Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez rozyczka23 26 wrz 2008, 10:26
MOZECIE SIE DO MNIE ODEZWAC MAM TO SAMO PODAJE GG 3701299 DZIEKUJE I CZEKAM NA WAS BIORE LEKI MECZY MNIE OD MIEISACA MYSL NAJGORZSZE BYLY PIERWSZE 2 TYG. ZE JA NIE KOCHAM ZE TO NIE MPOZLWOE TAK MYSLEC ZE NIE KOCHAM ALE POZNIEJ TO PRZECZYTALAM NA FORUM Z NIE TYLKO JA TAK MAM BALAM SIE Z NIM SPOTYKAC ALE JAK PRZYJECHAL PEIRWSZY RAZ TO MASAKRA ALE TERAZ JAK BYL BYLO OKI ALE CIAZYLO ANDEMNA POJECHAL I OD NOW TO MAM ALE JA WIEM ZE KOCHAM BIORE LEKI NA DODTAEK MAMY SLUB ZAPLANOWANY NA CZERWIEC I JA SIE BOJE ZE TO MI NIGDY NIE PRZEJDZIE ZE EBDZIE MNIE DRECZYC ZE DO SLUBU NIE PRZEJDZIE :(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
16 wrz 2008, 13:12

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 26 wrz 2008, 16:58
Moi Drodzy, Droga Lucy... kurcze... juz tyle to trwa i ja ciagle nie zyje normalnie, tak na 100%. spotykam sie z Andrzejem normalnie, normalnie funkcjonuję ale nie nie jestem wolna od mysli. najbardziej meczy mnie analizowanie czy ja kiedykolwiek bylam w nim zakochana, pytam siebie czemu mialabym akurat jego kochac... ehhh? skad mam wiedziec ze kocham, no skąd?
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 30 wrz 2008, 20:14
Różyczko... ja dwa tygodnie temu wzięłam ślub będąc w nerwicy, mając ciągle blokady przed teraz juz mężem.. Ciągle boli mnie brzuch, ale wierzę, że kiedyś to minie. Pokierowałam się WOLĄ, i pewnością, że nie chcę odchodzić.. Ty masz jeszcze sporo czasu :). Trzymaj się dzielnie...
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 02 paź 2008, 11:41
Hej, jest trochę lepiej. Chyba ta psychoterapia mi pomaga. Na razie doszłyśmy do tego, że nie potrafię podejmować decyzji, nie wiem, czy są słuszne i radzę się wszystkich wokół, a swoją samoocenę buduję na opiniach innych. Mam zbyt silną relację z mamą, która mnie od siebie uzależnia i nie daje odciąć pępowiny. I muszę nauczyć się spędzać czas sama ze sobą...jakby to było takie łatwe. Ale postęp jest :)
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 04 paź 2008, 21:06
Apsik dziękuję ci. Pokazałaś że warto być wiernym przede wszystkim sobie i swoim przekonaniom. Cieszę się że jesteś na tym forum. Pozdrawiam i powodzenia.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 05 paź 2008, 10:20
Za dwa tygodnie mój kolejny ślub. Kolejny bo poprzedni odwołałam, własnie z powodu ataków nerwicy lękowej i obawy przed tym że mogę GO nie kochać, że ślub okaże się błędem, że okłamię wszystkich bo złożę przysięgę wiedząc że np. go nie kocham. Tym razem ma być to ślub w urzędzie, skromny, dla max 10 osób. Sama tego chciałam, poczułam się na tyle silna, że sądziłam że dam radę. Ale im bliżej tym bardziej się boję, tym mam więcej wątpliwości, tym bardziej panikuję, do tej pory nie poinformowałam gości w obawie że znów się rozmyślę i będzie wstyd, jak mam iść wybierać sukienkę to czuję mdłości :(( Znów nachodzą mnie myśli o tym że on mnie kocha, a ja jego nie, i że jestem okropną osobą. Mieszkamy razem, ale co jakiś czas odczuwam wewnątrz coś takiego co mi mówi że to nie to, że powinnam się wyporwadzić i być sama. Może skoro wogóle o tym myślę, to faktycznie to nie jest miłość, może gdyby była to bym po prostu wiedziałą i już? Z drugiej strony tego nie chcę - rozstania - mimo pewnych różnic między nami dobrze nam razem. Czasem czuję że naprawdę go kocham, że jestem szczęśliwa, a czasem (w chwilach jakichś kłótni, bądź wręcz przeciwnie, gdy on okazuje mi miłość) mam wrażenie że nic do niego nie czuję. Nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie czy go kocham, bo skąd mam niby o tym wiedzieć, jak poznać że to miłość a nie inne uczucie? Sama sobie nie ufam, sama nie wiem czego chcę. Zaczynam wyszukiwać powody do rozstania, typu jego rodzice mnie nie lubią (i vice versa), kiedyś przed laty spotykałam się z bratem obecnego chłopaka i nagle po latach wyciągnęłam to i uważam że to niemoralne spotykać się z obecnym, oraz innego rodzaju głupoty np. to że On jest bałaganiarzem, albo że może jestem za młoda na ślub (25l). Gdy kolejne koleżanki wychodzą za mąż przykro mi że ja nie mogę, bo nerwica mną 'żądzi', i tak zrezygnowaliśmy z dużego wesela na rzecz skormnego ślubu, żebym ja nie czuła się źle w centrum uwagi. Wiem że robie krzywde mojejmu facetowi, wiem jak mu przykro gdy mu mówie że go nie kocham, gdy odwołałam ślub, jestem złą osobą, bo on naprawde mnie kocha a ja go ranię, on wie o nerwicy, jednak chyba nie do końca to rozumie, ale akceptuje.
Tak bardzo bym chciała ppdjąć decyzję i nie zmieniać jej co chwila, moje znajome mowią że one wiedziały na 100% że to miłość i że chcą wyjść za swoich narzeczonych, a ja nie wiem, co ze mną nie tak? Jak samodzielnie podjąć tą decyzję? Wolałabym się obudzić i być już żoną, albo żeby ktoś zdecydował za mnie.
Kolejny aspekt to taki że ja się boje wszystkiego co nowe, tak jak np. dziecko idące do przedszkola, często płacze bo nie wie co go czeka. Może to kiepskie porównanie ale mniej więcej troche tak ze mną jest, bardzo czuję się takim dzieckiem, jestem osobą mało samodzielną, bardzo związaną z rodzicami. To utrudnia mi życie do tego stopnia że nie potrafię sama wyjechać na urlop czy w delegację. Mam wrażenie że ślub jest dla mnie czymś dla dorosłych i dlatego też trochę boję się i wstydzę się tego, bo nadal jestem dzieciakiem.
Jak sobie poradzić, co robić, zamknąć oczy i wziąć ten ślub, i zobaczyć co będzie póżniej? Zaryzykować czy znów odwołać? Jak poznać swoje uczucia?
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 05 paź 2008, 11:16
Amandio, obawy przed ślubem to chyba normalna rzecz. Każdy sie stresuje. To potrafi sparaliżować osoby które w innych dziedzinach życia nie mają żadnych problemów z nerwicami.

Więc można powiedzieć, że to normalne. Choć pewnie w niektórych przypadkach to już jest jakimś zaburzeniem.

A co do miłości - wiesz - trudno by wyglądała ona tak jak w pierwszych miesiącach przez całe życie. Podobno niektórym się tak udaje. Ale jest to jednak jakaś ewolucja. Potem staje się taka mniej romantyczna, a bardziej odpowiedzialna. Choć momenty romantyzmu są napewno.

Popatrz na to tak - skoro wcześniej odwołałaś bo nie byłaś pewna - to pewnie później dużo o tym myślałaś. Więc nie daj się teraz lękowi, że to nie ten. Teraz już nic nowego nie wymyślisz. Nie dążyła byś do ponownego związania gdyby jednak nie było ono tym co być powinno!


Koniecznie się wybierz - albo razem wybierzcie do poradni. Wiesz - poradnie małżeńskie np. są nie tylko dla małżeństw w kłopotach. Są przede wszystkim dla małżeństw które chcą pracować nad swoim małżeństwem, ale też dla par które planują poważną przyszłość. Myślę, że samo uzmysłowienie sobie skąd się bierze lęk bardzo dużo pomoże. Jeżeli nie do poradni małżeńskiej to psycholog też jest dobrym rozwiązaniem. Może masz też jakąś depresję? Problemy z podejmowaniem decyzji?

Co do małżeństwa to są takie społeczności gdzie przed ślubem przechodzą prawdziwą szkołę. Często z początku zasiewa się młodej parze szereg wątpliwości. Jak przez nie przejdą to znaczy, że się nadają na małżeństwo. Ale przede wszystkim to, że udało mi się obalić te wątpliwości oraz to, że pamiętają jakich argumentów na to używali pozwala im uniknąć lub zminimalizować tą niepewność która jest w KAŻDYM podejmującym tak ważną decyzję. To nie jest kupno samochodu który posłuży nam kilka lat i relacja nas z nim łącząca jest taka, że ma robić to czego od niego oczekujemy (nie mówię tu o pasjonatach). To coś więcej i na dłużej! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 05 paź 2008, 13:23
konewko podczytywałam to forum już rok temu, nawet chyba coś pisałam, jednak nie pamiętam swojego nicka. Nasilone objawy nerwicy mam od około 2 lat (najgorzej jest jesienią i zimą), wcześniej jako dziecko miałam lęki, jestem także hipochondryczką. Kilka lat temu uczęszczałam na terapię do psychologa. Potem miałam przerwę przez około 2 lata, kiedy objawy 'ucichły', pod koniec 2006 roku znów się zaczęlo i wtedy wróciłam do psychologa, potem poszłam do psychiatry by zdiagnozować problem, dowiedziałam się że mam nerwicę natręctw oraz delikatne objawy nerwicy lękowej, następnie zmieniłam psychologa i na początku 2008 roku przerwalam terapię. Uważam że leczenie niewiele mi daje, nikt za mnie nie przeżyje mojego życia, czuję że muszę sama dać sobie radę z moimi problemami, nauczyć się żyć z nerwicą.

Namiestniku masz rację małżeństwo nie jest tylko na chwilę. Ale ja się chyba tego najbardziej boję, odpowiedzialności, tego że to nie jest tak jak mówisz jak kupono samochodu, choć z drugiej strony mam świadomość że mam prawo popełniać błędy, że są rozwody. Jednak sam fakt że mam wątpliwości i nie umiem trzymać się podjętej raz decyzji mnie przeraża. Co dziwne nie mam takiego problemu jeśli chodzi o posiadanie dziecka, bo się o nie staramy. Naprawdę nie wiem jak przezwyciężyć swoje obawy, jestesmy razem tyle lat, i nie wiem co się ze mna dzieje, skoro żyjemy jak małżeństwo, przecież nic się nie zmieni. Ale doszukuję się jakichś dziwnych problemów aby tylko uniknąć ślubu. Wiem że ranię mojego faceta, mógłby sobie już dawno ułożyć z kimś życie z kimś zdecydowanym, kto odwajemniłby jego uczucia i był pewien swojej miłości. Czuję się beznadziejnie, tak bardzo chciałabym wiedzieć że to TEN i mieć pewność.
Naprawdę miesiąc temu gdy rezerwowaliśmy temrin byłam pewna i zadowolona. A teraz znów czuję się niepewnie, źle, zrobiłam jeden krok w przód i znów jestem bliska zrobienia dwóch kroków w tył. Z tego chyba nie można się wyleczyć :(
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 05 paź 2008, 19:36
Naprawdę miesiąc temu gdy rezerwowaliśmy temrin byłam pewna i zadowolona. A teraz znów czuję się niepewnie, źle, zrobiłam jeden krok w przód i znów jestem bliska zrobienia dwóch kroków w tył. Z tego chyba nie można się wyleczyć :(


Nie martw się - skoro miesiąc temu byłaś pewna to idź dalej tą drogą. Nie martw się! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kapralis 07 paź 2008, 14:40
namiestnik napisał(a):
Naprawdę miesiąc temu gdy rezerwowaliśmy temrin byłam pewna i zadowolona. A teraz znów czuję się niepewnie, źle, zrobiłam jeden krok w przód i znów jestem bliska zrobienia dwóch kroków w tył. Z tego chyba nie można się wyleczyć :(


Nie martw się - skoro miesiąc temu byłaś pewna to idź dalej tą drogą. Nie martw się! :)


Myślę, że namiestnik ma pełną rację :-) Im więcej się zastanawiamy tym mniej nas prawdziwych - spontanicznych. Ci co czytali forum od dłuższego czasu i stali bywalcy doskonale znają moją historię. Też zaczęła się nagle podczas pobytu na delegacji służbowej prawie dokładnie miesiąc po zaręczynach z moją obecną żoną. Dziś jestem juz okrągłe 3 miesiące po ślubie i naprawdę jestem szcześliwy. Życie nie jest lukrowe ani cukierkowe, ma wzloty i upadki, dni radosne i smutne - jak u każdego, tylko że kiedyś ta normalność i zwyczajność mi strasznie przeszkadzała i doprowadzała do tego co pewnie teraz przezywają "nowi" forumowicze w temacie - obłę, panika, szloch, płacz i poczucie beznadziejnosci i bezsensu zycia. Przeszedłem wiele: natrętne myśli samobójcze, wycofanie ze społeczeństwa, długotrwałe stany depresyjne, nieudane leczenie farmakologiczne i terapie grupowa w klinice nerwic na oddziale dziennym w Warszawie ze średnią poprawą mojego stanu. Obecnie po 2 latach zmagania się i poszukiwania odpowiedzi na to samo pytanie: "czy kocham, jak kocham, a co jesli nie kocham?", doszedłęm do jednego wniosku - jesli mi dobrze to po co to nazywac? Jesli czuje sie kochany i czuje sie nie skrepowany przy mojej kobiecie, to po co to nazywac? Jesli zareczajac sie bylem swojej decyzji to po co po jakims czasie zmieniac decyzje, skro o dziewczyna nie dostarcza mi do tego "realnych" powodow? Jedno wiem napewno - myslenie nam nie słuzy ;-) Musimy wprowadzic jak najwiecej spontaniczosci ale takiej spontanicznosci odpowiedzialnej, ktora swiadoma jest odpowiedzialnosci za podjete decyzje. Kiedy bralem slub mysalem, ze to juz koniec, ze juz nie wyjde z tego, nie dam rady i nie bedzie juz nigdy lepiej, bylem zalamany, a z perspektywy czasu, uwazam dzis, ze to byl normalny zwyczajny stres, ktory ma kazdy "najzdrowszy" nawet czlowiek w tak przelomowym momencie swojego życia... Tylko, że dla nas to jets tragedia, bóle somatyczne, itp.. Przygladajac sie swojej 2 letiej ponad walce stwierdzam - JESTEM SZCZĘSLIWY - ZAWSZE BYŁEM tylko tego nie widziałem i nie doceniałem codzienności życia - tej zwykłej bez motyli i innych takich dodatków hormonalnych ;-) Życie naprawde jest fajne, jest kolorowe więć siłą rzeczy musi również posiadać tą ciemniejszą paletę barw... Dacie rade! Wierze w Was wszystkich i w każdego z osobna! Ja tu byłem w takim samym stanie przed Wami i dałem rade choc wspominajac nie raz lęk gości w moim sercu i obawa o nawrót. Pewnie jeszcze nie raz bedzie zle ale KOCHAM i będe Kochał bo na tym etapie mojego zwiazku po tylu latach miłość to przede wszystkim decyzja, bliskosc, odpowiedzialnosc i towarzyszace temu uczucia, na które nie mam wpływu ale dzięki bogu ślubowałęm MIŁOŚĆ,a nie zakochanie czy fascynacje aż do końca zycia. Z tym trzeba sie pogodzic albo dorosnąć ja na swojej drodze przeszedlem i jedno i drugie. Dziś wpełi akceptuje to, że życia się zmienia, ewoluuje i nie chce już by było tak jak przedtem. Przedtem moje zycie było szare i pół-pełne. Teraz znam o wiele wiecej smaków, barw i zapachów zuycia niz wtedy, dzieki czemu moge bardziej wczuc sie w postawe innych i zrozumiec samego siebie. Spontaniczna decyzja serca, która podjąłem 2,5 roku temu jest moim błogosławienstwem, a nie przeklenstwem. Wierze, że i Wam się uda. Pozdrawiam Was wszystkich, a w szczególności MartęF, która szczególnie bliska jest memu sercu tu na forum bo przechodzila szereg podobnych etapów do mojej scieżki tu na forum, na końcu której pełna wiary i nadziei podjęła taką samą decyzje i wierze i jestem przekonany, że nie będzie jej załowała kiedy dorośnie do tego by dostrzec to co ja zobaczyłem ;-) Zwykłe ludzkie życie ;-) Trzymajcie się cieplutko ;-)

P.S.: Gorące buziaczki dla tych, których posty, przemyslenia i postawy tu na forum były mi motywacją i kompasem w najtrudniejszych momentach mojego zycia. Dziekuje WAM aga25, apsik84, piko, mieciu, Jakubie, Hanusia, Lucy86 :-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez jar23 07 paź 2008, 20:00
Witam..

Pisałem w tym temacie jakies 2 miesiące temu, że mam wrażenie jakbym nie poznawał swojej dziewczyny. Wtedy uspokoiliście mnie, że to kolejny z objawów nerwicy. Piszę o tym znowu ponieważ jest coraz gorzej. Jak tylko pomyśle o mojej ukochanej czuje jakiś dziwny lęk. Wydaje mi się być zupełnie obcą osobą. Normalnie się spotykamy, ale ja cały czas czuje lęk jak o niej myślę, jak z nią jestem. Niemam jakiś myśl czy ją kocham czy nie, ale mam takie uczucie jakbym podświadomie chciał ją wymazać ze swojego mózgu. W głebi duszy czuję że naprawdę ją kocham i chcę z nią być, ale te lęki, uczucie nie poznawania jest masakryczne. Ja już jestem na skraju wytrzymałości. Chodże na terapie, terapeuta mówi, że to jest wywołane nerwicą, ale że wcześniej się z czymś takim nie spotkał. Miał ktoś z Was coś takiego??..ja naprawdę się boję że wariuję, że mam jakąś psychoze, itp..

Bardzo Was porszę o odpwiedź.

pozdrawaiam
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
10 sie 2008, 10:25

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 07 paź 2008, 20:12
A czy nie zacząłeś np. brać jakichś leków w niedawnym czasie - albo jakiś czas wcześniej? Albo może coś innego się zmieniło?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez jar23 07 paź 2008, 20:16
nie nie...to sie zaczelo jakos w lutym, takie pierwsze wrażenie, że nie znam Agnieszki..później jakoś przeszło samo, a wróciło jakoś w połowie lipca i cały czas sie nasila.. jestem juz kompletnie zalamany...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
10 sie 2008, 10:25

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 07 paź 2008, 20:30
Wiesz - to może są objawy czegoś. Porozmawiaj o tym z dobrym specjalistą. Tak w trosce o siebie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do