Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez monika89 23 gru 2010, 14:22
Ja też życzę wszystkim wesołych, spokojnych świąt :)
agucha mi i tak się wydaje, że nie mam NN tylko to o czym myślę to rzeczywistość :( Trudno przetrwać.
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
10 gru 2010, 14:40

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 23 gru 2010, 20:54
monika89, miałam to samo, w pewnym czasie nawet nie odbierałam telefonów, a jak mi mówił że kocha to odkładałam słuchawkę... a jak na to zapatruje się twój facet, wie twoim natręctwie? ech z doświadczenia wiem że jeśli chce się powiedzieć to trzeba dużo dużo wyczucia, bo drugiej połówce jest trudno sobie to wyobrazić co sie dzieje w nas w środku, mój ukochany bardzo mnie wspierał i wiem że bardzo sie nacierpiał przeze mnie

[Dodane po edycji:]

mi ta myśl wracała jeszcze kilka razy ale nie miała już żadnej praktycznie siły przebicia, pojawiały się też inne natrectwa myślowe ale krótkotrwałe... moja terapeutka powiedziała jednak że w przypadku stresujących zdarzeń w życiu moge uciekać w natręctwa, one mogą się pojawiać i czasem ja już tak na zapas myślę trochę z przymrużeniem oka (jak mam jakąś stesówę) : no i co przyjdziesz mnie postraszyć, a jak już sie pojawi jakaś myśl to ja myśle: ale straszne coś jeszcze? wiem że teraz mi łatwo to mówić choć wtedy wcale nie było mi do śmiechu :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 26 gru 2010, 20:26
A tak do osób, które z tego wyszły, słuchajcie, a jak czytacie to co piszemy np. albo oglądacie jakiś film, czy czytacie książkę czy cokolwiek gdzie jest motyw, że jedna osoba do drugiej nic nie czuje i się męczy itd. to nie wraca wam to? Możecie spokojnie słuchać, bez żadnych uczuć, nie łączyć ze sobą? Bo ja, nawet jak są lepsze okresy, to od takich rzeczy na nowo mi się zaczyna. Bo mi się przypomina. Kiedyś miałam aspiracje, żeby napisać książkę np. i uznałam, że moja historia byłaby wyśmienita. Ale jak tylko zaczynałam pisać już czułam gulę w gardle i na nowo...i nie mogłam. Masakra...

Wgl mam nadzieję, że chociaż święta wszyscy mieli udane ;**
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 26 gru 2010, 22:53
Taaa
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 27 gru 2010, 00:56
Chyba muszę się pożalić :( Mam nadzieję, że ktoś mi odpowie, bo nie czuję się najlepiej... Ja w ogóle nic już nie rozumiem. Nie wiem o co chodzi ze mną, z nami (w sensie ze mną i moim chłopakiem), nie wiem o co w ogóle MI chodzi. Czuję, że coś nie gra, ale nie potrafię za cholerę dociec co. Myślę o innych ludziach, znajomych z klasy chociażby i czuję jakiś taki dystans między mną a moim chłopakiem, jakby to były dwa zupełnie różne światy a ja nie potrafię ich połączyć. Nie mogę pojąć jak to jest, że w ogóle jestem w moim chłopakiem, czemu z nim, mam wrażenie, że jest jakiś nieprawdziwy, czuję taki straszny dystans, blokadę i mam wrażenie, że coś mi nie gra, chociaż nie wiem co. Matko, najgorsze, że ja nie wiem o co chodzi. Gdybym wiedziała to powiedziałabym jemu czy napisała tutaj i ktoś może wyjaśniłby mi co jest grane, ale ja NIE WIEM. Najgłupsze jest to, że nie wyobrażam sobie nie być z moim chłopakiem. Próbowałam sobie wyobrazić siebie w sytuacjach, w których często znajduje się z moim chłopakiem, jak choćby leżenie na łóżku w moim pokoju i przytulanie się, z innym facetem, nawet z ideałem i wszystko we mnie krzyczy 'nie', ale z drugiej strony przyszłości z moim chłopakiem też sobie nie wyobrażam i ciągle coś nie gra. I wkurza mnie, że zawsze musi być to 'ale'. Chciałabym po prostu powiedzieć 'nie wyobrażam sobie nikogo na jego miejscu' i kropka, koniec. Oczywista rzecz. Często to ja wręcz nie mogę powiedzieć 'mój chłopak', wolę mówić po imieniu, bo to wydaje mi się takie dziwne i przechodzi mnie to takie nieprzyjemne uczucie, że coś jest nie tak i jak to tak ja i on... To jakieś chore, nic z tego nie rozumiem. Poważnie. Już czasami nie chce mi się nawet tego rozkminiać, mam ochotę po prostu leżeć i nic nie robić, ewentualnie strzelić sobie w łeb. I nie wiem czy to choroba czy co mi jest. Niby wiem, że coś jest ze mną nie tak, nie radzę sobie ogólnie z sobą, wiem, że miałam różne przejścia, które mogły na to wpłynąć i wiem, że zanim zaczęliśmy być razem i zanim dowiedziałam się, że ja jemu również się podobam, mam jakieś szanse, o których myślałam, że są zerowe, szalałam za nim jak głupia. Wychodziłam w porach, kiedy wiedziałam, że gdzieś idzie, z psem, żebyśmy PRZYPADKOWO się spotkali, a serce mi łomotało jak szalone, wyczekiwałam na każde spotkanie. Zresztą dowody mam w pamiętniku, gdzie nawet jego nazwisko pisałam z milion razy,uważając za najcudowniejsze na świecie. Wiem, że to brzmi żałośnie, jakbym była w podstawówce, ale to jednak typowe objawy zauroczenia. Tylko co się stało? Chcę, żeby to wróciło, nie chcę ciągle rozkminiać. Doszło do tego, że nie mogę już żadnego filmu obejrzeć i żadnej książki przeczytać, słuchać plotek o znajomych, zwierzeń koleżanek, bo wszystko dopasowuje do siebie. Wszystko co złe,naturalnie, co w jakimś stopniu pasuje do sytuacji. Mam dość :(

Po co ja to w ogóle pisze. I tak to pewnie nikogo nie interesuje, ale co tam... może jednak ktoś mnie jakoś podtrzyma na duchu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Lady_Makbet 27 gru 2010, 02:51
zalamka87 napisał(a):a jak na to zapatruje się twój facet, wie twoim natręctwie? ech z doświadczenia wiem że jeśli chce się powiedzieć to trzeba dużo dużo wyczucia, bo drugiej połówce jest trudno sobie to wyobrazić co sie dzieje w nas w środku, mój ukochany bardzo mnie wspierał i wiem że bardzo sie nacierpiał przeze mnie

Zmieniłam nick ;) Wiesz, mój facet o niczym nie wie. Zastanawiam się nad wspólną wizytą u psychologa - ja i on. Chciałabym, żeby psycholog wytłumaczył mu co się teraz ze mną dzieje. Z tym, że znając go na pewno pomyśli sobie że mi rzeczywiście nie zależy :/ kurcze, sama nie wiem co zrobić...

aussie pisz, pisz :) musisz zrozumieć, że to choroba. To pierwszy krok w stronę wyleczenia.
Masz problem z przejściem w kolejne stadium związku, dlatego chcesz wrócić do tego co było - wtedy pomagały Ci hormony. Teraz musisz nauczyć się przeżywać miłość dojrzałą - już bez "motylków z brzuchu". Czytam książkę "Rozstania są dla mięczaków" - jest tam napisane, że wiele par rozstaje się właśnie na tym etapie ponieważ myślą, że się odkochali. Ich zdaniem odkochali się ponieważ nie czują już tych "motylków" a miłość na tym nie polega.
Jeśli będziesz cały czas w myślach powtarzała sobie jakieś kłamstwo to w końcu mózg uzna to za prawdę.
Jeśli cały czas masz wątpliwości, myślisz, że nie kochasz to faktycznie zaczynasz "nic nie czuć", tworzysz w sobie blokadę.

Od razu przyznaję się Wam, że sama i tak mam problem ze zmianą swojego myślenia na właściwie - te które opisałam wyżej.
Wiem, jak zimno potrafi być, gdy wszystko jest ze szkła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 gru 2010, 13:16

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 27 gru 2010, 10:20
Ludziska głowy do góry :) Ja od wczoraj mam lekkie nawrot:| staram sie nie panikowac. Chociaz mysli powracaja. Tylko ze mam nawrot mysli o innym. Wczoraj jak bylam z moim kochanym to znowu pojawila sie nagle w myslach twarz innego. Pozniej mam tak ze jka mowie ze kocham mojego to gdzies w podsiwadomosci jest twarz tamtego;| gdzies gleboko to siedzi. Mam nadzieje ze to chwilowe bo bardoz tego nie lubie bo zmusza mnie to do analizowania chociaz wiem ze to nn te mysli sa takie jakby sztucne.. taki automat mysle o moim Kochanym to w podsiwadomosci obraz tamtego psuja mi ta mysl ;D Sile daje mi to ze przeciez mialam teraz okres bez nn i pewnie nadal bedzie !
Ostatnio edytowano 28 gru 2010, 14:19 przez Anonymous, łącznie edytowano 1 raz
Powód: dubel
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 27 gru 2010, 19:34
Tak... wiem, ze zrozumienie problemu jest podstawa do wyleczenia. Doskonale o tym wiem, klopot polega jedynie na tym, ze ja nie moge zrozumiec, ze to choroba, ciagle analizuje i boje sie, ze to jednak nie to, ze sie oszukuje itd... wiem tez, ze to bledne kolo i co z tego, ze ciagle bede analizowac i uprzykrzac sobie zycie skoro i tak go nie zostawie, bo mi zalezy i rozsadniej byloby po prostu zaczac cieszyc sie zyciem. Tylko JAK zrozumiec, ze to choroba i czy to jest choroba? :(

agucha, a Ty chodzisz do psychologa, masz stwierdzone nn? Bo w sumie najbardziej podnosi mnie na duchu, kiedy slucham kogos kto faktycznie byl u lekarza i ma potwierdzone, ze jest chory, a nie tylko martwi sie i domysla, jak ja. Po prostu to jest bardziej wiarygodne. A wgl to wlasnie o to mi chodzilo. Tez mam okresy bez rozkmin, wydaje mi sie, ze to wszystko juz za mna, az tu nagle bum i jakas durna mysl. Czasem to wynika samo z siebie, czasem przez to, ze slucham o innych, podobnych sytuacjach, ale jednak wraca. Jedna, natretna mysl, ktora kaze mi rozkminiac, a ktora ciagle za soba cale to bagno od nowa, dokladnie jak u Ciebie. Takze odpedzaj te mysli, za zadna cene nie dopuszczaj ich znowu do siebie! Chociaz latwo mowic... I tez, kurcze, przychodza mi takie mysli z innymi. Czasem przychodzi mina mysl moj byly, moja pierwsza milosc. Mialam 13 lat, kiedy z nim bylam, nasz 'zwiazek' opieral sie glownie na gg, a jak sie widzielismy to nawet nie mowilismy sobie 'czesc', wiecie jak to jest. W kazdym razie wydaje sie smieszne, zeby tak sie zakochac w tym wieku i zeby to odcisnelo sie na obecnym zyciu. I dlatego to takie glupie jak przychodzi mi do glowy i zaczyna mi sie wydawac, ze to byla moja jedyna milosc, juz nikogo tak nie pokocham itd. i patrze nawet na innych ludzi, chlopakow, dziewczyny, bez roznicy, i nie moge zrozumiec jak oni kogos moga kochac,jak ich moga kochac, nie moge zrozumiec tego uczucia. Wszyscy wydaja mi sie glupi, brzydcy, nie wiem o co chodzi.

A wgl to jeszcze myslalam, ze latwo sie kocha na odleglosc, kiedy nie trzeba na co dzien znosic czyichs wad, mozna sobie idealizowac, a trudniej jak na serio ktos jest przy tobie.

Chcialam cos jeszcze napisac, ale nie wiem co...potem dopisze. A wiecie co jest najgorsze? Moj chlopak byl dzis u lekarza i ma cos z sercem, jutro bedzie mial jeszcze badania, ale lekarka mu powiedziala, ze ma sie niczym nie denerwowac... a glownym zrodlem jego stresu jestem ja :( jestem okropna :(

a Monika (nie pamietam Twojego nowego nicku, sorry xD), jak ksiazka? Super, co? Widze, ze juz ujela Cie wiedza tej kobiety. Jest fenomenalna :) Myslisz, ze utknelam (no i w sumie Ty tez, jak inni)? Ze trzeba porzucic leki, wyobrazenia, uwierzyc, ze ona ma racje, ewentualnie ze to choroba i isc dalej, z usmiechem na twarzy, w pelni optymizmu? Gdyby to tylko bylo takie latwe...

[Dodane po edycji:]

Czasem myślę, że może ja go bardzo, ale to bardzo lubię, jest moim najlepszym przyjacielem, ale to wszystko. Że nie ma 'tego czegoś'. Z drugiej strony wiem, że na początku szalałam jak głupia, co zresztą już pisałam. Tylko gdzie to zniknęło? Czemu czasem patrzę na niego i nie ma we mnie żadnych emocji, mam wrażenie, że coś jest nie tak, coś nie pasuje i niestety nie przestanie? Chciałabym ciągle czuć tak intensywnie tą miłość, a na pytanie czy go kocham odpowiadać z rozbawieniem, jakby to było idiotyczne pytanie, bo jak ktoś mógłby pomyśleć, że nie kocham. Chciałabym czuć, że wszystko w 100% gra. Nawet nie potrafię nazwać tego uczucia... po prostu mam wrażenie, że coś mi nie pasuje i przychodzi mi na myśl ten mój były (co jest żałosne, zważywszy ile miałam wtedy lat i jak bardzo nierozwinięta była nasza relacja a cała ta moja miłość oparta była chyba bardziej na wyidealizowaniu i podnieceniem związanym z posiadaniem TAKIEGO chłopaka-którego zazdrościły mi wszystkie koleżanki. Zresztą nie wiem czy na tym, ale chyba tak), przypominając o tej wyimaginowanej idealności i jakby konkurując z moim chłopakiem, ukazując że był lepszy (choć wcale nie był) i na pewno to była prawdziwa miłość, a to nie jest. I wtedy, nawet jak sobie wytłumaczę to tak jak tu to jest myśl, że przecież miłość jest nieobliczalna, nie można tak po prostu sobie jej wytłumaczyć i po prostu się kogoś kocha albo nie...A jeszcze ciągle mi się przypomina scena z któregoś odcinka Ally McBeal (może ktoś ogląda) jak pastor zostawił swoją dziewczynę, która śpiewała w chórze i potem z żalu śpiewała bardzo wyzywające piosenki i na końcu wytłumaczył jej dlaczego ją zostawił. Powiedział coś, że jest wspaniała-piękna, mądra, na pewno byłaby wspaniałą matką i najrozsądniejszą decyzją byłoby się z nią ożenić, ale jednak nie potrafił kochać jej tak, jak inne, bardziej odległe od ideału i gdyby ją poślubił to coś by w nim umarło, bo ona nie budzi w nim namiętności (kurcze,gdybym potrafiła tak zapamiętywać to, co mam w szkole, jak te durne sceny z filmów i inne takie,to bym dawno dostała stypendium :/). I Tak mi to utkwiło w pamięci... i zawsze się boję, że to jest na zasadzie, że wiem, że to super facet i nie mam prawa narzekać i jestem z nim choć nie czuję tego co powinnam... kurczę, jestem do dupy... błagam, niech mi ktoś odpowie...

[Dodane po edycji:]

I jeszcze... wiem, wiem, za dużo piszę, ale muszę... bo ta książka "rozstania są dla mięczaków" jest świetna, ale, kurczę... tak jest coś o tym, że podświadomie wybieramy partnera podobnego do naszych rodziców i ma on ich cechy. Jak sobie pomyślę o tym to jakoś nie widzę podobieństw między moim tatą a moim chłopakiem np :/ I mam wrażenie, że to źle. Za to widzę między kumplem mojego chłopaka, którego zresztą nie znoszę, wnerwia mnie i w ogóle. Ale jak zaczynam rozkminiać to wydaje mi się, że nawet nie jest brzydki i że ma cechy mojego ojca,więc NA PEWNO jest mi przeznaczony. Zresztą nie raz miałam takie jazdy... Kiedyś ubzdurałam sobie, że mój chłopak musi być z moją koleżanką i jak na nią patrzyłam to wydawało mi się, że odbija mi faceta i nie mogłam dosłownie z nią przebywać pomimo iż na serio strasznie ją lubię. I jeszcze ubzdurałam sobie, że przeznaczony mi jest inny przyjaciel mojego chłopaka, który wgl mieszka w innym mieście i na oczy go nie widziałam...tylko na nk i wcale niekoniecznie mi się podobał (chociaż jak zaczęłam się przyglądać to i zaczął, a co). Tak czy owak czytając tą książkę mam wrażenie, że wszystko nie pasuje... a do kitu... :( nie wiem co robić już,poważnie. Ale zostawić i tak go nie zostawię. Dlaczego? Nie mam bladego pojęcia, czasem myślę że tak byłoby lepiej i łatwiej dla nas obojga. Ale nie mogę. Coś mnie trzyma, nie pozwala odejść, jakoś mimo wszystko mi zależy :( O co tu chodzi? Niech ktoś mądry mnie 'zinterpretuje' :(

[Dodane po edycji:]

Nie mogę się powstrzymać przed pisaniem tutaj...

Tak myślę, że ja nie potrafię kochać, nie potrafię tego poczuć, po prostu nie istnieje we mnie takie uczucie. Czasem wręcz czuję, że to zasługa mojego poprzedniego związku, w którym się męczyłam, pomimo iż facet mnie odrzucał. Pod każdym względem: wygląd, zachowanie, wszystko, co tylko się da. A ja czułam się fatalnie, ryczałam, ale próbowałam sobie wmówić, że jednak go kocham i wygląd nie ma znaczenia. I teraz się mści. To potężna trauma dla mnie była. I czasem wręcz jestem pewna, że to wszystko przez to. Tylko nie wiem czy to naprawdę taki uraz i dlatego nie dopuszczam miłości do siebie i drobna wątpliwość (jaka występuje chyba u każdego, nawet całkiem normalnych,kochających się ludzi, a u których nie budzi większych emocji, bo wiedzą że się kochają i szybko stwierdzają, że taka myśl to bzdura) przypomniała mi o tamtych przeżyciach i wywołała DOKŁADNIE TO SAMO czy może jednak naprawdę historia się powtarza. Ale w to nie uwierzę, bo wtedy mi nie zależało wcale a teraz bardzo, a zresztą mój chłopak bardzo mi się podobał, nie będę powtarzać od nowa.

Wybaczcie... już naprawdę nic nie napiszę, ale tak się rozładowuje.... I liczę, że jednak ktoś to skomentuje... proszę... ze swojej strony też służę radą i pomocą :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Lady_Makbet 28 gru 2010, 03:06
aussie napisał(a):jak ksiazka? Super, co? Widze, ze juz ujela Cie wiedza tej kobiety. Jest fenomenalna :) Myslisz, ze utknelam (no i w sumie Ty tez, jak inni)? Ze trzeba porzucic leki, wyobrazenia, uwierzyc, ze ona ma racje, ewentualnie ze to choroba i isc dalej, z usmiechem na twarzy, w pelni optymizmu? Gdyby to tylko bylo takie latwe...

Książka bardzo mi się spodobała :) jestem dopiero na początku ale wiem, że mogę się z niej wiele nauczyć - jeśli będę chciała ;)

aussie napisał(a):A jeszcze ciągle mi się przypomina scena z któregoś odcinka Ally McBeal (może ktoś ogląda) jak pastor zostawił swoją dziewczynę, która śpiewała w chórze i potem z żalu śpiewała bardzo wyzywające piosenki i na końcu wytłumaczył jej dlaczego ją zostawił. Powiedział coś, że jest wspaniała-piękna, mądra, na pewno byłaby wspaniałą matką i najrozsądniejszą decyzją byłoby się z nią ożenić, ale jednak nie potrafił kochać jej tak, jak inne, bardziej odległe od ideału i gdyby ją poślubił to coś by w nim umarło, bo ona nie budzi w nim namiętności

Wystraszyłaś mnie :? jak to przeczytałam od razu ogarnął mnie lęk i zaczęłam znowu wszystko analizować.

Jakie to je straszne! Aussie nie wiem jak sobie z tym poradzimy :( niedługo sylwester a ja zamiast się cieszyć cały czas zastanawiam się jaka będę w tym dniu dla mojego faceta - normalna czy z blokadą, znieczulicą? Obstawiam opcję numer 2. Najchętniej przespałabym ten dzień i noc. Aussie musimy dać radę!
Wiem, jak zimno potrafi być, gdy wszystko jest ze szkła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 gru 2010, 13:16

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 28 gru 2010, 09:44
Tak chodzilam przez rok do psychiatry ktory stwierdził mi nn :) bralam asertin. Obecnie nie biore od ok pol roku. Cos zaczyna sie powoli u mnie psuc. Tzn mam tak ze normalnie mysle a dzis se widze moim i jest radosc a nagle podswiadomosc pokazuje tylko obraz tamtego no i bum. To juz mnie denerwuje. Znowu sobie ide i on tu mieszka i znowu bum znowu wnerw. Mozecie sobie poczytac moje pierwsze posty to zrozumiecie o co mi chodzi bo nie chce mi sie tego pisac po raz setny. Jak narazie stram sie nie panikowac i jestem swiadoma jak mniej wiecej jak to dziala jak jakis automat to jest takie sztuczne ale potrafi wszytsko popsuc. Bylo juz tak normlanie ale i tak daje mi sile to ze jak nn calkowicie dala mi spokoj to bylo normalnie calkiem nowmalnie. Zreszta nadal tak jest tylko znowu cos mi przeszkadza w glowie.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 28 gru 2010, 14:16
agucha, patrzyłam tam kilka Twoich wcześniejszych postów, jeszcze przejrzę inne, ale w sumie mam podobną sytuację. ale, co mnie zainteresowało, natknęłam się na wątek o wpływie rodziców na nasze zachowanie. i tak myślę czy to naprawdę ma wpływ? bo już kiedyś mi to przyszło do głowy ale...no nie wiem... bo moi rodzice bardzo mnie kochają, wiem o tym... tylko nie do końca potrafią to okazać, zwłaszcza mój ojciec. zawsze wysyłali mnie na milion zajęć dodatkowych, chcieli, żebym wszystko robiła, jak dostawałam 4 w szkole to było pytanie: 'a czemu nie dostałaś 5? chyba stać cię na więcej'. ciągle się z nim kłócę, płaczę przez niego. raz mnie, w porywie gniewu, zwalił ze schodów, a jeszcze kiedyś ciągnąc mnie w furii do pokoju, wpakował na lustro, które się potłukło i potem powiedzieli, że musieli pokryć koszty naprawy więc nie urządzą mi urodzin dla koleżanek (miałam wtedy około 13lat). aż wstyd to mówić... i nigdy mnie nie przepraszał, najwyżej udawał, że jest okej. raz powiedziałam w złości, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć, po tym jak mama czy tata powiedzieli, że są moimi rodzicami i należy im się trochę szacunku,to byli oburzeni... i tego typu rzeczy, nie chcę się zagłębiać, bo i po co. ale myślę czy to ma wpływ. z jednej strony logiczne wydaje się, że ma, ale z drugiej... sama nie wiem :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 28 gru 2010, 16:57
aussie napisał(a):A tak do osób, które z tego wyszły, słuchajcie, a jak czytacie to co piszemy np. albo oglądacie jakiś film, czy czytacie książkę czy cokolwiek gdzie jest motyw, że jedna osoba do drugiej nic nie czuje i się męczy itd. to nie wraca wam to? Możecie spokojnie słuchać, bez żadnych uczuć, nie łączyć ze sobą?

mi nie wraca i moge spokojnie słuchać wszystkiego, nie robi to na mnie wrażenie, jedyne co to czasem przypomina mi się że miałam odchył na tym punkcie i tyle
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 28 gru 2010, 17:14
Ja bym nie mógł... Też się nie dobrze z tym czuję. Czuję się jakbym oszukiwał... Nawet takim się widzę, to straszne. Sumienie mnie męczy, ale mam ten sam problem co aussie. Ciężko mi jest uwierzyć, że to choroba. W dodatku to co pisałaś o tym braku namiętności... U mnie jest to samo! U mnie namiętność, ale tylko w sensie pożądania budzą prawie wszystkie inne kobiety, z wyjątkiem mojej. Znaczy się no moja też budzi, ale tak na samą myśl nie potrafię, a fantazjując o innych odrazu wiedzmy czuję podniecenie. To jest jakieś chore i tego nie chce, ale to mnie przerasta.


Aha i w dodatku przy każdym pocałunku czuję lęk w brzuchu. Przy przytulanku itp nie bo to nawet lubie, ale przy całusach tak.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 28 gru 2010, 19:33
to faktycznie jesteś wyleczona, zazdroszczę. ale to daje nadzieję, cieszę się, że są takie osoby na tym forum :) to motywuje do działania a ponad to możecie zawsze coś podpowiedzieć i pomóc, nie znikajcie :))

carlos, a Ty powinieneś pójść do psychologa, poważnie. wszyscy tu mają problem ale jak czytam Twoje posty to odnoszę wrażenie, że bardzo z Tobą źle. Naprawdę, nie marnuj życia i zgłoś się do specjalisty. Nawet jeśli będziesz musiał zapłacić,zdrowie to podstawa. Ale może znajdziesz kogoś kompetentnego nie prywatnie. spróbuj, powodzenia :)) i trzymaj się :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do