Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 19 sie 2011, 11:15
Cześć dziewczyny. U mnie dzisiaj troszkę gorzej niż ostatnio, ale wiem przynajmniej dlaczego więc STARAM się tym nie przejmować. Choć niestety to bardzo trudne...
zagubiona13, wiem co czujesz. U mnie na terapii zawsze jest bardzo trudno. To taka straszna walka. Rozgrzebywanie tego co było, bardzo trudne wspomnienia... Ale musimy to przejść bo bez terapii na pewno się nie obędzie. Często udzielam się w temacie "psychoterapia działa" i tak wszyscy piszą, że jeśli terapia zaczyna działać to z reguły jest bardzo ciężko. Wiele osób twierdzi wtedy że terapia im szkodzi. I chcą z niej zrezygnować - to jest niestety kolejny mechanizm obronny:/
Co to tego co napisała Ci wróżka to kilka lat temu też napisałam do jednej i odpisała masz teraz ciężkie chwile ze swoim facetem, nie układa się Wam i wasze drogi się rozejdą i każdy ułoży sobie życie z kimś innym - to było jakieś 4-5lat temu jak mieliśmy mały kryzys i co jesteśmy już razem ponad 7 lat także to brednie... wiem, że takie słowa bolą, bo od razu pasują do naszej sytuacji, ale to my decydujemy o tym co się stanie a nie wróżka na podstawie jednego czy dwóch smsów. Także głowa do góry.
sqnik, jak samopoczucie, to co opisałaś w ostatnim poście chyba najlepiej świadczy o tym że kochasz swojego faceta nad życie. Jeśli widok tamtej dziewczyny tak na Ciebie podziałał to nie mam wątpliwości. Czasami myślę sobie, że mój X ma inną żonę i dzieci, i ze nie jestesmy razem po czym gdzieś widzę go z tą żoną w kościele czy w mieście. Jejku chyba bym tego nie przeżyła:/ Nie wyobrażam sobie że jakaś inna kobieta mogłaby być u jego boku... Od razu łzy się cisną do oczu:/ Czy Wy też tak macie??
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 19 sie 2011, 11:29
inka87,
Dziękuję Ci za te słowa.Dodały mi otuchy :*:*:) Tak kochana mam tak samo.Ale czasem patrze na zupełnie obce laski - zwłaszcza jedną często widuję na przystanku i od razu myśl.Ta podobałby się mojemu X.I widze jacy sa szczęśliwi zaraz potem łzy w oczach...a gdybym zobaczyła u jego boku jakąś...gdybyśmy nie byli razem...no cóż...chyba byłabym w stanie rzucić się na nią.Ale z drugiej strony gdyby był szczęśliwy...No cóż zdecydowanie gorzej by było gdyby jakaś go skrzywdziła, nie ręczyłabym za siebie znam się doskonale i wiem że mogłaby co najmniej pluć zębami.
Bolą te myśli, bolą...
Jedyne czego pragnę w życiu to szczęścia mojego X.:*:*:*<3 my też jesteśmy kupę lat ze sobą.grubo ponad 6.

hahahaha a taka fajna anegdota z mojej wczorajszej terapii:
-ja- no i widzi Pani, tu jest pewna stałość emocjonalna złośc agresja, żal, lęk, smutek, rozpacz to się non stop pojawia
- Terapeuta- ale przewijają się też pewne pozytywy, są chwilowe, ale to już coś tak to działa u ciebie.
- ja - czyli we mnie nie ma żadnej stałości emocjonalnej?
- terapeuta- =) jest.Masz taką jedną fajną stałość. To brak stałości
- ja- O.o
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 19 sie 2011, 13:05
zagubiona13, hehe dobre... no fakt brak stałości to u NAS wszystkich stałość. U mnie też:)
To też jesteście długo razem... niektórzy mówią, że jak stare dobre małżeństwo. My poznaliśmy się gdy byłam w LO miałam wtedy 17 lat... i tak już się ciągnie ponad 7 lat:)
A czy też miałaś zagubiona13, taki epizot ze swoim X gdy nie byliście razem?? tak jak sqnik, ??
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 19 sie 2011, 13:42
inka87,
Nie, nie nigdy się nie rozstaliśmy ani na chwilkę.zawsze byliśmy jednością,tym bardziej jest mi ciężko. wszystko robiliśmy razem, od zawsze codziennie się spotykaliśmy, a gdy np.nie mogliśmy bo coś tam np szkoła to rozpaczałam.:)
ja to pisałam tak hipotetycznie.:)

A inka87 takie pytanie do Ciebie...czy Ty ze swoją terapeutką rozmawiacie o obecnym stanie co Cię dręczy czy wałkujecie przeszłość?Ja bogu dzięki przerabiam obecne emocje.I czasem wtrącam coś w związku z rodziną.Ale generalnie póki co nie było spotkania, w którym tylko byśmy się cofały.
A jak jest u Ciebie?
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 19 sie 2011, 14:09
zagubiona13, My też zawsze wszystko robimy i robiliśmy razem. Spotykaliśmy się co dziennie nawet jak była szkoła. Jak mój X był na studiach a ja jeszcze w LO to gadaliśmy codziennie godzinami przez tel. dosłownie godzinami (dobrze ze mieliśmy za darmo do siebie). Często tez jechał do mnie nawet jak miał zajęcia albo ja do niego... dla mnie każda godzina bez niego była godziną straconą. Jednak gdy opadły trochę różowe okulary i nasza miłość stała się dojrzalsza. Trochę te emocje opadły - dlatego jest mi się ciężko z tym pogodzić. Tzn i tak widujemy się codziennie bo mieszkamy razem i wszystko robimy dalej razem... ale pewnie wiesz że po 6-7 latach nie jest tak jak na początku, a ja bym chciała żeby było tak jak na 2-3 randce :) Też tak masz

Co do terapii to przez pierwsze kilka spotkań głównie wałkowałyśmy przeszłość, teraz jednak są to spotkania mieszane trochę przeszłości ale większość tego co jest teraz i obecnych problemów, można powiedzieć na bieżąco. Bardzo mnie to cieszy bo przeszłość nie zawsze była kolorowa i bardzo ciężko było mi się przyznać do wielu rzeczy i pogodzić się z wieloma rzeczami. Właściwie to nadal się nie pogodziła, ale moja terapeutka mówi że to przyjdzie z czasem.
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez apsik 20 sie 2011, 16:03
hej... ja tylko chciałam napisać do Was: nie bójcie się ;) determinacja, która w was się obudziła poprzez miłość do waszych X prędzej czy później pozwoli Wam wyleczyć się z tych wszystkich obsesji :) wiem co mówię :D jakieś może 200 stron temu (=ok. 4 lata) sama byłam dokładnie w tym samym miejscu co Wy dziś i dla Was dla pocieszenia: myśli powoli znikały aż zniknęły zupełnie, jestem rok po ślubie i walka jaką podjęłam wtedy była najlepszą decyzją mojego życia :D jestem przeszczęśliwa w małżeństwie z moim X :)

wasza walka (podjęcie leczenia, nie danie za wygraną) jest najlepszym dowodem na to, że kochacie - bez względu na uczucia/emocje, które macie w chwili obecnej. Miłość to nie uczucie. To decyzja :)

pozdrawiam i trzymam kciuki! :)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 sty 2011, 15:25

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cyc454 22 sie 2011, 19:19
cześć, mógłbym was prosić o pomoc? Oczywiście stwierdzono u mnie NN, nawet już tu kiedyś byłem.. rok temu, może dwa. Dręczy mnie pewna myśl i tylko ktoś z Was może mi pomóc;) to jak? mogę na was liczyć?:P
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
26 lis 2009, 19:25

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 22 sie 2011, 20:29
Dziń dybry wszstkim :*:*:*:*

U mnie...no powiem Wam...LEPIEJ nie zapeszając.Wróciliśmy ze wspólnego wyjazdu ehhhh :105: i gdy tylko wróciłam do domu wszystko powróciło.
Ale.Dokładnie tak jak Ty piszesz apsik moje mysli i emocje próbują mnie złamać.Ale cholera rzeczywistość jest inna :D iiii nie dam się.Myśli to jedno,a to co robimy, nasze zachowanie pokazują zupełnie co innego.I tego się trzymamy tak?Co u Was kochane, jak żyjecie?

cyc454
Nikt tu nie będzie próbował Tobie pomóc, ani Cię wyleczyć.Możemy wesprzeć.A fachową pomocą zajmie się specjalista.No i oczywiście zależy jakiej natury jest Twój problem?Przypuszczam, że jeżeli piszesz w tym dziale, to związany tym tematem, ale może zechcesz nam wszystkim coś więcej powiedzieć?
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 23 sie 2011, 18:42
Witajcie Dziewczyny!!

U mnie też ostatnio ok! Całkiem nieźle sobie radzę, i też wolę nie zapeszać:) Ostatnio strasznie pokłóciłam się z moim X potem miałam kolejny dzień straszny, ale jakoś sobie poradziłam i tak jak piszę czuje się dobrze:)

A jak u Was dziewuszki??
Mam nadzieję, że też się wszystko układa bo mało tutaj zaglądacie.

Pozdrawiam
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konwalia123 23 sie 2011, 22:11
u mnie sie nie układa.przez te natrectwa nie umiem kochac....przestalam....czuje sie pusta.I to gorsze niz jakbym byla nieszczesliwie zakochana .;/
„[...] każdy na nią czeka, jak na stacji stoi, wypatruje, skąd nadjedzie pociąg, który wszystko wyprostuje”
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
06 mar 2011, 17:03

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 24 sie 2011, 09:56
Witaj Konwalia123
konwalia123 napisał(a):u mnie sie nie układa.przez te natrectwa nie umiem kochac....przestalam....czuje sie pusta.


pozwoliłam sobie zacytować ten fragment.
Masz przyczynę niekochania.NATRĘCTWA.Czyli nie Ty.Każda z nas a przynajmniej większość czuje się wyjałowiona i pusta w środku.Mnie nawet powiedział to terapeuta,Że mam wszystko poukładane w główce, ale w środku jestem pusta emocjonalnie.Ale na każdej płaszczyźnie.Zwróć proszę uwagę, czy Twój brak zaangażowania emocjonalnego tyczy tylko Twojego Partnera?Zaryzykuję - ale powiem, że jestem pewna,że nie, że dotyczy to wielu dziedzin, ale skupiłaś się na tej najważniejszej dla Ciebie.Czy nie jest tak, że ze wszystkim jesteś w stanie sobie poradzić, wszystko znieść, bo nic nie jest dla Ciebie takie ważne?Tylko to się liczy?Ale temu nie jesteś w stanie podołać, bo jak już napisałam to najcenniejsze w Twoim życiu?Wygasiło Ciebie to chorubsko...jak większość z nas.
Podjęłaś jakąś walkę z tymi natręctwami?Spróbuj, "nie masz nic do stracenia"a zyskać możesz wszystko.
Pozdrawiam.
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 24 sie 2011, 15:45
[quote="zagubiona13"

Zaryzykuję - ale powiem, że jestem pewna,że nie, że dotyczy to wielu dziedzin, ale skupiłaś się na tej najważniejszej dla Ciebie.Czy nie jest tak, że ze wszystkim jesteś w stanie sobie poradzić, wszystko znieść, bo nic nie jest dla Ciebie takie ważne?Tylko to się liczy?Ale temu nie jesteś w stanie podołać, bo jak już napisałam to najcenniejsze w Twoim życiu?Wygasiło Ciebie to chorubsko...jak większość z nas.
Podjęłaś jakąś walkę z tymi natręctwami?Spróbuj, "nie masz nic do stracenia"a zyskać możesz wszystko.
Pozdrawiam.[/quote]

Podpisuje się pod tym rękami i nogami!!
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 27 sie 2011, 10:48
hallo, słuchajcie, dziś jadę pod namioty z K. i znajomymi.. wszystko fajnie, cieszyłam się na ten wyjazd, ale dziś ogarnia mnie jakaś panika, czuję zdenerwowanie, wewnętrzne napięcie. Boję się o coś tylko sama nie wiem o co :/ wymyślam, że się poklócimy, że K. będzie pijany, będzie odstawiał szopkę, że będzie jakaś bitka..:// K. jest troszkę z reguły grandziarzem, ale nigdy nie odczuwałam przed jakimiś wychodnymi takich neg. emocji :/ Powiedzcie, czy Wy też tak czasem macie?..
Co w ogóle u Was? Coś rzadko tu zaglądacie :)) pozdrowionka :*

-- 28 sie 2011, 20:31 --

jest źlee, bardzo źleee......
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez matilda 30 sie 2011, 09:16
Witam,

Rzadziej tu zaglądam, bo borykam się z nowym rodzajem myśli, które pochłaniają mój wolny czas, bo analizuję !!!
Tym razem moje sumienie naszpikowane jest wyrzutami, że jestem złą, nieszczerą i zdradliwą dziewczyną. I że mój kochany na to nie zasługuje. Fizycznie i psych. wymiękam dokładnie w taki sam sposób jak podczas myśli, że nie kochałam ... Masakra. :/

Rozpamiętuję moje związki i epizody z innymi facetami z przeszłości. I muszę o nich mówić X. co on kwituje, że "było minęło", a ja wyciągam nowe.
Trudno czegoś nie wymyślić, jak się ciągle grzebie w przeszłości. Boję się, że mogłabym zdradzić i tak jak uporałam się z kawałem czasu przed związkiem, tak teraz zastanawiam się czy aby przypadkiem nigdy nie zdradziłam X. w myślach. !!! Bo fizycznie nigdy odkąd jestem z X. nawet nie spotkałam się z innym mężczyzną, bo nie miałam takiej potrzeby. Każda rozmowa ze znajomym/kolegą, które uważam za atrakcyjnego jest dla mnie powodem by pomyśleć, że zdradziłam, że byłam nie fair. A do niedawna nic to dla mnie nie znaczyło, nawet nie pamiętałam. I w ogóle z tymi osobami nie utrzymuję kontaktu.

Masakra. Eh ... ;(
matilda
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do