Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 26 paź 2008, 13:37
Aga25. święte słowa, z całego serca dziękuję Ci [w imieniu wszystkich] że jesteś i piszesz nam tak mądrze. Chciałabym być już taka silna.. . :(
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 28 paź 2008, 12:04
Te słowa są niestety bardzo prawdziwe, ale jak ciężko z tym wszystkim walczyć...Mnie dręczą od miesiąca myśli, że nie mamy wspólnych sposobów spędzania czasu. Co pewien czas uświadamiam sobie, że to bzdura, bo związek to nie szkoła, gdzie jest plan lekcji i że jak on wraca z pracy, to będziemy robić to i to, a potem to i to i tak w nieskończoność. Efekt jest taki, że mój facet wkurza się, że zaplanowałam mu cały czas i żebym spróbowała też coś porobić sama. Wiadomo, że wszystko jest powtarzalne i nie da się ciągle wymyślać czegoś nowego. Możemy razem oglądać filmy, jakieś programy w tv, robić jedzenie, grać na kompie, grać w monopol czy scrabble, spacerować, chodzić na wystawy, a ta ilość się nie zwiększa. I to mnie przeraża. Że robimy znowu coś takiego samego, pomimo że sobie tłumaczę, że ważne, że robimy to razem. Że uwielbiamy rozmawiać, dyskutować ze sobą. Tłumaczenia nic nie dają i tylko wiecznie się boję...A dziś przeczytałam na jakimś forum, że skoro ktoś nie wie, co może robić z drugą osobą, to znaczy że się z nią nudzi i szuka uzasadnienia dla istnienia związku, i wpadłam w panikę. Czy ten koszmar się kiedyś skończy??
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 31 paź 2008, 15:29
Ago masz rację, też zauważyłam że nie umiem się cieszyć tym co mam, nie umiem cieszyć się życiem a co za tym idzie nie umiem żyć, bo wciąż jestem nieszczęśliwa, nawet wykonując najprostsze czynności wciąż myślę :(
Za oknem świeci słońce a ja siedzę i płaczę, bo pomyślałam że jestem z mężem z litości. Jeszcze przed ślubem zastanawiałam się co by było gdybym odeszła, i pierwsze co to wpadło mi do głowy, że co on by beze mnie zrobił, byłby smutny, nie znalazłby już nikogo, zostałby sam. I tak bardzo mi się przykro zrobiło. Oczywiście wiem że można to podciągnać pod objaw miłości, że myślę o tej drugiej osobie, że chcę ją uszczęśliwiać, ale mnie wygodniej jest myśleć że to litość, że nie myślę o swoim szczęściu tylko o szczęściu innych, że robię wszystko aby inni byli zadowoleni, a zapominam o sobie. Czasem mam wrażenie że nie zasługuję na to życie, że tylu ludzi ginie, a przecież oni umrzeć nie chcieli, a ja żyję i nie robię nic tylko narzekam. Czasem żałuję że nie mam na tyle odwagi by z tym skończyć, to by wszystkim ułatwiło sprawę.
A wracając do nerwicy, to czasem mam okropną myśl, że mąż jadąć w delegacje umrze, i będę miała 'problem z głowy' - i nienawidzę się za to. Czasem stoję w tym domu i myślę " co ja tu robię, przecież nawet go nie kocham" i powtarza mi się w głowie "nie kocham go, nie kocham". Jak odwiedzają nas znajomi czy jego rodzice, to czuję jakbym wszystkich oszukiwała, że wcale go nie kocham, że nie jesteśmy szczęśliwi, a wszyscy myślą że jest inaczej. Myślałam że po ślubie będzie lepiej, ale nie radzę sobie :(((
Już nic mi się nie chce, nie chcę już mieć z nim dzieci, choć chcieliśmy przed ślubem i staraliśmy się, a teraz unikam seksu, od miesiąca nie współżyliśmy.
Mimo że logicznie wszystko rozumiem, że umiem to wytłumaczyć, to na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy od ślubu czułam szczęście. Nie wiem co jest ze mną nie tak.
Nawet nie wiecie jak bardzo czekam już na tą wizytę u lekarza, jeszcze tylko miesiąc, ale tu też czuję lęk, bo przecież może wmawiam sobie nerwicę, może wcale nie jestem chora tylko po prostu go nie kocham. I co wtedy?
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mieciu 31 paź 2008, 16:55
Amandio nie wiem czy stety czy niestety ale raczej masz nerwicę, a przynajmniej problemy z emocjami. Zaczynasz "wariować" bo myślisz, że coś jest nie tak. Wszyscy mamy dokładnie takie same myśli a juz dwóm osobom udało się z tego wyjść. Więc walczmy i wyjdźmy z tego także. Daj znać jak tam u lekarza.
pozdrawiam
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 31 paź 2008, 17:46
No ale jeśli wobec tego nerwica jest znakiem, aby sie z nim nie spotykac? może nie ustąpi dopóki sie nie rozstaniemy?
Sami widzicie że na jedną pozytywną myśl mam kilka-kilkanaście nagatywnych. Ago podziwiam Cię że Ci się udało, ja mimo tego że na logike rozumiem mechanizm nerwicy, to wciąż w to wątpię, wciąż podważam to logiczne myślenie, wciąż szukam tego uczucia, tej miłości do męża w sobie. Tylko po co? jak to przerwać :(
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 01 lis 2008, 13:27
doskonale Was rozumiem, niestety to co mamy jest chyba najgorszym przypadkiem.. bo wiaze sie z drugim czlowiekiem, ktorego nie chcemy ranic. Caly ciezar spoczywa na nas,przytlacza . Nerwica to nie bol zeba, ze wiemy jasno o co chodzi, idziemy do dentysty, lykamy lek przeciwbolowy czy wyrywamy zeba. Ja nawet nie wiem czy to nerwica, a bardzo chcialabym zeby nią byla
chcialabym kochac Andrzeja, byc pewna tej milosci, nie bac sie ze go zostawie, zdradze. Wiem ile ten czlowiek moze dac mi dorbego...
jest źle... niesttey.:(
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Pstryk 01 lis 2008, 18:25
konewkaa napisał(a): Ja nawet nie wiem czy to nerwica, a bardzo chcialabym zeby nią byla chcialabym kochac Andrzeja, byc pewna tej milosci, nie bac sie ze go zostawie, zdradze. Wiem ile ten czlowiek moze dac mi dorbego... jest źle... niesttey.:(


Szczerze mówiąc, nie mam już pojęcia, czy problem leży w nerwicy czy nie umiejętności kochania.
Pstryk
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 01 lis 2008, 19:30
zajebisty jestes pstryk
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Pstryk 01 lis 2008, 20:39
Jestem kobitką to raz po drugie czy Cię jakoś uraziłam :?: Być może powinnam dopisać, że znajduję się w tym samym punkcie co Ty konewkaa i to co napisałam dotyczy raczej mnie niż Ciebie. Wiele osób mówi mi, że tego typu dylematy wynikają z problemów, z którymi się borykam ale przestaję w to wierzyć: bardziej trafia do mnie ta druga opcja... Przepraszam, nie wyraziłam się jasno ;)
Pstryk
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 01 lis 2008, 21:24
Przepraszam, unioslam sie, ale tak latwo teraz mnie zdolowac. Ja bardzo chce kochac tego czlowieka, nie chce ciagle sie zakochiwac, wmawiac sobie milosc. Chce kochac Andrzeja. Na pewno mam zaburzenia neurotyczne, to byla natretna mysl ktora rozbila mi swiat na czynniki pierwsze. ...
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mag27 01 lis 2008, 22:40
Witajcie! Chciałabym się przyłączyć do dyskusji i opowiedzieć swoją historię.
Jestem w związku już 8 lat, poznałam mojego partnera w wieku 19lat. Bardzo szybko zamieszkaliśmy razem, zaczęliśmy prowadzić wspólne życie. Romantyczną miłość przysłoniła szara rzeczywistość...Oboje mamy trudne charaktery, pochodzimy z rozbitych rodzin. Co tu dużo mówić- nie jest kolorowo i przez większość wspólnych dni nie było.
Przychodziły momenty, gdy myślałam, że jestem z Nim z przyzwyczajenia lub dlatego, że boję się odejść. Wyszukiwałam w Nim różne wady, myślałam, że jest nieatrakcyjny.
Jak ktoś powiedział o Nim złe słowo, natychmiast sądziłam, że ta osoba ma rację i że gorzej już trafić nie mogłam.
Ale wiecie co, życie przyniosło z czasem rozwiązanie.
Przekonałam się, że chcę z Nim być, gdy zaczął wyjeżdżać na dłuższe pobyty za granicę.
Dopiero wtedy odkryłam, jak bardzo mi na Nim zależy, jaki jest dla mnie ważny, jakie to wspaniałe, gdy robi poranną kawę :-)
Obecnie też jest poza domem, a ja oddałabym tak wiele, by był ze mną. Widzę teraz Jego dobre strony i każdego dnia modlę się, aby nic złego Mu się nie przytrafiło.
Zmagamy się z rozłąkami już od ponad roku ( oczywiście z przerwami ).
Z racji tego, że dopadła mnie depresja i od dawna mam nerwicę, wycofałam się z wielu aspektów życia...To, że jest jeszcze ktoś, kto pomimo odległości pamięta o mnie, troszczy się, wspiera choćby smsem- daje wiele!!!
Wiem, że muszę się pozbierać dla nas, dla Niego. To mnie mobilizuje, pomaga przetrwać chwile paniki, pozbierać rano z łóżka. Inaczej nie widziałabym już sensu.

Może ktoś z Was będzie w stanie na podstawie mojej wypowiedzi dojść do wniosku, że naprawdę kocha swojego partnera i że bez niego byłoby znacznie smutniej i trudniej. A to, że myślimy, że nie kochamy, to pewnie jest wynik różnych życiowych okoliczności, a może właśnie tej podstępnej nerwicy :roll:

Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło
Mag27
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
21 paź 2008, 21:02

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 01 lis 2008, 22:49
konewko ja zauważam u siebie taką prawidłowość, że przychodzą coraz to nowe myśli na kolejne tematy. Jak kończy mi się temat pt. Czy go kocham czy nie, czy podoba mi się facet w tramwaju, czy też nie itd..., to przychodzi kolejna myśl która działa w ten sam sposób, a więc np: czy jestem lesbijką czy nie? a może jestem lesbijką, ale chce to ukryć, nie moge sie z tym poodzić i zmuszam się do bycia z facetem, a marzę o kobiecie, albo wogóle może jeszcze o tym nie wiem?.... Tak więc zauważając u siebie anologiczny tok myślenia w coraz to kolejnych sprawach (oczywiście te różne sprawy w kółko powracaą), zaczynam upewniać się że to nerwica. A skoro to nerwica, to może moje obawy i lęki są bezpodstawne, może te wszystkie myśli to tylko reakcja na lęki, nieumiejętność radzenia sobie z emocjami. Może jestem zupełnie normalną osobą, tylko bardziej wrażliwą niż inni, może wystarczy pójść do lekarza który wskaże mi drogę i będę umiała poradzić sobie z NN. Jeden z lekarzy powiedział mi że neurotycy to bardzo inteligentni ludzie, mamy wysoko rozwiniętą wyobraźnię, niektóre bodźce odbieramy inaczej (bardziej intensywnie) niż inne osoby. Myślę, że coś w tym jest, myślę że to także z tych powodów zaczynamy myśleć i analizować różne zdarzenia, zamiast skupiać się na teraźniejszości. Ja 'uwielbiam' wyszukiwać swoje 'dziwne/podejrzane' zachowania z przeszłości, a potem podpisuję je pod różne skłonności (np. homoseksualizm), analizuję i zastanawiam się w jakim stopniu mogą świadczyć o tym że jestem np. lesbijką, albo kocham mojego błego faceta, a nie obecnego. Często zapominam o fakcie, że nerwicę mam od około 2 lat, wcześniej miewałam lęki, ale nie myślałam i nie bałam się rzeczy których zaczęłam bać się nagle w ciągu tych ostatnich 2 lat. Tak więc jak znaleźć sposób na to by przestać myśleć o tym wszystkim, by nie zagłębiać się w to co było, albo nie zastanawiać się co by było gdyby i nie obwiniać się o to?

Mag27 dziękujemy ci za twój post, nam tu bardzo takie wsparcie potrzebne:)
Większość z nas zdaje sobie sprawę, że mimo tych myśli (ten nerwicy) nie opuści swoich partnerów, ale cóż tak to już z nami jest, lubimy sobie coś na 'zapas' wymyśleć.

---- EDIT ----

chciałam jeszcze dodać:

Mag27 dziękujemy ci za twój post, nam tu bardzo takie wsparcie potrzebne:)
Większość z nas zdaje sobie sprawę, że mimo tych myśli (ten nerwicy) nie opuści swoich partnerów, nie zmieni orientacji, czy nie zachoruje nagle na jakąś straszną chorobę ale cóż tak to już z nami jest, lubimy sobie coś na 'zapas' wymyśleć. Chyba najważniejsze to zdawać sobie z tego sprawę i podjąć jakieś kroki by z tym walczyć. A może lepiej zaakceptować NN, na zasadzie nerwica sobie, a my sobie, ona mówi jedno, a my i tak żyjemy własnym życiem i robimy co chcemy. Tylko czemu to takie trudne, jeszcze żeby to były same myśli, ale do tego dochodzą nierzadko duszności, panika, niepokój itd :((
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mag27 01 lis 2008, 23:45
Witaj serdecznie amandia!
Trudno tak na sucho poradzić coś na te natręctwa, trzeba wierzyć, że znikną z upływem czasu, że przyjdzie poprawa.
Czasem zmagam się z różnego rodzaju natrętnymi myślami, w stylu: "co by było, gdyby?".
A one zawodzą mnie na różne manowce...Jestem właśnie typem osoby, która wszystko analizuje, wszystkim się zadręcza.
Ale bardzo wiele próbuję sobie wytłumaczyć na zasadzie autosugestii. Gdy doświadczam paniki, to np powtarzam w myślach: TO NIE JA, TO NERWY, ZARAZ SOBIE Z TYM PORADZĘ! Gdy bardzo źle się czuję fizycznie, to też już tak bardzo nie zwracam na to uwagi, bo wiem, że nie umrę i że to podświadomość płata figle.
Czasami jest to pomocne i pozwala zdobyć odrobinę dystansu do siebie i do sytuacji.
Właśnie tak jak pisałaś- nerwica sobie, a my sobie. No bo naprawdę nie ma innej opcji, jak walczyć z tym cholerstwem i wierzyć, że będzie lepiej :)
Pozdrawiam i miłego wieczoru
Mag27
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
21 paź 2008, 21:02

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 02 lis 2008, 09:17
Witaj Mag27. Jestem pełna podziwu dla tych, którzy z tego wychodzą.
Tylko wiece co... Grunt to wiedzieć - mam nerwicę i walczę z nią. A ja nie mogę podjąć nawet walki, skoro nie wiem.
Obecnie jestem na etapie wyszukiwania w sobie błędów z przeszłości. To wieczne zabieganie o podobanie sie wszytskim facetom, to ja mialam byc naj pod kazdym wzgledem, mieli sie bic o mnie. a jeszcze smutniejsze jest to ze uznalawalam ze wielu kocham, co tydzien. Moglam chociaz napisac ze podobają mi się. Dopiero w zwiazku z Andrzejem stanelam z tą swoją chorą czescia twarzą w twarz. To co mnie przeraza to to ze do Andrzeja tez sobie moglam wmowic uczucie, przeciez zabiegal o mnie. Jak ja mam to z siebie wyplenic, co?
Musze pokochac siebie, watpie ze oducze sie tych chorych nawyków.
No i Andrzej nie podoba sie wszystkim, aja bym wolala zeby wszystkei sie wnim kcohaly. Nie doceniam zupelnie jego milosc, wrazliwosci, troski. Ciagle mysle co inni pomyslą i powiedzą.

Jestem w sytuacji - moim zdanem - bez wyjscia. I zaluje ze tak dlugo sie z tym mecze, moglam cholera juz dawno byc u lekarza. :(
konewkaa
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: EWS i 5 gości

Przeskocz do