Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 29 cze 2010, 23:00
Migotka u mnie jest podobnie... Ja teraz na każdym kroku wyszukuje sobie sam , że nie kocham, a natychmiastwo czegoś, że kocham... Robię wszystko, by to sobie udowodnić. Nie wiem co mnie tak napadło :/ Odnoszę wrażenie, że faktycznie nie kochałem:/ Ale to nei może być pmożliwe po tych łzach które wylewałem jak wyjeżdżała. Bałem się też, że prysł cały urok, ale ja chcę stworzyć dobry związek. Czasami rozmawiam jakoś o miłości z moją dziewczyną i tak okrężnie dążę, jakbym usiłował jej powiedzieć,że ją nie kochał. Tak krążę wokół tematu mówiąc o uczuciach bardziej jako o rozsądku. Sam nie wiem co się ze mną dzieję...

W ogóle witam was po powrocie, byłem tydzień u ukochanej i martwie się, że jednak nic nie czuję... Co prawda było mi z nią dobrze, ale tak nie dociekałem gdzie jest i co robi jak jej nie było przy mnie... No robiłem to , ale cokolwiek takiego robie czuję, jakbym robił to z przymusu... :/
Raz się rozpłakałem jak ją zraniłem i sobie poszła, to mnie dotkło bardzo, zacząłem mówić o tych swoich myślach znowu ale zaraz odkręciłem to tak, że ją kocham. Innym razem też było spięcie, w którym wyszła i poszła spać, a że poszła spać do mamy do pokoju, nie chciałem tam wchodzić i musiałem wstać napisać esa "dobranoc kochanie...". Męczy mnie jak ją zranię, kiedykolwiek. Wówczas mam ochotę uciec, bo czuję, że na nią nie zasługuję, a ona na takie traktowanie.
Tak jak u Ciebie migotka moja mówi mi, ze czuje i widzi to uczucie, że jej to okazuje. Również mnie to podbudowuje i mam wtedy spokój na jakiś czas. Natręctwo jak narkotyk normalnie. Wystarczy jednak tylko jakiś jeden błąd, przykładowo jak mi powie, że jej nie słucham, to odrazu kojarzę to z brakiem uczucia i robi mi się źle.
Zacząłem też szukać na "pocieszzenie" u niej braku miłości, aby nie czuć się tak fatalnie jakby co... Wolałbym aby ona zraniła mnie jak ja ją. Również tak samo jak Ty boje się, że ktoś mi powie, że jej nie kocham... Jakbym uciekał przed prawdą. Czuję obłęd :/ Boli mnie to. Z drugiej strony raz mama mi powiedziała "To ją zostaw", to aż mi w brzuchu coś przeskoczyło ze strachu... Mama i ludzie mówią, że takiej kobiety nie powiinienem zostawiać i sam o tym wiem. Jest cudowna :)
Tylko jak tu przemówić do łba raz na zawsze.

Powiem wam, że dziś miałem silną ochotę do niej zadzwonić... dowiedzieć się gdzie jest i co robi. Znów się na nią zezłościłem, bo odezwała się we mnie zazdrość/ bardziej nawet złość, ale na tle zazdrości.
Ostatnio nawet poprosiłem ją by poszła ze swoim sąsiadem na wesele, na które ją 2krotnie zaprosił. WTEDY BYŁEM ZŁY, ale teraz nie. Czuje, jakbym ją wpychał komuś w ramiona, ale w sumie robię to bo mi go szkoda, że idzie sam a to dobry człowiek i zrobił nam również przysługę.
Mimo tych wszystkich strasznych myśli, które prześladują mnie jak jesteśmy w tej rozłące, nie rozumiem jednego...
Płakałem, jak pierwszy raz się widzieliśmy i wyjeżdzała. Ostatnio jak jechałem od niej i już dzień przed wyjazdem popłakiwałem, chciało mi się płakać, że wyjeżdzam.
I na myśl o tym, że mogłaby żyć a ja bym nie wiedział o niej nic, gdzie jest, co robi i że żyje gdzieś tam w swojej rzeczywistości poza mną budzi we mnie lęk i ból, chce mi się płakać. Ostatnio nawet myśl, że kiedyś nas śmierć rozdzieli przyprawiła mnie o łzy.
Ja myślę, że ją kocham tylko nawet sam tego nie jestem w stanie dostrzec... Przez te blokady emocjonalne/uczuciowe od nerwicy. Przez natręctwa i obsesje na punkcie tego całego "nie kochania". Pewno byłoby tak, że jakiś czas po jej stracie, kiedy ułożyła by sobieżycie ja plułbym sobie w twarz, że nie jesteśmy ze sobą razem.
Wszystko zaczyna się od umysłu, jeśli się chce, to się może kochać. Serce i motylki to objaw somatyczny zakochania a nie miłości :)
Myślę, że ludzie są w stanie nad tym panować kogo chcą lubować. Przykładowo jakbym wiedział, że Miriam ma po między nogami penisa, chociażby nie wiem jakby była ładna nie zakochałbym się. Już byłaby blokada.
Gdybym zakochał się nie świadomie i dowiedział o penisie to miłośc skończyła by się w tym miejscu.
Przepraszam za tak głupi przykład, no ale rozumiecie chyba nooo... :D
Chodzi o to, że jak się chce i nie ma przeszkód, to czemu się dalej nie umie tego wykrzesać? Mam nadzieję, że miłość to sztuka, której z czasem idzie się nauczyć ;) Chociaż bardziej wolę ten wariant, o którym tu ludzie piszą, czyli "My kochamy i to tak bardzo jak nikt inny, tylko sami o tym nie wiemy".

Przepraszam za chaotykę. Ciekawe czy ktoś to przeczyta.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Manka 02 lip 2010, 09:12
Jak czytałam Twój post CARLOS to tak jakbym czytała być możę myśli mojego byłego chłopaka,bo może i takie były tego juz za pewne się nie dowiem.Została mi tylko świadomość tego że "czuje coś do mnie , ale nie to co ja bym chciała."Nie rozumiem tego nawet ale to zdanie mnie czesto tak jak i przytłacza tak i pociesza.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 02 lip 2010, 23:37
Weź mnie nie strasz :( Ja nie chce się rozstać ze swoją kobietą tylko ją kochać. Przynajmniej być tego pewnym. Ostatnio się rozpłakałem do telefonu, gnębiły mnie myśli... powiedziałem jej, że tęsknie. Pogadałem z nią z półtora godziny. ( ja lubię z nią rozmawiać i to bardzo , wszystko jej mówie ).
Po tej rozmowie czułem się lepiej, bezpieczniej, ale koło zaczęło się znów, gdy dopadła mnie jedna myśl, z niej następne, potem szperanie w necie i tak w kółko ;/ Tak samo jak z tą schizofrenią, którą sobie wkręcałem wcześniej. Koło wyglądało tak samo. Najbardziej wkurzam nie to porównywanie w wyobraźni. Np. Widzę siebie ze swoją dziewczyną, a zaraz wyobrażam z inną, której nie znam tylko zobaczę na ulicy i czuję, że jest "tak samo" i tu pojawia się dół odrazu. Odrazu mnie to gnębi, dołuje i lęka. Ja tak czy owak muszę poczekać na rozwój wydarzeń.. ze swoją dziewczyna w sumie widziąłem się tylko 2 razy. łącznie przez jakieś 10 dni. Wcześniej wirtualnie rozbierały mnie emocje, a po pierwszych dwóch dniach jak się widzieliśmy musiała jechać i wtedy we mnie pękło... Czułem się, jakbym miał już nigdy w życiu jej nie zobaczyć. Płakałem jak świnia przez pół dnia. Dalej mi się chcę, jak wyobrażam sobie w głowie obraz jej domu, ją w nim i fakt, że mielibyśmy już nigdy nie rozmawiać czy coś... :(
Dużo osób ma ten sam problem co ja... Manka cofnij się w tym temacie, czytaj stronę po stronie do tyłu a zobaczysz. :( Naprawdę okropieństwo. I to nie są mysli niekoniecznie niekochających ludzi, tylko chorych. Ja choruję na nerwicę już 2 rok i teraz leci trzeci od miesiąca niecałego. Niby mam nerwicę lękową z depresją, chociaż mam objawy natręctw myślowych ( takie jak ten z tym niekochaniem i schizofrenią wcześniej, której się doszukiwałem przez ponad rok, w końcu byłem pewien, że ją mam, a nie miałem ). Też w kółko sprawdzam gazy, wodę i drzwi w domu... Mam wszystkiego po trochu, ale nie poddam się. Mam dla kogo walczyć i jest warto. :)
Kiedyś powiedziałem sobie, jak to się zaczęło , że daje sobie 2 lata. 2 lata, po których popełnię samobójstwo. Wcześniej miałem myśli samobójcze równie natrętne co to... ale trwało to ok jakoś ok 3 miesięcy chyba ( dłużej bym mógł nie wytrzymać ). Był to lęk przed odebraniem sobie życia, ale z drugiej strony potężna potrzeba i chęć... skończenia tego wszystkiego... A nie zrobiłem tego, uparłem się i żyję i tak samo zrobię tu, z naszym związkiem, bo takiej kobiety to ze świecą szukać. Stworzymy udany związek i ja tego dopilnuję. Na razie lęk i natręctwa przyćmiewają moje emocje.
Mimo świadomości tego, jest trudno, ale DAM RADĘ!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 04 lip 2010, 21:20
No to jak nie czytasz ostatnich stron, to nie wiesz, że nie mogę sobie pozwolić na terapię.
Nie stać mnie, nie mam ubezpieczenia i nie chcę tracić czasu na szpital, w którym już byłem. Wtedy jeszcze nie miałem tego problemu. Teraz nie mogę sobie pozwolić na stratę 12 tygodniu na terapii. Jedyne co będę mógł zrobić, to skorzystać z psychologa z NFZ jak się zarejestruje na pośredniaku. Kiedyś na psychoterapię pójdę, jeśli znajdę stałą pracę. Wtedy indywidualnie.
I może masz rację z tym użalaniem, ale sama tego nie robiłaś? Nie pamiętasz początków swoich kłopotów? Grzech, że szukam słowa i pomocy? Przepraszam, pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 05 lip 2010, 11:28
No ja tak robiłem wcześniej z psychozą, schizofrenią itp... Gadałem w kółko, bo czułem, że mam, ale nie pamiętam jak przerwałem ten mechanizm.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 05 lip 2010, 18:56
Doskonale sobie z tego zdaję sprawę, że nie wyleczycie. W końcu jestem już na tym forum trochę czasu. Siedziałem w innych działach, w tym od jakiegoś czasu... Boję się tylko, że faktycznie wyjdzie u psychologa,że nie kocham... Ale to nie tylko ja tego się bałem :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 06 lip 2010, 08:12
Panikuje od wczoraj.. Patrzalam na serial.. i byl tam terkst " jak bedziesz sie z nim kochac bediesz myslec o tamtym.. jak bedziesz sie calowac to tez bedziesz myslec o tamtym" A ja mialam taki okres mojej choroby ze myslalam o innym gdy dochodzilo do roznych sytuacji.. to mnie zmusza znowu do myślenia czy kocham. Tak wogole to moj chlopak wyjechal na jakis czas do pracy .. ciezko mi bardzo .. plakalam bo chce go miec przy sobie ( ale to akurat dobry znak ;)) ) ale tez boje sie tego ze po jakims czasie nie bede juz tesknic i to wszytsko wygasnie..

[Dodane po edycji:]

AAA!! Wczoraj dwa razy widzialam tego kolesia.. i co..?! znowu ciagle go mam przed oczami.. dlaczego ?! ;// To jest straszne.. mam nadzieje ze zniknie a nie bedzie sie utrzymywac przez pare miesiecy.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 08 lip 2010, 22:02
agucha, witam po przerwie.Mam dokladnie to samo.Od jakiegos czasu jest ok,ale wewnatrz wciaz jakas niepewnosc i lek,ze mysli nadejda.Ostatnio przez mysl przechodza takie glupstwa np mamy tyle wspolnych rzeczy,a jak sie rozstaniemy to co wtedy?Boze litosci,czemu do glowy mi to przychodzi.Kocham go nade wszystko i jak moge tak myslec.Przeraza mnie to.Nerwico daj zyc:(
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 09 lip 2010, 13:17
Witam Was wszystkich serdecznie...
Nie mogę uwierzyć kiedy czytam Wasze posty... Wiele z nich oddaje moje stany i samopoczucie. Piszę do Was z nadzieją na zrozumienie i wsparcie... Postaram się w skrócie (będzie ciężko) opisać swoją sytuację. Liczę na Wasze uwagi, rady, opinie...choć wiem, że nik mi tu diagnozy nie postawi. Chodzę do terapeuty (byłam odtychczas 2 razy), byłam też u psychiatry ale teraz dostrzegam, że może nie szło to w tym kierunku, w którym powinno.
Mam 29 lat i jestem mężatką od 2,5 roku. Z moim mężem jestem od 12 lat. Pierwsze problemy zaczęły się u mnie ponad 7 lat temu. Dotąd byliśmy nierozłączni... I nagle pod wpływem jednej rozmowy z koleżanką, która powiedziała, że nie kocha swojego faceta, zaczęłam się zadręczać myślami że ja chyba też nie... Załamałam sie, nie chciałam żeby tak było. Chciałam znów czuć spokój i kochać... Moje myśli galopowały. Z dnia na na dzień pod wpływem tych złych emocji zaczęłam się odsuwać od mojego M. Po pół roku rozterek typu "kocham", "nie kocham"...rozstaliśmy się. Spotykałam się z kimś innym, ale M. się starał, nie pozwalał o sobie zapomnieć...i wróciliśmy do siebie. I moje wątpliwości powróciły... Chciałam spędzać z nim czas, okazywałam mu troskę i czułość, nadal podobał mi się jako facet, ale nie było już tak samo... Kazdy objaw pozytywny- kocham, każdy negatywny- nie kocham... Ciągła analiza w mojej głowie. Po drodze było myślenie o tym, że może jestem lesbijką, że może jestem chora psychicznie... Jednak wciąż chciałam być z moim M. Po jakimś czasie wzięliśmy ślub. Bardzo tego chciałam. Nadal się troszczyłam, nadal czekałam na jego powroty z pracy...i wciąż wątpiłam, wciąż myślałam... Przestałam analizować i naprawde poczułam ze kocham kiedy zaszłam w upragnioną ciążę. Wierzyłam w Nas, w naszą miłość... Niestety nasz synek urodził się w 26 tygodniu i zmarł na naszych rękach... miesiąc później powiesił się mój kuzyn (to już 3 samobójstwo w mojej rodzinie). I wszystko wróciło... Znów gonitwa myśli że nie kocham, że nie czuję...a jak w końcu poczułam że kocham...to znów stwierdziłam że nie chcę już z nim być... Ciagle myślałam o odjejściu od męża... Przecież to chore! Kocham i chcę odejść! Moje myśli stawały się coraz czarniejsze, w końcu nie mogłam wytrzymać z nim w jednym pomieszczeniu, dręczyło mnie że skończę jak inni w mojej rodzinie, że nigdy nie będę szczęśliwa.... Znów się odsunęłam, nie miałam ochoty na niego patrzeć, nie miałam ochoty się przytulać. Przestałam jeść i spać, cała się trzęsłam, suchość w ustach, ból w mostku, lęk... Teraz jestem na zwonieniu lekarskim, biorę asertin od 2 tygodni, ale narazie efektów nie widać... Zdarzają się momenty, że patrzę na męża i myślę ze poszłabym za nim na koniec świata, że kocham go bardzo i chcę z nim być...ale już wiem z góry ze zaraz przyjdzie znów lęk i stres i dół i poczucie bezsensu nasego związku... Powiedzcie kochani czy myślicie, że po prostu nakręcają mnie złe myśli i dlatego się tak odsuwam, chcę uciec...może nie przed nim tylko przed tym stresem, lękiem...bo z nim jest związany??? Wciąz się czegoś boję, wciąż wątpię czy będę kiedykolwiek szczęsliwa... I nie potrafię wyobrazić sobie przyszłości...jakbym jej nie chciała, jakbym się jej bała... Napiszcie co sądzicie. Pozdrawiam wszystkich
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 09 lip 2010, 21:23
zagubiona82

Ja sądzę, że może byc tak jak napisałaś z tym lękiem. Może uciekasz od niego właśnie dlatego, że budzi on w Tobie stres i lęk. To bardzo prawdopodobne, w sumie mam tak samo. Chodzą mi po głowie myśli o zerwaniu, odejściu itp. by poczuć się lepiej ale ja tak nie chcę.
Chcę tylko czuć to co wtedy. Im dłużej to trwa tym bardziej się wykańczam... Wszystko mnie teraz przeraża...
Najgorsze to to, jak jestem w stanie sobie wyobrazić życie z kim innym i czuję taką jakby ekscytację, to odrazu budzi to we mnie lęk, że tak nie powinno być. W ogóle oglądam się za innymi i to też mnie przeraża. Wszystko mnie przeraża...
Wczoraj ze swoją rozmawiałem na skype i tak się pożegnaliśmy, a dziś rano jak się zbudziłem weszło mi na myśl "zapomniałem jej napisać esa". Odrazu się wybudziłem, ale przypomniałem sobie, że nie musiałem, więc o niej nie zapomniałem. Fakt, że zapominam o mojej mnie najbardziej dołuje. Dziś płakałem, nie wytrzymałem ciśnienia. Mam wrażenie, że wszystko robie sztucznie.
Teraz się denerwuję i pilnuję, aby nie zapomnieć jej napisać później. Moje analizy wróciły do początku związku i... martwi mnie to.
W sumie to był związek zrodzony z internetu. Wcześniej miałem taki jeden, ale ulegałem emocjom za bardzo ( chorobliwa zazdrość, kłótnie, złość i same głupie dogryzki, dziwne uczucie w brzuchu jak mnie olała czy zignorowała, nerwy ). To było strasznie niedojrzałe.
Teraz na początku tego związku jak zacząłem się angażować, było dokładnie to samo, ale wiedziałem, że to zniszczy ten związek jak mój poprzedni. Mówiłem więc sobie, że nie moge się tak zachowywać, nie moge się złościć o byle co, czuć takiej zazdrości o byle kogo, wściekać i kłócić bez żadnej przyczyny i się na niej wyżywać. Tym bardziej, że kiedy zawsze ją jakoś skrzywdzę, to płaczę albo się zamykam w sobie i czuję źle, że skrzywdziłem nas oboje. I w sumie udało mi się odepchnąć te nadgorliwe emocje, ale jakbym je odepcnął całkowicie. Zero zazdrości, nerwów, złości. Nie no przesadzam, czasami się pojawia, ale mam wrażenie, jakbym tego tak nie czuł... Dziwne, może sam nie wiem czego chcę? Z jednej strony zazdrośc, złośc itp dają mi do zrozumienia, że mi zależy, ale niszcza mój związek, a jak nie ma tych uczuć to niby związek ok, ale ja czuje się źle. Głupie i to bardzo, chyba mam jakieś blade pojęcie co do związku i w ogóle nie umiem się w nim zachować.
Mam wrażenie, że moja odsunęła się ostatnio jakoś ode mnie... Mam wrażenie, że może czuje się tak samo jak ja, ale nie ma żadnych rozterek, bo jest zdrowa i się teraz stabilzuje. Ja natomiast przeżywam piekło, duszę się bardzo w tym związku przez te myśli.
Analizuje go do poprzedniego kiedy byłem zdrowy i początek był ten sam ( pojawiały się jednak niekiedy jakieś delikatnie wątpliwośći, ale zaraz je odpychałem i znów były emocje z namiętności i intymności ), ale później jak jakoś wyszedłem z psem wtedy te wątpliwośći wróciły tak mocno, że nie dałem sobie rady, był płacz i ciągłe roztrzęsienie. Nie wiem czy gdyby mi nie zależało płakałbym tak, ale kiedyś już skrzywdziłem jedną dziewczynę ( co prawda nie przeżyłem tego jakoś, tylko później to zrozumiałem ), ale teraz wtedy podczas tego wybuchu czułem silne poczucie winy, ogromny ból przez to... Z drugiej strony czy gdyby mi nie zależało na niej, nie darzył ją jakimś uczuciem, to płakałbym pół dnia i był w dołku po tym jak wyjechała? Wątpię. Ale jak tu przemówić do rozumu... Kurka nie byłem pewny od pcozątku związku i to mnie martwi, możę bałem się dać całego siebie po wcześniejszym zawodzie ( tamta mnie zostawiła ). Jednak w jakimś stopniu na pewno się zaangażowałem ( w sumie chciałem tego ), tylko może podświadomość mnie zablokowała po wcześniejszym urazie. Porównywałem też ten związek to zakochania z gimnazjum, no to początki mogły by być takie z pewnością:D Bo dbałem o nią tak samo jak latałem za tamtą. Tylko wtedy byłem emocjonalnie "zdrowy".
Nie chce się poddawać i w ogóle. Szukałem już na necie na pocieszenia czym jest miłość i w ogóle, ale może zmieniajac się i będąc chory czuję ją inaczej? W końcu wtedy byłem nastolatkiem, teraz mam 21 lat i wstąpiłem w dorosłość. Myślę też trochę inaczej, więc może moje przeżywanie się zmieniło, a ja panikuje...

Mógłbym napisać jeszcze trochę, ale to w kolejnym poście.
zagubiona82 a powiedz chodzisz na jakąś terapię lub planujesz iść?? Ja dziś chciałem iść do poradni dziecięco-młodzieżowej, ale tam było zamknięte. Na indywidualnego psychoterapeutę mnie nie stać, a w moim mieście nie serwują indwywidualnych usług z NFZ :((
Wcześniej miałem inny problem ( w sumie dalej mam ) dosyć podobny do tego i babka powiedziała mi, że ja potrzebuję pomocy terapeuty bardziej jak jej... Chociaż zrobila mi jakiś psychologiczny test i powiedziała, że po nim pomyślimy co dalej. Ja już jednak po tym tescie się do niej nie stawiłem. Byłem w kiepskim stanie i chyba nie wierzyłem w jej pomoc. Teraz liczę, że może mi jakoś pomoże ( chociaż trochę naprowadzi mnie na odpowiedni tor i wierzę, że tym torem będzie miłośc moja i mojej kobiety )

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 09 lip 2010, 21:56
zagubiona82, wiesz z moim pierwszym partnerem mialam podobnie.Na poczatku nerwicy nie wiedzialam co mi dolega i skad te mysli sie biore.Jednak rozstalam sie z nim po 6 latach i nie z powodu natrectw tylko,ze poznalam kogos innego.Z tym,,innym'' bylam moze 3 mc pozniej orzekl,ze sie pomylil i zrywa ze mna.Zostalam na lodzie.Poswiecilam dla Niego kilku letni zwiazek.
Tak juz bywa.Nie zaluje bo jestem od 4 lat w zwiazku z 3 partnerem M.Jednakze mam leki przed powtorka z rozrywki,ze kogos poznam i tez tego zostawie;/ Zrodzil mi sie w glowie kolejny paniczny lek.Nie zaluje tamtej decyzji,ale przeraza mnie to ,ze w jednej chwili przekreslilam tyle lat zwiazku.Teraz panicznie boje sie.Unikam mezczyzn,wogole co sie dzieje w mojej glowie to masakra.Chce kochac tylko jego,byc z Nim do konca moich dni,a w glowie wciaz nasuwaja sie niszczace mysli.W tym wypadku wiem,ze kocham,najbardziej w swiecie,ale nie ufam sobie.To straszne.Wystarczy ziarenko watpliwosci,glupota totalna i ona potrafi zrujnowac wszystko.Na przyklad pomysle-o fany facet itd odrazu karce sie za te mysli,uwazajac siebie za zdrajczynie,podla babe,ze moze do owego obiektu czuje cos wiecej,ale o tym jeszcze niewiem itd itp.Wiecie ile bym dala ,zeby pozbyc sie takich mysli?Zyc spokojnie nie obwiniajac siebie i nie wybiegac myslami co by bylo gdyby?Chyba oddalabym zycie,zeby tylko moj Ukohany przeze mnie nie cierpial.Wole umrzc niz zyc z koleny przeswiadczeniem ,ze tak kogos potwornie moge skrzywdzic.

[Dodane po edycji:]

carlos, podzielam Twoje leki.Przeraza mnie doslownie wszytsko i analizuje detale.Ciagle sie karce,obwiniam.Nie moge tak zyc.Najchetniej bym byla na jakis lekach,zeby nie myslec wogole.Zaczne brac,cpac juz sama niewiem.Ile mozna sie meczyc i nie moc sobie samemu przemowic do rozsadku,ze to tylko glupoty,ze tak naparwde nie jest i zaczac myslec logicznie.
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 10 lip 2010, 13:21
carlos chodzę na terapię do stowaryszenia. Narazie były to 2 spotkania diagnostyczne. Zaczynam terapię psychodynamiczną. Moja terapia jest nieodpłatna. Sprawdzcie czy w Waszych miastach nie działają stowarzyszenia, w których można przejść terapię nieodpłatnie. U mnie w Szczecinie jest kilka takich miejsc.

U mnie ani psychiatra ani terapeuta nie wspomniał nic o nn...bo w sumie nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to moje ciągłe analizowanie i wewnętrzna rozmowa z samą sobą od rana do wieczora jest jakimś istotnym objawem. Myślicie że u mnie to też nn? chciałabym, zeby tak było...zeby ta moja chęc ucieczki i wątpliwości wynikały własnie z choroby a nie z tego ze nie kocham albo nie chcę... Dziwne jest to bardzo. Kiedy nagle poczułam że kocham, uznałam że chcę odejść... Myślę, że może jestem już po prostu zmęczona tym ciągłym analizowaniem i zastanawianiem się nad każdym szczegółem. Poza tym ja oczekuję że po 12 latach nadal będzie cukierkowo, motylkowo i różowo..a tak się przecież nie da... Najłatwiej byłoby teraz odejść...ale w kolejnym związku z czasem byłby ten sam problem... Czy Wy też tak macie, że jak nakręcą Was mocno Wasze czarne myśli, to odbija się to na Waszych relacjach z partnerami, wycofujecie się, nie macie ochoty się przytulać, czujecie się obco i sztucznie? Ja tak mam i przypominam sobie wtedy jak było wcześniej...i czekam, że znów tak będzie... Są takie momenty, że CHCE i NIE CHCE!!! po prostu CHCIAŁABYM ZNOWU CHCIEĆ!!! macie tak? Czy to naprawde nn czy ja może naprawde nie chce i nie kocham? Jakie to wszystko trudne jest...

isabela
ja też się często zastanawiam jak to będzie jak się rozstaniemy, co z naszym psem itp... Ale sądzę że to te czarne myśli nas nakręcają...Ja mam takie wrażenie że to wszystko od nich się zaczyna...że to one powodują że się odsuwamy, wycofujemy... Ja jak się ostatnio nakręciłam, to naprawde byłam już jedną nogą u mamy... I wtedy spojrzałam na mojego M. i pomyślałam że przecież ja tego nie chcę, że przecież nie żałuje ze za niego wyszłam. teraz wszystko widzę w czarnych barwach, widzę same jego wady, nie mogę się przemóc...A jeszcze 2 miesiące temu spędzałam z nim każdą chwilkę, gotowałam obiadki, skakałam wkoło niego... Te cholerne czarne myśli...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 10 lip 2010, 21:21
zagubiona82

No widzisz. Masz mój nick a pod nim napisane, że jestem ze Szczecina i nie spostrzegłaś?? Poproszę na priv o adresy takowych miejsc, jeżeli możesz mi przesłać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 11 lip 2010, 10:41
Mnie chyba najbardziej nakreca myśl o innym.. to jest najgorsze wtedy mi sie zdaje ze moze sie zakochałam w innym.. praktycznie go nie znajac (kiedys mialam z nim kontakt) sama nie wie co o tym myślec. Jak gowidze to zaczyna mi walic serce i tysiac mysli naraz. Przeraza mnie to bo zdrowe kolezanki tak maja jak widza chlapaka w ktorym sa zakochane.. to jest najgorsze. Dobija mnier rozwniez analizowanie zachowania mojego T. Teraz jest lepiej i prawie przeszlo.. no ale gdzies to we mniesiedzi. Historie o rozstaniach albo kolejnych chlopakach rozniwez mnie przerazaja i zaraz sobie wkrecam ze tez musze odejsc bo nie kocham. Prosze o slowa wyjasnienia :P Pozdrawiam was ;)))
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do