Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez cicha 12 kwi 2008, 13:50
kapralis dziękuje za wsparcie!
Wierze, że Twój ślub będzie wspaniałym dniem Twojego życia i trzymam za Ciebie kciuki! Już Ci życzyłam wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! ściskam Cię i jeszcze raz powodzenia:)
od rana mi sie troche polepszyło ale i tak lęk pozostał :(

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:10 pm ]
on jest na prawdę wspaniały:) kocham go!:)
a dziś znów mi sie przypomniało coś z przeszłości i dręczyło mnie żeby mu powiedzieć, ale to nie jest istotne i nie jest ważne ale mnie dręczyło i mu powiedziałam i od razu mi sie lżej zrobiło... ehh
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez pikpokis 14 kwi 2008, 15:36
cicha, mam identycznie tak jak ty.... jest mi cholernie ciezko:( mam juz dosyc tych mysli! i tak jak i tobie tak i mi przypominaja sie rozne rzeczy....:( wiesz co kilka dni temu moj chlopak mial jakos tak dziwnie wlosy ulozone, odrazu skojarzylo mi sie to z typem, ktorego nie lubie i do konca naszego spotkania mialam mysli, natrectwa, ciagle widzialam tego typka:( mam juz tego doscyc..... ale wczoraj w pewnm momencie wybuchlam z zazdrosci (oczywiscie moja urojona zazdrosc) ale to dalo mi troche myli ze kocham.... ale co z tego:( wiesz co cicha ja mam tak ze ciagle szykam pomocy u Boga.... modle sie w niemal kazdej sytuacji, ale nie daj Boze nie mam ochoty sie pomodlic o to zeby bylo dobrze to ogarnia mnie taka nerwica, chcec samobojstwa..... ciagle rozpatruje jakies mozliwosci i sposoby:( kurde ostatnio mnie nawet draznilo w jaki sposob jadl moj ukochany! ze nie robil tego idealnie:( teraz jestem bardzo smutna bo przed chwila dzwonil do mnie a ja nie zareagowala mega miloscia ( moj chlopak wyjechal na kilka dni) siedze teraz i mam dosyc:( cicha bylam wczoraj w kosciele i ksiadz na kazaniu mowil ze trzeba sie modlic z WIARA! potem po kosciele pojechalam sobie do mojego kuzyna i on na tablicy mial przyczepiony tekst z bibli ze wiara mozna przeniesc nawet gory... to mi dalo takie oswiecenie, ale jak juz pisalam jak nie mam ochoty sie modlic to z nowu mysli ze nie kocham i tak w kolko macieju:(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez kapralis 14 kwi 2008, 16:36
Cześć Wam,

Piko i chicha powiedzcie mi, czy u Was też tak jak u mnie tym myślą towarzyszy scisk w klatce piersiowej? Taki bardzo mocny scisk? Ja go mam w sumie od rana a nasila sie glownie kiedy mysle o swoim zwiazku tak bardzo intensywnie. U mnie teraz raczej ok, choc bywalo lepiej ;-)

Cicha thx za zyczenia, daj Boże niech się spełni ;-) Pozdrawwam Was serdecznie - dacie rade ;-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez cicha 14 kwi 2008, 20:40
kapralis powiem Ci, że nie zaobserwowałam jeszcze u siebie bóli w klatce piersiowej. Od soboty mi się poprawiło, ale nadal wisi taki "haczyk" i tylko czyha na mnie, żeby zawładnąć moim umysłem :( ehh...
Piko a Ty mieszkasz ze swoim ukochanym?
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez pikpokis 14 kwi 2008, 22:09
nie nie mieszkamy razem...a wy? kapralis powiem ci ze chyba przez miesiac zawsze rano jak mialam mysli "czulam zołądek" potem to mi jakos przeszlo ale trwalo to dlugo, czasami tez mam tak ze jak mam mega straszne mysli to zaczynam kaszlec- tak jakby dusic sie. mam do was pytanie myslicie ze wytrwala modlitwa pomoze? glupie pytanie ale ja juz chwytam sie wszystkiego:(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez aga25 15 kwi 2008, 10:25
Hej! Pikpokis jasne że pomoże. Ja na przykład proszę w modlitwie aby mój związek z Michałem się rozwijał, aby był trwały, szczęśliwy i zdrowy, by umieliśmy rozwiązywać nasze problemy mądrze. By nasza miłość z dnia na dzień stawała się coraz głębsza i trwalsza, żeby żadne złe myśli czy pokusy nie niszczyły go, byśmy umieli się im przeciwstawić.
Kapralis u mnie podobnie też miałam ucisk w klatce piersiowej teraz już prawie znikł jedynie kiedy naprawdę się boję, problemy z żołądkiem też miałam czasami okropne ciągle było mi niedobrze. W końcu mam nerwicę a ona działa na cały organizm dlatego warto śledzić te sygnały. Kiedy myśli się czają czuję niepokój i od razu jakbym stawała się skoncentrowana ale zarazem zdenerwowana kiedy myśli atakują.
Najważniejsze to się im nie poddawać bo to tylko lęk. Bez względu na to czy są to myśli czy objawy somatyczne czy wszystko razem trzeba pamiętać, że to tylko lęki. Trzeba stawiać im czoła żeby one nie zdominowały nas.
Oprócz Paromercku stosuję też magnez i chyba pomaga. Słuchajcie to tylko lęki, wyobrażenia, które tak naprawdę w rzeczywistości nie mają odzwierciedlenia. Nie wolno się nimi kierować jest to czasem trudne bo potrafią otępiać (kiedy się bardzo boisz koncentrujesz się na tym jak się ratować) ale kiedy mija ten stan wszystko przecież staje się znowu cudowne. Trzeba się cieszyć każdym dniem. Wierzyć, że choroba w końcu odpuści. Koniecznie trzeba budować poczucie własnej wartości bo czasami mam wrażenie kłócąc się z samą sobą, że po prostu nie ufam swoim uczuciom, boję się tych swoich uczuć ale od razu sobie mówię mam prawo kochać i być kochana, jestem dumna ze swojej miłości do mojego Michała, niech inni mi zazdroszczą jeśli chcą ja nikomu nie zamierzam zazdrościć. Dla mnie mój partner jest strzałem w "10". Nie wolno oglądać się na innych.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez pikpokis 16 kwi 2008, 09:09
aga masz 100% racje....

cos wam powiem kochani, nie wiem jak sie pozbyc mojego ciaglego placzu, urojen.... moj chlopak wyjechal na kilka dni pracowac a ja sobie wyobrazalam jak zarywa jakies panienki.... oczywiscie niedorzecznie...:( jest multum takich sytuacji, zawsze sobie cos dopowiadam, a potem siedze przy nim spieta i zaczynam ryczec.... wczoraj siedzielismy i przez jakis czas nic do siebie nie mowilismy... ja odrazu pomyslalam- nudzimy sie to koniec i lzy naplywaly mi do oczu nie wiem jak sobie z tym poradzic a wiem ze jest to glowna z przyczyn tych durnych mysli, na dodatek wiem kochani ze inny chlopak juz dawno wywalil by mnie za takie zachowanie... ale moj kochany jest cierpliwy ;/ zamiast przyjsc do niego usmiechac sie i zartowac to ja przychodze nadąsana i smutna.... czasami mam tak ze mowie: dosc i jest ok ale to te zle nastroje goruja nade mna....
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez aga25 16 kwi 2008, 09:14
Hej! Widzę że choróbsko nie ustępuje ale wy też nie ustępujcie! To jest choroba! U mnie dobrze na szczęście ale też miewam myśli ale zamiast nad nimi się rozczulać wolę się koncentrować na tym co mogę zrobić żeby było nam z Michałem jeszcze lepiej. Przestańcie myśleć o rozstaniu bo przecież tego nie chcecie! Kiedy zbliżają się myśli pojawia się lęk i to on otępia. Zaobserwowałam to u siebie wtedy jakby mój organizm skupiał się na tym jak się bronić, dodatkowo jestem nerwowa więc jak w takiej sytuacji mam się czuć dobrze. Kiedy odzyskuję spokój mam też pewność że myśli są wierutnym kłamstwem.
Mam pytanie czy zaobserwowaliście u swoich krewnych jakieś objawy nerwicowe? Ja nerwicę mam po rodzicach zresztą moja rodzina jest znerwicowana. Nie pozwólcie aby choroba wzięła nad wami górę bo wierzcie mi skończy się to dla was źle.
Cicha czy u Ciebie w domu wszystko ok? Może zdarzyło się coś co cię zdenerwowało? Nie martw się te myśli miną. I znów będzie dobrze.
Zresztą nie wiem czy zauważyliście to u siebie ale ja zawsze w końcu znajduję w sobie siły żeby odgonić te myśli.
Wy zapewne też tak macie. Bądźcie cierpliwi. Nie poddawajcie się.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:32 am ]
Moje rady których sobie sama udzielam ale może i wy skorzystacie:
- trzeba wierzyć i ufać swoim decyzjom, uczuciom
- traktujcie siebie z szacunkiem (łatwiej jest szanować innych kiedy szanuje się siebie)
- bądźcie dumni z siebie (ale nie próżni)
- bądźcie dumni ze swojej miłości (jest szczera i prawdziwa)
- budujcie waszą pewność siebie (łatwiej będzie wam wierzyć w szczerość waszych uczuć a nie myśli,które są wynikiem właśnie braku pewności siebie)
- cieszcie się każdym dniem bez względu czy jest słońce czy deszcz
- w ważnych dla was kwestiach kierujcie się waszą intuicją a nie cudzymi opiniami
- nabierzcie dystansu do waszej własnej osoby łatwiej będzie wam zrozumieć dlaczego pojawiają się te myśli
- nie zapominajcie o waszym bagażu doświadczeń, który ma wpływ na to jak się obecnie czujecie ale nie użalajcie się nad sobą
- planujcie
- nie oceniajcie innych
Pamiętajcie nerwica jest chorobą nie leczona może w przyszłości się rozwijać i doprowadzić do poważnych konsekwencji w waszym życiu.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez pikpokis 16 kwi 2008, 10:16
agus moja mama ma nerwice, w moim wieku ta nerwica byla bardzo nasilona... tyle co wiem... wiesz co ja bardzo chce poprawic swoj nastroj,te hustawki, te wybuchy placzu.... czasem nadwrazliwosc moze byc gorsza niz cokolwiek innego....

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:18 am ]
aga tak jak i ty, ja takze biore paromerck, dwie tabletki... wspomoge sie tez magnezem:)
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez aga25 16 kwi 2008, 11:50
Pikpokis nerwica jest chorobą dziedziczną ale wydaje mi się, że chodzi tu bardziej o przekazywanie dzieciom zachowań i lęków z którymi borykali się nasi rodzice a z którymi po prostu nie umieli sobie poradzić. Wiesz w nerwicy chodzi o zmianę myślenia. Koncentrowanie się na tym co dzieje się tu i teraz a nie zastanawianiu się nad rzeczami w zasadzie niemożliwymi do wyjaśnienia (np czym jest miłość w naszym przypadku). Ja staram się pracować nad poczuciem własnej wartości i budować wiarę w siebie. Kiedy ufasz sobie ufasz też swoim uczuciom, poglądom itp. Doszłam też w końcu do tego dlaczego pojawiła się w mojej głowie ta wstrętna myśl (wiesz jaka). Chodzi o to, że zanim związałam się z Michałem wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać mój związek, jaka ja w nim będę jaki będzie mój partner itp. tylko że zakochałam się w facecie totalnie innym niż go sobie wyobrażałam. Moja wcześniejsza definicja miłości nie zgadzała się z tą jaką doświadczam w rzeczywistości i pojawił się lęk + kompleksy na swoim punkcie (czasami chorobliwe), trudna sytuacja rodzinna itp spowodowały że się pogubiłam. Nerwica pozwoliła mi poznać siebie. Wgłębić się w mój wcześniejszy tok myślenia, sposób bycia, zachowania. Zrozumiałam że wówczas nie wszystko we mnie było właściwe. No i totalnie nie wiedziałam czym jest związek. Lęki pojawiły się bo kocham w inny sposób niż to sobie wyobrażałam ale wiem że kocham prawdziwie. Każdy kto pisze w tym temacie powinien zastanowić się jak wcześniej pojmował miłość, związek, jak go sobie wyobrażał a jak jest w rzeczywistości.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez kapralis 16 kwi 2008, 15:22
aga25 napisał(a):Pikpokis nerwica jest chorobą dziedziczną ale wydaje mi się, że chodzi tu bardziej o przekazywanie dzieciom zachowań i lęków z którymi borykali się nasi rodzice a z którymi po prostu nie umieli sobie poradzić. Wiesz w nerwicy chodzi o zmianę myślenia. Koncentrowanie się na tym co dzieje się tu i teraz a nie zastanawianiu się nad rzeczami w zasadzie niemożliwymi do wyjaśnienia (np czym jest miłość w naszym przypadku). Ja staram się pracować nad poczuciem własnej wartości i budować wiarę w siebie. Kiedy ufasz sobie ufasz też swoim uczuciom, poglądom itp. Doszłam też w końcu do tego dlaczego pojawiła się w mojej głowie ta wstrętna myśl (wiesz jaka). Chodzi o to, że zanim związałam się z Michałem wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać mój związek, jaka ja w nim będę jaki będzie mój partner itp. tylko że zakochałam się w facecie totalnie innym niż go sobie wyobrażałam. Moja wcześniejsza definicja miłości nie zgadzała się z tą jaką doświadczam w rzeczywistości i pojawił się lęk + kompleksy na swoim punkcie (czasami chorobliwe), trudna sytuacja rodzinna itp spowodowały że się pogubiłam. Nerwica pozwoliła mi poznać siebie. Wgłębić się w mój wcześniejszy tok myślenia, sposób bycia, zachowania. Zrozumiałam że wówczas nie wszystko we mnie było właściwe. No i totalnie nie wiedziałam czym jest związek. Lęki pojawiły się bo kocham w inny sposób niż to sobie wyobrażałam ale wiem że kocham prawdziwie. Każdy kto pisze w tym temacie powinien zastanowić się jak wcześniej pojmował miłość, związek, jak go sobie wyobrażał a jak jest w rzeczywistości.


Witaj Agu:-)

Napewno jest coś w tym co piszesz i pewnie podejście do kwestii miłości i związku było inne od rzeczywistości już zastanej w czasie trwania związku. Ja niestety nie pamiętam swojego postrzegania związku zanim poznałem Martę.. ;/ Szkoda, może to by mi udzieliło jakiś odpowiedzi na ten temat. U mnie póki co troszkę gorsze dni - codziennie - jak zwykle od rana czuje to pieczenie w mostku i klatce piersiowej - tak i swoisty ścisk i ogólnie nie czuje się swobodnie. wierze, że przejdzie i mam głęboką nadzieje, że nastąpi to przed ślubem bo nie chciałbym w tak ważnym dniu mieć spieprzonego humoru przez to dziadostwo. Fajne dałaś rady :-) Napewno trzeba włożyć dużo wysiłku w budowanie każdego związku - tym więcej im dłużej trwa bo z każdym dniem coraz bardziej przyzwyczajamy się do tej drugiej osoby i trzeba sie bardzo starac by byc nadal dla siebie atrakcyjnym ;-) Myślę, że każdy z nas tu obecnych da sobie predzej czy pozniej z tym rade - kwestia podejscia do mysli, objawow somatycznych i sprawy milosci ;-) Moja milosc jest trudna ale wspaniala ;-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez mariusz123567 16 kwi 2008, 18:32
aga swietny post !!! kurde, identycznie jak ze mna !
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

przez cicha 16 kwi 2008, 20:32
Witam!
Aga dziękuje, że zapytałaś o to co się dzieje u mnie w domu. Powiem wam, że mój tata jest strasznie nerwowy, on nie umie na poważne tematy normalnie rozmawiać, tylko zawsze podnosi głos, krzyczy, przeklina i się denerwuje, a nie daj Boże jak mu się ktoś sprzeciwi to popada w szał ;/ Moja mama z kolei jest osobą bardzo wrażliwą, wszystko bierze do siebie, jest bardziej pesymistyczna niż optymistyczna, ma często obawy, np. o to czy brat nie pobije się z ojcem... Brat z kolei ma też nerwice natręctw, robi różne dziwne rzeczy, np. wraca się codziennie kilka razy do domu, szarpie za klamkę, myje zęby 15 minut, krzyczy, z nim zresztą też nie można normalnie porozmawiać, a on ma 32 lata, znajdzie sobie jakąś krostę na ramieniu i się tym tragicznie załamuje, gdy wraca z pracy np. o 2 w nocy to nie patrzy nawet że cała rodzina śpi i mocno hałasuje. Na szczęście kupiłam sobie zatyczki do uszu i nie słyszę go w nocy :) często mam w domu awantury;/ staram się tym w ogóle nie przejmować, bo często bywało, że przez rodzinne awantury zamykałam się w pokoju i płakałam obwiniając się za to że mam takich rodziców, a przecież rodziny się nie wybiera. Chciałabym się wyprowadzić już z domu, usamodzielnić się, zarabiać na siebie. Jeszcze trochę czasu minie zanim znajdę pracę i odłożę pieniądze na dom, bo jeszcze się uczę. Wiem, że natręctwa mam przez zaniedbanie rodziców, ale czy oni o tym wiedzą? że to przez nich? Tata sobie nie zdaje nawet sprawy jaką robi mi krzywdę. Nie czuje jego miłości. Chciałabym żeby w moim domu było normalnie, jakieś zrozumienie, chciałabym móc czasem zwrócić się do rodziców o pomoc, ale nie mogę... Chciałabym odpocząć od tej nerwicy, czasami czuję się bardzo zmęczona tymi lękami. Buduje swój związek, bo jest piękny! I tak chce na zawsze! Nie poddam się i wy też się nie poddajcie!!! :)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

:(

przez Marusia 17 kwi 2008, 08:11
Witam serdecznie jestem tu nowa i z takim samym problemem jak wy. Po przeczytaniu waszych historii doszlam do wniosku, ze lepiej nie mogliscie opisac slowami tego co ja przezywam ;( Moze pokrotce opisze swoja historie. Stalo sie to pierwszy raz 4 lata temu, kiedy to bedac w szczesliwym 4-letnim zwiazku podjelismy z moim ukochanym decyzje o slubie. No i w jednej chwili nieoczekiwanie dopadly mnie te mysli czy ja go jeszcze kocham ;/ No i zaczelo sie pieklo. Nie bede tu opisywac jak to wygladalo, bo wszyscy dokladnie wiecie o co chodzi. Trwalo to kilka m-cy, po czym nie wytrzymalam, odeszlam i ucieklam za granice plujac sobie w twarz, ze moglam cos takiego zrobic, przeciez wczesniej czulam milosci i bylam szczesliwa. Nie rozumialam tego! Tylko wtedy tak naprawde nie wiedzialam, ze to te chorobsko! Po jakims czasie jak lęk odszedl, wrocilam do ukochanego, z mysla, ze tak naprawde nigdy nie przestalam go kochac. Stworzylismy na nowo szczesliwy zwiazek. 2 m-ce temu podjelismy ponownie decyzje o slubie, obydwoje bardzo tego chcielismy i znow sie zaczelo!! Tym razem poszlam do specjalisty, bo stwierdzilam, ze jak 2 raz w tych samych okloicznosciach sie to stalo, to znaczy, ze ze mna jest cos nie tak ;/ Chodze teraz na psychoterapie i biore leki. We wrzesniu wesele i mam nadzieje, ze do tego czasu to minie!! Nie chce drugi raz popelnic tego samego bledu, bo tym razem 2 szansy nie dostane. Jest mi bardzo ciezko, bo osoba, ktora kocham przez te mysli staje mi sie zupelnie obca ;/;/;/ Nie wiem jak sobie radzic. Dlaczego to nas spotkalo?
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 07:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do