Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez jar23 07 paź 2008, 20:32
no ale co masz na myśli??
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
10 sie 2008, 10:25

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 07 paź 2008, 20:47
Nie wiem. Może dziwnie to brzmi. Ale poprostu nie wiem. Ja bym poszedł i powiedział komuś o tym ze szczegółami. Może to nic złego. Ale może coś czym warto się zająć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez jar23 07 paź 2008, 20:53
no wiesz, poszedłem do terapeuty, który cały czas twierdzi ze to kolejny objaw mojej nerwicy lękowej, na którą cierpie juz 4 lata. No ale chciałem na forum podpytać czy miał ktoś z Was podobne przeżycia..
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
10 sie 2008, 10:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 07 paź 2008, 20:58
Ja pytałem o leki - bo SSRI dają czasami taki efekt osłabienia emocji/uczuć. Jest on często też pożądany. Ale to widać nie to.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez jar23 07 paź 2008, 21:08
no z leków to bralem velafax jakies 2 lata temu przez 3 miesiące i ostatnio pramolan na noc jak spać nie mogłem, ale to tak doraźnie...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
10 sie 2008, 10:25

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 08 paź 2008, 12:22
To chyba nie może być to - tak duży odstęp czasu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mieciu 08 paź 2008, 13:51
Leki faktycznie dają czasem taki efekt ale bardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak to co powiedział terapeuta. Jeśli tłamsisz w sobie jakieś emocje ( a MY wszyscy tłamsimy różnorakie) to po jakimś czasie wszelkie emocje znikają. Ale spoko potem się znowu pojawiają a potem znowu znikają aż do wyleczenia. Nie przejmuj się ( tak jakby można było nie przejmować się takim gównem jak nwerwica...) to całkiem "normalny" objaw śmierdzącej nerwicy.
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 08 paź 2008, 22:56
kapralis bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź. Opisałeś dokładnie to co ja przeżywam. Do ślubu coraz bliżej, a ja mam coraz większe zmiany nastrojów, od płaczu, przez panikę, nadzieję i radość. Cały czas szukam przyczyn na NIE, wszystko nagle mi przeszkadza, narzeczony mnie denerwuje, wyolbrzymiam jego wady, zapominam o zaletach, jego rodziców uważam za okropnych, wręcz czuję do nich niechęc. Myślę o tym że może jestem za młoda, że teraz jest moda na 'single', może i ja powinnam jeszcze pożyć, a nie wpakować się w garnki i dzieci. Już mam nawet watpliwości co do charakteru uroczystości, choć przecież sama 'uciekłam' przed wielkim weselem i tłumem gości. Nie umiem sobie wogóle wyobrazić siebie mówiącej tą przysięgę, jak pomyślę o dniu ślubu nachodzą mnie mdłości, wciąż pytam wszystkich czy dobrze robię, ale nikt nie umie, nie chce mi odpowiedzieć, boję się patrzeć na nasze obrączki. Masz rację mam dni kiedy bez namysłu wyszłabym za mąż, ale im więcej mam czasu tym bardziej się stresuję i tym więcej myślę. I to myślenie jest zgubne, sądziłam że miesiąc wyprzedzenia to na tyle mało że nie wpadnę znów w panikę, i lęki mnie nie dopadną, niestety myliłam się. Kompletnie nie wiem jak z tym walczyć, nie mam już na nic ochoty, wiem że gdybysmy zrezygnowali znów ze ślubu wszystko wróciłoby do normy, znów byłabym szczęśliwsza niż w tym momencie, spokojna, ale ile razy można to odkładać, być może nigdy nie znajdę odpowiedzi na pytanie "Czy go kocham?Czy to miłość?" Nie chcę też czuć się przymuszona do ślubu, bo goście już zaproszeni, bo obrączki kupione, po prostu w pewnym momencie zaczynam czuć że nie mam wyjścia, że wszystkie drzwi się zamykają, i wtedy zwyczajnie zaczynam się dusić, histeryzować - do tej pory nie powiedziałam o ślubie w pracy, nie mówię też koleżankom, bo dzięki temu mam wrażenie że jeszcze mogę się rozmyśleć. Sama sobie zaczynam zaprzeczać, prowadzę jakąś wewnętrzną wojnę :/
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 09 paź 2008, 09:13
Kapralis, tak bardzo dziękuję Ci za te piękne i ciepłe słowa, jesteś bliski mojemu sercu, bo przecchodziłeś to co ja przechodzę teraz. Tak pięknie piszesz o tym, że zawsze byłeś SZCZĘŚLIWY, tylko o tym nie wiedziałeś...

Ja wyszłam za mąż mino tych stanów, bo nie wyobrażałam sobie rozstania - może jednak wyobrażałam, ale nie chciałam, za żadne skarby nie chciałam się z NIM rozstawać. Tylko teraz tak trudno jest mi przywołać te myśli. Cieszę się ogromnie, że po slubie się u Ciebie wszystko zmieniło, ja niestety nie mogę tego powiedzieć. Ciągle jest we mnie ta blokada przed moim mężem, ciągle wewnątrz wszystko krzyczy, że nie nie tylko nie On. Ta niechęć, rozpacz, obłęd. Wczoraj miałam tki kryzys, że myślałam, że nie ma już wyjścia. On powiedział mi nagle, że doskonale wie, że Go nie kocham. Bo nie spojrzę na Niego czule, nie wykonam żadnego ciepłego gestu w Jego stronę, a jak mam to zrobić kiedy mnie od Niego odpycha, kiedy się Go lękam choć nie wiem czemu? Przecież ja tak tego nie chcę, co się we mnie takiego stało, że tak zaczęłam reagować. Ciągle czuję, że nie kocham, tylko dlaczego nie mogę? Dlaczego nie mogę Go kochać? W obecnej sytuacji wydaje mi się, że zniszczę mu życie, i po co i był ten ślub? Byłam nieuczciwa, egoistką, powinnam była odejść... tylko, że ja tak bardzo nie chciałam !!!!! Dlaczego przez takie myślenie, takie zachowanie miałam reagować z tej miłości? Ja chcę być normalna... ja chcę wiedzieć co się stało, że nie mogę być szczęśliwa, że jednego dnia pojawiła się niechęć - i dlatego tak to boli??

Jestem zrozpaczona, boję się, że On też pewnego dnia zamknie się na mnie, staniemy się dla siebie obcy... Nie widzę już wyjścia z tej sytuacji. Zaczynam dzisiaj znowu nową psychoterapię, w nowej kobiecie jest moja jedyna nadzieja. Choć boję się, że ona otworzy jakiś fragment mojej duszy, który powie, że ja naprawdę nie kocham, że nie powinniśmy być razem - a wtedy to ja już nie chcę żyć..
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 09 paź 2008, 19:50
Własnie konewko skąd wiedzieć że to nerwica a nie rzeczywistość. Zadaje sobie te same pytania, jak to jest? czy kocham mojego faceta, a nerwica mi podpowiada że jest inaczej, czy go nie kocham, a moje reakcje to jakiś system obronny, take wołanie: nie rób tego? Wiem że można wziać ślub, i można się rozwieść, ale nie chcę przysięgać z takim nastawieniem. My mamy piękne chwile, kiedy czuję że to ten, gdy jestem szczęśliwa. Niestety przewaga jest tych chwil w których się boję, kiedy sama nie wiem czego chcę, nie mam pojęcia po co sobie to robię. Jesteśmy razem tyle lat, myślę że jest nam dobrze, tak ogólnie. Tylko ja się męczę sama ze sobą, trudno mi to wytrzymać, wiem że go krzywdzę, że nie zasługuję na takiego człowieka, mimo jego wad, mimo tego że często się kłocimy, i że wiele rzeczy mnie w nim denerwuje (przynajmniej im bliżej ślubu tym więcej widzę negatywów). Jak to odróżnić, jak nauczyć się z tym żyć.
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 12 paź 2008, 09:52
Cześć. Pięć dni temu odstawiłam lek, i teraz zaczęło się dziać coś totalnie dziwnego. Mianowicie czasami wydaje mi się, jakby to, co się dzieje, było snem, a sny z kolei są strasznie sugestywne. Z godzinę po tym, jak się obudzę, myślę o tym, co mi się śniło i czasem ta rzeczywistość snu wydaje mi się bardziej atrakcyjna. Zaczęłam panikować, że już wariuję :/ Moja terapeutka nic na to nie powiedziała, ale widziałam, że była zaskoczona. Mieliście kiedyś coś takiego?
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 14 paź 2008, 11:14
Konewko mam podobnie, bardzo łatwo mi się czymś zasugerować, waśnie opisałam taki przykład sugestii snem w wątku Natręctwa.....
Czy zakochać można się po pewnym czasie? Myślę że tak. Jedni zakochują się szybko, inni potrzebują na to więcej czasu. Bo miłość to skomplikowane uczucie, składajace się z wielu czynników, jedna osoba dorzuci więcej przyjaźni, inna sexu, ktoś inny więcej zaufania - tak jak z ciastem, proporcje składników mogą być różne a ciasto i tak się uda :)
Wiem że łatwo mówić, ale nawet mnie trudno to zrozumieć i przestać szukać, tej wyidealizowanej miłości.

PS. Może przenieśmy się do tamtego wątku, będzie łatwiej czytac :)
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 26 paź 2008, 10:28
Ja też się dowiedziałam z tego forum i nie wydaje mi się, żebym sobie to wmówiła, chociaż wątpliwości się pojawiają. Tak naprawdę żyję dla chwil, kiedy jestem pewna swoich uczuć...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 26 paź 2008, 13:00
Witajcie!
Widzę że sporo osób nowych pojawiło się na tym forum to smutne ale tak na dłuższą metę nerwica to bardzo ważna lekcja w życiu. Przede wszystkim możecie poznać siebie tacy jacy jesteście naprawdę a nie wyobrażeniami i iluzjami nt własnej osoby. To czego ja się dowiedziałam o sobie to to, że ja w niczym innym nie różnię się od innych ludzi. Nie jestem ani lepsza ani gorsza od innych jestem po prostu człowiekiem. Zrozumiałam jak płytkie i egocentryczne było moje myślenie nt ludzi i świata i jak niewiele było mnie w chwili bieżącej. Żyłam jakimiś durnymi wyobrażeniami nawet teraz kiedy jadę np tramwajem zdarza mi się uciekać w rozmyślania na różne tematy jednak kiedy czuję, że wgłębiam się w te wyobrażenia mówię sobie "Aga koncentruj się na tym co dzieje się tu i teraz, co dzieje się w danej chwili wokół Ciebie". Prawda jest taka, że neurotycy uwielbiają rozmyślać o przyszłości (zazwyczaj jest ona beznadziejna) jednak nie zdają sobie sprawy, że przyszłość kreujemy w chwili bieżącej. To co robimy teraz albo czego nie zrobimy teraz waży na naszej przyszłości. Pewno zastanawiacie się dlaczego tak mało wiecie o sobie, a odpowiedź jest bardzo prosta jak macie wiedzieć jacy jesteście skoro stale rozmyślacie o sprawach które nic o was nie mówią. W przypadku myśli przewodniej w tym temacie jest dokładnie tak samo. Ilu z was pomyślało ile daje radości drugiej osobie już samym faktem że jest przy niej? Ile sami wkładacie wysiłku i pozytywnej energii w wasz związek? Jak bardzo wiele wasz związek was uczy i pozwala wam się rozwijać? Ile ciepła wy możecie dać swojemu partnerowi? Ale oczywiście nie macie na to czasu bo zamiast obserwować siebie zastanawiacie się nad tym kocham nie kocham i tak do śmierci a życie przepływa wam przez palce bo pozwalacie aby wami rządził lęk. Odsuwacie się od partnera/ki bo boicie się że wtedy pojawi się myśl ale o to właśnie chodzi w tej chorobie aby zablokować w was te wspaniałe uczucia, które tkwią w was. Moją metodą na nerwice było robienie wszystkiego na odwrót. Skoro nerwica to lęk to powiedziałam sobie, że nie chcę się bać, będę parła do przodu bo wierzę że podjęty przeze mnie wybór jest jak najbardziej słuszny. Kocham Michała z całego serca i chcę aby czuł że ma we mnie podporę. Staram się być odpowiedzialna. Nie mówię, że to proste bo tak nie jest ale bycie odpowiedzialnym jest dla mnie korzystne i dlatego warto się tego nauczyć. Nie zastanawiam się nad tym co Michał mi może dać tylko co ja mu mogę dać. Jestem szczęśliwa nie dlatego, że mam wspaniałego chłopaka ale dlatego że JA potrafię cieszyć się i doceniać fakt że mój Michał to wspaniały mężczyzna i człowiek. Neurotycy uzależniają swoje szczęście od osób, rzeczy i sytuacji zewnętrznych. Ilu z was czuje się ze sobą bezpiecznie. Ilu z was może spokojnie odpocząć nie myśląc o problemach dnia codziennego? Ilu z was cieszą takie nawet najdrobniejsze sprawy jak robienie zakupów czy mycie garów? Zapewne niewielu bo neurotycy nie potrafią szanować i cieszyć się tym co mają. Cały czas chcą lepiej i więcej nigdy nic nie przynosi im satysfakcji. Mam odwagę to napisać bo to są wnioski jakie wyciągnęłam obserwując siebie. Jak przypominam sobie siebie sprzed 2 lat to jestem przerażona tym jak bardzo nienawidziłam siebie, jaką wredną i egocentryczną osobą byłam. Nie mówię, że te cechy całkowicie wypleniłam ale staram się pracować nad sobą. zdaję sobie sprawę, że na nerwicę zapracowałam sobie sama i sama z niej też się leczę oczywiście bardzo pomocne było dla mnie to forum dzięki niemu uwierzyłam, że to co przeżywam jest tylko nerwicą niczym więcej tylko chorobą, tylko wadliwym podejściem do ludzi i rzeczywistości, które jestem w stanie zmienić bo tego chcę. Pamiętajcie "CHCIEĆ TO MÓC".
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: pawel12345 i 17 gości

Przeskocz do