Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 25 maja 2010, 17:35
Migotka84

Miałam bardzo podobne odczucia, trochę jakbym czytała o sobie ;) Gdzieś tu w tym wątku pisałam o swoich przedślubnych rozterkach. Treaz jestem po ślubie i nie żałuję, choć lęki i wątpliwości nadal przychodzą, na szczęście akurat te myśli odwiedzają mnie coraz rzadziej :)
Przeczytaj artykuł o gamofobii, wklejałam go kilka stron temu - http://sympatia.onet.pl/0,2278,1609815,1,artykuly.html.
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kocha

przez apsik84 25 maja 2010, 20:25
witam wszystkich,

być może mnie nie pamiętacie, gdyż pisałam tu bardzo bardzo dawno temu (minęło już chyba z 2 lata :) ), ale czytając post Migotki84 stwierdziłam, że nie mogę pozostawić tego bez komentarza. Moja historia była taka jak Wasza - pewnego dnia obudzilam sie z ogromnym lękiem, że nie kocham swojego ukochanego, a potem było już tylko gorzej... kilka miesięcy budziłam się z OGROMNYM stresem, walącym sercem ze strachu, kiedy widzialam Jego miałam odruch wymiotny, w głowie analiza non-stop kocham czy nie kocham, łzy w oczach prawie cały czas, apatia, chęć śmierci, myśli że muszę zerwać, że Bog nie chce bym z nim była, fizyczne wyczerpanie, ciągła chęć snu i wiele wiele innych objawów, jakie sami dobrze znacie. W końcu nie dałam rady i powiedziałam o tym mamie... po kilku tyg namówiła mnie na psychiatrę, która zaleciła psychoterapię. Brałam leki, leczyłam się i... od dwóch lat jest super :D i za trochę więcej niż miesiąc wychodzę za mąż...
Ja pamiętam jaka to jest walka z wiatrakami... ale powiedziałam sobie jednego dnia: Wolę zwariować przy Nim niż żyć bez Niego... i tego się trzymałam mimo odchodzenia od zmysłów... Teraz nie mogę doczekać się ślubu, dobre uczucia powróciły. Jasne, że nie ma motyli w brzuchu ani fajerwerków... ale to normalne! :D to jest tylko w fazie zakochania, która trwa ok 1,5 roku. Migotka84 wychodz za mąż, choćbyś miała umrzeć ze strachu! a potem szoruj na psychoterapię :) ja też miałam ogromny lęk, że lekarz mi powie bym sobie dała spokój i zerwała - to dopiero był lęk!! nerwica jest bardzo przebiegła, bo jeśli nie uwierzysz ze to choroba (nie uświadomisz sobie tego) to będziesz targana dylematem cały czas... Pamiętam, że gdy moja psychiatra dala mi leki, następnego dnia miałam myśli, że na pewno ona źle mnie zdiagnozowała - że ja tak naprawdę jestem zdrowa, a to wszystko to moje usprawiedliwienie na to że go nie kocham... Potem wzięłam to wszystko na sposób: przyjęłam założenie, że to co mam to NA PEWNO nerwica natręctw i to był niepodważalny FAKT dla mnie. To był punkt zwrotny w mojej chorobie i od tamtego momentu zaczęłam z tego wychodzić. Po prostu choćby się waliło i paliło, wierzyłam że jestem chora - przyjęłam to i zaakceptowałam.

Migotka84 - jeśli gdzieś tam w głębi duszy wiesz, że to osoba, którą chcesz kochać i z którą chcesz mieć dzieci to tego racjonalnego argumentu się trzymaj :) mówię Ci... nie znam Cię, ale sam fakt jak mocno się z tym męczysz i jak bardzo chcesz kochać mówi mi że masz to co my wszyscy tutaj.

pozdrawiam Was gorąco z przesłaniem, że z tym można wygrać i cieszyć się życiem jak przedtem... nie! nawet bardziej! :)

a jeszcze jedno: Migotka84 chodząc na terapię nauczyłam się patrzeć na psychiatrę trochę inaczej... pamiętaj, że lekarz nie ma prawa powiedzieć Ci co robić, to TY decydujesz. Lekarz w jakiś tam sposób Cię prowadzi, ale nie bój się że Ci powie, że masz nie brać ślubu ;) to nie jest jego decyzja... ja zauważyłam, że moja psychiatra w ogóle mi nie radziła co robić... wszystko musiało być moją świadomą, przemyślaną decyzją.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 25 maja 2010, 23:03
apsik84 napisał(a):a jeszcze jedno: Migotka84 chodząc na terapię nauczyłam się patrzeć na psychiatrę trochę inaczej... pamiętaj, że lekarz nie ma prawa powiedzieć Ci co robić, to TY decydujesz. Lekarz w jakiś tam sposób Cię prowadzi, ale nie bój się że Ci powie, że masz nie brać ślubu ;) to nie jest jego decyzja... ja zauważyłam, że moja psychiatra w ogóle mi nie radziła co robić... wszystko musiało być moją świadomą, przemyślaną decyzją.


apsik84 pisze samą prawdę, miałam te same lęki, nawet przed tym, że lekarz powie mi bym zerwała :) Zdecydowałam się na ślub, odważyłam się, jak powiedział mój ówczesny psycholog pozwoliłam sobie na szczęście, zaryzykowałam. Przekonałam sama siebie, że lęk nie będzie rządził moim życiem, i że się nie dam :)
Wzięłam ślub, jeszcze potem miałam rozterki ze 2-3 miesiące, ale coraz rzadziej, i teraz pojawiają się naprawdę sporadycznie.

Migotka84 tylko idź do sprawdzonego lekarza. Ja niestety po długiej przerwie - z innym problemem - poszłam do nowego psychologa i bardzo żałuję. Mimo że lekarka nie powiedziała mi wprost co robić, to jednak czułam, że próbuje mnie nakierować i coś sugerować.
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 27 maja 2010, 16:32
apsik84, gratuluję twoje posty dały mi dużo do myślenia

[Dodane po edycji:]

Migotka84, lekarz Ci tak nie powie, on jedynie może dać ci jakieś podpowiedzi, będzie próbował sprowadzić ci na ziemie i pokazać że to po prostu obsesja, wiesz jak ja poszłąm z tym do terapeutki pierwszy raz to byłam pewna że ona mi powie odkochała sie pani trzeba sie pożegnać z chłopem i tak w to uwierzyłam że bałam sie do niej iść że ona mi każe zerwać :smile: , a co sie stało w rzeczywistości? ja przerażona trzęsącym sie głosem z przejęciem opowiadam, mało co zawału nie dostanę a ona spokojnie bez emocji na mnie patrzy i pyta: ale co sie dzieje realnie? zakochała sie pani w kimś innym? no.. nie on sie w kimś zakochał? no... nie! nudzi panią? nie!!!! z czym ma pani problem w związku? czy ma pani problem z myślą? tak z myślą, to ma pani natręctwo - i taka była rozmowa tylko że oczywiście nie uwierzyłam na początku, ale jak powtarzała mi to sukcesywnie to zaczęłam wierzyć
miałam takie same objawy jak ty, możliwe że i depresja jakaś ci sie przyplątała koszmarne ranki to specjalność depresji, żeby to złagodzić to psychiatra przepisze ci jakieś tabletki, potem popracujesz na terapiii i wszystko sie poukłada :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Migotka84 27 maja 2010, 19:29
Witajcie,
cieszy mnie fakt, że moje problemy kogoś interesują i dziękuję bardzo za wasze wypowiedzi.Nawet nie wiecie jak długo wahałam się zanim napisałam o swoim problemie na tym forum.
Od mojego ostatniego wpisu we wtorek trwam w tym dziwnym stanie spokoju i obojętności. Nie mam lęków, nie odsuwa mnie od mojego narzeczonego - co mnie bardzo cieszy. Gdy we wtorek obudziłam się bez tych fizycznych objawów, dławienia w gardle i strachu, cały dzień byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Aby nie przywołać spowrotem lęków starałam sie o tym nie myslec. Ale zawsze musi być jakieś ale... Zaczęłam sie jednak zastanawiac czy to moze mi przeszło? Czy poczuję, że kocham? Ale nie poczułam, zastanawialam sie na sucho bez lęku kocham czy nie, nawet teraz te analizy mnie zbytnio nie przerażają. Powiedzcie czy to jest normalne w nerwicy? Bo może rzeczywiscie go nie kocham? Nie wiem już nic, jest mi z nim dobrze, kocha mnie bardzo okazuje to na kazdym kroku, wiem ze mam duze szczęście ze akurat jest ze mną i nie wyobrazam sobie zebym kiedykolwiek miała być z innym facetem.
Kolejną rzeczą która mnie bardzo niepokoi jest tęsknota i zazdrość. Łapię sie na tym, ze w ciągu dnia za nim nie tęsknię, ale wgłębiając się w to było tak nawet zanim mialam ten pierwszy atak, zaczynałam za nim tęsknic dopiero, gdy zbliżała się godzina kiedy konczył pracę i mial byc w domu-może to kwestia przyzwyczajenia??. A teraz nawet wieczorem nie zawsze tęsknie, mysle ale nie wiem czy tęsknie.On od kilku miesięcy bardzo dużo pracuje i wraca poźno w nocy, często się mijamy, moze ten brak tęsknoty to jakis mechanizm obronny?
Podobnie jest z zazdrością, od momentu ataku nie jestem zazdrosna o mojego faceta. Jak we wtorek mi przeszły lęki postanowiłam sprawdzic czy bede zazdrosna. Weszłam na jego konto na naszej klasie( czasem to robię bo nie mam własnego, a on nie ma nic przeciwko)-bo wiem ze podgląda go regularnie jego była ktora juz nam kiedys namieszala. Jak widzialam ze go podglada to zawsze czulam ukucie zazdrosci i oczywiscie nie poczulam. Podlamalo mnie to znowu.
Już nie wiem co mam myslec. Wczoraj wieczorem pchana tym samą chęcią sprawdzenia swojej reakcji przegrzebałam jego smsy w komorce(zaznaczam ze nigdy tego nie robię-to byl pierwszy raz). Nie spodziewałam się nic znależc bo on jest naprawde uczciwy wobec mnie i wiem, ze nie musze sie obawiac z jego strony zadnych tajemnic.Więc może ten brak zazdrosci to poprostu bierze się z pewności co do niego? Jedyne co znalazłam to sms do kogos w krórym pisze zeby ten ktos mu nie zawracal głowy bo jestem dla niego najwazniejsza i ze mnie bardzo kocha- i gdy go czytałam to poczułam jednak zazdrosc. Ale jakos mnie to nie ucieszyło. Dzis caly dzien jestem w tym dziwnym nastroju obojętnosci nic mnie nie cieszy, narzeczony wraca dopiero w nocy bo miał dzis wyjazd na jakies szkolenie, a ja nie wiem co mam ze sobą zrobic...
Przepraszam, że wam tu opisuje takie szczególy, ale musze komuś to napisac, wyrzucic z siebie, a pogadac o tym nie mam z kim.
Dziękuję za wsparcie i pozdrawiam gorąco!!
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
21 maja 2010, 17:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 28 maja 2010, 01:38
U mnie jest teraz obojętnie. Jakbym już był zupełnie wypaczony. Niekiedy jeszcze łapią mnie kłucia serca, kiedy jeszcze myślę o tym i mówię jej kocham ( na to słowo odrazu pojawia się "nie kochasz jej" ) co mnie dołuje i daje lęki... Jeszcze płakać mi się chce, gdy ktoś mi potwierdzi, że mogę jej nie kochać... Szkoda, że zapomniałem już o tym przykrym uczuciu silnej tęsknoty, kiedy wyjeżdżała. To dawało mi pewność, że ją kocham.
Dodatkowo pojawiło się ( w sumie to już jakiś czas temu ) rozważanie u mnie czy nie jestem homoseksualistą ( i coraz bardziej zaczynam nad tym rozważać ) lub że mógłbym zdradzić moja kobietę ( bo z męskiego punktu widzenia pociąga mnie wiele kobiet ).
Jestem na tyle obojętny,ze ani jedno ani drugie mnie nie przeraża na razie... Może jak wypaczenie zniknie, to zaczne się przejmować.
Tak czy siak ostatnio odczułem, że moja ukochana jest jakaś zimna na mnie i w ogóle mało do mnie pisała, to zacząłem się coraz bardziej denerwować. Usilnie chciałem wiedzieć co robi w danej chwili, a że nie mogłem zadzwonić to dręczyło mnie to jeszcze bardziej. Co prawda nie smuce się z tego powodu, ale denerwuje, co z czasem pewnie zaczęłoby narastać. Śniła mi się również ostatnio... W takiej pewnej scenie,w której byłem z ojcem, jakimś jego kolegą i mamą. Leciała jedna z moich ulubionych piosenek ( dodatkowo przerobiona przez mój umysł ) i w tym momencie patrząc na ojca czułem się tak szczęśliwy, że go mam, że jestem na działce w piękną pogodę i przy pięknej melodii czuje się wesoło... W pewnym momencie tego szczęścia przypomniałem sobie o mojej kobiecie, że jest daleko, że gdzieś tam mam ją w myślach, że leży pod chmurami o wiele dalej ( bo dzieli nas duży kawałek i niezła rozłąka ) i może być szczęśliwa gdzieś tam, nie myśląc o mnie, to zacząłem płakać... we śnie... I tak podobnie mam w rzeczywistości, ale nie umiem tego zinterpretować do końca... Wierzę, że to tęsknota za moim kochaniem :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Migotka84 28 maja 2010, 16:45
Jakoś mi smutno i obojętnie... sama już nie wiem czego chce. Nie tęsknie, nie myslę o niczym...jestem ospała i rozleniwiona, nic mnie nie cieszy. Dziś przy obiedzie, który jadłam z teściami bez narzeczonego(znowu musiał zostać dłużej w pracy) naszła mnie taka dziwna myśl, ze jakby narzeczonego w ogóle nie było a to ja zamiast niego jestem ich dzieckiem... To takie głupie i dziwne uczucie.
Już nawet nie pamiętam kiedy jadł ze mną/z nami obiad....
Widzę, że forum zamiera... mam nadzieję, że to świadczy o Waszej poprawie.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
21 maja 2010, 17:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 28 maja 2010, 18:38
Ja też muszę z siebie wyrzucić, oczekuję wręcz słów otuchy ( muszę przyznać), ale nie dość, że mam ich mało w domu, to tu na forum więcej też nie dostaję :( Nie raz czułem się faktycznie zbędny na tym świecie, no ale tak jak migotka mam nadzieję, że wam przeszło.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 28 maja 2010, 20:54
a ja mam ciagle myśli.. ze kocham sie w kims innym itp..:((

[Dodane po edycji:]

Nie mówcie tak:) Chcemy Wam pomoc ale kazdy z Nas ma ten sam problem! Ja tez dziennie zmagam sie z myślami prawie od roku no.. Wiem ze to cięzkie ale trzeba zyc.. mam do tego myśli ze kocham kogos innego.. albo z kims innym bym chciala! Wiec co mam myślec?!
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 28 maja 2010, 23:26
Pewnie znane pytania, ale dziewczyny wy też tak miałyście, że silne bóle brzucha ( uściski ), kłucia serca i w klatce piersiowej, płacz? Wyrzuty sumienia, że jest się nieszczerym? Taka obojętnosć typu brak zazdrości, zainteresowania... doszukiwanie się wszystkiego na siłę?Ja na przykłąd jak nie odpisze swojej dziewczynie na smsa odrazu, to myślę " Nie kocham jej, bo odpisałbym odrazu". I tak w kołko wszystko się wyszukuje i normalnie już nie mogę z tym. Dodatkowo u mnie nie było żadnych motylków. Była zazdrość, złość, zainteresowanie, chęć do dążenia dobra partnera itp. Teraz jakby zanikło i mnie to martwi. Również z pociąganiem, jakby mnie od niej odpychało i się tego boję... My jestesmy na daleko, może pewnych rzeczy nie umiem sobie wyobrazić by wywołać zazdrośc ( chociaż wcześniej umiałem ), ale jak przyjechała do mnie to miałem rozwiane wątpliwośći a płacz za nia jak wsiadała w pociąg jak pisałem już kilka razy wcześniej, trzymał mnie PÓŁ DNIA! Ból tęsknoty, ale i cudowne uczucie, że zależało mi na niej!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 29 maja 2010, 00:23
Widzę, że niekończąca się opowieść cały czas trwa, a najbardziej przykre jest to, że nic się nie zmienia ..
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 29 maja 2010, 11:04
Witajcie :smile: przyszałam się wam troche pochwalić bo już niedługo kończe terapię indywidualna, właściwie to już skończyłam, nie biorę już leków (powolutku je odstawiałam) i jeszcze jakiś miesiąc dwa mam chodzić na grupę żeby się dzielić swoimi doświadczeniami itd :smile: , powiem wam że bez terapii nigdy bym się z tym nie uporała po prostu odeszłabym i uzyskała ten upragniony "spokój" ale chwała Bogu nie zrobiłam tego, jak patrzę na siebie sprzed tego pół roku to zastanawiam się jak aż tak bardzo mogło mi odbić :smile: , mam takie wrażenie jakbym to nie była ja, też analizowałam po setki razy wszelkie sytuacje, czy czuje zadrośc czy nie, czy kocham czy nie, czy tęsknię czy nie ale nic z tego nie wynikało, NIC, bo ja wtedy czułam tylko ogromny lęk, no a tym obiektem który go wyzwał był oczywiście mój facet, więc w samotności czułam się jako tako z nim natomiast miałam mdłości, dusiłam się, trzęsłam się cała, waliło mi serducho itd, :shock: :shock: , jak wchodziłam do niego do domu to zastanawiałam się gdzie ja jestem :shock: , ale to już minęło, odeszło... teraz już nad sobą panuję, jest dobrze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 29 maja 2010, 20:40
agacisz3 napisał(a):nie chce sie klocic,czy cos,pewnie najlepiej byloby zignorowac ten post,ale jakoso nie mogę.

1. zmienia sie ,naprawde duzo sie zmienia, za pomoca lekow,dobrej terapii naprawde dochodzimy do siebie,jestesmy zrownowazeni , musialbys miec osobisy kontakt z uczestnikami tego wątku abys mogl cookolwiek powiedziec
Dlaczego nie możesz? Warto się zastanowić dłużej nad odpowiedzią.
Nie muszę mieć kontaktu osobistego z uczestnikami wątku, wystarczy, że mam go ze sobą.

agacisz3 napisał(a):2. a czy w nerwicach innego typu ,o ktorych tutaj mowimy,czyli lekowej itp. "niekonczaca sie opowiesc " jak too ujales trwa nadal? trwa. ludzie z tym walcza ciagle i ciagle,raz z efektami,a raz z ogromnymi co daje im sile do dzialania,take na przyszlosc lucid : nie oceniaj jesli nie wiesz,a jeslu juz to robisz,bo masz do tego prawo : oceniaj obiektywnie ;- ) jesli zachorujesz na nn czego Ci nie zycze , to bedziesz wiedzial o czym mowimy,co przezywamy,nie wiem czy masz nerwice czy zaburzenia takiego typu,jesli tak,to byc moze po czesci wiesz,ale nie zauwzylam azebys sie tutaj udzielal z takimi problemai jak my;p
Samo to, że jestem na tym forum oznacza, że nie jestem zdrowy, czyż nie?
Nie udzielam się z takimi problemami jak wy, bo nie grzęznę w takich problemach, co wy tu nagminnie robicie. Niekończąca się opowieść znaczy tyle co wałkowanie non-stop tych samych problemów, wręcz wyścig - kto bardziej nie kocha i kto ma z tym większe problemy! Tyczy się to wszystkich typów nerwic. Myślicie, że to wałkowanie wam pomaga albo może uzdrawia? Tak nie jest, bo przecież nie ciągnęłoby się to rok w rok.
Wzajemne pocieszanie to tylko próba usprawiedliwiania siebie wykorzystując dodatkowo zwrot: "To wszystko przez NN"; Bo przecież żadnej w tym waszej odpowiedzialności, no nie !?
Krytyka trochę boli, ale uzdrawia.
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 29 maja 2010, 21:31
Ty Lucid masz chyba jakiś problem ze sobą. My mamy akurat taki problem, inni mają inne tego typu. Jeżeli lubimy się wzajemnie pocieszać w ten sposób, to może nie odbieraj nam resztek świadomości, że możemy poczuć się zrozumiani.
Nie wiem, ale wg Twojej odpowiedzi wnioskuję, że najlepiej jakbyśmy powiedzieli naszym partnerom "Nie kocham", po czym ich zostawili i byłoby po sprawie. Nie da się tak, ja przynajmniej tak nie chcę. W życiu nie jest tak łatwo, poza tym teraz mogę odczuć ulgę, a kiedyś pukać się w głowę i resztę życia później żałować co zrobiłem, a wtedy na płacz może być już za późno, więc dla bliskiej mi osoby, z którą chcę coś stworzyć wolę pocierpieć. Nie wiem, może sam masz jakieś kompleksy w miłosnych sprawach. Miałeś kiedyś pannę? Może miałeś podobny problem do naszego tylko w odwrotną stronę i to Cię tak denerwuje? Bez ofensywy, ale siedzisz tak tu i starasz się sumować każdy długi wątek pisząc "Jak było tak jest"? Wałkowanie jednego i tego samego nam nie pomaga. Masz rację, nakręca nas jak i wiele innych wątków w tym forum, np. derealizacja czy strach przed schizofrenią. To kopanie ciągle tej samej dziury i nic więcej, ale nie możesz mieć nam za złe, że szukamy otuchy i próbujemy się komuś wygadać. Twoje gadanie dodatkowo denerwuje, daj sobie spokój.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do