Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez vesna84 19 maja 2008, 12:29
co za potworna choroba...nie zyczę jej nikomu. nie napisałam wcześniej, chodzę na terapie i biore leki (seroxat- uważam że jest niezły) moja terapeutka wywnioskowała, że uciekam w te myśli bo nie chce widzieć prawdziwego problemu jakim jest to iż jesteśmy z Marcinem już 6 lat, a on nic nie przybąkuje o ślubie...a ja już jestem gotowa...:( i moja terapeutka stwierdziła, że karam sie w ten sposób za moje marzenia.moze tak jest... najpierw jej uwierzyłam...ale potem znowu analiza...a skąd ona może wiedzieć po 2 spotkaniach, że nie jestem homo??? no i wróciło wwszystko...:(
i niech zawsze hip-hop jak kawa na nogi mnie stawia:)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 09:44

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 19 maja 2008, 14:48
Hej! Witajcie po weekendzie. Jak zwykle znów coś sobie uzmysłowiłam przede wszystkim fakt że temat kochania czy nie kochania to temat zastępczy. Tak naprawdę w obsesjach przynajmniej moich o Michała nie chodzi. Uzasadnię dlaczego otóż byłam w sobotę i w niedzielę w rodzinnym domu, jadąc autobusem modliłam się do Boga aby Michałowi nic się nie stało zaczęłam się bać że może mu się coś stać (to dobrze że się martwię bo to chociażby świadczy że kocham swojego lubego ale u mnie jak zwykle pojawiła się obsesja, panika że może stać mu się jakaś krzywda typu np wypadek - masakra prawie całą drogę chciało mi się beczeć, chciałam być już z powrotem z nim. W między czasie pojawiły się wszystkim nam z tego forum myśli czy kocham? Przyjechałam do domu i jak zwykle było po staremu mama się tylko ucieszyła że przywiozłam jej kwiatka na urodziny - jej zadowolenie akurat sprawiło mi przyjemność. Ojciec natomiast wolał pojechać sobie na ryby właściwie w sobotę z nim w ogóle się nie spotkałam. Ma mnie po prostu gdzieś przykre ale prawdziwe. Niedziela jakoś minęła. Kiedy wracała do Michała znów napadł mnie lęk ale zrozumiałam, że mówiąc o niekochaniu to dotyczy to mojego ojca a nie Michała. Dla każdego dziecka również kiedy to dziecko jest dorosłe ten brak miłości rodzicielskiej jest bólem. Przyznanie się do tego nie jest łatwe. Gdzieś nadal w mojej głowie siedzi że może się to zmienić i kiedy ścieram się z rzeczywistością to potwornie boli. Tak naprawdę chodzi o moje prawo do szczęścia. Jestem szczęśliwa tu i teraz ale mam gdzieś w głowie zakodowane to marzenie, że ja, mój ociec, mama, siostra będziemy szczęśliwi, że nasza rodzina nagle stanie się szczęśliwa - marzenie to prowadzi mnie do destrukcji bo wiem że to fałszywe myślenie. Jasne w jakiś sposób może i się zmienia nasze stosunki na lepsze ale nigdy nasza rodzina nie będzie szczęśliwa, za to moja z Michałem ma jak najbardziej realne taką się stać. Ważne dla mnie odkrycie to również fakt, że miłość to nie żadna magia ale to musiałam sobie sama z siebie wytłumaczyć. Miłość to najzwyklejsza codzienność, to te najdrobniejsze sprawy, słowa, gesty niestety moja codzienność z rodzicami była dość nieprzyjemna więc dziwnie się czuję kiedy jestem bezpieczna i spokojna.
Witam nową forumowiczkę. Nie martw się, mnie również dopadła taka myśl na szczęście tylko bodajże przez jeden góra dwa dni ale też napędziła mi stracha. Zresztą to z pewnością jest choroba skoro objawy mamy podobne. Trzeba koncentrować się na swoim szczęściu, przestać żyć marzeniami skupić się na tym co dzieje się tu i teraz. Wyjdziemy z tego.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez vesna84 19 maja 2008, 16:23
dziękuję Wam za wszystkie słowa i rady jakie tu przeczytałam...ehhh ciężko jest, tym bardziej, że myśli zajmują mi wiekszość dnia... moje natręctwa uderzaja w coś bardzo ważnego, w moje marzenia, które zawsze miałam, dom, mąż dzieci... jestem osoba wierząca dlatego fakt odmiennej orientacji seksualnej nie byłby czymś z czym mogłabym sie pogodzic... :cry: kiedyś mialam takiego dołka, byłam sama w domu zaczełam w modlitwie wrzeszczeć na Boga, mówić mu dlaczego ja?? za jakie grzechy?? zabije sie jeśli to prawda?? jak sie uspokoiłam sama byłam w szoku, że stać mnie na taką akcje..oczywiście potem wyrzuty sumienia, ciesze sie że trafiłam do Was, widać że wspieracie sie bardzo i udzielacie ważnych rad, mi to jest naprawde potrzebne.
i niech zawsze hip-hop jak kawa na nogi mnie stawia:)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 09:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cicha 19 maja 2008, 22:50
Aga czytając ostatniego Twojego posta, w którym piszesz o swoim tacie i o swojej rodzinie czuję się tak jakbym słowo w słowo ja to samo pisała. W mojej rodzinie jest bardzo podobnie... Vesna możesz liczyć na nasze wsparcie:)
jejj a mnie dziś złapały myśli...ehh...muszę sobie z tym poradzić :( wciąż się boje... zawsze o wszystko się martwię... chciałabym być w pełni szczęśliwa, a nie jestem w pełni, mam problemy z nogą, w Lipcu jade do szpitala na biopsje, bo lekarze chcą się upewnić, że nie mam złośliwego nowotwora na udzie... martwie się tym, nie moge chodzić, tak bardzo bym chciała móc znowu biegać, tańczyć, pływać, jezdzić na rowerze, a nie moge :( No i ta nerwica...te lęki i myśli...chyba łapie dołka :( Przepraszam, że użalam się nad sobą, chciałam się tylko wygadać :(
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez vesna84 20 maja 2008, 07:43
po to jest właśnie to forum, żeby sie wygadać:)!! ze mną ostatnio też nie najlepiej, łapie dołki co chwile, czasami myśle, że nie mam już na to wszystko siły i najlepiej byłoby gdyby Bóg zabrał mnie już do siebie.bo męczyć sie tak nie chce.w sobote mam terapie, może rozjaśni mi ona głowe troszeczke.
i niech zawsze hip-hop jak kawa na nogi mnie stawia:)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 09:44

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mieciu 20 maja 2008, 08:16
vesna jesli chodzi o myśl czy przypadkiem nie jestem homo to też typowe. Czy kobiety pociągają Cię tak jak faceci? Czy masz na nie "ochotę"? Jest różnica między zwykłym stwierdzeniem, że kobieta jest ładna a podobaniem się. To napewno jakiś temat zastępczy - nerwica tak niestety robi. Czasem jednak ten temat zastępczy jest mniej bolesny niż ten prawdziwy(przynajmniej tak to widzi nasz mózg) i dlatego się w niego pchamy... będzie dobrze, nie martw się.
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez vesna84 20 maja 2008, 08:33
dzięki mieciu.. jakoś ciągne ten mój zywot chociaz cięzko jest.. teraz mam wrażaenie, że już nikt mnie nie pociąga, ale to też podobno wina tabletek..libido zerowe, dawniej jeden dotyk mojego faceta sprawiał, że odpływałam, teraz boje sie, że jak mnie dotknie najdą mnie myśli o homoseksualiźmie... :cry:
i niech zawsze hip-hop jak kawa na nogi mnie stawia:)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 09:44

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez vesna84 20 maja 2008, 08:39
jestem w tak zwanym błędnym kole, bo jeśli mój chłopak chce sie zbliżyć, ja też chce ale boje się że mysli zaczną sie kłębić, więc unikam czułości, co powoduje myśli..wieć jednak jestem homo, skoro nie chce go pocałować...ehh...dramat
i niech zawsze hip-hop jak kawa na nogi mnie stawia:)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 09:44

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 20 maja 2008, 10:53
Hej! Dziś może bardziej śmiesznie o jednej z moich obsesji. Przez przypadek obejrzałam sobie taką bajkę (może ją pamiętacie) "Było sobie życie" no więc są tam postacie tj bakterie, zarazki i co o zgrozo stwierdziłam że mój ukochany jest nawet do nich troszkę podobny no i się zaczęły lęki. Na szczęście śmieję się już z tego ale dzięki takim obsesjom widzę, że rzeczywiście szukamy tematów zastępczych.
Te "tematy" oddalają nas od naszych prawdziwych problemów a więc od nas samych. Być może ze względu na to, że w związkach odkrywamy siebie przed drugą osobą a jak wiadomo "my" to temat dla nas samych tabu szukamy wszelkich możliwych powodów żeby uniknąć ujawnienia prawdziwych siebie. W moim przypadku to unikanie siebie objawiało się w: poprawianiu innych, krytykowaniu innych za to co robią bądź czego nie robią, bezlitosnym ocenianiu ludzi a nie ich zachowań (zauważcie jest różnica). Czyjeś problemy były ważniejsze od mojego bólu i cierpienia, mojej radości i szczęścia, od moich uczuć i pragnień. Tak teraz powoli dochodzę do wniosku, że u mnie problemem jest to czy potrafię żyć z kimś tak aby go nie krzywdzić (bo do tego się przyzwyczaiłam w domu). Gdzieś zapewne krząta się we mnie lęk przed tworzeniem stałego związku bo nie wiem czy będę na tyle odpowiedzialna i wytrwała w jego tworzeniu. Pocieszam się, że wielu tak ma i to nie tylko nerwicowcy. W tym momencie ważna dla mnie staje się moja odpowiedzialność i pytanie czy jestem odpowiedzialna? Uważam, że jestem ale ze względu na brak pewności siebie w tej materii sobie nie ufałam. Staram się to zmienić, jest wiele dowodów na to, że taka właśnie jestem może nie zawsze ale wiadomo człowiek nie jest doskonały. Uważam, że przejawem odpowiedzialności jest także walka z chorobą, przyznanie się do tego, że ma się nerwicę, chęć spojrzenia na życie bez lęku i w prawdzie. Miłość to codzienne życie - ważne by zdać sobie z tego sprawę, wzajemne się wspieranie, nie ubliżanie sobie, szanowanie siebie takim jakim się jest w rzeczywistości, akceptacja drugiej osoby wraz z jej światopoglądem, przyzwyczajeniami itp. Kiedy do siebie mamy ciągle o coś pretensje, albo sobie wyznaczamy bardzo rygorystyczne zasady to od innych również tego żądamy. Jeśli do siebie podchodzimy łagodnie i z ze "złotym środkiem" to do innych również. Ważne by mieć swój system wartości, swój światopogląd, swoje zdanie ale słuchać też innych co nie oznacza, że od opinii innych mamy być uzależnieni.
Mieciu poruszył też bardzo ważny problem błędnego koła. Bardzo często czujemy się źle, płaczemy z powodu myśli itp dlatego kiedy mówimy, że jesteśmy szczęśliwi tak trudno nam w to uwierzyć chociaż tak jest w rzeczywistości. Pamiętajcie celem nerwicy jest destrukcja naszego szczęścia, choroba zrobi więc wszystko by zafałszować nasze przekonania dlatego nawet jeśli boicie się czułości nie unikajcie jej, oczywiście nie zawsze się ma na nie ochotę ale jeśli czujecie że chcecie się przytulić to to zróbcie nawet jakbyście mieli potem to 1000 razy analizować.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez vesna84 20 maja 2008, 11:04
masz racje aga, dzięki za te mądre słowa!!
i niech zawsze hip-hop jak kawa na nogi mnie stawia:)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 09:44

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 20 maja 2008, 11:48
To teraz ja sie poskarżę :( Byłam dzisiaj na pierwszej wizycie u psychoterapety.. Pani powiedziała, że nie mogę wchodzić w związek ze strachem o uczucia.. I być może wcale nie kocham :(. I że powinniśmy sie rozstać na jakiś czas.. Boże a jak naprawdę się okaże, że nie kocham? Załamię się...
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez vesna84 20 maja 2008, 12:04
Spokojnie Marta..po pierwszej wizycie psychoterapeuta nie jest w stanie stwierdzić czy kochasz czy nie... poza tym ona nie jest tam od tego żeby sugerować Ci cokolwiek... (a szkoda bo może wolałabym żeby ktoś powiedział mi co mam robić) moja terapeutka powiedziała, że tworzy w głowie obraz mnie, po tym co jej opowiadam... nic po za tym interpretuje moje zachowanie, słowa, pomaga mi samej dojśćdo sedna.
i niech zawsze hip-hop jak kawa na nogi mnie stawia:)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 09:44

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 20 maja 2008, 14:00
Mnie też przychodzą do głowy myśli, że nie kocham.. że czuję, że to nie to... A nie chcę tego.. Chcę z Nim być. Ona powiedziała, że według niej to nie są zaburzenia, bo nie jestem schizofrenikiem... I że albo sie kocha albo nie i to się wie... I jeśli tak jest to najzwyczajniej w świecie nie kocham, ale na tle innych facetów, mój jawi mi się cudownie.. I chcenie nie ma związku z miłością...
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Amy Lee 20 maja 2008, 14:25
MartaF napisał(a):Chcę z Nim być. Ona powiedziała, że według niej to nie są zaburzenia, bo nie jestem schizofrenikiem... I że albo sie kocha albo nie i to się wie...

Bosch, nie trzeba być schizofrenikiem, żeby mieć problemy z oceną własnych uczuć :roll:
Amy Lee
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do