Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 02 cze 2008, 09:56
Marto bardzo ważne jeśli już odkryłaś przyczynę natręctw nie oznacza to, że one od razu znikną. Otóż masz w tej chwili broń na te natręctwa i tym je obalaj. Wychodzenie z nerwicy to bardzo długi proces ale bardzo się opłaca. Tu chodzi o twoje życie więc warto zaryzykować
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez pikpokis 04 cze 2008, 10:11
czesc:)) martusia napisz co u ciebie, najwazniejsze ze doszlas do pewnych bardzo waznych wnioskow! walcza o te milosc! zobacz ile my juz wojujemy, a w grupie sila:)) nie wiem czy akurat to dobra rada ale pamietasz co napisalam ja mojemu kochanemu nie mowie o moich myslach... i sie sprawdza bo tak jak napisalam wczesniej nie wiem jak byt sie to skonczylo.....

u mnie lepiej:) sama nie wiem czemu:P ale ma inny problem.....obawiam sie ze jestem w ciazy......heh..... i wiecie co mam do was dziewczynki pytanie :P i z gory za nie przepraszam:)) : czy jesli spoznila mi sie owulacja to okres tez ma prawo sie spoznic? ( spodziewalam sie miesiaczki a tu owulacja) i brzuch mnie czasem teraz pobolewa ale dalej nic.... dziekuje z gory za odpowiedz:P


napiszcie co u was:*!!!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 04 cze 2008, 10:56
Hej :) Nie pisałam, bo jakimś cudem myśli zniknęły...pierwszy raz mi się tak zdarzyło, żeby znikały bez mojego wysiłku, ale bardzo się z tego cieszę. W poniedziałek rano Marcin pojechał na wyjazd integracyjny z pracy i miałam w głowie masę scenariuszy jak to mnie zdradza, upija się etc. Jednak cały czas boję się go stracić po tamtej sytuacji :( ale wczoraj ok. 23 zadzwonił i powiedział, że "chciał mi tylko powiedzieć, że mnie bardzo kocha" To było tak czułe i miłe, że automatycznie przestałam go o cokolwiek podejrzewać.

A dzisiaj kończę sesję, więc dostałam myśli, co ja będę teraz robić i że będziemy siedzieć z Marcinem wieczorem w domu, on będzie miał zajęcie, a ja nie i znowu, że jak będziemy razem spędzać czas..ale na razie sobie z tym radzę :) trzymajcie za mnie kciuki :)

Pikpokis, kup lepiej test ciążowy. A co do objawów, też mi się zdarzało mieć spóźnioną owulację, a okres nawet 35-36 dnia cyklu. Odkąd biorę pigułki antykoncepcyjne, wszystko jest wyregulowane, ale coś takiego, o czym mówisz, może wystąpić. Pozdrawiam :)
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 04 cze 2008, 13:36
. POMÓŻCIE!!!niech ktos mi powie czy mam nerwice natrectw. do niedzieli bylo jak w bajce. kochalam mojego Andrzeja, chcialam rodzic mu w przyszlosci dzieci, bylam bardzo szczesliwa. jego oczy, nos, usta - tylko on. nie uczylam sie nawet tylko czekalam az przyjedzie do mnie na 5 minut chociaz.
a w poniedzialek zupelnie znienacka zaczelam sie zastanawiac czy go kocham i doszlam do wniosku ze nic nie czuje- koszmar.... chcialo mi sie wymiotować, płakałam, krtoka przerwa i znowu analizowałam wszystko od poczatku. biłam się z myslami, nie wiedzialam co sie dzieje, chciałam go znowu kochac. wczoraj byl u mnie moj Andrzej. i powiedzialam mu o tym bo plakac mi sie chcialo kiedy on mowil mi ze kocha, ze na zawsze. to mnie paliło. nienawidziłam siebie za to co dzieje mi sie w glowie. pytalam wszystkich ktorzy kogos maja czy tak mieli. czulam nie do opisania strach i brak sensu zycia, przeciez jak powiedzialam - pragnęłam go kochac tak jak kiedys. to zaczelo sie w poniedzialek, dzisiaj jest środa. jest ok, ok ale jak sie na tym skupie to koszamarrrrrr....! jemu bylo bardzo przykro, bo on bardzo mnie kocha. chce znowu byc pijana szczesciem jak wtedy kiedy nie nachodzily mnie takie watpliwosci. przeciez gdybym nie kochala to by mi tak na tym nie zalezalo. a ja ajestem na skraju wyczerpania, nie poszlam dzisiaj do szkoly. mama nie wie jak ma mi pomoc. czy moze obejsc sie bez psychologa. i czy dobrze robie ze on do mnie przyjezdza? nie chce sie odcinac bo predzej czy pozniej bede za nim wyła i załowała... odpiszcie.
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez vesna84 04 cze 2008, 13:52
doskonale Cię rozumiem, ale skoro myśl przyszła ni stąd ni z owąd to nic innego jak nerwica . ona atakuje zawsze w to co jest dla nas najcenniejsze, i co najbardziej kochamy.
i niech zawsze hip-hop jak kawa na nogi mnie stawia:)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 09:44

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 04 cze 2008, 13:55
nie musze nawet jesc i pic. musze go kochac. znam siebie, zawsze bylam nadwrazliwa, bardzo uczuciowa. chcialam mezczyzne na cale zycie, kochającego, wiernego, wspanialego - i On taki jest. tymczasem bez powodu kiedy niczego mi nie brakuje JA SZUKAM DZIURY W CAŁYM.

PRZEJDZIE MI TOOO??
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 04 cze 2008, 16:04
Hej! Konewko muszę z przykrością stwierdzić "witaj w klubie". U mnie dokładnie tak samo się zaczęło ni stąd ni zowąd pojawiła się ta obsesja i tak sobie jest do dzisiaj a zdarzyło się to ponad rok temu. Pocieszę cię, że da się z tego wyjść ale trzeba bardzo wiele czasu poświęcić sobie bo problem tak naprawdę nie tkwi w obsesjach ale w twoim podejściu do życia, ludzi i otaczającego cię świata. Nerwica jest chorobą emocji bazuje przede wszystkim na lęku. Czeka cię dość długa droga ale warto polecam psychoterapię bardzo pomaga.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Pstryk 04 cze 2008, 19:55
Pamiętam, jak kiedyś napisałam w tym temacie w chwili paniki, że się boję, że przestanę go kochać - i stało się, przestałam w pewien sposób - to przykre, ale tak naprawdę to bałam się samotności i tego, że będę musiała żyć 'od nowa'. Też jestem osobą wrażliwą, często przewrażliwioną i myśl, że nie kocham go dostatecznie doprowadzała mnie nawet do prób samobójczych. Ta obsesja doprowadziła do tego, że wykańczałam jego i siebie i wszystkich w pobliżu. Igrałam ze śmiercią i nie dotyczyło to tylko mnie. Świat się nie zawalił.
Pstryk
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kapralis 04 cze 2008, 20:09
Bethi piszesz w czasie przeszłym, czy to znaczy, że już nie jestescie razem? A moze juz Cie nie dotyczy ta "choroba" bo dalas sobie z nia rade?
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 04 cze 2008, 20:11
Ale kochani. Mi się to zadziało dwa dni temu, w pon. We wtorek bylo okropnie, plakalam. Dzisiaj jest sroda, byl u mnie. Bez łez, dotykalismy sie, mowilam mu ze go "kocham" i nie cierpialam bardzo. Towarzyszylo mi w glowie to pytanie ale nie tak glosno jak wczesniej. Ulzylo mi nie ukrywam, ze nie jest gorzej bo by bylo kiepsko. Zdaje sobie sprawe z tego ze mam CHORE mysli ale skoro to dopiero poczatek to moze zamiast wrozenia mi czegos zlego (zdaje sobie sprawe ze to choroba) doradzicie cos, dodacie otuchy. Bo przyznam ze mi sie smutek i zalamanie pogłębia kiedy ktos stwierdza ze czega mnie wiele zlego. A ja mam siłe, poki mam sile - pomagajcie.
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 04 cze 2008, 20:26
Chyba Ty Ago25. "napisalas cos takiego miłość to nie jest żadna magia to po prostu zgoda na wspólne życie ze swoim partnerem i wspólne codzienne sprawy i relacje"

coś mnie olśniło. zaden inny post tutaj na forum tak mnie nie uświadomil. jestem z Andrzejem pół roku. a wiec... obsesja pojawila sie moze z tego wzgledu ze juz konczy mi sie tzw zauroczenie? ja na sile doszukuje się magii miedzy nami. magii!. reszta czyli zaufanie, akceptacja mam. nie chce innego. naprawde.
czy to mozliwe ze tak obsesyjnie zle znosze przejscie z zauroczenia w ... miłość ?i wmawiam sobie ze go nie kocham? bo tesknie za magią. ?
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kapralis 04 cze 2008, 20:55
Heh, nie chce nic mówić ale mnie się też zaczęło po pół roku i trwa do dziś - 2,5 roku w tym 2 lata narzeczeństwa i wspólnego mieszkania no i w lipcu ślub :-) Teraz wiem, ze to choroba choc nie raz bywalo bardzo ciezko - nawet dzis po klotni mialem ochote wyjsc i nie wrocic bo znowu mysli daly mi sie we znaki. Napewno pomaga rozmwoa z psychiatra/psychologiem, terapia (ja bylem na grupowej w klinice nerwic - nie wiele pomogla ale zawsze cos :smile: ) no i leki - brałem bioxetin i bylo jeszcze gorzej - od dwóch tygodni biore anafranil w dawce 3x25mg dziennie i jest jakby mniej tych mysli i czuje sie lzejszy, spokojuniejszy i pewniejszy siebie - juz nie trzese sie z nerwow jak tylko posprzeczam sie z moja narzeczona i sie do siebie nie dozywamy dluzsza chwile. W sumie to musialem przejsc naprawde dluga droge a i tak nie jest jak przed tem, tylko, ze ja juz chyba nie chce by bylo jak przedtem - przedtem zylem zakochaniem, wlasnie ta magia, o ktora tak wiele osob walczy - tylko, ze to juz w takim natezeniu nie wroci, teraz zaczyna sie odpowiedzialnosc, obowiazki i nromalne zwyczajne zycie i dbanie o milosc i pielegnowanie zwiazku. To trudne przestawic sie na ten tor myslenia, jeszcze do konca tego nie dokonalem - swoje robi rozbita rodzina, z ktorej pochodze, a w ktorej panowaly non-stop klotnie, awantury i przemoc psychiczna (rodzice od 10 lat nie sa razem i kazde ich spotkanie zazwyczaj konczy sie na klotni). Do tego moja narzeczona tez pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej w ktorej z kolei alkohol zrobil swoje i ojciec nie najlepiej sie zachowje. Pelen obaw i watpliwosci ide dalej przed siebie bo kto nie ryzkuje ten nie ma ;-) A tak na powaznie boje sie bardzo, ze moge nei podolac, ze moge stac sie w przyszlosci taki jak ojciec (to moja najwieksza obawa) ale z drugiej strony nie wyobrazam sobie przy mnie innej kobiety od mojej Marty, po prostu nie widze siebie idacego za reke z inna kobieta. Fakt ostatnio troche mniej ze soba rozmawiamy i daje sie odczuc oddech codziennego zycia na plecach - troche rutynki, ale nie jest zle - jest normalnie i da sie zyc. Pozatym kmoge na nia zawsze liczyc i jestem very happy, ze bede mial taka zonke ;-) Zycze Ci z calego serca powodzenia i przede wszystkim wytrwalosci w dazeniu do celu i zwalczenia tego dziadostwa - uda sie napewno :-) Pozdrawiam
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 04 cze 2008, 21:29
KAPRALIS. to chyba choroba ludzi bardzo wrazliwych, ceniacych sobie emocje, ludzi ktorzy wszystko analizuja. ja wszystko zawsze analizowałam. teraz tylko jest to takie mocne... ja znalazlam przyczyne: nie moge czekac na magie, ktorej nie ma. magia to poznawianie sie na poczatku, tajemnice, tez niedomowienia. ja juz Andrzeja znam, jestem z nim na tyle dlugo ze zdazylismy sie poklocic i dotrzec. teraz musze wyzbyc sie mysli ze go nie kocham. bo kocha, jestem z nim i byc chce. :D :D
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cicha 04 cze 2008, 22:35
Witaj konewkaa !
I widze, że coraz więcej osób przybywa na nasze forum. Powiedz mi Konewkaa czy miasz ze swojego dzieciństwa jakieś przykre wspomnienia? Bo wiele osób na tym forum powiedziało, że nerwica sie bierze też od nieodpowiedniego wychowania rodziców... ja mam te myśli już rok...ale na szczęście dochodzę do normalności..juz rzadko mam myśli.. często zapominam, ze mam nerwice, no ale wiadomo, tego sie nie da zapomnieć... widzisz konewkaa ja ze swojego dzieciństwa pamiętam same najgorsze chwile...nie pamiętam żadnych dobrych chwil...ciągłe awantury w domu itp..i stąd się wzieło to cholerstwo...
moim zdaniem konewkaa powinnaś sie udac do psychologa, jesteś w poczatkowym stadium tej choroby to podejrzewam, że szybko z tego wyjdziesz... ja nie stety pozno zareagowałam, musialam sama walczyć z tym przekleństwem...na szczęscie moge się cieszyć większą swobodą, jak pojawiają się myśli, to je olewam i żyje dalej :) Widzisz, miłość to nie magia i nie motylki w brzuchu, to jest codzienne życie, przywiązanie się do ukochanej osoby :) Ja kocham swojego Tomka i nie pozwole, żeby durna nerwica zepsuła mi szczęście
Pozdrawiam kochani!! :)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do