Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Manka 18 cze 2010, 12:06
Hmm no może to i kwestia do wyuczenia,ale z autopsji wiem że jak człowiek jest bardzo zakochany to nawet nie zwraca na inne osoby uwagi a jezeli już to robi to jest to beznamiętne spojrzenie ;) Więc jesli nie idą za tym żadne uczucia typu pożądanie itp. to nic złego.
Zawsze to powód do przekomarzania ;D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 18 cze 2010, 23:12
Ty mówisz tak, a natura inaczej. :) My ( przynajmniej wielu ) mamy tak, że jestesmy wzrokowcami, więc naturalnie patrzymy na to co nam się podoba.
A co do pożądania, to facet jest zdobywcą. Zdobywa jedną twierdzę, i ma ochotę iść dalej. Czytałem juz w tym temacie i podobno jest to normalne.
Fakt jest też taki, że ja już się nie widziałem z moją dziewczyna przeszło 2 miesiące, brakuje mi jej bliskości...
I mam pożądanie jak patrzę na inne, ale jak sobie wyobrażam, że miałbym coś na poważnie takiego robić to rodzi się we mnie lęk, ale wg Twojego postna no to nie jestem zakochany. :(

Jeden powie tak, jeden tak. Każdy inaczej rozumie i przeżywa swoją miłość, zakochanie czy też zauroczenie. 3 całkiem odbiegłe od siebie terminy.

Pozdrawiam :D -> JADĘ NA TYDZIEŃ DO UKOCHANEJ !!!! :):):) Zobaczymy jak to będzie :D Ciesze się, że jadę.

Powodzenia i do usłyszenia za jakiś czas.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Krzysiek1234 19 cze 2010, 00:42
Carlos, chyba zaczyna Ci świtać głos rozsądku.

Mężczyźni są zaprojektowani przez matkę naturę, by oglądać się za wieloma kobietami i upowszechniać własne geny najszerzej, jak to tylko możliwe. Jak Ty te ulotki, nie przymierzając. Jeśli mężczyzna na dłuższą metę tego nie robi, nie jest on zdrowy, i jak to się mówi, genetycznie pełnowartościowy.

Wyjdzie Ci na dobre, jeśli przestaniesz robić sobie wyrzuty takie jak opisywałeś. Powiem Ci jeszcze, jeżeli Twoja dziewczyna będzie mieć taką abssolutną pewność, że nie oglądasz się za innymi, wasz związek sflaczeje albo i całkiem zdechnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
14 sty 2010, 19:04

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Manka 19 cze 2010, 12:53
Hmm ... no tak musze zgodzić się z Tobą Carlos bo niestety medal ma dwie strony a Ty przedstawiłeś tą drugą.Mężczyźni nastawieni są przede wszystkim na cel i hierarchię. Kobieta natomiast na emocje i relacje.
A co do Krzyska1234 to i owszem jak nic nie dzieje się w związku to oboje partnerzy zaczynają popadać w rutynę i poszukiwać nowych wrażeń , no ale jeżeli takie pożądanie ma zdrowe podłożę to jak najbardziej się zgodzę,może to tylko świadczyć o tym że facet lubi widok ładnych kobiet,że jest po prostu normalnym, zdrowym mężczyzną , ale gdy jest to nawykiem to wydaje mi się nie zdrowe ... z faceta zaczyna się robić nie partner a rasowy samiec !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 20 cze 2010, 20:52
Panikuje. Bylo pieknie. Lecz ostatnio spotkalam tamtego z ktorym wiazaly (wiaza) sie natrętne myśli. Gdy go zoabczylam momentalnie strach.. jakaś panika.. czemu ?!:| Na drugi dzien chciało mi sie płakać. Niby z powodu ze Moj ma propozycje wyjzdu do pracy no ale w glowie pojawial sie drugi nie wiadomo czemu i po co !!! :| Wogole jak slysze o rozstaniasz dla innego.. czy z powodu tego, że uczucie wygaslo. Zaraz zaczynam myślec ze ja tak mam itp !! przepraszam za chaos.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Manka 21 cze 2010, 13:27
Agucha
Mam podobnie , tylko nie co inne opakowanie.Rozstałam się z facetem którego kocham a może tylko tak mi się już teraz wydaje.Zaczęłam spotykać się z kimś nowym i niby wszystko jest pięknie,gdy jestem w jego towarzystwie zapominam i nie myślę o tamtym.Gdy tylko jestem sama zaczynają dopadać mnie myśli i lęki że nie będę potrafiła pokochać , że to nie ma wszystko sensu ... dopada mnie taka pusta emocjonalna.
Są dni że jestem o dziwo spokojna i nie myślę ... wszystko jest tak jak być powinno normalnie ! Za to zaczynają się sny ciągle śnie o tamtym , a gdy rano wstaje , cholernie dziwnie się czuje , chce mi się płakać i dopadają mnie lęki.
No i to powtarza się cyklicznie ... Wrr :-|
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez dzejkob 21 cze 2010, 21:52
Witam. Jestem nowy na tym forum ale przestudiowalem jego duza czesc. Przechodze takie stany jak Wy tu opisujecie 2gi raz w zyciu. Powiem tak cała wina tkwi w depersonalizacji która zmienia nasz tok myślenia, nie ma co na siłę sprawdzać się i wymuszać jakieś odczucia jeśli jest się chorym i ma się stany lękowe, to wszystko mija, kochamy bardzo i jak wyzdrowiejecie to pomyślicie "co my miałyśmy bądź mieliśmy w głowach". Łatwo mówić ale spokojnie i głowa do góry:) Krytycyzm do choroby i czas to to czego potrzeba
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 cze 2010, 18:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 22 cze 2010, 09:09
Okej. Tylko ze ja z tamtym nie mialam nic wspolnego ( procz tego ze z nim zdradzilam Mojego kochanego na poczatku związku) Nigdy o tamtym nie myślalam. dopiero po dwoch latach cos sie stało ze mna. Dlaczego tak jest? Dodam ze stracilam kontakt z przyjaciolka i jak ja widze to czuje ten sam lęk jak widze tamtego kolesia...:| Nie wiem o co chodzi. Mam metlik straszny.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Manka 23 cze 2010, 09:57
Ja to już nie długo będę lękała się własnego cienia :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Krzysiek1234 24 cze 2010, 01:22
Odpowiem w głównym temacie: a gówno by było!
Żarcik, hihi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
14 sty 2010, 19:04

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mlodakobieta 26 cze 2010, 01:33
Witam Was serdecznie,

Kiedyś tj przynajmniej z 5 lat temu miałam tu konto...niestety było jakoś dziwnie więc przestałam pisać.

Zanim dojdę do tematu którego tyczy się wątek w dużym skrócie napiszę Wam coś o sobie byście mieli obraz sytuacji.

Mam ponad 23 lata. Pochodzę z rozbitej rodziny. Ojciec ok,matka bardzo toksyczna choć miała swoje dobre jak i złe strony to jednak była toksyczna i zawsze faworyzowała brata. Po rozwodzie kontakt miedzy rodzicami był ok, myśmy z tata mieli stały i bardzo dobry kontakt. Od małego jestem bardzo chorowitą osobą... po rozwodzie a w sumie od gimnazjum wszystko zaczęło mi się sypać. Nie radziłam sobie,choć byłam dobrą uczennicą od 12 rż zaczęłam się staczać emocjonalnie. Nie ćpałam,nie piłam,miałam swoje zasady ale za to wszystko odbijało się na mojej psychice. Zaczęło się od problemów z koncentracją a skończyło na czytaniu w kółko tego samego zdania aż do tępego patrzenia się w ścianę. Środowisko gnoiło mnie na każdy kroku,nikomu nie życzę takich ludzi wokół siebie. Chodziłam do psychologa, depresja. Nie taka wkręcona jak to mają dziewczyny w okresie dojrzewania. Chyba nawet teraz bym nie chciała przechodzić tego jeszcze raz. Potem poszłam do ogólniaka, to była jedyna moja nadzieja. Zakochałam się z wzajemnością i poczułam ze życie może być piękne. 2 lata było ok. Mo.że poza konfliktem z matką która niszczyła mnie od środka. Była tak toksyczna że bałam się telefonów od niej, przychodzenia do domu. Z perspektywy lat dopiero teraz zdaję sobie sprawę że moje cale życie to jeden wielki stres. Już jako dziecko miewałam natręctwa, zaburzenia somatyczne,byłam przemęczona i przesadnie wrażliwa na każde złe słowo. Najgorsze było po maturze... w związku wszystko było ok, kochałam go całym sercem,on dawał mi siłę aby trwało. Nie dostałam się jedną uczelnie,poszłam na inną. nacisk rodziców odbierał mi resztki sił. Po 1 semestrze mialam załamanie nerwowe... koszmar. Totalna psychoza. Natręctwa myśli tak silne że siedziałam z głową w kolanach i kiwałam się... lęki, wrzody żołądka. Skończyło się na otępieniu, wegetacji, braku jakichkolwiek emocji i blokadzie mowy... Przerażało mnie to aż wręcz pobiegłam do psychiatry po pomoc... pierwsze oznaki to było pytanie "czy kocham jeszcze mojego chłopaka?". nie czulam nic i nie wiedziałam czy moje uczucia są prawdziwe czy,tzn nie czułam nic ale czy to coś co niby czułam było prawdziwe czy nie. Tż w końcu wyrwał mnie z piekła zwanego domem, wynajęliśmy mieszkanie i było troszkę lepiej. Zaczęłam wychodzić z tego ale ciągle coś było nie tak. Chodziłam na terapie, lęki zaczęły znikąd.Były momenty ze było su[per ze czułam wielka miłość a było tak ze nie czułam nic przez jakiś czas. Zaczęłam się zastanawiać ze motylki w brzuchu nie trwają wiecznie a minęło już wiele lat. Na dzień dzisiejszy od roku siedzę w domu bo jestem tak beznadziejna ze nie potrafię znaleźć pracy... tż pracuje jak wół... ja łapie dola, nie mam motywacji do życia, nic mnie nie cieszy,ostatnio miałam koszmary, mam ochote zasnąć i sie nie obudzić i natręctwa zaczęły się pojawiać. Na szczęście nie tak silne jak kiedyś, póki co jakoś funkcjonuje. Jakoś tzn sama nie wiem co czuję, nie czuję chyba nic, mam ochotę zasnąć. Do tego doszło ze mam niedoczynność tarczycy co tłumaczy moja depresje bo po długiej terapii psycholog i psychiatra powiedzieli ze to zaburzenia chemiczne,ze jestem silna dziewczyna i dam sobie rade ale mam zaburzenia chemiczne. Po latach okazuje sie ze to hormony bo mam ta tarczyce prawdopodobnie od zawsze. Czasem gdy natrectwa sie odzywają zadaje sobie te pytania czy go jeszcze kocham,czy to to czy cos innego ale nie dlatego ze mam zwykle wątpliwości tylko dlatego ze nie wiem co jets moimi uczuciami a co wyimaginowanymi... nie wiem co jest prawda. Fakt ze jest nam ciężko,ja chora,on przemęczony, nie mamy dla siebie czasu....tak sie bałam ze to wróci... każda kłótnia, każdy stres to pogłębia i jest gorzej. Ostatnio snilo mi sie ze kochałam sie z przyjacielem, walczyłam w tym śnie by tego ie robić,ze nie chce ale obrazy pchały się przed szereg,potem 2 dni chodziłam z lękami... następnej nocy śniło mi sie ze ktoś mnie zabił i wbił nóż w brzuch,to było takie realne... znowu 2 dni tym razem ze ściskiem żołądka... nie mam sily płakać i walczyć z tym,jest jak jest,czasem myśli się pchają,czasem nie ale i tak jest juz wyniszczona ty wszystkim..

edit: przez ta tarczyce mam duże problemy zdrowotne: z sercem, ciągle mi zimno, śpię po 20 h... jestem otępiała itd zaczynam popadać w jakieś paranoje bo przez moje choroby dodatkowo mam objawy nerwicowe, ciągle źle się czuje wiec nie mogę się odstresować, skupić na sobie, poczuć wolna tylko ciągle jak na uwięzi...
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 cze 2010, 01:14

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Migotka84 28 cze 2010, 23:32
Witajcie forumowicze.
Dawno tu nie zaglądałam, co niestety nie znaczy, że pozbyłam się mojego problemu.
!9 czerwca wyszłam za mąż za mojego narzeczonego. Jestem już mężatką z ponad tygodniowym stażem. Dziwnie się z tym czuję, jeszcze do końca to do mnie nie dotarło. Myśl, że go nie kocham mam ciągle, ale tak jak pisałam wcześniej już mnie ona nie przeraża, chyba nauczyłam się z nią żyć i zaakceptowałam, co nie znaczy, że mi ona nie przeszkadza. Z drugiej strony staram się na niej nie skupiać, chociaż czasami zaczynam myśleć,że ten brak lęku jest ewidentnym dowodem na brak moich uczuć do teraz już męża. Ale ja przecież chcę z nim być, być szczęśliwą, mieć dzieci i cieszyć się każdym wspólnym dniem, więc dlaczego nie czuję do niego tego co kiedyś? Dlaczego mnie dopadają takie wątpliwości? Czy to możliwe, że rzeczywiście go nie kocham?
Ostatnio myślę, że traktuję go bardziej jak przyjaciela niż ukochanego, że może wyszłam za niego z wygody, czy z rozsądku, a nie chce żeby tak było. Sporo rzeczy się w moim życiu zmieniło przez ostatnie miesiące, a od ostatniego ataku- że to tak nazwę ,,wyobcowania'' -który był najsilniejszy ze wszystkich-minęło już około miesiąca, a ja nadal nic nie czuję, nic kompletnie do nikogo, nawet do mamy, może to jakaś blokada uczuć? Liczyłam na to, że w dniu ślubu silne emocje związane z tak ważnym wydarzeniem spowodują we mnie jakieś reakcje, jakoś odblokują, ale nic takiego się nie stało. Owszem byłam zdenerwowana, zestresowana,kiedy narzeczony przyjechał po mnie do domu, kiedy wchodził z bukietem ledwo powstrzymałam się żeby nie wybuchnąć płaczem i sama nie wiem z jakiego powodu, czy ze strachu czy z żalu czy z radości? Ogólnie cieszyłam się ze ślubu, ale jakoś tak beznamiętnie. Jakbym grała w filmie, albo była obcą osoba i stała obok.Nie myślałam o tym czy dobrze robię, czy powinnam za niego wyjść, poprostu wyszłam za niego(wiem że jest wspaniałym człowiekiem i bedzie wspaniałym mężem). On nie wie o moich myślach, mówi mi że widzi moją miłość, że mu ją okazuję, przytulam szukam dotyku, że kiedy patrze na niego to widzi miłość w moich oczach, więc czy możliwe że potrafię tak udawać?Że on nie zauważyłby braku uczuć? Sama go go pytam czy widzi i czuje, że go kocham, to mnie jakoś podbudowuje, bo może jednak kocham? On widzi też jak bardzo jestem nerwowa i wszystko co złe tłumaczy nerwami.
On mnie bardzo kocha, mówi mi o tym na każdym kroku, wręcz mnie tym denerwuje, że za często i to powtarza, ale ostatnio też jest nerwowy i stał się trochę obcy. Zaczęliśmy mieć małe spięcia w większości z mojej winy-i mam z tego powodu wyrzuty sumienia.
Przepraszam, że się tak rozpisałam. Nie wiem czy mój wpis spotka się z jakimkolwiek komentarzem, bo widzę ze forum powoli zamiera,nie wiem czy mam się z tego cieszyć, bo chyba potrzebuję wsparcia, chociaż z drugiej strony boję się, że ktoś napisze mi, że rzeczywiście go nie kocham i tylko się oszukuje. Ale jeśli już za niego wyszłam, to zrobię wszystko aby to małżeństwo przetrwało i było szczęśliwe.Tylko tak bardzo brakuje mi uczuć do niego, tak bardzo chciałabym poczuć tą miłość...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
21 maja 2010, 17:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mlodakobieta 28 cze 2010, 23:39
Migotka a odpowiedziałaś sobie kiedyś na pytanie "co by było gdybym z nim nie była? czy tęskniłabym? jak bym się czuła gdyby był z inną?
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 cze 2010, 01:14

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 29 cze 2010, 08:45
Te pytania mnie przerażają. Wtedy myślę ze było by normalnie ! .. Pociesze was. Byłam w strasznym stanie. Teraz po nie calym roku.. znowu zaczynam normlanie sie zachowywać, nie analizować czynności.. np. czy sie uśmiecham do Niego czy jestem sztuczna itp. Jestem soba ;) Nie zastanawiam sie nad tym czy go kocham, a gdy mu to mówie to juz nie myśle o tym że go kłamie, że to nie prawda. Więc uwierzcie że to choroba. Bardzo sie z tego ciesze ze moge w miar normalnie żyć i planować przyszlośc z Nim bez lęków. Jednak od wczoraj cos mnie trapi może to przez to ze czekam na wyniki z matury a ostatnio mialam z Nim spięcie.?! wczoraj ciągle chciało mi sie płakać.. bałam sie ze nie bede szczęsliwa.. byłam taka opryskliwa w stosunku do Niego. Może to przez to ze aktualnie nie biorę tabletek bo zapominam ich wykupić ;P? Boli mnie jeszcze to, że na 3cią rocznice chcialam na kupić srebrne obrączki.. on nie chce bo stwiedził ze obrączki sie nosi po ślubie...
Migotko! Na pewno go KOCHASZ.. tez miałam te stany ze myślam ze wszytsko co robie to jest sztuczne i dziwne.. że udaje i widzisz przeszło (jak narazie) ! Bedzie dobrze!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do