Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 10 sty 2011, 15:15
Tak, też czasem sobie myślę, że w zasadzie jakbym faktycznie nie chciała to lepiej by było dowiedzieć się tego i odejść, niż się męczyć i oszukiwać kolejne n lat... ale to wywołuje kolejny atak paniki. Chyba na serio coś jest ze mną nie tak... zresztą jeszcze jakiś czas temu, bo teraz jest i tak lepiej niż na samym początku, kiedy to potrafiłam zadawać mojemu chłopakowi jedno pytanie, on cierpliwie mi wszystko tłumaczył tak że nie mogłam zaprzeczyć, bo mnie przekonał i miał rację, a wtedy leciało kolejne pytanie, kolejne, kolejne aż w końcu wracało do tego samego. Ja go podziwiam, że wgl chciało mu się tak mi tłumaczyć wszystko, zwłaszcza, że to zbyt przyjemne dla niego na pewno nie było...

Tak czy siak, dzięki załamka :) za całokształt :)

[Dodane po edycji:]

Ale ciągle mnie dręczy tamten durny cytat :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 10 sty 2011, 15:46
Macie coś takiego,że siedzicie i myśliie sobie 'o chcę to powiedziec mojemu ' i bierzecie telefon i chcecie zadzwonic,czy tez napisac,a zaraz myślisz..,ze to nie jest dobry pomysl .CZEMU?!?!?bo boję się odpowiedzi chyba..Jeśli hodzi o rozmowy,to staram się też strasznie skracać je..
Wpatruję się w niego i patrzę na twarz wszystko jest takie normalne, jak było..i mi się wtedy podobało..ale coś jest nie tak..
I każdy jego tekst neguję w myśli ,np 'Zobacz jaki okropny facet ' (naprawdę był nieładny) a ja w myśli : no już lepszy od Ciebie ,debilu..


Jak dzisiaj chcial mi coś powiedzieć typu ' damy radę ,zobaczysz',skwitowałam go jednym tekstem...'Znowu zaczynasz??!'..


Mam też tak,zze boję się chwilami jak gdzies idziemy,sklep znajomi czy gdziekolwiek ,ze powie coś dziwnego..,ze będę musiała się za niego wstydzic..
Matko,ja go mam za jakiegoś głupka..:(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez anq24 10 sty 2011, 16:55
wieszoscz wasnie rozumie pewnie dlaczego zostawilam swojego bylego...i nie walczylam do konca z choroba...wlasnie dlatego ze miaam dosyc ciaglych mysli jaki on brzydki, inni a tacy fajni a ja mam takiego brzydala, albo jak on glupio mowi, usmiecha sie chodzi jak jakis dziwak, glupio sie patrzy wszytskona nie...jakmi mowil ze mnie kocha zatykalam uszy nie chcialam tego sluchac jak dotykal mnie wpadalam w szal. jak mi cos tam utrudnial to mu mowilam to odejdz droga wolna...mial tak samo jak ty poprostu traktowalam go jak glupka gorszego od siebie tez sie balam ze cos palnie ze bede musiala sie za niego wstydzic..jak pokazywalam go moim kolezankom tez sie balam ze go skrytykuja ze jest brzydki..tak sie tego balam ze go nakoncu nikomu juz nie przedstawialam... dzisiaj chociaznie jestesmy juz ze soba 4 miesiace nadal sie wstydze jak ktos sie pyta pokaz swojego bylego jakies zdjecia cos...wstydze sie i boje sie ze ktos mi powie ale onokropny.dobze ze nie jestes z nim bo nie pasowlaiscie do siebie...mialam juz taki przypadeki myslalam ze eksploduje z nerwow......a przeciez kiedys to byl dla mnie ideal...byl dla mnie najprzytsojniejszy i nie obchodzilo mnie kto co o nim mysli.......
ale czasami mysle sobie ze poprostu zauroczenie minelo i nie pokochalam go takim jakim jest ze czar prysl i dlatego zaczelam widziec wszytie jego wady a nie dlatego ze cos mi jest...tylko czy czar potrafi prysnac z dnia na dzien.....nie wiem :-(
na dzien dzisiejszy czuje sie samotna jak nie wiem...i oczywiscie szukam kolejnej ofiary....i nawet jest ktos kto mi sie podoba tylko czy znowu po roku uwielbienia nie bedzie jazdy:-( mam cicha nadzieje ze teraz to juz naprawde bedzie ostatni...tylko ze ostanio tez mial byc juz ostani :-(
pozdrawiam

[Dodane po edycji:]

wybaczcie za bledy i polukanie literek...spiszyl sie i tak mi sie napisalo :-)
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
06 wrz 2010, 12:33

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 10 sty 2011, 17:03
anq24...

nie pocieszyłaś mnie...:(
Ale rozumiem,ze opowiedziałaś swoją sytuację...
Nie chcę i nie mogę po prostu...tak jak Ty !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez piikipokis 10 sty 2011, 19:01
Bardzo wam dziekuje za rady, chyba bede musiala zapisac sobie na kartce abym pamietala...... u mnie zle bylo chyba dwa lata, a dwa lata dobrze tak to pamietam. Prosze was : u mnie najwazniejsze bylo wbicie sobie do łba ze to choroba!!!!!!!!!!!!!! ciagle to sobie powtarzalam jak przychodzily mysli: to choroba, nie uczepialam sie na sile mysli, nie pielegnowalam jej. Kurcze jak pomysle jak cholernie ciezko bylo;/ ale udalo sie!!!!!!!!!!! teraz jak widzicie mam jakis chory nawrot;/ blagam was zastosujcie moje rady permanentnie a nie wyrywkowo! jak wejdzie wam to w krew bedzie dobrze!!!! sama sobie tez to chyba musze sobie ponownie do glowy wbic!

[Dodane po edycji:]

Aha wiecie co! mi pomagalo/ pomaga NA SILE bycie happy, jakby moj mozg koduje to sobie. Bo patrzcie jak sie nakrecamy negatywnie to lawina, oszukujemy swoj mozg tymi negatywnymi myslami i on odwdziecza sie nam naszym zachowaniem, blokadami... musimy go oszukac!

[Dodane po edycji:]

Powiedzcie mi tylko kochanie jedno bo niestety psycholog sie tutaj w naszej kwesti niw wypowiadal: JA MOJE MYSLI "LECZYLAM " SAMA :

- STARAJAC SIE ZASTEPOWAC NEGATYWNE MYSLI DOBRYMI
- IGNOROWAC NATRECTWA
- WMAWIAC SOBIE: TO NERWICA, TO CHOROBA
- MODLITWA

Prosze WAS!!!!! czy wasi psycholodzy dali wam jakies wskazowki, metody??????????? co byscie dolaczyli do tych moich myslnikow??? Kurcze czy ktores z was ma zdiagnozowane ZRÓDLO??? co jest takiego w nas ze mamy takie mysli? o chyba cos nas laczy prawda???? Ja za cholere nie dojde co wzbudzilo we mnie te lęki.
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 22:43

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 11 sty 2011, 00:29
mia666, tak ma prawie kazdy kto udziela sie na tym forum. Jak bylam w skrajnej depresji, tez tak mialam. Tez wpatrywalam sie w niego,analizowalamsie kazdy szczegol,czy mowi cos madrego, czy jestprzystojny, z przodu mi sie podobal a z boku juz nie. Nie mialam na nic ochoty,wkurzalo mnie wszystko co mowil, zreszta nie bede powtarzac tego, co Ty napisalas. Chce tylko powiedziec, ze jak jestes skrajnie nakrecona,tak wlasnie jest. Jezeli mysli troche odejda, poczujesz sie lepiej, bedziesz w stanie zartowac i smiac sie ze swoim chlopakiem, inaczej bedziesz na niego patrzyla. Pewnie tez bedzie COS TAM nie tak, tez probuje patrzec i analizowac,ale jakos spokojniej do tego podchodze. Spokojnie! Postaraj sie raz odprezyc. Wiem, ze latwo mowic, doskonale o tym wiem ale...co masz do stracenia??

piikipokis, ja rowniez staram sie leczyc sama, lecze sie tak prawie 2 lata, wiec nie dam Ci rad prosto od psychologa,ale wydaje mi sie, ze powinnas starac sie dotrzec do zrodla problemu,pobawic sie troche w psychologa. To, co zalamka zreszta pisala. Zastanow sie, co moglo spowodowac twoj stan.Moze relacje w rodzinie, zbyt wysokie wymagania rodzicow wzgledem Ciebie,moze zla atmosfera w domu, a moze inne rzeczy,jakies traumatyczne wydarzenia. No nie wiem. Przemysl to, bo bardzo czesto tego typu problemy maja zrodlo zupelnie gdzie indziej i trzeba dojsc gdzie. Najlepiej byloby to zrobic z psychologiem,ale wierze ze i samemu sie da,tylko wymaga to wiekszego wysilku, bo ciezej w to uwierzyc. Ale to prawda, zrozumienie problemu (o ile on istnieje, bo w moim przypadku juz czasem watpie)to klucz do sukcesu. Bo wtedy latwiej przychodzi odtracanie tych chlernych mysli.

Takze to tyle poki co;)

[Dodane po edycji:]

A, Ty pisalas o tym zrodle-przepraszam,nie doczytalam ;**
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez wojtek26 11 sty 2011, 11:44
Heja Bylem wczoraj na wizycie . Wiadomo nie ma co liczyc ze odrazu bedzie lepiej . Ale doszlismy z Pania psycholog-pychoterapeuta co siedzi mi w glowie i co powoduje te wszystkie objawy . Na drugiej wizycie mamy obrac cele ktore nam pomoga wyeliminowac te wszytkie objawy .
Znalazlem ciekawy artykul ;)

I teoria topograficzna
W początkowym okresie psychoanalizy Freud na określenie struktury aparatu psychicznego posługiwał się trzema pojęciami nieświadomość, przedświadomość, świadomość. W nieświadomości znajdują się myśli, wyobrażenia, które z uwagi na silne obsadzenie popędami bądź treść niemożliwą do zaakceptowania (sprzeczną z zasadami moralnymi, perwersyjną) zostały wyparte lub niedopuszczone do świadomości. Świadomość zaś jest instancją mającą we władaniu aparat motoryczny, mogącą realizować swoje zamierzenia w świecie rzeczywistym. Zatem celem nieświadomych popędów jest przedostanie się do świadomości i zrealizowanie swoich zamierzeń. Nie pozwala na to cenzura (którą Freud porównywał do strażnika decydującego, który z gości może, a który nie może wejść do domu). Nieświadome popędy - chcąc znaleźć drogę do realizacji - tworzą pewne twory zastępcze, które zwie się pochodnymi nieświadomego. Są one potencjalnie zdolne do uświadomienia, jednakże mają związek z nieświadomością (kontynuując metaforę Freuda - to tak jakby nieproszony gość wysłał w gościnę swojego kolegę). Takimi tworami są fantazje, marzenia dzienne czy symptomy nerwicowe.

Przedświadomość to obszar skupiający myśli, wyobrażenia, fantazje, które choć aktualnie nie są świadome, to - bez większego wysiłku - mogą stać się treścią świadomości.

II teoria topograficzna

teoria strukturalna

Topografia psychiki wg FreudaNajważniejszą częścią aparatu psychicznego według Freuda jest Id (niem. Es, pol. to). Skupia ona „wszystko to co dziedziczymy, co rodząc się przynosimy ze sobą, co jest konstytucjonalnie stałe, przede wszystkim więc wywodzące się z organizacji cielesnej popędy (...)”.

Pod wpływem działania bodźców pochodzących ze świata zewnętrznego z części id powstaje kolejna część zwana Ego (niem. Ich, pol. Ja). Struktura ta pośredniczy między Id a światem zewnętrznym. Ego zawiaduje naszymi ruchami dowolnymi. Jego zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa jednostce, które osiąga odbierając bodźce ze świata zewnętrznego, gromadząc je i kojarząc, unikając bodźców zbyt silnych, mogących zniszczyć jednostkę, wychodząc naprzeciw tym o umiarkowanych energiach, ucząc się, jak celowo, w sposób dla siebie korzystny zmieniać świat zewnętrzny. Zadaniem ego jest także umożliwianie zaspokajania popędów pochodzących z id. Jeżeli okoliczności nie sprzyjają temu zaspokojeniu ego tłumi popędy, odracza ich zaspokojenie do bardziej odpowiednich momentów.

Ponieważ człowiek rozwija się w świecie społecznym, rozwija się kolejna instancja - Superego, która zawiera zbiór zasad moralnych.


Powstawanie zaburzeń i chorób psychicznych
Nerwice
Aby powstała nerwica niezbędny jest konflikt, w którym ego w służbie superego odmawia id zaspokojenia i usuwa jego reprezentację ze świadomości. Id natomiast tworzy sobie reprezentację zastępczą w postaci symptomów nerwicowych.

Za przyczynę nerwicy uważał Freud, powrót wypartych popędów. Według tegoż autora wyparcie wyobrażeń związanych z preedypalnymi formami zaspokojenia może być:

ukończone (pełne, udane)
częściowo udane
nieudane
W przypadku wyparcia częściowo udanego pewne wyobrażenia zostały wyparte lecz zachowały swoje obsadzenie. Z tego względu ciągle zagrażają wtargnięciem do świadomości (por. powrót wypartych popędów). W celu zachowania go z dala do świadomości konieczne jest silne przeciwobsadzenie. Chociaż główne zagrażające wyobrażenie nie zostaje uświadomione to jednak tworzą się pochodne tego wyobrażenia w formie fantazji (zob. fantazmat), czynności pomyłkowych, marzeń sennych, symptomów nerwicowych. Stąd twierdzenie Freuda, że symptomy nerwicowe mają symboliczny związek z wypartymi popędami i analizując wolne skojarzenia można dojść do wypartego wyobrażenia.


Perwersje, Psychopatie
Zgodnie z poglądami Freuda, perwersja jest pierwotnym stanem dziecka. W perwersji popędy cząstkowe skierowane na obiekty z okresów preedypalnych (tzn. fazy oralnej, analnej, fallicznej) funkcjonują w sposób niezakłócony: nie rozwiązany zostaje kompleks Edypa i groźba kastracji okazuje się nieskuteczna w efekcie popędy cząstkowe nie ulegają organizacji w popęd genitalny.

W ten sposób popędy cząstkowe zostają niezorganizowane a obiekty preedypalne, które w typowym procesie rozwoju zostają zdeseksualizowane i zachowują jedynie status obiektów przygotowujących do normalnego aktu stają się fetyszami, zboczeniami.

Z niepowodzeniem kompleksu kastracji, brakiem sublimacji popędów związany jest brak rozwoju superego co objawia się psychopatią - normy moralne, chociaż znane nie mają regulującego, ograniczającego wpływu na zachowanie.


Psychozy
Freud niewiele pisał o psychozach. Jego główne dzieło dotyczące psychoz to analiza autobiograficznego opisu paranoi Schrebera.

O ile konflikt powodujący nerwicę angażuje id i ego, o tyle konflikt będący przyczyną powstania psychozy angażuje ego i świat zewnętrzny. Ego, napotkawszy ideę, której nie może zaakceptować odrzuca ją. Ale ponieważ idea ta jest ściśle związana z rzeczywistością, może to zrobić tylko za cenę odrzucenia rzeczywistości. Zatem początek powstawania psychozy związany jest z powstaniem "dziury w rzeczywistości": miejsca po wykluczonym wyobrażeniu. Logicznym efektem tego stanu jest sytuacja gdy poprzez ciąg skojarzeń można natrafić na tą "dziurę". Efektem takiego stanu będą działania kompensujące w momencie, gdy ego trafi na te wyobrażenia - coś co jest a czego nie powinno być. Te działania to "...łaty ponad miejscem, gdzie pierwotnie pojawiła się dziura w relacjach ego ze światem zewnętrznym". Przybierają one postać urojeń, halucynacji. Działanie ego polega wówczas na próbach uzupełnienia tej "dziury", ale nie poprzez przywrócenie wykluczonego elementu, a poprzez dodawanie tworów zgodnie z wolą id.


Psychoanaliza a seksualność

Znaczenie pojęcia seksualność używanego przez Zygmunta Freuda jest znacznie szersze niż jego potoczny sens. Freud zaznacza wielokrotnie, że człowiek dwukrotnie rozpoczyna życie seksualne: pierwszy raz w dzieciństwie; epizod ten kończy się groźbą kastracyjną. Drugie rozpoczęcie życia seksualnego ma miejsce w okresie dojrzewania. Kontrowersyjnym obszarem omawianej teorii jest seksualność dziecięca. Freud twierdził, że wiele działań dzieci związanych z ssaniem, defekacją ma taką samą funkcję jak masturbacja - czyli wszystkie te czynności są związane z seksualnością. Seksualność w teorii Freuda to tyle co dążenie do przyjemności.

W koncepcji Freuda popęd seksualny nie jest jednolity. Składa się z wielu popędów cząstkowych. W przypadku normalnej seksualności popędy cząstkowe są połączone pod rządami sfer genitalnych i zaangażowane w funkcję rozmnażania. Jeżeli jednak z uwagi na utrwalenie (fiksację) popędu cząstkowego na wcześniejszym obiekcie nie będzie możliwe włączenie go do normalnej - genitalnej seksualności, otwarta jest droga do seksualności perwersyjnej, polegającej na aktywności innych niż genitalne sfer erogennych i właściwych im obiektów.


Marzenia senne

Sen jest spełnieniem życzenia - tak brzmi podstawowa prawda wygłoszona przez Freuda na temat snu. Według tego autora, w czasie snu cenzura czasowo osłabia swoją działalność. Dzięki temu nieświadome myśli mają możliwość ujawniania się. Sen powstaje w dwóch etapach. Pierwszy to opracowanie pierwotne w czasie którego nieświadome myśli współdziałając ze sobą na prawach procesu pierwotnego (kondensacja, przemieszczenie) w oparciu o takie dane jak:

świeże wspomnienia z poprzedniego dnia
wspomnienia infantylne
bodźce somatyczne kształtuje pierwsze zręby snu. W czasie opracowania wtórnego sen nabiera charakteru fabuły, do pewnego stopnia uporządkowanej kolejności wydarzeń, chociaż ciągle są obecne cechy procesu pierwotnego (np. kiedy ktoś wygląda jak A a zachowuje się jak B).
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
04 sty 2011, 19:57

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez piikipokis 11 sty 2011, 11:51
Dziekuje! Wiecie co obserwujac siebie stwierdzam ze ja musze nauczyc sie akceptowac innosci mojego ukochanego. Musze wbic sobie do glowy ze on nie czyta w moich myslach, ze ma inne zachowania, ze nie bedzie zawsze taki jak ja chce. Tymczasem jest tak ze denerwuje sie gdy ja sie chce wyglupiac np. a on jest powazny, wiecie co ja mam takie skrajnosci w sobie, w jednym momencie potrafie byc szczesliwa, radosna, tak jak pisalam potrafie po przyjacielsku, kumplesku z nim gadac a raptem cos mi sie odwidzi i zamykam sie. Prosze powiedzcie cz macie tak?
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 22:43

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 11 sty 2011, 12:07
Wszytsko co opisujemy to choroba! Mozna to porownac do anoreksji. Osoby chore na ta chorobe tez ciagle doszukują się negatywów, tu im za duzo, sa za grube, brzydkie... a wszytsko to prowadzi do tragedii. Nasze przypadki tam samo w glebi duszy kocham swoich partnerow a ciagle dopatrujemy sie wyimaginowanych negatywow i wad co prowadzi to rozstania w niektorych przypadkach. Ja nie wiem jak sie w tego wyleczylam.. pewnie nie do konca.. i gdzies to we mnie drzemie ale dalam rade jestem szczesliwa:) Z Tym samym pratnerem i chce z nim spedzic reszte zycia bo inaczej byc nie moze;) Musimy zaakceptowac tak jak jest a to ze sie gapimy w nich i na sile dopatrujemy wad to jest wymysl chorej wyobrazni...

ZDRÓWKA:*
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez piikipokis 11 sty 2011, 12:12
Wojtek jak dostaniesz wskazowki co robic daj znac dobrze? Jesli mozesz / chcesz powiesz nam co spowodowalo u ciebie twoje mysli? Jak do tego doszliscie?

[Dodane po edycji:]

Wiecie co nie wiem czy mnie dzis olsnilo, czy jest to tylko chwilowa zapora dymna na moj mozg ale powiem wam co sie stalo. Prosze o opinie. W wielkim skrocie. Mam raczej chlodne relacje z moim tata ( mieszkam z rodzicami ) kiedy bylam nastolatka wkurzal mnie zakazami i nakazami, buntowalam sie. Do dzis mam tak ze jak cos mowi, (jest raczej srogim tata) irytuje mnie i denerwuje. Nie chce go sluchac bo sie czepia o wszystko. Z drugiej strony uwielbiam w nim ze ma poczucie humoru, jest dusza towarzystwa. Zawsze to w nim podziwialam. I jeszcze jedno, jak bylam mala (teraz sobie przypominam) niecierpialam jak w ramach swoich zartow mowil na jakies kobiety ale laska czy cos w tym stylu:P Jak znalazlam kiedys w domu jakies pisemka bylam obuzona! I chyba powoli od tamtego czasu zniechecilam sie do jakichkolwiek czulosci wobec niego, mamy tez zreszta ( choc w relacjach z tata dopatruje sie zrodla ) Dzis np. gdy mam urodziny i chce mnie pocalowac, przytulic wzdrygam sie, niecierpie tego. Kurcze sama sie zdziwilam dzis ze to do mnie dotarlo. Tylko co z ta wiedza zrobic? Jak ja wykorzystac? Bo mianowicie mysle sobie (jednak jestem za glupia i ktos madry musialby mnie nakierowac) ze moje relacje z moim ukochanym sa chyba odbiciem moich relacji z tata? Pragne czulosci, chce zeby ciagle mnie przytulaL, byl taki jaki chce zeby byl, wsciekam sie jak nie robi czegos po mojej mysli. Denerwuje sie jak daje mi jakies nakazy, kaze mi cos zrobic, czuje bunt. ( i tak jest kochany bo on nigdy sam nie wszczyna awantur ze mna, jest opanowany, kochany ) Jak myslicie moi drodzy czy dotarlam moze do sedna sprawy????? Czy tu wlasnie moze lezec jakas przyczyna moich natrectw?????????
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 22:43

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 11 sty 2011, 16:57
piikipokis, no jasne że może. A nawet więcej, niż może. Co powinnaś zrobić? Chyba naprawić relacje z rodzicami. Mądrzy ludzie piszą/mówią, że nasze relacje z rodzicami przekładają się później na nasze relacje z partnerem i pewne urazy trzeba zaleczyć. Mam zresztą ten sam problem. I to nawet podobne cechy mojego taty bym wymieniła, też jest taki bardzo kontaktowy, ale ma identyczny charakter jak ja i to prowadzi do ciągłych konfliktów. Może nie to, że ciągle mi czegoś zabrania, ale ciagle mnie rani, bo się drze, wkurza o wszystko, nieraz wręcz, chcący czy niechcący, wyzwie. I ja z moimi rodzicami nie potrafię rozmawiać na tematy bardziej osobiste, nie potrafię się przytulić, a żeby podejść do mamy czy powiedzieć jej, że ją kocham- a w życiu. Nie przejdzie przez gardło. A nawet jak moja babcia, która wiem że strasznie mnie kocha i wszystko by dla mnie zrobiła, jest miła, pyta o coś, a ja od razu przyjmuję postawę obronną, jestem oschła, opryskliwa, a jak padnie coś w stylu 'my cie z dziadkiem strasznie kochamy' to az cala sztywnieje i nie wiem co mam robić :/ i też w sumie do końca nie wiem co z tą wiedzą zrobić, chociaż,tak jak napisałam, ponoć trzeba naprawić relacje z rodzicami,ale ja nie wiem jak to działa... więc ktoś jeszcze może to skomentować :)

agucha, pewnie i masz rację, ale jednak u anorektyczki łatwo stwierdzić choćby przez osby postronne, że faktycznie MA tą chorobę. Bo nie je, bo wygląda jak kościotrup. Są to takie oznaki niezaprzeczalne a w tym? Połową, a może nawet i większą częścią, problemu jest uwierzenie, że faktycznie to choroba. Ja sie ciągle boję, że jednak nie. Że powinno się szaleć za 2 osobą,a jak ciągle coś mi nie leży to po prostu nie kocham i juz :( z drugiej strony dlaczego w takim razie po prostu go nie zostawię tylko tak usilnie chcę z nim być? Bo nikogo nie znajdę? Na pewno nie, nie przeszkadzałoby mi bycie samej, poza tym, pomimo mojej niskiej samooceny, myślę, że ktoś by sie i znalazł. Tyle że ja nie chcę nikogo innego, tylko chcę JEGO. Jak się czyta o nn to podaje się przykład zawsze osoby religijnej, która czuje przymus wypowiadania bluźnierstw. I ten przykład jest dla mnie jasny-osoba uważa tego typu zachowanie za niewłaściwe, czy tam grzech ciężki (nie wiem,nie jestem zbyt pobożna) a więc taki przymus jest sprzeczny z jej światopoglądem i pojawia się wbrew woli. Wszystko jasne. A teraz odbijając na związki to przemawiałoby do mnie jakby osoba, która marzy o stalym związku, która nie uznaje zmiany partnera co 2 tygodnie nagle odczuwała przymus latania z kwiatka na kwiatek,zdrady, itp. I to bym zrozumiała. A w naszym przypadku? Jakoś tego nie widzę :( Chociaz jakie ja dziwne akcje mialam czasem... ile to chłopaków było mi przeznaczonych i z głowy mi nie wychodzili, a jednego z nich nawet nie znałam, to jest najleszy przyjaciel mojego chłopaka, ktory mieszka w innym mieście, a ja sobie ubzdurałam, że jest mi przeznaczony i wizje mialam rózne durne jak nie wiem co... byłam też lesbijką-byłam niemal pewna, tak to sobie wmówiłam, na szczeście przeszło mi to. Taa... to z takich objawów które nawet ja sama potrafię ocenić jako nienormalne. Ale to doszukiwanie się wad? Nie wiem...

A dzisiaj naszło mnie jakies dziwne uczucie... mialam całkiem dobry humor i śmiałam się z czegoś z koleżanką i mówię,że muszę pokazać to mojemu chłopakowi, bo on lubi takie rzeczy. I wtedy tak jakoś dziwnie mi się zrobiło, jakby to bylo dziwne, że on jest moim chlopakiem, że ja w ogole mam chlopaka. Takie nienaturalne,sama nie wiem, nie umiem sama jakoś wychwycić co to za uczucie, żeby chociaż spróbować je opisac :( takie uczucie, ze cos jest nie tak,czegos nie akceptuje, a ja nie wiem co. Jakby taka bariera byla wewnątrz mnie, jakbym nie mogla kochac...nie wiem jak moge to opisac. Ale jak ktokolwiek z was ma to zrozumiec,jak ja w sumie sama nie rozumiem....

[Dodane po edycji:]

piikipokis napisał(a):Dziekuje! Wiecie co obserwujac siebie stwierdzam ze ja musze nauczyc sie akceptowac innosci mojego ukochanego. Musze wbic sobie do glowy ze on nie czyta w moich myslach, ze ma inne zachowania, ze nie bedzie zawsze taki jak ja chce. Tymczasem jest tak ze denerwuje sie gdy ja sie chce wyglupiac np. a on jest powazny, wiecie co ja mam takie skrajnosci w sobie, w jednym momencie potrafie byc szczesliwa, radosna, tak jak pisalam potrafie po przyjacielsku, kumplesku z nim gadac a raptem cos mi sie odwidzi i zamykam sie. Prosze powiedzcie cz macie tak?

Jako że dopiero doczytałam a i tak wypociłam za dużo, to dopiszę. Tak, też tak mam. W jednej chwili fajnie a w następnej, że gada głupoty i już koniec żartów, wkurzasz mnie. I też mam manię takiego sprawdzania. Coś zrobię i powinien zareagować tak a nie inaczej, bo aki sobie scenariusz w głowie ułożyłam... to wszystko jest do bani,naprawdę...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez piikipokis 11 sty 2011, 17:13
Aussie mam identycznie jak ty, nawet co do dziadkow. Dziekuje Ci bardzo! Wiesz zapisalam sie do psychologa na czwartek, sprobuje, zobaczymy co z tego wyjdzie, dzis ciesze sie ze wpadlam na mozliwe zrodlo moich problemow. Troche boli mnei glowa dzisiaj, jestem nerwowa die sie uspokoic, wpadne wieczorem!
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 22:43

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 11 sty 2011, 18:07
Na pewno będzie dobrze, trzymaj się :)

Jak ja nienawidzę tego analizowania...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 11 sty 2011, 20:23
aussie, zastanów się czy i w jaki sposób były wyrażane w twoim domu emocje i uczucia? czy mówiło się o nich otwarcie? jak były manifestowane np miłość czy rodzice mówili ci że cięk ochają czy ty swobodne mówiłaś/ mówisz to do nich? a jak z emocjami kiedy mama/tata był/a zdenerwowany/a jak się zachowywał? czy mówił spokojnie o tym co go wkurza? krytykował czy tłumił w sobie? jak wyraża się złośću ciebie w domu? jaka jest twoja pozycja w rozmowie z nimi? w dyskusjach? czy jesteś partnerką w rozmowie czy dzieckiem? czy mozesz mieć swoje zdanie? czy one jest szanowane? zazwyczaj sedno problemów to relacje z rodzicami lub konkretnie z jednym, terzba naprawdę to przemysleć i to dokładnie, często jest tak, że nie widzimy manipulacji jakim poddają nas rodzice, często też robią to zupełnie nieświadomie...
piikipokis, dobrze że kombinujesz w kierunku ojca tu może byc pies pogrzebany :smile: , czasem tak jest że mając tatę który jest trochę apodyktyczny czy władczy kobieta tzn jego córka potem może(ale nie musi) walczyć z facetami, rywalizować, pierwsza rzecz: dokładnie przyjrzeć się rodzicom i sobie samej w relacjach z nimi, dobrze że idziesz u psychologa i naciskaj żeby zacząć od podstaw od relacji w rodzidzie- zresztą psycholog sam o tym wie
w internecie aż roi się od książek w formacie pdf, kultowi Tosyczni rodzice - lektura obowiązkowa, Szantaż emocjonalny - lektura obowiązkowa Susan Forward, a także Toksyczne związki - Pia Melody, Lęk przed bliskością i wrażliwością - tu trzeba szukać odpowiedzi

[Dodane po edycji:]

aussie, oczywiście nie musisz nic odpisywać, to jest do twojej osobistej rozwagi, a ja powtarzam pytania które usłyszałam na terapii swego czasu :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 11 gości

Przeskocz do