Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 16 maja 2010, 16:41
W sumie ja byłem chory jak się zaczęliśmy poznawać. Pod koniec terapii ( wtedy akurat miałem dobre samopoczucie ). Robiło się ciepło na sama mysl o niej, zazdrość była duża, przyjemne myśli, sny. Bałem się, że coś może się nie udać, że się nie pokochamy. Czasami przelatywała mnie taka myśl, że może jej nie kocham? Miałem już wtedy pewnawe wątplwości, ale jak do mnie przyjechała i wyjeżdzała to te łzy pokazały mi jak bardzo mi na niej zależy, bo jakby to była koleżanka nie płakałbym pół dnia po wyjeździe :/ Jeszcze najbardziej mnie dobił fakt jak wracałem z peronu do domu i mówie sobie " Zaraz się położę spać, wejdę do domu i mi przejdzie" , a tu dupa! Zupełnie odwrotnie, bo wszędzie ją tam widziałem ale jej nie było. Krzesło, leżanka były puste i tak mnie to bolało... Jeszcze taka myśl z nikąd typu "nigdy już nie spotkamy się". Po prostu zmordowało mnie to strasznie i te łzy.
Potem po jakimś czasie jak wyjechała tak nagle te myśli mi wyskoczyły, tak po prostu o "Nie kochasz jej" i wtedy się zaczął cały ten cyrk. Jakieś lęki , wyrzuty, dziwne uczucie, że tak jest. Tłumaczę sobie na milion sposobów że mi na niej zależy i w ogóle, ale te myśli im bardziej się odpycha tym mocniejsze są. W sumie mam taki "perfekcjonizm" typu : Nie pomyślałem o niej, to pewnie jej nie kocham?! Zapomniałem o niej, to pewnie jej nie kocham?! Nie mam ochoty na rozmowę z nią, to pewnie jej nie kocham?! Coś tam coś tam, to pewnie jej nie kocham i takie doszukiwanie się, które mnie dołuje ;/ Co prawda od początku jej mówiłem, że nawet jakbym jej nie kochał to bym za nią latał, bo jest cudowną kobietą. Ale pamiętam wszystko... te sny, zazdrośc, nerwy z nieporozumień, niepokój jak jej chociaż chwile nie było, uściski w brzuchu i na sercu jak się o coś pokłóciliśmy i i mi "znikała" z kontaktu, troska o nią ,która trwa do tej pory. W dodatku jest pierwszą dziewczyną, którą całkowicie zaakceptowałem czyli nie czułem ani kszty jakiegoś tam obrzydzenia, ani wstydu przed nią. Dbałem i dbam o jej dobro, smuci mnie jak ona cierpi i jest sama,a ja nie mogę jej dać mojego wsparcia, a jeszcze bardziej boli mnie jak cierpi przeze mnie. Ostatnio miałem przyjemny moment jak łapały mnie silne lęki ale z innego rodzaju i powiedziałem sobie "Dla niej warto z tym walczyć, po czym usnąłem z uśmiechem na twarzy" :) Taki spokój... Też jak tu była pamiętam prawie całe 2 dni bez najmniejszego lęku. Jaaaaaa ;) normalnie najlepsze lekarstwo :) Raz wtedy pomyślałem, ze może jej nie kocham, ale to było w pubie jak zagadałem się z koleżanką i chwilowo o niej zapomniałem, to więc pewnie był to objaw tego perfekcjonizmu :/
Też jak tu była pamiętam wyłowiałem ją wzrokiem, nie mogłem go od niej oderwać. Ciągle szukałem pocałunku, dotyku i kontaktu, bo w końcu tego nam brakowało przez całe 4 miesiące, dlatego non stop patrzałem się w jej oczy i pragnąłem, żeby zrobiła to samo!
Kurde ja to nie umiem pisać zwięzłych postów. Wybaczcie, że się tak rozpisałem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 16 maja 2010, 17:16
heh właściwie to u mnie było podobnie, chciaż na początku to nie miałąm praktycznie wcale wątpliwości, no może tylko mysli : ale czy wyjdzie? czy zakocham się mocno? czy on mnie niedługo zostawi? takie tam ale potem było bosko cały czas do momentu odstawienia leków...
kucze tak myśle ze my za bardzo międlimy tą biedną miłość nie damy jej sie spokojnie rozwijać tylko ją męczymy jakimiś głupotami, a te nasze ulubione natrętne rozważania tak naprawdę zaprowadzą nas donikąd... myślę że różne rzeczy mogą nas pobudzać jakoś do ucieczki, do wycofania do tych wątpliwości, wszelkie trudności, lęk przed zaangażowaniem, dorosłością, paradoksalnie lęk przed porzuceniem i tysiąc innych rzeczy, myślę też że po roku i dłużej bycia razem kiedy chemia troche wyparuje i nie ma aż takich emocji tak naprawdę przy naszej niespokojniej i co tu ukrywać niestabilnej naturze nie będziemy mieli takie pewności na 100000% że ta mysl się nie pojawi, owszem możemy przejść terapię i ona napewno da jakiś spokój, ale reszta należy do nas samych, wiadomo że setki myśli durnych przelatują przez głowę i pewnie będą zawsze, ważne żeby taka myśl nawet jak sie pojawi żeby nie straszyła, żeby nie wywołała załamania psychicznego tak jak u mnie np to były chwile, dzień wcześniej było dobrze na drugi dzień już miałąm gigantyczne lęki, całkowicie opadłam z sił ciągły płacz od rana do nocy, mogłam nic nie jesć i sie nie myć ale mimo to począłgałam się do terapeuty i po 7 miesiącach prosze stoje na nogach normalnie może nie jest super-ekstra ale jest dobrze, jeszcze kilka miechów terapii przede mną wierze że będzie jeszcze lepiej
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Usagi87 17 maja 2010, 17:31
podziwiam Cię, Inka :*Moim problemem jest to,że nie potrafię myśleć pozytywnie o przyszłości. Mam wrażenie,że jestem ogólnie znudzona życiem i dotychczas zapełniałam tą "pustkę" szukaniem miłości...czekaniem na nią. Dlatego teraz,kiedy ją mam boję się że utknęłam w martwym punkcie. Ale czy to ma sens? Czy można całe życie uganiać się za miłością, ciągle się w kimś nowym zakochując?
Chyba nie. A ja noszę w sobie jakiś taki lęk, że będę musiała to robić bo "taka jest moja natura" - niestabilna emocjonalnie.
Znów brak mi sił... Mam wrażenie,że już na zawsze zostanę w takim stanie "zawieszenia", wegetacji.
Nerwica zabrała mi większość moich zainteresowań i motywację do tego,żeby poszukać nowych.Wszystko w moim życie ma różne odcienie szarości...Nic nie jest bardziej lub mnie kolorowe... Jest tylko ta szarość.
Tak strasznie się boję, że mi tak zostanie...że nie uda się tego naprawić.
i od razu rzuca mi się na myśl fragment piosenki Metalliki :
"Renew our faith which way we can
To fall in love with life again"

Boję się...tak bardzo... :cry:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
03 mar 2010, 12:35

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 17 maja 2010, 20:11
Usagi87, Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, dużo bardzo dużo miłości i wewnętrznego spokoju:*

[Dodane po edycji:]

Przepraszam, że tak pesymistycznie ale nie wydaje się Wam niekiedy że to wszystko prawda że nie kochamy, że wcale sobie tych lęków nie wmówiliśmy tylko poprostu ta miłość się skończyła a to wszystko jest na siłe. Widzę tutaj na forum że jest dużo osób z problemem nie kochania które mają takie same objawy i myśli jak ja. Ale kurcze boje się że to jest prawda że sobie wmawiam miłość której już dawno u mnie nie ma:(
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 18 maja 2010, 11:04
Usagi87 napisał(a):Przepraszam, że tak pesymistycznie ale nie wydaje się Wam niekiedy że to wszystko prawda że nie kochamy, że wcale sobie tych lęków nie wmówiliśmy tylko poprostu ta miłość się skończyła a to wszystko jest na siłe.


myślę że to właśnie dlatego te myśli są dla nas straszne bo wierzymy że to prawda, gdybyśmy nie wierzyły ani trochę że to prawda to ja np w ogole bym sie nimi nie przejęła

[Dodane po edycji:]

coś źle mi się zacytowało :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 18 maja 2010, 11:27
Inka mam te same obawy co Ty! Wmawiamy sobei chorobe.. bo nie chcemu skrzywidzić tej drugiej osoby ktora tak bardzo nas kocha.. a my juz jej nie..
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 18 maja 2010, 23:47
agucha napisał(a):Inka mam te same obawy co Ty! Wmawiamy sobei chorobe.. bo nie chcemu skrzywidzić tej drugiej osoby ktora tak bardzo nas kocha.. a my juz jej nie..

A ja się nie zgodzę. Już sam fakt, że tyle osób ma podobny problem przemawia na naszą korzyść, tzn. że to tylko choroba. Bo pamiętajcie że oprócz 'nie kochania' macie zapewne także inne objawy nerwicy. Bardzo łatwo jest uogólnić, pomyśleć sobie: 'skoro myślę że nie kocham to zapewne tak jest, więc rzucę ją/jego i będzie spokój'. Ale czy naprawdę tego chcecie? Czy łatwo będzie Wam porzucić Waszego partnera/partnerkę? Wiadomo, ktoś powie: No nie, ale to pewnie przyzwyczajenie. Tylko tu znów pamiętajcie, że w każdym związku prędzej czy później tą pierwszą, szaloną miłość zastępuje właśnie m.in. przyzywyczajenie :) Nie szukajcie na siłę powodów dla których obrzydzicie sobie ukochanego/ukochaną. Jaki to ma cel? Jeśli naprawdę chcecie się rozstać, zróbcie to raz a porządnie. Zastanówcie się jednak czy w tym momencie czujecie się nieszczęśliwi bo NIE KOCHACIE tej osoby, czy dlatego że BOICIE SIĘ że jej nie kochacie. Lęk jest naszym codziennym towarzyszem, ale większości przypadków kiedy dziś się baliście pewnie nawet nie pamiętacie ;) Więc czemu boicie się, że nie kochacie, czemu to Was tak dręczy? Może właśnie dlatego, że naprawdę czujecie coś do tej osoby, ale nie umiecie tego nazwać? A może dlatego, że macie niską samoocenę, i obawiacie się, że nie umiecie nikogo pokochać? A może nie akceptujecie, nie kochacie samych siebie, więc jak możecie dojrzale pokochać drugą osobę? Na pytanie czemu o tym myślę, trzeba odpowiedzieć sobie samemu, powodów może być wiele. Ja bardzo długo się nad tym zastanawiałam, analizowałam, szukałam w przseszłości, dostawałam histerii gdy nie mogłam odpowiedzieć na to pytanie, gdy nie mogłam podjąć decyzji co dalej. I co... hmm po prostu przestałam pytać, uznałam że to po prostu miłość, że skoro to wszystko przechodzę, skoro tak się dręczę to ma to jakiś cel. Wymyśliłam, że dzieje się tak, bo chcę by mój partner był ze mną szczęśliwy, a ja chcę być wobec niego w porządku, chcę by moje uczucia były uczciwe, prosto z serca. Czy to nie jest miłość? Po prostu przyjęłam za pewnik, że go kocham, czasem mnie wkurza, czasem się kłócimy, czasem pomyślę co by było gdybym była singlem, albo w związku z innym facetem, ale mimo to nie żałuję, że jesteśmy razem. Od momentu gdy przestałam się tym dręczyć mam wrażenie jestem szczęśliwsza, problem pojawia się, owszem, ale sporadycznie i po prostu staram się już nad tym nie zastanawiać, pracuję nad sobą, nad tym by nie dać się znów tym czarnym myślom. i choć pojawiają się inne natręctwa, nie pozwalam by pytanie 'czy napewno go kocham' pojawiało się za często w mojej głowie
I na koniec :) Bardzo spodobała mi się wypowiedź aktorki, Moniki Buchowiec, w wywiadzie dla Twojego Stylu, zacytuję:
"TS: Ale wierzysz w romantyczną miłość?
- Wyznaję niepopularną teorię: miłość można wypracować - zobacz przez tyle wieków małżeństwa były planowane i ludzie w nich trwali. Wierzę, że nawet bez szału hormonów mogę pokochać mężczyznę, stworzyć dojrzały układ, w którym będziemy się słuchać, uczyć od siebie, pozwalać sobie na pasje."
trzymajcie się :)
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 20 maja 2010, 20:00
Jak mi tylko ktoś potwierdzi, lub coś potwierdzi , że mogę jej FAKTYCZNIE nie kochać i ją oszukuję i siebie to odrazu zbiera mi się na łzy. Chce mi siępłakać, nie wiem co mam o tym myśłeć. Boje się, że to faktycznie jest prawda od której uciekam , bronie się rękami i nogami. A co do tej końcówki co zacytowałas, też w to wierzę. Czytałem o tym, że związki aranżowane są szczęśliwsze, bo uczucie rozwija się w trakcie itd. a nie wygasa w trakcie. Ja chcę się podjąć takiej próby, tylko w głowie mam odrazu obrazy z przyszłości, które pokazują płacz mojej kobiety i słowa z jej ust "Jak bardzo mnie zraniłeś" :/ eeehhhh
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Migotka84 21 maja 2010, 18:20
witajcie, jestem nowa na forum ale czytam je od lutego 2010 kiedy to i mnie na 4 miesiące przed slubem dopadła myśl, że już nie kocham mojego narzeczonego. Dzięki wam dotarło do mnie ze może jednak to tylko choroba. Przeszło mi na chwile ale teraz znowu wrociło... ale reaguje juz na to jakos inaczej niż wczesniej... tylko pustka i obojętność a ostatnio wszystko mi jedno, nie czuje nic, jakas apatia wyobcowanie-może to reakcja obronna organizmu a moze rzeczywiscie przestałam go kochac? a za miesiąc mamy wziac slub!!! pomozcie mi powiedzcie co robic, nie mam juz sił, chce za niego wyjsc, wiem że to zrobie, ale coraz bardziej czuje ze go nie kocham. a tak bardzo chce go kochac, chce byc szczesliwa, miec z nim dzieci...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
21 maja 2010, 17:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez greenbook 21 maja 2010, 19:42
Migotka84, to co napisałaś w ostatnich zdaniach tak bardzo chce go kochac, chce byc szczesliwa, miec z nim dzieci...to świadczy o tym że go kochasz. I jest to napewno lęk przed ślubem... MY wszyscy na tym temacie jesteśmy świadkami tego że nerwica miesza w uczuciach, że nie pozwala kochać ale to tylko nerwica a tak naprawdę my kochamy i to bardzo pewnie aż za bardzo:) wszystko będzie dobrze, porozmawiaj ze swoim chłopakiem powiedz mu o swoich lękach mi to bardzo ale to bardzo bardzo pomogło. Idz też do dobrego psychiatry niech zapisze Ci jakieś wspomagacze przeciw lękowe żebyś dotrwała do ślubu...
MOże też jakaś wizyta u psychoterapeuty pomoże mi też pomogło.

masz jakieś inne objawy leczyłąś się kiedyś na nerwice??
Napisz coś więcej

I nie martw się MY na pewno pomożemy:)
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Migotka84 22 maja 2010, 00:16
dzieki za słowa wsparcia. mam nadzieje ze macie racje i to rzeczywiscie tylko nerwica. chociaz ja juz w to do konca nie wierze a od wczoraj jestem w jakims dziwnym nastroju ze mysl ze go nie kocham mnie nie przeraza... jakos sie tak uspokoiłam nie mialam tego nigdy wczesniej od kiedy mnie dopadla ta mysl. ogolnie jest mi z nim dobrze ale nie ma motyli jakiejs euforii kiedy mnie dotyka i mowi ze kocha, nie czuje nic. z jednej strony mnie to przeraza a z drugiej sama juz nie wiem... jestesmy ze sobą prawie 2 lata moze juz nie czas na motyle? ale tak bardzo chcialabym poczuc ze go kocham tak prosto i zwyczajnie bez analizowania typu czy tesknie czy nie, czy chce mi sie do niego zadzwonic albo napisac sms itp. wczesniej nie mialam takich wątpliwosci, a teraz nawet jak wydawalo mi sie ze cos czuje to jakis głos obok mowil mi ze sie oszukuje i go nie kocham.
co do nerwicy to nie mialam wczesniej jakichs natręctw, zawsze byłam wrażliwa, płaczliwa, kiedy cos mi sie nie układało przezywałam bardzo, beczalam ciągle, ale po jakims czasie to mijało, teraz jak sie nad tym zastanawiam to mogły to byc ataki nerwowe, ale predzej czy później wszystko sie dobrze konczyło.
rozmawialam o tym z moim chłopakiem ale nie powiedzialam mu wszystkiego,mysli, ze to strach przed slubem i wpływ hormonów, nie powiem mu przeciez ze go nie kocham, nie chce go krzywdzic chociaz w pewnym sensie to robie.mieszkamy razem u jego rodziców od prawie roku, pierwszy raz mysl o nie kochaniu dopadla mnie gdy pojechalam do mamy na ponad tydzien. ogolnie byl to bardzo nerwowy okres dla mnie juz nie wytrzymywalam i plakalam do narzeczonego ze musze do domu bo nie dam rady. drugi raz dopadlo mnie to jak zaczełam brac tabletki antykoncepcyjne, dopiero jak je odstawilam to troche osłablo ale jak widac nie zupelnie.
rozpisalam sie ale i tak nie powiedzialam wszystkiego. teraz na weekend jedziemy do mojej mamy wiec na forum zajrze dopiero po weekendzie.
Życze wszystkim udanej soboty i niedzieli.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
21 maja 2010, 17:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 23 maja 2010, 09:32
Chwilke tu nie zaglądałam i znowu nowości. To bardzo przykre, że coraz większy odsetek osób ma tą chorobe..a co gorsza dotyka nasze drugie połówki. Migotka to ze jesteś pewna, że chcesz za niego wyjść, kochać go i mieć z nim dzieci to świadczy o tym ze tak jest ze go KOCHASZ;) Powiem Ci ze na początku mojej choroby ( a zmagam sie z nia prawie rok) też przerażała mnie myśl ze nie kocham.. a po pewnym czasie tak jak u Ciebie było mi to obojętne. Wręcz robiłam takie analizy w głowie (robię) jak pomyślałam ze nie kocham to było okej a jak pomyślałam że kocham to czułam strach(dlaczego??). To jest schizujące. Ogólnie to jest o wiele lepiej niż bylo powiem Ci ze początki (choroby) są zawsze trudne. Myślę, że poźniej organizm się przyzwyczaja do tego i zaczynamy to olewać. Pocieszająca jest myśl ze wszytscy piszą, że nie kochaja swoich drugich połówek bądź mają wątpliwości a jednak ciągle jesteśmy z NIMI! To świadczy o tym, że chcemy tego. Poza tym kochać jak dla mnie to być z drugą osobą zawsze, być jej wiernym. To nie jest tak że musimy ciągle patrzeć sobie w oczy i mieć kontakt fizyczny. Miłość to po prostu chęć bycia z drugą osobą, tolerowanie jej wad, wyglądu, a motylki są tylko na początku, bo to jest coś nowego, nowa osoba, emocje które tak wpływają na nasz organizm, który sie po pewnym czasie oswaja i przyzwyczaja:)
Przepraszam za kolejna chaotyczną wypowiedź :))
Pozdrawiam ;*
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Migotka84 25 maja 2010, 11:07
Witajcie wszyscy
dziękuje za słowa wsparcia i za zainteresowanie moją historią. Do psychiatry sie zapisałam, mam wizyte na 10czerwca, ale zastanawiam sie czy nie pojsc prywatnie wczesniej bo do tego czasu moze sie duzo wydarzyc. Z drugiej strony boje sie ze lekarz powie mi ze ten cały ślub jest bez sensu i co wtedy? Przeciez nie zrezygnuje z tego, nawet gdybym chciala, jest juz za późno, wszystko ustalone, zapiete na ostatni guzik, a co ludzie powiedza?Może to głupie podejscie ale nie mam na tyle odwagi i nie skrzywdze w ten sposób mojej rodziny.
Weekend minął mi bardzo źle, cierpiałam strasznie, bylismy razem z jego rodzicami u mojej mamy zeby dogadac ostatecznie sprawy zwiazane ze ślubem. To że spędzę z narzeczonym cały weekend napawało mnie lękiem, ze bedzie mi z nim zle, obco itp. Tak rzeczywiscie było ale było przy tym tyle zamieszania ze z jednej strony cieszyłam sie ze nie musze z nim byc sam na sam. Najgorsze były/są poranki i noce, budzą mnie leki ze w co ja sie pakuje ze ten slub jest skazany na rozwód, ze tylko wszystko niszcze a facet za ktorego wychodze jest mi zupelnie obcy, nie chcialam sie przytulac, nie moglam spac, miałam odruchy wymiotne i scisniete gardło i brzuch. Pojawiły się tez ataki kaszlu jak tylko sie do mnie zblizał albo mialam silne mysli. potem w miare upływu dnia jakos sie wszystko wyciszało, stawałam sie obojętna,apatyczna, senna, nawet czułam sie dobrze, ale wieczorami znowu sie wszystko zaczynało.
Najdziwniejsze jest to, że jak bylismy w urzedzie aby podpisac stosowne papiery do slubu, albo jak ustalalismy ostatnie szczegóły w domu weselnym nie mialam tych mysli, byłam spokojna, wręcz obojętna jakby to było kupienie ziemniaków do obiadu a nie najwazniejsza decyzja w życiu.
A dzis po raz pierwszy od wielu, wielu dni a moze i tygodni obudziłam się bez lęku i strachu, bez sciskania w gardle i checi wymiotowania, przytuliłam sie do mojego chłopaka i było mi poprostu ciepło, sennie i spokojnie. Mam nadzieje ze ten nastroj utrzyma sie przez dłuzszy czas, chociaz nie moge sie powstrzymac zeby nie zaczac analizowac swoich odczuc-czy to oznacza ze kocham czy nie itp. a wiem ze to ostatecznie doprowadzi mnie do lęku. Z drugiej strony zaczęłam łapac sie na tym, że gdy mam takie ,,przerwy'' w lękach, gdy nie mysle o tym to jakby mi czegos zaczyna brakowac, jakos mi dziwnie nieswojo bez tych mysli, nie umiem tego dokładnie wytłumaczyc. Powiedzcie czy takie zachowanie jest normalne?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie;)
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
21 maja 2010, 17:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 25 maja 2010, 11:24
To tak chyba jest ze jak myśli nie ma to czegos brakuje...;/ JA juz sama nie wiem co czuje.. czy cokolwiek ma sens. Dziwnie mi jest. Mama mi dzis powiedziala ze pewnie tesknie za Nim a ja ze tak.. a w glowie.. ze nie tesknie.. taka obojetność.. :(
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do