Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mieciu 13 maja 2008, 07:34
kapralis obawiam się, że tak do końca na 100% to nigdy nie będziemy wiedzieć.
cicha czy to uczucie to nie przypadkiem derealizacja? Od natłoku myśli, emocji i autoagresji powstaje coś takiego co powoduje jakbyś żyła w jakimś filmie. Ja to już mam kilka lat bez przerwy, jedynie z lekkimi prześwitami.
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez pikpokis 13 maja 2008, 08:01
witam kochani.... boje sie ze nie wyjde z tego nigdy:( apsik zazdroszcze ci!

wiecie co najczesciej nachodza mnie mysli gdy moj kochany mi sie sprzeciwia, gdy mowi nie, badz nie robi tego co chce, czego oczekuje, nie zasmieje sie z zartu, nie przytuli.... wtedy sie "obrazam" smuce a to prowadzi do lęku i mysli...... prosze napiszcie mi co o tym sadzicie!!! bo sama nie moge dojsc do sedna:(((


wczoraj tez powiedzialam mojej przyjaciolce ze dzieje sie rowniez tak ze jak sie wyglupiamy przychodzi mi mysl zebysmy stali sie powazni i pogadali o czyms z drugiej strony jak za dlugo gadamy i nie zartujemy prowokuje go do wyglupow. Najgorzej jest jak nagle zaczynaja mnie draznic wyglupy bo on nie potrafi stac sie nagle powazny, lepiej jest gdy z powaznego "przeksztalce go" w smieszka..... boze jakie to chore
:( ale tak mnie meczy....

wiecie co jeszcze przedwczoraj moj kochany mi to powiedzial zauwazyl to!!! powiedzial: ty wolisz jak ja sie wydurniam a jak powaznie gadamy to nie .... heh


pomozcie prosze.....

mieciu trzymaj sie! siedzisz tu tyle co ja wiec musi w koncu przyjsc na nas dobry czas....
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 13 maja 2008, 08:26
Kochani, co ja mam robić?? Tak bardzo Go chce, nie chce nikogo innego, a nie mogę pozbyć się tego lęku.... Nie wyobrażam sobie życia bez Niego, a coś mnie paraliżuje... Co robić? Co?
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 13 maja 2008, 10:31
Hej! Gwarantuje wam że da się z tego wyjść. Tak jak wczoraj napisałam przez ostatni tydzień stawałam twarzą w twarz z nerwicą. Robie chyba kolejny krok naprzód. Myśli zniknęły nie wiem na jak długo ale mam nadzieję, że już na zawsze chociaż hm nie wiem. Ja już biorę 1/4 leku. Nerwica prowadziła ze mną "brudną grę". Uzmysłowiłam sobie że moje obsesje są dokładnym przeciwieństwem mojego systemu wartości. Przedstawię po krótce źródła moich obsesji.
Zdrada - zawsze powtarzałam, że zdrady nie toleruję w związku bo godzi to w poczucie mojej godności no i co oczywiście w obsesjach widzę siebie "dającą" na prawo i lewo na dodatek z każdym napotkanym facetem - no toż to kompletny absurd, a wiecie dlaczego bo nigdy "taka" nie byłam (określiłabym siebie mianem purytanki hahahaha) jak próbowały mi wmówić natręctwa. Jestem osobą wstydliwą, nie lubię obnażać się przed ludźmi dowód jeśli ubiorę bluzkę z dekoltem już czuję się obnażona. Wspominałam wcześniej, że w pewnym momencie zaczęłam tworzyć swój własny świat. W "swoim" świecie byłam piękna, pociągająca wręcz kusicielka co spodobał mi się ktoś np piłkarz, aktor nawet polityk już z nim w myślach romansowałam. W tym właśnie widzę związek z tym lękiem że zdradzę najukochańszą dla mnie osobę. Konflikt był wynikiem ścierania się mojego prawdziwego "ja" (wstydliwej, nieśmiałej) z tą stworzoną w swojej głowie wymyśloną "ja". Jak zwalczyłam tę obsesję przede wszystkim zbadałam w sobie skąd to się u mnie wzięło, zaakceptowałam w sobie tę wstydliwość, nieśmiałość - taka jestem i dobrze mi z tym. Już nie chcę być idealna fu. Chcę być taka jaka jestem w rzeczywistości nawet jeśli jestem totalnie niedoskonała ale przynajmniej jestem człowiekiem rzeczywistym a nie jakimś sztucznie przeze mnie stworzoną przeze mnie smutną tak naprawdę doskonałością w mojej głowie.
Zrobienie krzywdy - ta obsesja akurat dotyczy ściśle relacji z moimi rodzicami. Jestem typem buntownika tzn jeśli chodzi o moje sprawy rodzinne. Nigdy nie pochwalałam tego co dzieje się u mnie w domu. Ciągle ścierałam się z ojcem, matką często bywając wręcz wściekła na nich za to jacy są. Konflikt z rodzicami powodował u mnie poczucie winy (teraz wiem że miałam prawo się wkurzać) bo przecież to moja mama i tata. Znienawidziłam siebie za tą moją wybuchowość. Zresztą im stawałam się starsza tym bardziej czułam do siebie niechęć, nienawiść, czułam się beznadziejna, nie potrzebująca nikogo, dająca sama sobie świetnie radę, a tak naprawdę samotna i zagubiona. Wówczas nie wiedziałam jeszcze o syndromie DDA. Uciekałam w "swój" świat i naukę.
W końcu najgorsza obsesja "że nie kocham" - moje cierpiące "ja" przecież nie zasługuje na szczęście (a to totalna bzdura) ale nieświadomie tak właśnie reagowałam na swoje szczęście poza tym strasznie wstydziłam się swojej rodziny, strach, że jak nie znajdę pracy to mój związek się rozleci (to chyba była wtedy moja obsesja ale nie była na tyle silna, żeby psuć moje samopoczucie), kompleksy na punkcie swojego wyglądu itp. No i witaj ataku obsesji.
Jeszcze wygląd - to sprawa dla mnie marginalna. Przypomniałam sobie, że zawsze powtarzałam, że jak będę miała faceta to nie będzie podobny do mojego ojca no i na szczęście nie jest. Podobają mi się ludzie o ciekawych twarzach no a mój Michał ma niesamowite oczy a jak się śmieje to cieszy się całą buzią i to jest słodkie. Przede wszystkim kocham go za to jakim jest człowiekiem. Kocha mnie, szanuje, akceptuje i to jest dla mnie ważne. Poza tym wiem, że będzie super ojcem (mam takie przeczucie). A czy to się sprawdzi to zweryfikuje czas. Moja intuicja mówi mi że dokonałam trafnego wyboru. I wierzę w swoje uczucia, wierzę przede wszystkim sobie. Nie oglądam się na opinie innych.
Pikpokis mam wrażenie, że ty siebie samą krytykujesz za swoje uczucia i zachowanie co przenosisz później na swojego chłopaka skąd się to u Ciebie wzięło?
Cicha to zapewne kolejna obsesja. Mam nadzieję, że potrafisz już odseparowywać się od tych awantur w domu. Wiem jakie to ciężkie ale nie dawaj się wciągać w gry rodzinne.
Damy radę!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez pikpokis 13 maja 2008, 19:24
aga chcialabym potrafic tak przeanalizowac moje zycie ale nie potrafie, czy pozwolisz ze cos napisze.... moze ty mi pomozesz..... pamietam jak dzis jak mialam kilka latek i w tv widzialam jak facetowi rozrywa brzuch (pisalam juz tu o tym ) wychodza z niego robaki,,,,,to lecialo tak sobie na porannym programie, przerazilam sie..... spytalam mamy czy to mozliwe a ona nieswiadoma tego co widzialam powiedziala ze tak, ze jak je sie za duzo slodyczy to tak sie staje i ze corka jej kolezanki tak miala.... zaczelo sie pieklo pamietam ze trzymalam sie caly czas za brzuch..... nawet na zdjeciach widac;/ bylam mala nie pamietam ile to trwalo..... potem caly czas bylam wrazliwym dzieckiem, zylam pzez wiele lat w cieniu swojej przyjaciolki... ladniejszej, uczacej sie lepiej ode mnie, odwazniejszej.... z rodzicami mialam dobry kontakt, czesto balam sie o nich.... pamietam tez jak bylam mala i uczestniczylam w koloni to bylismy w ksiazu w zamku a tam dotykajac sciany trzeba bylo pomyslec zyczenie, ja zazyczylam sobie zeby nic sie nie stalo w powrotnej drodze, zebym zyla.... dziwne co nie?;/ potem tak jak napisalam wczesniej balam sie o rodzicow, jak jechalam gdzies autokarem to modlilam sie zeby nie bylo wypadku..... czesto jak zrobilam cos zlego pytalam sie mamy : czy to grzech? a nic sie nie stanie? :( potem na kilka lat ucichlo dopiero w liceum zaczela sie hipochondria.... wiadomo ;/ a teraz to....


kochani w wielkim skrocie wrocilam do swojego dziecinstwa prosze pomozcie mi.... dzis jak wracalam z uczelni myslalam zeby wejsc pod nadjezdzajacego tira:( juz mam tego dosyc..... obym wytrwala..... ehhhh
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cicha 13 maja 2008, 23:12
Piko wytrwasz, każdy z nas wytrwa!! Aga podziwiam Cię na prawde, Twoje posty mają w sobie takie słowa, które głęboko do mnie docierają. Pamiętam jak byłam mała to ciągle sie bałam czegoś, czy mama mnie odbierze ze szkoły, bałam sie zostawać w domu sama z bratem, bo robił rózne dziwne rzeczy np. kazal mi wchodzić pod maszyne i siedziec tam ileś minut i śmiał się z tego, a mi się w środku serce krajało... nie wiem dlaczego ale pamiętam same najgorsze dni z mojego życia, nie myśle o tym co było dobre tylko o tym co mnie kiedyś najbardziej bolało... Coraz rzadziej mam myśli dotyczącej mojego ukochanego...zrozumiałam wiele rzeczy... dzięki wam, dzięki temu forum. Nie wiem czy sama bez was bym sobie poradziła... pewnie bym sobie coś zrobiła...wiem, ze jeżeli nie podejme leczenia u psychologa to jeśli mi zginie to po jakimś czasie natręctwa wrócą, bo wiem po swoim doświadczeniu jak bylam w podstawówce, tylko, że wtedy nie wiedziałam, że mam nerwice natrętnych myśli...jka byłam z tym u lekarza wewnętrznego, to wtedy powiedziała mi, że ja dojrzewam i że to zmiany hormonalne tak na mnie wplywają...pamiętam, że nie mogłam jeść wtedy i zastosowałam diete jakąś...i miałam te dziwne uczucie w oczach... teraz gdy sie te dzine uczucie pojawia to ogarnia mnie panika...;/
świat jest taki cudowny!! Kochamy naszych partnerów i wszyscy o tym wiemy! Nie dajmy się zwariować głupiej nerwicy, zaprzestajmy jej!! Postawmy temu czoło!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mieciu 14 maja 2008, 07:16
Piko rodzice czasem nieświadomie robią takie rzeczy strasząc dzieci a to dziadem z worem a to jeszcze czymś innym co niestety odbija się później w dorosłym życiu. Twoje wątpliwości co do akurat tych zdarzeń któe opisałaś powinien rozwiązać psycholog. My możemy coś źle zrozumieć i poradzić Ci coś co jest niewłaściwe. Ale widać, że już jako dziecko miałaś skłonności do bycia delikatną i wrażliwą, z resztą jak my wszyscy tutaj. Te zdarzenia pewnie mogły mieć jakiś wpływ ale wcale nie musiały - być może mniej wrażliwe dziecko zareagowałoby inaczej - i tu ujawniają się skłonnośći do...sama wiesz czego. Co do tego TIRa to pewnie większość z nas miała takie myśli. Mam nadzieję, że na myślach się skończy... nie chcemy aby było coś więcej. Piko trzymaj się i nie poddawaj. Jesteśmy zawsze z Tobą. Będzie dobrze. Główka do góry.
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 14 maja 2008, 09:59
Piko wiesz faktycznie czasami rodzice straszą swoje dzieci większość w dobrej wierze. Najgorsze że w twojej sytuacji widząc obrzydliwy obraz w tv twoja mama zestawiła to z czymś przyjemnym - słodyczami. Z mojego doświadczenia też mam taką scenę która od czasu do czasu mi się przypomina, bo okropnie mnie przeraziła więc mogę tylko wysnuć tezę, o której czytałam, że mózg koduje najchętniej takie sytuacje, którym towarzyszą silne emocje. Być może lęki zaczęły się właśnie od tego momentu. Piszesz że rodzice cię bardzo kochają i ty również to super sprawa. Piko a czy twoi rodzice akceptują twojego ukochanego? Z tego co napisałaś jesteś bardzo przywiązana do rodzinki i być może fakt, że stajesz się dorosła a zatem będziesz musiała powolutku sama o sobie decydować tak cię przeraża. Może boisz się utraty tego dobrego kontaktu. Pomyśl nad tym. Wiesz o czym pomyślałam, że zastanawiając się nad wyglądem, charakterem naszych partnerów jakbyśmy nieświadomie oczekiwali, że ktoś nam powie np tak pasujecie do siebie, tak to przystojny facet itp, że ktoś nam będzie mówił jak mamy żyć ale prawda jest taka, że tylko do nas należy odpowiedź. Słuchaj siebie i uwierz sobie. Jeśli ciągle męczą cię kompleksy na temat swojego wyglądu to mogę ci podpowiedzieć tylko to co ja sobie powtarzam, że wygląd nie ma znaczenia dla mnie liczy się wnętrze, lubię kiedy ktoś jest interesujący może zaoferować coś więcej niż tylko "opakowanie". Bez względu na to jak wyglądamy, co umiemy, co czujemy mamy prawo czuć się wartościowe. Powoli do mnie dociera jak wielką krzywdę robiłam sobie wyszukując w sobie wady nie widząc zalet. Na szczęście lekcję zrozumiałam. Piko powtarzaj sobie, że zasługujesz na szacunek jak każdy inny. Jak już wcześniej napisałam tak naprawdę to ktoś z zewnątrz ustala kanony piękna i brzydoty a ja się pytam jakim prawem? Wciska się nam kit jakie powinnyśmy być, żeby podobać się innym. Traktuje się ludzi jak przedmioty. Podam przykład modelek najpierw zmusza się "ładne" (zdaniem zainteresowanych) dziewczyny do odchudzania a potem mówi im się, że wyglądają jak wieszaki, a co gorsze robi się retusz zdjęć gdzie te dziewczyny wyglądają inaczej niż w rzeczywistości. Pytam się was o czym to świadczy. Nie traktujmy siebie w ten sposób. Cieszmy się z tego jak wyglądamy, nie katujmy się kompleksami. Piko nie załamuj się. Wyjdziesz z tego.
Cicha cieszę się, że umiesz to już pokonywać w sobie. Ważne jest zrozumienie źródeł tego cholerstwa. Twój brat nie powinien był cię traktować w ten sposób. Dla małego dziecka taki strach się utrwala, sama wiem to po sobie. Mam prośbę unikaj jak możesz tylko konfliktów rodzinnych, nie angażuj się w nie. Zrób to dla siebie. Mamy takie samo prawo do szczęścia jak ludzie, którzy potrafią być szczęśliwi. Ja powoli zaczynam wierzyć, że życie może być przyjemne, łatwe i szczęśliwe. Wam się też to uda.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 14 maja 2008, 10:48
No właśnie dlaczego tak jest, że gdy możemy być szczęśliwi to coś nas blokuje? :((
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Izichristina 14 maja 2008, 12:04
Hej Wszystkim Nowym i "Starym" :D Dawno mnie nie było ale jestem już. Chodzę dzielnie na psychoterapię. Byłam ostanio u nowego psychiatry również i powiem Wam że bez mrugnięcia okiem powiedział że to są zaburzenia obsesyjno-kompulsywne.
Na psychoterapii wiele się dowiedziłam. Przede wszystkim tego że nie daję sobie prawa do szczęścia. Myślę że wszyscy mamy z tym problem. To wynika właśnie z wychowania jakie odebraliśmy.
Na terapii dowiaduję się rzeczy na które sama bym nie wpadłą.Wczoraj na przykład zastanawiałam się dlaczego komplement jakiegoś wrednego kolesia znaczy dla mnie więcej niż komplement dobrego i kochającego mnie człowieka - myślałam że to wynika z niskiego poczucia własnej wartości a się okazało że nie tylko - otóż wynika to z faktu że mój ojciec , człowiek ciężkiego charakteru, odszedł jak miałam 7 lat i nie dał mi tego czego jako dziecko tak bardzo od niego oczekiwałam - miłości, czułości, dobrego słowa. Garnę się do "trudnych" mężczyzn by usłuszeć od nich to czego od tamtego trudnego mężczyzny nigdy nie usłyszałam. Rekompensuję sobie podświadomie w ten sposób krzywdę jakiej doznałam.

Marta F jeśli chodzi o strach przed facetem to przeszłam dokładnie tą samą fazę. Jak to ktoś na jakimś forum napisał: strach nie idzie w parze z miłością. Jest albo strach albo miłość. My mamy lęki a więc olbrzymi wewnętrzny strach i zablokowaliśmy się tym samym przed uczuciem do naszych partnerów. Dopadła nas nasza przeszłość. Nie chodzi więc o partnera ale o to co przeżyłaś kiedyś. Facet nie ma z tym nic wspólnego.
Piko ciągły strach w dzieciństwie że coś się może złego stać również przeszłam. Nadal się z resztą łapię na tym że jak gdzieś np. jadę to wyobrażam sobie wypadek itp. i modlę się od razu żeby broń Boże nic takiego się nie stało. Rodzice w nas to przerażenie zasiewali przez całe lata. Pewnie chcieli nas chronić a w rezultacie zrobili z nas małe trzęsące się istotki.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 14 maja 2008, 12:43
Izichristina, dziekuje Ci bardzo za wytlumaczenie. Mysle, ze to bardzo trafne co mowisz, myslalam dokladnie o tym samym w ten sposob. Czy Tobie faza strachu minela? Co mam z tym robic? Psychoterapia pomoze? Rozwiklam ten problem? I co robic gdy Narzeczony czeka na slub? Przeciez nie powiem mu, ze mam przed nim lęki...
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Izichristina 14 maja 2008, 17:02
Marta F! Ja miałam taką akcję że mój Narzeczony w mojej głowie jawił się dosłownie jako jakiś potwór. Strasznie się na niego zamknęłam. Był jakiś powykręcany itp. Nie wiem dlaczego bo to najcudowniejszy facet jakiego spotkałam. Jedyny któremu na mnie naprawdę zależało. Teraz jest lepiej ale nadal jak o nim myślę mam lęki. Paranoja.
Psychoterapia otwiera umysł i pozwala zobaczyć samego siebie, dojść do źródła lęku. Przecież faceta się nie mogę bać bo jest czuły i kochany. Boję się czegoś co kiedyś mi się przytrafiło ale ja się od tego wtedy emocjonalnie odcięłam. Tak myślę. Przecież jeśli zamykam się przed jakąś przykrą emocją to ona tak naprawdę nie znika ale zostaje tam gdzieś i wychodzi właśnie w postaci objawów nerwicowych.
Psychoterapia na pewno pomoże. Ale to nie jest tak że pójdziesz na pare sesji, pogadasz i będzie ok. Musisz bardzo chcieć zobaczyć siebie, ze wszystkimi zaletami ale i także wadami. A neurotyka nic bardziej nie przeraża jak jego własne wnętrze i to co mógłby odkryć. Ale kiedy już to odkryje to staje się wolny i w końcu może zacząć oddychać pełną piersią. Nie ma nic lepszego niż niczym nieograniczona wolność własna. Mi powiedziano że terapia zajmie minimum 2 lata i jestem na to gotowa. Podjęłam wyzwanie mimo że bardzo się boję. Boję sie takich durnot typu że się okaże że ja jestem typem jakiegoś pustelnika czy coś, albo że jestem zła itp. ale kiedy osiągnę wolność i w końcu zobaczę siebie w całej okazałości będę wiedziała dokładnie kim jestem i kim chcę być. Poznam swoje ograniczenia i swoje możliwości. I nie mogę się tego doczekać :D

Co do Twojego narzeczonego to proponuję jakąś szczerą rozmowę. Ja powiedziałam swojemu wszystko no i troszkę chyba nawet za dużo, mam wrażenie że ugiął się nieco pod natłokiem informacji chociaż się do tego nie przyznał. Wspiera mnie każdego dnia i wiem dzięki temu że zawsze choćby nie wiem co będzie przy mnie a nie odwróci się plecami. Miłość to przede wszystkim dawanie. Ja też chcę dać mu wszystko ale ta choroba jak wiadomo powoduje że człowiek jest maksymalnie skupiony na sobie. Dla mojego Kochanie postaram się z tego otrząsnąć:)
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 15 maja 2008, 08:19
Ja mam pierwsza wizyte u terapeuty we wtorek, to jest podobno ktos, kto specjalizuje sie w leczeniu nerwic. A bralas jakies leki rownolegle?
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 15 maja 2008, 09:27
Hej! U mnie też było podobnie. Też w myślach o swoim ukochanym myślałam jak o potworze. Tak się zastanawiam, czy przypadkiem takich "potworów" łatwiej byłoby nam zaakceptować. Na szczęście ani trochę nie uważam, że mój Miśko jest jakimś "potworem" ta faza już minęła i była tylko w obsesjach ale to co przeżyłam nie życzę nikomu. Czytając tę książkę Karen Horney też wyczytałam tam zdanie, że neurotycy odmawiają sobie prawa do szczęścia, a kiedy są szczęśliwi na siłę wyszukują problemów. W moim wypadku też właśnie tak było. Kiedy ktoś mi mówił że jestem miłą, spokojną, wrażliwą osobą to jakoś nigdy nie wierzyłam bo od razu konfrontowałam siebie z domu a tam dawałam ostro popalić, kłóciłam się niemiłosiernie, wydzierałam się. Teraz sobie tak myślę i po co mi to było, wiem jednak, że jak najbardziej miałam prawo wkurzać się na rodziców bo w swojej roli zupełnie się nie sprawdzili. Moje życie to była raczej walka o przetrwanie niestety. W tej chwili jednak nie pielęgnuje w sobie żalu, złości do nich, uraz jednak pozostaje. Jeśli chodzi o mnie to chcę żyć inaczej i co najlepsze naprawdę żyję inaczej i bardzo mnie to cieszy. Jestem dumna z siebie, że potrafiłam stawić czoła chorobie i wychodzę na prostą bo obsesje zniknęły, a nawet jak się od czasu do czasu pojawią to już wrażenia na mnie nie robią, totalnie je olewam. Powoli zaczynam czuć tę wolność. Przede wszystkim chcę być taka jaka jestem w rzeczywistości. Przestałam wyobrażać siebie jako doskonałość bo taką nie jestem. Jestem zwyczajną dziewczyną, która uczy się kochać siebie rzeczywistą. Dobrze mi z tym. Są pewne sfery gdzie lęk nadal pozostaje ale i z tym będę musiała się zmierzyć.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do