Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 23 lip 2010, 16:37
carlos, w moim pierwszym powaznym zwiazku takie myslenie zaczelo sie po 3 mc:)Zadowolony?:) Meczylam sie z tym jak Ty,a nie mialam pomocy i wsparcia bo to byl rok 1999 i nawet neta nie mialam sprawdzic co ze mna jest nie tak.Pozniej bylam z Nim 6 lat! Wzielismy slub.Bylo fajnie,ale pozniej zaczelo sie psuc z roznych przyczyn.Byla wina Jego i Moja.Zdarza sie nawet po 20 latach.
Nie zalowalam,nie zauje tego rozpadu,bo wkoncu znalazlam prawdziwa swoja polowke.Juz 4 lata razem i chce tak do konca.Musze wierzyc,ze tym razem bedzie NA ZAWSZE:)
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 23 lip 2010, 19:39
hmm no ale Isabela, gdyby nie te nieporozumienia to byłaby szansa na to, że byście byli razem ? Mi się wydaje, że tak. ;)

Ja teraz ehh pokłóciłem się obsesyjnie o bzdurę ze swoją dziewczyną, byłem tak zły, brzydko się do niej odnosiłem ( nie przeklinałem, chociaż jak się zdenerwuje to prawie zawsze to robie, tylko nie do niej ). Zraniłem ją, powiedziała "Czemu mi to robisz?" Byłem zazdrosny o bzdurę z przeszłości taką... Przeprosiłem i jestem po tym wypompowany, nie wiem jak mogłem to zrobić.

Dodatkowo przy muzyce jak patrzę na jej zdjęcia, to chce mi się płakać, jak sobie wyobrażam, że nie moglibyśmy być razem przez te moje mysli i odczucia :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 24 lip 2010, 14:35
carlos, nie ,to byly sytuacje nie do pogodzenia i innej natury.Dzieki B...czy tam losowi,ze mam obecnie cudowna ostoje u boku.
Dzis mam spotkac kolege z dawnej pracy,idziemy na grilla i juz sobie wmawiam glupoty.Ja pierdo....!Nic tylko w Seksmisji sie znalezc gdzie nie ma facetow i jest jeden samiec ,ktorego to mam ja i o ktorego bede musiala cale zycie zabiegac.Bo konkurencja nie spi.Marzenie
isabella_28
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 24 lip 2010, 17:20
Dziewczyny a płakała ktoraś z was już przez ten problem? Ja wczoraj... Tylko wiecie co? Doszedłem do wniosku, że płaczę itp, ale czasami sam nie wiem czemu. Po prostu nie umiem tego opisać i wytłumaczyć dlaczego. Wczoraj płakałem i mówiłem, że czemu jest tak daleko. Rozpłakałem się przy muzyce jak sobie wyobrażałem jej wyjazd. Potem wyobrażałem sobie co by było, jakby odeszła/umarła... Płakałem bardziej. Za chwilę dlatego, że chciałbym się odblokować. Myślę, że na tle wcześniejszych związków, gdy zostałem nie raz zraniony, nie umiem jej do końca zaufać mimo, że chcę i jestem przed nią zablokowany podświadomie dlatego, bo umysł chce mnie uchronić przed zdradą ( którą w głowie widziałem bezpodstawnie i niefortunnie wiele razy ). Tak sobie myślę, że to ma OGROMNY wpływ na mnie.
I wiecie co ? Mam iść na zakupy, a boję się wyjść z domu, najchętniej bym tego nie robił... Wiem, że jak wyjdę, to będę oglądał się za innymi dziewczynami i wtedy mnie ściska w brzuchu, źle się czuję. Ponad to jestem w stanie fantazjować o innych dziewczynach seksualnie, co mnie całkiem dobija, ale staram się tego nie robić. Czuję się jak bym ją zdradził...
Wcześniej tak nie miałem, może się nakręciłem? Po prostu nawet jak wejdzie na mnie jakaś dziewczyna na n-k i chcę ją podejrzeć, to mówię sobie nie, bo jeszcze mi się spodoba, zaczynam się źle czuć i wtedy zaczyna się pokusa. Im większa ona, tym bardziej mnie to boli.
Za to jak ona mnie podejrzy czy coś no to hmm, czuję taki spokój jakby. Wiem, że jest.
Boje się, że kiedyś dojdzie do zdrady.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 24 lip 2010, 17:53
carlos, to masz przerypane;/ Nie mozesz przestac sie ogladac za babami?Ja ne ogladam sie za facetami na ulicy ,wisi mi to i powiewa.Martwi mnie dopiero jak mam poznac kogos nowego osobiscie;/
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 24 lip 2010, 19:14
Wiesz pewnie świadomść tego, że robię źle jeszcze bardziej mnie kusi :( niby to norma czytałem, że faceci się oglądają ale ja nie chce! kur*** boje się, że faktycznei jej mogę nie kochać :(( A jak pomyślę, że serio mógłbym coś ten teges to unikam tej osoby jak diabli.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Sycylia 24 lip 2010, 21:36
Nie miałam ostatnio dostępu do internetu i sporo mnie ominęło, więc cofnęłam się kilka stron i natknęłam się na wypracowanie carlosa (godne podziwu, naprawdę. a przy okazji widziałam, że agucha mnie o coś pytała i zastanawiam się czy jest sens odpisywać-jak pamiętasz o co chodzi to napisz,chętnie odpowiem) i uznałam ,że wykorzystam to, żeby tak w skrócie opowiedzieć moja historię, może ktoś mi powie czy to może mieć wpływ na moje zachowanie czy nie. bo myślę, że, niestety,poprzednie związki mają olbrzymi wpływ, ale tez czasem zaczynam w to wątpić, no ale. W każdym razie ja mam na koncie 2 związki (nie liczę jakichś tam zakochań w podstawówce i gimnazjum, kiedy to albo ktoś mnie nie chciał, albo chciał mnie nie w porę itp). mojego pierwszego chłopaka miałam w 6 klasie podstawówki i wiem, że może się wydawać, że byłam taka młoda to nie mogłam kochać, samej mnie wydaje to się głupie ale jednak go kochałam. i byłam strasznie szczęśliwa, ciągle przeżywałam, że zaraz mnie rzuci, bo dziwne że w ogóle TAKI chłopak chce MNIE. tak czy siak w końcu mnie rzucił, w wakacje. przeżywałam to strasznie, ryczałam jak nie wiadomo co. po tygodniu mi przeszło, uznałam ze w sumie chyba nic nie czuje, wręcz zaczęłam się tym martwic. no i się ułożyło i dopiero jak zaczęła się szkoła, wypatrywałam go na basenie (bo trenowałam pływanie,tak jak on) to wróciło z cala siła i ryczałam 2 lata po tym idiocie. następnego poznałam w zasadzie przez internet,to był były mojej koleżanki. fajnie nam się gadało ale jak się spotkaliśmy to byłam przerażona. obrzydzał mnie,nie mogłam na niego patrzeć. ale mówiłam sobie, że wygląd nie ma znaczenia, że jest fajny. i tak próbowałam sobie wmówić, że coś do niego czuję, dosłownie wmówić. próbowałam zachowywać się jak osoba zakochana, choćby wklejałam do pamiętnika bilety z kina i podpisywałam: 'miejsce michałka ;*', chore, wiem, ale to był mój sposób na przekonanie samej siebie, ze go kocham,bo przecież zakochani ludzie tak robią, nie? jak się z nim całowałam to nie mogłam patrzeć (a to był w sumie pierwszy chłopak, z którym naprawdę się całowałam),najlepiej pod poduszka. do teraz wzdrygam się na wspomnienie jego obleśnej twarzy zblizajacej sie do mnie. i tak cierpialam,oszukiwalam sie, w koncu wyszlo ze z charakteru tez jest beznadziejny, w ogole nie mielismy o czym gadac,robil mnostwo razących bledow ortograficznych, ktoryc nie moglam zdzierzyc. w dodatku spotkalam ktoregos razu mojego bylego jak bylam z nim i tak mi bylo wstyd, ze on go widzi i wtedy patrzylam za tamtym,myslac 'matko,mialam takiego faceta a teraz mam takiego beznadziejego'.az w koncu,o ironio,on zaczal sie wahac. poczulam sie wtedy bardzo zle: ja sie tyle mecze a teraz on mnie rzuci? no i niby mielismy cos przemyslec,ja wrecz plakalam przy tej 'powaznej rozmowie', chyba bardziej z ponizenia. a potem sie rozstalismy i odetchnelam i tak jakos samo wyszlo ze zerwalismy. odetchnelam, w miedzyczasie bylo wiele takich zauroczen,prob,ale, stety badz nietety, zadna nieudana. Az w koncu przeprowadzilam sie do nowego domu a na angielskim poznalam kolege, ktoremu sie podobalam i dzieki temu bardzo sie z nim zakumplowalam. On mi sie nie podobal i chociaz bardzo go lubilam, nie chcialam sie w nic pakowac bo po ostatnim doswiadczeniu powiedzialam sobie, ze jak sa watpliwosci to trzeba skonczyc. Ale ten kolega przyjaznil sie z moim obecnym chlopakiem. Duzo mi o nim opowiadal i bardzo spodobal mi sie z charakteru a potem jeszcze dowiedzialam się, że mieszkal w australii ( aja mam obsesje na punkcie tego kraju i bardzo chcialabym tam wyjechac,on zreszta tez) i pomyslalam ze to na pewno przeznaczenie. no i wkrotce sie poznalismy i wiele razy sie spotykalismy, spacerowalismy po 1,5 godziny i jeszcze nie moglismy sie nagadać. bylam w stanie,który z pewnościa mozna okreslic zauroczeniem i co do tego nie mam zadnych watpliwosci. bo i przystojny, i super sie dogadujemy, i w ogole tyle nas laczy a jeszcze dowiedzialam się, że jak sie nie znalismy to mnie widzial i go zaintrygowalam i chcial mnie poznac i w ogole. mimo wszystko, przez to ze wiele razy bylam odrzucana,balam sie, ze mnie nie będzie chciał. Problem zaczął się w zasadzie wtedy, gdy dowiedziałam sie, że ja równiez mu sie podobam. Zaczęłam przejmować się głupotami, jak chocby że nie bardzo lubi czytać, czy robi jakies drobne błędy ortograficzne. I dalej w sumie jak u was. tylko martwię się, że nie jest tak jak z moim pierwszym chłopakiem. Boję się, że popełniam znowu ten sam błąd, choć przyrzekłam sobie, że juz go nie popełnię. I niby wiem, że tak nie jest ale to nie pomaga. Czasami wręcz czuję, że to przez tego drugiego chłopaka. I czasem jestem pełna szcześcia, aptrze się na mojego chłopaka i śmieje się nie wiem z czego a czasami nie moge patrzeć. Ciągle jest mi niedobrze z nerwów, nie moge jeść, bardzo duzo schudłam. Czasem mam wrazęnie, że na myśl o całowaniu czy innych rzeczach, jest mi niedobrze a w sumie to chyba po prostu cały czas jest mi niedobrze, bo się denerwuję. mam dośc. A tak btw to zastanawiam się czy jakbym chciała wybrać się do lekarza to lepiej do psychologa czy psychiatry? Ale troche boje sie isc do jakiegokolwiek. Nie chce,zeby mi pwoiedziala ze powinnam zerwac i ze to nie zadna choroba.
mam nadzieje, ze przeczytacie i odpowiecie :)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
17 lip 2010, 14:17

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez wrazliwy 24 lip 2010, 23:51
Sycylia, , ufffff przeczytałem. :D
No wszystko wydaje się w miarę spoko - takie miłostki młodej dziewczyny.
Ale właściwie w czym tkwi Twój problem? Przepraszam, bo może nie wychwyciłem.
Co do psychologa czy psychiatry - na pewno nie zaszkodzi pójść. A i nie powinien Ci mówić, że masz rzucić chłopaka. :smile:
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Sycylia 25 lip 2010, 12:05
Cieszę się ;) a problem... w sumie racja, nie do końca opisałam. Za bardzo się skupiłam na przedstawieniu, moim zdaniem, przyczyn problemu, a nie chciałam zbytnio przedłużać, a mam problem ze zwięzłym pisaniem :D
Więc mój problem... przede wszystkim to ja chyba nie rozumiem pojęcia "miłość". Wydaje mi się, że powinnam być wiecznie szczęśliwa, a nawet jeśli nie, jeśli coś mi w chłopaku przeszkadza to nie przejmować się tym, wiedząc, że i tak go kocham i to niczego nie zmienia. I tak faktycznie miałam kiedy byłam z moim pierwszym chłopakiem. Poza tym ciągle doszukuje się wad. Zamiast cieszyć się, że jest przy mnie to ja wpatruję się w niego uporczywie, lustruje od góry do dołu, próbując znaleźć jakąś "usterkę", chcę sprawdzić czy aby na pewno mi się podoba i chcę to dalej ciągnąć, a to jest takie błędne koło, bo ja CHCĘ to ciągnąć, tylko nie chcę aby były rozkminy. A rozkminiam to czy chcę. Bez sensu... I zwykle jak tak doszukuję się tych wad to jakąą idiotyczną znajduję. Jak choćby, jak pisałam, nieczytanie książek czy jakieś drobne błędy ortograficzne, jakby to w ogóle miało jakieś znaczenie! Przecież mnie samej nie zawsze chce się czytać, a życie przecież nie na tym polega, prawda? A ja mam wrażenie, że dla mnie właśnie na tym. I nie mogę pojąć,jak ludzie (ogólnie ludzie, niekoniecznie mój chłopak)mogą w ogóle mieć jakieś pasje, no nie wiem, rysować, uprawiać sport, uczyć się, pracować, cokolwiek. To jest naprawdę idiotyczne, ja to wiem, ale i tak jak zacznę o tym myśleć to aż mnie coś ściska w żołądku. Ale wracając do tych książek to nawet ostatnio coś tam czytał i co? Poprawiło mi się? Skąd. Bo to w zasadzie nie ma dla mnie większego znaczenia (zastanawiam się czy nie ma tu wpływu mojej mamy, która jak byłam mała wiecznie mi ględziła, abym czytała i nie była analfabetką i w sumie od tego czasu sama nazywałam tak ludzi,którzy za książkami nie przepadali, uważałam wręcz takich ludzi za ograniczonych). Tak samo błędy ortograficzne, które sama nie raz popełniam i jakoś z tym żyję. I wiele tego typu rzeczy, rzeczy które są bezsensowne i tak na dobra sprawę to jakby ktoś mnie zapytał co mi w moim chłopaku nie pasuje to nic nie mogłabym powiedzieć. Bo na dobrą sprawę nie ma nic takiego, ja sobie to wymyślam, żeby sobie uprzykszyć życie. Mam taką potrzebę ciągłego myślenia. Jak jakiś palacz nie może wytrzymać bez papierosa to ja nie mogę bez myślenia,bo jak czuję, że już tam w głowie kłębią mi się myśli to muszę zacząć myśleć, rozkminić co mnie martwi, bo początkowo tego nie wiem, mam wrażenie, że jak się dowiem i wszystko sobie wytłumaczę to będzie lepiej, ale to taka pułapka,bo jedna myśl ciągnie za sobą kolejną i kolejną...
Ja mam takie fazy. Jest wspaniale, patrzę się na chłopaka i śmieję się głośno, przytulam się i puścić nie mogę, taka jestem szczęśliwa. W te dni myślę sobie jaka to ze mnie idiotka i że wszystko zepsuję jak będę tak robić itd. Potem zaczynam trochę myśleć, ale wciąż jest ok. Potem coraz więcej i więcej aż doprowadzam się do takiego stanu, że patrzeć na niego nie mogę, wszystko wydaje mi się bez sensu, mam ochotę uciec, bo czuję że nie ma innego wyjścia. I zwykle on już mówi, że nie trzyma mnie na siłę,choć wie że to nie jest brak uczucia i mam problem ze sobą, ale jeśli chcę to żebym powiedziała i on sobie pójdzie. I zwykle kończy się tak, że przytulam się z płaczem i mówię, że nie chcę go stracić, ale mam już po prostu dość. I przez dzień jeszcze czuję taką przepaść między nami, totalną pustkę, a potem znowu przychodzi euforia.
I na koniec jeszcze, to co wcześniej pisałam już, za bardzo wierzę w jakieś przeznaczenia itp (a najlepsze jest to, że niby jestem ateistką,więc powinnam z takich rzeczy się śmiać a nie wierzyć) i ciągle wymyślam, że pewnie jestem przeznaczona komuś innemu a mój chłopak ma mnie z daną osobą zapoznać i dlatego wciąż jesteśmy razem, choć jest źle. Albo wymyślam, że on jest jakiejś tam dziewczynie przeznaczony i mówię mu o tym. A on albo się z tego nabija albo wręcz wkurza i mówi, że może i dużo jest ładnych i fajnych dziewczyn na świecie, ale on kocha mnie i chce być ze mną a nie z jakąś Józią czy Genowefą. Ta...
W każdym razie mam wrażenie, że to w dużym stopniu wina tego, że tak bardzo samą siebie zraniłam pakując się w poprzedni związek. Ale już sama nie wiem...
Chyba tyle. A przynajmniej tyle teraz pamiętam. W razie czego jeszcze dopiszę, ale w sumie moje dolegliwości są praktycznie identyczne do tych,jakie ludzie tu mają. Zwłaszcza uderzyły mnie początkowe posty na tym forum i czytając je widziałam siebie. Przepraszam za te wypracowania, ale ja serio nie potrafię krócej...
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
17 lip 2010, 14:17

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 25 lip 2010, 12:41
a ja kochani znalazlam artykul, ktowy mnie rozwalil wczoraj... doszukalam sie w tym tekscie powodu dla którego jestem w zwiazku.......
boje sie ze moge byc z moim partnerem tylko dlatego bo tego porzebuje moja osobowośc....

cyt:"Osobowość zależna

(ang. dependent personality disorder);

inna nazwa: asteniczne zaburzenie osobowości - ang. asthenic personality disorder , zaburzenie osobowości typu C, zaburzenie obawowo - lękowe,

Występuje przesadna potrzeba bycia pod opieką, prowadząca do zachowań nacechowanych uległością oraz strachem przed opuszczeniem. Osoba dotknięta tym problemem zdrowotnym charakteryzuje się unikaniem podejmowania ważnych decyzji dotyczących swojego życia, wykazuje chęć przekazania odpowiedzialności za nie swojemu otoczeniu. Towarzyszy temu ciągła obawa przed popełnieniem błędu i związana z nią bierność.

Osoby z osobowością zależną bardzo mocno uzależniają się od innych i odczuwają silną potrzebę oddania się pod czyjąś opiekę, co prowadzi do zachowań natrętnych i uległych. Perspektywa rozstania lub nawet chwilowa samotność wywołuje w nich poczucie silnego lęku, niepokoju, a nawet silnej paniki. Osoby z zaburzeniem osobowości- osobowość zależna, budują swoje życie wokół innych i aby utrzymać ich przy sobie, podporządkują im swoje potrzeby lub poglądy, co często prowadzi do nieprzemyślanego wyboru partnera. Zdarza się, że często w obawie przed utratą wsparcia ze strony partnera tłumią swój gniew i trwają w związku, znosząc fizyczne lub psychiczne znęcanie się. Podjęcie nawet prostych codziennych decyzji bez zasięgnięcia rady i uzyskania poparcia jest dla nich bardzo trudne, być może dlatego że brak im wiary w siebie, z poczucia bezradności. Funkcjonują dobrze do chwili , kiedy nie muszą zostać sami. Osoby te najczęściej wydają się być “pozbawione charakteru” i nijakie, uważają, iż nie mają prawa nawet do odrobiny indywidualności. Przepełnia je obawa, że mogą zostać same, a kiedy jeden związek się kończy szukają pośpiesznie następnego partnera. Bardzo często zdarza się, że osoby te jednocześnie cierpią z powodu unikania kontaktów z innymi ludźmi, lub fobii społecznej, napadów paniki lub uogólnionego lęku. Są nadwrażliwe i mają poczucie nieprzystosowania.

Zaburzenie osobowości zależnej objawia się, w dużym skrócie, przesadnie dużą wagą do relacji interpersonalnych i chęcią podtrzymania ich często za wszelką cenę. Dotyczy to także rezygnacji z własnych pragnień i potrzeb, jeżeli kolidowałyby z potrzebami innych osób. W skrajnych wypadkach osoba dotknięta zaburzeniem jest w stanie tolerować poniżające traktowanie, a nawet przemoc fizyczną otoczenia.
Charakterystyczne cechy:

* dramatyczne przeżywanie rozstań
* złe samopoczucie w samotności
* potrzeba ciągłej opieki
* podporządkowanie własnych potrzeb na rzecz związku
* trudności w zerwaniu kontaktu
* częste choroby somatyczne- żeby zatrzymać kogoś przy sobie

Kryteria diagnostyczne ICD-10

1. pozwalanie innym na przejmowanie odpowiedzialności za swoje decyzje

2. podporządkowywanie potrzeb potrzebom innych

3. niechęć do stawiania wymagań osobom, od których jest się zależnym

4. obawa przed niezdolnością do zatroszczenia się o siebie wynikająca z osamotnienia, powodujące dyskomfort

5. obawa przed opuszczeniem

6. ograniczona zdolność podejmowania decyzji bez radzenia się innych
Kryteria diagnostyczne DSM-IV

1. trudność podejmowania codziennych decyzji bez ciągłych rad i wsparcia ze strony innych

2. potrzeba, żeby inni brali na siebie odpowiedzialność za większość istotnych sfer naszego życia

3. trudności w wyrażaniu niezadowolenia z innych spowodowane obawą przed utratą wsparcia lub aprobaty

4. trudności w inicjowaniu projektów lub robieniu czegoś samemu, wynikające raczej z braku zaufania do własnych sądów lub zdolności, niż z braku motywacji czy energii

5. nadmierne starania w celu uzyskania wsparcia psychicznego ze strony innych, prowadzące do ofiar polegających na robieniu rzeczy nieprzyjemnych

6. poczucie niewygody lub bezradności, kiedy jest się samemu, wynikające z wyolbrzymionych obaw co do bycia zdolnym do zaopiekowania się samym sobą

7. gwałtowne poszukiwanie nowych związków jako źródeł opieki i wsparcia, gdy bliskie związki się kończą

8. nierealistyczne zaabsorbowanie lękami przed byciem pozbawionym opieki (of being left to take care of himself or herself)"

mgr Justyna Ryszewska
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 25 lip 2010, 16:58
Ja mialem okropny sen, że zdradziłem swoją dziewczynę. Niby nie chciałem,ale chciałem i dla chwili "przyjemności" to zrobiłem, po czym zaraz odrazu dopadły mnie wyrzuty sumienia i już się pytałem jakiegoś dorosłego/dojrzałego faceta jak z tym żyć. Pewnie temu, że czytałem o zdradzie i się jej boję.
Rano się przez to obudziłem, strasznie zdołowany, zły. Przez chwilę myślałem, że to prawda, ale dopiero po chwili dotarło do mnie, że jest to zwyczajny sen. Mimo wszystko nawet, że to był sen, czuje się podle. Miałem wcześniej podobny, jednak udało mi się tam odeprzeć pociag fizyczny do ciała innej kobiety. Ach ta natura, ach ten łeb i mam nadzieję, że ach ta nerwica...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 25 lip 2010, 21:55
Forum odświeżam raz co jakis czas. A fakt, że piszę takie posty no to... No ja nie umiem zwięźle. Jak opisuję, to staram się jak najwięcej. Gdybym nieco podrasował stylistykę, to miałbym całkiem niezłe predyspozycje do tego, aby zostać redaktorem. :P
E tam nie piję. Jutro ostatni dzień mnie posłuchasz na forum bo przyjeźdża do mnie moja dziewczyna. Później, jeżeli mi nie wypali praca, to jadę do niej, więc trochę mnie nie będzie, ale dzięki za słowa otuchy. :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez frytka 25 lip 2010, 23:31
hm Ana24, wydawało by się, że strach przed utratą kogoś bliskiego ma podłoże zaburzeń osobowości, które przytaczasz. Czy to możliwe :?:
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez dina 26 lip 2010, 13:26
W ramach desperacji kopiuje mój post z innego forum. dodam, że jestem osobowością zależną, chociaż mniej niż bardziej. To dopiero mój drugi związek? nie związek?

Odległość: 500km Dwa miesiące kontaktu przez maile, telefony, skype. Spotkanie. Wszystko super. No, może pierwsze wrażenie wyglądowe nie teges, ale potem ok. 3 czy 4 fantastyczne dni razem w zasadzie całe dnie - też super. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Bliskość emocjonalna, intektualnie ok, naprawdę miło. Pocałunki, delikatny dotyk. choć obiektywnie może wydawać się mało atrakcyjny - bardzo mnie kręcił. 600km wspólny wyjazd, spanie w namiocie (do niczego nie doszło - żeby było jasne) Wszystko super. Byłam przekonana że jestem zauroczona/zakochana. Wstępne rozmowy, że w sumie to już jesteśmy razem... On bardzo ciepły, czuły i w ogóle.
A mi się nagle odwidziało. Zaczęło mnie wiele rzeczy w nim drażnić, nawet jego ruchy, niektóre cechy. To okropne - zaczął mi się nawet fizycznie nie podobać, czułam irytację, niechęć czy nawet (wstyd mi to pisać) obrzydzenie Fizycznie też mi się odpodobał. Panika, histeria, smutek, dlaczego to czuję? To co to było wtedy? czy można się w 3,4 dni odkochać? to absurd.
Owszem, to było tempo w wersji ekstrem, szalone itd... Może rzeczywiście poczułam się przytłoczona nadmiarem uczuć czy jego obecności.
Czasem jestem pewna, że nic z tego nie będzie, że to tylko chwilowy poryw. Ale chcę kogoś takiego jak on - jest wspaniały, choć może zbyt ciepły? mam dosyć zakochiwania się w samych sku**** a on jest inny...
Niczego na razie nie przekreślam, ale szkoda mi go tracić, a chyba do tego dążę... On się bardzo zaangażował...

Czy któraś z was miała może podobne doświadczenia - że w tak ekstermalnym tempie wszystko się zmieniło?
Tak wie, wyobrażenia i te sprawy, może zbyt chciałam się zakochać, ale ciekawa jestem czy ktoś z was przeżył coś takiego...

do psychoterapeuty 4 sierpnia idę
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
20 wrz 2007, 18:03

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do