Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Folkini 12 lis 2008, 17:41
Cześć Wam Wszystkim, juz od prawie czterech miesięcy jestem "opętana" jak my tu wszyscy. Ja właśnie w tym temacie. Czytam tego posta juz od kilku dni i wyszukuję dla siebie iskierkę nadzieji. Parę razy mi się juz udało. Chodzę na terapię juz trzeci tydzień.Czasem, np. dzis trace nadzieje, że to choroba. Dziś mi babka odpowiedziała na moje problemy, tzn. ze od jakiegos czasu oprocz natrectwa czy powinnam zerwac, mam niechęć do Mojego, tzn. w głowie neguję wszystko co do mnie mówi, jestem przy nim wulkanem nerwów, chociaż tego nie chcę i dziś mi psycholog powiedziała, że może podświadomie go prowokuję, żeby to on podjął za mnie decyzję. ALE JA NIE CHCE TAKIEJ DECYZJI CHOC CIAGLE MAM O TYM NATRECTWO W GŁOWIE!!!
Kurcze czytam Was ostatnio w każdej wolnej chwili, nie wiem czy bede tu czesto, boje się ze to moze nie pomóc, ale nas w to wciąga....;/
Czy tez tak ktos z Was ma, że ma wewnętrzny bunt i jakas agresje w stosunku do Swojego, choc jej nie chce?
POZDRAWIAM WAS
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
12 lis 2008, 17:29

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Folkini 13 lis 2008, 00:48
na marzec będzie trzy lata gdy jesteśmy razem. Mnie to trafiło tak w połowie czerwca, ale pojechaliśmy razem na parę dni nad morze i tam jak ręką odjął. Pojechaliśmy do swoich domów na wakacje, ja tęskniłam bardzo. Ale, że miałam zawsze jeszcze inny problem, nie wiem czy moge to zaliczyc jako natrectwo, ale mam bzika na punkcie wagi. Codziennie kilka razy się wazylam. I tak w drugiej połowie sierpnia się na nowo zaczęło. I tak bezustannie. Już wmawiałam sobie schozofrenie, potem psychiatra powiedziała mi, że to "tylko" depresja. A teraz chodze na grupowa terapie, codziennie. Moje objawy, które mnie przerażaja to:
1) najpierw analiza "czy zerwać czy nie"
2) "niewolny" umysł, tzn. nawet wbrew mojej woli Dawid jest w mojej głowie, przez co mam jakby ograniczony kontakt ze światem
3) Drażni mnie, zanim jeszcze coś powie, mam jakieś lęki przed pisaniem do niego smsów. Czuje jakaś obcość, a jednak jest coś co mnie do niego ciągnie.
4) Znikoma ochota na sex...choć ten temat mógłby być jeszcze inna kwestia natrectw
5) I to chyba najgorszy objaw- napadowy lęk, taki stres bardzo nieprzyjemnny, wykańczający od środka. Takie jakby ciągłe nabuzowanie w środku. On się czasem nasila na kilka godzin a czasem na cały dzień ;/ ma ktoś tak? A biorę tez leki.
Właśnie i tylko to uczucie, a może raczej jakaś wiedza na dzień dzisiejszy, że nie chce nikogo innego, pomimo jego wad. (Tylko że nawet jak to pisze w myślach coś poddaje wątpliwość, że może sobie to wmówiłam? :( i tak cały czas!
Dobranoc Moi Kochani!
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
12 lis 2008, 17:29

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 13 lis 2008, 12:10
Ja jestem z moim ukochanym juz od ponad trzech lat.Nerwice mam juz od dawna,z tym ze rok temu bardzo sie ona nasilila.Wtedy tez zachorowalam na depresje,zaczelam brac leki antydepresyjne,leki uspokajajace i ogolnie do dzis nie czuje sie w pelni zdrowa.Nigdy wczesniej nie mialam watpliwosci co do moich uczuc wzgledem mojego narzeczonego.Pojawily sie one wlasnie kiedy nerwica dala bardziej o sobie znac...Zaczelam patrzec na mojego ukochanego jak na obca osoba,w ogole wydawal mi sie on taki odlegly.w nocy nie moglam spac gdyz ciagle sie zamartwialam tym,ze moze juz nie kocham...Nie wiedzialam wtedy co ze mna nie tak.Wybralam sie do psychiatry i wtedy dowiedzialam sie,ze mam nerwice wraz z depresja...Zaczelam brac leki antydepresyjne oraz uspokajajace,wtedy to juz przestalam cokolwiek z tego wszystkiego rozumiec; caly tydzien moglam byc zupelnie obojetna na swiat,mialam wszystko gdzies,czulam niechec do mojego ukochanego,a po tym nagle jakby wszystkie uczucia zaczely sie odblokowywac,znow chcialam zyc,byc na zawsze z moim narzeczonym...i tak w kolko az do dnia dzisiejszego.w Lipcu dowiedzialam sie tez ,ze mam duza nadczynnosc tarczycy i ona tez spowodowalo to ogromne rozschwianie emocjonalne...
Mam do Was pytanie: Czy Wy w trakcie brania lekow antydepresyjnych czuliscie sie niekiedy jakbyscie w ogole stracili zdolnosc do wyrazania prawdziwych uczuc,milosci? Czy nie czuliscie,ze one w Was zablokowaly to co najpiekniejsze?Ograniczyly Was w jakis sposob?
Czasami w ogole juz nie wiem co o tym wszystkim myslec,tak bardzo chcialabym byc taka jak dawniej...byc pewna,ze naprawde kocham...:(
Niestety ta okropna nerwica uderzyla w to co dla mnie najwazniejsze,podstepnie wdarla sie w moje zycie i okradla z tego co najpiekniejsze...
Pozdrawiam Was kochani!!Trzymajcie sie!
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Kaczuszka2 13 lis 2008, 16:53
Witam. Mam 25 lat. Skonczylam studia w Polsce i wyjechalam za granice. Chcialabym podzielic sie tutaj czyms bardzo osobistym i mam nadzieje ze zostane pozytywnie przyjeta przez innych uzytkownikow tego forum.
Wiec przechodzac do meritum:
Zaczelo sie dosc niewinnie. myslalam ze mam zwykle problemy radzenia sobie w stresowych sytuacjach. np podczas publicznych wystapien podczas studiow potrafilam stracic kompletnie mysl przewodnia mojej wypowiedzi zaczac gadac jakies bzdury ale suma sumarum zawsze udawalo mi sie to jakos wyprostowac. na 2 roku studiow poznalam chlopaka w ktorym zakochalam sie doslownie z dnia na dzien. bylo to uczucie odwzajemnione. niestety za kazdym razem jak sie z nim spotykalam czulam przerazliwy stres.towarzyszylo temu kolatanie serca, mialam trudnosci w prowadzeniu normalnej rozmowy na luzie. Zaczelam wiec pic. Pilam za kazdym razem przed spotkaniem z nim. Czasami mi to pomagalo i wtedy mielismy "dobry czas"...a czasami 2 lub 3 piwa to bylo za malo zeby zagluszyc objawy stesowe. relacja ta trwala ok 6 miesiecy. Wspominam ten czas jako kompletne rozczarowanie swoja osoba. Jako walke samej z soba. Probe bycia soba w relacji z mezczyzna w ktorym jestem zakochana. Niestety nie udalo mi sie wygrac tej bitwy. Zaczelismy postrzegac siebie bardzo negatywnie. Wspolne spedzanie czasu bylo bardzo nienaturalne dlatego ja powiedzalam dosc i zerwalam ta znajomosc. Obecnie mieszkam w Amsterdamie. Przyjechalam tutaj poniewaz zawsze marzylam o podrozowaniu i chcialam szlifowac umiejetnosci jezykowe. W marcu br poznalam chlopaka-Anglika. Nasza znalojosc zaczela sie zupelnie normalnie. Kiedy sie poznalismy oboje bylismy na etapie cieszenia sie zyciem tutaj, palenia trawki i spedzania wieczorow w pubach. Wydawalo mi sie za mam bardzo dobry kontakt z moim chlopakiem az pewnego dnia na spotkaniu zaczelam odczuwac podobny stress jaki wywolywal we mnie moj poprzedni partner. Objawialo sie to proba unikania kontaktu wzrokowego i w zasadzie udawaniem ze wszystko jest wporzadku ale unikaniem szczerego patrzenia w oczy. Raz w tramwaju chlopak powiedzial mi ze czasami patrze na niego jak niewidoma osoba. Nie odezwalam sie bo nie wiedzialam co powiedziec. W tym przypadku jednak bylo troche lepiej gdyz te napady stanow stresowych pojawiely sie tylko od czasu do czasu, nie za kazdym razem jak to bylo w przypadku pierwszego chlopaka. Mimo to wrocilam do starego schematu picia przed randkami i modlenia sie zeby mnie “nie dopadlo”. Jest to bardzo dziwne uczucie i zastanawiam sie jak to wogole jest mozliwe. W sobote mija 6 miesiecy odkad jestesmy razem. Wiem ze go kocham. Wiem ze on mnie kocha. Ale wiem ze to nie jest normalne w jaki sposob oboje zyjemy w tej relacji. Mieszkamy razem. Zawsze jak wracam z pracy jestem przez przynajmniej 15 minut zestresowana i kompletnie “nie soba” do czasu kiedy sie uspokoje. Czasami wywoluje sztuczna awanture zeby odwocic jego uwage od mojego nienaturalnego zachowania. Czasami przed przyjsciem do domu zagladam do baru zeby troche sie rozluznic. Bardzo duzo placze w domu poniewaz nie radze sobie z tym stresem i wywoluje to u mnie napady histerii. Uslyszalam rade zeby porozmawiac z chlopakiem szczerze o swoich lekech i stresie. Zrobilam tak. Wysluchal mnie bardzo uwaznie i okazal wsparcie. Bylimmy szczesliwi przez nastepny miesiac. Czulam sie soba. Przestalam pic po barach. Myslalam ze jestem uratowana. Ale niestety tydzien temu wszystko wrocilo na nowo. Niestety ten problem nie dotyczy tylko jego osoby. Spacerujac raz z kolezanaka z pracy pomyslalam sobie jak to mozliwe ze z nia czuje sie naturalnie, spacerujemy sobie opowiadamy rozne historie i niekoniecznie czaly czas utzymujemy kontakt wzrokowy ale czujemy sie rozluznieni. Spacerujac tak i prowadzac w myslach taka analize zaczelam nagle odczuwac moj lek i przestalam na nia spogladac wogole. Nastepnego dnia bylo juz bardzo sztucznie i od tego czasu nasze relacje juz nigdy nie byly jak dawniej. Widujemy sie codziennie w pracy ale raczej sie unikamy. To bardzo dziwne ale w takiej sytuacji wydaje mi sie ze ta druga osoba tez ma taki problem jak ja. A moze ja to indykuje? Ja wywoluje taka relacje w innych ludziach? Nikt nie lubi przebywac z kims z kim nie czuje sie rozluzniony i spojrzenie tej osoby zwyczajnie krepuje nas. Taki schemat powtorzyl sie w moim zyciu jeszcze z kilkoma osobami. Z czescia z tych osob nie utrzymuje juz kontaktu wogole z czescia jestem zmuszona sie widywac i te spotkania tylko przypominaja mi jak bardzo i w jak krotkim czasie jakas nieznana sila zniszczyla moje zycie. Zycie jakie teraz prowadze przypomina jakas straszna gre. Nic nie jest naturalne. To co tutaj przedstawilam to tylko zarys mojej historii. Mam jedna przyjaciolke z ktora zawsze sie czuja dobrze ale jak probuje z nia porozmawiac o swoich stanach ona zawsze daje mi ta sama rade zebym zerwala z chopakiem skoro nie czuje sie z nim dobrze. Ale to bedzie kolejna przegrama walka o milosc i kolejna ucieczka w samotnosc. Calkowite poddanie sie. Zmiana otoczenia, moze miejsca zycia i zaczynanie wszystkiego o zera i prawdopodobnie w nowym miejscu schemat sie potworzy. Uswiadomilam sobie juz dawno ze jestem osoba niesmiala z natury udajaca pewnosc siebie, czasami nawet z bardzo dobrym skutkiem tak ze ludzie potrafili mnie nawet nazwac przebojowa. Mam rowniez opinie bardzo atrakcyjnej dziewczyny(fizycznie). Skad zatem bierze sie moje nienaturalne zachowanie i napady leku i stresu w kantaktach z innymi ludzmi? Czy powinnam starac sie z tym walczyc sama czy zwrocic sie do specjalisty? Bardzo ucieszy mnie kazdy mail ktory da mi okazje porozmawiania z kims w 100% szczerze.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
13 lis 2008, 11:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 13 lis 2008, 23:37
Kaczuszko, myślę że ten moment kiedy przypomniałaś sobie tamto uczucie - stres w relacji z facetem - spowodował lęk że to się powtórzy i jakby sama to sobie wywołałaś, pewnie nieświadomie. Teraz najważniejsze to tłumaczyć sobie, że nie ma się czego bać, że to jest inny związek, inny człowiek, musisz nauczyć się ignorować te myśli, ten lęk, bo od tego się zwykle zaczyna. Jak nie zastopujesz tego teraz, potem mogą przyjść kolejne przemyślenia. Uważam że picie czy palenie trawki nie jest rozwiązaniem, ale to Twoja prywatna sprawa, nie mam zamiaru prawić kazań. Może na początek spróbuj nauczyć się odwracać uwagę od tego lęku, czy stresu który się pojawia. Znajdź coś co skutecznie zmieni tok twoich myśli, może to być np. coś zabawnego lub wręcz przeciwnie coś przerażającego na zasadzie terapii wstrząsowej, tak aby Twoje myśli nie powróciły już do tamtego lęku. No i rada którą daje każdy lekarz: sport, zajęcia dodatkowe, z partnerem lub bez, jak chcesz. Wiem że trudno zrealizować, szczególnie o tej porze roku kiedy nic się nie chce, ale może warto.
Jeśli chodzi o to dziwne patrzenie, hmm ja też się czasem na tym łapię, rozmawiam z kimś i jak zahipnotyzowana gapię się w jakiś punkt, tak jakbym była nieobecna, ale przecież wszystko słyszę. Jak ktoś zwraca mi uwagę, mówię grzecznie 'przepraszam, zamyśliłam się' i po kłopocie. U siebie zauważyłam taką dziwną rzecz, że nie umiem patrzeć na rozmówcę, wogóle nie umiem patrzeć ludziom w oczy, jakbym się czegoś bała, zawsze gdy z kimś rozmawiam (nawet z osobą bardzo mi bliską) wodzę wzrokiem dookoła, patrzę przed siebie, ale nie na kogoś, albo wręcz spuszczam głowę. Wiem że to nieładnie i naprawdę z tym walczę, zawsze gdy o tym pamiętam staram się choć przez chwilę zatrzymać wzrok na rozmówcy, robię sobie takie jakby ćwiczenia :)
Piszesz że ludzie nie lubią przebywać w Twoim towarzystwie, ale z drugiej strony skad wiesz? Czy uważasz że gdyby ktoś Cię nie lubił to by na siłę się z Tobą przyjaźnił ? Uwierz mi ludzie nie są aż tak dobroduszni by spędzać czas z osobą której nie lubią :) Gdyby naprawdę nie tolerowali Twojej obecności napewno by się z Tobą nie spotykali. Osoby z niską samooceną, często z góry zakładają że inni ich nie polubią, bo oni sami siebie nie lubią, więc jak ktoś obcy by mógł? Faktem jest że poznając osobę liczy się pierwsze wrażenie, osoby takie jak my często sprawiają wrażenie zamkniętych w sobie, niesympatyznych, ogólnie nie wartych uwagi, głównie przez to że sami jesteśmy do tej nowej osoby nastawieni sceptycznie. Zyskujemy dopiero przy bliższym poznaniu, dzięki temu mamy kilku prawdziwych przyjaciół a nie tłum koleżanek i kolegów :)
Nie wiem czy cokolwiek Ci pomogło to co napisałam, ale ja to sobie tak tłumaczę. W tym calym moim pesymiźmie staram się uczyć znajdować pozytywne strony, a może kiedyś nawet zostanę optymistką :)
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 16 lis 2008, 22:11
a ja nie wiem co napisac, nie wiem co robic zeby to przeszlo. patrze na niego, nie podoba mi sie z wygladu, analizuej jego zachowanie, wszystko jest na nie. jednak jestem z nim i bede. nie umiem odejsc, boje sie rozstania. nie odejde. musze pokochac :(
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 17 lis 2008, 09:50
Folkini napisał(a):5) I to chyba najgorszy objaw- napadowy lęk, taki stres bardzo nieprzyjemnny, wykańczający od środka. Takie jakby ciągłe nabuzowanie w środku. On się czasem nasila na kilka godzin a czasem na cały dzień ;/ ma ktoś tak? A biorę tez leki.


Trochę mnie uspokoiłaś, bo mam to od wczoraj wieczorem. Idę dzisiaj pierwszy dzień do pracy i oczywiście natręctwa nie dotyczą pracy ale związku. Stresując się pracą, boję się, że związek się rozpadnie. Idiotyczne, nie? I właśnie jest to w formie lęku napadowego. Boję się, ale nawet mi trudno powiedzieć czego...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 17 lis 2008, 17:49
a ja mam ciagle od 4 miesiecy lęk w sobie, stres.
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gonek 18 lis 2008, 02:34
A ja staram sie zyc normalnie. Wiem, ze Go kocham...uwielbiam z nim byc. Niestety nawet najmilsze chwile czasem jakos mieszaja sie z natrectwami, ale walcze!! Od 4 i pol miesiaca nie plakalam z tego powodu i mysle, ze to bardzo duzy postep. Oczywiscie teraz jak to pisze, to przychodza mi do glowy rozne, glupie mysli, ze pewnie jutro Go zostawie albo ze wole kobiety, ale wtedy wsluchuje sie w jego oddech (spi tu zaraz obok) i jakas radosc mnie wypelnia. Nie chce znowu zaczac tabletek, bo one mnie oglupiaja-mam wrazenie, ze nie jestem soba (nie mam natretow?). Bo ten stres i skurcz zoladka to jakby czesc mnie teraz. Bardzo glupio to wszystko brzmi. Ciagle sie boje, nie zrozumcie mnie zle. Ciagle mysle, ze pewnie zakocham sie niedlugo w kims nowym, ale staram sie, wierze mocno, ze nam sie uda! Bo spotkalismy sie tu na drugim koncu swiata i nie dam sobie tego odebrac!
Mam nadzieje Konewko, ze bedzie lepiej. U mnie na poczatku (a mam to od hmm...konca grudnia, poczatku stycznia?) bylo strasznie, ciagly placz, ataki dusznosci, musialam wychodzic z pokoju, bo nie moglam na niego patrzec. A teraz zamiast wychodzic mocno sie przytulam i mowie Mu, ze Go kocham. Bo taka jest prawda i wierzmy w to.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
05 lis 2008, 00:55

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 18 lis 2008, 13:05
Ja tez tak mam,ciagle mysle o tym,ze zakocham sie w kims innym :/ Jak o tym mysle,zaczynam panikowac,bo nie chce NIKOGO innego!!Poza tym tez tak czesto mam,ze nie moge patrzec na mojego narzeczonego,jest przystojnym facetem,ale ja od razu wyszukuje w nim wady:(( Czy mieliscie takie fazy kiedy nie podobal Was sie nawet glos Waszego partnera??Czuje sie z tym okropnie,dlaczego doszukuje sie wad w ukochanej osobie wiedzac,ze sama tez je mam?? Dlaczego nerwica akurat musi uderzyc w to co dla nas zawsze najcenniejsze??Czasami sobie mysle,ze wolalabym juz chorowac nawet na cukrzyce czy jakas inna powazniejsza chorobe niz miec nerwice...:(
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gonek 18 lis 2008, 15:02
Mi sie wlasciwie wszystko przestalo podobac. Nie moglam sie tez calowac, bo jakos tak mi dziwnie bylo. Potem zaczelam sobie wmawiac, ze jak nie mam ochoty sie z nim calowac, to znaczy, ze na pewno Go juz nie chce, ze mnie nie pociaga.
aaa i jeszcze te moje sny, takie prawdziwe! Bardzo czesto sni mi sie, ze wlasnie zdradzilam, ze zostawilam, ale zawsze (!) na koncu chce wrocic, tesknie itd. Najczesciej w snach pojawiaja sie ludzie z pracy, Ci ktorych widze codziennie i tak jak mi sie czasem przysni, ze spalam z kims z pracy, to potem sobie 2 dni wmawiam, ze sie pewnie z tej osobie zakochalam, potem starajac sie odpedzic te mysli, one wracaja ze zdwojona sila, wiec wtedy juz jestem "pewna" ze kocham ta inna osoba, bo przeciez nie moge przestac o niej myslec. Na szczescie po tygodniu mi przechodzi i najczesciej, w sumie za kazdym razem tak bylo, zapominam i juz nigdy ta mysl nie wraca. Dziwne to wszystko.
Marze o terapii, ale wlasnie tutaj to moge sobie tylko pomarzyc.
Trzymajmy sie i wierzmy w to, ze bedzie dobrze. :roll:
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
05 lis 2008, 00:55

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 19 lis 2008, 09:48
Sny to największy koszmar. Śnią mi się faceci, którzy podobają mi się na jawie (ale podobają, a nie od razu chcę Marcina z nimi zdradzić). Budzę się pełna wyrzutów sumienia, a jak jeszcze zobaczę tę osobę danego dnia to lęk urasta do wielkich rozmiarów.

Zaczęłam pracę i podobno miało być super. Skoro piszę, to wiadomo, że nie jest. Rano dajemy sobie tylko buzi i zaraz Marcin wychodzi, ja wstaję po godzinie, idę do pracy, prosto stamtąd na zajęcia i do domu na około 18, jak on wraca. Ale oczywiście jestem zmęczona, mam wszystkiego dosyć, a poza tym zazwyczaj muszę coś zrobić na następny dzień. W efekcie nie mamy prawie dla siebie czasu. Oczywiście dla każdego byłoby to normalne, ja oczywiście to widzę jako początek rozpadu związku, boję się, że się od siebie oddalamy i doszukuję niewiadomo czego. Mam wrażenie, że nie chciałam zacząć pracy, bo obawiałam się właśnie tego. Moim zdaniem po prostu się zaczynam oduzależniać, bo moje uczucie od pewnego czasu przybrało formę narkotyku. A ja zamiast się cieszyć, to zaczynam się bać, bo nie potrafię chyba inaczej kochać niż uzależniając się od drugiej osoby :(
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 19 lis 2008, 10:38
witajcie i wybaczcie pesymistyczny ton. u mnie lichawo... na pewno za sprawa ksiazki karen horney "neurotyczna osobowosc naszych czasów" w ktorej autorka pisze o neurotycznej potrzebie milosci i wszystko zgadza sie ze mna. to zabieganie o kochanie, akcetacje i uznanie innych, a jednoczesni zazdrosc i krytyka wobec ludzi... eh. wg niej neurotyk nie potrafi kochac... mam wrazenie ze swiat mnie chce zniszczyc. drugi powod to tak jak u was faceci, o matko. :( co ja z tym mam. spodobalam sie z miesiac temu takiemu kubie, przystojny chlopak, gdybym byla zdrowa podobalby mi sie. w momencie kiedy przyjaciolka zadzwonila z wiescia ze ja tez podobam sie kubie ja dostalam ataku paniki, agresji, zgonilam wszystko na nią. bo to ze mu sie podobam chyba taka mi sprawilo przyjemnosc [to chyba normalne przy komplementach?] ze od razu pomyslalam ze ja tez jestem w tym czlowieku zabojczo zakochana. on od kilku dni ma dziewczyne a ja zastanawiam sie czy nie jestem zazdrosna i rzeczywiscie - jestem. zabijcie mnie.... :(
w dodatku wszyscy trąbia jaki to ten Kuba nie jest przystojny.... a mi sie Andrzej zupelnie teraz nie podoba wiec jestem załamana. Nie wiem jak u Was ale moj chlopak to najnormalniejszy facet na swiecie, zadne bozyszcze, ale kiedys bylam z nim szczesliwa i wydawal mi sie najpiekniejszy. teraz kojarzy mi sie z natrectwem, jestem wrecz przekonana ze go nie kocham.... ma sa kra....
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez vendetta84 19 lis 2008, 20:27
witajcie dziewczynki, moge sie przyłaczyc??

od jakiegos czasu tez mam natrectwa zwiazane, z tym czy kocham mojego ukochanego... :( :( mam takie jazdy...łącznie z tym, że pewnie jestem less, i podobaja mi sie kobiety :shock:
jestem z nim 6 lat, kocham nad zycie, ale przez te natrety mam dosc wszystkiego!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
16 lis 2008, 20:39

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do