Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez cicha 10 mar 2008, 17:52
Ja już po badaniu, teraz tylko czekam na wynik. Dziękuje Piko!! :)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez pikpokis 11 mar 2008, 09:34
kurde wiecie co.... na zewnątrz tak ladnie, swieci slonce..... przypomina mi to za kazdym razem jak jest taka ladna pogoda dobre chwile z moim kochaniem.... i popadam w dol:( bo przeciez teraz jest zle.... w ciagu dnia modle sie zeby Bog mi pomogl.... ehhhh wiecie co moj chlopak jest chory, ma ostra angine, wczoraj przez kilka godzin czuwalam przy nim, byl marudny bo zle sie czul, wszystko go draznilo, co chwile mu cos podawalam, poprawialam i zamiast mysli o trosce przylazly durne mysli ze mnie wkurza to pomaganie mu, ze i ja sie denerwuje tymi jego humorkami :/ i nagle cos powiedzial smiesznego, chcial mnie przytulic to nagle jak ręka odjal te moje mysli, bylam przez chcwile szczesliwa ze zwrocil na mnie uwage i wlasnie zawsze kochani tak jest jak robi cos co choc troszke mi nie pasuje albo irytuje np. niektore powiedzonka, mimika ( to wszystko przez tą nerwice :( ) to zamykam sie i mysle i mysle..... i nagle jesli zrobi cos co ja lubie, co mi podpasuje to sie ciesze, mam ochote zartowac, przytulac go, dbac o niego..... obrazam sie i zaczynam myslec jak nie robi tego co ja chce:( to jest przyczyna tego bagna:( ja nie wiem jak mam sie zmienic! :( przeciez trzeba akceptowac wady, wadeczki osoby ktora sie bardzo kocha u mnie dochodzi jeszcze nerwica to ze wpatruje sie w jego kosmyk wlosa ktory mi sie nie podoba i potem pol dnia o tym natrętnie mysle:( nigdy nie bylam kochani rozpuszczonym bachorem:( chociaz zanim urodzilo mi sie rodzenstwo bylam sama.....:( kurde zachowuje sie jak dzieciak! jak moj kochany mowi : nie! albo jak gdy cos mu sie nie podoba, zwraca mi uwage, pouczy mnie czasem to sie obrazam i wtedy przylaza mysli! to jest to kochani.... to jest powod moich dolegliwosci:( jezu oddam wszystko zeby sie zmienic tylko jak?:( kochani moze wam sie narzucil jakis pomysl po przeczytaniu moich slow......:(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez kapralis 11 mar 2008, 13:47
Siemka wszystkim,

U mnie jako tako :-) Daje ogólnie rade choć wczoraj miałem gorszy dzień.. Was też tak często głowa boli bez wiekszego powodu? Ja mam z tym ostatnio spory problem i często bez paracetamolu sie nie obchodzi... W lipcu mam slub i bardzo sie ciesze - wierze, ze mi to pomoze bo ustabilizuje moja sytuacje zyciowa - juz bede wiedzial na czym stoje i nie bede mial watpliwosci czy w ta strone isc czy w tamta i bede sie bardzo staral by zwiazek byl szczesliwy i przynosil mi i Marcie duzo radosci :-)

Sledze na bieżąco wasze wypowiedzi i choć nie zawsze odpisuje to naprawde szczerze sie z wami solidaryzuje bo wiem jak to jest, co czujecie i jakie to trudne. Wedlug mnie jednak zamartwiajac sie i podchodzac do zycia w sposob objetny nie damy rady wyjsc na prosta. To nasze zycie i nasze leki - to my mamy nad nimi kontrole bo sa NASZE i niczyje wiecej. Tylko my mzoemy je przerwac przeciwstawiajac sie nim i wygrac w ten sposob nasza przyszlosc szczesliwa i wolna od tego wielkiego ciezaru leku, strachu i niepewnosci... Sam w chwilach zwątpienia mam problem z zaakceptowaniem tego co wyzej napsialem ale to jest prawda oczywista, a z prawda sie nie dyskutuje i nie negocjuje warunkow... Tak po prostu jest i takie rzeczy w zyciu mozna tylko i wylacznie zaakceptować i dopiero wtedy gdy zaakceptujemy taki stan razeczy i nie bedzie nam to przy tym wywolywalo jakis dziwnych napadow leku, wtedy zaczniemy prawdziwie zyc. Trzymam za Was wszystkich kciuki. Piko nie zalamuj sie - dasz napewno rade, nie mysl sobie ze my tutaj juz jestesmy "z górki", bo kazdego z nas czeka jeszcze dluga droga, ale ta droga bedzie tym krotsza im szybciej zaprzestaniemy ogladac sie za siebie i rozpamietujac przeszlosc rozdrapywac zagojone rany. Zyjeszmy TU i TERAZ, to co było to było, trzeba sie z tym pogodzic raz na zawsze, wyrzucic w najlepszy dla nas sposb zale i zlosc w stosunku do najblizszych, ktorzy keidys tam nam zawinili i wplyneli poniekad na obecny stan rzeczy i zaczac nareszcie zyc swoim zyciem - zupelnei odmiennym, swoim, oryginalnym - nei kopiowanym od kolegi czy koelzanki, nie zachowujac sie jak kolega, koelzanka czy ktos z rodziny. Jestesmy odrebna osoba, a wiem ze to co nas gnebi ma to do siebie ze kopiujemy zachowania innych i porownujemy wszystko - nawet nasze zwiazki i relacje z ludzmi do innych (film, ksiazka, kolega i kolezanka z pracy, itp.). Nie tedy droga i choc wiem, ze mi rowniez bedzie trudno wrzucam sie na gleboka wode bo szczerze i gleboko wierze w slusznosc podjetych ponad rok temu decyzji, wiem co mna wowczas kierowalo i ufam ze to jest to - to jest ta droga i ona da mi szczescie! Jesli sie myle to poniose porazke ale czyz nie wieksza porazka jest walkover i poddanie sie bez walki? Stawka jest wysokoa, pytanie tylko czy chcemy....
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez cicha 11 mar 2008, 23:39
kapralis życze Ci z całego serduszka wszystkiego co najlepsze! żeby Ci się wspaniale układało z Twoją ukochaną Martą:) Wszystkiego dobrego, wierze, że podjąłeś słuszną decyzję, kochajcie się na wzajem:)
Piko, w książce "nie zadręczaj się drobiazgami nastolatku" wczoraj przeczytałam, że należy akceptować nastroje innych ludzi. Przeczytałam też, że powinniśmy nie które złe dla nas wiadomości przyjmować z "opóźnieniem", tzn. Jeśli ktoś nam coś powie, co wprowadzi nas w gniew, to powinnyśmy najpierw to przemyśleć, odetchnąć, uspokoić w sobie nerwy a nie od razu reagować złością.
CYTUJę: " opóźniona reakcja jest przeciwieństwem odruchu bezwarunkowego, który jest reakcją autonomiczną. Jest to nagła odpowiedź na jakiś bodziec. Ktoś Cię, np. krytykuje, przezywa a Ty natychmiast unosisz się gniewem..." chodzi mi tutaj o to Piko, że powinnaś pogodzić się z tym, że np. Twój chłopak nie chce robić tego co byś chciała, nie powinnyśmy od razu reagować gniewem jak nas coś zdenerwuje, tylko po prostu przemilczeć nie które sprawy, dzięki temu unikniemy stresów i nasze życie stanie się łatwiejsze ;)
Pozdrawiam ciepło:)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez aga25 14 mar 2008, 10:59
Hej! U mnie średnio ale nie z powodu nerwicy tylko znów muszę szukać pracy ale na szczęście podchodzę już do tego w inny sposób niż rok temu tzn wiem że od tego czy znajdę pracę czy nie nie będzie zależał mój związek. Oczywiście nie zamierzam mojego Michała obciążać moją "bezrobotnością" ale wiem, że będzie przy mnie i będzie mnie wspierał nawet jeśli pracy mieć nie będę do czego oczywiście nie chcę dopuścić bo dużo łatwiej się żyje jeśli są dwa źródła dochodu.
Piko wiesz to zwracanie takiej uwagi na wygląd u swojego chłopaka (tak było w moim przypadku nie wiem jak u Ciebie) wynikało z mojej chyba już chorobliwej uwagi o mój własny wygląd i tych cholernych kompleksów. A wiecie co jest najśmieszniejsze, że tak naprawdę wygląd nie ma kompletnie znaczenia bo pomimo, że nie jestem żadną pięknością (na szczęście, pomyślcie ile takie "piękne" tracą życia na pielęgnowanie swojego wyglądu) jestem lubiana a wcale o to jakoś szczególnie nie zabiegam, nikomu nie "nadskakuję". Ostatnio z moim Michałem Piko też miałam ciężką rozmowę zarzucił mi, że rozwalam wszędzie moje rzeczy i wiesz co nie wkurzyłam się o to na niego bo miał całkowitą rację chociaż też lekko wytknęłam mu jego "grzechy" i na tym się skończyło. Nie kłóciliśmy się bo to nie ma sensu raczej trzeba się zastanowić jak rozwiązać ten problem bo jest faktem, że lubię mieć rozwalone rzeczy a Michał nie bardzo. Widzisz to są takie drobnostko ale też są ważne w związku nie wykłócaj się o nie ze swoim partnerem raczej zastanów się co TY możesz zrobić, żeby załagodzić konfliktowe sytuacje. Pamiętaj zmieniać możesz tak naprawdę tylko siebie, swój punkt widzenia ale zmiana zachowania u Ciebie może wpłynąć na zmianę zachowania u twojego partnera ale o tym zadecyduje on sam. Zmuszanie kogoś na siłę do zmiany niestety nie przynosi korzyści rodzi właśnie konflikty.
Cicha ciekawe rzeczy napisałaś o tej złości jeśli przeczytasz coś fajnego proszę napisz o tym.
Co do myśli to są tylko czasem, olewam je totalnie bo mam inne sprawy na głowie, poza tym chcę o nich już zapomnieć. Cieszę się tym co mam, każdy dzień przynosi jakieś nowe doświadczenia. Wiecie co jest smutne, że teraz coraz więcej ludzi będzie miało podobne problemy co my na tym forum. Moim zdaniem z każdym następnym pokoleniem bezwzględna powierzchowność doprowadzi ludzi do tragedii. Ludzi już teraz media traktują jako "produkty" a to one w dużej mierze kształtują opinię człowieka. Mam nadzieję, że na nas nie mają jednak większego wpływu. Bądźmy sobą, szukajmy własnej tożsamości, własnego Ja. Po co kogoś naśladować jak można cieszyć się własnym pomysłem na życie. Pokonamy to choróbsko głowa do góry!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez cicha 14 mar 2008, 15:08
Aguś jesteś cudowna!! :) Jesteś naszym psychologiem :) dziękuje:)
Ale mam nie zbyt dobre wieści... chodzi o moją chorą noge..otóż od kąd pamiętam mam guza na udzie, w poniedziałek mialam rezonans magnetyczny i dzis mam wyniki, pisze, że może to być naczyniak jamisty albo mięsak, musze z tymi wynikami jechać do mojej poradni onkologicznej :( boje się ze to może być mięsak, a to jest nowotwór złośliwy :( trzymajcie kciuki zeby bylo wszystko dobrze:( przez tą noge ja nie moge chodzić, bo czuje tego guza :(
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez aga25 16 mar 2008, 13:08
Hej! Cicha trzymam kciuki, dzięki za wsparcie i miłe słowa. Pozdrawiam wszystkich
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez kapralis 17 mar 2008, 09:26
Widze, że temat się przerzedza :-) Już nawet ze starej gwardii nie wszyscy się wypowiadają. Ehh... No cóż ja chyba niebawem też postanowię odejść od forum na dłużej bo być może styczność non-stop z tym problem nie daje mi możliwości przezwyciężenia tej choroby ;-) Ale to tylko takie moje dywagacje :-) Trzymam za Was mocno kciuki, wierze że się wszystkim ułoży i uda w życiu :-)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez Izichristina 17 mar 2008, 13:52
Hej:) Napiszę Wam tylko, że wzięłam urlop z pracy i cały ostatni tydzień spędziłam z moim Mężczyzną. Szczerze mówiąc było ciężko. Cały czas mam wrażenie że jest coraz gorzej. Jakbym coraz bardziej się oddalała od niego. Paranoja. Czasem już nie płaczę tylko mówię sobie że to już koniec. Wiem gdzieś tam w środku że nie jest to wszystko zbyt normalne ale jakoś trudno uwierzyć że te myśli i dziwne odczucia oraz emocje nie są moje. Mój Facet jest idealny , nie mam do niego o nic pretensji. Jest dobry, ma wielkie serce, jest z pozoru twardzielem ale potrafi być niesamowicie czuły i romantyczny. Mamy takie samo lekko bezczelne poczucie humoru, kochamy gotować, oglądać dobre filmy, spędzać czas wolny w naszym ulubionym pubie i gadać ze sobą godzinami. A tu nagle taki syf. Wszystko mi pasuje ale mam myśli że go nie chcę. Widzę wszystko w taki sposób że się zastanawiam czy przypadkiem to nie jest jakaś psychoza a nie nerwica. Kiedy powiedziałam mojemu Kochanie o treści tych myśli które mam to on się mnie zapytał czy ja w ogóle wiem co mówię. Okazało się że brakuje związku logicznego między poszczególnymi wypowiedziami które ja traktowałam jako spójną całość.

Cicha mam nadzieję że wszystko będzie w porządku. Myślę że skoro od zawsze masz tego guza to nie jest to nic groźnego. Jestem z Tobą myślami.

Buziaki dla Wszystkich

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:13 pm ]
Piko jedna sprawa do Ciebie. Z tą irytacją mam tak samo jak Ty. Mój Facet powiedział mi że prawdopodobnie jest to olbrzymie zmęczenie umysłu stanem w którym się znajdujemy. Mózg tak reaguje bo jest na ostatnich obrotach. Wszystko nas denerwuje a najbardziej ta osoba na której jesteśmy tak mocno skupieni. Nie chcemy żeby nas te osoby denerwowały a one zaczynają nas wkurzać jeszce bardziej. To chyba rodzaj samosprawdzającej się przpowiedni.
Ja mam też tak że mówię sobie np.: o przynajmniej seks nadal jest super i następnego dnia nie jestem w stanie dotknąć mojego Faceta bo mnie odrzuca. Powiem krótko: strach się bać.

U mnie to wszystko postępuje. Ja się siebie pytam do jakiego momentu to będzie postępować. Aż go znienawidzę??? albo zapomnę kim w ogóle dla mnie jest??? Ojej............. :shock:
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

przez cicha 18 mar 2008, 23:28
Witam was! Dziękuje ze ciepłe słowa:)
kapralis powiem Ci, że mam takie samo zdanie na temat tego forum, że nie powinnam tak często tu zaglądać , bo coraz bardziej się w to zagłębiam i wtedy coraz gorzej, więc postanowiłam raz na tydzień wpadać na to forum, zresztą częściej nie moge, czas mi na to nie pozwala.
Powiem wam, że u mnie jest tak, że jest kilka dni, a nawet kilka tygodni tak wspaniale jak kiedyś, ale gdy tylko sobie przypomne, że mam nn i że miałam takie myśli o moim kochanym, że to wraca, tylko że olewam te myśli, mówie sobie jak one są to niech sobie będą, a ja i tak wiem swoje! Nie potrafię żyć bez Tomka! On jest wspaniały!! :) Najcudowniejszy facet na świecie!! :)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez Izichristina 20 mar 2008, 14:38
Hej Wam:) Zrezygnowałam z psychoterapii darmowej i postanowiłam zainwestować w coś porządnego. Poprzednia babka przy każdym spotkaniu pytała mnie o wszystko od początku. Makabra.
Ta nowa kobitka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Rozmawiałyśmy bardzo przyjemnie. Powiedziała mi że jestem osobą która strasznie się wszystkim sugeruje i że zamiast własne sugestie wykorzystać do poprawienia jakości swojego życia to dążę do autodestrukcji.
Mi się to wszystko zaczęło od tego że myślałam że moja mama jest śmiertelnie chora, potem że ja a teraz że nie chcę niby swojego faceta. Kocham siebie ale chcę siebie zniszczyć, przysporzyć sobie przykrości. To jest typowe myslenie neurotyka.
Babka się mnie pytała jak psychiatra nazwał to co mi dolega ale kiedy jej powiedziałam to w żaden sposób tego nie skomentowała. Zaczęłam się zastanawiać czy to dlatego że nie chce podważać czyjejś opini czy co innego.
Mam nadzieję, że u Was wszystko OK :D
Buziaki
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

przez kapralis 20 mar 2008, 15:24
Izi czy Pani doktor powiedziała skąd mogły się ewentualnie wziaść te natręctwa myślowe dt. ukochanego? Jestem ciekaw czy zaprezentowała Ci odmienny punkt widzenia w stosunku do tego co do tej pory juz slyszałaś.
Pozdrowionka dla wszystkich :-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

przez Izichristina 20 mar 2008, 18:17
Hej Kapralis :D

Babka mi powiedziała tylko to co napisałam wyżej. Nie pytałam jej zresztą skąd to się wzięło. Chyba to jest tak że różne przeżycia kształtują naszą psychikę.
Ona zwróciła mi uwagę na to że np. ja nie przeżywam ciężkich przeżyć wtedy kiedy one się dzieją. Pytanie co się dzieje z tymi emocjami które wtedy powinny mną targać. One zostają gdzieś w zakamarkach mózgu a potem wychodzą w postaci różnych nerwicowych objawów.
2 bardzo bliskie mi osoby zmarły na raka kilka lat temu. W ogóle nie przypominam sobie żebym to jakoś przeżyła. Potem moja mama wylądowała w szpitalu a ja w tym czasie chodziłam na dyskoteki tak jakby nic się nie stało. Teraz jak to piszę to wydaje mi sie to co najmniej nienormalne bo jestem bardzo wrażliwym człowiekiem. To tak jakby mój mózg wyłączał sie i nie dopuszczał do odczucia stresu. Ale widać że to po latach wychodzi.
To układa się w całość: wyimaginowane choroby (rak) na które niby cierpałam = zepchnięta na dno psychiki śmierć tych 2 bliskich mi osób (zmarły na raka)
Obsesja na punkcie tego że mama umiera = jej dawny pobyt w szpitalu+bardzo bliska relacja z nią od dziecka.
Ale co do partnera to nie wiem. Jest kilka opcji.Ojciec nas zostawił jak miałam 7/8 lat. Od 15 roku żcia zmieniałam facetów jak rękawiczki. Z nikim nie mogłam zaznać szczęścia. Nie przeżywałam zbytnio kolejnych rozstań. Tak jakby mój mózg naprawdę chronił mnie przed wielkim stresem.
Ale wszystko wylazło i niestety przywaliło naprawdę z grubej rury.
Muszę nauczyć się przeżywać emocje wtedy kiedy dzieje sie dana sytuacja a nie pare lat później. Ech.
A może Tobie jakiś lekarz sprzedał jakieś ciekawe informacje w temacie tej choroby???? Daj znać!!
Buziaki :D
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

przez aga25 20 mar 2008, 19:39
Hej! Izi ta twoja pani doktor jest naprawdę świetna w tym co robi. Właśnie ja dokładnie odczuwam te natręctwa myślowe jako autodestrukcję. U mnie te myśli w dużej mierze wynikały z moich trudnych relacji z ojcem oraz mamą jakbym chciała za wszelką cenę uniknąć znów cierpienia a wiecie co jest w tym najśmieszniejsze, że te myśli przyszły znikąd tak nagle w momencie kiedy moje życie zaczęło nabierać sens, byłam bardzo szczęśliwa. Cieszę się że nasz organizm tak zareagował chociaż czasami było potwornie ciężko ale zmusił mnie do podjęcia leczenia. NN to nie tylko psychologia ale również procesy biologiczne dzięki lekom powróciłam do równowagi, którą wcześniej zaburzył długotrwały stres. Zgadzam się w 100% o przejmowaniu się sugestiami innych obecnie staram się nie przejmować cudzymi opiniami wcześniej miałam z tym poważny problem. Izi będzie dobrze zresztą założę się, że pomimo tych wstrętnych myśli jesteście i tak szczęśliwi ze swoimi partnerami bo mi z moim Michałem jest najlepiej na świecie! I wiecie co wam powiem jestem naprawdę dumna że mam tak kochanego, wspaniałego, czułego, troskliwego, zabawnego i bardzo inteligentnego chłopaka. Wierzę głęboko, że nasz związek przetrwa wszystko.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: pawel12345 i 17 gości

Przeskocz do