Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 25 wrz 2010, 13:54
ale czujesz ze to sa Twoje prawdziwe mysli czy jak ? Bo ja np czasem czuje ze mi sie inne nie moje mysli wtracaja, że są takie dziwne czasem mysle ze to moze moje drugie ja.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 26 wrz 2010, 19:42
doł na maksa..... watpliwosci ogrom..... objawy somatyczne, dławienie w gardle i dystans do mojego K............
ja chce tak jak chocby tydzien temu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ratunku!
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 26 wrz 2010, 20:44
ana24 to ze chcesz zeby bylo tak jak tydzien temu to świetnie!! :) Gorzej jakbys wogole nie chciala ! Musisz to wytrzymac i wytrwac najlepiej przy boku swojej polowki!!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co niby było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 26 wrz 2010, 22:03
chce czuc milosc pewnosc i stbilizacje...............

nienawidze siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

nie mam juz do siebie sil

noc z butelka sobieskiego :(
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co niby było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Misiek_NL 26 wrz 2010, 22:44
Ana24 napisał(a):noc z butelka sobieskiego :(


To nie jest dobry pomysł...
Misiek_NL
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 26 wrz 2010, 22:50
nic nie jest dobrym pomysłem............. jakos trzeba zmniejszyc bol
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Misiek_NL 26 wrz 2010, 22:51
Ana24, Ale w ten sposób to możesz go tylko powiększyć...
Misiek_NL
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 26 wrz 2010, 22:53
;( idziesz na lawke przed bblok.... przekonam Cie ze to jedyny sposob
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Misiek_NL 26 wrz 2010, 22:53
Nie... Ja z tym skończyłem już :)
Misiek_NL
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 26 wrz 2010, 22:55
hmm zostaje ja z panem S
:(

przynajmniej dzis nie bedzie bolec
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 27 wrz 2010, 11:54
ana myśle ze jest z Toba bardzo zle i powinnas sie jak najszybciej udac do lekarza! Skoro uciekasz w alkohol to mozesz wpasc w nalog..
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 28 wrz 2010, 01:10
Witam dziewuszki, przez jakiś czas starałem się nie myśleć o problemie, ale wiecie jak to jest... on dręczy zawsze, jak się o nim pomyśli. Kiedy te wątpliwości wywołuje osoba, z którą się jest, to wątpliwości są zawsze.
Wczoraj w sumie, po raz kolejny wybuchłem płaczem, od jakiegoś czasu. Teraz jak piszę i myślę o problemie, to czuję LĘK, a objawia się to parciem na stolec. Tak mam jeżeli chodzi o somatykę.
Powiem wam, że ja, od momentu tego całego zamieszania przewinąłem przez siebie masę myśli. Po drodze miałem wrażenie, ba chyba w 1 momencie nawet pewność, że jestem gejem.
Teraz mam wrażenie, że jestem seksoholikiem, bo mam problemy z pornografią i masturbacją.
Dla tak młodego faceta jak ja powinno to być normalne, ale mnie to boli. Szczególnie kiedy jestem w związku.
Powiem wam, że teraz często gęsto jak fantazjuję i będę to robił o innych dziewczynach niż o mojej, to będzie mi przyjemniej i będę czuł większe podniecenie... I to mnie boli, bo chyba zaraziłem się tymi filmami porno. Wczoraj też byłem w pubie i po 3 piwkach, zaczęła mnie bardzo pociągać moja koleżanka. Z początku próbowałem się nad tym nie skupiać, ale to było coraz silniejsze im bardziej się opierałem... Po wyjściu z pubu dopadły mnie smutki, złości. W ostateczności wyszedłem zdołowany i bez życia jak zombie z psem, po czym poprosiłem ojca o rozmowę i rozpłakałem się przy nim jak świnia. Planuję jeszcze odwiedzić psychoterapeutę i księdza. Szukam wszędzie pomocy, ale nikt mi nie może tego wytłumaczyć. Chyba potrzebuję czasu, by zmienić swój pogląd na związek. A patrzcie, wcześniej jeszcze niedawno całkiem, W OGÓLE nie miałem takiego problemu. Teraz na przykład w pracy, bo pracuje jako kelner, kiedy widzę ładną kobietę i mi się spodoba, poczuję pożądanie, to ciągnie się za tym odrazu lęk i jeszcze większe pożądanie, i co za tym idzie JESZCZE WIĘKSZY LĘK! To rodzi smutek, ból, agresję do samego siebie. Takie koło...
U mnie też jest ten ból, że niby nie czułem tak mocno tego zakochania... Może to było po prostu zauroczenie?
Były silne emocje, typu zazdrość, złość, ale też przyjemność. Teraz te emocje są naprawdę znikome, ale za to nie ma kłótni ( bardzo rzadko się zdarzają ). Zdarzają się tylko wtedy, kiedy jednak mogę mieć powód do nich. Jednak kiedy sobie coś wyobrażam, to nie. Wcześniej, we wcześniejszym związkach i zakochaniach, oraz na początku tego związku i jego fazy "zakochania", mogłem sobie wyobrazić nawet coś, co wprawiało mnie w niepokój. Te emocje mnie niszczyły, ale dawały mi znak, że coś czuję. Brzmi to śmiesznie, bo to tak samo jakbym powiedział, będąc alkoholikiem, że jak piję, to czuję, że żyję. Bez alkoholu natomiast tego nie czuję, chociaż na zdrowy rozsądek wszyscy wiemy, że tak jest lepiej.
Dochodzę do wniosku chyba, że ja nie potrafię funkcjonować na niskich obrotach tylko na wysokich. Ciągle muszę mieć dreszcz, niepokój, tęsknotę, zazdrość, myśleć o niej obsesyjnie, ale tak się nie da w żadnym związku, więc nawet jeśli bym swój zakończył to każdy kolejny po jakimś czasie doprowadzi mnie do tego stanu, w jakim jestem teraz.
Moja mama wie o moim problemie, płakałem przy niej setki razy i dla niej i dla ojca jest to znak, że mi na tej kobiecie bardzo zależy, bardzo naprawdę, bo chcę ją kochać i temu płaczę. Bo ją kocham i walczę ze "swoimi" wbitymi w głowę myślami. Niejednokrotnie potrafię jeszcze o niej pomyśleć, rozmarzyć się i dojść do wniosku, który po chwilowej analizie uznawałem za fałszywy, że Kocham ja nad swoje życie i za nią swoje bym oddał. Powiem wam, że jestem już z nią długo, i gdybym faktycznie pomylił miłość z pożądaniem/namiętnością, to pewnie zaczęła ona już by mi działać na nerwy, a mi ciężko jest się zezłościć na swoją kobietę. Wszystko jej wybaczam i borę na siebie. Jest naprawdę cudowna, ale ja jestem chyba jak wielu ludzi uzależniony od emocji, ale ja nie chcę być uzależniony od emocji, tylko od niej. :)
Normalnie chcę mieć święty spokój z tym problemem i żyć z moim kochaniem w pięknej, cudownej harmonii. Może dopiero docenię prawdziwą miłość i tę kobietę, jak nie daj Boże ją stracę. Myślę, że jakby ona umarła czy coś, to mógłbym OSZALEĆ. Wiem, że jakby była inwalidką, to ja poświęciłbym życie, żeby przy niej trwać. I nie niechętnie, ale nawet bardzo chętnie gdyby chodzić nie mogła, to bym ją nosił. Wolę jednak, aby życie nie nasuwało mi takich scenariuszy do weryfikacji moich uczuć. Ja wolę, by moja ukochana była zdrowa jak ryba. Często modle się do Boga, aby pomógł rosnąć naszej dojrzałej miłości. Modle się za zdrowie naszych rodzinek.
Teraz mam wrażenie, że ona zachowuje się w stosunku do mnie tak podobnie jak ja do niej, czyli bez żadnego SZAŁU EMOCJONALNEGO i jest mi z tym dobrze, bo wtedy nie czuje się winny. Natomiast gdy mi się przygląda czuję delikatną presję, ale jak tak pomyślę... To ja sam bardzo często GAPIE SIĘ NA NIĄ Z UŚMIECHEM NA TWARZY. W dodatku z uśmiechem, którego zedrzeć nie mogę. Nawet jak pomyślę wtedy o problemie i poczuję lęk, to uśmiechu nie zedrę z siebie.
Ktoś tu słusznie też zauważył, że jak się analizuje, że się nie kocha, to jest źle bo mamy wątpliwości. Kiedy natomiast o tym nie myślimy to jeszcze gorzej się czujemy, bo jeszcze bardziej zaczynamy myśleć, że nie kochamy. Totalny absurd, ale w większości jemu ulegamy.
Moim problemem też jak niektórzy wiedza jest odległość. Jesteśmy daleko więc ciężko z tą namiętnością. Zobaczymy jak to będzie, planujemy niedługo zamieszkać razem. :) Zapeszałem też coś o dzidzi, ale nie zaszła. Teraz kupuje ponowny test bo ma jakieś małe wątpliwości co do tamtego. Zobaczymy co czas pokaże i przyniesie los, ale mam nadzieję, że małe bobasy, pełną pewność, prawdziwą i spokojną miłość oraz wiele szczęścia. Oczywiście nie tylko mnie, ale wam również. Pozdrawiam was i piszcie co tam u was. ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 28 wrz 2010, 12:33
Witaj Carlosie. No naprawde dlugo Cie tu nie było:) u mnie jest dobrze procz tego ze mam czasem te dziwaczne myśli. Jak myśle ze nic nie czuje do mojego T to wydaje mi sie to prawdziwe a jak myśle ze kocham to wydaje mi sie ze klamie. Mysle ze to podswiadomosc plata mi taki figle. Nie wolno sie tym zadreczać bo to jest w nas, siedzi i czym bardziej sie zadreczamy tym jest gorzej! Bo nakrecamy sie.. robo sie bledne kolo i tak w kółko ;D Ja poprostu jak nie mam mysli to jest pieknie...! Natomisat jak zaczynam myślec o uczuciach zastanawiac sie nad tym co powiedziałam.. nad tym ze podoba mi sie jaksi koleś to zaczynam wariować. Czasem nie wiem czy to nadal jest nn czy po porstu juz nic nie czuje a jestem tylko z moim z przywyczajenia.. ale to nie pragnela bym tak bardzo zareczyn i nie powtarzala mu co jakis czas ze chce juz miec ten wyjatkowy pierscien! ;D My chyba po prostu potrzbujemy wyimaginowanych problemo w zyciu bo inaczej bylo by nudno ! ;D A co ciekawe dzis mnie mama wkurzyla i zachcialo mi sie plakac i zaczelam miec mysli a bo mi sie nic nie udaje, bo ja cierpie i co najgorsze bo ja go nie kocham ... :( To bylo przykre ale coż jestem z nim i bede bo sie kochamy ! Musimy ;D Przepraszam za chaos ale nie umiem pozbierac tego w kupe
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 29 wrz 2010, 00:55
Mnie też dręczy masa rzeczy. Na przykład to, że przed chwilą, czyli o później porze zrobiła się dostępna na GG i nie poczułem w środku tego takiego "uderzenia", jak przy zakochaniu. No właśnie, ZAKOCHANIU, hehe. Widzisz u mnie najgorsze, że to było zaraz kilka miesięcy po rozpoczęciu związku. Nawet nie czułem tego tak do końca wypowiadając Kocham Cię, jednak oboje zachowywaliśmy się naturalnie tak samo. Poza tym towarzyszyły mi typowe, uczucie euforii, gdy sprawiłem jej przyjemność. Ciepło na sercu, jak o niej myślałem. Ból, smutek, złość w trakcie nieporozumień. Pociąg fizyczny. Może nie było to jakiś WIELKI SZAŁ, ale było to coś na pewno! Odległość jednak męczy. Teraz wszystko ucichło, dla mnie jednak nadmiernie. Ostatnio tam byłem zazdrosny, jakiś czas temu się pokłóciliśmy, ale z każdymi łzami, które wylewałem nie wiem, jakby to słabło... Chyba bardzo mocno się wkręciłem, tak jak wtedy z tą schizofrenią i derealizacją. Bardzo męczące i niebezpieczne. Ja tam mam gdzieś , przyzwyczajenie to norma i kiedyś będzie, ale to, że nie boje się dziecka jest dla mnie dobrym znakiem, bo zawsze jak nie chciałem to panikowałem. Teraz jak była możliwość starałem się na to przygotować. Ponad to zawsze płacze jak wyjeżdża i płaczę przez te problemy, jakieś uczucie w tym być musi, więc pusto nie jest. ;D I jest to pozytywne uczucie, poza tym bardzo ją szanuję i staram się o nią dbać. ;) Nie pozwolę jej skrzywdzić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do