Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kafka 28 cze 2012, 23:04
KaLOLek napisał(a):
Candy14 napisał(a):prochy nie rozwiaza Twoich problemow...moga wspomoc terapie


wiem...
sama do tego doprowadziłam... wybrałam sobie psychiatrę który kasuje pieniądze i robi to czego ja chce - daje mi leki.../bez zbędnych pytań
teraz je odstawiłam, ale nie wyleczyłam się ze starych demonów, a nawet rosną one w strasznym tempie, i już sił i rozsądku mi brakuje żeby z nimi walczyć...
wiem, że sama nie dam rady, ale nie mam nawet dobrego terapeuty, a znów szukać kogoś z internetu w ciemno tak iść...

taka huśtawka od furii i agresji/nienawiści do wszystkich/po nienawiść do samej siebie jest straszna...
nie umiem złapać dystansu...
na wątku o agresji napisałam jakie cuda potrafię wyczyniać...aż mi wstyd...jeszcze nikomu się do tego nie przyznałam...do sprawiania sobie bólu, kopania w przedmioty...

ehh... :why:

Mam nadzieję że to odstawienie było skonsultowane z lekarzem?
kafka
Offline

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez KaLOLek 29 cze 2012, 00:01
nie
chyba zauważył mój brak bo przestałam przychodzić po leki...

powoli zmniejszałam dawki, Ketrel odstawiłam jakoś bez problemu - skończyły się koszmary, potrafię spać...po parogenie miałam zawroty głowy, ale też jakoś przeszło...hydroxyzynke brałam jeszcze od czasu do czasu, i jej najbardziej mi brakuje...no dobra ketrel też był niezły :)
mój psychiatra nie był z tych co by się przejmował ile czego i kiedy biorę....

rok temu po pracy gdzie byłam ofiara mobbingu i znęcania się nad pracownikiem/zastraszania itp/stwierdzono u mnie nerwicę/nie wiem czy słusznie...(wygryzmoliłam wielki post ze swoją historią ale mi się skasował zanim go dodałam...(już prawie miałam napad szału ale się opanowałam)...
miałam silne objawy somatyczne / i to one nie mój stan ducha mnie zaniepokoiły/omdlenia, bezsenność, duszności, drżenie rąk, przewlekła biegunka, zaburzenia odżywiania z którymi walczę do dziś -zwłaszcza z napadami obżarstwa,wymioty-ze strachu przed szefem potrafiłam się porzygać i popuścić, brak możliwości skupienia się, ciągłe przemęczenia (w sumie pracowałam 30dni w miesiącu po 12-14h więc co się dziwić, a spać nie mogłam, a jak spałam to śniły mi się martwe zwierzęta-że leżą na mnie, dookoła mnie itp... )zresztą to długa historia...

trafiłam do lekarza pierwszego kontaktu, badania, skierowanie do psychiatry...ale ja polazłam prywatnie/długie terminy w NFZ...do tego byłam na spotkaniu z psychologiem ale to była jakaś porażka...więc zrezygnowałam...a psychiatra dał mi leki, ja zaczęłam brać i tralalalala

teraz mam już dobrą pracę, rozwijam się mam perspektywy, życie mamy stabilne, zdrowy szczęśliwy związek...
a mnie moje demony przerastają...
nie mam objawów somatycznych jak wcześniej, napadów panicznego lęku/albo czuje nienawiść, albo mi wszystko wisi...jedyny lęk-to boję się siebie samej i mojej choroby...niepokojące jest też obsesyjne sprzątanie-ścieram nieistniejące okruszki z blatu, szaleje z chlorem aż nie zaczną mnie piec ręce...oczywiście nie zawsze...
po prostu czasem mam taki napad...
czuję albo złość, albo obojętność, mam problem z odczuwaniem spokoju i szczęścia...

nie wiem czy diagnoza - nerwica - była dobra
w najbliższej rodzinie miałam schizofrenię - ale kto wie czy diagnozy były dobre?-mój dziadek/od strony matki i moja ciotka/siostra matki, moja mama-depresja i próba samobójcza - do dziś pamiętam ślad na po sznurze i paniczny lęk o nią...

czyli co-jestem obciążona genetycznie nic tylko iść się wieszać...
kurna
a wszyscy mnie mają za silną przebojową babkę, trochę spiętą ostatnio ale bardzo dominującą...
gdyby wiedzieli jak jestem zgubiona...

ps jeszcze nigdy tyle o sobie nie powiedziałam/napisałam nikomu głośno ups!
jest w poznaniu jakiś dobry terapeuta?
ps2 mam 27lat... :( :why:

-- 29 cze 2012, 00:08 --

ps 3 -zaśmiecam wątek więc już znikam...tylko dodam że: nie potrafię mieć dystansu do siebie, najmniejsza uwaga budzi mój popłoch, mam wrażenie że wszyscy widzą moje błędy, że jestem gorsza, niedobra, że jestem nic nie warta, wyglądam jak śmieć i czuję się jak śmieć, mój facet jest ze mna z przyzwyczajenia i wygody (choc rozsądek mówi mi że to nieprwda w końcu jestem wariatką i wytrzymać ze mną koszmar), nienawidzę siebie, nienawidzę wszystkich dookoła, najchętniej zniknęłabym gdzieś na końcu świata sama, nikt mnie nie lubi, na nikogo nie mogę liczyć, jestem sama na tym świecie, wszyscy czegoś ode mnie chcą, nikt się mną nie interesuje, jestem egoistką, przecież moi przyjaciele mnie kochają, chłopak i mama też, jak ja mogę być taka niedobra, jestem gruba :why: ooo oto przykład moich myśli w kółko tak samo...w kółko tak samo...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
28 cze 2012, 20:55

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Pjot 26 lip 2012, 11:07
Witam. Mam problem. Chciałbym wiedzieć czy to co mi dolega może być jakąś nerwicą. Szczerze mówiąc to mam taką nadzieję. Od 3 miesięcy jestem w szczęśliwym i udanym związku. Nie mam słów na to by opisać jak ze swoją dziewczyną się emocjonalnie, psychicznie zbliżyliśmy. Do czasu aż wyjechała na tydzień. W połowie jej wyjazdu wpadła mi do głowy myśl "czy ją kocham?". Wtedy zaczął się koszmar. Pierwsze miałem ogromne wyrzuty sumienia za to, że tak w ogóle pomyślałem i zrobiło mi się źle z tego powodu. Wiedziałem, że to oczywiste, że ją kocham. Czułem to przecież cały czas jak byliśmy razem i cały czas jak tęskniłem za nią. Potem jednak to pytanie nie chciało mi wyjść z głowy. Uporczywie siedziało. Ja ciągle odpowiadałem tak samo bo byłem pewien swych uczuć, mimo to zacząłem czuć straszny strach. Chodziłem w kółko po pokoju. Zadzwoniłem do dziewczyny i porozmawialiśmy chwilę, poczułem ulgę jednak nie na długo. Kiedyś była podobna sytuacja i moja dziewczyna powiedziała, że nic nie bierze się z niczego. Wtedy jednak przeszło mi po paru dniach, lęki i tym podobne i wszystko skupiło się na poczuciu winy.

Teraz jednak nie przeszło. Pytanie wciąż siedziało mi w głowie a ja odczuwałem paniczny strach przed tym co może ono oznaczać. Oglądałem programy kabaretowe bo tylko one jako tako odwracały moją uwagę ale mimo to to pytanie było w mojej głowie. W kółko i w kółko ile razy bym na nie nie odpowiedział. A im dłużej siedziało w głowie tym strach większy i zaczęły pojawiać się wątpliwości. Zacząłem się bać czy może ten strach i to pytanie nie jest jakimś znakiem, że moje uczucia są nieprawdziwe. Przeraziło mnie to. Rankiem leżałem ile się da i próbowałem wracać na jawę gdzie nie czułem strachu. Przestałem mieć ochotę na cokolwiek i tylko czekałem do wieczora kiedy znów będę mógł zasnąć. Gdy śpię, nie odczuwam strachu a śni mi się ona i jestem z nią normalnie. Trwało to dwa dni zanim wróciła dziewczyna. Im bliżej jej przyjazdu tym większa ulga ale także i strach. Stwierdziłem bowiem, że ja po prostu wariuję z tęsknoty i jak przyjedzie to mi przejdzie. Niestety nie przeszło. Ani w dniu przyjazdu ani następnego dnia kiedy ciągle się bałem i co chwila jej o tym mówiłem, ile razy byśmy o tym nie rozmawiali. Załamywałem się, płakałem bo nie wiedziałem o co mi chodzi. Przestałem wierzyć w swoje uczucia. Tego dnia nie czułem w sumie niczego poza strachem i musiałem jej powiedzieć, że boję się o swoje uczucia, że już ich nie ma i że tylko się boję. Że to jedyne co czuję. Myślałem, że ten strach minie gdy ona przyjedzie, ale on nie minął co jeszcze bardziej mnie załamywało i utwierdzało w tym, że mogłem się odkochać. Analizowałem każdą swoją myśl, każde uczucie, każdy lęk. Sprawdzałem czy coś mnie w niej irytuje: nic. Sprawdzałem czy czuję szczęście. Szukałem jakichkolwiek objawów czegokolwiek. Byłem jak włączony na wyszukiwanie czegokolwiek radar. Wyszło tak, że mieliśmy się dalej spotkać ale jednak nie widzieliśmy się. Miałem mieć czas dla siebie by się ogarnąć bo ona czuła irytację. Z resztą, strasznie ją krzywdzę tym problemem.

Poranki są najgorsze bowiem największy strach wtedy odczuwam i niechęć do życia. W końcu wstałem i miałem pojechać do lekarza po jakieś antydepresanty by farmakologicznie się wyciszyć. Im większy bowiem strach tym większe wątpliwości. W drodze załamałem się sam w sobie, że może ja się po prostu odkochałem i boję się konsekwencji zostawiania kogoś. Ale nie czułem, że tego chcę. Chciałem znów być szczęśliwy z tą osobą. Usłyszałem jednak radę, że może mam depresję. To mnie podniosło na duchu i wyjaśniło fakt dlaczego strach nie ustąpił po przyjeździe. Wizja tego, że dopadło mnie coś uleczalnego była tak kojąca, że strach zmalał o wiele bardziej. Mimo to martwiłem się bo wciąż miałem poligon w głowie i ciągle to pytanie "kocham ją?". Odpowiadałem tyle razy "tak", że zacząłem się bać iż sobie wmawiam miłość.

Antydepresantów przepisać mi nie chciała doktor, zaleciła wizytę w miejscowej poradni zdrowia psychicznego. Tam następny wolny termin jest we wrześniu. Załamałem się. Na parkingu centrum medycznego zobaczyłem zdjęcie dziewczyny w portfelu i prawie się rozpłakałem. Pomyślałem, że nie chcę tracić swoich uczuć, że jest wspaniała i zrobiłbym dla niej wszystko. Jestem pewien, że chcę z nią być. Tylko to pytanie wciąż w głowie. Później trafiłem na to forum i ten wątek. Dowiedziałem się, że to może być nerwica. To mnie jeszcze bardziej uspokoiło. Wszystkie myśli złe w głowie zbijałem myślą, że to nerwica, że sobie poradzę z tym, że to tylko choroba, jest na to rozwiązanie. Utrzymywaliśmy kontakt sms bo była trochę zła, sama nie wiedziała o co mi chodzi. Napisałem jej o psychologu. Potem zadzwoniła i powiedziała, że umówiła mnie na wizytę w przyszłym tygodniu. Na dźwięk jej głosu znów chciało mi się niesamowicie płakać. Jej z resztą też dlatego się rozłączyła. Odtąd przestawałem coraz mniej myśleć o swoim natrętnym pytaniu i strachu a coraz więcej wyobrażałem sobie jak wygląda wizyta u psychologa. Zadawałem sam sobie w głowie terapeutyczne pytania i tym podobne. Wyobrażałem, że psycholog mówi mi iż nigdy nie widziała bardziej zakochanego faceta i że mam nerwicę. Że pomaga mi wyjść z moich lęków, one znikają a wtedy odczuwam z powrotem szczęście i pewność, że czuję miłość, że kocham tę drugą osobę. Z resztą mówiłem też sobie, że gdybym jej nie kochał już dawno uległbym lękom i myślom i zostawił ją.

Następnego dnia stwierdziliśmy, że się spotkamy. Wcześniej przebywaliśmy od samego rana do wieczora u niej albo gdzieś na mieście jeżeli było gdzie, ale przed samym wyjazdem i po wyjeździe u niej. Dlatego też czułem strach na myśl o jej pokoju. W swoim z resztą też przestałem przebywać, zwłaszcza przy komputerze. Tam to się zaczęło i źle się tam czuję. Spotkaliśmy się na mieście i stwierdziłem, że będę starał się nie analizować swoich myśli. Czułem strach bo bałem się, że mogę nie poczuć się przy niej dobrze, albo coś innego co świadczyłoby o tym, że się odkochałem. Mimo to na jej widok zrobiło mi się lepiej, ogromny uśmiech wskoczył mi na twarz i spędziliśmy czas na świeżym powietrzu jedząc i rozmawiając. Opowiadałem jej o moich lękach, obawach a ona wspierała mnie i mówiła, że będzie przy mnie. Bywały momenty gdzie zapominałem o swoich strachach i czułem się jak dawniej. Na wieczór nie czułem, żadnego strachu. Tak jakby mi przeszło. Dalej jednak bałem się czy moje uczucia są gdzieś w środku. Bałem się mówić kocham. Za każdym razem gdy tak mówiłem czułem wyrzut sumienia. Przez to, że to wszystko się dzieje. Tak jakbym stracił prawo do tego słowa.

Następnego dnia znów się spotkaliśmy. Poranki jak zwykle okropne. Szczęście, płacz, szczęście, płacz. Sam nie wiedziałem już o co mi chodzi. Brałem wtedy od dwóch czy trzech dni Deprim (bo lekarz nie chciałą dać nic na receptę, więc nie mógł i tak wtedy działać, ale biorę) oraz magnez z witaminą B6. Im bliżej wyjścia, spotkania tym większą ulgę czułem i lepsze miewałem samopoczucie. Gdy w końcu nadeszło spotkanie było mi dobrze iść z nią za rękę, przytulić, wciągnąć do nosa zapach jej włosów, zobaczyć uśmiech. Znów spędzaliśmy czas na świeżym powietrzu a ja zapominałem momentami o tym, że tkwię w jakimś psychicznym rozstrojeniu. Zauważyłem wtedy iż znów mam ochotę powiedzieć jej, że ją kocham. Mimo iż czuję strach przed tym i wyrzuty sumienia bo mam wrażenie, że przez ten cały stos wątpliwości, który nawet teraz mam trochę w głowie, straciłem prawo do tego słowa. Że byłoby to dawanie jej czegoś niekompletnego, niecałego i nie tak pięknego jak dawałem w poprzednich miesiącach kiedy czułem, że znalazłem tą jedyną. Zauważyłem, jednak, że to kocham nie pojawiło się z pytania, które mnie dręczyło, ale samo z siebie. Tak jakby te uczucia zaczęły same powoli się przebijać przez warstwę tego smutku i strachu. Mimo to gdy odprowadziłem ją do domu i pierwszy raz od dawna nie wchodziłem dalej do środka tylko rozstawaliśmy się w sieni, poczułem coś okropnego. Zobaczyłem jak bardzo inni teraz jesteśmy. Moje problemy, głupie pytanie, które wzięło się kompletnie z niczego, w jednej sekundzie i przerodziło w to wszystko oddaliło nas niesamowicie od siebie. Pokazywała mi nas w lustrze i pytała kogo widzę. Ja jednak patrząc na siebie miałem wrażenie, że widzę kogoś innego. Czuję się jak ktoś inny, ktoś komu wmawia się inne uczucia i mówi, że nie powinien kochać tę osobę, którą kochał. To okropne. Mimo to pocieszała mnie, że wszystko będzie dobrze. Wieczorem gdy się kładłem nie czułem lęku. Poza tym, że płakałem gdy z nią rozmawiałem przez telefon. Mówiła, że muszę mieć przepisane antydepresanty bo tylko one pomagają. Ja wtedy już czułem się o wiele lepiej. Po spotkaniu z nią i ze świadomością, że to choroba, że to da się zwalczyć. Kładłem się prawie spokojny.

Dziś rano odczułem znów strach. Mniejszy, pytania stały się mniej natrętne. Wizja psychologa oraz leków poprawia jakby mój stan i tutaj pojawiają się wątpliwości. Czy to może być nerwica skoro na samą myśl o tym, że będę się z tego leczyć, czuję się lepiej? Mimo to boję się, po prostu boję dalej być pewien swych uczuć. Boję się, że to jeszcze nie jest ta pewność, że to jeszcze nie jest to uczucie, że to jeszcze musi być coś więcej tego mimo iż mam ochotę niesamowitą powiedzieć swojej dziewczynie, że ją kocham. Boję się też swoich myśli. Boję się, że zauważam inne dziewczyny na mieście, że widzę gdy któraś ma fajne buty, albo koszulkę. Z tego strachu w najgorszych momentach, jeszcze na początku tego wszystkiego, zacząłem wyobrażać sobie rozstanie moje i dziewczyny, to jakie życie mógłbym prowadzić wtedy. Wydawało się ono kuszące w swojej płytkości, albo w tym, że byłoby to szybkie zakończenie czegokolwiek, taka wizja urwania problemu, ale na myśl, że miałoby się tak stać i że faktycznie mogłoby do tego to dążyć, czuję ukłucie strachu. Mimo to iż czuję się spokojny wciąż mam myśli o rozstaniu. Nie chcę ich mieć. Nie chcę się rozstawać. Chcę być z moją dziewczyną i chcę by mi przeszło. A mimo to te myśli wciąż są i powodują, że się boję o to czy one teraz czegoś nie oznaczają. Dziś nie śniła mi się ona tylko jakieś inne dziewczyny, to też sprawiło, że się boję. Trochę to bez sensu bo zazwyczaj śnią mi się różne osoby, ale teraz jestem przewrażliwiony na punkcie innych kobiet w mojej głowie. Te myśli i obawy, one od samego początku wszystkie są irracjonalne. Bo czuję chęć, potrzebę widzenia się z moją dziewczyną, bycia z nią. A mimo to lęk przed rozstaniem, myślenie o nim, o tym co byłoby potem.

Chciałbym wiedzieć czy to co mi dolega to nerwica? Czy może po prostu się odkochałem i tego boję? Tak bardzo chciałbym by to była jakaś nerwica, by to miało rozwiązanie i wróciło do dawnego porządku. Jeśli bym jej nie kochał to mogłoby być tak, że panicznie chcę ją kochać? Sam już nic nie wiem. Gubię się w tym i czuję, że nie wiem co się dzieję. Za tydzień mam wizytę u psychologa. Dziś jadę do rodzinnego po jakiś antydepresant. Chcę z tym walczyć i chcę czuć pewność swoich uczuć. Chcę się nie bać być ich pewnym. Proszę niech ktoś się wypowie, kto zna się na tym.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 lip 2012, 10:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez madzia9 09 sie 2012, 09:25
cholera miałam tu już sie nie logowac i nie pisac ale chce Was uspokoic miałam to samo zaczeło sie w marcu 2011 i miałam to +- do pazdziernika 2011 potem zaczeło mi sie wyciszac. byłam u rodzinnego dostała asentre brała rok bardzo małe dawki, na zadnej psychoterapi nie byłam sama wszystko poukladlam w głowie. Jak to miałam schudlam 10 kilo nie moglam spac jesc i w kółko to samo pytanie i wyrzuty sumienia. Teraz jestem tak jak przed nerwica najszczesliwsza babka pod słoncem Kocham męża bardzo i nie wyobrazam sobie zycia bez niego. Wrocilam do pracy i chyba to mi pomoglo. Generalnie raz byłam u psychiatry i napisal na swistku f42 zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne albo f42.0 ale to prawie to samo. Teraz rano wstaje i nie mam tego napiecia dziwnego w brzuchu tylko zastanawiam sie co mezowi zrobic na sniadanie HEHE. Generalnie raz po raz biore cwiarteczke tabletki. Teraz jak sobie mysle to byl zajebiscie trudny okres dla mnie najgorszy w zyciu. Ale ja mialam nerwice jak bylam mala balam sie ze umre i to nawraca...niestety.A teraz zycie jest piekne szukamy mieszkania co mi frajde przynosi nawet głupie pranie sprzatanie mnie cieszy bo jak byl tamten czas to nawet bym z łozka nie wstala nawet sie zastanawialam czy kocham moje dziecko nie było we mnie na tamten czas uczuc zadnych. ALE MINELO I WAM TEZ MINIE, AHA I PRZEZ TO NIE ZRYWAJCIE CZASEM. Jak byscie nie kochali to byscie nie walczyli. Ten kto nie kocha to nie chce drugiego człowieka i wie o tym. Faza zakochania mija szybko a potem jest prawdziwa miłość..... pozdrawiam magda
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 sie 2012, 09:09

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez sadi31 15 sie 2012, 09:32
Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

wiele razy zastanawiałem się nad ta kwestia
tak wielkie obecne uczucie i przywiązanie do drugiej osoby nie pozwala nam racjonalnie o tym myśleć lub normalnie przejść z tym do porządku dziennego.

Przede wszystkim - to nie jest takie proste jak sie roi w naszej glowie
przestac kogos kochac tak nagle - bardziej optowalbym z opcja leku przed czyms naglym zwrotem czegos nad czym inie bedziemy mieli panowania - nagla utrata uczucia dla nerwicowca jest wlasnie taka iskra , i tak na prawde nie boimy sie utraty uczucia - tylko NAGLEGO zwrotu akcji.

Mowi sie ze od milosci do nienawisci jest jeden malu krok
- niekoniecznie
nie raz widzialem i rozmawialem z osobami ktore sie rozstaly - a ktore w glebi duszy nie ptrzestaly sie kochac.
Mysl ze przestaniemy kogos kochac jest dla nas ciezka bo na dana chwile jestesmy zakochani i nie chcemy tracic tego stanu w ktorym jest nam dobrze

jesli juz jakies uczucie do danej osoby wygasa to albo jest zastapione uczuciem do innej , albo tak bardzo ciezka krzywda ktora dana osoba nam wyrzadza ze dalsze kochanie nawet dla nerwicowca niejest mozliwe chocby ze wzgledu na poniesione rany ktore bola.

Przestajemy kochac przewaznie z jakiegosc powodu z dużej mierze przykrych doswiadczen - wtedy nie zalujemy decyzji - moze byc tez tak ze pomimo przykrosci- kochamy ta osobe nadal.

W sytuacji kiedy jestesmy z druga osoba i obojgu jest nam dobrze -ne mamy sie czego obawiac - bo milosc nie jest wrzod ktory jednego dnia jest a drugiego peka ot tak.
Stad tez wlasnie absurdalnosc i irracjonalnosc kolejengo nerwicowego leku - wkretki
Avatar użytkownika
Offline
Posty
363
Dołączył(a)
25 maja 2009, 19:29
Lokalizacja
Warszawa

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 20 sie 2012, 08:14
Witam,
Długo zastanawiałam się czy napisać Wam o tym co się u mnie dzieje, bo nie jest dobrze. Myślałam, że nn dała mi juz spokój. Dziś dochodzę do wniosku, ze tak na prawde nigdy sie od niej nie uwolniłam. Przed długi okres ona była wyciszona ( mysli sie czasem pojawiały, ale potrafilam je bagatelizowac i nie analizować) dlatego udało mi sie zostac narzeczoną, sama bardzo tego chciałam ( pisząc to oczywiscie myśl " nie chcialam"). Bedac na wakacjach z moim ukochanym. Nagle myśl co bedzie jesli umra moi rodzice?! i bum szloch i " ja go nie kocham przeciez". Do konca wakacji byl koszmar. Starałam sie tego nie pokazywać. Budziłam sie rano z tym cholernym lękiem, strachem, któremu towarzyszyły myśli. Po powrocie do domu poczułam się lepiej. Myśli nadal są. Najgorzsze jest to, że jak sie smieje to stwiedzam, po co sie smieje, robie to sztucznie, bo nie jestem szczęsliwa. Nie wiem skąd te myśli.. boje sie, że są prawda ( teraz chce mi sie płakać). Czesto wyobrazam sobie jak od niego odchodze, wtedy jest najgorzej. Również jak słyszę o rozstaniach to dociekam co i jak ( potem mysle ze ja tez tak musze czy cos). Analizuję sceny w filmach. Przez cały czas nawet jak nn byla uspiona miałam dosyć niskie libido. To bardzo mnie dreczyło, bo oczywiscie wkręcam sobie, ze to przez brak uczucia. Jak ktoś mowi ze jest szczęsliwy, to ja mysle ze nie jestem. Meczy mnie wiele wiele innych myśli. Planujemy ślub, teraz boje się z nim zamieszkać. Często analizuje zahcowanie innych par, które spotykam na drodze. Moj związek jest na prawdę udany. Poza tym kiedy tylko sie budze to zaraz piszę do niego smsa, widujemy sie codziennie, nie lubie robić przerw. Mimo wszyszstko często mu powtarzam, ze go kocham :) Proszę o to, żeby któs odniosl sie do tego co napisałam. Jestem rozdarta, nie wiem co prawda,a co nie.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez madzia9 20 sie 2012, 14:48
hm też tak miałam pamietam ale mnie to mineło i jak narazie nie wraca takze zycze wytrwałości...ja brałam prawie rok asentre teraz biore od czasu do czasu cwarteczke ale bardzo rzadko...pozdrawiam magda
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 sie 2012, 09:09

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 21 sie 2012, 12:16
Tez bralam asertyne przez ok rok:)
Obecnie czuję strach i cos we mnie krzyczy " nie chce z nim byc". Boję się. Moze wmawiam sobie ze to choroba i dlatego mnie to tak meczy ?
Nic juz nie wiem.
Wczoraj miałam mało myśli i było okej, a gdy tylko sie pojawiły to zaraz analizowałam to co bylo( moje zachowanie ), gdy nie miałam myśli i momentalnie, ze nie było fajnie, ze wymuszone itp itd.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez ladywind 21 sie 2012, 17:15
Ja przez nerwice natrectw mam bardzo spłycone uczucia, bardzo mnie to meczy:/
Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_pu ... 52&v=76652
Offline
Posty
7567
Dołączył(a)
02 lut 2012, 21:32

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 21 sie 2012, 17:17
ladywind napisał(a):Ja przez nerwice natrectw mam bardzo spłycone uczucia, bardzo mnie to meczy:/

a może to przez leki które bierzesz częściowo bo one też powodują redukcję uczuć wszelakich.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17045
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 22 sie 2012, 09:40
Jak jestem z nim to często lubie mu mowic, jak bardzo go kocham, tulic się. Ale czuje, że gdzies tam daleko w podswiadomości jest sztuczne to co ja robię( wymuszone). Często myśle, ze gdyby mu sie coś stało to bym się tym nie przejęła.. ( a z reguły jestem bardzo wrazliwa osoba). Nie wiem z czego to wszytsko wynika. Mam idelana rodzine, rodziców, nikt nie pije, zawsze bylam kochana.

-- 03 wrz 2012, 10:56 --

Sama juz nie wiem. Ciagle myślę w ten sposób, ze to ze nie kocham jest prawdą i ze ulzy mi jak sie rozstaniemy. Natomiast ciagle go zapewniam o swojej miłości, ze go nie zostawię.... tak jakbym chciała sie sprzeciwic moim myślom. Czym bardziej myśle, ze to prawda tym większy jest lęk. Ciągle rozmyślam. pomocy.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Isa 04 wrz 2012, 15:51
Witam, jestem tu nowa. Zmagam się z tym natręctwem od 5 miesięcy, bywało na prawdę źle, nie miałam pojęcia co się dzieje, o co chodzi. Do psychologa poszłam dopiero miesiąc temu. Ta jedna wizyta już w znaczniej mierze mi pomogła, coś pękło. Nie byłam tam więcej razy, zaczęłam sama nad sobą pracować, układać sobie wszystko w głowie. Pozbyłam się masy myśli, a nawet kiedy czasem wracają, potrafię szybko je "uśpić". Byłam już na prawdę bardzo zadowolona z tego co mi się udało, wczoraj sądziłam, że się wyleczyłam, to był na prawdę dobry dzień, nie pamiętam kiedy tak się dobrze czułam. Niestety, wieczór okazał się już zupełnie inny, a zaczęło się niewinnie... Chłopak z którym się kiedyś spotykałam miał urodziny, a że jesteśmy w dobrych stosunkach więc postanowiłam złożyć mu życzenia. Napisałam, on odpisał. Niby nic, ale kiedy znów zaczęłam czytać to co napisał początkowo cieszyłam się bardzo, tak na prawdę szczerze, że on jest teraz szczęśliwy, potem zaczęłam się się zastanawiać, myśleć co by było jakby wtedy nam się udało, czy bylibyśmy szczęśliwi... Kiedy to do mnie dotarło o czym ja w ogóle myślę dopadła mnie kompletna dezorientacja. Przecież ja nie chcę z nim być tylko z moim M.!!! Obecnie czuję kompletny bezsens, nie moc, nie wiem jak powinno być, co tak naprawdę chce i czy ja sobie wmawiam uczucie do mojego chłopaka czy nie... Najdziwniejsze jest to, że czuję się tak zmęczona napadami histerii i lęku, że teraz praktycznie nie czuje nic oprócz smutku i bezsensu. Boże, dlaczego tak musi być, dlaczego nie może być normalnie...;(
Isa
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
04 wrz 2012, 15:02

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 04 wrz 2012, 15:53
Isa, Witaj.
Z tego co wiem autoterapia jest jak najbardziej wskazana, jednak przy częstych nawrotach dobrze by było, gdybyś kontynuowała psychoterapię.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Isa 04 wrz 2012, 16:12
Dziękuje za odpowiedź. Widzę, że nie ma wyjścia, czuję się kompletnie wypruta z emocji. Już nie wiem co jest gorsze, czy te silne nerwy, czy ta pustka. Ech...
Isa
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
04 wrz 2012, 15:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 20 gości

Przeskocz do