Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez lala 24 kwi 2008, 15:20
Dziękuję za odzew, a tym bardziej że jest bardzo pozytywny :) Właściwie dzięki temu że trafiłam na to forum zrozumiałam co mi jest i wiecie co trzech miesiącach ostrej walki z tym postanowiłam próbować to najzwyczajniej w świecie OLAĆ. I próbowałam tak robić i po kilku tygodniach mi to nadzwyczaj dobrze wychodziło! :) Przez prawie miesiąc stabilny stan emocjonalny, aż do wczoraj....wiecie..gdyby to była tylko opinia tego autora, to jakoś bym to przebolała, ale to są podobno psychologiczne wnioski i w ogóle cały reguły, zasady, itd. To mnie przeraziło i trochę zdołowało... Ale wiecie co sobie dziś pomyślałam? Że nawet gdyby był najlepszym na świecie psychologiem, terapeutą, psychiatrą i innym psychopatą (;P) to nawet on nie ma monopolu na prawdę. Ja nie jestem robotem, który został zaprogramowany na pewne działania, reakcje, itd, które są w 100000 % pewne, poznane i niezmienne. JA ŻYJĘ! Jak mi to przyszło do głowy to znów cała w skowronkach, ale za chwilę przyszła myśl - a jeśli to tzw metoda wyparcia niewygodnych treści? I znów dołek:( Jak myślę o tym, że nie kocham, że żebym wyzdrowiała muszę zerwać z moim X, to robię się automatycznie czerwona, po plecach spływają mi poty, zaczynam się trząść, serce bije jak oszalałe, a to dodatkowo mnie napędza...błędne koło:( Wiecie...najgorszy okres już za mną tak na prawdę...Bo na początku miałam straszne natręctwa, które były w głowie cały czas! To były natrętne obrazy! Możecie się śmiać, ale wyglądało to w ten sposób, że w mojej głowie były wielkie ciężkie nożyczki, które raniły mojego chłopca :( Miałam straszne poczucie winy...ale kiedy minęły natręctwa obrazowe, przyszły natręctwa myślowe...najpierw strasznie silne zaprzeczające mojej miłości, potem mówiące o tym, że X mi się wcale nie podoba, a nie można być z kimś kto się nam nie podoba... Jezu! Czasami brakuje mi już sił i z bezradności myślę, że chyba muszę się z nim rozstać, żebym wyzdrowiała...:( Ale wiem, że tak nie będzie...wiem, że on skończy źle i ja skończę źle... Nie chcę tego! Wiem, że czeka nas świetlana przyszłość...ale to daleka przyszłość. Teraz większość spraw jest w kolorach czarnych... Do psychologa idę pierwszy raz za 2 tygodnie, boję się tym bardziej, że ta placówka działa przy kościele, coś jak AA. I jak babka wyskoczy mi z religijnymi treściami i w ogóle powie to samo co ten psycholog napisał?:( Tego się najbardziej obawiam... Aaa... problemy na tle psychicznym/nerwicowym mam prawdopodobnie zapisane w genach, a w dzieciństwie miałam już 3 ataki natręctw...byłam mniejsza, więc nie czytałam w internecie bzdur i jakoś mi przechodziło...ale teraz czuję, że potrzebuję leczenia, tylko boję się że ten pisarz/psycholog miał rację...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 mar 2008, 13:06

przez aga25 24 kwi 2008, 16:36
Lala nawet najlepiej udowodnione reguły, zasady itp nie są ostateczne, zresztą uważam że w psychologii też wiele rzeczy poszło w złym kierunku, wystarczy przejść się po księgarni i widzi się tytuły typu jak osiągnąć zawodowe sukcesy, jak być bogatym, jak być pięknym itp ale nawet w tych naukowych opracowaniach człowiek przybiera postać właśnie jakiegoś robota. Ludzie mają różne uczucia, zdolności, możliwości czy przekonania. Nie bez winy są media które lansują określony typ człowieka a więc bogatego, pięknego, inteligentnego, odnoszącego sukces a ja się pytam gdzie w tym lansowanym świecie jest miejsce dla ludzi dla których kasa tak naprawdę nie jest aż tak ważna, dla których rodzina jest najważniejszą sprawą na świecie, dla których miłość jest kwintesencją życia nawet jeśli przeżyli ciężkie dzieciństwo, po prostu w tym lansowanym świecie nie ma na to czasu. Myślę że dla większości z nas na tym forum i nie tylko te wartości są bezcenne nawet jeśli nie są "trendy". Ja jestem dumna, że mam swoje zdanie i że nie jestem taka jak wszyscy. Powoli zaczynam doceniać te wszystkie trudności jakie przeszłam w życiu żeby móc jeszcze bardziej cieszyć się życiem i kochać. Niestety takich jak my mogą uważać za dziwaków ale szczerze powiedziawszy mam to gdzieś. Lala walcz o swoje zdanie, swoje uczucia, swoje poglądy. Ważne żebyś słuchała swojej intuicji a nie jakichś psychologicznych reguł. Nawet nie wiesz kto brał udział w tych badaniach na podstawie, których uzasadniano te "reguły", w jakich warunkach one były przeprowadzane itp. Ktoś kto ma zamiar uwiarygodnić swoją tezę zrobi wszystko, żeby było jak on chce. Autor tej książki zapewne nie zdaje sobie sprawy jakie szkody może wyrządzić takimi uogólnieniami. Ludzie skrzywdzeni potrafią moim zdaniem kochać bardziej niż inni tylko muszą najpierw wyzbyć się swoich mechanizmów obronnych, które wypracowali w trakcie swojego życia. Muszą dużo nad sobą pracować ale to nie znaczy że gdy ktoś ich pokocha nie potrafią tej miłości odwzajemnić, właśnie potrafią bardziej niż osoby wychowywane w rodzinach kochających się bo kochanie jest dla nich najważniejszą wartością. Tak jest w moim wypadku na pewno.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez lala 24 kwi 2008, 17:37
aga jestes bardzo mądrą kobietą :) widzę w tobie trochę siebie:) w dzieciństwie byłam wielokrotnie krytykowana, wyśmiewana i odrzucana przez kolegów/koleżanki, nieraz i rodzinę... to mnie wzmocniło, miałam wszystko i wszystkich w przysłowiowych 4 literach, miałam swoje zasady, swoje przekonania, poglądy, miałam swój świat....ale niestety na przełomie listopada i grudnia (warto wspomnieć był to dla mnie najpiękniejszy czas) bardzo bliska osoba, a właściwie krewniak nękał mnie psychicznie...właśnie odnośnie mojego chłopaka...wytykał mi jego wady, wymyślał niestworzone historie, przytoczę jedną z nich. Otóż ów krewny, zresztą...co mi tam... - brat, powiedział, iż mojego chłopaka uznano za najbrzydszego człowieka na ziemi, no i ludzie ogólnie mają ubaw z jego powodu; wyolbrzymiał "błędy" jego młodości, itd. Ja to początkowo odrzucałam, ale słowa te powtarzane codziennie wryły się nieco w moją psychikę :( Tym bardziej, że brat był dotychczas jedną z najważniejszych dla mnie osób...zawsze musiałam liczyć się z jego zdaniem. Jeśli robiłam coś co się jemu nie podobało, robiłam to po kryjomu... heh... z tego też powodu ukrywałam swojego chłopaka przed nim i przed światem przez ok. 9 miesięcy..... ja wiedziałam, że on będzie mieć coś przeciwko, bo zawsze odstraszał moich adoratorów (o których ja nawet nie zdążyłam sie dowiedzieć w czas... - ale w sumie z dzisiejszej perspektywy nie żałuję)... wiem jaki był powód tego jego "nagabywania", po prostu mój X i mój brat niegdyś się w pewien sposób kolegowali, a że mój brat jest podłym tchórzem bał się, że X może ujawnić to co on robił, mówił, itd....Chciał mnie odstraszyć od niego, chroniąc własny tyłek :/ No cóż...nie udało mu się mnie odstraszyć, ale od tamtego momentu coś ze mną jest nie tak.... Heh... mój X jest dla mnie najcudowniejszym człowiekiem i najprzystojniejszym mężczyzną na świecie...dopóki nie wychodzimy do towarzystwa, ponieważ wtedy zaczynam patrzeć na X nie swoimi oczami, że tak to ujmę... Próbuję wczuć się w innych ludzi i patrzeć na niego tak jak oni i np. wiedzieć co im się może w nim nie podobać, jakie cechy charakteru mogą ich drażnić...brrr :/ Ale towarzystwo to jeszcze nic.... Przy moim bracie mój X wygląda i jest zupełnie inny! Jakiś taki brzydszy, jakiś taki mniej wartościowy.... :( Myślę, że tu może tkwić ten konflikt... Ale znowóż zaczynam się bać, że jak rozwiążę ten konflikt to może się okazać, że to wcale nie o to chodziło, że ja po prostu muszę odejść.... Zdaję sobie sprawę, że to bezpodstawny lęk, ale ileż on potrafi krwi napsuć... :( Dziś uświadomiłam sobie, że nigdy nie czułam do nikogo czegoś podobnego, a przerabiałam już wiele różnych relacji, więc to jest miłość :) Bo jak inaczej nazwać to, że chcę z nim być, chcę mieć z nim dzieci, chcę być jego żoną, chcę żeby on był dla mnie mężem, chcę z nim zasypiać i chcę rano robić mu śniadanie, chcę dawać mu wszystko co najlepsze mimo że nie zawsze mi to wychodzi.... Może nie jest to dojrzała miłość, ale MIŁOŚĆ JEST :) Ja też jeszcze pewnie nie jestem dojrzała, więc czego znów od siebie oczekiwać... heh.. właśnie...to też jest mój problem - wymagam od siebie i od innych o wiele za dużo...
Odkąd uświadomiłam sobie kilka podstawowych kwestii nerwica jakby osłabła, fakt że nie miałam jej jeszcze stwierdzonej, bo nie byłam u lekarza, ale wiele czytałam na ten temat i wiele nad sobą pracowałam...teraz pozostało mi po prostu wkraczanie na właściwy tor, bez strachu i bez lęku... choć muszę przyznać szczerze, że zazwyczaj boję się spotkania z nim, gdyż jest we mnie obawa, że zacznę w nim wyszukiwać wad i sprawdzać na jego widok swoje reakcje i uczucia...nie daj boże poczuję złość, albo zobaczę że ma jeden pryszcz więcej, niż mieć powinien, to znowóż boję się że ja nie chcę z nim być, skoro to widzę :( Tak dużo we mnie lęku....
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 mar 2008, 13:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez aga25 24 kwi 2008, 18:34
Lala powtarzaj sobie że twój sposób postrzegania świata, ludzi jest piękny, wartościowy i wspaniały bo wypływa z Ciebie, z twojego wnętrza. Nie kieruj się opiniami twojego brata i innych bo masz prawo mieć swoje zdanie i kropka. Jeśli będzie cię krytykował, albo ci dokuczał to po prostu zapytaj się go czy sam z sobą nie ma problemów. Pytam się jakim prawem twój brat ocenia innych. Niech najpierw zajmie się sobą. Widzę że twój brat nie potrafi uszanować twojego szczęścia chociaż zapewne bardzo cię kocha ale patrzy na twój związek ze swojej perspektywy a nie twojej w końcu inaczej być nie może bo przecież nie jest tobą więc jego słowami się nie przejmuj. Mam pytanie podobasz się sobie? Akceptujesz swój wygląd? Jeśli byłaś dla siebie surowa pod tym względem nie dziw się, że jesteś surowa też dla swojego ukochanego z tego powodu. Zastanów się przecież ma prawo ci się podobać ktokolwiek. Pamiętaj kochasz swojego chłopaka za to jakim jest człowiekiem a nie jego wygląd. Wygląd jest cechą zmienną i ulotną nie warto na tym się koncentrować. A jak chcesz z nim być to już bardzo wiele. Ważne żebyś zrozumiała, że o swoim życiu decydujesz ty i nikt nie ma prawa narzucać ci swojego zdania. Pracuj nad sobą, pokochaj siebie taką jaką jesteś i pamiętaj że ta druga osoba też ma uczucia! Natręctwa miną jeśli uwierzysz w siebie, jeśli uwierzysz w prawdziwość swoich uczuć bo one są prawdziwe ale jeśli sobie nie ufamy to jak możemy w to uwierzyć. Uwierz że kochasz szczerze bo tak jest.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez lala 24 kwi 2008, 19:29
Czy lubię siebie? Czy podobam się sobie? Czy akceptuję siebie? Na żadne z tych pytań nie odpowiedziałabym pozytywnie. Lubię jedynie małe skrawki swojego ciała albo charakteru. W większości widzę swoje wady, niedoskonałości. Mam o sobie bardzo złe zdanie niestety... Na początku naszego związku (a trwa już prawie 1,5roku) to ja bałam się, że on mnie zostawi z powodu mojego wyglądu, charakteru, itd., lecz gdy zobaczyłam, że na prawdę mu na mnie zależy, wszystko tak jakby przeniosło się na niego... A powiedzcie mi, leczycie się? W sensie, że psychoterapia? Bo ja czuję, że leki mi są nie potrzebne. A jeśli się leczycie to rzeczywiście widać skutki? Jesteście ze swoimi partnerami? Zapominacie o tym jak myśleliście przed leczeniem? Natręctwa i głupie myśli wracają? Hm... mogłabym zadać jedno ogólne pytanie: Czy na prawdę psychoterapia pomogła? Nie pogłębiła lęków? Psycholog nie powiedział wam, że to partner jest źródłem waszych kłopotów? Że jest nieodpowiedni?

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 6:30 pm ]
Hah :D rzeczywiście zadałam potem jedno ogólne pytanie :P
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 mar 2008, 13:06

przez apsik84 24 kwi 2008, 20:05
lala witaj na forum - to że tu jesteś i to ze się odezwałaś jest dowodem na to, że kochasz i chcesz walczyć. Twoje objawy, zachowania i reakcje są typowe i takie jak większości osób tutaj. Wygląd często jest poruszanym problemem. Czujemy się podle, dlatego że przychodzą natręctwa zwracające nam uwagę na coś co się tak naprawde najmniej w związku liczy. Ja też często patrze na mojego chłopaka i zastanawiam się co mi się w nim podoba. Jak miałam te najgorsze stany to wydawał mi się nieatrakcyjny itd... ale to wszystko przechodzi. Nadal czasem jest w mojej głowie, ale już nie ma w tym lęku. Jesteś osobą podatną na wpływ otoczenia i to powoduje w Tobie lęk i niepewność. Wiesz, ja nie mogłam nawet oglądać komedii romantycznych przez jakiś czas, bo jak widziałam, że pary się rozstają to mi się wydawało, ze ja też musze! Obłed...
Co do tej lektury to olej... ja miałam okazję wziąć do ręcki coś religijno-psychologicznego a byl we mnie taki lęk, że ta ksiązka mi powie "zerwij z nim", że ją schowałam i jej nie ruszyłam! I dobrze, bo bym chyba nie dała rady w tamtym czasie. Co do psychiatry to pamiętaj,że nie on decyduje o Twoim związku. Wiem, że to cie nie przekonuje, bo pewnie masz wrażenie, że jak zacznie Cię analizować to sama się przekonasz o tym, że nie chcesz być ze swoim X. - Dokładnie to samo przechodziłam i co? okazało się, że to co się ze mną dzieje, te natręctwa o zerwaniu, ten przymus skończenia tego, co jest między nami to maska zupełnie innych problemów. Więc lęk ten jest bezpodstawny. Jak Cię będzie brać to pomyśl sobie, że ja też tak miałam i okazało się, że wcale nie doszłam do wniosku, że muszę zerwać ;) wręcz przeciwnie! :)

cookiemonster miałam coś takiego, że wszystko co kościół mówił brałam bezkrytycznie, bo inaczej miałam grzech, więc coś podobnego do tego, co piszesz. W ogole to ja popadałam w te obsesje że Bóg nie akceptuje mojego związku - to było straszne.

Trzymajcie sie !
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez lala 24 kwi 2008, 20:24
jejj...dziewczęta, dodałyście mi trochę wiary :) Powiem tak... mój problem jest bardzo zagmatwany i nie polega tylko na tym, że zastanawiam się czy kocham mojego chłopaka, że sprawdzam swoje reakcje na jego wygląd, ponieważ w między czasie przechodziłam także miłość do ojca, do brata (oczywiście temu towarzyszyły wulgarne myśli i po raz pierwszy od kilku miesięcy miałam ochotę rozbić swoją głowę o pierwszą lepszą ścianę), pociąg do zwierząt, pedofilię (oczywiście wyobrażałam sobie takie sytuacje, żeby upewnić się, że wcale tak nie jest, ale w moich wyobrażeniach niestety zawsze tak było...to napędzało spiralę lęku, więc doszłam do wniosku, że to nie najlepszy pomysł). No i oczywiście stawianie ukochanego w złym świetle, wywlekanie faktów z jego życia, wyolbrzymianie, przeinaczanie, itd. Ok. 5 lat temu przechodziłam straszny atak (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to jest to) odnośnie Boga i Szatana.... Też cały czas sprawdzałam, czy jednak chcę żeby mnie ten Szatan opętał czy nie i zawsze coś z tyłu głowy mi podpowiadało, że tak chcę, chcę! Paranoja! A jeszcze co do mojego ukochanego (bo to aktualny objaw) to właśnie też mam coś takiego, że np. zrobi niefajną minę, ja sobie o tym pomyślę, po prostu, tak zwyczajnie... a coś z tyłu głowy mi powie "ale on jest obleśny"... I nie chodzi mi o sam fakt, o moje odczucia, bo wcale tego nie czuję...Ale wydaje mi się, że skoro siedzi to w mojej głowie to tak uważam i natychmiast pojawia się blokada. Zresztą...po przeczytaniu tej książki, już dziś w południe, gdy świeciło słonko, uspokoiłam się (dzięki ziołowym uspokajaczom - nawet nie wiecie jak mi pomogły...), pomyślałam sobie, że ja nie zmartwiłam się swoimi odczuciami tylko tym co napisał ten gość, tzn. że takie zachowanie świadczy o tym, że ja wcale nie kocham. Tym się zmartwiłam. Tak samo zamartwiam się słowami powstającymi w mojej głowie, za którymi nic nie stoi. Ale wiecie jak to jest, gdy przytula się do ukochanego/ukochanej, jest miło, a tu nagle potok słów - brzydal, menel, i inne których już mi się nawet wymieniać nie chce... Powiem wam tylko, że jestem bardzo młoda, nie mam nawet 20stki, dlatego też boję się pójść do psychologa, żeby nie powiedział mi "jesteś młoda, a tego kwiatu jest pół światu". :( Nie wyobrażam sobie życia bez niego...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 mar 2008, 13:06

przez mariusz123567 24 kwi 2008, 21:47
hehe lala ma podobnie jak ja =D ahh ;) chcesz to podbij na gg 8643942

jaka ksiazke czytaliscie i jakie ziolka ?:> (tez nie mam jeszcze 20stki)


np. dzisiaj cieszylem sie jak glupek ze cos z dziewczyna pogadam to zadzwonilem za pierwszymn razem w przerwie gry w kosza i bylo fajnie sie gadalo mialem na to ochote ;) a teraz dzwonie i ona oddzwania i tak jakos gadalem ale bez pomyslu, bez tej checi ;/ co ja jej nie kocham :( nie mozliwe... bo na sama mysl jest mi slabo :)
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez apsik84 24 kwi 2008, 22:02
mariusz pamiętaj że miłość to nie uczucia, możesz kochać a czasem mieć gorszy dzień i potraktować ukochaną osobę źle lub np. nie mieć chęci rozmawiać. Popatrz na małżeństwa z 30letnim stażem. Myślisz, że oni wiecznie są dla siebie mili, ckliwi i eh oh... nie, czasem wydzierają się na siebie, czasem burczą bez powodu, a to wcale nie znaczy, że się nie kochają. Ktoś tu napisał, że gdyby małżeństwa rozliczano z uczuć, to byłyby same rozwody:) i taka jest prawda - takie jest życie i trzeba to najzwyczajniej w świecie zaakceptować - siebie w związku i nasze zachowania wobec drugiej osoby również. Nie znaczy to, aby się nie starać. Ale mamy prawo do różnych odczuć - to jest ludzkie.

lala też miałam jazdy dot. Boga. To co mnie spotkało teraz to któraś z faz tej choroby - podobnie jak ty, wcześniej nie miałam świadomości, że coś mi jest. Tylko, że teraz "przywaliło" w najcenniejszą sprawę. NN jest inteligentna i przebiegła - zawsze uderza w to, na czym nam najbardziej zależy. Więc macie dowód na to, że skoro uderzyła w wasze miłości - to one są tym, co w waszym życiu ma najwyższy priorytet.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez aga25 24 kwi 2008, 22:17
Lala rzeczywiście mnie też pani psycholog o podobne rzeczy zapytała ale nic mi nie sugerowała. Wierz mi odpowiesz prawdziwie i nawet jeśli będziesz się bała mówić że kochasz. Wystarczy że się otworzysz i opowiesz jej coś o sobie na pewno zrozumie że to głębsza sprawa a za tym wszystkim kryje się lęk i właściwie niewiedza. Mi wiele ważnych spraw nie wytłumaczono. O pewnych sprawach nie miałam pojęcia. Przede wszystkim nie pokazano mi jak budować pozytywne relacje z innymi ludźmi. W każdym związku nigdy nie będzie idealnie ale pomimo to związek może być szczęśliwy, trwały i zdrowy.
Miłości tak naprawdę się uczysz. Najważniejszą miłością jest miłość rodzicielska bo to ona przygotowywuje Ciebie do kochania osoby z którą się wiążesz jeżeli tej lekcji nie przerobiłaś nie dziwi fakt, że trudniej jest układać sobie życie ale to że tej lekcji nie przerobiłaś nie znaczy że następnej nie jesteś w stanie się nauczyć. Jest nam trudniej ale za to cieszy nas każdy krok do przodu podwójnie.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez mariusz123567 24 kwi 2008, 23:19
heh , dzieki aga za pocieszenie, po prostu ja sobie wmowilem bedac mlodszy ze dziewczyna musi miec ze mna idealnie, ze jestem caly czas zadowolony usmiehcniety staram sie ja rozbawiac, czasami faktycznie mam problem to chodzi ze mna smutna.... ale jak ja mule to juz jest koniec swiata ;/ a co do lali, tez mialem tak ze jak moje poroblemy dot. wygladu i zachowania minely zaczelo sie z jej zachowaniem i charakterem. FUCK
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez aga25 25 kwi 2008, 10:36
Mariusz pocieszę cię ja też chciałam i czasami chyba nadal chcę żeby mój związek był idealny (tak jak napisałeś) ale to rzadko bo zdaję sobie sprawę że tak nigdy nie będzie. Zresztą idealizm po pierwsze jest nierealny a po drugie szkodliwy dla zdrowia. Wyobraźcie sobie sytuację jesteśmy idealni a tu na samym środku nosa wyskakuje nam pryszcz (czyli to co lubimy najbardziej hahaha) no totalna złamka no nie, bo przecież mamy być idealni, a że tacy na szczęście nie jesteśmy to go olejemy (i może coś z nim zrobimy hahah). W zdrowym związku konieczna jest akceptacja nie tylko wyglądu ale również charakteru partnera, jego sposobu bycia itp i to jest właśnie najtrudniejsze. Czasami coś nam się w nich nie podoba, czegoś nie lubimy ale to nie znaczy, że ich nie kochamy (odnośnie natręctw o wygląd).
Co do Boga już chyba wcześniej o tym pisałam ale napiszę raz jeszcze Bóg dał nam wolną wolę w decydowaniu o sobie jeśli wierzymy w Niego nie dzieją nam się złe rzeczy dopiero kiedy zaczynają włączać się w nasze postrzeganie świata lęki, obawy, utarte przekonania potrafimy my ludzie nie Bóg porządnie sobie napsuć krwi.
Apsik super że wychodzisz z tego cholerstwa, mam nadzieję, że ja również i że wszyscy na tym forum z tego wyjdą. Zresztą po to tu jesteśmy żeby sobie pomagać tak zupełnie bezinteresownie i to jest piękne.
Psychoterapia bardzo pomoże tylko wówczas kiedy się w nią zaangażujemy, kiedy się otworzymy i szczerze wyznamy co nam leży na sercu. Kiedy rozmawiasz z psychologiem trzeba mówić tak jak było naprawdę nawet jeśli jest to bardzo przykre. To w naszych doświadczeniach z dzieciństwa, okresu dojrzewania wczesnej dorosłości kryją się odpowiedzi na lęki, które nas nękają teraz w postaci różnych natręctw. Wtedy to jako dzieci i młodzież kształtował się nasz sposób postrzegania świata niestety często nie był on prawidłowy i te nieprawidłowości trzeba wykryć i spróbować nauczyć się bardziej właściwego przede wszystkim korzystniejszego dla naszego zdrowia i bycia sposobu myślenia (nie jest to łatwe, trzeba czasami porządnie się napracować, wiele przecierpieć ale warto!). Polecam książkę Evy-Marii Zurhorst "Kochaj siebie a nieważne z kim się zwiążesz".
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez cookiemonster 25 kwi 2008, 11:27
kurcze ja wczoraj mialam taki moment , ze stwierdzilam ,ze nie chce juz walczyc , ze moze powinnam byc sama w sensie nie wiem niezalezna :/ ze moze taka jestem... ja mam problem ze wszystkim :( np nie wiem czy przy przyjaciolach powinnam sie zachowywac tak samo jak przy moim chlopaku , czy przy rodzinie tez :( to jest chyba normlane ze czlowiek sie inaczej zachowuje dobrze mowie? bo ja potem mam pretensje ze moze ja caly czas udaje siebie :| albo macie cos takiego ,ze np ogladacie jakis teledysk i macie taki jakis impuls glupich mysli? wczoraj tez tak mialam :( buuuu :( ja nie wiem na czym sie mam skupic w zwiazku co tak naprawde jest najistotniejszego :(

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:41 am ]
chcialam jeszcze napisac ,ze mam cos takiego ,ze np stawiam sie w ciezkich sytuacjach np wymyslam , a co by bylo gdyby miedzy mna a nim byloby ciagle nudno i poznalabym kogos i dup lęk :( jak ja sie mam nauczyc rozroznic ,ze czasem jest fajnie a czasem nie :( u mnie albo tak albo inaczej ;( i wymyslam a co by bylo gdybym musiala wyjechac na 5 miesiecy z jakims kolesiem ;( no totalnie absurdalne sytuacje :( potem jak pojawi mi sie jakas mysl to ona czasem wydaje mi sie taka realistyczna czyli np , ze zdradzilam :| a potem mam wyrzuty sumienia.. kiedys to bylo takie nasilone , ze potrafilam analizowac wszystko , a teraz mam tak ,ze np sie z czegos zasmieje to sie zastanawiam czy powinnam sie ztego smiac .. dosyc mam tego... mam wrazenie ze non stop go ranie ;(
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

przez aga25 25 kwi 2008, 13:36
Cookie ale wszystko o czym piszesz odbywa się w twojej głowie. To jest choroba zakłócenia w funkcjonowaniu mózgu spowodowane stresem i lękiem. Nerwica otępia sprawia że czujemy się bardzo niepewnie Nie wolno ci dać za wygraną bo nigdy się tego nie wyzbędziesz, to cię będzie gryzło i gryzło, czepiało się różnych sytuacji, osób aż w końcu wypalisz się totalnie. Nerwica jest chorobą destruktywną niby sobie funkcjonujesz normalnie ale jednak jak gdyby jesteś gdzieś obok, masz wrażenie, że to co dzieje się wokół to Ciebie nie dotyczy i w ten sposób życie przelatuje ci przez palce. Warto zmierzyć się z tą chorobą, żeby poczuć, że się żyje, żeby świadomie odczuwać każde zdarzenie, każdą emocję, każde uczucie bo nawet jeśli jest przykre to jesteś tego świadoma. Moim zdaniem jest normalne, że w zależności z kim przebywamy też różnie się zachowujemy, spróbuj przestać to analizować - wiem doskonale że to cholernie trudno ale ja sobie powtarzam "po jaką cholerę ja to wszystko analizuję, szkoda mi czasu na jakieś analizy" i czuję się od razu lepiej. Wiesz pewne rzeczy musisz sobie stale powtarzać, żeby je przyswoić na początku wydaje ci się że chcesz sobie coś wmówić bo tak jest ale musisz to sobie teraz wmawiać bo w młodości nikt zapewne tej wiedzy ci nie przekazał a ona służy zdrowiu. Ja uczę się nowego postrzegania świata, nie jest on już taki beznadziejny, niepewny jak kiedyś, coraz częściej czuję w sobie radość życia to co kiedyś było żalem nagle zmieniło się w wielkie zadowolenie i szczęście. Powoli pozbywam się tych uczuć, wrażeń emocji, którymi się karmiłam w moim dzieciństwie i czuję się z tego powodu bardzo dobrze na dodatek bardziej zdrowa i spokojna. Bardzo ważną sprawą jest umieć radzić sobie ze złymi emocjami ich się nie pozbędziemy.
Pocieszę cię kiedy moja nerwica była nasilona kiedyś obudziłam się rano i poczułam okropną niechęć wręcz jakąś nieuzasadnioną złość do mojego Michała pamiętam to jak dziś to było okropne i straszne ale wykrzesałam ostatnimi siłami chęć walki z tym cholerstwem i się udało. Obecnie jestem bardzo szczęśliwa z moim chłopakiem (pragnę żeby tak było zawsze) i Wy też będziecie szczęśliwi ale musisz zmienić swój sposób myślenia. Jeśli czujesz się beznadziejna, niewarta miłości itp niestety w ten sposób też patrzysz na innych ludzi i to co cię otacza. Neurotycy potrafią bardzo siebie katować takimi stwierdzeniami. Warto zmienić to negatywne podejście do życia. Wierz przede wszystkim sobie a nie innym. Powtarzaj sobie "Mam prawo kochać kogo tylko chcę", "Mam prawo być z tym kim chcę", "Mam prawo cieszyć się moim związkiem", "Mam prawo być tym kim chcę" Ufam sobie i swoim uczuciom bo są one prawdziwe i szczere a natręctwa to tylko choroba" Pamiętaj ci inni nie są Tobą bo nie ma kogoś takiego samego jak ty. Jesteś wyjątkowa i ciesz się tym. Miej swoje zdanie, uczucia, emocje. Będzie dobrze uwierz mi.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do