Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Oliwka 20 gru 2008, 23:40
Konewkoo dziekuje ze odpisalas ma moja wiadomosc i ze ktos po prosty przeczytał i odpisal:) widzisz ja juz tyle razy o początku moich mysli pisałam i mówiłam ze czasami to ciężko mi pisac bo nie wiem od czego zacząć. Ja bylam za granicą i na poczatku to sie objawiło spadkiem nastroju ale takim według mnie bardzo mocnym, Leżałam w łóżku i ten nastrój po prostu przyszedł. Byl bardzo okropny. Trwalo to moze kilka dni, potem to minęło ale mysle ze od tego momentu zmieniłam sie, stałam sie badziej lękliwa, drażliwa, więcej rzeczy mi nie pasowało. Po kilku tygodniach mialam atak lekowy, czułam dretwienie ud, bylo mi słabo, musialam sie położyc i najgorszy byl ten lęk i niepokój ktory w sobie czułam. Myślelismy ze to dlatego ze na drugi dzen miałam zaczac nowa prace ale ja jednak podswiadomie wiedzialam ze dzieje sie ze mną cos złego. Wróciłam. On został bo ma dobra pracę. Od razu zapisalam sie na terapie, na szczescie finansowo daję radę chociaz czasami jest ciężko. Trafilam za pierwszym razem na dobrą psycholog, ona mi troche pomogła. Na poczatku to bałam sie wychodzic z domu do sklepu, duzo zaczelam czytac o tym w necie i myslłam ze mam po prostu nerwicę albo depresję. A mysli przyszły pozniej, okolo póltora miesiaca po ataku lekowym, ze ten lęk zwiazany jest z moim chłopakiem
:( nie muszę z nim rozmawiac, nie czuje potrzeby wysylania smesów:( rozmawia mi sie z nim róznie, ale nie jest tak jak wczesniej...
więcej napisze cos pożniej bo teraz te pisanie zmeczylo mnie psychicznie, czasami mam ochote wyć zeby wszyscy wiedzieli jak jest mi smutno i żle!
pozdrawiam wszystkich i czekam ze sie odezwiecie, mimo ze nadchodza swieta mam taką wiare ze wtedy sie pokarzecie na forum i bedziemy mogły razem popisać sobie:)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
17 gru 2008, 22:59

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mieciu 22 gru 2008, 14:27
Oliwio ja także doskonale Cię rozumiem. Choć gdybym tego nie przeżył nie uwierzyłbym, że można tak się męczyć. Że pomimo tego nie chcemy odchodzić. Że coś nas trzyma tak mocno, że nie wyobrażamy sobie życia bez niej/niego. Że można przeżywać tak okropne katusze tylko dlatego, że chcemy być szczęśliwi, szczęśliwi z tą/tym wybrankiem i tylko z tym...nikim innym. Co się z nami dzieje? Nie wiem ale nie zamierzam się poddawać. Z resztą prawie napewno lęki wróciłyby obojętnie co zrobimy, trzeba je pokonać a nie poddać się temu czego chcą. Wytrwałości moje drogie koleżanki i koledzy... pozdrawiam
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 22 gru 2008, 19:57
Kochani.. jak Wy dajecie radę?? Bo ja już nie mogę z tym odpychaniem....:((((((
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Oliwka 23 gru 2008, 01:34
Marto ja tez nie wytrzymuje, mi jest moz eciut teraz latwiej bo ja jestemw w polsce a chlopak za granica ale w za miesiąc przyjedzie i ma zamieszkac tu gdzie mieszkam. a ja sobie tego nie wyobrazam:( matko co sie stalo ze mną? tyle bylo planów...ja nawet nie wiem czy bede w stanie widywac sie z nim czesto skoro mam lęki to dlaczego mam chciec sie z nim widzieć? nie potrafie skonfrontowac mojego lęku z nim bo go po prostu nie ma przy mnie wiec boje sie tego jak bedzie blisko:( mysle ze wtedy wyjasni sie na ile jestem silna a jestem z tych co sie wycofują ( mimo ze dla innych wyglądam na osobę raczej pewną siebie), chlopak powiedzial gdzie podziala sie ta dziewczyna ktora znał bo ja nawet nie potrafiłam mu powiedziec co bede robic jutro, mowiłam ze wszystko mnie przerasta, wrocilam, nie pracowałam, na szczescie rodzice sie mna zaopiekowali i mi pomagaja i moge u nich mieszkac, do pracy boje sie isc ale terapia mi pomogla na tyle ze dorabiam sobie na czarno i mysle o powrocie do "normalnej" pracy:)
ale nie ma w moich planach mojego chlopaka:( jestem okropna
Marto a tym masz chyba męża prawda? nie pamietam dokladnie wiec jak sie mylę to mnie popraw:) jak sobie radzice nacodzien? kazdy czlowiek broni sie przed tym co sprawia mu ból nawet ten psychiczny, wiec w związku z tym nie macie ochoty uciec? powiedziec ze to koniec? bo jak mozna tak dluzej zyc? czy macie wrazenie ze jeszcze troche wytrzymacie ale za kilka miesiecy powiecie ze to koniec?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
17 gru 2008, 22:59

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 23 gru 2008, 11:55
Witaj Oliwko!! Cieszę się i nie cieszę, że do nas dołączyłaś, to znaczy, że kolejna osoba potwornie cierpi :((. Dobrze pamiętasz, że ja mam męża, wyszłam za Niego ponad 3 miesiące temu, po 1,5 roku zmagania się z odpychaniem, lękiem, depresją i brakiem uczuć. Ktoś pewnie zapyta po co się w to wszystko pchałam, ale ja nie wyobrażałam sobie odejść, nie chciałam tego za żadne skarby, wolałam życie z cierpieniem, niż bez mojego M. I tak każdego dnia zmagam się z wielkim psychicznym bólem, odpychaniem od męża, czasami złością i nienawiścią, i kompletnym brakiem uczuć. Ale nie chcę od Niego odchodzić, nawet jak bym miała każdego dnia do końca życia myśleć, że wolę umrzeć. Pytasz czy mamy mysli, że pewnego dnia nie damy rady, że chcemy uciec od obiektów naszych natręctw, od cierpienia? Tak, tu dokładnie o to chodzi, w moje głowie wszystko krzyczy, że ja nie chcę z Nim być, że chcę uciec, ale rzeczywistość jest inna. I wiem jedno.. chociażbym miała czołgać się po podłodze z bólu, to nie odejdę, bo Jego i tylko Jego chcę! Pozdrawiam Cię serdecznie.
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez kttq 23 gru 2008, 16:00
Jestem z najcudowniejszym facetem pod słońcem. Bez którego życia sobie nie wyobrażam. Mimo, że jesteśmy razem dopiero pół roku...

I co? Skoro robię awantury o byle co, przyczepiam się byle czego, ostatnio prawie go rzuciłam, bo sobie ubzdurałam, że nie ma dla mnie czasu.
Inna sprawa, że TŻ jest istotą niezależną i introwertyczną, i po prostu niektórych rzeczy nie rozumie, choć stara się pomóc na tyle, na ile może nie rozumiejąc za bardzo co czuję, nie będąc nerwicowcem :/

Eh. Nie chcę tego zniszczyć :/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
10 gru 2008, 20:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Oliwka 25 gru 2008, 23:52
Konewkoo1 nawet na wigilie nie udalo ci sie zlapac rownowagi i znalesc troche radosci? szkoda, mam takie pytanko, jesli nie hcce to mozesz nie odpowiadac, nie chcialabym zeby wyszlo zesie dopytuje ale po prostu chcialabym wiedziec jak to u was wygląda bo szukam dla siebie jakiegos ratunku. Czy ty mieszkasz ze swoim facetem? jesli nie to czy decyzja o wspolnym mieszkaniu napawa cie lękiem?
aha i ponawiam pytanko czy chodzicie na terapie? ja chodze, napisze wam pozniej co moja psycholog mowi mi na terapii. Pozdrawiam wszystkich i piszcie jak wam mijaja swieta, u mnie nie jest zle ale kto wie co bedzie
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
17 gru 2008, 22:59

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 27 gru 2008, 20:08
Konewkaa hehe ja miałam to samo, identycznie, ciągłe myśli co będzie jeśli za miesiąc okaże się że to nie ten? I co minął miesiąc i jesteśmy razem, więc może to coś znaczy, faktem jest że pojawiło mi się sporo nowych myśli i podejrzeń na temat mojej osoby (np. czy nie jestem lesbijką itp), ale mimo wszystko czasem wciąż odczuwam lęk i niechęć do męża. Ale staram sie to ignorować, mówie sobie co ma być to będzie, jak sie za miesiąc okaże że to nie ten, to odejdę, nie jestem w więzieniu mam prawo, a ludzkie zdania i uczucia także się zmieniają, raz podjętą decyzję można zmienić to nie grzech.
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 28 gru 2008, 14:58
wczoraj znowu sie poklocilismy i znowu on zapytal czy chcę odejsc, a ja "ani mi się śni". skąd sie to u mnie bierze? zdycham kazdego dnia.... ze go nie kocham, ze nie moge na niego patrzec, ze wszystko co z nim związane mnie odraza i na wszystkie sposoby odpycha... a nie umiem sie zwinac i odejsc.
juz nawet jestem w stanie zrezygnowac ze spotkan czy imprez z przyjaciolmi bo nie umiem isc tam bez niego a to dlatego ze pozniej mam ogromne wyrzuty sumienia ze podobal mi sie ktorys z kolegów, albo ze na pewno mogę go zdradzic. wiec coby uniknac takiej mozliwosci - nigdzie nie mam ochoty wychodzic. Jakos musze zyc, choc jest naprawde ciezko, jak on przyjezdza to mnie skreca w srodku...

Pozdrawiam, trzymajcie sie wszyscy - MIMO WSZYSTKO. :**
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez HAniaa 28 gru 2008, 20:23
Dlaczego nie porozmawiać o tym z psychologiem?Nie rozumiem. Niektóre z Was piszą, jak długą męczą się z tym problemem. Przecież to samo nie minie! Trzeba sobie odrobinę dopomóc;) Miałam to samo. Bałam się patrzeć na innych, bo jeszcze by mi się ktoś spodobał, a jak już sie spodobał, to był koniec. Strasznie sie bałam, ze nie kocham...Wyszukiwałam wady itp itd.
A to strach przed uczuciami i nieakceptowanie ich, uznawanie za złe itd. Teraz patrze na ładnego chłopaka na ulicy i myślę, ze superowy i ok. TAką mamy nature, nie możemy sie pozbyć uczuć. One nie zależą od nas. Po prosu są.

:)Pozdrawiam:)
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
19 cze 2007, 22:45
Lokalizacja
WROCŁAW

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gonek 29 gru 2008, 01:12
Ja marze o terapii, ale tutaj moge sobie tylko pomarzyc, wiec jedyne co mi pozostaje to walczyc sama!
Czytam WAS i czuje dokladnie to samo, boje sie co bedzie jutro, co jak nie bede chciala z nim byc jutro, co jak jutro pokocham kogos innego, co jak to, co jak tamto. To tak bardzo boli. Za mniej niz dwa lata nasz slub, i ja naprawde nie moge sie doczekac, ale chcialabym byc zdrowa, nie miec tych mysli, stanac tam przed oltarzem i nie bic sie z myslami, a cieszyc sie moim kochaniem.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
05 lis 2008, 00:55

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 29 gru 2008, 15:45
Hania, super ze Ci sie udaje:) u mnie jest tez tak ze egoistycznie uwazam ze ja mam najgorzej, ze chetnie bym sie z Wami zamienila. Ze Wy kochacie, a ja po prostu wmawiam sobie milosc. Tak bardzo mnie od niego odrzuca... :(
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Oliwka 29 gru 2008, 20:25
A ja chodze n terapie:) Konewkoo ty chodzisz na terapie?? na poczatku jak mialam lęki ze nawet do sklepu balam sie isc to chodzilam dwa razy w tygodniu, pozniej juz tylko raz w tygodniu a teraz dwa razy na miesiac, mi te rozmowy pomogly troche, trafilam na dobra psycholog, w sumie to na terapii uzmyslowilam sobie dlaczego mam lęki bo od nich wszystko sie zaczelo. Pozniej pojawily sie lęki dotyczace mojego chlopaka, nie mialam ochoty z nim rozmawiac nawet przez telefon, nie cieszylo mnie ze jestem z nim, nie dawał mi ukojenia, pojawily sie mysli ze nie chce z nim zamieszkac i inne tego typu. No i wyszlo ze boje sie zmian, odpowiedzialnosci, ze wszystko analizuje, kazde zachowanie moje i jego. Sa niestety ludzie ktorzy maja predyspozycje do lęków i depresji. I my chyba do nich sie zaliczamy:(
Wszystkich bez wyjatku pozdrawiam
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
17 gru 2008, 22:59

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez HAniaa 29 gru 2008, 20:27
Konewkaa, to chyba każda z nas uważa, że wmawia sobie miłość:)Nie tylko Ty:) Ile razy mnie to dobijało:) Ale teraz powiem, to co wszędzie i przy każdej okazji mówię. To, że boimy się, że nie kochamy, to tylko objawy naszej nerwicy. Nie mają one nic wspólnego z rzeczywistymi uczuciami. Nerwica maskuje uczucia i nie dopuszcza ich do głosu. To, ze mamy takie natręctwa nie oznacza tego, że naprawdę nie kochamy. To tylko symptom jakiegoś problemu psychicznego. Tak jak np. ja się kiedyś bałam, ze zamorduję mamę albo brata. I co? Przecież nie chciałam ich zabić, a okazało się, że to tłumiona złość. I tak samo jest w tym przypadku.

Tak więc głowa do góry:) Wiem, jak to jest, wiem, że łatwo mówić, jak się ma takie myśli. Ale wiem też, ze te myśli to tylko symbole. Sama przez to przeszłam, na własnym przykładzie mówię, więc prosze mi uwierzyć:) I nie dawać za wygraną dziewczyny:)))


O, prosze, Oliwka ładnie napisała:) Dokładnie to potwierdza to , co napisałam:) I to kolejny przykład na to, ze terapia jest niezbędna i jest podstawową i jedynie skuteczną na zawsze ( moim zdaniem) metodą leczenia:)
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
19 cze 2007, 22:45
Lokalizacja
WROCŁAW

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do