Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 21 lip 2010, 11:27
Carlos ,a ponoc mezczyzni mysla tak racjonalnie i czemu u Ciebie takie mysli?Myslalam,ze takie problemy maja przewaznie kobiety :zonk:
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 21 lip 2010, 12:49
Przeczytałem agucha Twój post. No trochę podobnie, nieco inny lęk. U mnie pojawiają się "różne inne kobiety". Jeżeli pomyślę, ze z którą mógłbym coś ten teges to normalnie tragedia... lęk, smutek itp.
Ja jak pisałem swojego posta i dochodziłem do momentu, w którym było o tym, jak ode mnie odjeżdżała, zacząłem pękać i płakać... czułem jak coś się we mnie dzieje, jakby jakiś punkt kulminacyjny. Coś takiego jak na psychoterapii grupowej ludzie mieli, kiedy mówili o czymś i coś wspominali to strasznie płakali. Ja tak nie miałem, może znalazłem nie tą przyczynę. Tu jednak płakałem i kurde nagle zauważcie że napisałem niektóre rzeczy, które chcę dużymi literami. Czułem wtedy wyraźnie co chcę :) Wczoraj zająłem się pisaniem opowiadania dla mojej kobiety :) Pisałem jej masę wierszy, od jakiegoś czasu straciłem wenę i tego nie robiłem, ale postanowiłem napisać coś innego. I też tak mi przyjemnie po tym było, jak to poczytałem... jak to sobie wszystko wyobrażałem... normalnie myślałem, że się rozpłynę. Oczywiście później pomyślałem, że ja sobie ją może tylko wyidealizowałem? Ale to co piszę to w sumie nie idealizm bo cała prawda :)
I jak o dzieciach wspomniałem wyczekiwaliśmy dni miesiączkowych u mojego kochania, i mimo, że jest jeszcze za wcześnie, nie mamy warunków bo ja nie mam pracy a ona mieszka daleko, to oboje odnieśliśmy wrażenie, że troszkę szkoda... :(
Najbardziej nie lubie jak moja do mnie napisze, czy odezwie się na gadu i pomyślę, że to ona to odrazu czuję lęk. No uścisk w brzuchu jest gwarantowany. Czasem o niej zapominam... denerwuje mnie to, że nie myślę 24 na h! Albo jak mam jej napisać eska, biorę telefon, wezmę się za coś innego i za pare minut do pół godziny sobie przypomnę, że miałem... Tak samo jak fakt, że pociągają mnie inne kobiety. Pewnie też fakt, że się nad tym zastanawiam jeszcze bardziej nakręca mnie, aby na nie patrzeć i się przez to źle czuć... Wczoraj zasnąłem z takim fajnym humorem, a dziś się budzę i znów jest ponuro jeżeli chodzi o ten temat... znów tak pusto... Ponad to nie czuję zazdrości, jak coś sobie wyobrażam, no ale nie raz się przekonałem, że nie zawsze wyobrazić sobie coś można. Nawet, jeśli wcześniej się umiało. Chociaż było kilka lekkawych sytuacji i się czepiałem swojej, ale tego tak nie czułem. Ona mi mówiła, że jednak widać, że to zazdrość, ale nie taka bezsensowna jak na początku... W sumie ja tak narzekam i narzekam, ale jak pojawiło mi się to wszystko to jest nam lepiej w relacji. Nie kłócę się o byle bzdury, szanuję ją, nie jestem tak chorobliwie zazdrosny jak na początku, ufam jej, bardzo ją lubię i mi na niej zależy, dbam o nią, nie umiem sobie wyobrazić życia bez niej na tym świecie... To chyba dobre oznaki Brakuje nam tylko bliskości, bo jesteśmy daleko.
Ech, no chyba pozostaje mi silnie uwierzyć w to, że to tylko choroba, bo zachowuje się tak jak zagubiona napisała w takich podpunktach jak ona ma...

isabella_28

Co prawda często myślę racjonalnie i staram się brać wszystko na logikę, wielu rzeczy niestety do siebie nie dopuszczam.
Na to pytanie kurka nie umiem odpowiedzieć, ale powiem troszkę inaczej. W gimnazjum, szkole średniej i aż po teraz jestem w stanie czasami zrozumieć was, skomplikowane kobiety. Wiele mi się z nich zwierzało, szukało przyjaciela itp we mnie. Ze względu na to, że w otoczeniu nie widziałem innych takich jak ja zacząłem myśleć, że może jestem kobietą w męskiej skórze ;/
Nie wiem jak to jest, że przeżywam tak niektóre rzeczy i mam myśli jak to napisałaś, że tylko kobiety mogą takie mieć, kto wie.
Może to kwestia tego, że jak byłem mały to pilnowały mnie tylko i wyłącznie babcie, siostra czy inne kobiety, a nie żadni faceci ?:P
Nie wiem, nie wiem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 21 lip 2010, 21:26
hmm a mnie tu długo nie było....
po 9 letnim związku"na zabój" zostawił mnie mój narzeczony.... 3 ostatnie lata borykałam się paskudnymi lękami ze go nie kocham juz... terapeuta twierdził ze jest to wygaszie zakochania i stad moj stan....powiedział ze utozsamiam zakochanie z miloscia i dlatego kiedy ono minelo to twierdze ze juz nie kocham...tak podobno funkcjonuja obsesyjni kochankowie, którzy tylko stan zakochania uznają za jedyny i dążą do jego utrzymania a jesli jest to niemozliwe zyją wspomnieniami z tego stanu....

I tak moj narzeczony odszedl, myslalam ze umarłam, wiec aby sie całkiem pograzyc i odejsc odstawilam leki, zostawilam terapię...

I wszystko minęło, przynjmniej tak mi sie wydawało....bowiem od 3 miesiecy jestm w nowym zwiazku i leki i watpliwosci wrocily jak bumerang....jest o tyle trudniej bo nie mam miedzy nami chemii, jest to bardzo dojrzały partner a mnie jest z nim dobrze, bardzo dobrze, troszczy sie o mnie jak nikt inny....jednak ja ciagle mam mysli ze to chyba nie to bo nie czuje "WOW"....
a jesli juz to tak mało.... czemu jednak kiedy wraca z pracy nie umiem się od niego odkleic, cudnie jest zasypiac wtulonym i czuc się bezpiecznie....
byłam wczoraj na sesji i co sie dowiedziałam...- ze jeste zle skonstruowana, ze moje dziecinstwo i poprzedni zwiazek nauczył mnie funkcjonowac na wysokich emocjach a gdy jest dobrze i normalnie to dla mnie zbyt mało....

co robić! Ja Chcę go kochac, chce zeby był moim ostatnim partnerem....Ratujcie!!!!!!!!!!!!
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 22 lip 2010, 09:34
hej kochani...
U mnie straszny dół... Żaden psychiatra nie potwierdził, że mam nerwicę. Przerwałam branie leków, ktore mnie ogłupiały... Na terapii wciąż mi wciskano, że pod moimi lękami kryją się ukryte pragnienia, że idealizuję małżeństwo... Mój mąż wraca w środę. Do wtorku nie mogłam się doczekać na jego powrót...a teraz znów lęk i poczucie bezsensu... Ja nie wiem czy ja się nie oszukuję... Trwam, bo przekonuję się racjonalnymi argumentami- nie mam gdzie pójść, nie chcęzmarnować tych lat itp... I jestem pewna że go kocham, a jednak mam ochotę uciec...Nie wiem już co robić!!! Nie mogę się uspokoić...Nie mogę się cieszyć, boję się wspólnych wakacji...Może ja naprawde już nie chcę z nim być, tylko się boję samotności? Tylko dlaczego kiedy jestem spokojna, uśmiecham się na jego sms-y i wyobrażam sobie jak to cudownie będzie znów się z nim kochać? Nie rozumiem siebie...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 22 lip 2010, 13:26
Ostatnio rowniez nachodza mnie glupie mysli,ale nie przejmuje sie.Wkoncu przejdzie.Zawsze przechodzi.Coz to za przeklenstwo Nam w glowie siedzi;/ Te dazenie do idealu Nas zabija.Ciagle karcenie siebie za rzeczy nie zrobione,zle zrobione wypacza i niszczy.Chce miec wkoncu spokoj duszy i chyba tylko smierc bylaby wybawieniem.Byle nie skrzwdzic Ukochaneego.Czasami mysle,ze te Nasze natretne mysli odnosnie bliskich osob to jakas psychoza.Napewno to jest to!Ludzie maja psychoze odnosnie zdrady,potrafia zabic w imie tego.Prowdzi ich do samodestrukcji.Te glosy w naszej glowie pchajace do wstretnego myslenia wypaczajace Nam obraz drugeij bliskiej osoby.To nie moze byc tylko nerwica natrectw;/
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 22 lip 2010, 13:33
Przestan mi gadać o psychozie. Przed tem przez ponad rok nie mogłem dać sobie nikomu wytłumaczyć ( nawet lekarzowi ), że nie mam schizofrenii.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 22 lip 2010, 13:48
carlos, no to pieknie;/
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 22 lip 2010, 13:55
Ten lęk jest bardziej dołujący, tamten przerażający bo chodzi o nasze zdrowie.
Ja czuję się tak jak zagubiona... totalny dół. A właśnie zagubiona, czemu mi na priv nie odpisałaś?? wystraszyłem Cie:/ ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 22 lip 2010, 14:41
carlos, nie spoko.Sama mam swiadomosc co to znaczy i zawsze mam zle mysli.Takze nie jest mnie w stanie przestraszyc to.Dzieki za propozycje:)
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 22 lip 2010, 16:52
zagubiona82 napisał(a):hej kochani...
U mnie straszny dół... Żaden psychiatra nie potwierdził, że mam nerwicę. Przerwałam branie leków, ktore mnie ogłupiały... Na terapii wciąż mi wciskano, że pod moimi lękami kryją się ukryte pragnienia, że idealizuję małżeństwo... Mój mąż wraca w środę. Do wtorku nie mogłam się doczekać na jego powrót...a teraz znów lęk i poczucie bezsensu... Ja nie wiem czy ja się nie oszukuję... Trwam, bo przekonuję się racjonalnymi argumentami- nie mam gdzie pójść, nie chcęzmarnować tych lat itp... I jestem pewna że go kocham, a jednak mam ochotę uciec...Nie wiem już co robić!!! Nie mogę się uspokoić...Nie mogę się cieszyć, boję się wspólnych wakacji...Może ja naprawde już nie chcę z nim być, tylko się boję samotności? Tylko dlaczego kiedy jestem spokojna, uśmiecham się na jego sms-y i wyobrażam sobie jak to cudownie będzie znów się z nim kochać? Nie rozumiem siebie...



odpiszcie mi coś kochani...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez wrazliwy 22 lip 2010, 17:42
zagubiona82,

U mnie straszny dół... Żaden psychiatra nie potwierdził, że mam nerwicę. Przerwałam branie leków, ktore mnie ogłupiały... Na terapii wciąż mi wciskano, że pod moimi lękami kryją się ukryte pragnienia, że idealizuję małżeństwo... Mój mąż wraca w środę. Do wtorku nie mogłam się doczekać na jego powrót...a teraz znów lęk i poczucie bezsensu... Ja nie wiem czy ja się nie oszukuję... Trwam, bo przekonuję się racjonalnymi argumentami- nie mam gdzie pójść, nie chcęzmarnować tych lat itp... I jestem pewna że go kocham, a jednak mam ochotę uciec...Nie wiem już co robić!!! Nie mogę się uspokoić...Nie mogę się cieszyć, boję się wspólnych wakacji...Może ja naprawde już nie chcę z nim być, tylko się boję samotności? Tylko dlaczego kiedy jestem spokojna, uśmiecham się na jego sms-y i wyobrażam sobie jak to cudownie będzie znów się z nim kochać? Nie rozumiem siebie...


Gdzie chcesz uciec? Przed czym?
Może z jednej strony go kochasz, ale jednak coś Ci każe uciekać?
Nie wiem, ale inna gorsza wersja jest taka, że może boisz się samotności.
Prawdę powiedziawszy trochę niejasno to napisałaś. Za mało informacji, za mało szczegółów.
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 22 lip 2010, 18:30
wrażliwy

dziękuję Ci za odpowiedź. Ja całą swoją sytuację opisałam już wcześniej... Jeśli masz ochotę cofnij się wstecz... Ja jestem z moim mężem 12 lat. Samotności się nie boję-wiem że niedługo pewnie byłabym sama...to nie o to chodzi...Mam za sobą stratę dziecka i śmierć kilku bliskich osób ( w ciągu 4 miesięcy)... Wątpliwości miałam zawsze, ale po tych wydarzeniach one się nasiliły... Do tej pory baaardzo blisko ze sobą byliśmy, czegoś mi brakowało...ale kiedy zaszlam w ciąże, to poczucie braku zniknęło...Tak się zapędziałam w negatywnym myśleniu, że zamiast plusów, dojrzałam same minusy...Chciałam ucec-chyba przed samą sobą, przed wątpliwościami, przed lękiem. kocham męża, to mój pierwszy i jedyny facet!
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 22 lip 2010, 19:12
pomóżcie, proszę...
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 22 lip 2010, 21:01
Ana24 napisał(a):hmm a mnie tu długo nie było....
po 9 letnim związku"na zabój" zostawił mnie mój narzeczony.... 3 ostatnie lata borykałam się paskudnymi lękami ze go nie kocham juz... terapeuta twierdził ze jest to wygaszie zakochania i stad moj stan....powiedział ze utozsamiam zakochanie z miloscia i dlatego kiedy ono minelo to twierdze ze juz nie kocham...tak podobno funkcjonuja obsesyjni kochankowie, którzy tylko stan zakochania uznają za jedyny i dążą do jego utrzymania a jesli jest to niemozliwe zyją wspomnieniami z tego stanu....

I tak moj narzeczony odszedl, myslalam ze umarłam, wiec aby sie całkiem pograzyc i odejsc odstawilam leki, zostawilam terapię...

I wszystko minęło, przynjmniej tak mi sie wydawało....bowiem od 3 miesiecy jestm w nowym zwiazku i leki i watpliwosci wrocily jak bumerang....jest o tyle trudniej bo nie mam miedzy nami chemii, jest to bardzo dojrzały partner a mnie jest z nim dobrze, bardzo dobrze, troszczy sie o mnie jak nikt inny....jednak ja ciagle mam mysli ze to chyba nie to bo nie czuje "WOW"....
a jesli juz to tak mało.... czemu jednak kiedy wraca z pracy nie umiem się od niego odkleic, cudnie jest zasypiac wtulonym i czuc się bezpiecznie....
byłam wczoraj na sesji i co sie dowiedziałam...- ze jeste zle skonstruowana, ze moje dziecinstwo i poprzedni zwiazek nauczył mnie funkcjonowac na wysokich emocjach a gdy jest dobrze i normalnie to dla mnie zbyt mało....

co robić! Ja Chcę go kochac, chce zeby był moim ostatnim partnerem....Ratujcie!!!!!!!!!!!!


Ana Jestem pewna że kochasz...i to bardziej niż Ci się wydaje... Rozmawiałam kiedyś z pewnym Dominikaninem i powiedział mi że wola kochania jest wartością najwyższą, jest piękną postacią miłości... Tu nie musi być wielkiego WOW- wystarczy Twoja wola i chęci! Skoro tak bardzo chcesz go kochać, skoro chcesz dać z siebie więcej...to zobacz jak Ci zależy! i nie przejmuj się proszę tym, że ten związek jest inny niż poprzedni- nie da się porównać Twoich relacji z 1 facetem do obecnych... On był inny, obecny jest inny, Ty się zmieniłaś, Wasza relacja jest niepowtarzalna, nowa, odmienna od każdej poprzedniej i każdej innej na Ziemi! Łakniesz wzniosłych, silnych emocji...ale już przecież przekonałaś się że ich obecność na początku nie gwarantuje trwałego szczęścia...i nie wmawiaj sobie, że po tym jak jeden związek się rozpadł, Ty kurczowo trzymasz się nowego, bo chcesz wypełnić pustkę, nie chcesz zostać sama, nie chcesz bez końca szukać... To dojrzałe myślenie...a tego nam wszystkim brak najbardziej. Obwiniamy się kiedy myślimy głową, a nie jedynie sercem... Pomyśl jak będziesz mogła kiedyś przysięgać komuś miłość jeśli założysz że jej istotą są odczucia? One są od Ciebie niezależne, nie możesz obiecać ze się nie zmienią... Mozesz za to przysiąc że pomimo zmieniających się odczuć- będziesz trwać u boku kogoś, kogo sobie wybierzesz na męża i robić wszystko by tego nie popsuć! To jest najprawdziwsza istota miłości małżeńskiej...Moze własnie dlatego ja się teraz nie poddaję...bo chcę wytrwać tak jak obiecałam przed ołtarzem...Oczywiście wg mnie nie odnosi się do sytuacji, w których w domu jest jakikolwiek rodzaj przemocy... Ale większość osob usprawiedliwa rozstanie wypaleniem uczucia! Jeśli się założy że uczucie, to to samo co emocje to z pewnością związek prędzej czy później się wypali... Poza tym, Ana...związek który nie zaczyna się wielkim WOW ma szansę na ciągły rozwój i wzrost miłości i pozytywnych odczuć... Jeśli pojawią się przysłowiowe motyle i silne pozotywne emocje, Twój związek nic nie straci a jedynie zyska... U osób, u których na początku było bardzo dużo chemii, w momencie jej wygasania lub słabnięcia przychodzi poczucie straty...które jest dotkliwe, przykre i trudno się z nim pogodzić...
Ana wykształciłaś w sobie pewien mechanizm. Tak bardzo od początku nowego związku, moze nawet nieśiwadomie obawiałaś się że wątpliwości do Ciebie przyjdą, że przywołałaś je do siebie...Ich pojawienie się nie oznacza jednak niczego złego. Chwytaj życie w swoje ręce... jeden związek sie rozpadł. Nie pozwól, by wskutek Twoich deficytów emocjonalnych, wątpiącej osobowości i zagubienia rozpadł się kolejny. Walcz! Trzymam za Ciebie mocno kciuki...Pozdrawiam
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do