Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 30 sie 2011, 12:07
inka87, pierwszy raz w sumie zdarzyło się się miec takie silne napięcie przed wyjazdem, w sumie miałam te myśli i lęk już w drodze na miejsce, ale jakoś nie analizowałam tego, próbowałam zachowywac się normalnie.. później jakoś samo odpuściło, kiedy zaczęliśmy rozmawiac, napiliśmy się, śmialiśmy itd.. jednak na drugi dzień było źle, K. napił się i był strasznie męczący.. denerwowało mnie zachowanie jego, odzywki i wszystko..miałam ochotę zerwac.. dziś jest już lepiej choc sama nie wiem co jest prawdą a co nie..
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 01 wrz 2011, 10:30
Hej dziewczyny!!
U mnie jak zwykle.raz tak raz srak :( jestem potwornie zmęczona tą niemożnością.w zasadzie na chwilę obecna mogę się podpisać pod postem matildy.Teraz gdy juz nie budzę się rano z natłokiem myśli KOCHASZ,NIE KOCHASZ, KOCHASZ NIE KOCHASZ....to pojawiły się nowe: nie umiesz dac mu szczęścia, zniszczysz mu życie, nie zasługujesz na niego, zostaw chłopaka, pocierpi i znajdzie kogoś lepszego.Tak te mnie masakrują.Ale większa rzeź jest gdy pojawiają się te: on jest beznadziejny, nie mogę na niego patrzeć, nie dotykaj mnie,o np. przejdzie jakiś z dupy wyjęty koleś Ku***wa to może byc żul z pod sklepu: a jakbym tego kochała??!!boże może byłabym w stanie!!!przejdzie ktoś normalny: taaaak tego byś kochała...Moja terapeutka ma na to diagnozę: To są marzenia.Jesteś tak zmęczona, że marzysz o kimś, przy kim nie przechodziłabyś tego.nawet gdyby to był największy chlor na osiedlu. Teraz z kolei mam też mysli, że mój X mnie zostawi.że się ze mną męczy, ale może byłoby tak lepiej.Pragnę jego szczęścia nawet kosztem samej siebie. Dziś kolejna wizyta na terapii.NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ nazbierało się tego...mam poczucie, że potrzebuję częstszych spotkań.
Inka jak Twoja terapia?Ile Ty na nią chodzisz w ogóle?U mnie to ponad miesiąc.
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 05 wrz 2011, 13:05
Hej kochane:*
Ostatnio żyję bardzo szybko i nawet nie mam czasu tu zaglądać.
Ineczko moja terapia to teraz caaały czas moje emocje.Non stop przerabiam je u boku terapeuty.Pracujemy głównie nad moim lękiem przed bliskością.I ogólnie kobitka stara mi się to wszystko poukładać.Co u mnie.no cały czas jakiś dystans, próbuje się rzucić w wir pozytywnych emocji ale zaraz sprowadzam się na ziemie.Ostatnio nie za dobrze ogólnie chodzę przybita mam non stop doła, chce mi się wyć.Chyba zaczynam pękać-dobrze może w końcu runą barykady.zauważyłam że nie umiem płakać na terapii.NIE UMIEM.Chce się otworzyć tak na 100% przed terapeutą, ale nie mogę.Boję się jakby.Ostatnio czekając na terapie, myślałam, że się z niej po prostu zawinę, jakies takie głupie myśli się pojawiły, no ale moja terapeutka zdaje sobie sprawę, że tak właśnie kiedyś zrobie:)
A jak u Was kochane?
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 05 wrz 2011, 13:22
Hej kochane:*

Czuję się pominięty jako mężczyzna :-| :-| :(
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 07 wrz 2011, 12:01
człowiek nerwica napisał(a):Ja od kilku dni w sumie od jakiegoś tygodnia codziennie budzę się rano z lękiem. Otwieram oczy o 6 rano mimo tego iż chce mi się jeszcze spać i koniec spania. Natłok myśli, rozdygotanie, nerwowość, lęk, kamień na piersiach i nie wiem co jeszcze. Utrzymuje się do do późnego popołudnia albo do wieczora. Z jednej strony jestem z siebie dumna bo mimo tego jakoś funkcjonuje uśmiecham się, nie rezygnuje z pójścia do pracy, ale z drugiej strony boje się że długo nie wytrzymam takiego stanu i coś pęknie i będzie znowu źle.
Do tego w ciągu dnia raz lepiej raz gorzej. Czasami lęki o moim facecie a czasami jakieś takie ogólne lęki że sama nie wiem o co... Często teraz lęki że nie zasługuje na niego, że niszę mu życie, że trzymam go na siłę to jest straszne....
Czy też tak macie jak się budzicie?? jeśli tak to jak sobie z TYM okropieństwem radzicie?? Czekam na odpowiedź dziewczyny:(


Kochana Inko...ten stan nie jest mi obcy, ba! jestem z nim za pan brat.przez bite 10 miesięcy miałam coś takiego budził mnie ten stan i zasypiałam z nim."spałam" w nocy cały czas czując to coś i analizując.Uczucie brało się z natłoku myśli, który mnie nie odpuszczał.Teraz już lepiej.zdarza się ale bardzo sporadycznie.
Co u mnie...chyba lepiej, dół pojawia się gdy pojawiają się myśli: zostawisz go,itp. w tedy lęk, dół, strach, że tracę kontrole nad swoim życiem.dokuczają mi myśli, że nooo innego byś kochała, przy innym nie miałabyś tego i tak go zostawisz, mam totalny chaos w głowie i w emocjach.Wiem, że nie chce kochać nikogo innego.Koniec.Kropka.Te mysli pojawiaja się znikąd.Zauważyłam, że zawsze wtedy gdy zaczynam robic sie czujna i łapię się na tym, że "nic się nie dzieje", gdy zaczynam wchodzić w te moje rozkminy...
A jak u Ciebie, u Was? kurcze cichutko tu ostatnio

a odpowiadając jak sobie z tym radziłam?zaciskałam zęby.I czekałam, aż przejdzie.Nie pisnęłam przy tym nikomu słówka, że jest mi źle. cholera 10 miesięcy...nawet moja terapeutka była w szoku, że przetrzymałam.Ale pocieszyła mnie mówiąc, że mam bardzo silną osobowośc i plus jest tego taki, że nie dam się złamać.:)

buziaki!!!!!
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kini. 07 wrz 2011, 14:27
witajcie! dawno mnie tu nie było, ale to nie oznacza, że pozbyłam się wątpliwości dot. miłości do partnera, nadal z nimi żyję, próbuję rozwiązywać, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem :/ inka87, pytałaś o życie seksualne, otóż ja mam problemy z intymnością, wiesz rozumianą jako taki całokształt bliskości (nie tylko seks); na co dzień żyjemy z partnerem w dość przyjacielskiej relacji, mieszkamy ze sobą, razem chodzimy na zakupy, opowiadamy coś sobie, żartujemy, rozdajemy sobie buziaki na lewo i prawo, przytulamy się, czasem leżymy rozwaleni na kanapie przed tv (niekoniecznie w czułym uścisku), albo w dniach wzmożonej nauki na studiach siedzimy w osobnych pokojach, i wtedy jest wszystko ok..., ale wiadomo czasem przychodzi do poważniejszej, bardziej intymnej chwili, jakiś namiętny pocałunek, zbliżenie ciał, głębokie spojrzenia w oczy itp. i w tym momencie dopada mnie lęk, że udaję miłość, że jestem sztuczna, że wcale tego nie chcę, czuję się nagle jak dziecko, które nie rozumie miłości fizycznej; dodam, że na początku związku tego nie miałam, często sama wychodziłam z inicjatywą czegoś więcej, pozwalałam sobie z czystym sumieniem na szaleństwa, a teraz kiedy po półtora roku związku dopadły mnie te głupie wątpliwości nie jest za ciekawie :/
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
05 kwi 2011, 20:15

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 08 wrz 2011, 09:48
hello wszystkim :*:* nie było mnie chwilę, dzięki za troskę inka87 :* w sumie u mnie można powiedziec, że jest nieciekawie, myśli więcej niż zazwyczaj, dlatego nawet nie chciało mi się tego tutaj pisac, bo jestem tym już strasznie zmęczona..co do Twojego pytania inka87, to podobnie jak kini. mam myśli że jestem sztuczna, czasem denerwuje mnie to, że mój K. ma ochotę na coś więcej, przytula mnie, dotyka..wtedy mam ochotę odpowiedziec na to wszystko : ODWAL SIĘ! sam zauważył, że kiedyś byłam bardziej chętna, sama rozpoczynałam te zabawy, a teraz ciężko mi pierwszej wyjśc z inicjatywą:/
ostatnio wieczorem przytuliłam się do K. kiedy spał, patrzyłam na Niego, wzruszyłam się, mówiłam sama do siebie jak bardzo Go kocham ( choc automatycznie pojawiło mi się, że nie kocham- to jest zajebiście wkur*******, bo nie panuje nad tym, takie przyzwyczajenie). Moja radosc nie trwała długo, bo już rano pojawiły się myśli, że życie nie ma sensu, jest nudne, że niedługo wyjdę za mąż, a potem to już tylko dom, praca, dzieci, dom praca, dzieci i tak w kółko, że wtedy właśnie całkowicie gdzieś zgubi się uczucie do K. Może powinnam zrezygnowac, wyszalec się itd. Czasem pojawia się myśl, że moja nerwica jest spowodowana tym, że jestem z K. Mówiąc " chcę by ten koszmar się skończył " zaprzeczam po chwili, mówiąc że wcale mi na tym nie zależy, że skończy się kiedy zerwę z K. Czasem myślę, że nie chcę takiego chłopaka jak on, pragnę czegoś innego, ale nie wyobrażam sobie że miałabym Go kiedys spotkac na mieście z kimś innym. Dobra tyle na dziś.. napiszę Wam więcej moich myśli, bo muszę to z siebie wyrzucic, ale nie dzisiaj bo by dnia nie starczyło.
Hmm, zapomniałabym ! inka87, mówiłaś, że zastanawia Cię ta obawa o picie K. Otóż, on łapie dziwne fazy po tym.. czasem jest agresywny, czasem po prostu męczy mnie jego gadanie wtedy itd..Poza tym mój ojciec jeszcze kiedy był policjantem, wracał pijany a potem awanturował się. Mój brat również po alkoholu był niebezpieczny, bałam się o swoje zycie kiedy zbliżał się do mnie w takim stanie.. Myślę, że to też dlatego.
Aha, właśnie wczoraj mój K. dostał do zapłaty 8000 zł odszkodowania policjantowi (sprawa sprzed 2 lat ) strasznie się załamał i chce byśmy wyjechali za granicę zarobic, żeby to jak najszybciej spłacic.. strasznie się boję, że tam się wszystko posypię. Myslałam że pojedzie sam, ale chyba możecie się domyslic jakie mnie dopadły chore jazdy. Z tego wszystkiego wczoraj powiedział (troszkę się napił) że Jego to czeka tylko stryczek, że ma ochotę się walnąc z mostu . Ja powiedziałam żeby tak nie mówił ( ale zaraz dopadło mnie, że jestem dziwnie obojętna na to co mówi bo nie zapłakałam :/) . W ogóle to ostatnio ni z tego ni z owego potrafię wydrzec się na niego, nie chce mi się jego słuchac, jestem dla niego chamska.. Nie wiem czego tak mam, Jemu jest strasznie przykro z tego powodu.. Mam mysli, że już przestał mi imponowac, że może to wszystko to prawda, bo przecież zdarza się że to co kiedyś nam się podobało, może z czasem zacząc drażnic, znudzic się.. Często myślę, że nie mam o czym z nim rozmawiac, że wcale mnie nie bawi, nie jest dowcipny itd itp. No to tyle.. Przepraszam za te smuty, ale w końcu musiałam nadrobic zaległosci :P pozdrawiam Was myszki :*:*
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 08 wrz 2011, 13:00
to teraz ja:)
Seks z moim X był zawsze czymś wyjątkowym,nie mam na myśli tylko doznań cielesnych, ale przede wszystkim dawał mi poczucie bezpieczeństwa.Ta chwila należała tylko do nas była NASZA nikt nie mógł nam jej zabrać.jeżeli chodzi o zabieranie się do rzeczy - zawsze przychodziło mi to z trudem.Na samą wzmiankę o seksie toczyłam pianę z pyska, potem było juz tylko pięknie :105: nie wiem skąd taka reakcja-nie byłam molestowana, nikt mnie nie zgwałcił...jakoś tak pierwsza reakcja jest zawsze anty.to pewnie wynika z problemu z bliskością.teraz?teraz jest tak, że boję się kochac, bo boję się swojej reakcji w trakcie kochania mogę wpaść w szał a wtedy potrafię byc na prawdę zimną suką.Boję się swojego zachowania i właśnie jak każda z Was, że jestem sztuczna,że właściwie tego nie chce bla bla bla.
A sqnik, Tobie napisałam, też to przerabiałam.jest już lepiej.Własnie mija rocznica odkąd to gówno się zaczęło.Chyba się urżnę się z radości :why:

dopowiadając do tego o co pytała Inka.
gdyby nie moja jazda to jest ogień i mogę dać 10
ale biorąc pod uwagę to jak reaguję no to 8 bo w trakcie zapominam.Tu chodzi przede wszystkim o moje dziwne reakcje.
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 08 wrz 2011, 13:48
No właśnie ja mam podobnie jak zagubiona13, jak już dojdzie co do czego to jest super!! ALE wiadomo jak to faceci mają różne fantazje, żeby robić to o różnych porach w różnych miejscach - a ja lubię mieć wszystko zaplanowane co do minuty... czyli klasyczny przykład kąpiel i do łóżeczka wieczorem.... gdy jest to w innych momentach miejscach to zaczynam się gubić, sama nie wiem czego chcę, czuje się niepewnie i przeważnie nie jest to wtedy do końca przyjemne:( Nie za bardzo wiem z tego to wynika że niekiedy nie jestem usatysfakcjonowana a wręcz czuję się zagubiona:(
Tak że jeśli mam opisać w skali to gdy jest to zaplanowane gdzieś w moich planach to daje tak z 8-9
a jeśli w sytuacji, którą opisałam wyżej to ok 5:/ Chciałabym natomiast żeby wszystko było na 10
Pomijam już fakt, że oboje jesteśmy leniwymi śpiochami i po całych tygodniach wstawania do pracy niekiedy zachowujemy się jakbyśmy mieli po 70 lat i tylko przytulić się i spać. Także częstość zbliżeń oceniam na 3:)
zagubiona13, idziemy się urżnąć razem, bardzo by mi to było dzisiaj potrzebne:)??:D
Zaraz lecę do 2 pracy na 2 zmianę a tam nie ma neta kończe o 21:30 także do jutra dziewczyny:*

Miło że więcej piszemy, strasznie mi tego brakowało, gdy wchodząc na nasz temat widziałam tylko swój post jako ostatni:(

-- 08 wrz 2011, 12:52 --

kini., miło że napisałaś do nas:) co u Ciebie, jak teraz z Twoimi myślami. Leczysz się gdzieś bo niestaty nie pamiętam:/ miłego dnia:*
sqnik, Trzymaj się kochana, cieszę się że w końcu napisałaś mam nadzieję, że teraz posty będą regularniejsze. Jak tylko będzie Ci źle to pisz, a jak tam plany co do Twojej terapii. Nie pamiętam też czy bierzesz jakieś leki??
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kini. 08 wrz 2011, 20:21
jakość życia seksualnego? przed wybuchem wątpliwości (czyt. luty br.) na 8, po wybuchu na 4 - to tak średnio, bo pamiętam chwile, które zasługują nawet na te 9 czy 10, ale też takie na max. 1... ale ja w ogóle mam problemy z bliskością, również z takimi chwilami, w których patrzymy na siebie, wyznajemy sobie miłość, czy całujemy się albo czule przytulamy, wtedy czuję się taka speszona, nie potrafię się uśmiechnąć, boję się utraty kontroli, mam wrażenie, że wtedy gram, by nie sprawić Mu przykrości... to jest cholernie męczące, bo tak naprawdę ja gdzieś w środku bardzo tego potrzebuję, a w ten sposób sama siebie pozbawiam czułości, poczucia bezpieczeństwa, staję się bardziej oschła i krytyczna wobec życia :(
a co u mnie? my jesteśmy z moim partnerem studentami, w ciągu roku akademickiego wynajmujemy razem mieszkanie, ale na wakacje rozjeżdżamy się do swoich miejscowości, domów rodzinnych i spotykamy co kilka dni na parę godzin; podczas wspólnego mieszkania od lutego pojawiały się skrajne emocje, od chwil, w których ryczałam i miałam ochotę uciec przed Nim, do chwil, w których Go wielbiłam i dziękowałam sobie, że nie podejmuję pochopnych decyzji; a teraz kiedy ze sobą nie mieszkamy czuję większą obojętność, taki marazm mnie dopadł, nie odczuwam radości z życia, ale też na nie nie narzekam, nie wiem czego chcę, czy jest mi dobrze bez Niego czy źle, jakieś totalne ogłupienie, chociaż czasem zdarza mi się zatęsknić, ale to jest takie dość powierzchowne uczucie... w ogóle odnoszę takie wrażenie, że ja nie potrafię mieć głębszych uczuć, wszystko jest takie powierzchowne, jak coś mi się spodoba to się nieziemsko zachwycam, a po chwili czuję znużenie tym... chyba jestem ciężkim typem człowieka :)
a terapia? póki co na terapię nie chodzę, ale mam zamiar wybrać się w październiku na rozmowę do psychologa, chcę, żeby wyjaśnił mi, co się ze mną dzieje, nazwał uczucia, porozmawiał ze mną o życiu, planuję kilka wizyt, ale jeśli będzie potrzebna terapia to jeszcze to przemyślę (chodzi głównie o kwestie finansowe);
trzymam za Was kciuki Dziewczyny! mam nadzieję, że będzie tylko lepiej i za kilka czy nawet kilkanaście miesięcy będziemy pisać, jakie jesteśmy szczęśliwe :)

-- 08 wrz 2011, 20:27 --

ah, no i podobnie tak jak inka87 częstość zbliżeń z racji obowiązków jest mała, też dałabym 3 ;)
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
05 kwi 2011, 20:15

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 09 wrz 2011, 10:41
inka87, leki biorę od końca maja.. jak na razie Anafranil 10mg rano i 25mg na noc.. jeśli chodzi o psychoterapię, to na NFZ musiałabym czekac z 3 miesiące..na prywatne nie mam pieniędzy. A jeszcze teraz może trzeba będzie wyjechac za granicę..dlatego nie chcę rozpoczynac czegoś na szybko..boję się strasznie wyjazdu.. dziś wymyśliłam znów, że skoro nie idę w tym roku na studia, to mogę znalezc sobie pracę (jak najbardziej racjonalne myślenie), po to żeby się uniezależnic od Kamila, wtedy nie bedzie mi potrzebny, wtedy będę mogła sobie pozwolic na wszystko a on mnie nie będzie ograniczał.
Co do częstotliwości zbliżen narzekac nie mogę.. oceniłabym na 8 ( żeby nie przesadzic).Wszystko by było pięknie i kolorowo gdybym podczas seksu nie myślała, że z kimś innym by było lepiej..albo że to się znudzi prędzej czy później..
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 09 wrz 2011, 13:37
kini. napisał(a):to jest cholernie męczące, bo tak naprawdę ja gdzieś w środku bardzo tego potrzebuję, a w ten sposób sama siebie pozbawiam czułości, poczucia bezpieczeństwa, staję się bardziej oschła i krytyczna wobec życia :(



kini. napisał(a): w ogóle odnoszę takie wrażenie, że ja nie potrafię mieć głębszych uczuć, wszystko jest takie powierzchowne, jak coś mi się spodoba to się nieziemsko zachwycam, a po chwili czuję znużenie tym... chyba jestem ciężkim typem człowieka :)


dokładnie to samo poruszyłyśmy na ostatniej terapii.ja też uparcie twierdziłam, że nic nie czuję,żadnych pozytywnych emocji, uczuć.Tylko złość, złość...Powiedziała mi, że no ta złość, czy smutek świadczy o tym, że na pewno coś czujemy, nie jesteśmy obojętne.A pozytywne uczucia są schowane, pod negatywnymi,które są silniejsze.A są silniejsze dlatego, że do tego doprowadza nas nasz sposób myślenia.W teorii wszystko łatwe i ładne.No ale co dalej z tym fantem?

Kini, polecam Ci terapię.Poznasz siebie,powód swoich zachowań.ja też mam bardzo dużą potrzebę bliskości, ale gdy już ją dostaję odrzucam ją.Bo się boję.Bo za blisko.
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 09 wrz 2011, 14:55
zagubiona13, dokładnie, też mam wrażenie że nic nie czuje, radości, szczęścia - tylko ciągle smutek, lęk, rozczarowanie:/ Często terapeutka pyta się mnie co czułam w danej chwili, po czym dodaje ale nie lęk tylko coś innego - ja zawsze opowiadam na to że nie wiem chyba nic nie czuje oprócz tego tylko tej okropny lęk, poczucie niższości smutek i nawet już gniewu nie czuje na tą całą sytuację:(

Pozdrawiam dziewczyny:*
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Folkini 09 wrz 2011, 17:34
Witam wszystkich nowych i starych bywalców. Ech, los płata figle. Ok 2 lat temu bylam tu pod tym tematem, wtedy zaczynal sie ten problem. Opisalam go w kilku postach. Chodzi oczywiscie o natrectwa zwiazane ze zwiazkiem ale i inne rowniez są. Dzis po dwoch latach jestem z innym męzczyzna. I schemat mysli jest ten sam, tylko po czasie terapii, na ktora wciaz uczeszczam potrafie to bardziej kontrolowac.
Dlaczego wogole pisze. Oczywiscie pragne dalej pomocy i uzmyslawiania sobie ze to cos to choroba. Z tym jest u mnie najcięzej, myśle ze gdybym przyjela do siebie ale nie tylko rozumowo ale jako fakt (tak jak widze ze mam temperature gdy mam goraczke) ze mam zaburzenia nn to szybsza byłaby moja droga do wyleczenia. No coz, musze przejsc przez nią z taka dodatkową przeszkoda.
Czytanie Waszych postow pomaga mi uswiadomic sobie (a bardziej zaprogramowywac) swoje myslenie ze to rzeczywiscie choroba. Biore leki, jestem pod kontrola lekarza i psychoterapeuty ale ciagle te mysli ze nie chce byc z moim partnerem, ze go nie pokocham etc.
Pojawia sie w moim zaburzeniu pewien paradoks. Jak pisalam nn dotyka tez innych obszarow mojej osobowosci, zwiazek jest "na topie" tak w 70 %. Inne objawy to potrzeba "zapelniania" czasu, plany, niepokoj w czasie odpoczynku, wyrzuty sumienia za tzw. lenistwo. Ciagla kontrola nad spontanicznoscia. I paradoks pojawia sie tu ze w te inne objawy umiem jeszcze jakos uwierzyc ze sa chorobowe i wtedy troche sie ciesze ze one są tez bo mi jakos pokazuja ze to zaburzenia emocjonalne i lekowe co tlumaczy moje natrectwa dotyczace zwiazku.
Oczywiscie celem jest zdrowie i ta droga do wiary ze to choroba ktora sie zwalczy nie jest porzadana ale jakos tez pomaga
Wciaz szukam klucza do zdrowia, w przeszlosci zwlaszcza. Ale przeczytalam tu na forum czyjes madre zdanie, ze to na co zapracowalismy (nie zrzucam tu winy na nas konkretnie, raczej nieswiadomie i bardzo czesto z najlepszymi intencjami przyjmowalismy pewne schematy myslenia i dzialania) cale dziecinstwo oraz przez kluczowy wiek dojrzewania az do rozwoju zaburzenia nie odejdzie w pol roku. Ale proces przeprogramywania rozpoczety, wiec weszlismy na dobra sciezke. Czujosc i codzienna praca, metoda malych krokow, czyli opanowanie nawet najmniejszej mysli zlej, podszytej lękiem, to male sukcesy na tej drodze.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
12 lis 2008, 17:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do