Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 29 maja 2010, 22:49
Lucid Ty swoimi wypowiedziami doprowadzasz do stanu zdenerwowania;]] To są nasze sprawy. Po prostu sie nie mieszaj:)
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez linka 29 maja 2010, 22:55
agucha napisał(a):To są nasze sprawy. Po prostu sie nie mieszaj:)

Skoro omawiacie je na publicznym forum, to już nie są tylko "wasze sprawy" i każdy może taką sytuację skomentować, więc tekst "nie mieszaj się" są raczej nie na miejscu ;)
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 29 maja 2010, 23:01
Denerwuje was? No i macie do tego prawo, przecież nie oczekuje, że napiszecie: Wiesz, my też tak mamy i sru 20 zdań o tym jak to mamy podobnie ;)
To w jakim celu tu piszesz, skoro nie chcesz żebym się mieszał? Pisz do pamiętnika, a nie na forum publicznym. Kto jak kto, ale Ty Agucha powinnaś zrobić jakiś progres od ostatniej naszej rozmowy, który chyba była już bardzo dawno temu. Mówiąc progres, mam na myśli jakieś fajne posty w dziale: kroki do wolności, a nie ciągle w tym monotonnym wątku ;)

Czy miałem pannę? W ten sposób chcesz mnie podejść? Już wielu próbowało atakować, zamiast wyciągać konstruktywne wnioski. Przemyśl to co napisałem, później to co Ty napisałeś, zamiast próbować atakować mnie swoimi problemami.

carlos napisał(a):Nie wiem, ale wg Twojej odpowiedzi wnioskuję, że najlepiej jakbyśmy powiedzieli naszym partnerom "Nie kocham", po czym ich zostawili i byłoby po sprawie
Masz rację, nie wiesz i na dodatek źle wnioskujesz. Przecież ja nic takiego nie powiedziałem! Jest to Twoje rozwiązanie, które dzień w dzień chodzi Ci po głowie. Co więcej, próbujesz zrobić ze mnie autora tego rozwiązania.. co tylko pokazuje jak bardzo boisz się podjąć jakąkolwiek decyzję. Zresztą .. nie tylko Ty.

carlos napisał(a):To kopanie ciągle tej samej dziury i nic więcej, ale nie możesz mieć nam za złe, że szukamy otuchy i próbujemy się komuś wygadać.
W sumie póki nie kopiecie w moim ogródku, to zbytnio mnie to nie obchodzi. Dlatego bardzo delikatnie podsuwam drabinę, bo akurat przechodzę koło tej dziury. Gdyby mi bardzo zależało, zrobiłbym to jak należy co prawdopodobnie równało by się - ban natychmiastowy na konto, IP, adres MAC i Bóg wie co jeszcze, ale ja tylko tędy przechodzę, nie mam zamiaru się angażować. Kto ma uszy ten słucha, itd. itp.
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 30 maja 2010, 00:07
W Twoim myśleniu brakuje chyba tylko tego, że nie pomyślałeś, jak my możemy na to zareagować. Ja nie mam zamiaru się z Tobą sprzeczać/droczyć/obrzucać błotem czy też podchodzić na tym forum. Twoja osoba mnie zupełnie nie interesuje, tylko nie miło się słyszy takie zdanie jak napisałeś wcześniej, wiesz o tym? Jesteś w stanie jako człowiek zrozumieć, że jak kopiesz tam gdzie boli, to boli jeszcze bardziej?
Jeżeli chcesz już nam "podrzucić drabinę", to zrób to w bardziej normalny sposób, napisz coś więcej i jaśniej, a nie tak by nas urazić.
Póki co nie nazwałbym tego podrzucaniem drabiny, tylko opuszczeniem sznurowadła od buta.

I nie próbuję z Ciebie robić autora swoich przemyśleń, po prostu tak to odebrałem. Masz rację, boje się podjąć jakąkolwiek decyzję. Możesz mieć we wszystkim rację, ale ja chcę mieć tylko spokój z tym problemem.
Skoro piszesz, mówisz teraz o banie, podrzucaniu drabiny, to jednak się angażujesz pomimo tego, że tego niby nie chcesz.
Jeżeli już zacząłeś, to może dokładniej wytłumacz o co Ci chodzi?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 30 maja 2010, 12:52
Moje myślenie wzięło jako pierwsze pod uwagę waszą reakcję na to co napisałem. Niby po kiego miałbym tu pisać, skoro nie byłoby żadnej reakcji?
Znowu zarzut, że was kopię, nie pierwszy na tym forum i nie ostatni. Kopię, bo to najskuteczniejsza metoda wybicia z utartych zachowań, schematów i nie do końca właściwego myślenia. Na początku boli, doskonale o tym wiem. Jak dentysta rwie chorego zęba to też boli, a później pojawia się ulga.

Nawet jakbym Ci windę opuścił i tak byś do niej nie wsiadł. Wybacz, zbyt dobrze rozumiem mechanizmy działania neurotyków - bo sam nim jestem!! Nie wiem czy leczysz się w jakiś sposób czy nie, ale zaufaj mi, jeśli się leczysz (np. jakaś terapia) to w swoim czasie zamiast sznurówki zobaczysz drabinę, ale to musi minąć trochę czasu. I nie będzie to tylko drabina, którą ja tu podaje, lecz zobaczysz je wszędzie dookoła, od bliskich Ci osób.

carlos napisał(a):I nie próbuję z Ciebie robić autora swoich przemyśleń, po prostu tak to odebrałem.
Wychodzi na to samo. Zupełnie inna osoba mogłaby to odebrać w ten sposób: "Wnioskuję z Twojej wypowiedzi, że istotnym jest podjęcie decyzji aby zaprzestać robić to, co się robi do tej pory (wałkowanie).". Odebrałeś to w taki sposób, bo jak już mówiłem, obawiasz się podjęcia jakiejś decyzji, a najbardziej jej konsekwencji!
Przyjrzyj się dwóm opcjom: mówisz jej, że ją kochasz najbardziej na świecie, czego konsekwencją będzie wewnętrzna walka, czy rzeczywiście tak czujesz. Druga: mówisz, że jej nie kochasz i się z nią rozstajesz, czego konsekwencją będzie samotność, żal i rozmyślania czy dobrze zrobiłeś. Boisz się zarówno jednego i drugiego, dlatego tkwisz w matni.. i cierpisz.
Nie oczekuj, że otrzymasz ode mnie radę, którą z tych dróg obrać. Dla mnie obie decyzje są tak samo dobre jak i złe. Ja proponuje wyjść poza nie i wejść w siebie, głęboko, głęboko. Dopiero tam znajdziesz rozwiązanie tej całej łamigłówki, jaką jest związek.
Ja już szukam, a wy?
carlos napisał(a):Możesz mieć we wszystkim rację, ale ja chcę mieć tylko spokój z tym problemem.
Skoro piszesz, mówisz teraz o banie, podrzucaniu drabiny, to jednak się angażujesz pomimo tego, że tego niby nie chcesz.
Jeżeli już zacząłeś, to może dokładniej wytłumacz o co Ci chodzi?
Nie, Ty nie chcesz spokoju z tym problemem, tylko nie chcesz tego problemu na oczy widzieć. Chciałbyś, żeby znikł, wyparował, rozpłynął się w powietrzu. Problem (lub wyzwanie jak kto woli) będzie tak długo istniał, póki dokładnie nie zrozumiesz, co Ci brakuje.

Zaangażowałem się na tyle by wyzwolić bodziec, impuls do dalszych działań. Teraz wasza kolej. Zapiszcie się na terapię, jogę, pływanie, szydełkowanie - COKOLWIEK, co pozwoli wam bliżej poznać SAMYCH SIEBIE.
Czy podejmiecie to wyzwanie !? Czy może spotkamy się tu w tym samym wątku za jakiś czas !?
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 30 maja 2010, 14:05
Byłem na 3 miesięcznej terapii grupowej, która dała mi głównie dobre samopoczucie na czas jej uczęszczania. Wtedy nie miałem tego problemu, a teraz nie mam okazji korzystać z terapii. Tak więc próbujesam na własną rękę to rozwiązać. Bronie się przed swoimi myślami/odczuciami chociaż podsuwają mi tylko pomysły o skończeniu tego związku. Trzymam się i będę trzymał, to coś znaczy. I dla mnie jest to pozytywne. Mój związek jest na odległość, opiera się głównie na rozłące, stąd może te moje problemy...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Migotka84 31 maja 2010, 20:10
Witajcie,
u mnie ostatnio smutno i nerwowo. Sama nie wiem czego już chce, byle głupota potrafi mnie wyprowadzić z równowagi, dodatkowo pogoda mnie rozbija i jeszcze się zaziębiłam... Dopada mnie marność życia;/

Pozdrawiam wszystkich i oby wam było lepiej.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
21 maja 2010, 17:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 31 maja 2010, 20:31
Jezu niecierpie takich mysli.Czesto mialam takie mysli.Staram sie nie dopuszczac teraz ich do siebie,ale lek pozostal.Przez takie myslenie odechciewalo mi sie zyc.Bylam zawsze daleko gdzies zadreczajac sie natretnymi myslami tego typu.Zmarnowalam pol zdrowia przez to.Te mysli sa gorsze od objawow somatycznych.Ja np boje sie,ze poznam kogos i zostawie mojego Ukochanego dlatego boje sie jakichkolwiek kontaktow z mezczyznami,ktorzy mogliby mnie w jakis sposob zainteresowac fizycznie itd.To jest straszne!!Zaczynam sie odizolowywac od ludzi w ten sposob.Czy ktos ma podobnie??
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 01 cze 2010, 11:51
Isabela ja tez mam podobne mysli wiec glowa do góry! Ze kocham sie w kims innym itp itd. Wiesz bo MY nie chcemy nikogo innego a nerwica chce nam zrobic na zlosc :)
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 01 cze 2010, 13:52
agucha, dzieki!Zaluje tylko tego,ze wczesniej nie znalazlam tego Forum i takiego tematu.Wiele by mi to pomoglo,a tak to siedzialam sama niewiedzac czy to choroba czy prawda.Od kilku lat sie z tym mecza czkolwiek sa to tylko epizody.Z moja pierwsza miloscia z takimi myslami meczylam sie rok.I po co?Okazal sie to bujda bo rozstalismy sie z zupelnie innej przyczyny.
Obecnie jestem w zwiazku od 4 lat z miloscia zycia i bardzo sie boje ,ze go strace.Przez te wielkie uczucie jakim go darze leki sa silne.Mialam dokladnie to co Ty.Miewam;/ Czasami.Staram sie wtedy jak TO nadchodzi nie myslec i zapominam.Gdy zaczynam analizowac to wtedy sie nakrecam i umysl kaze mi o tym myslec non stop;/Wystarczy ,ze jeden dzien nie bede myslec i ,,zaleczam'' sie.
Teraz to juz przeszly mysli typu czy go kocham itd.Wkurza mnie to,ze boje sie,ze kogos poznam i go zostawie.Boze jakie to niedorzeczne.Wystarczy zairenko watpliwosci i burza nastepuje;/
Teraz po przeczytaniu Waszych postow wiem,ze to wina choroby.Bo tak naprawde nie chce o tym myslec,ale cos mi karze to robic.Przestaje myslec i zaczynam byc znowu szczesliwa,wiec to chorobsko.Biore to na logike,inaczej sie nie da.Nie chce tych mysli juz nigdy!Wam tez tego zycze.Pozdrawiam
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 03 cze 2010, 01:07
Ja też doszedłem do wniosku, że te wszystkie problemy mogą być spowodowane nie tylko lękiem przed stabilizacją, ale i także niedojrzałością... Mam dopiero 21 lat, siedzę sobie wygodnie, niby dobrze czułem się samemu, ale w głębi duszy szukałem kogoś i zawsze mnie to bolało, że jednak każdy kogoś ma a ja jestem sam jak palec... bez wsparcia, kiedy potrzebuję. Że nie ma kobiety, która się do mnie uśmiechnie, przytuli, pokocha i da mi oparcie. Temu też szukam, ale z drugiej strony wygodnie mi jest w domu z rodzicami, a tu szykuja się plany na wspólne mieszkanie, zmianę dotychczasowego stylu życia, więc może i stąd te lęki. Podobnie mam z pracą, na samą myśl o niej się przerażam i mi się robi nie dobrze :/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez betty_boo 03 cze 2010, 11:56
carlosie myślę ze to jest jakiś lęk przed życiem ogólnie, przed samodzielnym życiem i odpowiedziałnością, chociażby finansową, za samego siebie.

myślę że wiele osób tak ma, nawet starszych od Ciebie.

poza tym wymagania współczesnego świata co do mężczyzn są dość wysokie (kobiet zresztą tez), więc nie dziwię się że czujesz presję.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Migotka84 03 cze 2010, 20:55
Witajcie,
u mnie ostatnio wszystko się jakoś układa. Chociaż ciągle jestem rozdrażniona i sama nie wiem czego chce. Idąc za waszą radą postarałam się spędzać więcej czasu z narzeczonym, mimo ze to trudne ze względu na jego pracę. Myśli i lęki mi chyba minęły, ale uczucia nie wracają, tzn. niby są ale tak jakby ich nie było. Nie potrafię tego wytłumaczyć, zupełny brak emocji, tak jakbym nie potrafiła nic czuć,była pusta i obojętna, na różne rzeczy reaguje nerwowo, smieje się, ale to wszystko jest takie powierzchowne. Zauważyłam, że mam tak również w stosunku do mamy, czy innych bliskich mi osób. Więc może to nie jest problem typu,,Kocham czy nie mojego narzeczonego??'' może tu chodzi o jakąś blokadę ogólną uczuć?? Nie wzbudzają juz we mnie lęku rozważania tego typu, chociaż w głębi mam wyrzuty, że może rzeczywiscie brak tego lęku, gdy myslę ze nie wiem czy kocham jest oznaką właśnie braku tej miłości? Ale staram się tak nie myśleć. Myślę, że przyzwyczaiłam się już do tego, że nie czuję, a nawet jeśli czuję to tego nie zauważam. Troszczę sie o niego, lubię o niego dbać, lubie sprawiac mu radośc, lubię spędzać z nim czas i czuję sie przy nim bezpiecznie. Ma swoje wady, ale je akceptuję.
Ogólnie jest mi z nim dobrze, chce za niego wyjsc, więc czym to jest jeśli nie miłóścia? Normalnie nie byłoby to dla mnie problemem, gdybym miała tak od początku naszego związku, ale ja zanim po raz pierwszy pojawiła się mysl o nie kochaniu i blokada przed narzeczonym, czułam to uczucie całą sobą. Kiedy leżał obok mnie albo patrzył w oczy, czułam ogrom tej miłości, nie wierzyłam wprost, że mogę tak kochać i być tak szczęśliwą. A teraz nie czuję tego. Jest mi w takich sytuacjach przyjemnie, nawet mam wrażenie ze odczuwam jakiś rodzaj emocji, ale gdzieś w głębi mnie czuję blokadę przed miłością, a tak bardzo chciałabym ją poczuć.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
21 maja 2010, 17:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 04 cze 2010, 14:13
Tam w moim poprzednim poście powinno byc szukałem* Już nawet takie przejęzyczenia mnie dobijają i mówią mi tylko to , co w tym temacie ciągle oklepujemy... :/ Wczoraj za to miałem taki chwilowy (niestety ) przyjemny przebłysk, jak z wyobraziłem sobie taniec przy muzyce z moją dziewczyna i czułem się tak dobrze... tak miło i szczęśliwie jak od dwania nie czułem, ale zaraz powróciły myśli negatywne a z nimi i odczucia. To tak jak przy moim rodzaju lęku derealizacji. Kiedy o niej nie myśle to ok, ale jak pomyśle nagle czuje się dziwnie itp. Ale ten chwilowy stan miłego upojenia to dobry znak :):):)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do