Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 31 gru 2012, 17:05
Ezekiel, jak racjonalizowac w przypadku moich konkretnych myśli, które wiem że są obce nie moje, np. nie kocham męża wiem że kocham go z całych sił jest nam razem super jestem szczęśliwa, to dlaczego przychodzą te myśli, albo że mogę byc lesbijką skoro nie jestem wiem to wywołuje to we mnie obrzydzenie, zaczęłam tak myslec po oglądnięciu programu w którym były i pomyślałam wtedy dobrze że nie jestem les... a wtedy stało się to moją myślą jest moich najgorszym natręctwem jak mam o tym opowiedziec psychiatrze. Bluźnię w kościele patrząc na święte obrazy itd. Co w tych przypadkach mam sobie mówic, bo ja już nic sobie nie mówię bo wiele razy analizowałam tłumaczyłam to nie prawda ale to jeszcze sie pogłębiało no i przestałam i jest jak jest po prostu jest jakoś...........
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 31 gru 2012, 19:08
zmęczona1, hmm, w Twoim przypadku przejdziemy na kolejny poziom. Skoro jesteś absolutnie pewna uczucia do męża i nawet wątpliwości pojawiające się w wyniku natrętnych wizji seksualnych nie są w stanie już poddać pod wątpliwość Twojego uczucia (musisz sama świetnie racjonalizować, chociaż nie zdajesz sobie z tego sprawy) musimy skupić się na chorych myślach.
W tym przypadku prawdopodobnie w grę wchodzi nie tylko nerwica, ale i paranoidalne urojenia/zaburzenia myślenia.
W tym przypadku uwierz mi, że jesteś trochę w złym miejscu na tym forum, ale również w tej kwestii chętnie postaram się Tobie pomóc:). Udzielam rad nie tylko tym, którzy zwątpili uczuciowo, chociaż przez wzgląd na osobiste przeżycia, na tej kwestii się skupiam.
Po pierwsze - koniecznie udaj się do psychiatry, zaleci Ci on badania hormonalne, które na pewno pomogą ustalić czy czasami Twoje natręctwa nie są "wspomagane" przez zaburzenia, którychś z gruczołów. Po drugie pomoże dobrać leki, które chociaż częściowo pomogą Ci w tych myślach.
Jak samemu radzić sobie z tego rodzaju natręctwami? Świetnie, że sama przed sobą zdiagnozowałaś, że są to myśli chore. Nie musisz twierdzić, że są to myśli "nie Twoje", chyba, że w perspektywie własnej świadomości w pełni zdajesz sobie sprawę, że przelewają się przez Twój umysł tylko w wyniki zaburzeń emocjonalnych.
Pamiętaj, że racjonalizacja to nie tylko oddzielenie myśli od własnej, wykreowanej świadomości, ale także ich akceptacja. Musisz pogodzić się, że te natręctwa, która gromadzą się w Twojej głowie i nie dają Ci spokoju są częścią Twojej osobowości, tą chorobliwą częścią. Są dwie istotne techniki, które musisz trenować by jak najszybciej się ich nauczyć.
Po pierwsze i najważniejsze - nie wykluczaj tych myśli, nie staraj się na siłę wygonić je z głowy. Zaakceptuj je. Znasz je, wiesz, że nie są do końca Twoje, wiesz, że są chore, więc postaraj się je zaakceptować, przywitać wręcz wewnątrz swojego umysłu. Są obrzydliwe? Dobrze, niech będą, przywitaj je więc tym bardziej. W myśl starej zasady, biją w jeden policzek nadstaw drugi. Pomyśl więc, jeśli przyjdzie Ci bluźniercza myśl na temat postaci religijnej o kimś innym, w podobnej roli - może być to twój idol filmowy. Nie wyganiaj myśli. Wszystko prawdopodobnie toczy się wokół konkretnej czynności. (nie wiem na ile Cie to pocieszy, ale jak sięgam pamięcią, też brzydziłem się tym, że potrafiłem zastanawiać się w Kościele nad fizycznością wśród świętych czy wysokich osobistości Kościoła - nie jest to nic złego - analityczny umysł zmusza często do zastanawiania się nad trudnymi kwestiami, gorzej kiedy w grę wchodzi plastyczna wyobraźnia, a to jest mocna strona nerwicowców niestety). To lekko urojeniowe zaburzenie myślenia zmusza Cię do wyobrażania sobie akurat tej czynności u innych osób, co gorsza z Twoim udziałem. To również typowe dla nerwicowców - konieczność analizowania życia innych osób.
Znam wiele przypadków osób, które przyglądając się ludziom (przechodniom, klientom w sklepach, współpracownikom etc.) zastanawiają się nad tym jakie Oni mają życie. Wyobrażają sobie jacy są w życiu, jak radzą sobie z problemami, jak wyglądają ich relacji z ludźmi. Przeróżne oblicza znajdują takie analizy u osób cierpiących na nerwicę. W twoim przypadku to przyjęło akurat taką formę. To też problem ponieważ nie pozwala się skupić na konkretnej myśli, ponieważ skupia całą uwagę na konkretnym natręctwie/lęku. Odwrócenie uwagi od takiej myśli jest więc trudne. Dlatego w ramach treningu postaraj się znaleźć najpiękniejszą wizję, a może wspomnienie (np z mężem) dotyczącą jakiejkolwiek fantazji tej zrealizowanej lub nie, ale dotyczącej seksualności. Zaprogramuj sobie dokładnie taką wizję i w przypadku atakowania Cie przez te chore natręctwa postaraj się uciekać do tej przygotowanej wizji. Nieważne czy będzie to dotyczyło kogoś innego niż Twojego męża - daj się nawet ponieść całkowicie tej fantazji. Odpłyń w nią. To początek walki z natręctwami więc nie karć się za to, że to np, nie Twój mąż - ważne, że uciekasz od tych obrzydliwych myśli. Jeśli jednak będziesz potrafiła zaprogramować sobie taką fantazję z mężem to nawet lepiej! Nie spodziewaj się efektów natychmiast - jak mawiają sportowcy - trening czyni mistrza. Krok po kroczku to opanujesz. Kolejnym krokiem nie będzie już łagodzenie chorych myśli poprzez uciekanie w tą mniej szkodliwą fantazję.
Drugą techniką będzie przekierowywanie myśli, a więc skupianie się na zupełnie innego rodzaju myśli. Jak już trochę zapanujesz nad chorobliwym fantazjowaniem, będziesz mogła próbować skupić się na np wspomnieniach z wakacji z mężem. Jakąś imprezą ze znajomymi, zabawnych sytuacjach w Twoim życiu, a najlepiej na całym szeregu myśli. Pamiętaj jednak by wcześniej przygotować sobie ciąg wydarzeń z Twojego życia. Najlepiej takiego, w którym nie ma wątków pobocznych, które mogłyby przywołać chorobliwe myśli, a więc z okresu "luzu" w Twojej nerwicy. Przykładowo wyobraź sobie cały ciąg dni z wakacji, które najlepiej wspominasz, kilka - kilkanaście dni, które były wolne od nerwicy, stresu i przykrych wspomnień. W razie gdy najdą Cie ponownie Twoje natręctwa w pierwszej kolejności spróbuj przejść na tą lżejsza ich wersję, a potem kompletnie zmienić tok myślowy. Wszystko ogranicza się do prób i treningu.
Nie zapominaj jednak o pełnej akceptacji nerwicy i natręctw, które Cie dotykają. Siłą woli nie wyprzesz ich z siebie, to jakby Twoja część, ta gorsza część, nie zabijesz jej, ale da się z nią żyć. Wystarczy ją zaakceptować jak bezwładną rękę. Pomoże Ci to w pewnym sensie zapomnieć, że jesteś w jakimś stopniu ograniczona przez nerwicę. Nerwica nie czyni Cie chorym, wykluczonym ze społeczeństwa. Staraj się rozmawiać o niej z jak największą liczbą ludzi, nie alienuj siebie z nerwicą. Nie stwarzaj sztucznego obrazu. Im więcej osób będzie wiedziało o Twojej nerwicy tym Tobie będzie łatwiej. Nie przedstawiaj szczegółowo problemu. Tylko najbliżsi mają prawo wiedzieć. Przed innymi też nie musisz tego ukrywać wystarczy uświadamiać w stylu "mam nerwicę, nie jest to zaraźliwe i nie umiera się od tego, czasami utrudnia mi to trzeźwe myślenie, ale rzadko:)" mów to z przekonaniem i uśmiechem, a nawet śmiej się z tego - ludzie nie będą tego brać za dziwactwo i z łatwością uwierzą, że to nie jest groźne:). Sama też łatwiej w to uwierzysz.
Nie jest to ćwiczenie polegające na bagatelizowaniu problemu, ale na akceptacji przed samym sobą właśnie. Dopiero jak w pełni zaakceptujesz swoją nerwicę będziesz mogła z nią walczyć:)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Hanusia 31 gru 2012, 19:31
od pewnego czasu zastanawiam się czy ktokolwiek z Was "doszedł" do tego, dlaczego takie myśli (na temat ukochanej osoby) się pojawiły, co było ich przyczyną?
co Wam pomogło, jak z tym walczyliście ?

szczęśliwego NOWEGO (mam nadzieję, że lepszego - byłe nie gorszego) ROKU
pozdrawiam,
hanusia
Niełatwo jest być odważnym, kiedy jest się tylko Bardzo Małym Zwierzątkiem...
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
02 sty 2007, 16:11
Lokalizacja
małopolska

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 31 gru 2012, 20:23
Ezekiel, wiekszośc rzeczy które mi radzisz robiłam, przypominam sobie miłe chwile również te kiedy byłam wolna od nerwicy, jak przychodzi mysl to próbuje myslec o czymś przyjemnym, albo planuję sobie nastepny dzień, co będę robic w co sie ubiore. itd. Jak jest myśl nie kochasz go to ja wtedy mówię kocham bardzo, jesteś les... nie jestem les... zauważyłam nawet że potem automatycznie pojawiała się mysl np. imię kolejnego chłopaka to ja wtedy z automatu w myślach mówiłam imię mojego męża od razu zamieniałam te myśl. Te chore mysli są przeciwieństwem tego co czuję, zawsze dotykają osób które kocham, generalnie dotyczą sfer najważniejszych w moim życiu, dotykaja tych tematów które mogłyby mnie najbardziej zabolec...
Troche mnie przeraża to co napisałęś- paranoidalne urojenia, zaburzenia myslenia, to brzmi jak cos od schizofremi.

-- 31 gru 2012, 20:45 --

Coś mi się jeszcze przypomniało, nie moge miec urojeń, bo człowiek który ma urojenia mysli że to prawda a ja wiem że natrętne myśli które mnie dotykają są nie prawdą, więc to nie urojenia. A tematyka ich taka sama jak większości osób na forum o nerwicy natręctw. Jak czytam rózne posty to w kółko się powtarza pewna grupa tematów, wiekszośc tych powtarzających się tematów dotyka również mnie. A jeśli chodzi o zaburzenia myślenia to musiałbyś pogłębic temat.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 01 sty 2013, 14:33
agucha, poczytałem Twoje posty i bardzo spodobał mi się szczególnie jeden:
"Troche zaleglosci mialam w czytaniu;P Meczylam sie ponad rok z tym i co? I juz nic. Mialam to samo co wy analizowanie wygladu, stylu poruszania sie... wtedy to bylo dziwne uczucie nie do opisania.. i rozne mysli. Wogole nie umialam norlanie myslec o mojej Milosci bo automatycznie widzialam twarz innego. Bralam asertin i przeszlo.. teraz jestem z moja miloscia.. nomralnie mysle.. mowie ze go kocham.. nie analizuje... wszytsko wrocilo do normy! Jest pieknie.. marze o zareczynach :)) Takze moze na moim przykladzie uwierzycie ze to choroba ktora jest do pokonania;) U psychologa bylam moze 3 razy na poczatku choroby. On mi nie pomógl bardziej dolowal ze moze serio cos wygaslo.. nie oruzmial mojego problemu a ja zaparcie wierzylam ze tochoroba chociaz i tak mialam watpliwosci ale wiem zepsycholog pomaga wielu osobom;)"
Spodobała mi się zwłaszcza ta ostatnia część. Twój trzeźwy wywód o tym, że psycholog Cie tylko dołował. Tak to właśnie działa - nerwica ma to do siebie, że zawsze zmusza do skupiania się na tych czarnych scenariuszach przez potęgujące się w głowie wątpliwości. Dobry psycholog powinien pamiętać, że w czasie aktywności nerwicy w umyśle nerwicowca pojawia się coś w rodzaju pustyni emocjonalnej.
Już na samym przykładzie tego forum łatwo zauważyć jak wielu ludzi cierpiących na NN czy NL odczuwa problem z powodu braku zdolności do odczuwania romantycznych uczuć. Jeśli więc narastająca apatia sprawia, że nie odczuwa się radości, uczucia szczęścia, spokoju czy sympatii to automatycznie w wyniku chorobliwego ciągu myślowego natręctwo skupia się na najbliższej osobie - nie czuję się szczęśliwa, więc go nie kocham, bo przecież gdybym kochała to byłabym szczęśliwa. To z kolei kreuje lęk, lęk przed tym co będzie - pomimo, że przecież nic się nie wydarzyło jeszcze. Lęk podpowiadający myśli w stylu (co jeśli to mi nie przejdzie, jeśli to nie jest nerwica tylko ja go naprawdę nie kocham, jeśli w przyszłości będzie jeszcze gorzej). W ten sposób narastają wątpliwości, rośnie apatia czyli to poczucie braku pozytywnych emocji i znów pętla się zamyka.
Będę powtarzał to zawsze i zawsze tłumaczył jak powstaje chorobliwy ciąg myślowy żeby nikt kto cierpi na nerwicę nie zapomniał, że brak pewności co do uczucia jest wynikiem bez wątpienia nerwicy.
Kolejny raz będę się także upierał przy tym by racjonalizować miłość;) - pamiętaj, że miłość to nie jest stan ciągłego szczęścia - nie ma przecież takiej możliwości. Jak więc działa nerwica?
Każdy człowiek miewa wątpliwości. Stan pewności nie istnieje, zwłaszcza kiedy ta pewność ma dotyczyć przyszłości, nie tylko tej emocjonalnej, ale jakiejkolwiek.
Człowiek, którego nie dotknęła nerwica również je miewa - ale te nigdy nie są silniejsze od wiary. Wszystko bowiem skupia się na wierze. Człowiek zawierza swoją przyszłość, tkwiąc w przekonaniu, że będzie dobrze.
Istnieje relacja między tą umowną pewnością, której konieczność odczuwania nęka nerwicowca, a zdolnością do odczuwania romantycznych uczuć, do racjonalizowania uczucia.
Wytłumaczmy pokrótce i ustalmy jak to wszystko wygląda. Każdy się ze mną zgodzi, że osoba borykająca się z nerwicą ma poważny problem z nieustannym analizowaniem i koniecznością nazywania wszystkiego co się dzieje w jej głowie i wokół niej samej.
Tak jak napisałem wyżej, stan pewności co do przyszłości nie istnieje - dlaczego? Bo przyszłości nie ma. Zawsze jest tylko tu i teraz.
Człowiek zdrowy opiera więc swoją przyszłość na zawierzeniu, że wszystko się ułoży. Motywację do pracy i dalszego życia w ogóle daje wiara, że będę szczęśliwy w pracy albo znajdę lepszą pracę. Tak samo w kwestii związku zawierza się, że będzie dobrze. Spodobał mi się facet, fizycznie, emocjonalnie, więc weszłam w nim w związek. Pojawiają się wątpliwości, czasami rutyna, gorsze chwile. Żadne poczucie wielkiego szczęścia nie trwa wiecznie bo inaczej nie bylibyśmy w stanie nazwać uczucia szczęścia, radości gdybyśmy nie mieli ich z czym porównać. To wręcz pomaga racjonalizować uczucie do partnera - w przypadku osób nie cierpiących na nerwicę. Dzieje się tak ponieważ w przypadkach gorszych chwil człowiek bez problemu nerwicowego bardzo łatwo przypomina sobie te najlepsze chwile, racjonalizuje uczucie - bo choć jest teraz źle, może mnie wkurzył to i tak go kocham. Wierzy w lepszą przyszłość - jutro, przyszły tydzień, całe życie:). Nawet często wyczekuje tej przyszłości bo wierzy, że ta przyniesie wreszcie te lepsze momenty. Skupia się na tym co teraz dzięki czemu wiara w przyszłość tą lepszą wypycha z niej wątpliwości.
Problem polega na zaburzonym systemie wartościowania i chorobliwym ciągu myślowym u nerwicowców.
Osoby, które nęka nerwica przez konieczność nazywania wszystkiego i ciągłego analizowania dochodzą do nieracjonalnych, często absurdalnych wniosków. Po pierwsze wymagają od siebie uczucia absolutnej pewności dotyczącej przyszłości. Zwłaszcza w kwestiach emocjonalnych bo na tym skupiają się ich myśli i natręctwa właśnie najczęściej. Dlaczego? Dlatego, że nie ma możliwości wyznaczenia racjonalnego celu emocjonalnego. Nie potrafią zrozumieć jak można po prostu zawierzyć, że będzie dobrze nie będąc tego pewny. Tu leży właśnie sens problemu - przyszłości nie da się być pewnym i dlatego trzeba wierzyć. Tak jak pisałem wszystko sprowadza się do kwestii wiary w dobrą przyszłość.
W przypadku nerwicowca pojawiają się więc coraz to większe wątpliwości. Normalny człowiek zdaje sobie sprawę, że wewnętrzny świat emocjonalny jest "płynny", a więc uczucie nie jest stałą i niezmienną emocją. Nerwicowiec jednak traktuje stan zmienności uczucia jako jego wygaśnięcie albo co gorsza jego kompletny brak. To z kolei wzmaga jeszcze bardziej wątpliwości co do partnera. Naturalnym następstwem jest więc lęk. Lęk przed tym, że "to nie jest to", "nie kocham go/jej". Analizowanie w połączeniu z brakiem zrozumienia dla emocjonalnych wahań prowadzi tak jak mówiłem do takich absurdalnych wniosków.
Przez konieczność nazywania wszystkiego osoba cierpiąca na nerwicę dochodzi więc do wniosku, że po prostu nie kocha.
Jak to się dzieje? No właśnie. Nie racjonalizuje uczucia. Często zdarza się, że partner jest dla takiej osoby najlepszym na tle innych, a mimo to decyduje się rozstać. Tu pozwolę sobie przytoczyć świetny opis dziewczyny, która wygrała z nerwicą, a z którą to rozmawiałem.
"Każda opinia i każde wrażenie jest są pełni subiektywne, zwłaszcza jeśli rozchodzi się o gust w dobieraniu partnera. To co najgorsze w nerwicy to, że widziałam w swoim chłopaku wówczas najlepszego faceta. Był bardzo przystojny jak dla mnie, chociaż oczywiście mogłam obiektywnie powiedzieć, że nie był to Johny Deep, ale dla mnie był bardzo przystojny jeśli w pewnym sensie nawet nie najprzystojniejszy. Miał wszystkie pożądane przeze mnie cechy charakteru: był bardzo inteligentny, zaradny, opiekuńczy, czuły, zabawny. Miał dosłownie wszystko czego oczekiwałam od partnera(celowo piszę w czasie przeszłym by oddać ówczesny nerwicowy stan). Mimo wszystko byłam niemal pewna, że nie czuję do Niego nic... Wtedy się nad tym nie zastanawiałam. Powiedziałam mu kiedyś, że bardzo chciałam go pokochać, bardzo chciałam czuć do niego miłość taką prawdziwą, największą, ale po prostu nie potrafię, a to oznacza, że to "po prostu nie jest to". Rozstaliśmy się bo lęk, który towarzyszył moim narastającym wątpliwościom był nie do zniesienia. Bałam się wszystkiego: że będzie za późno na rozstanie, że będę cierpieć, że nigdy go nie pokocham. Wszystkie lęki dotyczyły sytuacji w przyszłości, które podświadomie uznałam za fakt, chociaż przecież przyszłość miała dopiero nadejść i przynieść nieznane. Po rozstaniu przestały dręczyć mnie te myśli, ale nie poczułam żadnej ulgi. Nie rozstawałam się z nerwicą, po prostu siedziała wyciszona. Dlaczego? Bo nie miała jeszcze czego się czepić. To do czego zmierzam leży właśnie w sensie nerwicy. Wymuszała na mnie ciągłe analizowanie najważniejszych w danej chwili dla mnie sytuacji. Po trzech miesiącach moja koleżanka spytała mnie - w zasadzie nie wiem dlaczego - czy nie żałuję, że nie dałam nam szansy na rozwinięcie się uczucia (byłam z chłopakiem 4 miesiące tylko) i znów się zaczęło. Tym razem nerwica wróciła ze zdwojoną siłą. Zaczęłam zastanawiać się czy to faktycznie nie była zbyt pochopna decyzja. Dlaczego właściwie ja go nie kochałam, przecież był taki niedzisiejszy, dżentelmen, a jednocześnie przystojny, inteligentny i zabawny, bardzo na czasie także - nie ogarniałam wtedy jakim cudem można te wszystkie cechy łączyć. Wmawiałam sobie nawet, że ja po prostu na niego nie zasługuje. Jednocześnie miałam też myśli, że już wtedy nie kochałam więc dlaczego mam kochać teraz, że to tylko nerwica każe mi wracać pamięcią do Niego. Potem przychodziły następne myśli - a co jeśli wtedy miałam nerwicę, a teraz właśnie tęsknię albo żałuję? Potem zaprzeczałam sama sobie wmawiając swojemu umysłowi, że podjęłam świadomą decyzję, ale z drugiej strony przecież nie poczułam ulgi. Mętlik myślowy był strasznie męczący.
Wtedy to z małą pomocą mojej mamy przeprowadziłam wewnętrzne przewartościowanie. Zaczęłam zastanawiać się gdzie leży problem i szczerze mówiąc to, że postrzegałam mojego chłopaka za tak niesamowitego pomogło mi sobie coś uświadomić. (oczywiście po rozstaniu wynalazłam tysiąc argumentów, a to, że stwarzał presję, a to że był za dobry, a to że się wymijaliśmy, a to, że jego romantyzm to nie moje klimaty chociaż zawsze przyprawiało mnie o gęsią skórkę gdy oglądałam romantyczne sceny w filmach - nic z tego nie miało pokrycia, ale łatwo w to uwierzyłam) Pytałam sama siebie jak mam pokochać innego faceta skoro nie potrafię pokochać tak dobrego? Pożądanie przecież zawsze przemija wraz z wkradaniem się rutyny i przyzwyczajenia, ale także z wiekiem po prostu - nie nazywam więc pożądania miłością chociaż On fizycznie też bardzo mnie pociągał. Uświadomiłam sobie więc, że problem leży gdzieś we mnie. Chyba po prostu za bardzo chciałam nazwać miłością jakieś konkretne oszałamiające uczucie. Uświadomiłam sobie też, że miałam najlepszego faceta jakiego mogłam mieć, a porzuciłam go przez moje wątpliwości, które dotyczyły problemu (miłości), o którym nie mam pojęcia. Nie wiedziałam czym jest dla mnie miłość i czego od niej oczekuje stąd po prostu się w tym wszystkim pogubiłam i doszłam do wniosku, że to nie jest to.
Zmierzyłam się z tym raz jeszcze na drodze mojej analizy i doszłam do najlepszego wniosku jaki mogłam wyciągnąć w całym moim życiu. Racjonalizowanie miłości to bardzo dobra sprawa. Zdałam sobie bowiem sprawę, że to właśnie ten subiektywizm jest miłością. Trochę to pogmatwane, ale mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Tak jak mówiłam - każde wrażenie jest subiektywne - czytaj tylko i wyłącznie moje. Każdy tak ma. Jednej osobie podoba się to, innej to samo absolutnie się nie spodoba, jedna osoba będzie lubiła taką cechę w facecie, inna już nie. To ja sama w mojej głowie stworzyłam taki jego obraz, taki niemalże doskonały, ale przez to, że skupiałam się na konieczności nazywania uczuć tak jak mój chłopak, który z łatwością wypowiadał, że strasznie się mną zauroczył, sama zaczęłam doszukiwać się na siłę jakichś głębszych emocji. Nie zauważyłam, że to moje emocje i uczucie do Niego sprawiły, że właśnie takim był w moich oczach. Jednak konieczność dotarcia do tego emocjonalnego wniosku wzbudziła we mnie wątpliwości, ogromny lęk i zaczęłam tworzyć projekcje, że coś się nie uda, nie wypali, nie będę nic czuła, tworzyłam w głowie cechy, które mi nie odpowiadają, chociaż ich nie miał. Teraz to wiem, z perspektywy czasu. Teraz wiem, że gdybym nic nie czuła, nie podobałby mi się, nie potrafiłabym dostrzec w nim tylu dobrych cech chociaż wiele osób twierdziło już wtedy, że On po prostu jest niesamowity... Zrozumiałam, że uczucie to kwestia wewnętrznego przekonania, a nie jakieś zupełnie nieznane uczucie, które spada z nieba.
Ale udało mi się do Niego wrócić, po niemal pół roku od rozstania byłam tak zdruzgotana swoim stanem emocjonalnym (bałam się już nie tylko tego, że mogłam zmarnować szansę, ale bałam się też powrotu, tego co powiedzą inni, konieczności mierzenia się z tym jeszcze raz. Tysiąc nowych lęków, cały czas podświadomie oskarżałam jego o ten stan, ale jego przecież nie było w moim życiu, a nadal dręczyła mnie ta nerwica lękowa i natrętne myśli), że po prostu zadzwoniłam do Niego z prośbą o spotkanie i o dziwo nie odmówił. Nie miałam pojęcia co powiedzieć tak bardzo się bałam i taki mętlik miałam w głowie, że po prostu zawiesiłam mu się na szyi i pocałowałam go. Wzbraniał się, był w szoku, ale w końcu odwzajemnił pocałunek. Usiedliśmy i porozmawialiśmy. W zasadzie to ja nie potrafiłam zebrać w sobie myśli, tyle ich było naraz. On mówił, mówił, że chce mi pomóc, że z jednej strony się cieszy, a z drugiej martwi i nie wie co ma myśleć teraz. Bardzo powoli doszliśmy jednak do tego. Wytłumaczyłam mu jak ciężko jest z moim problemem i spytałam czy da nam szansę, czy spróbujemy się na siebie otworzyć raz jeszcze... i dał mi tą szansę. Jesteśmy razem już 8 miesięcy od powrotu i choć dalej miewam myśli to wracam cały czas do tych moich porównań. Ciągle widzę w nim najlepszego faceta, te wszystkie cechy, których nie mają inni pomagają mi sobie uświadomić, że skoro widzę je w nim to, to musi być "to". Sprowadziłam miłość do subiektywnej oceny czy gustu, wiem że to dziwne, ale bardzo mi to pomaga. W nerwicy już nie cierpię, już nie nękają mnie natręctwa. Miewam dziwne myśli, nawet przechodzi mnie czasami lekki lęk, ale biorę je pod ostrzał takiej racjonalnej analizy z logicznego punktu widzenia i jakoś nie specjalnie się nimi przejmuję. Na początku brałam też leki, ale od dwóch miesięcy już nie biorę nic, a moje uczucie kwitnie. Powiem więcej - co jakiś czas kiedy np. patrzę jak mój chłopak idzie do mnie mrużąc te swoje piękne niebieskie oczy, a ja stoję w oknie odczuwam tak wielki pociąg fizyczny i takie uczucie zakochania jak kiedy na początku się z nim spotykałam i tak bardzo byłam pewna zakochania."

Wiem, że długa wypowiedź, ale nigdy nie czytałem czegoś bardziej odpowiadającego moim przekonaniom. Karolina jest niesamowitą kobietą i jest niemal odpowiednikiem mojej dziewczyny. Wszyscy z nerwicą mają podobne problemy, ale ta dogłębna analiza i to od środka, z punktu widzenia nerwicowców może być dla Was pomocna.
Japończycy zwykli mawiać "jeśli zaprzestaniesz podróży, dostrzeżesz, że jesteś u celu". Ta maksyma świetnie pasuje do opowieści Karoliny. Oddaje sens miłości w życiu, które nęka nerwica. Oczywiście trudniej to zrealizować, ale tak właśnie jest. Potrzeba ciągłego analizowania, konieczność nazywania nawet uczuć, a także konieczność poczucia pewności co do przyszłości nie pozwala nerwicowcom zatrzymać się by przeanalizować to co już mają, nie pozwala na cieszenie się z małych rzeczy, a to przecież te małe rzeczy tworzą te duże. Te małe wesołe chwile, wspólnie z partnerem, te uśmiechy i wspomnienia tworzą miłość właśnie:)
Nerwica stwarza okoliczności by obudziły się w człowieku nie tylko wątpliwości, ale i lęk i natrętne myśli. Apatia, egocentryzm (skupiony wokół własnego wyimaginowanego cierpienia) i lęk nie pozwalają już ufać własnym uczuciom, własnemu rozumowi. Brak zaufania do własnych myśli, emocji, przekonań rodzi lęk przed podejmowaniem własnych decyzji, przed własnym zdaniem. Szuka się upewnienia dla swoich myśli gdzie indziej, najgorsze, że nerwicowcy szukają upewnienia dla swoich natrętnych / przesiąkniętych lękiem myśli, których właściwy sens leży w nich samych, w nerwicy i przez to, ta racjonalizacja z punktu widzenia psychologii jest tak krzywdząca. Tak dochodzi do rozpadu związku.
Nie dajcie się więc - bierzcie przykład z Karoliny! Jesteśmy z Wami i rozmawiajcie z partnerami, nie dlatego, że poczucie winy wymusza na Was taki obowiązek, poczucie winy - bo partner przeze mnie cierpi. Nie! Dlatego, że rozmowa pomoże nie tylko partnerowi, ale i Tobie. Nie bójcie się rozmawiać, lęk przed rozmową jest zawsze, ale mija w trakcie i po rozmowie i sprawia, że każdy następny napad lęku przed rozmową jest słabszy, a nawet ginie całkowicie:)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez edd1988 01 sty 2013, 16:49
wszystkiego dobrego w NOWYM ROKU!!
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
20 gru 2012, 22:41

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 01 sty 2013, 20:35
Ezekiel i znowu dzięęęękuje Ci za porade ! :o) Powiem Ci, że mam tak że jak to czytam to znowu inne negatywne myśli mi wchodzą... że np. jak ta dzwieczyna wypowiada się, że ten jej facet miał same pozytywne dla niej cechy to ja momentalnie myśle blee przecież ja narzekam ciągle na mojego( to nie znaczy przeciez ze nie ma pozytywnych cech, bo nie mam ludzi idealnych poprostu), no i wtedy ściska mnie w klatce.. i panika no to ja nie kocham i znowuu to samooooooooo! Ogolnie to nie jest źle, za dwa dni terapie zaczynam więc zobaczymy co mi z tego wyjdzie ;) Szczęsliwego Nowego Roku :) Ps. Moja zabawa sylwestrowa udaała sie bardzo... byliśmy jak papużki nierozłączki... :)
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 01 sty 2013, 23:15
agucha, widzisz - Ona tam zaznaczyła, że to jej pomogło tylko sobie coś uzmysłowić. Nikt nie jest bez wad, myślę, że Ona miała podobnie, że również widziała te wady. Kwestia czy Ty widzisz ideały w innych facetach czy może też rzeczy, na które narzekasz nie są czasami projekcją Twojej nerwicy:). Czy potrafisz logicznie uargumentować wady, na które tak narzekasz?
Twój lęk jest uzasadniony - nerwica jest jego uzasadnieniem:). Zastanów się - potrafisz świadomie i z dość dużą dozą pewności stwierdzić, że nikt nie jest idealny i każdy ma wady. Czy zatem nie jest tak, że zawsze będziesz narzekać? To też kwestia podejścia. Musisz racjonalizować - skupiać się na pozytywach, czyli to co jest w nerwicy najtrudniejsze :).
Jeśli idziesz do psychologa to pamiętaj - jeśli zaproponuje Ci coś w stylu - zostaw go i zobaczymy czy Ci lęk nie minie to natychmiast zmień psychologa - oczywiście, że lęk Ci przejdzie, w końcu dotyczy przyszłości związanej z Twoim facetem, ale ten lęk jest następstwem nerwicy, dotyczy spraw, które się nie wydarzyły.
Parafrazując Margaret Thatcher, która powiedziała "90% naszych trosk i zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie wydarzą" można powiedzieć, że 90% lęków nerwicowca dotyczy spraw, które nigdy się nie wydarzą. Całkowicie prawdziwe stwierdzenie. Każdy związek jest inny, nie sugeruj się przeżyciami Karoliny. Chodzi o samo przewartościowanie, które zastosowała. Nie będzie lepiej z innym, a to oznacza, że problem leży gdzieś po mojej stronie:) - muszę więc przewartościować swój tryb myślenia.
Świetnie, że udała się zabawa sylwestrowa - dlaczego? Bo masz kolejne wspomnienie, do którego możesz wracać w chwilach zwątpienia:).
P.S. zapomniałem wcześniej odwołać się też do jednego z Twoich postów gdzie pytałaś czy nerwica może skupiać się na tylko jednym natręctwie, na jednym temacie - otóż właśnie tak! Na tym polega właśnie idea natręctw - skupiają się na jednej myśli tudzież jednej kategorii myśli, jednym temacie. Gdyby nękało Cie tysiąc myśli naraz, to w zasadzie nie mogłabyś skupić się na żadnej, a co za tym idzie nie byłoby tu natręctwa. Bo natręctwo wiąże się z prześladowaniem przez konkretną myśl/temat. Może oczywiście nękać Cie kilka myśli, ale nie zbyt wiele. Wtedy po prostu miałabyś zaburzenia myślenia:).

zmęczona1z urojeniami, zaburzeniami myślowymi bywa jak ze świadomym snem - zdajesz sobie sprawę, że to sen, ale nadal śnisz:). Wiesz, że się zaraz obudzisz - podobnie jest tutaj. Wiesz, że to nie Twoje myśli, że zaraz miną, ale nadal Cie nękają. W tak skrajnych przypadkach natręctw zalecana jest farmakoterapia. Większość przypadków nerwicy jest zwykle nie do zaleczenia z pomocą zwykłej psychoterapii, dlatego wspomaga się ją lekami.
Temat tego forum bardziej obraca się wokół nerwicy lękowej - fakt, lęk dotyczący partnera, a raczej grupa takich lęków są jednocześnie grupą natręctw. Sam problem dotyczący uczucia do partnera leży w gestii nerwicy lękowej, ale ta występuje wespół z nerwicą natręctw.
W twoim przypadku wszystko obraca się wokół paranoidalnych natręctw, które chcą, próbują podważyć Twoją wiarę w uczucie do partnera. Problemem jest nękająca Cie świadomość, że jesteś nie w porządku wobec osoby, którą świadomie kochasz.
Twoje zaburzenia myślenia polegają właśnie na tym, że kwestia skupienia jest u Ciebie nieosiągalna, a raczej osiągalna tylko i wyłącznie mimowolnie. Każdy analizując obrazy przewijające się przez głowę miewa obrzydliwe myśli - jedni rzadziej, inni częściej. Gdybyś skupianie się miała opanowane - potrafiłabyś natychmiast wybrać dowolną myśl i skupić się na niej. W tym przypadku, nerwica skupia się za Ciebie na myślach niepożądanych. Spróbuj może dobrać nieco inną technikę odwracania uwagi od natrętnych myśli. W przypadku tych obrzydliwych natręctw nie skupiaj się na pojedynczej, konkretnej myśli. Wybierz coś co jest dla Ciebie interesujące i zacznij to analizować. Od podszewki! Wyobraź sobie np. gwiazdy, analiza to coś co powinno przyjść Ci łatwo - zacznij się więc zastanawiać. Ludzie patrząc w gwiazdy głównie zastanawiają się nad tym jak ładnie wyglądają i że są romantyczne. W Twoim przypadku łatwo byłoby Ci było pójść dużo dalej, zastanów się dlaczego świecą, skąd się tam wzięły, czy ich położenia ma jakiś matematyczny sens, czy ich wiek jest zależny od jakiegoś większego galaktycznego planu. Czy wszechświat jest nieskończenie wielki czy też gdzieś się kończy, a jeśli tak to w czym mieści się kosmos... Taki niekończący się ciąg myślowy stwarza powstawanie wielu nowych pytań, na które w większości nie znajdziesz odpowiedzi. Nawet jeśli to zamieni się w natręctwo to nic złego - odwiedziesz myśli od tych obrzydliwych natręctw. Czy konieczność zastanawiania się nad rzeczami dla Ciebie nieistotnymi - jak właśnie gwiazdy nie jest dużo lepszą wizją od tych obrzydliwych dotykających Ciebie i Twoich bliskich? Nie! :) Dlatego właśnie nie masz natręctw na punkcie nieistotnych kwestii - ponieważ nie dotykają Ciebie i Twojego świata emocjonalnego w bezpośredni sposób. Musisz to zmienić :), postaraj się więc dręczyć poszukiwaniem odpowiedzi (w momencie kiedy przyjdzie obrzydliwe natręctwo) na jakieś pytanie, które dotyczy mało istotnej dla Ciebie kwestii - baa, postaraj się aby obrać za cel znalezienie odpowiedzi na to - np może być to lek na raka:) nieważne czy nie masz o tym pojęcia - będziesz miała zajęcie w momentach natrętnych myśli. W okresie kiedy czas masz już zorganizowany i jesteś czymś mocno zajęta, a więc nie masz czasu na skupianie się na przedmiocie natręctw i tak powinno być wszystko dobrze. Ważniejsze jest więc wyeliminowanie tych momentów przestoju w naturalnym toku myślowym, zdrowym toku myślowym:)
Próbuj i wierzę, że wspólnie dojdziemy do tego jak pokonać Twoje natrętne myśli :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez karola21101987 02 sty 2013, 10:56
Czesc. Zarejestrowalam sie co prawda dopiero teraz, ale obserwowalam to forum juz znacznie wczesniej. Wczesniej obserwowalam jak sobie radza inni z nerwica i brakiem pewnosci co do partnerow. Teraz sama mam jeszcze wiecej watpliwosci niz wczesniej. Duzo czytalam Twoich postow Ezekiel i nie wiem co mam myslec. Moze wiec pomozesz mi to przed soba to wytlumaczyc?
Ja mam troche inny problem, wiec moze wytlumacze. Nigdy w zasadzie nie mialam jakiegos specjalnego braku pewnosci co do uczucia. Mam 25 lat, a dopiero w tym roku zakochalam sie pierwszy raz, znaczy tak myslalam, bo potem okazalo sie, ze to tylko zauroczenie. Spotykalam sie wczesniej z roznymi facetami. Zazwyczaj to byly wielkie niewypaly. Raz spodobal mi sie facet, ale ja mam taka przypadlosc, ze dystansuje sie do facetow. Byl troche nierozgarniety i mnie zostawil. Zabolalo mnie to troche, ale jakos przezylam.
Ten facet, ktorego poznalam teraz byl juz inny. Dojrzaly choc tylko rok starszy. Troche jak w opisie tej dziewczyny - naprawde mial chyba wszystkie takie niedziejsze powoli juz cechy. Przystojny, wysportowany, bardzo intelgientny (to mnie nawet przerazalo), a do tego utalentowany na roznych plaszczyznach. Zauroczylam sie, moze nawet bardziej zafascynowalam. Nie czulam chyba czegos takiego wczesniej. Bardzo chcialam zeby cos z tego wyszlo. Im lepiej go poznawalam tym bardziej chcialam, az ktorego dnia powiedzial mi, ze wie, ze to nie jest milosc, ale chyba sie we mnie zakochuje.
To mnie troche postrzelilo, zaczelam sie zastanawiac, dlaczego ja sie nie zakochuje (a moze juz bylam zakochana?) gnebilo mnie to strasznie, w dodatku psychiatra powiedzial mi, ze nie powinnam byla przestawac brac leki. Jedno i drugie wywolalo we mnie poczucie leku. Co jesli to nie jest to? - pytalam siebie. Bylismy ze soba dopiero 3 miesiace. Pewnej nocy mialam sen. Byl zwiazany z filmem, ktory ogladalismy u niego w domu. Snil mi sie potem watek, w ktorym jeden z przyjaciol glownego bohatera powiedzial do mnie, ze to On jest mi przeznaczony i zebym zostawila swojego chlopaka. Obudzilam sie i chyba uwierzylam w ten sen. Coraz mocniej mnie to gnebilo. Czulam jakby to bylo ostrzezenie we snie. W koncu sny maja odzwierciedlenie w naszych myslach.
Nie moglam spac, stracilam aptety, mialam napady placzu i histerii. Nie wytrzymalam i poszlam do psychologa.
agucha napisala, ze psycholg tylko ja dolowal, twierdzac, ze moze to po prostu nie to. Ja mialam to samo, tylko, ze ja uwierzylam w to i tak poszlam oznajmic to swojemu facetowi. Bylismy ze soba niespelna 4 miesiace, a ja w przeswiadczeniu, ze robie wreszcie cos rozsadnego po prostu z nim zerwalam.
Juz sie nie balam, ze to nie to, to po prostu bylo nie to. Psycholog tez powiedziala mi, ze nie moge zwalac calej winy na nerwice, bo tak nigdy nie bede szczesliwa.
Tylko teraz tego nie wiem. Mija trzeci miesiac odkad nie jestesmy razem, a ja ciagle czasami o Nim mysle, o jego pocalunkach i przytulaniu bo to uwielbialam. Niczego nie jestem juz pewna. Szukam juz ponad 25 lat faceta, ktorego pokocham i nie moge znalezc i teraz jak czytam Twoje posty Ezekiel to moze ja faktycznie mam jakies problemy z odczuwaniem. Tak jak ta dziewczyna zadalam sobie pytanie - skoro nie potrafie pokochac nawet takiego faceta to kogo pokocham? Byl dla mnie za dobry chyba. Zreszta stwarzal tez presje, bo ciagle mi mowil o tym jaka jestem dla Niego wazna, ale nie chce zebysmy sie spieszyli z czymkolwiek bo uczucia trzeba byc pewnym zanim podejmie sie jakies decyzje, to co ja mialam myslec? Tak jakby sam mial jakies wewnetrzne problemy.
Krytykowalam go, ale teraz sie zastanawiam nad tym czy zasluzyl sobie na krytyke. Przeciez on byl az przesadnie dobry dla mnie.
Nie rozumiem tylko czemu przestalam sie bac skoro juz z nim zerwalam, ale nie rozumiem tez czemu czasami az korci mnie by sprawdzic co u niego?
Inna sprawa, ze podobnie jak dziewczyny tez czuje, ze nerwica siedzi gdzies z tylu glowy, ze tylko czeka na mnie. Nie odczuwam radosci z niczego, a przeciez nie mam zlego zycia... Nie rozumiem dlaczego nie potrafie cieszyc sie tak jak inni, niektorzy maja nawet znacznie mniej, a sa szczesliwi. Zazdroszcze im tego, zazdroscilam nawet swojemu facetowi za to, ze potrafil patrzec optymistycznie na swiat... Co moze byc problemem?
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
02 sty 2013, 10:24

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 02 sty 2013, 15:31
karola21101987, wywnioskowałem z Twojego postu, że leczysz się na nerwicę, a wiec ta jest już zdiagnozowana.
Najlepsze jest to, że sama sobie odpowiedziałaś na swoje wątpliwości. Rzecz w tym, że nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Z nerwicowcami jest jak z ludźmi, którzy nie bardzo radzą sobie z liczbami - udają się specjalisty, np. żeby rozliczyć pit czy do doradcy w kwestiach finansowych. Osoby cierpiące na nerwicę też nie są do końca przekonane czy potrafią dobrze zinterpretować swoje myśli i stąd wybierają psychologów, często radzą się bliskich, a to wszystko związane jest z brakiem własnego zdania. Często własne opinie kształtują i to świadomie na podstawie uogólnionej opinii innych:).
Zastanawiałaś się kiedyś dlaczego się dystansujesz? Jakim cudem nie udało Ci się znaleźć faceta, przy którym mogłabyś trochę ten dystans poluzować, no i wreszcie - jak bardzo na tle innych wyróżniał się Twój chłopak, że byłaś z nim kilka miesięcy?
U Ciebie podchodzi to już pod formę fobii społecznej wyrażającej się lękiem przed żywieniem uczucia do kogokolwiek. Twoja fascynacja była wynikiem odizolowania lęków, ponieważ brak jakiejś konkretnej relacji z partnerem nie zmuszał Cie do analizowania i zastanawiania się nad przyszłością i zobowiązaniami. Każdy związek przechodzi przez różne etapy i w związku z tym pojawiają się jakieś zobowiązania czy przeszkody, problemy. Niezmącony nerwicą umysł też ma w takich przypadkach wątpliwości, też podsuwa pytania, ale nie skupia się na nich, zestawia je z innymi, pozytywnymi cechami, wspomnieniami, pytaniami, które wartościują partnera. W przypadku nerwicowca jest niestety inaczej - umysł skupia się przez natrętny lęk na partnerze i na tych czarnych scenariuszach. Jest to oczywiście związane z narastającym uczuciem lęku. Wątpliwości rodzą strach/lęk, a w przypadku nerwicy ten jest często związany z brakiem pewności co do przyszłości, a tak jak już wspominałem przyszłości nie ma. Jest tylko to co teraz.
Fakt, że bardzo chciałaś zabił w Tobie uczucie, a raczej przyćmił/zakopał. Konieczność upewniania się - typowo nerwicowa cecha - wymuszała na Tobie coraz większe wątpliwości w wyniku braku pewności co do własnego uczucia. Rósł lęk, a uczucie gasło. Nie da się być przecież absolutnie pewnym czegokolwiek, zwłaszcza jeśli chodzi przyszłość, a w przypadku nerwicowców także świat emocjonalny - w końcu ten jest wyjątkowo zaburzony i sami sobie nie potrafią zaufać.
Mamy więc do czynienia z sytuacją zaprzeczenia. Z jednej strony nerwicowiec poszukuje zapewnień ze strony własnych emocji, którym sam nie do końca ufa. Brak zapewnienia rodzi wątpliwości i pogłębia lęk. To nakręca konieczność upewniania się i w zasadzie jedyne w czym upewnia do waśnie pozorny brak uczucia.
Co do snów - tu też ewidentnie szukałaś jakiegoś mocnego znaku, zapewnienia, że to Ty sama podsuwasz sobie te myśli bo tak naprawdę nic nie czujesz. Zastanów się jak absurdalne potrafią być sny. Czy sen, w którym kąpałem się w kawie razem z moim psem był projekcją moich marzeń i wątpliwości?
Jeśli jesteś wierząca to pomyśl nad tym, że snom, nie można ufać ob nie są odbiciem naszej świadomości, a nawet jeśli to są odbiciem szeregu losowych myśli. Nie są tym czego pragniemy lub boimy się:)
Bałaś się też sytuacji, która nie zdarzyła się przecież. Ludzie upewniają się często w uczuciach latami. Żyją w świadomości umacniającej się więzi i wiary w dobrą, lepszą przyszłość aż dochodzą do momentu kiedy nie mając nawet pojęcia kiedy to się stało - po prostu wiedzą, że kochają:).
Twoja Pani psycholog podsuwając Ci jako przyczynę lęków troszeczkę się nie spisała. Lęk w nerwicy jest mocno uogólniony, a to natrętne myśli skupiają go wokół jakiejś konkretnej przyczyny. Nie istnieją sytuacje lękotwórcze jeśli mamy być dosłowni. Lęk jest wytworem i następstwem nerwicy. Brak zrozumienia dla poczucia lęku zmusza nerwicowców do szukania powodów. Co jeśli jednak powody się skończą? Nie pomyślałaś o tym prawda?
Oczywiście Twój wniosek, że przestałaś się bać, że "to nie to" jest również logicznym następstwem niezrozumiałego i zaburzonego toku myślowego. To taki mechanizm obronny umysłu:). Upewniasz się w przyczynie, której czepiła się akurat Twojej nerwica i eliminując ją odczuwasz coś w rodzaju spokoju, może ulgi;), ale oczywiście nie wiąże się to z ustąpieniem nerwicy.
Jest to ucieczka od problemu, a na drodze ucieczki nigdy nie stawi się czoła problemowi - samej nerwicy. Co więcej ta będzie się pogłębiać. Czekać aż znajdzie się nowy powód, którego będzie się mogła uczepić, jakakolwiek myśl, która zasieje wątpliwość. Może ktoś Ci ją nawet podsunie. Dopóki nie zaczniesz racjonalizować i stawiać czoła problemowi i nie zrozumiesz istoty nerwicy - tj. faktu, że nerwica nie ma źródeł lęków i natręctw w świecie zewnętrznym, ale skupia się na wątpliwościach nie będziesz mogła z nią walczyć.
Może powinnaś zastanowić się nad zmianą psychologa albo chociaż zwróć uwagę na ten istotny problem. Nie doszukiwać się przyczyn lęków. Nie szukać ich źródła. Nie można zwalać wszystkiego na nerwicę? Ależ oczywiście, że nie można, nie można zwalać na nerwicę, ale trzeba pamiętać, że nerwica jest tym co sprawia, że myślenie jest zaburzone, że skupia się na wątpliwościach, że odczuwa się lęk bez konkretnej przyczyny, że rośnie apatia, nie odczuwa się radości, szczęścia i miłości! Nie zwalaj na nerwicę, nie usprawiedliwiaj siebie, ale samej nerwicy też nie. Problem leży w Tobie i problemem jest nerwica. To zależność, której nie przeskoczysz:)
Brak satysfakcji i poczucie niezrozumienia będzie Ci towarzyszyć siłą rzeczy i jeśli zastanawiasz się dlaczego nie czujesz spokoju i faktycznej ulgi to odpowiedź jest jasna - bo Twoja ucieczka od problemu nie wiązała się z uzdrowieniem, Ty po prostu uciekłaś, schowałaś się przed nerwicą.
Musisz teraz zastanowić się czy chcesz walczyć faktycznie czy upierać się, że stany, które Cie nachodzą są "normalne". Musisz zaakceptować nerwicę by móc z Nią walczyć. Co więcej brak akceptacji może popchnąć Cie w coś gorszego - psychozę. Zastanów się, przewartościuj to co się wydarzyło, dlaczego uważasz, że nie żywiłaś uczucia do swojego partnera, a może zastanów się dlaczego nie jesteś w stanie czuć w ogóle. Dlaczego nie odczuwasz radości, co potrafisz zrobić dla innych, czy potrafisz bezwarunkowo zrobić coś od siebie, a nie dla siebie? Nie bój się pytań. Nie bój się też wątpliwości co do partnera - a przede wszystkim nie bój się myśli o powrocie. Bo przyjdą, a możecie jeszcze być szczęśliwi :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 02 sty 2013, 22:02
Ezekiel, pytam tak z ciekawości skąd masz tak ogromną wiedzę w tym temacie, wiem pisałeś, że dziewczyna miała nerwicę, i sam wszystkiego się dowiedziałeś dla niej? Dziś znowu szukałam informacji o dobrym psychiatrze w mojej okolice, nie mam nic. Nie wiem do kogo się zgłosic, chyba będę musiała zaryzykowac. A jeśli chodzi o mnie to najbardziej mi pomaga, jak wypełniam swój wolny czas:sprzątm, sprzątam, zajmuję się dziecmi(uwielbiam z nimi spędzac czas)generalnie ciągle muszę coś robic, wtedy jestem wolna...............nie moge po prostu nie myslec................... :(
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 03 sty 2013, 00:55
zmęczona1, to miesiące spotkań, lektury, analizy wielu różnych przypadków, ale jeśli pytasz tylko i wyłącznie o motywy - to jest dla mnie bardzo osobista sprawa. Przez wzgląd na zaniedbanie w tym temacie niemal nie doszło do tragedii. Poczuwam się więc, że jest to dla mnie coś więcej niż tylko dobre serce (wierzyłem, że zawsze pomagać bezinteresownie jest po prostu fajnie), ale też swego rodzaju misja, a może nawet natręctwo:). Z przyczyn bardzo osobistych chcę pomagać ludziom z problemami nerwicowymi. Myślę, że wiem jak, a niestety lub stety mój charakter i upór nie dadzą mi się łatwo poddać:)
Odnośnie Twojego problemu - faktycznie w nerwicach nie powinno się mieć za dużo czasu na myślenie. Im bardziej analityczny umysł tym trudniej jest wpaść w stan błogiej nieświadomości, nie myśleć po prostu.
W nerwicy ciągłe analizowanie jest wręcz naturalne, ale pocieszam! Wolny czas to przeżytek. Dużo lepiej jest wypełniać go sobie jakimiś hobby, pasjami etc. W tym przypadku, udzielanie się na forum również jest pomocne. Nawet jeśli poruszany jest temat problemów emocjonalnych to pozwala na chwilę odwrócić uwagę od natręctw czy lęków, a bardziej trzeźwo spojrzeć na temat swojej nerwicy.
Dla nerwicowców przyjacielem zdecydowanie nie jest forma pracy gdzie dominuje wolny czas na przemyślenia. Np. samotna praca w sklepie, na promocjach czy częste, długie podróże. Za dużo czasu na myślenie po prostu sprzyja rozwijaniu wątpliwości i czarnych scenariuszy, a przecież wokół nich skupiają się lęki.
Zwykle nawet zdrowy umysł nie potrafi na dłużej pozbyć się myśli z głowy i w momentach ciszy i spokoju zaczyna analizować swój wewnętrzny świat emocjonalny, często nawet nieświadomie. Na szczęście nie jest zmuszany do skupiania się na wątpliwościach, może więc dowolnie przemieszczać się wewnątrz swego umysłu pomiędzy wszelkiego rodzaju myślami i skupiać się na dowolnych z nich, a mając ten komfort wybory wolimy skupić się na dobrych myślach, dobrych wspomnieniach. W przypadku nerwicowców tego komfortu nie ma - mimowolnie skupiają się na wątpliwościach i czarnych myślach.
Oczywiście bywają okresy, kiedy dotknięci tragedią czy jakąś wyjątkowo trudną sytuacją w życiu nie tylko nerwicowcy, ale i ludzie wolni od nerwicy nie potrafią skupić się na pozytywnych myślach, ale trauma czy czasowy szok jest formą zaburzeń emocjonalnych, które są w takich przypadkach jakby czasową nerwicą:)
Zajmuj więc czas. Spróbuj wspólnie z mężem zastanowić się jak zaplanować dzień, tydzień by "uwolnić" Cie od chwil kiedy zostajesz skazana sama na siebie :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez karola21101987 03 sty 2013, 10:48
Ezekiel, coraz mnie juz rozumiem. Czytam to co piszesz i jakbys siedzial w mojej glowie... Ale to nie zmienia faktu, ze ja naprawde nie wiem co czuje. Nigdy nie bylam nauczocna okazywac uczucia. Malo tego bylo w domu, by nie powiedziec wcale, a jesli juz to jakies takie negatywne...
Nie wiem co mam robic. Myslalam o tym cala noc. Czesto o nim mysle, mijam go czasem na miescie, widuje czasami w Kosciele. Sprawia wrazenie jakby mnie unikal. Drazni mnie to, cierpi bardziej moja duma, ze On sobie z tym radzi, a jak tak bardzo sie mecze... To tez jego wina przeciez, ze sie rozstalismy, mogl mnie zrozumiec lepiej, mogl dac mi czas... poza tym ja sie strasznie balam, ze go nie pokocham tak jak On mnie. Bylabym nieuczciwa bedac z nim w takiej relacji przeciez?
Ja zawsze radze sobie tak z lekami - szukam przyczyny dotad az ja znajde i eliminuje. Musze po prostu szukac dotadd az znajde. Pani psycholog radzi mi unikac sytuacji lekotworczych. Przeciez nie wszystkie leki musza wiazac sie z nerwica. Jesli balam sie, ze go nie pokocham, ze teraz go nie kocham to moze ja po prostu go nie kocham? Z drugiej strony boje sie o te moje wahania nastrojow. Bo czasami jestem pewna i wmawiam sobie, ze to nie jest to, a czasami tesknie do niego. Nawet w zwiazku tak bylo - jednego dnia nie moglam sie od niego odkleic, a drugiego nie mialam sie ochoty nawet przytulic na chwile bo paralizowal mnie lek, ze to nie to...
Cala noc rozmyslalam o powrocie i znow przeeszyly mnie leki, ze co jesli to naprawde nie to, jak mialabym go przeprosic, jak po takim czasie po prostu mu powiedziec, ze nie wiem juz sama co czuje. Mysli o nawiazywania kontaktu ponownie wywoluja u mnie tak silny lek jak kiedy balam sie ze to nie to? Ma ktos podobnie? Nawet nie wiem dlaczego tak sie go boje, bo On przeciez w zasadzie nic mi nie zrobil... to ja go zostawilam, a On wyciagal reke, a ja go sie boje jakby to on skrzywdzil mnie...
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
02 sty 2013, 10:24

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agata_08 03 sty 2013, 15:24
Czesc , dołączyłam do tego forum, bo obawiam się, że tez mam nerwice. Od paru juz lat widze u siebie ciagle powtarzajacy sie problem, ktory dotyczy zwiazkow. A mianowicie, te zwiazki po prostu mi nie wychodza,bo wkolko dzieje sie to samo. Mecza mnie ciagle mysli, watpliwosci i leki, nawet jak facet jest dobry to w jednym momencie wszystkie uczucia potrafia mi sie calkowiecie zmienic i koncze ten zwiazek, bo to przynosi mi ulge na jakis czas. Ezekiel, czy chcialbys przeczytac moja historie i sprobowac mi pomoc? Czytalam Twoje posty i wiem,ze wiesz duzo w tym temacie i wydaje mi sie,ze w koncu ktos zaczyna mnie rozumiec. Czasem sama nawet mam problem ze zrozumeiniem siebie. Meczy mnie juz to ciagle analizowanie wszystkiego, sama gubie sie w swoich myslach. Czy moge opowiedziec Ci dokladniej o swoich problemach?
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 sty 2013, 00:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do