Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 09 sty 2011, 16:54
mia666, bez psychologa się nie obędzie!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 09 sty 2011, 17:24
;(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 09 sty 2011, 17:42
według mnie nie ma takiej opcji żeby wyjść z tego stanu nie mając pojęcia co go spowodowało, nie mając świadomości genezy choroby, konfliktów wewnętrznych, wpływu relacji z rodzicami, wpływu dzieciństwa (nawet jedno wydarzenie w nim z pozoru błahe mogło zapaść w głowie), bez świadomości siebie, świadomości swoich problemów, ograniczeń (tych z życia, nie z chorej głowy) nie pokona się natręctw, tu jest potrzebna praca i jeszcze raz praca

[Dodane po edycji:]

i wiedza
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 09 sty 2011, 17:45
boje sie,ze to nic nie zmieni...poza tym ,to sa naprawde duze pieniadze...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 09 sty 2011, 17:50
to przestań się bać, uważam że za zdrowie i spokój można trochę zapłacić :smile: , najgorsze to odważyć się żeby w ogóle pójść i nie odwlekać tego na różne sposoby, nie wymyślać coraz to racjonalniejszych argumentów żeby nie iść, bo to jest tylko lęk przed otworzeniem się, przed zmianą, trzeba zacisnąć zęby i po prostu pójść, ja do dziś mam za złe mojej matce że nie kopnęła mnie w tyłek i nie zaciągnęła za włosy do psychologa i psychiatry, a widziała co sie dzieje, sama musiałam się tego domagać żeby ze mną poszła (miałam wtedy niecałe 18 lat), gdybym zaczęła się leczyć szybciej to nie zmarnowałabym tylu lat swojego życia, potem już dojrzałam sama mogłam chodzić i nie potrzebowałam towarzystwa
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 09 sty 2011, 17:55
No więc własnie..u mnie podobnie..mam niecałe 17.. i muszę się o to prosic...moja mama mysli ,ze juz wszystko ok,bo dawno nie widziala mnie płaczącej i przygnębionej..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 09 sty 2011, 18:03
mia666, to powiedz jej że nie jest ok, walcz o swoje, terapia ci się należy, mama powinna ci ją zapewnić, nie mówię tu o nie wiadomo jakiej kasie, wiadomo nie każdy ją ma, ale to jest choroba, a ty potrzebujesz leczenia :smile:

[Dodane po edycji:]

wiem jak to jest bo też to przerabiałam moja mamuśka bagatelizowała to wszystko, nie rozumiała, nic a nic: "no ale czemu ty płaczesz?", "masz wszystko a się smucisz" "popatrz jak inni mają źle", ale nie wyśmiewała, jak chciałam psychologa to chodziłam, do psychiatry już poszłam sama (choć troche ją to przerażało że córka psychotropy łyka), potem jak było naprawdę źle i po tym jak zobaczyła że dzięki terapii i lekom zaczynam żyć spokorniała wobec tego
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Lady_Makbet 09 sty 2011, 18:33
Wystraszyłam się.

"Przykład normalnej reakcji z zewnątrz, lecz nienaturalnej wewnątrz: Wyidealizowana miłość. Świat zewnętrzny określa znajomą parę, jako idealną, że tacy to będą się zawsze kochać, wezmą ślub itd.. Jednak on/ona jest innego zdania, bo już od dawna go nie kocha. Nakaz spełnienia oczekiwania bycia idealnym chłopakiem jest jednak silniejszy, a lęk przed zniszczeniem tego wszystkiego - nieznośny. Reakcja - ciągnięcie neurotycznej miłości.
Osoba działa w sprzeczności ze sobą, żeby... Żeby co? Utrzymać obraz siebie (fałszywy) jako idealnego chłopaka/kochanka/męża/żony/kochanki/dziewczyny ...... itd....
Naturalne? Nie.
Normalne? Tak - dla otoczenia z zewnątrz nawet powód do zazdrości....
Im większe oszukiwanie siebie tym większe objawy - znaki, które sprowadzają ku "ja" prawdziwemu."

Tu jest ten post: post221079.html#p221085

Co o tym myślicie?
Wiem, jak zimno potrafi być, gdy wszystko jest ze szkła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 gru 2010, 13:16

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 09 sty 2011, 18:42
nie wiem czy autor jest psychoterapeutą i czy jest autorem tej wypowiedzi czy ją cytuje z jakiejś porządnej książki, natomiast jest w tym sporo racji myślę, ale nie dotyczy to wszystkich, myślę że to da się przypasować do w mojego poprzedniego związku, który ciągnęłam na siłę a funta kłaków nie był wart, natomiast w przypadku mojego obecnego ukochanego to ma się nijak, pytanie tylko czy jesteś sobie w stanie racjonalnie i na chłodno odpowiedzieć czy jesteś ze swoim dlatego że otoczenie uważa was za idealną parę oraz dlatego że nieważne jest dla ciebie że wszystko się zawaliło ale masz klapki na oczach i chcesz sobie stworzyć idealne aczkolwiek nierealne gniazdko? myślę że w tym stanie nie odpowiesz sobie trzeźwo i jednoznacznie, więc nie szukaj coraz to nowych rewelacji, które tylko cię dołują, słuchaj psychoterapeuty...jak będziesz stabilniejsza i zdrowsza to będziesz wiedziała czego chcesz

[Dodane po edycji:]

przestań się tak nakręcać...

[Dodane po edycji:]

no już doczytałam z Karen Horney :smile: , oczywiście uważam że jej książki są wprost świetne i bardzo bardzo dużo dało mi ich czytanie, ale tak jak mówie nie wszystko można przypisać sobie, ja też gdy byłam w obsesji pociłam się nad niejednym zdaniem, potem gdy człowiek jest zdrowszy to może chłodno do tego podejść a nie najbardziej straszne fragmenty brać do siebie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 09 sty 2011, 21:04
Załamka!!

Rozmawiałam z mamą,mimo mojego przekonania,ze powie 'daj spokój',opowiedziałam jej o wszystkim..o tym forum..
O tym jak jest.
I jutro będzie dzwonić i coś załatwiać..
Albo taka terapia w grupach..lub..normalna..
Mam nadzieję,ze takie coś nie jest kosztowne i możliwe w moim mieście...
Ostatnio płaciłam przez dwa miesiące co tydzień 100zł!
Moja mama dawała mi te pieniądze,ale była załamana..

Lady..Nie nakręcaj się..
Muszę Ci się jednak przyznać,ze myślałam już o tym..
Jestem na pewno po stronie ,gdzie zazdroszcze innym..
I mam nadzieję,ze NIE jestem tą osobą udawającą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 09 sty 2011, 21:49
to bardzo dobrze że mama chce ci pomóc, wspólnie coś znajdziecie, wymyślicie, terapia grupowa jest tańsza, przynajmiej ja płacę za jedno spotkanie 60zł za indywidualną płaciłam 100zł, dojeżdżałam do innego miasta, ale moja babka jest spoko mówi żeby się nie martwić jak nie mam to oddam kiedy indziej, do niej tez chodziła dziewczyna za darmo, bo rodzice nie chcieli dać jej pieniedzy a po terapii poszła do pracy i spłaca w ratach

[Dodane po edycji:]

heh ja też myślałam że udaje :D :D sami ściemniacze na tym forum :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 09 sty 2011, 22:33
Wiecie co... mnie troche przestraszylo to co dodala Lady_Makbet... zaczelam sie bac ze moze jestem z nim, bo boje sie co bedzie jesli go zabraknie,co jesli okaze sie ze tesknie,ze boje sie pytan typu 'co sie stalo, tak do siebie pasowaliscie'. albo ze jak jestesmy w towarzystwie to jest zwykle lepiej. tzn ja wiem ze to normalne, ze czlowiek w towarzystwie zachowuje sie inaczej, ale mimo wszystko... ale z drugiej strony piszac to teraz nawet czuje ze pisze bzdury. niby boje sie ze to prawda co tam napisano, ze wszystko pasuje, ale jednak przeciez mi na nim zalezy. to nie jest tak, ze nie chce, wgl, za przeproszeniem, sram na niego,ale ciagne to dalej. wlasnie o to chodzi, ze jest dla mnie najblizszym czlowiekiem na ziemi. Ale strach i tak pozostaje :/

o,widze kolejna osoba zdecydowala sie na terapie. ja ostatnio przebaknelam cos mamie to odpowiedziala: ''o,naprawde chcesz pojsc do psychologa?' (bo ostatnim razem nie chcialam, bo sie balam) i potem se gdzies poszla i temat sie urwal a ja boje sie zaczac go ponownie. a zreszta nie wyobrazam sobie takiej wizyty. co mialabym takiej kobiecie powiedziec? 'dzien dobry,mam 18 lat i mam problem ze swoim chlopakiem'. glupio mi. dla mnie to jest wazne ale z punktu widzenia osoby doroslej (w sensie bardziej doswiadczonej przez zycie, po studiach, majacej rodzine i dzieci) to jest smieszne jak przychodzi malolata, ktora ma cale studia przed soba a ze studiami facetow i sie martwi takimi rzeczami :/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 09 sty 2011, 22:55
To wyobraz sobie co ja czułam,gdy poszlam (16 lat,tzn teraz juz prawie 17) -dosłowne dziecko...i mówię,ze mam problem z chłopakiem..
Na miejscu jej wyśmiałabym..
Ale wytłumaczyłam co i jak..i z jej strony wyglądało to inaczej..
Dlatego uważam,ze nie powinnaś się wstydzić..
Zazdroszczę Ci tego wieku,naprawdę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez piikipokis 09 sty 2011, 22:57
Witam serdecznie.... to ja autorka tematu pod nowym nickiem, poniewaz niestety zapomialam hasla tak dlugo mnie nie bylo. Nie bylo poniewaz bylo dobrze;/ Pisze bylo bo jestem na skraju zalamania nerwowego, wszystko bylo dobrze, neka mnie od czasu do czasu hipochondria ale TEN SYF na szczescie odpuscil..... do czasu... kilka dni temu wiecie co sie u mnie pojawilo? Zauwazylam ze wkurzaja mnie w ludziach jakies powiedzonka, pojedyncze slowa, poprostu jak slysze ze ktos np. skraca jakies slowa, mowi potocznie szlag mnie trafia, Tzn zawsze zwracalam na to uwage. I wiecie co? ;/ Zaczely sie analizy u mojego ukochanego :(((( ciagle anazlizuje jego slownictwo, jestem zadowolona jak mowi po mojej mysli, nie daj Boze wkradnie sie w jego slownictwo cos czego nie trawie... a jest wiele takich slow ;/ jezu co mi odbilo znowu! Wczesniej byl wyglad, sprawdzanie uczuc a teraz to???? Co ze mna jest nie tak? Tamto jeszcze jakos po dluuugim czasie jak wiecie udalo mi sie zwalczyc a teraz? Przeciez rozmawiamy ze soba! I ciagle sie czegos doszukuje. Albo jak sie mamy spotkac i np jechac na miasto to mam w glowie obraz ze kiedys w miejscu do ktorego mamy jechac czulam sie fatalnie z moimi myslami i oczywiscie nachodzi mnie faza ze bedzie tak samo :(((( Wiecie co? Do niedawna bylo tak ze potrafilam z nim zartowac, nawet mielismy na siebie takie nasze wyzwiska teraz gdy powie na mnie w jakis tam nasz stary ustalony sposob ZACZYNA SIE w mojej glowie, jak czasem zapominam analizowac jego mowe, jego smiech ( kiedys byla to mimika nawet) to jest dobrze, ale jak tylko przypomne sobie to wszystko wraca. Mam jeszcze tak ze mam fazy na bycie wlasnie taka jego kumpelka do niewybrednych zartow, a raptem wkurza mnie ze mowi do mnie w taki sposob i chce zeby byl czuly, zeby mnie tulil..... BLAGAM pomozcie mi jestem juz jedna noga w grobie chyba:(
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 22:43

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do