Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kama21 04 sty 2013, 19:23
Dzięki wszystkim za porady! Już miałam siebie za kompletna wariatkę. To straszne dziwne uczucie jak nie odpowiadasz za swój umysł... czasem rzucam mu się na szyję i jestem pewna swojej miłości, a czasem mam wrażenie, że go oszukuję... chciałabym żeby to się skończyło, myslałam też nad przerwą w związku, np. na miesiąc, żebym upewniła się, że tęsknię, że kocham itp, ale wiem podświadomie, że nie wytrzymałabym miesiąca bez niego :( ehh, Ezekiel- Twoje porady i wiedza są bardzo profesjonalne, umiesz podtrzymać na duchu, wyjaśnić przyczynę postepowania i myśli :) dziękuję.
Czy powinnam to leczyć, czy przeczekać jeszcze ? czy to wgl kiedyś minie?
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sty 2013, 04:08

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 04 sty 2013, 20:17
daredevil 9 doskonalę rozumiem co czujesz. Mysli mam podobne, meczą mnie juz 3 lata. Jeśli chodzi o tv mam to samo;] ciągle tak jakby w głowie " przeciez go nie kocham, oszukuję się itp".. a co do tego ze mało tu facetów to tak jak pisał Ezekiel to kwestia honoru i tego ze nie jestescie zbyt wylewni :)
Jestem po pierwszym spotkaniu terapeutycznym. Było bardzo fajnie. Głownie polegało to na rozmowie i analizowaniu sytuacji.. ale poki co zadnych konkretów bo na to za wczesnie.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 04 sty 2013, 20:38
Ehhh, ja jeszcze gorzej zrobiłem....teraz, podczas ataku, a dokłądnie 28.12. oświadczylem sie...Mialem stres, zzeralo mnie, ale cos w srodku mowilo: "robisz dobrze, robisz to, czego chcesz". I...wytrzymalem 2 dni...Przyszla mysl w kuchni: "myslales, ze po zareczynach bedzie lepiej, a jest gorzej, marnujecie sobie zycie...."TRAGEDIA!!. Dzien przed sylwestrem zerwalem zareczyny...Impreze Sylwestrowa odwolalismy...Moja M. poplakala sie...Ja zostalem u niej, chcoiaz juz bylem spakowany, zeby jechac. Mialem ochote spic sie, wypalic paczke fajek (chociaz zawsze bylem przeciw paleniu). Mam wyrzuty sumienia...Boje się, ze to nie NN...Cos mi mowi: "nie masz wyrzutow sumienie z powodu zerwanych zareczyn, tylko ze zostales, a nie olales i nie pojechales". To jest straszne...Powiedzcie mi prosze....czy jest mozliwe, zeby NN az takie zniwo zbierala?
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 04 sty 2013, 21:11
daredevil9, tak mozliwe. Najgorzej to dac sie wkręcic, analizowanie może trwac bez końca, jeszcze bardziej sie człowiek pogrąża. Nie rozmawiac z tymi myslami, nie zastanawiac się, wiem to strasznie ciężkie, skoro one nie chca nas opuszczac ani na sekunde, ale jak my się nimi nie przejmujemy to one odpuszczają, słabną a z czasem znikną. U mnie jak znikały jedne pojawiały się następne, ale dla mnie to był znak że skoro jedna mysl zniknęła to tak będzie też z następną, i wtedy dopiero uwierzyłam, że to choroba a nie ja.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Bezradna89 05 sty 2013, 03:07
daredevil9 postaraj przypomnieć sobie jak się poznaliście.Uczucia jakie wtedy Tobą targały.Przypomnij sobie co sprawiło że spojrzałeś właśnie na nią.Co takiego w sobie miała.Przypomnij sobie jak szykowałeś się na spotkania z Nią.Tą atmosferę.Wspólne plany.Co lubiliście robić razem zanim pojawiły się te złe myśli.Nie zastanawiaj się nad odpowiedziami.Sięgnij wgłąb pamięci i powiedz odrazu co czułeś wtedy co Ci staje przed oczami.
Dlaczego pomyślałeś że Twoja dziewczyna jest fatalna?
Czy zaczęła zachowywać się inaczej, czy może sposób w jaki się uśmiechnęła nie był taki jaki chciałbyś aby był.Ale czy przed tym wszystkim jak zaczęły się te objawy, nie pasowało Ci coś w Niej co nie pasuję Ci teraz.Czy to wszystko zaczęlo się razem z tymi złymi myślami?
A z tym pierścionkiem że za tani, że za krótko szukałeś, widzisz ja wczoraj w sklepie chciałam kupić sałatę do kanapek do pracy dla mojego chłopaka,stanęłam przy pudełku z sałatą i pomyślałam sobie a wezmę pierwszą lepszą( pierwszą z brzegu) i odrazu w mojej głowie jak to pierwszą lepszą, przecież dla mojego chłopaka nie może być byle jaka i wzięłam z środka pudełka.Rozumiesz o głupią sałatę:)
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
13 lis 2012, 14:53

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 05 sty 2013, 14:41
Bezradna89 daredevil9 postaraj przypomnieć sobie jak się poznaliście.Uczucia jakie wtedy Tobą targały.Przypomnij sobie co sprawiło że spojrzałeś właśnie na nią.Co takiego w sobie miała.Przypomnij sobie jak szykowałeś się na spotkania z Nią.Tą atmosferę.Wspólne plany.Co lubiliście robić razem zanim pojawiły się te złe myśli.Nie zastanawiaj się nad odpowiedziami.Sięgnij wgłąb pamięci i powiedz odrazu co czułeś wtedy co Ci staje przed oczami.
Dlaczego pomyślałeś że Twoja dziewczyna jest fatalna?
Czy zaczęła zachowywać się inaczej, czy może sposób w jaki się uśmiechnęła nie był taki jaki chciałbyś aby był.Ale czy przed tym wszystkim jak zaczęły się te objawy, nie pasowało Ci coś w Niej co nie pasuję Ci teraz.Czy to wszystko zaczęlo się razem z tymi złymi myślami?
A z tym pierścionkiem że za tani, że za krótko szukałeś, widzisz ja wczoraj w sklepie chciałam kupić sałatę do kanapek do pracy dla mojego chłopaka,stanęłam przy pudełku z sałatą i pomyślałam sobie a wezmę pierwszą lepszą( pierwszą z brzegu) i odrazu w mojej głowie jak to pierwszą lepszą, przecież dla mojego chłopaka nie może być byle jaka i wzięłam z środka pudełka.Rozumiesz o głupią sałatę:)


Bezradna89 dzięki bardzo za otuchę...Ciężko jest mi wracać do początku, bo to było już 6 lat temu, hehehe....jak to zleciało:):) Niekiedy cięzko mi patrzeć na nasze wspólne zdjęcia, bo chce mi się płakać...Nie widzieliśmy się od 2 stycznia, ale codziennie przez telefon rozmawiamy przez ok 2 godziny...Więc to chyba jest znak, że jednak kocham....Mam nadzieję...Najgorsze jest, że po rozstaniu, miałem myśli, że to nie z żalu, że się rozstałem, tylko naturalny skutek emocji, w związku z tym, że coś co trwało tak długo się kończy...Nie wiedziałem nawet, czy chcę próbować to ratować...Czułem wyrzuty, ale i ulgę, chciałem się gdzieś schować...Pierwsze moje objawy, które pojawiły się kilka lat temu, mówiły mi: "popatrz na jej wygląd, coś jest nie tak, zdejmij różowe okulary". Poradziłem sobie z tym. Potem było: "nie pasuje Ci jej charakter". Też sobie poradziłem. A teraz jest pojawiły się mysli "to nie ta, której szukasz". Ehhh, siedze w mieszkaniu, cały dzień przed kompem....Czuje się lepiej i pojawiaja sie mysli: "lepiej Ci, bo jestes sam i Jej nie ma..." Ahhhh....Nie wiem, co jest prawda, co mysle na prawde, czego chce...CZY TO MOZLIWE, ŻE NN TAK DZIALA??!!??!!?!! AZ TAK??!!

Dzisiaj juz rozmaiwalismy ponad godzine....Mialem scisk w brzuchu, ale cieszylem sie. Pojawialy sie mysli, ale udalo sie je odgonic i zaangazowac w dialog. Od tygodnia biore Rexetin, mysli niby troche ustapily....nie mysle, czy kocham, ale czuje pustke....Nie czuje nic, wszytsko mi obojetne...Czy to moze byc efekt NN albo lekow?

Dzis bylem w psychiatry...Powiedzial, ze rozpoznaje Nerwice, nie chce jej jednak klasyfikowac po jednej wizycie...Mowil, ze rozne nerwice lubia sie nakladac na siebie...Zalecil kontynuacje Rexetinu, a przede wszytskim psychoterapie (zaczynam w piatek) tak, aby stopniowo odkladac leki...Myslicie, ze pomoze? Obudzi uczucia? JA TAK BARDZO CHCE JA KOCHAC, TULIC, CALOWAC!! ZEBY BYLO PO PROSTU DOBRZE I NORMALNIE...

Prosze o opinie i dalsze sugestie, jestem wdzieczny za pomoc!!

I teraz mysl: "Moja dziewczyna nigdy nie kupila mi salaty do kanapki....""ehhh, chcoiaz, gdy jest mozliwosc, robi mi sniadania a na dodatek sprzata po sniadaniu...
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 05 sty 2013, 15:37
Znam doskonale te mysli i ta pustke. Raz chcialam skonczyc zwiazek i czulam ulge.. sama nie widzialam co sie dzieje. Jak widzisz nerwica robi z nami co chce;/ my juz nie potrafimt zinedtyfikowac swoich uczuc, ale bez powodu z minuty na mintte nie przestaje sie kochac. Sam napisales ze chcesz ja tulic calowac wiec to znak ze wszytsko inne to nn, ktora tlumi te prawdziwe uczucia!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 05 sty 2013, 16:07
agucha napisał(a):Znam doskonale te mysli i ta pustke. Raz chcialam skonczyc zwiazek i czulam ulge.. sama nie widzialam co sie dzieje. Jak widzisz nerwica robi z nami co chce;/ my juz nie potrafimt zinedtyfikowac swoich uczuc, ale bez powodu z minuty na mintte nie przestaje sie kochac. Sam napisales ze chcesz ja tulic calowac wiec to znak ze wszytsko inne to nn, ktora tlumi te prawdziwe uczucia!


Dzięki bardzo...Czasami tez mam mysl,ze to ja jestem dla Niej za dobry, ze Ona blokuje mnie, moj rozwoj, zycie...Czy NN tez moze dawac takie "jazdy"? Sorry, ze tyle pytam, ale jestem nowy i dopiero zaczynam walke, po 4 latach leczenia na depresje...
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Bezradna89 05 sty 2013, 19:09
daredevil9 jak dla mnie to już sobie odpowiedziałeś."JA TAK BARDZO CHCE JA KOCHAC, TULIC, CALOWAC!! ZEBY BYLO PO PROSTU DOBRZE I NORMALNIE..."Czyli widzisz to że teraz jest nienormalnie, widzisz to że to nie są Twoje myśli, widzisz że to nie jesteś Ty. Uwierz mi skup się na tych momentach z przeszłości gdy było dobrze i normalnie.Wyobrażaj sobie dosłownie wszystko co było dobre zanim zaczęły się te problemy z myślami.Wyobrażaj sobie ją, jej buzie i nie myśl, gdy coś pojawia się w Twojej głowie jakaś myśl ucinaj ją, nie pozwalaj jej się rozwinąć.Zajmij się czymś, a gdy będziesz potrafił skupić się na czymś innym, to znaczy że jesteś na dobrej drodze.Któregoś dnia staniesz i sobie pomyślisz kurde przestałem o tym myśleć.Nawet nie zauważysz kiedy.
I to nie jest pustka, miłości nie trzeba sobie uświadamiać, to się poprostu wie.A ta pustka to poprostu wytwór tej nerwicy.To ona każe nam analizować, uświadamiać sobie różne rzeczy.
Ze mną nerwica robiła gorsze rzeczy.

-- 05 sty 2013, 18:29 --

daredevil9 POWIEM ci jak to działa.Teraz w tym napadzie miałam taką sytuacje.Rok temu zrobiłam prawo jazdy, zawsze boję się wymijać rowerzystów i mijać pieszych gdzieś na bocznych uliczkach.Niedawno jechałam w nocy samochodem ulicą praktycznie nieuczęszczaną.Wróciłam do domu, minęły chyba 2 dni, a w mojej głowie zaczęly pojawiać się myśli kurcze z tą nerwicą nie powinnam jeździć autem.Byłam niewystarczająco skupiona, a co jeśli potrąciłam jakiegoś rowerzystę.I zaczęło się analizowanie wszystkich dróg jakimi się poruszałam, oczywiście zaczęłam sobie to wyobrażać. I choć próbowałąm sobie wytłumaczyć że przecież nie mijałam żadnego rowerzysty, że jechały samochody za mną i jak coś to przecież ktoś by mnie zatrzymał za to potrącenie, jako że zbiegłam.To to było silniejsze.Zaczęłam myśłeć że specjanie chciałam go potrącić.W końcu zaczęlam płakać i pytać się Boga czy naprawdę jestem aż tak złym człowiekiem?
Nerwica robi z nas zupełnie innych ludzi.Bo nasze normalne życie, czyli takie jakim żyjemy co czujemy, w co wierzymy, co jest dla nas ważne ona to odwróci do góry nogami.Każe nam wątpić i zastanawiać się.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
13 lis 2012, 14:53

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 05 sty 2013, 19:58
Bezradna89 napisał(a):Bo nasze normalne życie, czyli takie jakim żyjemy co czujemy, w co wierzymy, co jest dla nas ważne ona to odwróci do góry nogami.Każe nam wątpić i zastanawiać się.

No właśnie zawsze dotyka tematów które najbardziej bolą, i są całkowitym przeciwieństwem tego co czujemy i jakie wartości reprezentujemy.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 05 sty 2013, 20:08
Dziękuję Wam dziewczyny (po paczce serexatu dla Was:)). Wszystkie inne myśli potrafię odganiać, bo wiem, że mam moją M. przy sobie....Poczucie niskiej wartości, to, że ludzie mnie nie szanują, to że robię coś źle...ale kiedy myśli dotykaja naszego związku, kiedy nie mam ochoty Jej całować, dotykać, przytulać....wtedy pękam...Czasami wyobrażam sobie mimowolnie, jak w danej sytuacji zachowałaby się inna dziewczyna na Jej miejscu, jak by się ubrała, co by powiedziała, jak zachowała...Też tak macie?


mi czasem pomaga taka czynność:

Zakładam wykonanie jakiejś czynności, czegokolwiek, choćby jakiegoś rezultatu punktowego w grze na komputerze. Zakładam, że uda mi się osiągnąć jakiś wyniki i mówię sobie, że jak go osiągne, to znaczy, że kocham...Staram się osiągnąc i kiedy się uda, to mam ulgę. Czasami np. mówię sobie: Jeżeli wstrzymam oddech na np. 1 minutę, to znaczy, że kocham swoją M...Jak mi się udaje, jest lepiej:)

Czasami mi pomaga, może komuś też:)
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez singer 05 sty 2013, 20:42
Dobra !
Zakładając związek, żeby nie było łatwo to małżeństwo z kilkuletnim stażem. Facet ma NN..na początku było z tym ciężko, ale odnalazł się ..potrafił zwalczyć większość dziwności, na co dzień prosperuje dobrze, uśmiechnięty, towarzyski..odchodzi od kobiety bo czuje, że to nie jest TO. Czuje, że jej nie kocha, że gdzieś tam za rogiem czeka na niego kobieta którą pokocha całym sercem, która będzie dla niego całym światem.. uosobieniem ideału w szpilkach. Małżeństwo definitywnie chce zakończyć. I co nim kieruje ? Jego prawdziwe ja ..chęć prawdziwej miłości? Czy może to NN zakłóca jego związek i wiarę w miłość ? Czy NN narzuca uczucia ( a raczej ich brak ) które zniechęcają i dają masę zwątpienia ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
05 wrz 2011, 12:08

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 05 sty 2013, 20:57
daredevil9, przeczytałem uważnie Twoje posty i gdyby to wystarczyło to po prostu uspokoiłbym Cie stwierdzeniem, że to nerwica i nie masz o co się martwić - żyj chwilą, a wszystko się ułoży. Niestety przez wzgląd na to, że nerwica tak po prostu sobie nie pójdzie postaram się jakoś przekonwertować Twoje myśli i wątpliwości na to jak powinieneś widzieć otaczającą Cie rzeczywistość, a w zasadzie Ty ją widzisz i pojmujesz w sposób zupełnie prawidłowy, tylko nerwica wybiórczo skupia się nie na tych myślach co trzeba:)
Twoje życie nie rozpieszczało, dobrze i szybko rozwijający się, ale ciągle młody umysł zapewne zbyt wcześnie musiał zmierzyć się z brutalnością dorosłości. Poczucie odrzucenia przez ojczyma, jak i traumatyczne wspomnienie związane z mamą musiało się odbić na Twojej psychice. Nie lubię używać tego sformułowania - niedojrzałość emocjonalna, ponieważ ewidentnie emocjonalnie jesteś po prostu zagubiony. Twój świat emocjonalny jest w pewien sposób dojrzały i rozwinięty, ale gdzieś na drodze tego rozwoju poszedł w złym kierunku.
Tak powstała nerwica :) nie róbmy z niej wroga, traktujmy jak utrudnienie :) wróg nie pozwoliłby Ci żyć, a nerwica pozwala, tylko przeszkadza. Czasami taką przeszkodę można zamienić w sprzymierzeńca, kompana drogi zwanej życiem :)
Życie z nerwicą to nie konieczność życia w stałej pewności, tak się nie da. To sztuka! Sztuka ciągłej racjonalizacji. Tylko nigdy nie stosujcie się do nie wiedzieć czemu zalecanej racjonalizacji w psychologii. Uciekanie od faktycznych przyczyn problemów przez poszukiwanie urojonych powodów dla lęku czy natręctwa, ucieczka od nerwicy nigdy nie pozwoli się od niej uwolnić.
Pierwszym krokiem jest zaakceptowanie nerwicy - powiedz sobie - tak mam nerwicę i wiem, że wpływa na każdą dziedzinę mojego życia, jest częścią mnie, więc nic co dzieje się w moim umyśle nie jest od niej wolne.
Drugim krokiem jest przyjęcie postawy, która prowadzi do uzdrowienia - nie uciekam, zmierzę się z samym sobą. Cierpienie, którego doświadczam to coś z czym muszę się zmierzyć by wyzdrowieć, coś przed czym mogę uciec by poczuć ulgę, ale tylko chwilowo (ucieczka przed nerwicą to zawsze doraźna forma walki z nią samą, nerwica jest częścią mnie, a więc nie da się przed nią uciec) albo coś czemu stawię czoła i zwalczę to w sobie. Droga do uzdrowienia zawsze wiąże się z przyjęciem cierpienia.
Trzecim krokiem jest wreszcie racjonalizacja świata emocjonalnego. Stanięcie z boku i tłumaczenie przed samym sobą tego co się dzieje. Nigdy nie będę mówił sobie "coś się dzieje po prostu", "powinno być inaczej/łatwiej". Jak mawiał Jaroslav Hasek "Każde dlaczego ma swoje dlatego". W moim przypadku dlatego jest nerwicą:)
Ale krok po kroku :). Nerwice faktycznie nakładają się na siebie - bardzo często nerwica natręctw współistnieje z nerwicą lękową. Konkretny ciąg myślowy, często w formie błędnego koła jest jednocześnie natręctwem i lękiem. Derealizacja to kolejna czarna strona nerwicy - ludzie bliscy stają się nagle obcy - dlaczego? Apatia, a więc brak odczuwania pozytywnych emocji, podsycane wątpliwości, skupianie się na czarnych scenariuszach, brak zrozumienia dla własnych myśli, egocentryzm, który skupia Twoje myśli na odczucia braku zrozumienia ze strony świata zewnętrznego, poczucia odizolowania. Starasz za wszelką cenę skupić się na uczuciu, które jest stłumione, nie rozumiesz tego i jeszcze bardziej wymagasz go od siebie. Im bardziej czegoś chcesz i pragniesz tym dalej to jest od Ciebie:)
Nerwica ma to do siebie, że uwielbia adorować Twoje cierpienia i czarne myśli. Gdyby skupiała się na tych dobrych to nie byłaby chorobą prawda? Chociaż widok ciągle uśmiechniętego i szczęśliwego człowieka pewnie też byłby dziwny:).
No i teraz doszliśmy do najważniejszego - partykuła wzmacniająca "AŻ" - to słowo ulubione w nerwicy, a zwłaszcza w przypadku nerwicowców uciekających od problemu nerwicy. Ludzie, którzy pogrążeni są w apatii, depresji, cierpieniu związanym z lękami, uciekają od nerwicy by poczuć ulgę. To słówko "aż" to forma ucieczki. To forma wykluczenia nerwicy z życia nerwicowca. To argument dla wszystkich słabości, ucieczek. Doskonały, bo kiedy przychodzi wątpliwość (która w różnych sytuacjach nawiedza każdy umysł, zdrowy czy też nie) wystarczy do pytania, które nasuwa się automatycznie dodać "aż" i od razu nasuwa się jedno rozwiązanie - to nie wątpliwość - to fakt!
Wyobraź sobie, że nagle, zupełnie niezrozumiale nawiedza Cie wątpliwość. Kreuje pytanie. Czy nerwica faktycznie AŻ tak głęboko mnie dotyka, że nie wiem co czuje, że nic nie czuję? No i tak wątpliwość znika, pojawia się odpowiedź na pytanie - ucieknij, poczuj ulgę. W takiej sytuacji bardzo ciężko skupić się na tym, że przecież moja wątpliwość, mój lęk, jest bezpodstawny. Ja już w to uwierzyłem.
Nie można wymagać od siebie ciągłego odczuwania tego samego pociągu do osoby ukochanej, tego samego poziomu zauroczenia, fascynacji, więzi. Świat emocjonalny jest zmienny i niedoskonały. Nerwica nie pozwala tego zaakceptować. Każe skupiać się na zmianie wewnętrznego świata emocji i uczuć. Pojawia się brak zrozumienia, derealizacja - przedmioty, ludzie, wspomnienia nagle jak gdyby tracą swoją wartość.
Świetne rady dają bezradna89, agucha i zmęczona1. Pokazują Ci, że nerwica faktycznie może wszystko. Jeśli nie mi to uwierz im - doskonale Cie rozumieją, wiedzą do czego jest zdolna. Racjonalizuj - zastanów się co zmieniło się w świecie zewnętrznym, że nagle to co Cie otacza straciło swoją wartość?
Zmiany są naturalną koleją rzeczy, starzejemy się, zmieniamy przyzwyczajenia, relacja w związku się zmienia, ale czy faktycznie osoba, którą kochaliśmy zmieniła się aż tak, że nagle przestałeś kochać, czy może to nerwica każe Ci wątpić? Przez te zmiany - tak przecież naturalne - w odczuwaniu?
Jeszcze raz dla wzmocnienia argumentu aguchy, że nie da się nagle przestać kochać, przypominam - każde dlaczego ma swoje dlatego!
Świat idealny nie istnieje, tak jak nie istnieje idealny partner, nie istnieje też pewność. To sprzeczność, bo nerwicowcy doskonale to wiedzą, a mimo to wymagają od siebie wyidealizowanego stanu - stanu, w którym stale będą odczuwać pewność co do uczucia, przyszłości etc. To stąd bierze się depresja, apatia, wątpliwości, lęki. Nerwicowiec zadaje sobie pytania by móc zrozumieć swój stan emocjonalny, swoje nierealne lęki i cierpienie - zadaje sobie pytania, które pogłębiają wątpliwości, lęki i poczucie cierpienia do takiej granicy, że staje się nie do wytrzymania. Ucieczka jest wtedy jedynym rozwiązaniem, choć w zasadzie nim nie jest.
Wróćmy jeszcze raz do kroku trzeciego - pogodzenie się z cierpieniem. Cierpienie też może być przyjemne - znajdźmy mu wyższy cel - cierpienie jest drogą do szczęścia, drogą do prawdziwej miłości, drogą do spokoju. Nagle okaże się, że ma sens, że to cierpienie wcale nie jest cierpieniem:)
Przestań chcieć kochać, Ty już kochasz, nie zastanawiaj się nad tym skąd biorą się wątpliwości.
Czy do świadczenia miłości potrzebne jest uczucie? Nie wymagaj go od siebie. Nie porównuj swojego związku z innymi. Każdy jest inny i to czyni go takim wyjątkowym:)
Zmęczona i bezrdana też mają wiele racji:) dlaczego nerwica dotyka tych najważniejszych kwestii, tych, które bolą najbardziej? Bo je najbardziej boimy się stracić. To wokół nich skupia się najwięcej naszych myśli, najwięcej lęków i czarnych scenariuszy, które nerwica lubi wyłapywać i adorować:)
W nerwicy ciężko jest zawierzyć, że będzie dobrze, ciężko jest stanąć przed samym sobą i powiedzieć - będzie dobrze. Nie da się wmówić tego samemu sobie więc człowiek pyta się ludzi wokół, szuka potwierdzenia, ale i tak w to nie wierzy.
Nie uzależniaj też miłości od jakiegoś fatum w postaci wyniku w grze komputerowej. To też forma uciekania od odpowiedzialności, typowa cecha wykluczania nerwicy jako problemu. Wahania nastrojów są w nerwicy bardziej wyraźne ponieważ nerwica lubi podkreślać stany emocjonalne :). Jak stan zakochania to na całego, jak wątpliwości to nagle miłości brak absolutny. Łatwo się więc wkręcić w tą nieustającą analizę.
Nie da się inaczej poradzić z nerwicą niż przyjąć ją do swego domu i zaakceptować. Nie wymagaj więc by było normalnie i dobrze po prostu. Jest normalnie i dobrze:) usiądź i przedyskutuj to ze swoją nerwicą - spytaj jej czego w takim razie właściwie oczekujesz? Jaka powinna być miłość, co powinno się zmienić byś czuł się szczęśliwy? Wygląd partnerki? A za 20 lat zmienisz weźmiesz sobie kolejną dwudziestolatkę? Charakter? Dlaczego nagle przestała być w Twoich oczach tym kogo tak pokochałeś wcześniej? Zmieniła się czy może po prostu ja się zmieniłem przez moją nerwicę?
Nie ma odpowiedzi? Odpowiedzi są absurdalne albo trudne? To proste - nerwica:) Nie uciekaj od cierpienia!
Na koniec zostawiam przeklejony artykuł z deon.pl:
"Wiele osób żyje w układach szkodliwych dla swego zdrowia psychicznego. Znoszą te układy żyjąc marzeniami i nadzieją, że jakiś czynnik zewnętrzny zmieni ich sytuację, albo żyją ciągłym oczekiwaniem na ważne wydarzenia (ślub, magisterium, dziecko, nowe stanowisko w pracy).

Wierzą, że gdy osiągną ten cel, ich życie się zmieni. Gdy jednak to tak oczekiwane wydarzenie staje się rzeczywistością, doznają zawodu, gdyż nigdy nie dorównuje ono ich wyobrażeniom. Tak czy inaczej, przeżywszy je, pozostają tacy sami, jak byli wcześniej.

Znów dochodzą do głosu ich obawy, strach, niepewność.

Oto dlaczego musi się w nas dokonać przemiana wewnętrzna: zewnętrzność jest jedynie odbiciem tego, co znajduje się w naszym wnętrzu. I trzeba korzystać z teraźniejszości, bo tylko ona jest dla nas naprawdę dostępna.

To upajające uczucie zatracić się w niepewności chwili, wyłączywszy przeszłość, która już minęła, i przyszłość, która jeszcze nie nadeszła.

Pamiętajmy również, że ucieczka od teraźniejszości może być również sposobem na uchylanie się przed odpowiedzialnością. Tymczasem życie jest przeżywaniem, przeżywaniem tego wszystkiego, co się da.

Nie ma większego znaczenia, co się w życiu robi, pod warunkiem, że przeżywa się własne życie. I nie trzeba czekać na odpowiednią chwilę. Bo odpowiednia chwila, żeby żyć, jest zawsze!"


-- 05 sty 2013, 20:14 --

Warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie - jaki powinien być mój partner? Co sprawiło by, że jego akurat bym kochał w odróżnieniu od obecnego partnera? To pomaga racjonalizować kwestię braku uczucia. Czasami wierzymy, że partner nie musi być wcale lepszy żeby go pokochać co często jest błędne. Obraz partnera jest zawsze subiektywny, a więc warto zapamiętać, że choć miłość zawsze powinna być bezwarunkowa to dojście do tego uczucia nigdy nie jest bezwarunkowe. To, że zakochałam się w moim partnerze, a nie w innych osobach nie było przypadkiem, tak samo jak po prostu nie przestałam czuć tego zakochania. To nerwica przesłania uczucie. Potrzeba bliskości nigdy nie wystarczy by być z kimkolwiek. Pomaga za to skupić się na tym najlepszym. W momencie słabości i atak nerwicy gdzieś to ulatuje. Nie da się ustalić jak powinno być, ale chce się by było lepiej. Czasami jednak wiemy też, że lepiej faktycznie nie istnieje, a mimo to i tak tego się od siebie wymaga. Zakochujesz się w kimś konkretnym przez jego konkretne cechy, jeśli więc nagle to uczucie ustaje, a partner się nie zmienia to znak, że nerwica wygrywa z uczuciem i dlatego warto zadać sobie takie pytanie - jaki mój partner powinien być i jaka powinna być ta miłość? :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 05 sty 2013, 21:19
Dzieki Ezekiel, ze odczytales moja wiadomosc:) Wiec od poczatku. Choc ostrzegam, to dosc zawila historia.

4 lata temu poznalam chlopaka o imieniu Dawid. I od wtedy zaczely sie schody. Spotykalam sie z nim przez ok dwa miesiace, az uznalam,ze "to nie to" i te spotkania sa bezsensu. I zaczelam spotykac sie z kims innym. Poczatek byl ok, jednak po jakis 3 tyg. wrocily mysli o D. Tamten chlopak momentalnie zaczal mnie wkurzac, zerwalam z nim i wrocilam do D. Ogolnie zrywalam z D. chyba 4 razy. Zawsze to ja konczylam i zawsze ja chcialam wracac. Bedac z nim zawsze na poczatku bylo super, z czasem jednak zaczynal mnie denerwowac i w jednym momemcie przychodzila jakas taka zniechecajaca mysl i zrywalam z nim nie patrzac na to co bylo miedzy nami. Przy zrywaniu plakalam, bo przeciez chcialam byc z nim szczesliwa i wszystko ukladalo sie dobrze, ale z drugiej strony cos nie pozwalalo mi sie cieszyc, tylko powodowalo ,ze meczylam sie w tym zwiazku. Zrywalam zawsze placzac, ale tlumaczylam to sobie tym,ze nie ma tej chemii, ze nie dogadujemy sie w roznych sprawach, ze "to po prostu nie to". Jednak pozniej czulam jakby ugle. W miedzy czasie nim znow sie zchodzilismy spotykalam sie z innymi facetami. I poczatek byl zawsze fajny. Po jakims miesiacu wszystko zaczynalo sie psuc. Z jednym to pamietam bylam naprawde szczescliwa na poczatku, nie widzialam w nim zadnych wad. Az zobaczylam gdzies w tlumie Dawida, nagle wrocily mysli o nim i przyszlo to zniechecenie do aktualnego chlopaka. Po prostu w jedenj chwili przestal mi sie podobac, widzialam w nim pelno wad i zaraz zrywalam, bo chcialam wrocic do D. Pamietam plakalam przez 3 dni po zerwaniu, poki nie odezwal sie D.i sprawil jakby nagle odeszly wszystkie smutki. Oczywisice znow sie zeszlismy.
Wiem,ze D. byl naprawde zakochany, mi tez sie wydawalo za kazdym razem gdy wracalam,ze tym razem sie uda. No ale nie. Kilka miesiacy dobrze i znow to samo. Zaczelam spotykac sie z kolejnym chlopakiem, ale styuacja powtorzyla sie znow. Dawid mysli o nim, zniechecie do chlopaka, co powodowalo ze zrywalam. W koncu nadeszly wakacje i zeszlam sie znow z D. Zobaczylam go i od razu wydawalo mi sie, ze "to jest to". jak zawsze to ja zaczynalam pisac smsy, on liczac na moja zmiane, zaczynal odpowiadac i znow bylismy para. To byl najlepszy nasz wspolny czas razem. Ale przyszedl wrzesien i przyniosl to samo rozstanie co zawsze. Zaczelam myslec o powrocie nastudia , w Dawidzie nagle widziec pelno wad i mimo,ze wydawalo mi sie, ze nie chce przeciez z nim konczyc, znow zerwalam. To było jak jaka chora rutyna. Mielismy kolezenski kontakt i wcale mi go nie brakowalo. Przyszedl grudzien i zaczelam spotykac sie z innym chlopakiem. Wszystko na poczatku szlo dobrze, choc nie zauroczyl mnie od pierwszego wejrzenia, no ale chcialam sie spotykac, fajny byl. Raz nawet w tym czasie byl u mnie Dawid i dowiedzialam sie wtedy, ze z kims kreci, ale wcale nie zaczelam sie tym nagle martwic. Moze chwile i przeszlo. Ja myslalam o innym chlopaku nie o nim. Oczywsice do czasu, heh. Pare dni temu zaczelam widziec w tym chlopaku coraz wiecej wad i zaczelam porownywac go do Dawida. W jednej chwili poczulam TO znajome zniechecenie do niego i mialam ochote to skonczyc. Wszystko mnie w nim zaczelo wkurzac, a wracaly same pozotywne mysli o Dawidzie.
W sylwestra siedzialam obok tamtego, mialam mega dolai pisalam do Dawida smsy zazdrosna, ze bawi sie z inna. Ten aktualny kolega, w ogole tego nie zauwazyl, a ja niewiadomo czemu mialam go dosc. Raz nawet zupelnie niechcacy powiedzialam do niego 'Dawid' co sama mnie zaskoczylo i jeszcze bardziej zdolowalo i uswiadomilo,ze ja chce wrocic do bylego. W Nowy Rok wrocilam do domu, bedac pewna na 99%, ze powiem temu chlopakowi, ze to koniec. Weszlam do domu i się rozplakalam. Cale popoludnie plakalam. Nie wiedzialam co się ze mna dzieje. Zawsze wraca to samo uczucie. W jednym momencie zaczyna mi się wszystko odwracac do gory nogami. Chlopak z ktorym się spotykam zaczyna mnie pod kazdym wzgledem wkurzac, widze w nim pelno wad, a wraca Dawid i same pozytywne mysli zwiazane z nim. I parę razy zerwalam z chlopakami gdy pojawiala się taka sytuacja. Chorobliwie wtedy mysle o D. jakbym nagle zakochala się w nim,przeciec to nienormlane. Z jednej strony mowie sobie, a może to jednak przeznaczenie i ja go kocham? I przez to właśnie wracalam do niego ,ale przeciez nigdy nie wychodzilo. A teraz, Dawid ma inna laske, a ja dalej nie umiem sobie poukladac zycia z kimś innym. Co ja mam robic? Nie rozumiem co się ze mna dzieje, dlaczego tak nagle zaczynam wszystko psuc?I widze, ze zarowno przy tych innych chloapakach, jak i przy Dawidzie to wraca. Z tym,ze do D. zawsze wracalam i i tak nigdy nie wyszlo, a jak probuje byc szczesliwa z kimś innym to w najmniej niespodziewanym momencie jakby zaczynaja dreczyc mnie mysli o nim. I teraz tez, po Nowym Roku powiedzialam temu chlopakowi, ze ja chce zwolnic itd. On sam był bardzo zaskoczony ta nagla zmiana, bo mowil,ze przeciez wydawalo mu się,ze to ja decuduje co się dzieje, on na nic nie naciskal. No a ja sama nie wiedzalam co gadac. Wlasnie wtedy sama nie umiem wyjasnic co się ze mna dzieje, chce mi się tylko plakac i uciekac gdzies daleko. Ta rozmowa z tym kolega naprawdę przyniosla mi ulge, on jako pierwszy z tej calej reszty doszukiwal się przyczyny problemu, nie pozwolil mi tak po prostu odejsc i mowil zebym zawsze szczerze z nim gadala. I w sumie ma racje. Ze inaczej nie zbuduje się związku. Ale właśnie gdy przychodzi do mnie to nagle zniechecenie, ja jakbym w ogole zapomniala o tym co było wczesniej, o tym,ze bylam szczesliwa, wszystko jakby nagle przycmil jakiś cien i zawsze tlumacze drugiej osobie, ze ja muszę się wycofac,ze chyba muszę być sama, bo chyba nie nadaje się do zwiazkow.
I co ja mam robic? Czy to są natrectwa? Ile razy mialam ten problem to probowalam znalezc pomoc u innych, ale nikt mnie tak naprawdę nie rozumial. Rozmowy z nimi przynosily ulge na chwile, ale rozwiazania i tak nie daly , bo problem wraca az do teraz jak widac. A ja dalej w tym tkwie i nie wiem co dalej. Nie wiem co zrobic zeby wrocily mi pozytywne uczucia do drugiej osoby. Jak poczuje to COS zlego, to jeszcze ani razu nie udalo mi się wrocic do wczesniejszego stanu rzeczy dlatego zawsze koncze to co zaczelam. A przeciez ja nie chce ranic tych chlopakow ani bawic się nimi. Nie jestem typem samotnika, chce być w koncu szczesliwa, ale za kazdym razem mi nie wychodzi. Pojawiaja się nagle niewiadomo skad jakieś dziwne watpliwosci, leki? Tylko czemu gdy jestem z kimś inny wraca do mnie Dawid? Wtedy jakbym to nie była ja,tylko ktos inny we mnie. Nawet D. snil mi się dziś, choc wcale tego nie chcialam. Czuje jakiś taki wewnetrzny smutek. I wiem,ze on po czasie by minal jakbym zrezygnowala z tej znajomosci teraz , ale wiem,ze z drugiej strony wcale nie chce z niej rezygnowac. Jesli teraz zrezygnuje, to przy kolejnym chlopaku to tez zapewne wroci.Co więc mam robic? Tak i tak jest niedobrze , a mi się tylko chce plakac. Chce w koncu być szczesliwa, nie mieć tych chorych mysli.
Wiem,ze nie jestes cudotworca, ale może zrozumiesz mnie i cos mi doradzisz ..:(
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do