Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez aga25 17 kwi 2008, 09:55
Cicha trzymaj się u mnie jest podobnie. Mój ojciec też jest okropnym nerwusem widzi wszędzie jakieś zagrożenia, denerwuje się przy nawet mało stresującej rozmowie itp. Mama kompletnie się wycofała z życia. Siostra też jest strasznie nerwowa no i ja mam natręctwa. Nie wolno nam się poddawać bo ta choroba prowadzi do autodestrukcji. Trzeba pokonywać te cholerne lęki i im się nie dawać. Już dawno zrozumiałam, że to co się ze mną dzieje wcale nie służy mojemu zdrowiu wręcz przeciwnie dlatego nie wolno słuchać tych myśli one są jak zaraza. Nie ma co ukrywać mam problem ze swoimi emocjami ale od czasu jak jestem z Michałem totalnie się "wyluzowałam", czuję się bezpiecznie i wspaniale. Niestety przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. W tym wyobrażeniu o miłości z naszej przeszłości chodziło mi właśnie o to że chociaż doświadczamy ją na codzień ze strony naszych partnerów, sami ją okazujemy to cały czas poddajemy ją w myślach w wątpliwość bo nie jest taka jak ją sobie wyobrażaliśmy, jest taka "zwyczajna" ale piękna. Rodzice poprzez swój związek nie nauczyli nas jak budować zdrowe związki, nie nauczyli nas bliskości, szacunku wobec własnej osoby,a w moim przypadku sprowadzili życie do korzyści materialnych, zewnętrznych.
Marusia dasz radę. Będziesz szczęśliwą mężatką. Wiesz że to choroba tak więc znajdziesz w sobie siły żeby ją pokonać. Już sama świadomość destruktywnej siły tej choroby mobilizuje organizm do obrony. Trzymam kciuki.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez mieciu 17 kwi 2008, 13:44
Witaj Marusia.
Powiem szczerze, że nie cieszę sięz Twojej obecności tutaj. To oznacza, że kolejna osoba cierpi tak jak my... Próbujemy sobie tu pomagać jakoś ale nie wszystkim się udaje. Jednak czasem zrozumienie daje ogromną wolę do walki z tym świństwem. Mam nadzieję, że Ty też jej nabierzesz - bo przecież jest o co walczyć - o siebie i swoje szczęście. Chyba nie ma nic cenniejszego.
Powiedzcie mi moi drodzy czy odkąd macie TE myśli nie czepiają się was inne? Mnie co jakiś czas dopada myśl o rzekomych choróbskach - i nie wiem czy jest to lepsze czy gorsze... Kilka dni temu uderzyłem się mocno w głowę i zaczęło się - rajd po lekarzach i ciągłe wątpliwości czy przypadkiem ktoś się nie myli... eh okropieństwo. Musiałem się wygadać:).
Pozdrowionka
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez aga25 17 kwi 2008, 14:23
Mieciu wiesz mi też towarzyszą różne myśli czasami tak okropne i podłe że szkoda mówić na szczęście wiem że tą są tylko natręctwa na dodatek zawsze pojawiają się wtedy gdy napotykam jakiś impuls np coś widziałam w tv itp. czasami też nie lubię być wśród ludzi też wtedy czuję się jakoś niepewnie ale zdaję sobie sprawę że to tylko lęk zresztą jak i natręctwa. Wiesz to że boisz się chorób to musi mieć jakiś podtekst warto zastanowić się skąd te lęki na ten temat mogły się u ciebie wziąć warto spojrzeć w przeszłość. Nie martw się wszystkim nam to minie niestety to wymaga cierpliwości.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez cookiemonster 17 kwi 2008, 19:03
Witam wszystkich jestem tu nowa i kiedy czytam te wasze posty to z jeden strony sie pocieszam , że nie jestem sama z tym wszystkim. Ja sama doszłam do sposobu wyleczenia się z tego. Tak jak napisała aga25 chodzi tutaj o zmianę myślenia. Odkąd byłam malym dzieciakiem zawsze miałam swój własny świat, świat w którym zawsze na 1 miejscu byłam ja , zawsze się coś tam działo , nigdy nie było nudno. To była taka moja odskocznia. Tylko , że teraz widze konsekwencje tego myślenia , czuję się tak jakbym była na odwyku i musiała zmienić caly system wartośći. Moje wcześniejsze związki to nie była miłość , ja ciagle przez ten wyimaginowany świat oczekiwałam , że będzie się coś działo , a kiedy poznałam mojego ówczesnego chłopaka to ta "chemia" początkowa się nie pojawiła przez co ja myslałam , ze to to nie to :D że powinien się on zachowywać tak , że powinien robić to itp. totalna paranoja. Ja nigdy przenigdy nie skupiłam się na duchowej sferze , a miłość to przecież karmienie ducha a nie karmienie zmysłów. Ja zauważyłam , że odkrywam siebie na nowo , jest cieżko , bo psychika się momentami cofa ale nie można się poddawać. Kochać to tak naprawdę dawać nie brać. Kiedy skupiam się na odczuciu duchowym to te natręctwa znikają . My wszyscy powinniśmy kochać bezwarunkowo , bez żadnych wymagań co do drugiej połówki.
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

przez aga25 17 kwi 2008, 21:51
Cookie masz 100% racji. Najgorsze jest to że ten chory egoizm jest nieźle zakamuflowany. Dzięki ci za tego posta. Cieszę się że też doszłaś do tego że to choroba jak sami dobrze wiecie potrafi ona nieźle napsuć krwi ale nie możemy się jej poddać i wierzę że wszyscy z tego wyjdziemy. Każdy kolejny post w tym temacie na tym forum nas ku temu przybliża.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez Marusia 18 kwi 2008, 08:13
Witam ponownie jest to forum, na które zaglądam codziennie kilka razy, bo wiem, że tutaj wszyscy siebie wzajemnie rozumieją i wspierają. Znalazłam ostatnio forum o podobnym temacie, na którym także się zalogowałam. Jeśli macie ochotę to przeczytajcie sobie te historie, niektóre są przyjemne niektóre nie, ale tak czy inaczej może ktoś z was znajdzie jakąś cenna informację dla samego siebie. Dziewczyna, która załozyła to forum jest w prawie takiej samej sytuacji co ja, z tymże tak naprawdę nie wie co jej jest. Powiedzcie mi proszę czy macie tak jak ja, że mimo świadomości, ze jest to choroba, często w to wątpie i wmawiam sobie, że ja go jednak nie kocham i powinnam odejść? A mój narzeczony staje się dla mnie zupełnie obcą osobą? Nie mogę tego znieść! Jeszcze 2 m-ce temu było wszystko w porządku, a po podjeciu decyzji o slubie znów to do mnie wróciło. Chcę uciec gdzie pieprz rośnie! To mi próbuje zrujnować życie i szczęście, które budowałam 10 lat!! Nie pozwole na to, ale czasem naprawdę brak mi sił i chce się poddać ;( nie kocham go jednak i chce zerwac zareczyny, odwolac, slub i calkowicie sie odizolowac ;/ te myśli zatruwają mi mój umysł, życie i wszystko!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:15 am ]
http://www.kafeteria.pl/ustalmyjedno/ob ... p?id_t=476
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 07:47

przez pikpokis 18 kwi 2008, 08:19
witam wszystkich! i nowych i tych ktorzy sa tu juz zadko ( mieciu :) ) wezcie sobie do serca a raczej do glowy to co mowia tu moi przyjaciele, widzicie ja czasami watpie jeszcze przez ta chorobe i chyba zamieszkalam tu z zasiedzenia.

Mieciu sluchaj Ty wiesz ze ja przed TYM miala roczny lęk przed chorobami, to bylo pieklo, sama nie wiem jak mi to cholerstwo samo przeszlo, ale co jakis czas mam takie male napady :) chcocby teraz: cos od kilku dni mnie kuje w szyi, baaardzo sie staram uspokoic tym ze moj organizm juz nie takie rzeczy sobie wymyslal!


Musze sie wam kochani pochwalic:) wczoraj jak szlam do mojego kochanego to modlilam sie o to zebym w chwili gdy powie nie, albo zrobi cos nie po mojej mysli nie dosac sie nie ryczec nie fochowac nie obrazac..... i sluchajcie..... przyszlam i juz na wstepie wzielo mnie na pochmurna mine... ale ostatkiem sil zdusilam to w sobie ( caly czas pamietalam ze tak nie moge robic ) potem poszlismy na komputer ( nienawidze tego - bo sie nudze i juz po minucie mam mojego kochanego dosyc co rowna sie: mysli wiecie jakie ) ale pamietajac caly czas o swoim przyzeczeniu wzielam kilka glebokich oddechow i zamiast ryczec sobie cos poczytalam, okazalam mojemu chlopakowi milosc pomimo ze on byl zainteresowany gra i jaki byl skutek? ano taki kochani ze i on okazal mi ta milosc i odrazu zrobilo mi sie lepiej :)


kochani pisze to wszystko bo wczoraj w mojej ksiazce : nie zadręczaj sie drobiagami w milosci przeczytalam ze milosc nie polega tylko na okazywaniu jej gdy wszystko jest dobrze, gdy partner tez ja okazuje, jak jest dobrze, ale przede wszystkim wtedy gdy czujemy ze nadchodzi zlosc, gdy jestesmy obrazeni o jakis drobiazg.....

kochani kupcie sobie ta ksiazke!!!! to taki moj maly apel do wszystkich :)

kilka dni temu wylicytowalam na allegro ksiazke tego samego autora : nie zadreczaj sie drobiazgami ( poprostu- to chyba jego pierwsza ksiazka z tego cyklu ) naprawde warto:* i najlepiej wypiszcie sobie z niej te madre slowa i noscie je przy sobie a gdy bedzie zle przeczytajcie, jestem pewna ze to wam pomorze! Trzymajmy sie :*


jeszcze cos na poprawe humoru :) wpisalam sobie w google : bociany i wyszla mi stronka : bociany na zywo :P kamera zainstalowana jest obok bocianiego gniazda :P mozna je non stop pogladac heeh bocianica wysiaduje jaja a bocian wylatuje po patyki do ich "posiadlosci" :) fajnie jak traficie na jego przylot z nowymi materialami budowlanymi :) : najpierw je ulozy a potem zaczyna sie drapac dziobem i poszczypywac:P Raz widzialam jak sobie pioro wyrwal ahahahahah :) na poczatku pewnie nie zobaczycie obrazu ale ponizej ekraniku sa kodeki do sciagniecia ( ja mam windows wiec taki kodek sobie pobralam ) milego ogladania :)
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez mieciu 18 kwi 2008, 10:43
Marusiu oczywiście, że (niestety) mamy tak samo. Nerwica sprawia, że nasze życie jest jedną wielką wątpliwością. Raz jesteśmy czegoś pewni na 100 a zaraz potem potrafi się to CAŁKOWICIE odwrócić. Dotyczy to wszystkiego. U mnie jeszcze to objawia się w chorobach - raz wierzę lekarzowi, moje samopoczucie poprawia się a zaraz potem poddać jego diagnozę w wątpliwość i... wiadomo co. Nie martw się, że jesteś jedyna z tymi myślami:).
Piko fajnie tak przeczytać Twój pozytywny pościk, bo już dawno takich u Ciebie nie było. Cieszę się. Tak trzymaj!!
pozdrowionka
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez kapralis 18 kwi 2008, 17:20
Marusia napisał(a):Witam ponownie jest to forum, na które zaglądam codziennie kilka razy, bo wiem, że tutaj wszyscy siebie wzajemnie rozumieją i wspierają. Znalazłam ostatnio forum o podobnym temacie, na którym także się zalogowałam. Jeśli macie ochotę to przeczytajcie sobie te historie, niektóre są przyjemne niektóre nie, ale tak czy inaczej może ktoś z was znajdzie jakąś cenna informację dla samego siebie. Dziewczyna, która załozyła to forum jest w prawie takiej samej sytuacji co ja, z tymże tak naprawdę nie wie co jej jest. Powiedzcie mi proszę czy macie tak jak ja, że mimo świadomości, ze jest to choroba, często w to wątpie i wmawiam sobie, że ja go jednak nie kocham i powinnam odejść? A mój narzeczony staje się dla mnie zupełnie obcą osobą? Nie mogę tego znieść! Jeszcze 2 m-ce temu było wszystko w porządku, a po podjeciu decyzji o slubie znów to do mnie wróciło. Chcę uciec gdzie pieprz rośnie! To mi próbuje zrujnować życie i szczęście, które budowałam 10 lat!! Nie pozwole na to, ale czasem naprawdę brak mi sił i chce się poddać ;( nie kocham go jednak i chce zerwac zareczyny, odwolac, slub i calkowicie sie odizolowac ;/ te myśli zatruwają mi mój umysł, życie i wszystko!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:15 am ]
http://www.kafeteria.pl/ustalmyjedno/ob ... p?id_t=476


Witaj Marusia,

Przeczytałem cały post na kafaterii i wg. mnie ludzie tam piszący maja w 100% racje - nie wolno sie poddawac. Kiedy sie podejmuje decyzje bedac w 100% pewnym nie wolno sobie potem w chwili slabosci pozwolic by taki moment gorszy nam zmienil radykalnie zycie i nasze decyzje o 180 stopni. Tym bardzie, że każdy z nas wie tutaj, że to co nam dolega to pewna okreslona dolegliwość i przy udziale zaparcia i woli zmiany siebie napewno uda sie z tego wyjsc :-) Pozdrawiam i zycze powodzenia.
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez mariusz123567 18 kwi 2008, 23:15
Marusia tak mamy tak momentami ze zapominamy ze to choroba i dlatego to wkurza, zapomnienie sie, dzisaij tak mialem i mam ochote kulke w leb...
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez cookiemonster 19 kwi 2008, 12:43
Ja dzis tez mialam ciezszy dzien :( czasami jest tak ,ze wszytsko idzie po mojej mysli , a za chwile wszystko odwrotnie :(
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

przez Marusia 19 kwi 2008, 17:49
dzięki za ciepłe słowa Mieciu, Mariuszu i Kapralis. Wasze i innych posty dodawają mi otuchy. Powiedźcie mi jak sobie z tym radzicie? Ja od miesiąca chodzę na psychoterapię i od 3 tyg biorę leki Seroxat, ale efekty są naprawdę niewielkie. Czzasami mam dobre dni i wtedy myślę, że powoli wracam do normy, ale po np 2 dniach dopada mnie taki stan, poddcina mi to wtedy skrzydła i wmawiam sobie, że z tego nie wyjdę, poddaję się, mam jeszcze większe wątpliwości co do miłości do niego itd. Czas mi ucieka (ślub we wrześniu) a ja się boję, że nie dam rady i będę musiała uciec, czego nie chcę robić. Ale czasem wydaje mi się, ze to jedyny spośob, zeby sie tego pozbyc. Mam swiadomośc, ze będę tego wtedy żałować :( ale uwierzcie mi czasem nie mam już siły walczyć, nawet kosztem mojego 10 letniego związku :( Co ja mam robić moi kochani weterani? :(

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:54 pm ]
cookie tez miałam dziś fatalny poranek ;/ one są najgorsze, myśli ucztują w wypoczętym umyśle ;/ już trochę lepiej się czuję, ale.... mam wrazenie, ze to nie odejdzie ;/

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:56 pm ]
cookie tez miałam dziś fatalny poranek ;/ one są najgorsze, myśli ucztują w wypoczętym umyśle ;/ już trochę lepiej się czuję, ale.... mam wrazenie, ze to nie odejdzie ;/
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 07:47

przez kapralis 20 kwi 2008, 08:50
dobrze bedzie marusia - ja sie do tego po prostu przyzwyczailem troszke :-) Wtedy jest o wiele lepiej, bo jak cos tolerujesz to wtedy nei ma to juz takiej sily i zaczyna odpuszczac ;-) Nie zmienia to faktu ze dzis mialem fatalny sen w nocy bo dopadl mnie atak paniki z deka w srodku nocy i co ciekawe najczesciej dzieje sie to jak jestem gdzies poza domem - do tej pory łapało mnie jak byłem sam sluzbowo w delegacji ale dzisiaj w nocy bylem z dziewczyna w kazimierzu dolnym i tez mnie zlapalo... musze to rozkminic ;-) Tak czy siak bedzie dobrze ;-) Na pocieszenie powiem Ci, ze ja mam ślub juz w lipcu ;-) Mam podobnei do ciebie a mimo to jednak raz podjetej decyzji w chwili kiedy bylem jej pewien na 100% nie zmienie. Wiem, że z nią bede najszczesliwszym facetem na swiecie - chce dac jej szczescie i sam byc dzieki niej szczesliwy;-) Mysle, ze tobie tez sie uda jak przestaniesz na sile wymagac od siebie by byc wszystkiego zawsze i o kazdej porze pewnym na 100% - to se ne da ;-) Po prostu zycie to nie tylko black&white i tak juz jest. Jedyna metoda to zaakceptowac to i wtedy powinni powoli wygasac. Ja Ci powiem, ze jestem przekonany, ze wrocilbym do niej i na to forum jak tylko bym sie z nia rozstal. Naperwno po niedlugim czasie bym tego zalowal co zrobilem, prosilbym ja o wybaczenie i wrocil do niej. Tylko pytanie: po co mam na sile sprawdzac cos,co wiem jak sie skonczy? :-) Rozstanie to ucieczka od problemu z samym soba i nic wiecej. Trzymam za Ciebei kciuki i gratulacje bo masz wspanialego faceta skoro dal Ci druga szanse ;-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez pikpokis 20 kwi 2008, 09:00
witam was kochani moi.... jest troche kiepsko ale nie poddaje sie, potrzebuje tylko waszej porady oto cala sytuacja: moj kochany wyjezdza jutro pracowac na 4 dni i sluchajcie co sie stalo: jade kolejka - mowi, ja odrazu mysli ze tam beda dziewczyny ze na bank do jakiejs zagada ( oczywiscie on taki nie jest ), potem z rozmowy wyniknelo ze w poblizu jego pracy jest jeden wielobranzowy sklepik- ja odrazu mysli ze pewnie ekspedientka jest tam jakas ladna dziewczyna, malo tego potem powiedzial ze bedzie musial wymienic butle z gazem w jakims prywatnym domu- a ja ze pewnie w tym domu gospodarze maja jakas coreczke i wiadomo co :( TAK WLASNIE KOCHANI WYGLADAJA MOJE CODZIENNE ZMAGANIA Z MYSLAMI ;/ i to wlasnie te mysli miedzy innymi powoduja nerwice, powoduja to ze mam fochy, obrazam sie, placze i smuce:( nie wiem jak z tym walczyc, prosze pomocy.... moj chlopak nie daje mi zadnych powodow do zazdrosci ale ja sobie wymyslam wszystko....

jeszcze jedno kochani moj chlopak powiedzial mi ze nie mam do niego wydzwaniac co godzine, zabilo mnie to.... wiem ze przesadzam czasami ale myslalam ze on lubi ze mna rozmawiac, powiedzial ze jak pogadamy rano i wieczorem to wystarczy :( i co wy na to ? :( wiem ze to glupie ale ja juz glupieje z tego wszystkiego :(

KAPRALIS ty jestes tu naszym nadwornym mężczyzna oprocz MIECIA :) prosze mo ze ty wyjasnisz mi te meskie zachowania:) papa!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:55 am ]
boje sie ze jest juz za pozno.... ze przez moje fochy ktorych czasami nie potrafie opanowac wszystko sie rozwali:( jestem zazdrosna nawet o jego mame! gdy idzie jej cos powiedziec a nie jest ze mna! wczoraj mowil usilnie rodzicom ze wroci z tego wyjazdu w srode a nie w czwartek, ja myslalam ze to ze wzgledu na mnie chce wrocic dzien wczesniej a tu sie okazuje ze on chce wrocic szybciej bo chce sie uczyc na weekend na studia..... ;/ chyba zle ukladalam swoje modlitwy zamiast modlic sie o to zeby Bog nie zabral mi chlopaka to pownnam chyba o zmiane mojego zachowania :( kurde...
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do