Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 17 lip 2010, 16:51
To sa zaburzenia obsesyjna-maniakalne niestety i wszyscy takie Tu mamy.Ja wchodzc a ten temat zaczelam znowu sie zastanawiac nad problemem i juz dziwnie wczoraj patrzylam na mojego Partnera.Wogole wkurza mnie bo go gonie do sprzatania po sobie,a ten na wszystko ma czas,a gary zasychaja w zlewie i juz klotnie.Gorzej jak dziecko.
Taka jedna babka powiedziala mi ,,czemu sie nad tym zastanawiasz?Przeciez nie masz wplywu na zycie,aby nad wszystkim zapanowac,,.Napewno ma racje.
Chyba juz tutaj wchodzic nie bede bo sie nakrecam,a bylo juz dobrze, dlugo.
Sycylia to tylko uprzykrzajace zycie chorobsko.Przestan przez jeden dzien myslec zle,a sie unormuje wszystko.To zawsze u mnie dziala.Byle by jak nadluzej wytrzymac bez myslenia.Powodzenia!!
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez tommy_84 17 lip 2010, 17:52
A tez macie ze wydaje wam sie ze partner was oklamuje i tylko wad u niego wynajdujecie?? W jaki sposob sie leczycie?? Bierzecie leki cos pomaga??
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 lip 2010, 22:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Sycylia 17 lip 2010, 21:26
Chciałabym jeszcze dodać co również leży mi na sercu. Otóż, wiem że ciężko jest sobie wytłumaczyć że to choroba, lecz wszystko na to wskazuje. Ale mam jeszcze pytanie do was. Czy czas kiedy zaczęły się te durne myśli ma znaczenie?. Bo dręczy mnie to, że ja mam to prawie od początku bycia z chłopakiem. Tzn. wtedy kiedy się poznawaliśmy było ok, ale w chwili kiedy dowiedziałam się ze mam u niego szanse, zaczęłam mieć dziwne myśli. Chce z nim strasznie być, ale mam jakieś bodźce które tłumią te uczucie.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
17 lip 2010, 14:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 18 lip 2010, 10:22
HEJ! Ja ostatnio mam tak ze jak myśle ze moj T jest piekny i przystojny tio zaraz pojawia mi sie twarz tamtego innego ;/.. tak samo jak pisze smsy i np pisze cos milego fajnego to zaraz widze twarz tamtego;'// po co? dlaczego?
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 18 lip 2010, 12:03
agucha, moze sie zakochalas???
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 18 lip 2010, 22:18
Bardziej ma lęk... Mi też jak byle jaka dziewczyna pojawiała się zamiast mojej czułem się źle i później ciągle się przypominało.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Sycylia 19 lip 2010, 00:47
Mam tak samo. Czasami jak zbliżam się z chłopakiem to pojawia mi się obraz jego przyjaciela, którego nawet nie znam, jedynie z opowiadań. To jest strasznie głupie. Mam do Was pytanie, Czy okres bądź czas kiedy po raz pierwszy zaczęły się takie rozkminy ma znaczenie?. Bo kolejna głupią myśl mam, że może za wcześnie te rozkminy się zaczęły. Ale i tak chce z nim być strasznie.......eh:/
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
17 lip 2010, 14:17

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 19 lip 2010, 09:59
zakochalam w osobie ktorej prawie ze nie znam i nigdy z tym kims nie mialam kontaktu ?! tak zaczela mi sie ta choroba ze w chwili zbilizenia z moim pojawila mi sie twarz innego i zaczelam świrowac ostro. :(( boje sie teraz.... masakra jakas zaczynam sie bac. A jak widzisz przyjaciela Twojego chlapaka to co czujesz?
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Sycylia 19 lip 2010, 12:51
agucha napisał(a): A jak widzisz przyjaciela Twojego chłopaka to co czujesz?
Co czuję? Chyba przeraźliwy strach, który aż mnie paraliżuje i chwilami nie mogę się wręcz ruszyć. Wydaje mi się, że to przeznaczenie, tak ma być i jestem tyle czasu z moim chłopakiem tylko dlatego, bo w przyszłości ma mnie poznać z tamtym i wtedy będę 'superszczęśliwa', tak jak być powinno. Zdaję sobie sprawę, że to jest chore, ale jak mi wpadnie coś takiego do głowy to koniec.

To co myślicie z tym czasem? Bo to martwi mnie chyba najbardziej...
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
17 lip 2010, 14:17

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 19 lip 2010, 17:54
Popatrz na to z tej strony ze ja dostalam pierwszego ataku jak bylam 2 lata z moim to myslam ze milosc wygasla. Wiec staz nie ma tu znaczenia.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 19 lip 2010, 18:23
A ja chciałem napisać posta o urazach, a kurde znów powtórzyłbym w nim swoją historię... kurcze za długi post, bo nikt nie przeczyta :((
Mi też byle jaka negatywna bzdura na myśl wejdzie to mi się wydaje, że tak może być i się źle z tym czuję.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 19 lip 2010, 19:52
Carlos.. to choroba wiem że Ci trudno jak każdemu z Nas.. Ja nie wiem dlaczego mi sie pokazuje w myślach inny... boje sie. Najgorzej jak jestem blisko z moim i widze tamtego. Dlaczego tak jest?..
Sycylia a Ty jak jestes blisko albo jak chcesz cos milego pwoiedziec czy cos albo widzisz innego fajnego kolesia to pokazuje Ci sie ten przyjaciel Twojego ukochanego? Ja najbardziej jestem tym przerazona. Carlos napisz sprobuje Ci doradzic chociaz nie jestem,w tym dobra.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 19 lip 2010, 22:07
Dziewczyny a wy też miałyście jakieś urazy, w sensie nieudane związki wcześniej? Takie, w których was ktoś bardzo mocno zranił??
Mnie pierwsza dziewczyna zraniła jak byłem w podstawówce, w ostatniej klasie. No to taki przełom 12-13 lat i pamiętam kilka razy mocno, bardzo mocno płakałem bo byłem zakochany w niej...
Następnie w gimnajum, trafiła się taka jedna, która też strasznie mi się podobała i w ogóle nie mogłem oderwać od niej wzroku, ale cały cyrk skończył się tym, jak dowiedziała się, że mi się podoba i zapytała coś w stylu " Czy to prawda, że Ci się podobam?" Ja na to odparłem Tak, a ona tylko zrobiła kwaśną minę, zmierzyła mnie od góry do dołu po czym czułem się... głupio, jak możecie wnioskować.
Kolejna też była w gimnazjum. W tej byłem zakochany przez większą część gimnazjum. Wydawała się być super, jednak jak wyjechaliśmy na wycieczkę klasową mój "najlepszy" wtedy przyjaciel, po pijaku nie miał żadnych oporów by z nią się całować i chcieć czegoś więcej, mimo, że wiedział o moich uczuciach... Co prawda później mimo wszystko jako zakochany szczeniak przymknąłem na to oczy i chciałem z nią być jednak chyba ręka Boga była w tym, że w dniu, w którym wysłałem jej wierszowe smsy skradli mi telefon i odpowiedzi już na to nie poznałem.
Później o tak... w technikum sam zraniłem pewną dziewczynę. Jako buzujący hormonami gnojek po prostu spotykałem się z mało atrakcyjną dla mnie dziewczyną, aby uprawiać seks. Byłem wobec niej nerwowy i w ogóle, wstydziłem się jej... Jej zachowania szczególnie, bo była bardzo nieśmiała. Wtedy tego jescze nie rozumiałem, że ktoś tak może mieć i ją zostawiłem po krótkim czasie. Tak zwyczajnie, z zimną krwią... No trochę głupio było mi to pisać, ale to zrobiłem i później dalej byłem nerwowy jak nalegała na jakieś spotkanie. Zemściło się to na mnie już wkrótce.Wtedy znałem już swoją ówczesną dziewczynę, no i poznałem też taką inną... I ta mnie zraniła nieziemsko mocno, otrzymując mnie przez długi czas w przekonaniu, że mnie kocha, a kiedy chciałem przyjechać powiedziała nie rób tego. To był cios taki jak tamten z podstawówki. Ale tamten związek właśnie zniszczyłem chorobliwą zazdrością, nerwowością i w ogóle...
Zeby już za dużo nie opowiadać później zauroczyły mnie jeszcze 2 dziewczyny, no ale wiadomo heh. Jedna powiedziała, że nie jest zainteresowana, a druga mnie strasznie olewała, po czym zobaczyłem ją z jakimś chłopakiem. W tym drugim przypadku było o wiele gorzej no bo ja po tych porażkach miałem kompleksy i w końcu wziąłem się za siebie, zaczałem wyglądać dobrze ( dziewczyny zaczynały mi to mówić ), to i tak nic z tego nie wyszło. Zawsze był ktoś "lepszy". Po tym właśnie już nie zrozumialem o co chodzi. Zacząłem myśleć, że zmiana siebie, charakteru i wyglądu nic nie da. Wszystko będzie wyglądać tak samo.



I tu pojawił się związek z tą moją ówczesną panną... Z początku bałem się zaangażować, ze względu na to jak pisałem wcześniej, że coś takiego już było i zostałem skrzywdzony mocno. Wewnątrz siebie jednak wiedziałem co tego pragnę i wiedziałem, że tego CHCĘ ) więc zacząłem dawać z siebie wszystko. Starałem się o nią. Jej jeszcze po głowie chodził taki chłopak, który jej się długo czasu podobał. Czuła coś do niego... Postanowiłem mimo wszystko jednak w to webrnąć, ona odkochać się w tamtym i dać uczucie mi, a ja obdarzyć uczuciem ją. Po pewnym czasie czułem się świetnie, bo wiedzieliśmy, że nam się udało. Dla mnie w sumie to było trudne zadanie, bałem się, że się nie uda, no ale zawsze myśląc o niej czułem przyjemność. Takie ciepło w środku... :) Fajne uczucie. W dodatku no, nie wyobrażałem siobie nigdy nikogo tak jak ją jako matkę moich dzieci. Żadnej dziewczyny na tej roli zbytnio bym nie widział, widziałem tylko ją. Uwielbiałem słyszeć jej śmiech dzięki mnie, oraz jej radość. Jak ja kochałem jej pisać wiersze i później odczytywać jej reakcje na nie... I było super, tylko znów zacząłem być strasznie wylewny (kłócić się o cokolwiek) oraz być chorobliwie zazdrosnym o byle kogo. Wiedziałem, że prędzej czy później ona mnie zostawi, bo tego zwyczajnie nie zniesie, więc starałem się wyprzeć te odczucia. No i teraz kiedy ich nie mam, to czuje się źle :/
Jest tak jak zagubiona napisała. Że jeżeli są zmartwienia, to jest źle, bo to znaczy, że niby nie kochamy. Kiedy ich natomiast nie ma, to się zadręczamy, że skoro ich nie ma i czujemy obojętnośc to też znaczy, że nie kochamy. Beznadzieja totalna. Mimo wszystko wyznaliśmy sobie "miłość", czułem się wtedy fajnie naprawdę, ale tak też kiedy to mówiłem przeszywał mnie lekki lęk i niepewność? ( I to mnie właśnie martwi ) Szybko o tym zapomniałem i zachowywaliśmy się w sumie tak samo. Po tym co sobie wyznaliśmy w tym samym momencie wysłaliśmy sobie poradowanego smsa :) Że to cudowne. I ja chodziłem cały czas uśmiechnięty, jak i ona szczęśliwa uroniła łezkę z radości :)
Później jak młodzi ludzie zaczęliśmy o sobie fantazjować seksualnie, ale ja w pewnym czasie odczułem jakbym ją w ten sposób wykorzystywał i wtedy się zblokowałem.. Raz nawet padła mi myśl, że jak przyjedzie to niech chociaż ze mną się kocha :/ Przez co się nię nawidzę. Może przypomniało mi się jak już kogoś skrzywdziłem... Pojawiły się wtedy pierwsze wątpliwości, bo skoro mniej piszę itp a częściej fantazjuję to jest źle :/ Zależało mi na niej bardzo, ale nie chciałem jej mówić nie przyjeżdzaj bo mam wątpliwości, tylko też chciałem aby zobaczyć, bo w realu jest inaczej. Było to po pół roku rozmowy ze sobą, a oficjalnych 4 miesięcy bycia ze sobą. Tak po prostu przyjęliśmy datę nowego roku :) Co było moim pomysłem.
Kiedy przyjechała jak już opisywałem było cudownie. Miałem starszliwe lęki, ale zależało mi by było dobrze. Kupiłem jej torta urodzinowego i prezent, bo wtedy obchodziła swoje święto. :)
Z początku niby na nią nie zw racałem uwagi, jak przyjechała w sensie nie gapiłem się w nią cały czas, ale po pewnym czasie... nie mogłem oderwać od niej wzroku. Kochaliśmy się tej nocy, długo i namiętnie.Chociaż ja chciałem poczekać, żeby nie było, że mi zależy tylko na tyłku. Mówiłem, że dla niej zrobię to jak długo będize trzylko trzeba i byłem śmiało gotów odmówić naturze. Mimo wszystko doszło do tego, bo jej to nie przeszkadzało, a i tak w glębi oboje tego chcieliśmy Było naprawdę dobrze :) Powiem wam, że nigdy nie zasnąłbym z kimś na mojej piersi, ale kiedy ona na niej leżała ciężaru nie czułem a taki jakby spokój... :) Drugiej nocy przytuliłem się do niej od tyłu i zasnąłem tak. Jak wspomniałem miałem lęki jak przyjechała, ale podczas jej pobytu zapomniałem o tym i czułem się dobrze. Jadąc tramwajem patrzałem tylko na nią ( przyjechała z bratem ). Liczyła się tylko ona i nikt inny. Była krótko ( 2 dni ), ale kiedy odjeżdzała to jak wspomniałem wcześniej... Wstaliśmy rano, zbieraliśmy się, ja również oczywiście byłem ich odprowadzić. Nagle, kiedy zeszliśmy juz na dół jak zamknąłem mieszkanie, w którym byliśmy cały czas we 3 sami ( siostra pożyczyła ), to coś w środku poczułem, przez umysł i ciało, coś pękło... Doszło do mnie, że ona wyjeżdża i się nie będizemy widzieć. Starałem się iśc ale no czułem, że będę płakał, popuściłem pare łez, a potem nawet jakbym chciał trzymać nie dało rady. Jakieś pół godziny drogi na dworzec płakać mi się chciało ( czasami się odwróciłem , bo musiałem popuścić ), przy jej odjeździe tak samo. Kiedy pojechała jak najszybciej opuściłem dworzec, by móc sobie iść spokojnie drogą do domu i płakać. Tak więc pół godziny bólu i płaczu, że odjechała, że jej nie ma, że każda sekunda oddala ją ode mnie do jej rzeczywistośći, a ja pozstaję sam w swojej bez niej. Nie zniosłem tego, nawet teraz jak to piszę zbiera mnie na łzy i chyba będę płakał. Myślałem sobei wtedy, wejdę do domu, położe się i zasnę, będzie dobrze. Otwieram drzwi i widzę po wejsćiu do kuchni niezasunięte po niej krzesło, oraz kubek z jej niedopitą herbatą. Wchodzę sobie dalej, a tam... Najgorszy cios. Przekrzywiona leżanka, na której spaliśmy i 2 misie, martwe zabawki z których się śmialiśmy, ta pusta leżanka bez niej i ja... I teraz płaczę jak to piszę i sam nie wiem czemu i co się ze mna dzieje do skurczybyka, ale wtedy byłem pewien, że ją kocham i bardzo bolało mnie, że musimy się rozstać. Czułem, jakbym stracił NAJCENNIEJSZY W ŻYCIU SKARB. Naprawdę nawet po przebudzeniu się po paru godzinach płakałem znów, wszystko było szare bez niej. Myłem po niej ten kubek i naczynia to normalnie płakałem dalej i dalej... Pojechałem do domu i to była już godzina wieczorna, jakoś 18:00 i szedłem z psem do parku to ledwo co się powstrzymałem by płakać dalej. Tak to we mnie pękło. Czułem się, jakbyśmy się rozstali na zawsze.
A później.. dalej byłem zazdrosny itp, ale starąłem się to opanować. W końcu wątpliwość uderzyła tak nagle z tekstem ( nie kochasz jej ) i tyle, bum. Wtedy zaczął się ten cały cyrk co trwa do teraz. Przez 3 dni jakoś miałem bóle brzucha, znaczy się takie mocne ściskanie w żołądku na samą myśl o niej ( jak przy lęku ) , niekiedy parcie na stolec, kłucie w sercu czy też jego okolicach, brak apetytu, płacz i smutek. Dałem jej to lekko do zrozumienia i kiedy napisała mi, że ją skrzywdziłem płakałem poraz kolejny bardzo, bardzo mocno... I tak do tej pory minęło już trochę czasu, a mnie to nieźle wypaliło. Czuje się obojętny i nic nie czuję jak ją sobie z kimś wyobrażam ( a to z 1 strony źle, ale dobrze też, bo ja często sobie bym to wyobrażał i się wkurzał ). Powiem wam jednak tyle, że na myśl o tym, że mogłoby jej nie byc w przyszłości przy mnie płakać mi się chce.
Jakby odeszła z tego świata, to mój świat odszedłby razem z nią. Nie wyobrażam sobie ziemi bez niej. Za nią ODDAM CAŁE SWOJE ŻYCIE!!! Zginę za nią i to bardzo chętnie. Jest jeszcze jedna rzecz. Kiedyś, kiedy z dziewczynami groziła mi "wpadka", bałem się , panikowałem i w ogóle nie chciałem.
Ostatnio jak widziałem się ze swoją, też była możliwość ciąży i powiem wam... mimo wszystko nie bałem się tego, ba nawet jakbym tego oczekiwał, bo w myślach już się gotowałem na ojcostwo. Wyobrażałem sobie nas z dzieckiem, ją jak rodzi i usmiech na twarzy... :) Robił się sam. dopiero po chwili to zauważałem. I jak okazało się, że nic nie będzie to tak w sumie było mi trochę szkoda, mimo że wiem, że jest jeszcze stanowczo za wcześnie i nie mamy na to warunków.


Nie wiem, może nie wiem czym jest miłość, czym jest zakochanie. Może się zmieniam i nie czuję tego tak jak kiedyś. Może też za bardzo się o wszystko obwiniam. Może też za wiele od siebie wymagam. Pewnie też i te zaburzenia lękowe, które mieszają w emocjach i tak dziwnie się objawiają, bo myślami natrętnymi i w ogóle lękami, boimy się nie wiadomo czemu prawie wszystkiego... pewno to też miesza i tak naprawdę niepozwala odczuwać szczęścia. Ja jak 2 lata jestem chory to nie przypominam sobie takich prawdziwych euforii, abym jakieś zbyt często przeżywał, a kiedyś?? Za gimnazjum tylko śmiech i radość z życia. :)
Tak czy inaczej ja nie chce się poddać. CHCĘ zbudować z moją kobietą coś, co będzie cudowne i wiem, że potrzeba na to czasu i bliskości i będę na to pracował. Warto dla tak cudownej kobiety i samego siebie.


Nie chciałem tego tu pisać, bo znów ktoś mnie opieprzy, że się użalam nad sobą... Poza tym napisałem dużo do czytania, nie wiem czy by się chciało...

Jakieś inne propozycje na urazy lub rzeczy, które mogą blokować i powodować te myśli i odczucia? Może na swoim przykładzie mi coś podsunie, czego mogę nie pamiętać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 21 lip 2010, 10:26
Carlos może przytoczona po krótce moja historia Ci pomoże.

Dokładnie 3 lata temu poznalam T. podobał mi sie, zaczeliśmy być z soba był to okres wakacji i on wyjechał na 10 dni. Był tydzien jak byliśmy ze soba ja poszłam na 18stke, gdzie było mnostwo alkoholu no i stalo sie pocałowałam sie z innym. Budząc sie na drugi dzień byłam przerażona.. żałowałam lecz z początku chcialam to ukryć przed Moim T. lecz powiedziałam mu o tym. spotkaliśmy sie powiedzialam mu ze mi zalezy ze wiem ze alkohol mnie nie usprawiedliwia. Po namyśle moj T mi wybaczył od tego momentu było pieknie. Nie myślalam wogole o tamtym kolesiu przez 2 lata. Było cudownie uśmiechałam sie.. cieszyłam.. a jednocześnie bałam sie tego ze moj T mnie rzuci ze względu na wiek. Byłam zazdosna no i sie czepiałam drobnostek. Wtedy wiedziałam ze chce być z nim do końca co chwile mu mowilam aby mnie nie zostawil choc nic na to nie wskazywało. Rok temu pewnego pieknego dnia czekałam na mojego T z kolacja. Oczywiście się spoźnił:P co bardzo mnie zdenerwowalo jednak pózniej bylo wszytsko w porzadku. Doszło do zbliżenia w trakcie którego nagle w głowie pojawił sie ten koleś z którym zdradziłam mojego T. w jednym momencie wsyztsko sie popsulo. Wstając drugiego dnia nie potrafiłam jeśc chciało mi sie płakać w glowie ciągle tamten a o moim T nie umialam myśleć. Weszłam na google i wpisalam " mysl o innym" wyskoczylo ze nie kocham mojego no i momentalnie jeszcze większa panika. Myślalam ze dzieje mi sie coś z głową niewyobrazalny stan. Pozniej nawet widziałam rodzicow tamtego kolesia. To bylo naprawde straszne. Nie umialam myślec o moim T pisać do niego smsow. No nic. Potrafilam tylko płakać. Powiedziałam o tym rodzicow. Wpadłam w depresje. Zaczełam się leczyć u psychiatry oczywiscie trochę to trwało nim znalazłam tego właściwego. Chcialam sie nawet zabić. Juz nie budziłam sie rano i nie myślam o moim T tylko zaraz w głwoei mialam tamtego. i tak dalej.


Na dzień dzisiejszy jest lepiej o wiele potrafie normalnie mowić o moim T nie majać w glowie bzdurnych myśli.. potrafie pogladać fimmy nie analizując ich. Nawet potrafię myśleć o slubie i to na poważnie bez leku tylko się ciesze. Jednak jak spotykam tamtego to czuje lek i strach i momentalnie w mojej głowie pojaiwaa sie rózne dziwne mmyśli.



Może to wszytsko dlatego ze tak bardzo nam zależalo za bardzo. Nadal nam zależy tylko te uczucie bylo tak silne ze organizm nie wytrzymał tego przez stałe obawy czuy bedzie dobrze.. czy mnie nie rzuci.. moze przez to jest nn. moja historia jest nieco inna niż Twoja Carlos jednak maja z soba jakieś powiązania. Pwowiem Wam ze i tak nie wyobrażam sobie życie bez mojego T bo wiem że go kocham i czuje to gdy mam dzien bez nn! Potrafie sie cieszyć tak ja kiedyś. Chce ssię z nim zareczyc wziaść ślub mi mieć dzieci !! Obojetnie jakie bede miala myśli. Gdy sie kogos nie kocha nie ma sie zadnych myśli. Po prostu sie rzuca ta osobee, a my bez wzgledu na to jak nam jest zle i iezko jestesmy z naszymmi drugimi połowkami!

Rozpisałam sie. Może ktoś to przeczyta a moze nie.

Wiem mi sie tez czasem nie chce czytać tych długich postów Twoj Carlosie przeczytałam!

[Dodane po edycji:]

Carlos może przytoczona po krótce moja historia Ci pomoże.

Dokładnie 3 lata temu poznalam T. podobał mi sie, zaczeliśmy być z soba był to okres wakacji i on wyjechał na 10 dni. Był tydzien jak byliśmy ze soba ja poszłam na 18stke, gdzie było mnostwo alkoholu no i stalo sie pocałowałam sie z innym. Budząc sie na drugi dzień byłam przerażona.. żałowałam lecz z początku chcialam to ukryć przed Moim T. lecz powiedziałam mu o tym. spotkaliśmy sie powiedzialam mu ze mi zalezy ze wiem ze alkohol mnie nie usprawiedliwia. Po namyśle moj T mi wybaczył od tego momentu było pieknie. Nie myślalam wogole o tamtym kolesiu przez 2 lata. Było cudownie uśmiechałam sie.. cieszyłam.. a jednocześnie bałam sie tego ze moj T mnie rzuci ze względu na wiek. Byłam zazdosna no i sie czepiałam drobnostek. Wtedy wiedziałam ze chce być z nim do końca co chwile mu mowilam aby mnie nie zostawil choc nic na to nie wskazywało. Rok temu pewnego pieknego dnia czekałam na mojego T z kolacja. Oczywiście się spoźnił:P co bardzo mnie zdenerwowalo jednak pózniej bylo wszytsko w porzadku. Doszło do zbliżenia w trakcie którego nagle w głowie pojawił sie ten koleś z którym zdradziłam mojego T. w jednym momencie wsyztsko sie popsulo. Wstając drugiego dnia nie potrafiłam jeśc chciało mi sie płakać w glowie ciągle tamten a o moim T nie umialam myśleć. Weszłam na google i wpisalam " mysl o innym" wyskoczylo ze nie kocham mojego no i momentalnie jeszcze większa panika. Myślalam ze dzieje mi sie coś z głową niewyobrazalny stan. Pozniej nawet widziałam rodzicow tamtego kolesia. To bylo naprawde straszne. Nie umialam myślec o moim T pisać do niego smsow. No nic. Potrafilam tylko płakać. Powiedziałam o tym rodzicow. Wpadłam w depresje. Zaczełam się leczyć u psychiatry oczywiscie trochę to trwało nim znalazłam tego właściwego. Chcialam sie nawet zabić. Juz nie budziłam sie rano i nie myślam o moim T tylko zaraz w głwoei mialam tamtego. i tak dalej.


Na dzień dzisiejszy jest lepiej o wiele potrafie normalnie mowić o moim T nie majać w glowie bzdurnych myśli.. potrafie pogladać fimmy nie analizując ich. Nawet potrafię myśleć o slubie i to na poważnie bez leku tylko się ciesze. Jednak jak spotykam tamtego to czuje lek i strach i momentalnie w mojej głowie pojaiwaa sie rózne dziwne mmyśli.



Może to wszytsko dlatego ze tak bardzo nam zależalo za bardzo. Nadal nam zależy tylko te uczucie bylo tak silne ze organizm nie wytrzymał tego przez stałe obawy czuy bedzie dobrze.. czy mnie nie rzuci.. moze przez to jest nn. moja historia jest nieco inna niż Twoja Carlos jednak maja z soba jakieś powiązania. Pwowiem Wam ze i tak nie wyobrażam sobie życie bez mojego T bo wiem że go kocham i czuje to gdy mam dzien bez nn! Potrafie sie cieszyć tak ja kiedyś. Chce ssię z nim zareczyc wziaść ślub mi mieć dzieci !! Obojetnie jakie bede miala myśli. Gdy sie kogos nie kocha nie ma sie zadnych myśli. Po prostu sie rzuca ta osobee, a my bez wzgledu na to jak nam jest zle i iezko jestesmy z naszymmi drugimi połowkami!

Rozpisałam sie. Może ktoś to przeczyta a moze nie.

Wiem mi sie tez czasem nie chce czytać tych długich postów Twoj Carlosie przeczytałam!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do