Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 13 sie 2008, 14:50
wracam tutaj do Was z wielką sila. powinnam sie bac bo forum to chociaz mi pomoglo - czasami dzialalo destrukcyjnie. SLUCHAJCIE...
powiem Wam jak ja powstalam. byly nawroty choroby, kiedy juz kompletnie nic mnie nie meczylo - pozniej wracalo i tak. jak sobie dalam z tym rade? duzo rozmawialam z ludzmi prawdziwie kochajacymi, duzo czytalam. to co Wam dolega to urojenie, wmawianie. KOCHACIE, ludzie - Wy naprawde kochacie. jedną z rzeczy ktore o tym swiadcza jest to ze walczycie, ze nie chcecie aby Wasz partner cierpial. Ej, Wy kochacie! na tym wlasnie polega milosc! gdybyscie nie kochaly, mialybyscie to w dupie. niech zgadne... wiele razy myslalyscie sobie ze moze nie jestescie gotowe na zwiazek, albo ze wmawiacie sobie milosc na sile bo nie chcecie zranic zaangazowanego partnera, albo zawsze marzylisci o prawdziej milosci, na stale - i moze za szybko wybraliscie? kochani... istenieje takie pojecie jak 'milosc do milosci'. tzn skupiamy sie na uczuciu jakie sobie wymarzylismy, wyksztaltowalismy przez cale zycie, nie skupiajac sie przy tym na samym obiekcie. mylimy zakochanie z miloscia. miedzy ktorymi jest przepasc. milosc to nie motyle, nie magia ale zgoda na wszelkie zlo. pieknie nie bedzie nigdy. tu chodzi o troske, o to ze nasz partner ma byc wazniejszy od wszystkiego i wszystkich, o glebokie poznanie i zaufanie. a Wy jestescie, kazdy kto tu trafia marzy o stalym, wiecznym, prawdziwym uczuciu. to wymaga pracy, ja wiem. ja tyram jak wol. dbam zwiazek. tak to sobie wymarzylam, taka milosc po grob, zero przelotnych romansow. a to rzadkie, dlatego tak sie przejmujemy podczas gdy inni maja po 10 partnerow na bokach i sa przeszczeslwii. mamy swoja wartosc . WIEC WALCZMY. ja tu jestem :):):):)
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cicha 14 sie 2008, 13:37
witam was kochani!! co prawda dawno mnie tu nie było, ale to nie znaczy, że w cale tu nie zaglądam:)
U mnie super! zresztą wam już wcześniej o tym pisałam! Nie mam już myśli "kocham czy nie" nie ma juz czegoś takiego, jestem już normalną osobą, dałam rade sobie z tym sama bez pomocy lekarzy i bez pomocy leków, ale za to z pomocą waszą i tego forum, bo dzieki wam zrozumiałam jak sobie z tym radzić i jestem wam za to wdzięczna!!! :) Z kochaniem nam się układa, co prawda nie jest tak jak w bajce, kłócimy się czasami, ale to normalne jak w każdym związku. Kochani życzę wam z całego serca, żeby i wam wszystkim udało sie z tego wyjść!!
Wakacje sie już kończą, więc z kochaniem chcemy jak najlepiej je spedzić. :)
Pozdrawiam!!:):)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 19 sie 2008, 21:01
Konewko zgadzam się z Tobą w 100% I tak rzeczywiście jest, mam tylko wątpliwość co do tego zmieniania partnerów czy osoby, które zaliczają jednego za drugim partnera są rzeczywiście szczęśliwi ja do końca tego nie jestem pewna ale to tylko moja opinia! A co do nas niestety lata własnej i innych tresury dają o sobie znać jednak ta choroba uświadamia jedno nie jesteśmy tacy jak wszyscy mamy prawo mieć własny pogląd na życie i własny związek i go mamy, jednak presja otoczenia, z którą wielu ma (miało) do czynienia wywołuje u nas te natręctwa myślowe, a może po prostu niezdrowe emocje uzewnętrznione w myślach natrętnych. Ja też nie mam już natręctw bo to tylko negatywne emocje, które mijają "i znów pojawia się słońce". W życiu nigdy nie jest różowo ale za to jest ciekawie. Przede mną dużo pracy w zmianie postrzegania własnej osoby i tego co robię, moich uczuć, emocji ale wiem, że to się opłaca bo uwalniając się od tych dawnych przymusów powolutku staję się naprawdę wolna. Nie chcę być taka jak wszyscy chcę być sobą nawet jeśli mój punkt widzenia nie pasuje do teraźniejszych realiów czuję, że warto go pielęgnować. Pozdrawiam
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 19 sie 2008, 21:02
Konewko zgadzam się z Tobą w 100% I tak rzeczywiście jest, mam tylko wątpliwość co do tego zmieniania partnerów czy osoby, które zaliczają jednego za drugim partnera są rzeczywiście szczęśliwi ja do końca tego nie jestem pewna ale to tylko moja opinia! A co do nas niestety lata własnej i innych tresury dają o sobie znać jednak ta choroba uświadamia jedno nie jesteśmy tacy jak wszyscy mamy prawo mieć własny pogląd na życie i własny związek i go mamy, jednak presja otoczenia, z którą wielu ma (miało) do czynienia wywołuje u nas te natręctwa myślowe, a może po prostu niezdrowe emocje uzewnętrznione w myślach natrętnych. Ja też nie mam już natręctw bo to tylko negatywne emocje, które mijają "i znów pojawia się słońce". W życiu nigdy nie jest różowo ale za to jest ciekawie. Przede mną dużo pracy w zmianie postrzegania własnej osoby i tego co robię, moich uczuć, emocji ale wiem, że to się opłaca bo uwalniając się od tych dawnych przymusów powolutku staję się naprawdę wolna. Nie chcę być taka jak wszyscy chcę być sobą nawet jeśli mój punkt widzenia nie pasuje do teraźniejszych realiów czuję, że warto go pielęgnować. Pozdrawiam
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 20 sie 2008, 16:02
bedzie ok!
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 21 sie 2008, 14:42
A mój ślub tuż tuż...

Muszę pogodzić się z tą blokadą i uwierzyć, że te lęki doprowadziły mnie do takiego stanu... Może i nie kocham (co podpowiada mi moja głowa), ale walczę, bo nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Nie chcę odchodzić, chcę tylko tego mężczynę a nie żadnego innego - pewnie dlatego tak cierpię i rozpaczam. Nic nie czuję prócz blokady? Trudno... muszę się z tym pogodzić... Wolę życie w cierpieniu, niż bez Narzeczonego.. Ciągle zadaję sobie to pytanie, natrętnie i non stop, dlaczego się zablokowałam jednego dnia, dlaczego chcę czuć uczucie a nie mogę??? Nieważne.. tylko z Nim wyobrażam sobie życie !! I tylko tego chcę !! Olać chorobę...
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 28 sie 2008, 13:14
Eh, a już tak było dobrze. Najpierw zaczęła mi doskwierać monotonia w pracy, nudziłam się strasznie. Zaczęłam sobie wmawiać, że z każdą pracą już tak będzie, że nawet jak zmienię, to nigdy nie będę szczęśliwa z tym, co robię i się załamywałam. Znowu pojawiły się natręctwa, bo jak oboje wracaliśmy po pracy, to albo oglądaliśmy film albo w coś graliśmy na kompie, więc sobie pomyślałam, że nic nas nie łączy. W weekendy było lepiej, ale przez pięć dni masakry zapominałam o weekendzie. W końcu poszłam do pani psychiatry, która powiedziała, że monotonia w związku powoduje monotonię w pracy, a to wystarczyło, by się wkręcić. W końcu rzuciłam w ten poniedziałek pracę i jest coraz gorzej. Od siedzenia w domu zaczęłam się czuć coraz bardziej depresyjnie, myśli jest coraz więcej i już ledwie sobie z tym radzę. Dzisiaj znowu idę do tego lekarza, ale boję się jedynie, bo poprzednio powiedziała, że nic mi nie da na depresję, bo ja po prostu jestem nieszczęśliwa w związku :(((
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kapralis 29 sie 2008, 15:07
Witam wszystkich,

Lucy sama widzisz, że są dobre momenty ale jak u każdego przychodzą i gorsze chwile, tylko że w naszym przypadku to oznacza kolejne nakrecanie sie i dalsze pogorszenie nastroju. Mam nadzieje, że wizyta u psychiatry pomoze i moze dostaniesz jakies leki. Ja narazie jestem 3-ci miesiac na anafranilu - niore teraz 2x75mg SR i czuje poprawe choc do doskonalosci jeszcze daleko ;-) Ponadto niedlugo minie 2 misieac jak jestrem żonaty i dobrze mi z tym bardzo :-) Mam wspaniala zone i czesto mysle ostatnio o dzieciach - problemem jest tylko lokum wieksze ale mysle ze w niedalekiej przyszlosci dam rade i z tym sobie poradzic. aga25 napisala bardzo madre slowa, ze na ta chorobe potrzeba sporo czasu i ja będać juz po slubie zgadzam sie z tym bo czasem jest mi ciezko, ale nie przestane walczyc bo widze, ze moge, ze potrafie i ze choc jest ciezko to daje rade i moge zawsze liczyc na moja zone ;-) Kocham ja bardzo :-) Z nerwica predzej czy pozniej dam sobie rade - nie wiem jeszcze kiedy to nastapi ale wierze ze nastapi :-) A zycie po slubie... hmm... coz jest po prostu normalne ;-) Trzeba to zaakceptowac inaczej mozna tylko skakac po kwiatkach zeby na chwile byc zakochanym i znowu zmiana....
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 29 sie 2008, 15:46
Pięknie Kapralis... ja też zamierzam walczyć... Powodzenia :)
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 30 sie 2008, 14:58
moi Drodzy.! chciałabym żebyście przeczytali tego posta i podzielili się ze mną swoimi uwagami, zdaniem na ten temat.
Przypomnę że pierwsze myśli typu "kocham, nie kocham (?)" pojawiły się u mnie po 5, 6 miesiącach związku, kiedy to jeszcze dzień przed tą myśla byłam szczęsliwa i zakochana. Mineły po tygodniu zupełnie. A potem pojawiły sie za półtora miesiąca i zostały na kolejne dwa miesiące niszcząc mi życie, wakacje... ALE STAŁO SIĘ COS WSPANIAŁEGO.
Moja najlepsza przyjaciólka z która od poczatku dzieliłam się obawami, lękami, smutkami; która widziala co robi ze mną nerwica i natrętne pytania powiedziała mi że >>ja jestem po prostu nadal bardzo zakochana, ale moje przekonania o wiecznej i wielkiej miłości zmuszaja mnie do wykluczenia stanu zakochania i poświęcenia się miłości... takiej jaka łączy ludzi po wielu latach związku... a ja będąc juz prawie rok z chłopakiem i nie dopatrując się fascynacji i namiętnosci która jest na poczatku kazdego zwiazku, uznałam ze to musi byc ta stagnacja, to zwiazanie, ta spokojna milosc po wieki. A g*wno prawda. To oczywiscie przyjdzie do nas z czasem, ZWŁASZCZA DO NAS, bo wszyscy na tym forum od zawsze chcielismy dobrze sie zakochac i zyc jak nadłuzej zwłaszcza z tą osobą.<< Skoro z kims jestesmy, tzn ze już wybraliśmy. I nie ma się co zastanawiac nad definicjami uczuć.
MartoF. oczywiscie ze bardzo kochasz swojego narzeczonego:)) mysle ze mozesz miec problem wlasnie na tym tle. Moze on [tak jest w przypadku mojego chlopaka] - jako osoba zdrowa - mowi spokojonie o tym, ze zakochanie minelo, ale kocha i chce byc z Tobą. Ale Ty wybierając go nie bylas chora, tylko po prostu zakochana. I na pewno jestes nadal... Musisz tylko to zrozumiec. To nic, ze nie masz motyli. Trudno o nie,kiedy jesteś z kims tak długo... i się znacie, planujecie wspólną przyszlosc. Ale to ten jedyny, ten z kim chcesz byc, ten który jest taki Twój. Nie zastanawiaj sie nad definicja ale ciesz.! Jestes wyjatkowa, bardzo kochasz, do bólu aż. i zobacz jak wspaniale o to walczysz. :)

ja jestem zakochana. a Andrzej to moja druga polowa. budują mnie mysli o tym ile jeszce dobrego i prawdziwego przed nami. :) powodzenia.!
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez jar23 31 sie 2008, 15:22
witam wszystkich...
Nie wiem czy wypowiadam sie w odpowiednim poście, ale potrzebuje pomocy!!..Otóz od 4 lat ciepire na nerwice, poczatkowo mialem objawy somatyczne ( duszności, uczucie omdlenia, itp..), poźniej zaczeły wystepowac u mnie derealizacja/depoersonalizacja i wiele innych objawów. Wszytsko zaczynało powoli ustepowac do pewnego dnia. Otóż ponad rok temu poznałem wspaniałą dziewczynę. Zakochaliśmy sie w sobie, wszystko bylo super, az pewnego dnia jak sie spotkalismy odnioslem wrazenie jakby to byla dla mnie zupelnie obca osoba. Uczucie to po paru dniach znikło, i jakies dwa miesiace temu wrocilo. Od tamtego czasu czuje sie fatalnie, nie moge sobie z tym poradzic. W głębi duszy czuje ze dalej kocham moja dziewczyne, ale jak sie z nia spotykam to wydaje mi sie ona taka obca. Bardzo prosze o odpowiedz czy mial ktos z Was kiedys cos podobnego????..pozdrawiam
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
10 sie 2008, 10:25

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 31 sie 2008, 16:44
Witaj :) Wszyscy jesteśmy tutaj z podobnymi objawami...
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 31 sie 2008, 18:52
jar23. witaj w klubie. to najprawdopodobniej nerwica.

A ja nie mam siły... Przepraszam, że mam takie huśtawki. Ale ciągle jeszcze próbuję... :(
Odkryłam dzisiaj coś nowego. O czym zapomniałam zupełnie. Otóż mój chłopak spodobał mi się od razu, na początku poznania. Ale zakochałam się w nim po tym jak zaczęliśy ze sobą chodzić. Wcześniej bardzo mi się podobał. Wiem ze za szybko zaczęlismy wtedy ze sobą chodzić. Ja nie byłam pewna, chciałam go zostawić. Ale w miarę chodzenia ze sobą i poznawania sie - zakochałam sie w nim.
Czy to mozliwe, zeby zakochanie przyszlo z czasem.??
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 01 wrz 2008, 14:30
Jar23: Ja po 2,5 roku bycia z moim ukochanym przezylam cos takiego jak Ty...Normalnie z dnia na dzien poczulam jakby moj chlopak byl mi zupelnie obcy.Pamietam to nastapilo po jednym z silniejszych atakow nerwicy.Ta choroba uderzyla w to co najbardziej kocham...kiedys nie widzialam swiata poza moim ukochanym,dzis jestem chlodna i czasami zupelnie pozbawiona uczuc:(
MartoF: Trzymam kciuki za Twoj slub!
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do