedy bym chyba wpadła w jakąś chorobę, może pomoże ci psychoterapeuta, a może on oceni cię inaczej niż ten psychiatra. Życzę wszystkiego dobrego.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do