Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 27 sie 2010, 16:10
Trochę nie rozumiecie mojego problemu :) Moj chlopak nie napiera na sex. Żaluej ze poruszylam ten temat. Ale dzieki ;) Twoje słowa wlasnie mnie wkurzyly!!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez marciatka 27 sie 2010, 18:28
agucha, brak ochoty na sex to nic strasznego. Twój chłopak na pewno rozumie, że po prostu masz taki czas, że nie masz na to ochoty i już. A że próbuje Cię zachęcić- to normalne ;) Nie przejmuj się Twoją oziębłością. Zapewne jest chwilowa. Każda kobietka ma wahania co do seksu, czasem ma ochotę non stop, aż jej wstyd, a czasami długo chce tylko przytulania, całowania i patrzenia sobie w oczy. Wszystko się zmienia, bo my, kobiety ciągle się zmieniamy. I nie mówię tylko o hormonach. My ciągle tak jakby dojrzewamy do seksu, nawet, jak pierwszy raz jest dawno za nami. Co jakiś czas otwiera się jakby nowy etap związku, zaczynamy kochać naszego faceta w trochę inny sposób, zatem i podejście do fizycznej bliskości się zmienia.

Nie przejmuj się, tylko korzystajcie z tego, że znów możecie trochę porobić takie niby niewinne podchody jak na początku związku ;)
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
13 sie 2010, 18:37

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 30 sie 2010, 09:11
Długo mnie tu nie było, witajcie ponownie.
Mnie od kilku lat towarzyszą obawy czy go kocham czy nie. To dziwne, bo na początku związku się nad tym nie zastanawiałam, to przyszło wraz z innymi lękami i natręctwami, przyszło zupełnie niespodziewanie.
Mimo że wiem że to nerwica, często zastanawiam się czy pod przykrywką nerwicy nie ukrywam swoich prawdziwych uczuć. Tzn może nie kocham męża, ale nie umiem odejść i tłumaczę, że pojawiające się wątpliwości to nerwica. Bardzo mnie to trapi.
Jesteśmy razem już kilka lat, po ślubie 2 lata, a do mnie wciąż co jakiś czas wraca lęk i obawa czy dobrze zrobiłam wybierając tego człowieka. Na codzień wszystko jest OK, dobrze nam się układa, przyjaźnimy się, choć sporo się zmieniło od początku związku, nie jesteśmy o siebie tak zazdrośni, ja byłam kiedyś bardzo zaborcza itd.... Nie jest to już ta pierwsza miłość, zauroczenie, więcej w nas przyjaźni, zaufania, szacunku niż romantycznych uniesień. Ze sprawami intymnymi bywa różnie, w sumie żadne z nas nie ma dużego temperamentu więc chyba też jest w porządku. Lubię przebywać w towarzystwie męża, mamy wspólne plany na przyszłość, tylko te wątpliwości. Pojawiają się zwykle jak mamy podjąć jakąś ważną decyzję (ślub, dziecko, kredyt itd), lub ogólnie w chwilach stresu, a czasem też pod wpływem opowieści koleżanek ('ta się rozstaje z partnerem, to może i mnie się nie układa'). Strasznie mnie to męczy, bo tak naprawdę nigdy nie umiałam zdefiniować słowa miłość, bo chyba takiej definicji nie ma. Ale bardzo się boję że tą miłość pomylę z przyzwyczajeniem, z litością itd. Kiedyś w złości chciałam odejść, ale nie mogłam, było mi tak przykro, tak ciężko, myślalam też jaka będzie reakcja otoczenia, myślałam o przyszłości męża, czy kogoś będzie miał itd. Od tamtej pory często zastanawiam się z jakich pobudek zostałam, z miłości, czy ze strachu przed tym co ludzie powiedzą, czy z litości, z przyzwyczajenia (wiele nas łączy) czy jeszcze coś innego. Bardzo mi to ciąży, często do tego wracam. Chciałabym po prostu być pewna, że dobrze zrobiłam, że będę szczęśliwa. Wiem że nikt nie ma recepty na szczęście, nikt nie powie jak żyć, ale widząc ile osób zmaga się z podobnymi problemammi zastanawiam się czy też macie podobne dylematy: to nerwica czy rzeczywistość?
A czym jest miłość nie wiem. Kiedyś często używalam słowa KOCHAM, teraz go unikam, bo wciąż się boję że wypowiem je nie będąc go pewna. Nie mam natomiast absolutnie z przyznaniem że kocham rodziców, to ejst dla mnie po prostu oczywiste, i wogóle się nad tym nie zastanawiam. Natomiast nad miłością do męża owszem, a bardzo chciałabym tak jak w przypadku miłości do rodziców po prostu o tym nie myśleć, uznać że tak jest, uznać to za pewnik. Czy sam fakt tego że się nad tą miłością zastanawiam świadczy o mnie źle? że nie kocham męża? że ukrywam swoje prawdziwe uczucia? Bardzo to życie skomplikowane.
Online
Posty
312
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 30 sie 2010, 12:32
Pewnie to przez to że Twoja milośc jest bardziej dojrzała. Okres zakochania już minął a my nerwicowcy odbieramy to jako koniec miłości. Poczytaj jak wiele tutaj przypadkow przypomina Twój. Ten lek i strach w określonych sytuacjach. Gdbyś nic nie czuła do męza to odeszła byś jak wiekszość osob robi a my z nn tylko sie zastanawiamy i myslimy lecz nie odchodzimy bo to nasza wyobraznia i odczycia fizyczne plataja nam figle tak wiec glowa do góry bo z Twoim uczuciem jest wszytsko okej:) Warto sie wybrac do lekarza specjalisty!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 30 sie 2010, 12:45
agucha chodzę do specjalisty, ale mam masę innych problemów i omawiamy wszystko po kolei. Niestety chyba moj obecny psycholog nie spełnia moich oczekiwań, pisałam o tym w dziale Nerwica lękowa, temat o pierwszej wizyty u psychologa/psychiatry. Po prostu czasem wychodzę jeszcze bardziej zagubiona.
Ostatnio właśnie poruszaliśmy temat moich życiowych decyzji (jestem osobą niedojrzałą w niektórych aspektach) i odczułam sugestię, że może moje decyzje były podyktowane innymi pobudkami niż szczerość, uczucie itd. Od razu zaczęłam się zastanawiać czemu wzięłam ślub, może głupio mi było odejść, może żal męża, może z lęku przed opuszczeniem wspólnego mieszkania, że może czułam presję rodziców, chciałam kogoś zadowolić.... itd. Znów zaczęłam się dręczyć, znów zaczęłam analizować przeszłość - tak jakby to miało teraz jakieś znaczenie. Wkurzyłam się strasznie, do tego stopnia, że nie wiem czy chcę kontynuować wizyty u psychologa. Nie chcę tak żyć, żeby wciąż się zastanawiać: kocham-nie kocham, zrobiłam dobrze czy źle. Mam tego dość, chcę iść dalej, a nie grzebać w tym co było i rozważać. Nie chcę już myśleć co jest prawdą, a co objawem NN. Już dość!
No i niestety moje posty są wynikiem ostatniej wizyty u psychologa, znów wróciła niepewność, lęki, obawy... :( A ja bym chciała po prostu wiedzieć, być pewna, nie roztrząsać wszystkiego na kawałeczki. Jestem już zmęczona.
Ostatnio edytowano 30 sie 2010, 12:46 przez amandia, łącznie edytowano 1 raz
Online
Posty
312
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 30 sie 2010, 12:50
Krwiopij - dziękuję. Jak do tej pory wszystko OK i oby tak zostało. Wciąż mam problemy z akceptacją tego stanu, ale powoli powoli idę do przodu. Właściwie znów jak pisałam wyżej, psycholog mi kiepsko w tym pomógł, sama zaczęłam sobie wyznaczać drobne cele, najpierw oglądałam wystawy sklepów dla dzieci, potem weszłam do środka, potem kupiłam jakiś drobiazg - ot takie małe kroczki w celu oswojenia. Są już nawet chwile kiedy z radością mogę o tym mówić - rzadko bo rzadko się to zdarza, ale się zdarza :)

Niestety jak widzisz dopadły mnie kolejne 'demony' przeszłości. Znów mi się kłębi w głowie. Jak nie urok to...... :evil:
Online
Posty
312
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 30 sie 2010, 13:13
Krwiopij napisał(a):amandia, Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę^^.Mam nadzieję,że i mnie Bozia pozwoli kiedys zostać Mamusią.Znacie już plec dzidziusia?

A co do tych demonów...sama zauważylas-i to znaczy bardzo wiele,że jestes jeszce nieodpępniona,przykleilas się do rodziców jak ukwialek do kamlota.Odpępnianie to proces bolesny,ale niunikniony,ja przyplacilam go ciężką depresją,choc wcale dobrych rodziców nie mialam.Nie wiem czy jednoirazowa wizyta u psychologa to byl dobry pomysl,lepiej byloby się zdecydować na całą terapię i nauczyc się takiej bezpiecznej,nieuzależniającej bliskości.


Jeszcze nie znamy, jeszcze trzeba poczekać ;)

kochana ja chodzę do psychologa raz na tydzień. Opisałam swoje doświadczenia w wyżej wspomnianym wątku - nie chcę się powtarzać. To nie jest jednorazowa wizyta tylko jak na razie cały cykl. Tyle, że jak do tej pory nie wniosły nic nowego, a wręcz ostatnia wizyta zasiała we mnie ziarno niepewności co znów zmusiło mnie do rozpoczęcia analiz nad moim dorosłym życiem, a przede wszystkim nad związkiem. Bo ja na codzień żyję normalnie, dopóki o tym nie myślę to jest w porządku, ale jak już się zacznie to analizuję wszystko wzdłuż i wszerz i nie wiem po co. Dochodzę do wniosku, że nawet jeśli ktoś (rodzice?) lub coś wpłyneło na moja decyzję o ślubie to przecież nie znaczy, że to była zła decyzja. Sama się juz gubię w tych uczuciach. A terapia nad oduzależnieniem się - chętnie, tylko jak i gdzie. na razie grzebię się na każdej wizycie w przeszłości, nie czuję abym szła naprzód, znów stoję w miejscu, a wręcz jak widać się cofam.

NAwet na włąsna rękę zaczęłam czytać i dochodzę do wniosku że mam w sobie dużo z opisu osobowości zależnej, tyle że nie jestem zależna od partnera a od rodziców, i może nie w tak wielkim stopniu (choć w dużym) jak piszą w opisie zaburzenia. Najbardziej mnie wkurza że wiem o tym, le nie wiem jak się przed tym bronić.
Online
Posty
312
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re:

przez anitka2610 30 sie 2010, 15:24
WITAM SERDECZNIE !!!MOŻE MACIE TAKI PROBLEM JAK JA!!!OTÓŻ OKOŁO TRZECH MIESIĘCY MAM MYŚLI NATRETNE O SWOIM MĘŻU,A ZACZEŁO SIĘ TO PRZED ŚLUBEM.JAK JESTEM Z NIM PRZYGLĄDAM SIĘ JEMU I DZIWNIĘ SIĘ CZUJĘ JAKIŚ DZIWNY NIEPOKÓJ MNIE BIERZE ,TRUDNO OKREŚLIĆ!!!!!JESTEM Z NIM OKOŁO 5 LAT,JEST CZUŁY,OPIEKUŃCZY,KOCHA MNIE,NO IDEAŁ MĘŻA, I NIGDY TAKIEGO CZEGOŚ NIE MIAŁAM W STOSUNKU DO NIEGO.ANALIZUJE W GŁOWIE CZY ON MI SIĘ PODOBA WTEDY SIĘ MU PRZYGLĄDAM I MYSLI MI PŁYNĄ ZE JEST BRZYDKI ITD,JAK SIĘ PRZYTULAM CZY PRZEBYWAM Z NIM ODCZUWAM DZIWNE UCZUCIE PUSTKI,I ZNOWU SIĘ PRZYGLĄDAM ,MYŚL CZY GO KOCHAM , NIE WIEM ,I CIĄGLE MYSLI NAPIERAJĄ NA MOJĄ GŁOWE.NIE MOGĘ SPAĆ, MAM PROBLEMY Z ŻOŁĄDKIEM.PŁACZĘ BO ŻYJĘ JAKBY NA KRAWĘDZI ,JAKAŚ NIEPEWNOŚĆ UCZUĆ .CHOLERA JUŻ CIE MOGĘ WYTRZYMAĆ.JESZCZE JESTEM 6 MIESIĄCU CIĄŻY I NIE MOGĘ ŻADNYCH LEKÓW BRAĆ!!!!!!!!!!!!A BRAŁAM ROK TEMU FEVARIN.CZY TE MYSLI MOGĄ BYĆ PRZY NERWICY NATRĘSTW?BO NIBY LEKARZ STWIERDZIŁ ŻE TO NN.JUŻ SAMA NIE WIEM CO TO JEST CZY JA JUŻ NIE CHCE Z NIM BYĆ?ŻE PRZESTAŁ MI SIĘ PODOBAĆ?MĘCZĘ SIĘ STRASZNIE!!!BO ZAMIAST MYSLEĆ O DZIECKU ,MAM MYSLI CIĄGLE NATRĘTNE O MĘŻU,JAKAS OBSESJA.NAWET JAK JEST W PRACY POJAWIA MI SIĘ W MYŚLACH JEGO WYGLĄD I ZNÓW TE MYSLI!!!!I TAK WOKOŁO.CO TO ZA CHOLERSTWO.PISZCIE JAK MIELIŚCIE PODOBNE PROBLEMY!!!!
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
23 sie 2010, 09:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 30 sie 2010, 16:08
Anitka2610! Niej estem psychiatra ale każdy z Nas ma podobne myśli dotyczące swoich drugich połówek i kazdy z Nas ma również nn. To natrętne myśli obawa przed czymś co mogłoby być zrealizowane. Musisz sie zrelaksować szczególnie ze jestes w ciązy. Szczególnie na początkuy trudno nie analizowac ani sie skupić na czymś innym ale postaraj sie!!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez anitka2610 30 sie 2010, 21:23
DZIĘKI agucha!!!DOBRZE ŻE NIE JESTEM SAMA,ALE JAK TU SIĘ RELAKSOWAĆ JAK W GŁOWIE NORMALNIE HORROR MAM, JAK COŚ ROBIĘ ,SPRZĄTAM ,LEŻĘ KOŁO MĘŻA ,NON STOP NA MNIE NAPŁYWAJĄ TE MYŚLI WRAZ Z NIEPOKOJEM WEWNĘTRZNYM ,MÓWIĘ CI TO TAKIE CHOLERSTWO, WALCZĘ Z TYMI MYŚLAMI ,DLATEGO WESZŁAM NA TEN PORTAL ŻĘBY SPRAWDZIĆ CZY KTOŚ MA PODOBNE OBJAWY,BO JUŻ ZACZEŁAM SOBIE MYSLEĆ ŻE FAKTYCZNIE PORZE MĄŻ PRZESTAŁ MI SIĘ PODOBAĆ!!!!!MA TAKĄ PUSTKĘ W GLOWIE,JESTEM NIE SOBA TO NAPRAWDE TRUDNE!!!WCZEŚNIEJ BYŁO TAK SUPER!!!!BYŁ DLA NIE IDEAŁEM MĘŻA!!!!!!!!!!!!
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
23 sie 2010, 09:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 31 sie 2010, 12:45
Ja CIe rozumiem. Możesz poczytac moje wczesniejsze posty mialam to samo.. wpadłam w depresje nie potrafilam normlanie myśleć. Musisz to pzetrwac nie ma innej opcji!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez chojrakowa 31 sie 2010, 20:30
Lepsze pytanie to czy on kocha mnie, a jeśli już kocha (jakoś... jakoś, sama nie wiem, dziwnie mi się to pisze, że ktoś mnie kocha, to raczej nierealne) to kiedy przestanie? :-|
Rozumowanie chojrakowej.
Ludzie koty chodzą własnymi ścieżkami

NIE KAŻDA NOC PRZYNOSI ULGĘ POWIEKOM

Everything is boring and everyone is a fucking liar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7313
Dołączył(a)
19 lip 2010, 18:36
Lokalizacja
kraina deszczowców

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez anitka2610 31 sie 2010, 21:37
AGA A JAK Z TYM WALCZYŁAŚ? PRZESZŁO CI?JA NIE MOGĘ NICZEGO BRAĆ ŻADNYCH LEKÓW BO JESTEM W CIĄŻY 6 MIESIĄCU. A NA PSYCHOTERAPIE MNIE NIE STAĆ.A NA KASE CHORYCH SIE CZEKA MIESIĄCAMI!!!!!CO TU ROBIĆ JESTEM TAKA PRZYMULONA, NIE DO ŻYCIA,OTĘPIONA TYMI MYSLAMI.A PAMIĘTAM TE CZASY JAK BYŁAM PEŁNA ENERGII,CIESZYŁAM SIĘ ŻE MAM TAKIEGO FAJNEGO CHŁOPAKA.A TU WIDZISZ JAK MNIE WZIEŁO,AKURAT W JEGO STRONĘ.WIESZ JAK JA SIĘ CZUJE?TU WYSZŁAM ZA MĄŻ I TERAZ CIĄGŁA NIEPEWNOŚC JAKAŚ PUSTKA W GŁOWIE TYLKO MYŚLI NA JEGO TEMAT.ALE WCZEŚNIEJ NIE MIAŁAM NIC DO JEGO WYGLĄDU ,PATRZYŁAM NA JEGO CHARAKTER,TAKI CZUŁY OPIEKUŃCZY DOBRY,CZEMU AKURAT WYGLĄD PRZEWAŻA?WIESZ SAMA TEGO NIE ROZUMIEM CZEMU AKURAT TO U MNIE JEST W MYSLACH.PATRZĘ NA NIEGO ,MYSLI MI PŁYNĄ I ODCZÓWAM TAKI JAKIS DZIWNY NIEPOKÓJ CIĘŻKO TO OKREŚLIĆ,NIEMOGĘ SIĘ SKUPIĆ NA CZYMŚ INNYM.TO STRASZNE.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
23 sie 2010, 09:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 01 wrz 2010, 14:55
Dłuugo walczyłam bo prawie rok. Przede wszytskim brałam tabletki przez rok Asertin lecz myśle że to kwestia przywyczajenia. Orgaznizm sie przyzyczail ja uspokoiłam a myśli odeszly. Oczywiscie nie jestem do końca zdrowa bo miewam dni ze czasm myślę lecz staram sie nie analizować. Dokładnie pamiętam jak miałam taki okres jak wy ze czułam pustke i obojętność niby pisałam tu na forum ze kocham ale wydawalo mi sie ze tego nie czuje. Poprostu miłość staje sie dojrzała i nie czujemy juz jej w takim stopniu tylko nasze gesty do drugiej osoby świadcza o tym że kochamy np chęc bycia z drugą osobą. Musicie to przetrwać. Ja nie czekałąm tak dlugo na psychiarte ani psychologa po prostu idziesz i sie zapisujesz a tez choidzilam z nfz i nadal chodzę. To niewdzieczna choroba ktora ogłusza i oślepia nas.. kierujemy sie tylko uczuciami nn.. a to nie sa nasze uczucia bo to strach przed czyms zlym co mogloby sie wydarzyc a nie co jest!!!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do