Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kalusia145 04 paź 2011, 20:40
kalusia145 napisał(a):Witam jestem tu nowa. Mam ten sam problem co Wy, wkoncu zdecydowalam sie na zalozenie tu konta . Mam tego dość,tych mysli, nie potrafie cieszyc sie ze szczęścia jakie mam przy sobie. Kiedyś byłam hipochondrykiem, balam sie ze jestem chora jak ylko mnie cos zabolało a to sie przeplatało sie z myslami ze boje sie ze popelnie samobojstwo, nie dawalam rady, leczylam sie u psychiatry i psychologow. przeszlo na pare lat. Teraz znow wrocilo, mysle ze mam nerwice natręctw, mam wizyte u psychiatry 21 listopada DOPIERO ! musze czekac 2 miesiace :( pewnego dnia zaczelam rozmyslać, nad sobą i nad orientacja swoją, może jestem less, moze bi, a od malego biegalam za chlopakami jak glupia, podobali mi sie strasznie, i kiedy bylam mlodsza zmienialam ich jak rekawiczki, teraz juz znalalzlam tego i nie chce go zmieniac na zadnego innego a na dziewczyny patrzalam w kwestii 'jak wyglada' teraz boje sie wychodzic z domu ze moglabym sie zakochac w dziewczynie ;/ czytalam ze to nerwica natręctw na punkcie homoseksualizmu. bo ja dobrze wiem ze taka nie jestem i boje sie tego, przez to jest mi ciagle nie dobrze, schudlam, nic nie jem. Mam chlopaka od roku, jest cudownie. tzn bylo, dopóki nie wrocilo mi to. Wiem ze lepszego nie bede miala, kocha mnie jest przy mnie ciagle, kiedy tego potrzebuje. Powiedzialam mu to, on wie ze go kocham i ze nie jestem zadna tam bi czy less, tylko jestem chora i musze to wyleczyc zeby moc byc szczesliwa. Teraz te mysli z homo przeplataja sie z tym ze moze ja go nie kocham, ze moze juz przestalam, zastanawiam sie czy to na prawde to... placze przez to, chce z nim być, wiem ze go kocham ale te mysli nie dawaja mi zyc normalnie. pomożcie mi. :( Chce być z nim na zawsze, a boje sie ze przez takie cos wmowie sobie ze do niego nic nie czuje, i wszystko zniszcze a potem bede zalowac. chce zeby bylo tak jak przed tym, bylam szczesliwa, myslalam ze nikt nie kocha sie tak jak myy. po miescie chodzilam z duma, ze mam kogos takiego jak on ze kazda mi moze zazdroscic, teraz sie ciagle zastanawiam ze moze tak nie jest i w ogole. :( maaaaaaam dość.

-- 03 paź 2011, 18:18 --

rafałblabla napisał(a):basia88r to jest najgorsze że chyba każdemu po takich myślach wydaje się że to jest prawda



doklaaadnie. ;/

-- 03 paź 2011, 22:12 --

dodam ze zaczelo mi sie to od czasu kiedy mialam 8 lat, jak moi rodzice mieli sie rozwodzic. do tego czasu co jakis czas;p wracaja im klotnie i spiny, moze to tak na mnie wplywa. nie naduzywaja alkoholu, ale czasem moja mama miala z tata problem bo ciagle cos tam popijal. ale alkoholikiem to on nie jest. dlatego teraz jak moj chlopak mowi ze idzie na piwo, na JEDNO piwo dostaje do glowy. nie nawidze tego. pomozcie, prosze. :uklon:







A czy powiecie mi jakieś słowo otuchy??? :( właśnie pojutrze zalatwiam lekarza szybciej, bo do 21 listopada nie wytrzymam. Ja ciągle płacze, kiedy sie widzimy na poczatku jest pieknie nie mysle, a potem znow sie zaczyna . i wtedy juz nie mam sily. :( walcze z tym, ale jestem slaba, nie daje rady. :(

-- 04 paź 2011, 20:42 --

moglabym prosić kontakt z wami, numer gg albo coś. Zeby kiedy bedzie ciezko porozmawiać z kimś kto ma tak samo albo to rozumie. moi bliscy tego nie rozumieją. :(

-- 04 paź 2011, 20:45 --

basia88r, dobrze Cie rozumie, a najgorsze jest to że ciezko o tym zapomnieć, ciagle wraca. patrzysz na tego kogos i myslisz ze to juz nie to, a potem odrazu odganiasz te mysli i ' co ja gadam, boze to nie tak ' to jest straszne :( damy radę, mam nadzieje ze te mysli miną, i bede szczesliwa tak jak przed miesiacem :(
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
03 paź 2011, 17:53

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez basia88r 05 paź 2011, 08:52
Hej, Mój numer gg to 130572. Jestem na nie widocznym wiec mozesz pisac. U mnie dzisiaj masakra. Wczoraj do poludnia mialam masakre. Ciagle myslalam ze nie kocham, o godz. 3 chlopak przyjechal i bylo ok do samego wieczora. A dzisiaj rano znow to samo. Jak mnie to meczy. Nie chce go stracic. Nie chce miec juz takich mysli.

-- 05 paź 2011, 14:09 --

Wydaje mi sie ze mysli minely bo akurat w tym momencie kupilam samochod i bylam zajeta czyms innym. Po tyg wrócily bo mialam stres jak zalatwic wszystkie formalnosci zwiazane z autem. Rejestracja itd. Strasznie sie denerwuje jak mam biegac po urzedach ze nie poradze sobie itd. W dzien kiedy mialam zalatwic to, wszystkie mysli wrocily :(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
21 wrz 2011, 13:14

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 06 paź 2011, 13:56
witam. no więc u mnie jest tak.. myśli nie dają za wygraną, powiedziałabym , że atakuję jeszcze mocniej..a dzisiaj byłam u lekarza- 6 tydz. ciąży .. przerasta mnie to wszystko..z jednej strony się cieszę a z drugiej chciałabym uciec..jeszcze te wszystkie formalności związane z weselem..
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 06 paź 2011, 21:27
sqnik, kochana gratuluje!!:* Ja byłam dzisiaj też u lekarza i mam zrobić badanie krwi na ciąże - takze zobaczymy jutro:/
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 07 paź 2011, 12:24
nie no to chyba jakaś epidemia. :why: Dziewczyny, które dołączyły do nas-początki TEGO robią sieke z mózgu.Ja bujam się z tym ponad rok.DA SIĘ TO PRZEJŚĆ!!Nie twierdzę, że u mnie jest ok, jest pięknie, różowo i w ogóle.Bo nie jest.Ale widzę gigantyczną poprawę.Jedyne co mogę doradzić w tej kwestii to tak jak Inka-starajcie się ignorować te myśli BO TO TYLKO MYŚLI i coś w stylu nie czuję, że go kocham TO TEŻ JEST MYŚL!Pomaga przelewanie tego na papier.ja się tak ratowałam.Mogłam spojrzeć na to z dystansu jako ja a nie moje myśli i widziałam, że to bzdury.I podstawowa sprawa psychoterapeuta.Nie męczcie się kochane,ja strasznie żałuję, że tak późno się zdecydowałam.Terapeuta nie powinien Was ocenić.Nie może.Nie powie Wam NIE KOCHASZ, bo jakby nie siedzi w Was i nie wie co jest.Uspokoicie się, wyciszycie i spojrzycie trzeźwo na sprawę.Damy radę dziewczyny.
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 07 paź 2011, 15:41
u mnie różnie..jakoś próbuje sobie tłumaczyc że to myśli, ale ciężko..najgorsze jest to że teraz mam myśli zw.z ciążą.. boję się tego ślubu :(
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 10 paź 2011, 15:26
widzisz, Ty płaczesz że nie jesteś w ciązy a ja mam ciulowe myśli, że dziecko ograniczy, ze bede udawac milosc itd..:(
no własnie coś za cichoo tu..
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Usagi87 13 paź 2011, 22:11
Witam wszystkich.
Wracam na forum bo długiej nieobecności (jakieś półtora roku). inka87 pewnie mnie pamięta :)
Zaczęłam udzielać się na tym forum bo miałam natrętne myśli dotyczące tego czy kocham mojego partnera (który obecnie jest moim narzeczonym ;p). Jakoś udało mi się poukładać sobie życie, nerwica dała mi spokój, przez ponad rok brałam leki. Odstawiłam je jakoś w maju i czułam się całkiem dobrze. Niestety od pewnego czasu nastąpił nawrót. Wiem,że z mojej winy, a może po prostu tylko się tym tłumaczę. Sama nie wiem. :/ Umówiłam się już dziś do psychologa,ale dostałam termin na 1 grudnia. Proszę Was o przeczytanie mojego postu, bo ja komuś o tym nie powiem to zwariuję, a do wizyty u lekarza jeszcze sporo czasu.
Otóż,sprawa polega na tym,że od pewnego czasu pogrywałam sobie w pewną grę online'ową (Boże, już samo rozpoczęcie historii brzmi idiotycznie). Był to polsk iserwer, w związku z czym grali tam ludzie z różnych części Polski. Mój problem polega na tym, że zaczęłam się coraz bardziej w nią "wkręcać", poznałam nowych ludzi. Nie zawsze miałam czas żeby spotkać się z narzeczonym, bo często ostatnio kończyłam pracę koło 20tej no i jak sami rozumiecie nie było za dużo czasu. No to siadałam sobie wieczorami do tej gierki. Poznałam wtedy pewnego chłopaka, który był w mojej gildii i jakoś tak zaczęliśmy ucinać sobie pogawędki, o życiu i problemach z nim związanych, pocieszałam go czasem (taka matka Polka ze mnie :P). Po jakimś czasie on zaproponował żebyśmy się w tej grze pobrali (o czym powiedziałam narzeczonemu- w końcu oboje podchodziliśmy do tego raczej jak do zabawy, niż do czegoś poważnego). Po jakimś czasie zauważyłam że ten wirtualny facet podpytuje się mnie o to czy mogli byśmy dodać się do znajomych na facebooku (nie widziałam w tym nic złego gdyż już wcześniej dodawałam do listy znajomych ludzi których poznawałam przez internet) Więc pomyślałam: czemu nie?
No i potem się zaczęło. On zaczął mi prawić komplementy, czasem mówił czułe słowa itp. W tym też nie widziałam żadnego występku, gdyż spotykałam się już przecież z pochlebstwami (chyba każda kobieta jest na nie łasa). No i jakoś to trwało, nie powiem że on też mi się fizycznie podobał ale jakoś umknęło mojej uwadze to,że zaczynam się jakoś emocjonalnie uzależniać (już sama nie wiem czy to od gry czy od rozmów z nim). Któregoś wieczoru kiedy zalogowałam się do gry czułam że jest jakiś nieswój.Wtedy właśnie ten chłopak przyznał że mimo że wie że mam narzeczonego to bardzo mu się podobam i że chciałby mnie kiedyś spotkać "w realu". I że nie chce się z butami pchać w moje życie ale nic na to nie poradzi. .... .... No i ja mu wtedy napisałam że ja też się w nim zauroczyłam i że muszę przyznać że jestem ciekawa jakby to było go dotknąc/pocałować. ( w tym samym czasie w mojej głowie pojawiła się pierwsza "niechciana" myśl o tym jak mogła bym ukryć przed narzeczonym spotkanie z tym "wirtualnym" facetem, gdyby do tego miało dojść). Jakoś pogadałam z tym kolesiem jeszcze chwilę a potem się wylogowałam.
Już następnego dnia rano obudziłam się jakaś nieswoja, nie w sosie. Zaczęłam czuć się źle z powodu tego co się stało ubiegłej nocy. Potem po południu przyjechał mój narzeczony i ja się rozbeczałam, zaczęłam go strasznie przepraszać, powiedziałam że nie wiem co we mnie wstąpiło.Nie potrafiłam mu wyjaśnić czemu to się stało. On powiedział, że to wszystko przemyśli. Następnego dnia moje wyrzuty stały się NIE DO ZNIESIENIA! Nie mogłam jeść, spać, chodziłam po kątach i ryczałam, czułam że zaraz zwariuję. Kiedy tego dnia znów spotkałam się z moim S. powiedział mi że tyle razem budowaliśmy ten związek (w końcu przeszliśmy razem przez moją nerwicę), że on nie chce przekreślać tego co jest między nami przez coś co może i nosi pewne znamiona zdrady, ale w końcu ogranicza się do kontaktu wirtualnego i w pewnym sensie jest zachowaniem na poziomie piaskownicy. Jeszcze raz się popłakałam, skasowałam konto w tej grze (żeby nie kusić losu) i stwierdziłam że lepiej będzie nie plątać się więcej w takie rzeczy.
Ale od kilku dni miewam dziwne stany. Zaczęłam znów brać leki (w minimalnego dawce,ale zawsze). Dostaję ataków paniki, mam wrażenie że zepsułam nasz związek,bo nie potrafię zachować się jak na narzeczoną przystało. Mam takie wyobrażenie, że skalałam tą naszą miłość, boję się że już nigdy nie będzie tak samo. Boję się że jestem jakaś nieobliczalna/że nie odpowiadam za własne czyny,bo przecież już dzień po tym całym zajściu w tej grze, czułam się jak wyrzutek społeczeństwa (nie trzeba więc było pisać takich rzeczy komuś, kogo tak naprawdę się nie zna).To tak,jakbym dostała wtedy jakiegoś zaćmienia umysłu. Te myśli nie dają mi normalnie żyć. To cud,kiedy udaje mi się zjeść jeden posiłek dziennie. Mój narzeczony twierdzi że ja tą całą "zdradę" wyolbrzymiam,ale ja naprawdę nie umiem sobie wybaczyć tego fatalnego błędu. Czego ja,do cholery, szukałam ?! Mocnych wrażeń?! Chyba jestem mistrzynią w stawianiu mojego związku nad przepaścią, bo jeszcze 3 tygodnie temu byliśmy spokojnym narzeczeństwem, a teraz wydaje mi się że wszystko wzięło w łeb. Boję się też,że skoro jestem taka nieobliczalna to będę musiała łykać te zasrane tabletki do końca mojego życia. I wiecie jaka myśl mnie najbardziej dołuje? Że może ja nie jestem stworzona do stałych związków. Pomóżcie mi, błagam! Tak boję się stracić mojego narzeczonego. :( Znów wszystko analizuję na sto tysięcy sposobów.To mnie męczy, nie mogę się skupić, chodzę jak struta i popłakuję po kątach. Moje myśli mówią mi że skoro uwikłałam się w ten cały flirt przez internet to może faktycznie już Go nie kocham?!

Przepraszam za ten referat. Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie wiem czy ja sama kiedyś będę w stanie sobie wybaczyć to, co zrobiłam. Choć mój narzeczony jakoś to przełknął.

-- 13 paź 2011, 22:06 --

Chciała bym jeszcze sprecyzować jakiego rodzaju mam przemyślenia i odczucia:
-Zdaje mi się, że "splamiłam" swoim postępowaniem mój związek
-wydaje mi się, że jestem niegodna żeby w ogóle być jego narzeczoną
-kiedy jestem dla mojego faceta dobra, robię coś dla niego to wydaje mi się, że robię to tylko dlatego, że czuję się winna za to co zrobiłam
-boję się do niego zbliżyć bo czuję się jak zimna s*ka
-kiedy patrzę na szczęśliwe małżeństwa czuję się nieswojo, bo od razu myślę że ja nie jestem do tego stworzona = wydaje mi się że będę niszczyć każdy mój związek
-analizuję sytuacje z mojego życia które mogły by przemawiać za tym że kiedyś wcześniej zdradziłam go nieświadomie
-czuję, że nie potrafiła bym bez niego już żyć, więc tym bardziej nie rozumiem jak mogłam dopuścić aby wszystko wymknęło mi się spod kontroli
-mam w głowie takie wyobrażenie że tylko ludzie których związki są "czyste" i wolne od wszelkich zawahań emocjonalnych mogą tworzyć szczęśliwe małżeństwa.
-przy narzeczonym czuję się nieswojo, zwłaszcza kiedy on jest radosny i uśmiechnięty a ja ciągle w sercu czuję ciężar winy - to pogłębia moje przekonanie o własnym niezrównoważeniu emocjonalnym
-przeraża mnie myśl że kiedyś mogła bym zrobić coś podobnego (tym bardziej że po naszej rozmowie zaznaczył że jeśli jeszcze coś takiego zrobię to już nie będzie o czym rozmawiać i będzie oznaczało to koniec naszego związku) - obsesyjnie myślę o zdradzie i o tym jak za wszelką cenę jej uniknąć,ale wtedy z kolei pojawia się ta natrętna myśl że kiedyś mogę znów to zrobić (na przykład jak odstawię leki).
-nie chcę sobie przebaczyć i uporczywie nawiedza mnie myśl że powinnam go zostawić, mimo że mi przebaczył (i ta myśl wywołuje chyba największy lęk i panikę)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
03 mar 2010, 12:35

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Miss_Stardust 14 paź 2011, 14:40
I ja też jestem kolejną osobą, którą dręczą nieuzasadnione myśli i wątpliwości... :(

Nie rozumiem jak to jest... Jednego dnia jestem wściekle zazdrosna o jakąś głupotę, drugiego zastanawiam się czy chcę go widzieć... To jest takie straszne! Byłam najszczęśliwsza na świecie zanim zaczęła się ta okropna nerwica, mój związek był taki cudowny i to wszystko tak nagle zaczęło się chwiać :( :( Nie wiem już, co robić. Mój chłopak jest taki kochany, a ja zamiast zwyczajnie się cieszyć, że jest przy mnie to analizuję swoje odczucia i myślę raz tak, raz siak...

Nie chcę zniszczyć sobie życia z powodu choroby... Bo tak sobie ciągle powtarzam: "Jesteś chora, to wszystko minie". Ale ciężko, a im dłużej to trwa, tym coraz ciężej... :( :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
01 paź 2011, 10:57

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 17 paź 2011, 14:01
Usagi87, Witaj kochana po latach:( Przykro że znowu tutaj trafiłaś. Jak widzisz ja też kilka miesięcy temu po prawie rocznej przerwie...
Przepraszam, że wcześniej tutaj nie zajrzałam i nie odczytałam Twojego postu...
Napisze Ci coś później bo jestem w pracy i nie mam teraz czasu napisać coś mądrego i wspierającego, ale na pewno napisze. Jakby co wysłałam Ci wiadomość na gg bo chyba masz ten sam numer.
Trzymaj się i wyślę PW!!
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Miss_Stardust 30 paź 2011, 12:53
I znowu cholera, znowu :cry: Raz w jedną stronę, raz w drugą... Jak to cholerstwo zwalczać?! :( Cały zeszły tydzień byłam wściekle zazdrosna o przyjaciółkę mojego faceta, kombinowałam, żeby spędzać z nim jak najwięcej czasu sam na sam a od piątku znowu dopadły mnie te koszmarne myśli :why: Że to może nie to, że po co, że może mi nie zależy... To jest jakaś masakra!

Wracam tu i czytam posty, żeby sobie uświadamiać, że nie tylko ja tak mam i że TO MINIE... Ale tak trudno... :cry:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
01 paź 2011, 10:57

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 30 paź 2011, 19:09
Miss_Stardust, wiem co czujesz kochana, to wszystko jest bardzo trudne. Mi też bardzo pomagało czytanie po kilkanaście razy tych samych postów. Jedno jest pewnie czuję się dużo lepiej i wierze że ten koszmar kiedyś się skończy i tego wam życzę kochani i kochane:)
Miłej niedzieli Wam życzę:)
Pozdrawiam
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Miss_Stardust 30 paź 2011, 19:18
inka87 dziękuję za słowa otuchy, ja też wierzę, że będzie dobrze - bo w końcu to wszystko to wina choroby, a ona nie może wiecznie trwać, musi w końcu dać za wygraną. Mój chłopak jest wspaniałym człowiekiem i zanim to wszystko się zaczęło byłam z nim najszczęśliwsza na świecie, dlatego nie zamierzam się poddawać. Ten wątek bardzo pomaga "przypomnieć" sobie, gdzie leży przyczyna, "początek" tych destrukcyjnych pomysłów, a jest nią zwyczajnie choroba. Oby do przodu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
01 paź 2011, 10:57

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez asia17 01 lis 2011, 21:06
Czy ktoś tu jeszcze jest? Borykam się z tym problemem od miesiąca ( tak myślę ) i nie mam już sił...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
01 lis 2011, 21:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do