Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez xxxxxx 21 kwi 2009, 14:24
boze.........a balam sie ze to tylko moje wymysly z tym ze moge pokochac kogos innego.....bo ostatnio mam takie natrectwo.....a jestem w 3 gim i sie boje ze jak pojdziemy z moim partnerem na inne profile to sie zakocham w kims innym.....boze to jest chore i straszne i ja tego nie chce!!!!!;(((((( choruje na to ***ponad miesiac mysle moze dluzej.......przezywalam juz wiele mysli i ja mowilam o nich partnerowi.........na szczescie on to rozumie......na poczatku byly mysli czy go kocham...od tego sie zaczelo....a kiedy bylo lepiej i poprostu starajac sie omijac mysli i patrzac na swoje zachowanie zobaczylam ze naprawde go kocham.......i nowe natrectwa....typu erotycznego.............z grubsza chodzi o to ze wydaje mi sie ze jesli ktos np. jakis sposob mnie podnieci(przepraszam za wyrazenie)to sie zakocham w nim i przestane kochac moj najwiekszy skarb...........czasem miewam ataki leku i budujaca sie swiadomosc ze to nie choroba tylko ja......i ze czegos mi brakuje....ale to nie prawda.......walcze z tym chodz staram sie nie przesadzac bo jak za bardzo sie angazuje w walke z choroba to placzac ranie mojego chlopaka bo jego boli moj placz....a ja zauwazylam ze po wyplakaniu uswiadamiam sobie ze to choroba(bo czemu bym plakala??)i jest mi lepiej.............niewiem co wiecej powiedziec.....chce spedzic z nim cale zycie.......wlasnie z nim..dziekuje cookiemu bo dodajesz mi sil....

[Dodane po edycji:]

zastanowcie sie czasem czemu tu jestescie..przeczytalam taka wlasnie mysl na tym forum ale moze nie czytaliscie wszystkiego bo ja nie ale rzeczywiscie pomyslcie nad tym.....po co byscie tu byl jeslibyscie nie kochali swoich partnerow??po to zeby pokazac wszystkim jacy to wy jestescie okropni???to ma sens.....i powiem wam ze mi to naprawde pomaga.......postarajcie sie czasem choc na troche odsunac mysli albo poprostu przyjzec sie swojemu zachowaniu....i zastanowcie sie, co robicie???? spotykacie sie z Ta wspaniala osoba ktora tak przez was cierpi???ciesza was spotkania z nia???bo ja sobie uswiadomilam ze bardzo mnie ciesza.......i cieszylam sie kiedy moj partner tlumaczyl mi ze to choroba....tak mnie to podnosilo na duchu jak nic.....poczatki choroba byly straszne...nie bylam w stanie czesto chodzic do szkoly, staralam sie ubierac jak najbardziej zakrycie jak bym sie bala pokazac (a zazwyczaj lubilam sie ubierac otwarcie).......i powiem wam tak....jesli uswiadomicie sobie ze to choroba to juz polowa sukcesu.......a druga polowa tkwi chyba tylko w naszym podejsciu do tego i pomocy ukochanej osoby.......dodam tez ze mialam rok temu chyba takie zwykle natrectwa typu np jak wracalam do domu to musialam rownoukladac sznurowki albo zamykac drzwi "parzyscie"czyli np 4,5 razy i nie 13 bo jakos tak.......albo mi sie wymyslaly jakies pierdoly w glowie i musiaaam komus o nich powiedziec........a jesli tego nie zrobilam to od srodka rozwalal mnie potworny stres i niepokoj i jakby nie potrafilam zajac sie zyciem i czerpac z niego przyjemnosc tylko mysli byly najwazniejsze......pozdrawiam was wszystkich a w szczegolnosci konewke bo widze ze tez cienko ale walczysz.......i mam nadzieje ze dzielac sie doswiadczeniami i przezyciami wszyscy z tego wyjdziemy........bede wdzieczna jesli ktos nawiaze do mojego postu np jesli mieliscie cos podobnego w ktorejs z sytuacji......goraco pozdrawiam was wszystkich....... ;)
xxxxxx
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Oliwka 26 kwi 2009, 23:33
Pisalam tutaj kilka razy ale przestalam bo bylam skoncentrowana na walce z tą przeklęta choroba!
Boze a u mnie to trwa juz 8 miesięcy i juz mam dosc!!! nie przechodzi i dlatego ostatnio zdecydowalam sie na branie leków. Nie wiem czy ja mam nerwice natręctw bo ja nie mam az tyle dziwnych mysli co wy tu dziewczyny piszecie na forum. W ogóle to czytalam i powiedzial mi ostatnio psychiatra ze osoby kotre wszystko analizują trudno zeby nie analizowaly swojego związku a tym samym zadreczaly sie czy kochaja czy nie, czy podoba nam sie to w naszych partnerach czy tamto itd. No i powiedzial mi w przypadku niepokoju, stresu, trudnego okresu w zuciu nasilają sie albo pojawiają sie tak zwane natretne mysli albo zachowania, ze to jest normalne bo w ten sposób walczymy ze stresem, myslimy ze mamy kontrolę chociaz nad rzeczami ktore robimy (ze na przyklad policzymy do trzech wykonując jakąś czynnosc albo dotkniemy czegos 5 razy). I teraz nie wiem czy to ze tak analizujemy nasze zwiazki to nerwica czy nie? Jestesmy moze zbyt wrazliwe i tak jak dla innych zwiazki sie koncza, to dla nas jakiekolwiek zmiany w odczuwaniu emocji ( w tym przypadku milosci do partnera) napawaja nas ogromnym lękiem!!!
Ja juz sama nie wiem czy spotkania z moim chlopakiem daja mi szczscie, pewnie ajkies tak ale ja bym chciala zeby bylo tak jak wczesniej!!!
nie wiem czy ktos z was tez tak ma ale ja od kiedy zachorowałam a trwa to juz 8 miesiecy odczuwam po prostu lęk!!! taki codziennie ktory uniemozliwia mi normalne funkcjonowanie ( w psychiatrii nazywa sie to lękiem uogólnionym). Na poczatku nie wiedzialam dlaczego, myslalam po prostu ze mam depresje i po prostu jestem wrazliwa, za granica wiec chyba dlatego, dopiero w trakcie terapii wyszlo ze mam zastrzezenia w stosunku do mojego związkua mianowicie ze nie jestem pewna czy to ten jedyny, ze nasze wspolne zamieszkiwanie mialo wygladac inaczej, ze w sumie to chcialabym zeby byl troche inny, ze nie pasuje mi to i to itd.
Wy wiecie co ja czulam jak sie o tym przekonalam co ja myślę o nim!!!!! matko myslalam ze zwariuej, dopadl mnie lęk ze myslałam ze zwariuje! A z drugiej strony zaczelam sobie mówic ze przeciez to tez ktorego kocham, za ktorym tak przepadalam! ale to nic nie pomaga, a leki wyeliminowaly tylko lęk wiec moge wychodzic z domu i normalnie jakos funkcjonowac ale zeby od razu na nowo pokochac to nie:(
Ja chyba nie kocham i po prostu jest mi ciezko do tego przywyknąc bo przeciez ja planowalam z nim przyszlosc swoją i bylam taka szczesliwa...nie ma we mnie juz motywacji do walki, juz zaczynam byc bierna, on to czuje...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
17 gru 2008, 22:59

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 04 maja 2009, 16:03
witajcie....ja cierpie na to juz 2 lata. rok było ok. po pobycie na oddziale psychiatrycznym dziennym ,potem bardzo duzp lekow i wydawało sie ze minelo i nie wroci. zareczylam sie z moim ukochanym-obiektem lekow i wrocilo.....mimo leków mimo wiedzy mimo umiejetnosci radzenia sobie....dzis jestem bogatsza o wiedze to co napisze moze byc dla was bardzo wazne, przeanalizujcie to. ja zabieram sie z tym do pyschiatry w najblizszy piatek. bo mimo terapii jakos tego nie odkrylismy a na co ja wpadlam ostatnio.....
a mianowicie.....wszystko to stad iz kochamy "obsesyjnie" to taki termin dla okreslania uzaleznienia od drugiej osoby, doklada sie do tego bardzo czesto fakt odrzucenia w dziecinstwie przez rodziców ( w moim przypadku nie odrzucenia ale walka o milosc mamy i bycie idelna by mnie kochala)....to wszystko dalo efekt taki ze wytworzylismy sobie w glowach chory schemat milosci gdzie jestesmy z bliska osoba tak blizko ze blizej sie nie da (Według Pia Mellody, uzależnienie jest relacją między dwiema osobami, polegającą na wywoływaniu intensywnych obsesyjno–przymusowych przeżyć prowadzących do zbudowania więzi tak ciasnych, że bliższe są one omotania niż zdrowej poufałości (Toksyczna miłość…, s. 57) i gdy pojawiaja sie sytuacje normalne (brak ochoty na seks czy cos przestaje nam sie podobac w drugij osobie nagle przychodza leki- Kocham czy nie?

boje sie tego co odkrylam:(
dodatkowo znalazłam w sieci tekst który to pieknie opisuje

"Obsesyjna miłość - ogół cech predysponujących nas w kierunku miłości toksycznej ma swoje korzenie w "odczarowaniu" sytuacji z dzieciństwa, kiedy to dana osoba nie czuła sie dość kochana przez jedno lub obojga rodziców i za wszelką cenę walczy o miłość ponownie, ale już jako osoba dorosła. Miłość kojarzy się jej z cierpieniem, a nawet ulubione bohaterki takiej osoby z książek, czy fimów są prawdziwymi cierpiętnicami, które w imię miłości potrafią się poświęcić, wybaczyć, a nawet umrzeć.
Nałogowo poszukująca miłości nie jest przyzwyczajona do tego, aby ktoś o nią dbał, więc gdy znajdzie odpowiedniego, kochającego ją partnera zaczyna się niepokoić i wzbudza to jej podejrzenia - bo przecież idąc tropem jej myśli - nie jest warta prawdziwej miłości, ale ciągłej o nią walki.
Za pojęciem "kochania za bardzo" kryje się pewien obraz manii, rozpaczliwe przywiązanie do partnera, a także uależnienie swojego szczęścia od jego posiadania w ogóle. Najmniejszy objaw braku zainteresowania z jego strony , badź nawet minimalny sygnał serdeczności odbierany jest przez nią bardzo intensywnie i albo powoduje jej załamanie i poczucie rozbicia, albo przesadny entuzjazm.
Kłótnie, dramatyczne odejścia i powroty, to codzienność takiego układu dwojga ludzi, w której dominuje przede wszystkim wypełnione strachem oczekiwanie na apogeum miłości.
Zaangażowanie w toksycznych związkach dotyka przede wszystkim osoby, które "kochają za bardzo". Obsesyjna miłość od początku karmi się złudzeniem mylnie interpretując porywy namiętności i fantazji z pierwszej fazy związku, a co za tym idzie zakochania się lub samego jego wyobrażenia - uznając te obrazy za jedyną rzeczywistość i w ogóle wyznacznik trwania takiego układu.
Obsesyjna miłość uznaje tylko przeżycia z pierwszej fazy związku za dobro mogące usprawiedliwić wszystko inne, a istniejące już w trakcie jego trwania. Tak więc wspomnienia (pozytywne) skutecznie rekompensują w niej uczucie niedostatku emocji i ewentualnego, faktycznego braku zaangażowania partnera w dalszych fazach trwania takiego toksycznego układu. Z jednej strony rozpaczliwie walczy o powrót dawnych uczuć, które według niej istniały - jednak, gdyby cofnąć się w czasie ona nigdy nie była do końca nasycona ich intensywnością; bo dla osoby, która "kocha za bardzo", ZAWSZE będzie tych oznak uczuć za mało.
Nałogowe zabieganie o intensywność emocjonalną relacji z partnerem oraz o trwanie związku za wszelką cenę - nie liczące się z własną godnością, cierpieniem itp. to typowy obraz osoby toksycznej. Nie wierzy, że jest warta prawdziwej miłości bez tak dramatycznej o nią walki - nie wierzy, że może być kochana za sam fakt bycia sobą i tylko sobą. Nie widzi w sobie żadnych zalet oraz uważa, że na miłośc trzeba sobie czymś szczególnym zasłużyć. Mało tego, taka osoba jest przyzwyczajona do cech i zachowań negatywnych wobec siebie. Idealizacja partnera, marzenia o wybawcy... cóż, takie osoby zdane są na porażkę w miejscu, w którym tak bardzo pragną zwyciężyć.
Nieosiagalność fizyczna, bądź tez emocjonalna obiektu westchnień na pewno wzmaga u takiej osoby zaangażowanie się w relacje. Autodestrukcja to przecież drugie imię osoby, której obsesją jest kochać i być kochaną"

moze uda nam sie kiedys zdrowo i bez leków kochac, pozdrawiam
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 04 maja 2009, 16:38
Tiaaa, obsesyjna miłość to po prostu objaw, a wiadomo co się dzieje, gdy zajmujemy się wyłącznie objawami (tłumienie, negowanie, uznanie za osobny byt) - potęgują się. Za taką miłością kryje się coś więcej, dużo więcej.
Ana24, widocznie dlatego boisz się tego co odkryłaś, ponieważ jest to bardzo blisko związane z "Twoją prawdą" o sobie.

Warto kontynuować ten temat na terapii ;)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 05 maja 2009, 11:18
LucidMan skoro wszystko jest objawem co co dzieje sie we mnie skoro pojawiaja sie mysli: kocham czy nie? gdy unikam mysli wlacza sie kolowrotek ze sie oszukuje przechodzac tak o do przadku dziennego nie majac wyjasnionych spraw. Skad i jak znalzc odpowowiedz? moj parter to najcudowniejszy facet pod sloncem, jestesmy 7 lat razem a ja od 2 lat mecze go myslami i lekami o swoje do niego uczucia. jak z tym zyc? nie chce bez niego!
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 05 maja 2009, 11:44
Skoro nie chcesz bez niego, skoro gdy myslisz o nim to wiesz, że najcudowniejszy, skoro tak zaprząta Twój umysł to znaczy, że Ty g kochasz! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 05 maja 2009, 12:04
to po co te chole....... mysli i watpliwosci? i dlaczego je mam?
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 05 maja 2009, 12:15
Ana24 napisał(a):LucidMan skoro wszystko jest objawem co co dzieje sie we mnie skoro pojawiaja sie mysli: kocham czy nie? gdy unikam mysli wlacza sie kolowrotek ze sie oszukuje przechodzac tak o do przadku dziennego nie majac wyjasnionych spraw. Skad i jak znalzc odpowowiedz? moj parter to najcudowniejszy facet pod sloncem, jestesmy 7 lat razem a ja od 2 lat mecze go myslami i lekami o swoje do niego uczucia. jak z tym zyc? nie chce bez niego!
No przecież napisałaś, że odkryłaś "coś", co ja określiłem, jako coś blisko związane z Twoją "prawdą" o sobie.

Uciekłaś od tego (pewnie się przestraszyłaś tej "prawdy") zadając takie, że tak powiem, powierzchowne, płytkie pytania typu kocham czy nie.
Skąd i jak znaleźć odpowiedź? Najpierw musisz znaleźć właściwe pytania, a odpowiedzi same się pojawią, bo one już są - oczywiście w Tobie.

Ana24 napisał(a):to po co te chole....... mysli i watpliwosci? i dlaczego je mam?
Ponieważ coś w Tobie jest nie tak i Twoim zadaniem jest "odkryć" i zrozumieć co to.

Powtórzę, warto te Twoje odkrycie dokładnie przeanalizować na terapii.

Pzdr
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 05 maja 2009, 12:27
Moze nigdy nie potrafiłam zdrowo kochac i stad te mysli bym skupiła sie wlasnie na tym co i jak czuje hmm
dziekuje, czasem mi sie zdaje ze jezdze po tym samym skrzyzowaniu i choc swietny ze mnie kierowca brakuje czasem własciwych drogowskazów
pozdrawiam

p.s 18 maja psychiatra, 8 psycholog ;)
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 05 maja 2009, 12:43
A może właśnie bardzo się do tego nadajesz - tylko sama boisz się tak bardzo czy napewno kochasz dostatecznie?

Pewno lepsze jest takie podejście niż gdybyś sprawę traktowała lekko i bez angażowania się.*

A co do profesjonalnej terapii to jest to bardzo dobra rada dla Ciebie. Dojdziesz skąd to wynika. Uspokoisz swoje niepewności. Będziesz szczęśliwsza i Twój chłopak wtedy zapewne też.

*) Powiedz swojemu chłopakowi, że tak Ci powiedzieli na forum. I że wierzą, że mocno go kochasz, bo inaczej to by Tobie wisiało co tam czujesz póki jest fajnie. Ja tak sądzę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 05 maja 2009, 12:55
Dzieki, trzymajcie kciuki by sie udało!
Pozdrawiam Was
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Babooshka 05 maja 2009, 16:03
Witajcie nerwicowcy!
Chciałabym Was poprosic o pomoc w pewnej sprawie. Z góry przepraszam jeśli powtarzam jakiś wątek ale serio nie mam siły czytać całego forum.
Mam taki problem: boję się związków. Nie mam pojęcia czemu. Zawsze kiedy poznaję faceta którego uważam (na pierwszy rzut oka) z fajnego to potem zaraz mam schizy że mi się odpodoba a ja jemu wręcz przeciwnie. Mam jakiś lęk przed tym że ktoś będzie chciał mojego towarzystwa a ja nie i nie będę się umiała od tej osoby uwolnić. Jak tylko zaczynam poznawać jakiegoś chłopaka bliżej to zaraz wynajduje w nim milion wad. Czy myslicie że to moga byc schizy podpadające pod nn? Czy jestem jeszcze gorzej walnięta. Zauważyła, że od razu jak kogoś poznaję to wybiegam milion lat do przodu a tak naprawdę nie znam dobrze np jakiegoś chłopaka więc w sumie nie dziwota że mnie to stresuje. Ale i tak nie mogę sobie z tym poradzić....
Proszę napiszcie coś.

Z góry dziękuję.
Offline
Posty
121
Dołączył(a)
25 lut 2009, 16:21

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ana24 08 maja 2009, 15:36
dół......głębszy oddech sprawia problem, dzien w lozku, bez jedzenia bo mnie mdli i poczucie ze jestem wredna bezlitosna swina ktora krzywdzi mojego chłopaka ( wczoraj atak leku ze nie kocham o ktorym mu powiedziałam)...
mam dosc.....
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez xxxxxx 09 maja 2009, 10:14
Ana trzymaj sie i walcz o zwiazek, bo fakt ze do tej pory z tym walczylas swiadczy o tym jak bardzo go kochasz.....postaraj sie nie myslec....zajmij sie czyms, zobaczysz bedzie dobrze i to minie....ja tez z tym walcze juz mysle ze 2 miesiace moze wiecej i jakos nie chce isc do psychologa bo ciagle mam nadzieje ze sama to pokonam, pomaga mi mama, a moj chlopak to rozumie...tez mnie wspiera ale staram sie ostatnio nie przytlaczac go tym tylko cieszyc sie zyciem i nim samym bo jest naprawde cudowny i jestem przekonana ze tak samo jak dla Ciebie Twoj chlopak...
xxxxxx
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: pawel12345 i 18 gości

Przeskocz do