Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 11 lip 2010, 12:10
agucha, ja nic nie potrafie wyjasnic bo cierpie na to samo co Ty.Identyczne odczucia.Obrzydzaja mi zycie.
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 11 lip 2010, 12:40
To powinno swiadczyc o tym ze mamy nn. Boje sie ze moze sie tym przykrywamy a tak naprawde nie mamy nn tylko nie mamy odwagi powiedziec sobie szczerze jak jest.. Chciaz wiem ze Kocham! :) nie myslcie ze u mnie jest tragicznie bo jest naprawde dobrze :)))! Isabela a myslisz tez o innym ?
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 11 lip 2010, 12:47
Kochani...
Jestem tu nowa...Potrzebuję Waszego wsparcia. Wiem że jest Wam okrooopnie ciężko...ale proszę Was...spójrzcie na moją historię na moment i podpowiedzcie mi czy Waszym zdaniem to nn? Jak już pisałam wcześniej nikt mi nigdy tego nie zasugerował. Przeczytałam Wasze historie i przejrzałam się w wielu z nich jak w lustrze! Wesprzyjcie jeśli macie siły...

agucha jak czytam to co piszesz, to od razu nasuwa mi się spostrzeżenie, że tak bardzo się boisz że coś może zepsuć Twój związek, że to przed czym uciekasz Cię goni... To czego się boimy jest dla nas bardzo realne... Trudniej wyobrazić sobie pełnię szczęścia i radości. To normalne że jeżeli się czegoś boisz, to konfrontacja z źródłem lęku wywołuje reakcje somatyczne. Boisz sie że sie zakochałas, więc kiedy go widzisz, czujesz ścisk żołądka i inne objawy. Miałam bardzo podobnie jakieś 3 lata temu... Powiedziałam sobie wtedy..."I co z tego jeśli się naprawde zakochałam?...i tak chce być z moim facetem...jak sie zakochałam, to sie odkocham..." i jakoś przeszło... trzymaj się mocno
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 11 lip 2010, 13:17
o matko.. mam nadzieje ze sie nie zakochalam bo nie mam z tym chlopakiem kontaktu i zawsze bylam do niego negatywnie nastawiona. :(( Jestem teraz w pracy.. i ciezko mi cos odpisac idoradzic.. musze sie wglebic w Twoje posty..! Od zawsze bylam zakochana w moim chlopaku.. i jak bylam zdrowa to sie balam ze go strace ze ON mnie zostawi.. i powtarzalam sobie ze ja to zawsze go bede kochac i ze nigdy go nie zostawie.. jak opuszczaja mnie mysli to jest normalnie tak jak bylam zdrowa gorzej jak sie zaglebiam w myśli i sama sie nakrecam tak jak teraz np z tym ze sie zakochalam w innym!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 11 lip 2010, 13:38
Agucha oj mialam to nie raz.Wmawialam sobie,ze jak jakis tam mi sie spodobal to odrazu sie pewnie w nim zakochalam i tez serce m walilo jak go widzialam,ale raczej chcialam go unikac.Nie chcialam konfrontacji.I tez tak to mijalo samoistnie.Czyli to byl tylko moj wymysl chorej wyobrazni.Teraz tez unikam jakis sytuacji,najlepiej zanych kolegow ani nic.Tylko jak tak dlugo mozna zyc.U nie to trauma jak pisalam po tym jak zostawilam dlugoltniego partnera.Teraz sie boje,ze znowu cos mi odbije i skresle cala milosc.Modle sie,aby to nigdy nie nastapilo.
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 12 lip 2010, 14:53
Ale tu cisza panuje...
Ja mam dziś ciut gorszy dzień... jakiś wewnętrzny strach że sobie nie poradzę, że ten stan nigdy nie minie... Jak mnie chwyta to znów nie chce mi się nigdzie wychodzić, ściska mnie w żołądku i okropnie trzęsą mi się ręce...

A nie baliście się nigdy, że chcemy być idealni, mieć dobre, poukładane życie i dlatego na siłę ciągniemy związki, żeby nie wyszło że się poddajemy, zmieniamy partnerów itp? Ja się tym bardzo martwię... Tylko z drugiej stronyu mnie nie raz miałabym powód żeby odejśc, a nie chiałam... Dopiero teraz jak mi coś znów "odbiło" to jest we mnie chęć ucieczki...Już teraz mniej, ale pierwsze myśli doprowadzały mnie do szału...Miłego dzionka
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 12 lip 2010, 16:07
Wiecie co u mnie ostatnio trochę "ucichło". Dużo z dziewczyna rozmawiamy, czuje się z tym dobrze. Chociaz jak pomyslę o porblemie, to odrazu mam wrażenie, że to jest takie naciągane itp... Że na silę, że nie kocham i jest wtedy smutek/blokada/cisza z mojej strony. Dodatkowo ja oglądam się za innymi dziewczynami. Mam 21 lat i zwracam u wagę na wszystko co ma odslonięte nogi i tak mnie to boli i lęka... :( Jak wyobrażę sobie, że mógłbym żyć z inną czuję ścisk w brzuchu,smutek... Jak myslę o swojej kłucie serca, choć nie zawsze, co napędza mnie na te romantyczne pierdy typu "Serce mi się kraje" :(

Ogromnie się karam jak zapomnę o swojej dziewczynie. Przykładowo zapomnę do niej zadzwonic o wyznaczonej godzinie, to jestme na siebie zły i smutny. Zrobię coś nie tak, odbieram to jako oznakę braku miłości i czuje się zły i smutny... W dodatku to jest lęk. TEż w sume mylę chyba to uczucie z takim stanem zakochania, jak miewalem w gimnazjum... Ale z poczatku też tak bylo. CZuję jakbym szukał tej chemii na siłę i niepotrzebnie.

Czasami jak myślę o swojej dziewczynie to czuje się "na siłę". Robię teraz wszystko na przeciwko lękom, czyli staram się nie zapominac, dbam o nią, być szczerym, wyrozumiałym. Dużo rozmawiać, ale czuję jakby było takie to naciągane... Najglupsze w tej nerwicy jest to, ze zawsze coś się wymyśli by skontrować swoje dobre samopoczucie. Zawsze jakiś szczegół zrujnuje całą budowlę :/

Wczoraj znów opowiadalem o niej koledze, jaka ona cudowna i w ogóle, i aż mnie brało na lzy.
Ja chyba jestem tak zablokowany i zmieszany, że sam nie umiem odczytać swoich uczuć, ale nie chcę jej stracić. Jest cudowna.
Jak sobie pomyślę, że jest tak daleko, kiedy powiedzmy idę samotnie przez ulicę, to mi się chce płakac.
Ostatnio nie wytrzymalem i płakałem właśnie ogólnie przez to cale zajście.
Jak wyobrażam sobie ją z kimś innym, to nie czuję zazdrości ( a kiedyś czułem potworną i robiłem jej kłótnie na bazie swojej wyobraźni ). Chociaz zazwyczaj jak przychodzi co do czego, to się złoszczę jak np. ostatnio była na imprezie i byl tam facet, ktorym byla zauroczona i jeszcze siedziała obok niego.

Muszę wybrać się na tę terapię zagubiona. Wierzę, że mogą mi tam pomóc :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 12 lip 2010, 16:43
Ja właśnie dziś wybieram się na terapię... Chciałabym porozmawiać na temat mojej ewentualnej nn... Ogromnie się martwię... Bo skoro nerwica jest jakimś wewnętrznym konfliktem (tak piszą), to ja się boję że to jest konflikt pomiędzy nie kocham/nie chcę... a powinnam/chcę mieć rodzinę/nie chcę zawieżć... Napawa mnie to olbrzymim lękiem... Co Wasi terapeuci mówili o tych wewnętrznych kofliktach? Tłumaczyli Wam to jakoś? Przcytałam w jakiejś książce, że neurotycy stosują różne mechanizmy- m.in wypierania i racjonalizacji. Ja rzcywiście jak mi się pojawia jakaś myśl głupia, czarna, lękliwa, to z nią dyskutuję, tłumaczę samej sobie że tak nie jest, wyszukuję argumenty przeciw niej...a potem się denerwuję, że to na siłe, że sztuczne, że zbyt racjonalne... Jak jest z Wami?

carlos zadzwoń tam koniecznie i zacznij terapię jak najszybciej. Daje dużo nadzieji i siły choć jest ciężka. Dasz radę!
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 12 lip 2010, 21:07
Jejku Wasze posty sa jak moje odczucia.Wszystko to samo,nic dodac nic ujac.Carlos ,Zagubiona jestesmy tacy sam.Ja nie mam okzji pojsc do normalnego lekarza o porade jak walczyc z tym g...em.Prosze napiszcie co Wam doradza,przekaza.Moze jest racjonalne wyjscie z tego choc to wydaje sie abstrakcja.
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 14 lip 2010, 10:21
Witajcie...
Z niezbyt dobrym humorem do Was piszę... Przedstawiałam Wam swoją historię...w momencie życia który jest dla mnie trudny- bardzo trudny... Śmierć synka, potem kolejne pogrzeby...-teraz poważny kryzys w małzeństwie. Myślałam po tym co przeczytałam u Was na forum, że jestem jedną z Was, że ktoś to naprawde wnikliwie przeczyta i choć spróbuje odpowiedzieć mi na pytanie czy to nn... Sami wiecie jak ważne jest kiedy ktoś potwierdza to, co nam chodzi po naszych umęczonych głowach... Nie doczekałam się konkretnej odpowiedzi... i mój lęk narasta. Po poniedziałkowej terapii usłyszałam że mam się nie sugerować czyimiś wypowiedziami... I rozwaliło mnie to kompletnie... Moze spróbuje wypunktować moje wątpliwości, może tak będzie łatwiej na nie spojrzeć i ocenić czy są prawdziwe czy to tylko wymysł mojej chorej głowy...
1. Epizod depresyny 7 lat temu po tym jak koleżanka stwierdziła że nie kocha swojego chłopaka- ja od razu uznałam że pewnie ja też. Od tamtej pory ciągłe wątpliwości, które doprowadziły do rozstania. Zeszliśmy sie po pół roku. Wątplwości zostały
2. Po drodze schiza że jestem lesbijką, potem że jestem chora psychicznie, potem, że jestem złym człowiekiem i będę złą matką
3. Ciągłe zastanawianie się czy kocham czy nie, szukanie argumentów za tym, że to miłość
4. Interpretowanie każdego błedu jako niekochania, każdego dobrego zachowania jako kochania
5. Przyjmowanie do siebie każdego objawu który jest u innych, strach kiedy słyszę o rozwodach, rozstaniach
6. Narastanie negatywnych myśli, ktore prowadzą do wycofania, oporu wobec męża
7. Po nakręceniu maksymalnym moich wątpliwości chęć ucieczki przed mężem, zaczęcia wszystkiego od nowa.
8. Układanie czarnych scenariuszy
9. Trudności w wyobrażeniu sobie przyszłości
10. Objawy somatyczne: drżenie rąk, ucisk w klatce piersiowej, lęk, utrata apetytu, obnizenie nastroju
Czy myślicie że moja chęć ucieczki w rzeczywistości jest chęcią ucieczki przed samą sobą, przed trudnościami, przed wątpliwościami którymi jestem zmęczona? Czy to źle, ze kiedy już naprawde nie mam siły, dopuszczam do głosu racjonalne argumenty, typu: NIE MOGE ODEJŚĆ, BO TO TYLE LAT, NIE MA SENSU ZACZYNAĆ WSZYSTKIEGO OD NOWA, BEDE TEGO ZAŁOWAŁA, Z KIMŚ INNYM BEDZIE PODOBNIE...
Mam wrażenie że we mnie jest konflikt pomiedzy tym, że kocham męża, ale brak mi motyli, uniesień, namiętności...Trudno żeby ona była po 12 latach związku...ale może moje dzieciństwo pełne negatywnej adrenaliny (ojciec alkoholik) sprawiło, że mi są potrzebne ciągłe intensywne emocje. Poza tym jestem perfekcjonistką, wszystko musi być idealne. Stworzyłam sobie pewnie obraz idealnej siebie i idealnego związku...a to nigdy takie nie będzie... A może ja naprawde nie chcę z nim już być??? Tylko dlaczego bym się tak przejmowała? Po co szukałabym pomocy? Najłatwiej byłoby uciec, ale pojawia się u mnie wtedy opór, żal, poczucie, że przecież się kochamy... Już raz uciekłam tych kilka lat temu. Bawiłam się, spotykałam z kimś innym, wątpliwości minęły... Pewnie ten schemat nasuwa mi się teraz kiedy jest ze mną źle... Napiszcie proszę co myślicie.

isabela terapeuta nie doradza...Raczej wyciąga wnioski z tego co mówisz...Mój mi powiedział, że przyszłam do niego ze skutkami CZEGOŚ co dopiero trzeba odkryć, że problem leży gdzie indziej...ale poszukiwanie go to terapia długoterminowa... której się bardzo boję. Boje sie ze okaze sie ze moja relacja z męzem to jakieś chore mechanizmy, które mną sterują, a których nie jestem świadoma, że wszystko się rozsypie...

carlos pytałam wczoraj terapeutę o wolne miejsca. Mają listę oczekujących. W związku z tym są w stanie zaproponować jedynie 10 nieodpłatnych sesji + 3 diagnostyczne spotkania. Potem musisz się przenieść do innego ośrodka lub kontynuować prywatnie.

Pozdtawiam Was i zyczę spokoju. Czekam na Wasze odpowiedzi
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 14 lip 2010, 10:28
I zobaczcie jaka psychika ludzka jest ciezka do odkrycia.Ja mam juz schize bo okazalo sie,ze moj Manager odchodzi i ma jakis mlody przyjsc;/Czuje niebiezpieczenstwo.Znowu zmiany,a ja lubie jak jest po staremu.Ehhh. Zaczynam sie bac,ze nowey facet i cos sobie ubzduram.Przeciez tego nie da sie zniesc:(Jak mozna z ludzmi wspolzyc skoro ma sie takie leki?Najlepiej sie odizolowac i otaczac sie tylko takimi,ktore nie zagrazaja niczemu.
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 14 lip 2010, 10:34
isabella_28 napisał(a):I zobaczcie jaka psychika ludzka jest ciezka do odkrycia.Ja mam juz schize bo okazalo sie,ze moj Manager odchodzi i ma jakis mlody przyjsc;/Czuje niebiezpieczenstwo.Znowu zmiany,a ja lubie jak jest po staremu.Ehhh. Zaczynam sie bac,ze nowey facet i cos sobie ubzduram.Przeciez tego nie da sie zniesc:(Jak mozna z ludzmi wspolzyc skoro ma sie takie leki?Najlepiej sie odizolowac i otaczac sie tylko takimi,ktore nie zagrazaja niczemu.


Mam identycznie...Kazdy nowy facet w otoczeniu to potencjalne zagrożenie...że się zakocham, że się coś posypie w moim związku... isabella- czy Ty gdzieś byłaś ze swoim problemem- psychiatra, psycholog? Chyba nie jest u Ciebie tak źle skoro pracujesz...bo ja po ostatnim napadzie dostałam zwolnienie od psychiatry i przykazanie- jak najmniej stresu. Biorę leki, ale średnio pomagają...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 14 lip 2010, 12:42
zagubiona82 bylam u psychiatry wlasnie ,ale nic mi nie doradzil i chcial wcisnac antydepresanty.Bylam w kraju,wiec poszlam prywatnie,a okazalo sie,ze wybralam lekarza ze zla opinia.Teraz juz za pozno.Kiedys chodzilam do innej,ale oni tylko potarafia leki przepisywac.Chyba najlepszy by byl jakis psychoanalityk w Naszym wypadku.Wogole nie moge wybic sobie z glowy tego chorobliego leku,wrecz to jakas psychoza.Tkwimy w jakies matni bez wyjscia.Czemu tak myslimy? Ja juz zauwazyla te sklonnosci u siebie 11 lat temu.Nie mialam neta,nic nie wiedzialam.Myslalam,ze jestem nienormalna,ze inni tak nie maja.Czytalam w ksiazkach o natrectwach.Byly jakies wspominki o natretnych myslach,ale nie do konca zgadzaly sie z tematem tej fobi,wiec myslalam,ze to jednak nie to.Jakos z tym zylam tyle lat,choc przechodzilam jak Wy rozne stany i bylo ciezko.Teraz dopiero wiem,ze nie ejstem osamotniona i ,ze to wina nerwicy.Dzieki temu forum i temu watkowi zroumialam,ze to choroba.Jednak i nawet to zbytnio do mnie nie przemawia,choc jest napewno lepiej z ta swiadomoscia.Ciagle jest strach,marnujemy sobie zycie.Bo wiem,ze z prespektywy czasu to nie mialo sensu.Pare lat temu zadreczalam sie jedynm chlopakiem bedac w zwiazku.Teraz zadaje sobie pytanie I po co Ci to bylo?To nie mialo znaczenia zadnego-A ja stracilam pol zdrowie i wpedzalam siebie w co nowe stany nerwicowe.To jest wszystko poplatane z pomieszanym.
Zagubiona ja pracuje.Jednak jestem w okreslonym gronie ludzi.Jednak jak pisalam wczesniej,nowa osoba plci meskej to niebiezpieczenstwo dla zwiazku.Czerwone swiatlo.Nawet jakbym nie pracowala to zagrozenia sa wszedzie chocby zapoznanie nowych znajomoych itd.Przeciez trzeba jakos zyc:((

[Dodane po edycji:]

Czy myślicie że moja chęć ucieczki w rzeczywistości jest chęcią ucieczki przed samą sobą, przed trudnościami, przed wątpliwościami którymi jestem zmęczona? Czy to źle, ze kiedy już naprawde nie mam siły, dopuszczam do głosu racjonalne argumenty, typu: NIE MOGE ODEJŚĆ, BO TO TYLE LAT, NIE MA SENSU ZACZYNAĆ WSZYSTKIEGO OD NOWA, BEDE TEGO ZAŁOWAŁA, Z KIMŚ INNYM BEDZIE PODOBNIE...
Nie jest tak zle bo ja nawet nie zastanowilam sie nad wlasnym zwiazkiem i 6 lat przekreslilam przez puste zauroczenie.Z tym,ze odejscie od mojego eks nie bylo skutkiem natretnych mysli.Poprostu najrealniej w swiecie pozalam kogos i sie zakochalam.Gwarantuje Ci,ze moje mysli daleko odbiegaly od tego co czujmy podczas tych naszych,,wkretow''.Poprostu bylam szczesliwa jak nastolatka i nie chamowalam zadnych mysli.Czulam sie szczesliwa.
Jednak przeraza mnie,ze tak pochopnie postapilam.Bylam podla i bezmyslna.Nie chce nigdy tego powtarzac.Pragne byc madra i ostrozna.Czuje ,ze nie potrafie uczyc sie na bledach i reaguje emocjonalnie.Zero rozwagi.Nie chce sie przekonywac czy rzeczywiscie to czegos mnie naczylo.Poprstu chce byc szczesliwa z Moim Ukochanym i byc z Nim do konca zycia:(
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez betty_boo 14 lip 2010, 13:02
zagubiona, bardzo mnie porusza Twoja historia. jest bardzo podobna do mojej i bliska mi. Szczególnie ten fragment poniżej, ale i wiele innych. generalnie mam podobne do Ciebie dylematy.
Czy myślicie że moja chęć ucieczki w rzeczywistości jest chęcią ucieczki przed samą sobą, przed trudnościami, przed wątpliwościami którymi jestem zmęczona? Czy to źle, ze kiedy już naprawde nie mam siły, dopuszczam do głosu racjonalne argumenty, typu: NIE MOGE ODEJŚĆ, BO TO TYLE LAT, NIE MA SENSU ZACZYNAĆ WSZYSTKIEGO OD NOWA, BEDE TEGO ZAŁOWAŁA, Z KIMŚ INNYM BEDZIE PODOBNIE...
Mam wrażenie że we mnie jest konflikt pomiedzy tym, że kocham męża, ale brak mi motyli, uniesień, namiętności...Trudno żeby ona była po 12 latach związku...ale może moje dzieciństwo pełne negatywnej adrenaliny (ojciec alkoholik) sprawiło, że mi są potrzebne ciągłe intensywne emocje. Poza tym jestem perfekcjonistką, wszystko musi być idealne.


u mnie tez jest perfekcjonizm, ojciec alkoholik i myśli takie jakTwoje...

chodziłam na terapię i chociaż terapeuta był bardzo obiektywny miałam wrażenie że jednak uważa moje małżeństwo za bezsensowne. powiedział mi ze moje potrzeby się zmieniły, że czuję się w moim życiu jak w za dużej sukience, która na mnie nie pasuje (mimo że jest ładna...).i że nie będzie prowadził terapii tego związku.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do