Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 06 lip 2008, 23:03
Hej! U mnie raz lepiej raz gorzej. Dzisiaj się kilka razy pokłóciliśmy, więc od razu naszły mnie czarne myśli, że jednak do siebie nie pasujemy, skoro nie możemy się dogadać. W dodatku siedzieliśmy cały dzień w domu, bo okazało się, że zgubiłam dokumenty, więc stres plus frustracja z powodu niezrealizowanych planów. Jestem na dobrej drodze do zmiany pracy, mam nadzieję, że wtedy psyche też mi wróci do normy.

Pozdrowienia :)
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 07 lip 2008, 08:52
Nie dodałam, że wymyśliłam sobie, iż musimy wszystko robić razem, więc nie mogę się wziąć za włoski, z którego mam egzamin na koniec kursu w sobotę, bo stwierdziłam, że w ten sposób oddalę się od Marcina. On mi powiedział, że ja mam problem z organizacją swojego czasu i że jak skończyła mi się sesja, nie mam się czym zająć. A ponieważ dokonuję takiego łączenia, to stwierdzam, że nie mamy jak spędzać czasu. Coś w tym jest, tylko jak sobie z tym poradzić?
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 07 lip 2008, 11:36
A u mnie ciągle to samo... Blokada jak była tak jest - psychiczne zamknięcie się na drugą osobę, i brak uczuć. I tak od 14-stu miesięcy... Większość z Was ma lepsze i gorsze momenty - u mnie ten lęk, ścisk, panika trwa nieprzerwanie, wystarczy, że tylko pomyślę o mmoim Nrzeczonym, nie mówiąc już o spotkaniu z Nim. Mimo to postanowiłam ruszyć swoją sprawę w któraś strone. Albo odchodzę od mojego N. albo wychodzę za mąż. Rozstawać sie nie chcę, bo nie widzę swojego życia z innym mężczyzną - muszę więc wyjść za mąż. Modlić się i ufać, że to wszystko kiedyś puści. A jeśli nie to zmarnuję sobie i Jemu :((
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 11 lip 2008, 17:58
Hej! Witam u mnie tak średnio. Doszłam do wniosku, że do tej choroby potrzeba czasu. Moim błędem było sądzić, że uda mi się szybko z tego wyjść. Niestety w moim przypadku jak sądzę także i u was nerwica rozwijała się latami, w okresie kiedy nasz mózg najbardziej się rozwijał. Natręctwa to zapełniacze uwagi. Kiedyś to było dobre bo odsuwało ode mnie problemy i świat, który mnie otaczał teraz kiedy już wcale nie chcę tak postępować z uporem te dawne nawyki w mózgu dają o sobie znać. Fajnie byłoby znów stać się dzieckiem i uczyć się właściwego stosunku do siebie i innych, nabywania szacunku do siebie, akceptacji siebie takim jakim się jest w rzeczywistości, budowania własnej wartości niestety jestem dorosła i jako dorosły muszę uczyć się czegoś czego znajomość powinnam zdobyć dużo wcześniej. Nie zamierzam jednak się poddawać bo tak naprawdę idzie o moje życie i zdrowie. Cieszę się ogromnie, że obok siebie mam ludzi od których mogę uczyć się normalności. Dbajmy o swoje związki bo dzięki nim mamy szansę normalnie patrzeć na świat nawet jeśli w danej chwili czujecie się źle pamiętajcie że taki stan nie trwa wiecznie jak to się mówi "po burzy zawsze przychodzi słońce" i ja tego się trzymam. Pozdrawiam
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 11 lip 2008, 19:54
Jak Ty to Agusiu wszystko trafnie diagnozujesz i określasz. Trzymaj się mimo wszystko!!
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cicha 22 lip 2008, 15:57
Witam wszystkich! nie mogłam wejsc na to forum, nie wiem co sie działo z tą stroną, bałam się, że ją zlikwidowali, ale na szczescie nie:)
U mnie wspaniale jeśli chodzi o problemy nerwicowe, bo w zasadzie juz nie mam problemow typu co by bylo gdybym...wiecie co :P mam inny problem na głowie, pisalam wam kiedyś, ze mam guza na nodze..tydzien temu bylam w szpitalu na dwa dni i brali wycinek do badania z tego guza, zaszyli mi rane i nie moge chodzic, teraz jest juz lepiej, ale bylo gorzej, jutro bedzie wynik z biopsji (okaze sie czy to coś złośliwego, chociaż lekarze to wykluczają, bo mam to kilka lat). Jutro zmieniają mi opatrunek. Mam nadzieje, że wynik bedzie dobry i że nie bede sie musiala martwić, choc pewnie beda mi calkiem wycinac tego guza. Pomodlcie sie za mnie:)
co u was? jak wakacje? nikt dawno nic nie pisał... trzymajcie sie kochani!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cicha 23 lip 2008, 14:09
sa juz wyniki:) wszystko jest dobrze!!:):) jestem taka szczęśliwa!!!!! :):):)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez pyzia1 23 lip 2008, 17:03
to świetnie cicha, cieszę się razem z Tobą.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cicha 24 lip 2008, 14:55
dzięki Pyzia :)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kapralis 29 lip 2008, 22:24
Topic powoli umiera... mam nadzieje, że to oznaka Waszego lepszego samopoczucia ;-) Trzymam za Was mocno kciuki ;-)

Pozdrawiam
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 30 lip 2008, 09:48
Mam nadzieję, że mimo wszystko dalej będziemy się wzajemnie wspierać.

Powiedzcie mi czy można kogoś nie kochać a chcieć z Nim być? Ja nie chcę innego mężczyzny niż mój N. mimo, że Go nie kocham... Ratujcie :(((
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 30 lip 2008, 13:51
Witajscie,jestem nowa na forum!Od kilku dni czytam Wasze wypowiedzi i postanowilam przylaczyc sie do Was,gdyz tez mam bardzo podobny problem do Waszego.
Jestem z moim narzeczonym juz od ponad trzech lat,znamy sie bardzo dobrze,zawsze moglismy godzinami ze soba rozmawiac,smiac sie,zaczelismy planowac wspolna przyszlosc.Niestety ja juz od samego poczatku bycia w zwiazku z moim ukochanym zaczelam miec natrectwa.Panicznie balam sie,ze cos mu sie stanie,ze umrze,ze zginie w jakims wypadku.Zamiast cieszyc sie wspolnie spedzinymi chwilami,ja ciagle mialam te mysli.Balam sie,ze naprawde pewnego dnia cos sie stanie.Strasznie sie z tym czulam.
Prawie dwa lata temu usiadlam sobie z moim narzeczonym w ciekawym parku,ktory nalezal do pewnego kosciolka.Ja bylam bardzo smutna gdyz akurat w ostatnich dniach mialam duzo stresu i nie moglam sie na niczym skupic.Moj narzeczony zaczal mnie pocieszac,mowil,ze wszystko bedzie dobrze.W tym momencie podszedl do nas jakis chlopak i powiedzial:On nie jest ci przeznaczony,on cie nie kocha!Zaczelam sobie dobierac do glowy,znowu leki,znowu czarne mysli...zaczelam sie bac,ze strace mojego ukochanego.Po tym wydarzeniu juz zawsze wspominalam to pamietne "spotkanie" z ow kolesiem.Lęki nie mijaly,z czasem sie nasilaly coraz bardziej,budzilam sie w srodku w nocy pelna niepokoju i balam sie,ze stanie sie cos mojemu narzeczonemu albo mojej rodzinie.W grudniu obieglego roku zaczelam miec tak silne lęki,ze cala sie trzeslam,nie wiedzialam co sie ze mna dzialo,paniecznie balam sie,ze cos zlego sie stanie.Moj ukochany probowal mnie uspokoic,ale to pomagalo tylko na chwile.Natretne mysli wracaly.Czulam sie coraz gorzej,chcialam zasnac i nigdy sie juz nie obudzic.
Pewnego ranka,tak z dnia na dzien zaczelam czuc wielka pustke i tak jakbym oddala sie od mojego ukochanego,przestalo mnie cieszyc bycie z nim,przytulanie go,juz nie chcialam myslec o zadnym slubie.Chcialam po prostu umrzec.Nie widzialam co sie ze mna dzialo.Jeszcze na dzien wczesniej czulam wielka milosc do mojego narzeczonego,nastepnego dnia przyszlo juz zobojetnienie i jakby wszystkie uczucia wyparowaly.Nie rozumialam dlaczego tak sie dzial.Poszlam do psychiatry.Okazalo sie,ze to depresja (z tym,ze jeszcze wczesniej nikomu nie mowilam o moich natrectwach,gdyz nie zdawalam sobie sprawy z tego,ze to one mogly spowodowac depresje,ze w ogole to nie bylo tylko zwykle negatywne myslenie,tylko juz objaw nerwicy).Zaczelam brac leki (lexapro).Pomogly,czulam sie zadowolona,.szczesliwa tylko wtedy zaczelam miec ogromny wstret do facetow ,nie moglam patrzec na mojego narzeczonego.Wydawal mi sie wtedy jakos tak niepociagajacy(w rzeczywistosci jest przystojny).Nie mialam ochoty na zblizenia,stalam sie zimna i wolalam byc sama.Odstawilam te leki na wlasna reke,uczucia zaczely wracac,nawet pojawialy sie motylki w brzuchu.Bylam znowu taka szczesliwa i pelna milosci do mojego kochanego.Na niedlugo.Depresja wrocila,wrocily tez natrectwa i znowu stalam sie chlodna i ta blokada ,ktora mnie dobijala.Czulam sie juz naprawde zdesperowana.Co jakis czas wracaly uczucia i pragnienie bycia z moim kochanym,wyjscie za niego.Nastepnego dnia czulam juz na odwrot.Do dzis nie moge siebie zrozumiec.Mam totalne hustawki.Chce byc z moim umkochanym,a jdnoczesnie mam czasami tak,ze mnie od niego odpycha.Jakby ta zdrowa czesc mnie mowila mi,ze go kocham a druga,ze nie.Co Wy na to?
Marto F,moze moj post Cie troche pocieszy,nie jestes sama.Moj problem tez zaczal sie od tego iz uwierzylam,ze ktos ma dar prorokowania a ten ktos powiedzial mi,ze moj narzeczony nie jest dla mnie!Nie mozemy wierzyc w takie rzeczy.Moim rodzicom na naukach przedmalzenskich sam ksiadz powiedzial,ze
oni sobie nie poradza w malzenstwie,ze to sie szybko rozsypie bo byli za mlodzi kiedy sie pobierali.Do dzis sa szczesliwym malzenstwem.Pozdrawiam!!!
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 30 lip 2008, 14:27
Dodam te,ze do czasu zachorowania na depresje nie mialam watpliwosci co do uczuc w stosunku do mojego narzeczonego.Obecnie mam duzo natretnych mysli;to,ze zostane zakonnica albo stara panna.albo jestem lesbijka.Nachodza mnie mysli,ze inny facet jest mi przeznaczony(wystarczy jak spojrzy na mnie jakis koles i juz sobie dobieram,ze moze on jest mi dany),mam juz tego dosc!!Dodam te,ze podczas tych mysli zawsze towarzyszy mi lęk.
Odkad tez pamietam,zawsze bylam osoba lękliwa,wrazliwa,przejmowalam sie tym co inni mowili,zle znosilam krytyke...
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kapralis 30 lip 2008, 21:18
MartaF napisał(a):Mam nadzieję, że mimo wszystko dalej będziemy się wzajemnie wspierać.

Powiedzcie mi czy można kogoś nie kochać a chcieć z Nim być? Ja nie chcę innego mężczyzny niż mój N. mimo, że Go nie kocham... Ratujcie :(((


Hmmm trudne pytanie... Gdzie sie zaczyna, a gdzie konczy milosc? Wydaje mi sie , ze mylisz zakochanie z miłośćią - coś co mozna latwo zmierzyc po objawach (znane wszystkim motylki w brzuchu, bezsenne noce i wielkie szczescie, ktore nie pozwala myslec o nikim innym), z czyms co jest bardzo dojrzale i subtelne - prawdziwa milosc. Milosc ma wiele "skladnikow" - bardzo silne jest przywiazanie i to widac bez watpienia u Ciebie, porozumienie to rowniez wazna rzecz i napewno jest zalezne od charakterow i wspolnie przezytych problemow. Milosc to bardzo delikatna sprawa i mysle, ze bez wiekszej krzywdy lub powazniejszego powodu ( i tu moze byc np. m.in dperesja, nerwica i inne zaburzenia, ktore odbieraja nam radosc z zycia i mieszaja w naszych uczuciach na tyle, ze sami nie wiemy co jest co), nie moze raczej tak z dnia na dzien minac... Problem polega na tym ze szczesliwi ludzie nei mysla o swoim szczesciu - i tu znow usa wyjatki, bo mozna przeciez byc szczesliwym majac nerwice, ale to ona niestety powoduje, ze to szczescie jest zupelnie inaczej odbierane przez ciagle analizy i lek, ktory nei pozwala nam byc konsekwentnymi w naszych dzialaniach i podjetych decyzjach. Hmm ja powiem za agą25 tylko tyle, ze u mnie tez jest roznie. 3 tygodnie temu ożeniłem się z moją najdroższą, a od 1,5 miesiaca biorę anafranil iduze dawki magnezu. Jest zdecydowanie lepiej niz wtedy kiedy tu trafilem. Zaluje, ze wczesniej nie zaczalem brac lekow i magnezu. Sa jeszcze momenty i jest ich wiele, ze mam dolka i jest mi ciezko z tym dziwnym uczuciem i lekiem w sercu ale wiem, ze dam rade, bo kocham moja żonkę ;-) Wierze, ze to jest miłość, a zresztą może to być młotek, albo bułka z masłęm - po co mam to nazywać? po co mi pewnosć co do nazewnictwa? Chce z nia byc i tyle, bez nazw, bez definicji;-) Tu chyba cały pies pogrzebany... nie sadzisz?...
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do