Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez aga25 13 lut 2008, 13:26
Hej! Wiesz Pikpokis zawsze powtarzam sobie że dam radę, że wszystko będzie dobrze. Przyznam szczerze że w wielu sytuacjach sama sobie szukałam powodu do stresu. Znalazłam doskonałe lekarstwo na stres wystarczy że przypomnę sobie jakie katusze przechodziłam jak zaczęła się u mnie nerwica tak od razu przestaję się stresować. Może to trochę dziwnie brzmi ale pewno słyszałaś że stres to ukryty wróg przejmując się wszystkim nawet najdrobniejszą drobnostką żyjemy w ciągłym stresie nawet nie zdając sobie z tego sprawy a jeśli jeszcze wyszukujemy w sobie kompleksy to ten stres wyniszcza nas od środka bo się pogłębia. Przez nerwicę niestety nie udało mi się obronić w wyznaczonym terminie ale się nie poddaję, oddałam to co udało mi się napisać i muszę powiedzieć, że nie jest tak źle mam fajnego promotora ale muszę załatwiać powtarzanie semestru i to jest w tej chwili dla mnie stresujące ale doszłam do wniosku że jeśli się obronię a się obronię mój dyplom będzie dla mnie znaczył o wiele więcej niż gdybym zrobiłabym to bez problemu. Tak samo jest ze związkiem wkładamy w niego całe serce i duszę tylko umysł płata nam figle. Jak pisałam wcześniej kiedy jestem spokojna i pewna siebie te okropne myśli odbieram jako sceny które gdzieś już wcześniej widziałam np w jakimś filmie ale wystarczy że mam gorszy dzień i pojawia się zdenerwowanie od razu wydaje mi się to takie rzeczywiste. O to właśnie chodziło mi kiedy pisałam że trzeba nie bać się mówić o tych myślach. Dopiero właśnie kiedy pozwoliłam się tym wszystkim myślom ujawnić zrozumiałam, że one z rzeczywistością nie mają tak naprawdę nic wspólnego, a zatem skoro nie odnoszą się do czasu teraźniejszego no więc muszą być z przeszłości i co i bingo. W przeszłości szukaj rozwiązania. Bądź dobrej myśli. Ciesz się tym co masz chociaż zdaję sobie sprawę, że to wcale nie takie proste ale warto! Kochaj chłopaka takim jaki jest pamiętaj takim stworzył go Bóg, uwierz w siebie wtedy łatwiej będzie ci uwierzyć w słuszność twoich wyborów, olej zdanie innych nawet jeśli to mogą by twoi rodzice pamiętaj że to twoje życie i tylko Ty jesteś za niego odpowiedzialna, nikt nawet mama czy tata za ciebie go nie przeżyją.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez Izichristina 14 lut 2008, 13:29
Cześć :) Witam Wszystkich. Jestem niestety kolejną osobą zmagającą się z tym problemem. Przeczytałam wszystkie posty co do jednego. Chciałam podziękować Pikpokis za jej odwagę i determinację. Po przeanalizowniu wszystkich Twoich postów jestem przekonana , że Twoja miłość do Ukochanego jest bezgraniczna i prawdziwie piękna. Chciałam również podziękować pozostałym. Wasze posty również przeczytałam bardzo dokładnie i cieszę się, że są tak bystrzy i oddani innym ludzie na tym świecie. Nerwica to egocentryzm ale piękne jest to, że potraficie otworzyć się i że chcecie walczyć nie tylko dla siebie. Ja również zmagałam się tak jak Piko z wyimaginowanymi chorobami, a niestety 3 miesiące temu wszystko uderzyło w mojego partnera. Chodziłam po specjalistach ale wiecie jak to jest. Najczęściej za darmo niewielu chce pomóc. Wczoraj byłam u psychiatry ale po chwili stwierdziłam że ta osoba kipi jakąś agresją. Nie poddaję się i szukam dalej:))
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

przez aga25 14 lut 2008, 20:26
Hej! Witam nową osobę na forum! Od razu radzę ci Izichristino szukać dobrego specjalisty bo wydaje mi się że trafiłaś na beznadziejnych lekarzy i się nie poddawaj w poszukiwaniach. Wiesz w naszym kraju problem nerwic tak mi się zdaje jest jeszcze lekceważony w odróżnieniu np od schizofrenii. Po tej ilości postów jakie pojawiają się na tym forum śmiem sądzić, że lekarze nie powinni tego ignorować no ale nasza służba zdrowia jest jaka jest niestety więc jeśli będziesz musiała pójść prywatnie to idź i się nie wahaj. Ta choroba jest paskudna bo może mieć wpływ na nasze decyzje jeśli sobie w porę jej nie uświadomimy. Osoby tu na forum mają to szczęście, że już zdają sobie z niej sprawę i walczą z nią i się jej nie poddają i tak trzymać! Poradzę ci w tej sytuacji jedno nie koncentruj się na partnerze tzn że to jest jego wina itp. raczej zastanów się co mogło wywołać takie myśli. Może powstrzymujesz się przed okazywaniem negatywnych emocji, może w przeszłości ktoś z najbliższych cię zranił, jakie miałaś dzieciństwo, jak wyglądały twoje relacje z rodzicami, rodzeństwem, znajomymi? Jakie jest twoje poczucie własnej wartości? I wiele podobnych jest to ważne bo dzięki temu możesz poznać swoje schematy myślenia i zauważyć co jest błędne lub gdzie masz braki. U siebie zauważyłam że właśnie wypracowane przeze mnie schematy myślenia nie pozwalały mi wcześniej iść w kierunku w którym chciałam wypracowywałam je od najmłodszych lat dlatego tak trudno jest je zmienić ale powoli zaczęłam inaczej postrzegać ludzi i otaczający mnie świat. Da się ale potrzeba do tego wiele samozaparcia. Nie bój się wracać do rzeczy przykrych bo w nich kryje się rozwiązanie.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez cicha 15 lut 2008, 00:38
Witam wszystkich! i witam również nową osobe na forum! Dawno mnie tu nie było, ale to że mnie nie ma na forum to nie znaczy że z wami nie jestem... dziś oglądałam na tvn taki program "rozmowy w toku" i był temat o dziwnych chorobach takich jak zespół tureta. Po obejrzeniu programu bałam się czy kiedyś tej choroby nie dostane..bo to coś strasznego i współczuje każdemu kto ma tę chorobę. A co do mojej nerwicy to ostatnio znów analizuję, tzn. tak jak Piko denerwuję się gdy się ze mną nie zgadza... ale panuje nad tym na szczęście. Powiem wam że dobrym sposobem na myśli natrętne jest się czymś zająć, bo jak sie nie ma co do roboty to się zaczyna myśleć np o tym czy kochamy czy nie. Dzisiaj dzień zakochanych więdz życze każdemu z was jak najwięcej miłości!! i sama was mocno ściskam!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez Izichristina 15 lut 2008, 11:38
Cześć ponownie:) Dziękuję Aga, że poświęciłaś mi całego posta. Czytałam Twoje poprzednie wypowiedzi i jestem pod wrażeniem Twojego podejścia do całej sprawy. Wzięłam sobie Twoje rady do serca. Zaczęłam się zastanawiać nad swoim dotychczasowym życiem i pierwsze co mi przyszło do głowy to fakt, że ja w ogóle nie potrafię budować głębszych relacji. Dopiero teraz widzę, że u mnie w rodzinie tylko się o siebie 'ocieramy', żyjemy pod jednym dachem ale nie potrafimy okazać sobie ciepła. Wszystko od zawsze było bardzo powierzchowne. Moja mama czy siostra to bardzo wrażliwe istoty które nie umieją się otworzyć na ludzi. I ja też przez to nigdy się tego nie nauczyłam. Żyję w skorupie opanowana jakimś dziwnym lękiem. Muszę odnaleźć to wszystko co mnie trapi żeby zacząć cieszyć się życiem. A tak przy okazji tej choroby (mimo że wiem że te objawy nie są tak naprawdę ważne) chciałam się Was zapytać czy Wam też zdarza się czasem, że nagle macie rażenie że Wasz partner jest jakiś dziwny i obcy?? Ja tak ostatnio mam cały czas. Ale przede wszystkim chciałabym usłyszeć że czujecie się wspaniale i udało się Wam z tym paskudztwem wygrać:)))))

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:18 am ]
Cicha!!! My Wszyscy tutaj mamy super tendencje do wkręcania się w różne choroby i ludzkie tragedie. Tak jak niedawno napisała Aga, My w ogóle nie umiemy żyć własnym życiem. Nas nie ma. Budujemy wszystko w oparciu o innych ludzi i o ich wizje świata. Ja jestem osobą która gdzie nie pójdzie tam od razu zlewa się z innymi ludźmi. Tak jak bym w ogóle była jakąś marionetką. Cały czas wiszę na swoim mężczyźnie i oczekuję, że będzie mną sterował a potem się wkurzam jeśli powie lub zrobi coś inaczej niż bym oczekiwała. Tak jak wielu z Was uwierzyłam w miłość z bajki a życie niestety to szybciutko zweryfikowało.

Do tej pory miałam wielu partnerów i w każdym z nich doszukiwałam się wad a kiedy już je znalazłam urastały do rangi "nie da się z tym żyć" i odchodziłam lub robiłam wszystko by oni sobie poszli. Z perspektywy czasu widzę, że byli to jednak faceci co do jednego skupieni tylko na sobie i zupełnie niedostrzegający moich potrzeb. Po latach tułaczki spotkałam faceta u którego przez 1,5 roku (rekord) nie znalazłam żadnej wady i mam wrażenie że mój umysł zwariował. Ten facet poświęcił mi wszystko, pozwolił się poczuć jak księżniczka. Dał mi ciepło i miłość jakiej nigdy nie zaznałam. Ale tu wyłania się kolejny problem, że żeby do końca takie cudowne uczucia poczuć to trzeba umieć je przyjąć. Ja jestem w tym dość kiepska. Nie mogę uwierzyć że ktoś tak poprostu daje nie oczekując niczego w zamian. W rezultacie wychodzi na to, że sama jestem potworną egoistką ]:-( ale nie chcę taka być i mam nadzieję że to już pierwszy krok do sukcesu.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:18 am ]
Cicha!!! My Wszyscy tutaj mamy super tendencje do wkręcania się w różne choroby i ludzkie tragedie. Tak jak niedawno napisała Aga, My w ogóle nie umiemy żyć własnym życiem. Nas nie ma. Budujemy wszystko w oparciu o innych ludzi i o ich wizje świata. Ja jestem osobą która gdzie nie pójdzie tam od razu zlewa się z innymi ludźmi. Tak jak bym w ogóle była jakąś marionetką. Cały czas wiszę na swoim mężczyźnie i oczekuję, że będzie mną sterował a potem się wkurzam jeśli powie lub zrobi coś inaczej niż bym oczekiwała. Tak jak wielu z Was uwierzyłam w miłość z bajki a życie niestety to szybciutko zweryfikowało.

Do tej pory miałam wielu partnerów i w każdym z nich doszukiwałam się wad a kiedy już je znalazłam urastały do rangi "nie da się z tym żyć" i odchodziłam lub robiłam wszystko by oni sobie poszli. Z perspektywy czasu widzę, że byli to jednak faceci co do jednego skupieni tylko na sobie i zupełnie niedostrzegający moich potrzeb. Po latach tułaczki spotkałam faceta u którego przez 1,5 roku (rekord) nie znalazłam żadnej wady i mam wrażenie że mój umysł zwariował. Ten facet poświęcił mi wszystko, pozwolił się poczuć jak księżniczka. Dał mi ciepło i miłość jakiej nigdy nie zaznałam. Ale tu wyłania się kolejny problem, że żeby do końca takie cudowne uczucia poczuć to trzeba umieć je przyjąć. Ja jestem w tym dość kiepska. Nie mogę uwierzyć że ktoś tak poprostu daje nie oczekując niczego w zamian. W rezultacie wychodzi na to, że sama jestem potworną egoistką ]:-( ale nie chcę taka być i mam nadzieję że to już pierwszy krok do sukcesu.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:24 am ]
Sorki za dwa razy to samo. Jakoś tak mi się kliknęło:)
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

przez apsik84 15 lut 2008, 18:13
Izichristina skąd ja znam tą nieumiejętność budowania głębszych relacji! Ja mam tak jak Ty w swojej rodzinie... tzn ogromnie kocham rodziców i wiem że oni mnie kochają nad życie, wiem też że w najtrudniejszych momentach mi poświęcali ogromnie dużo uwagi. Nie mam złych wspomnień z dzieciństwa - że byli nieczuli itd, ja właśnie uważam, że mam najlepszych rodziców pod słońcem, ale czegoś mi zabrakło - umiejętności rozmowy... jakoś nigdy nie było chyba między nami takiej długiej rozmowy od serca... w przyjaźni też zawsze taka byłam - niedostępna. Zawsze gdzieś w skorupie nie umiejąc się wypowiedzieć, nie umiejąc nazwać uczuć, nic... po prostu jakbym miała w środku drzwi, które zatrzaskuje i jeszcze do tego zamykam na klucz. Jestem tak ogromnie skrępowana, że czasem nie umiem powiedzieć, co mi leży na sercu jak mam problem nawet przy moim kochanie. Wtedy zachowuje się jak dziecko, zaczynam płakać i w ogole... ja umiem tylko przez internet! bosz... jak ja tego u siebie nie znoszę!
Tak samo się czuję jak Ty Izichristina, jak marionetka, gdzie nie pójdę! Po prostu zero własnego zdania! Niby o tym wszystkim wiem, ale po Twoim poście sobie to tak dogłębnie uświadomiłam więc dzięki :)

Pozdrawiam wszystkich mocno i życzę miłego weekendu!

Jeszcze jedno: też mam czasem to uczucie, że moj partner jest mi zupełnie obcy... bardzo nieprzyjemne...
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez aga25 15 lut 2008, 18:42
Hej! Też tak czasami miewam ale to chyba normalne zwłaszcza na początku związku w końcu jest to ktoś kogo poznaliśmy dopiero od pewnego momentu naszego życia ale Izichristino zauważ, że nawet wśród rodziny można czuć się obco. Ważne jest i ja tak robię, że uważam Michała jako swoją drugą połowę, on nie jet tylko moim chłopakiem jest przede wszystkim częścią mnie, tak samo mój związek bo wkładam w niego całą siebie i nawet jeśli jest nie sformalizowany jeszcze traktuję go jako świętość. Moi rodzice w stosunku do siebie raczej okazywali niechęć albo obojętność niż ciepłe uczucia. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę ich nie znam. Dobrze poznałam tylko tę negatywną stronę ich związku chociaż teraz po tym wszystkim co przeszłam w związku z nerwicą zauważyłam, że mimo wszystko dzięki takiemu wychowaniu wyrosłam na porządną dziewczynę o wielu zaletach i umiejętnościach ale też zakompleksioną i zamkniętą w sobie, przerażoną życiem. Analizując siebie w relacjach z mamą niestety muszę przyznać, że nie byłam bez winy potrafiłam być okropnie złośliwa w stosunku do niej zresztą i do ojca również chociaż nie miałam w danej chwili powodu do tego. Nie biorę odpowiedzialności za to czego nie nauczyli mnie rodzice bo to był ich obowiązek ale nie zawsze było aż tak źle żeby czuć złość czy nienawiść w stosunku do nich. Wydaje mi się że nasi partnerzy są właśnie bardzo wrażliwi, czuli, troskliwi a to nas wkurza bo przecież tego wcześniej nie zaznaliśmy ale to nie znaczy że na to nie zasługujemy. Mam co do tego swoją własną teorię, że nie bez przyczyny takich partnerów wybrałyśmy(wybraliśmy) może te cechy są ukryte głęboko w nas i parły do tego żeby się ujawnić, może tego pragniemy ale lęk i uformowane przez świat zewnętrzny opinie próbują nas od tego powstrzymać. Wtedy pojawiła się nerwica. Dla mnie nerwica to walka naszego organizmu o nasze dobro ze zbiorowiskiem chaotycznych myśli, opinii, wyobrażeń podsycanych lękiem i niewiedzą, która każe nam uciekać przed tym co dobre. Od czasu jak jestem z Michałem zmieniłam się na lepsze. Jestem osobą spokojniejszą, odważniejszą i bardzo szczęśliwą pomimo nerwicy. W życiu nigdy nie jest idealnie ale to jak się teraz czuję jest nie do porównania z tym jak czułam się wcześniej. Tak naprawdę to walczę również o swoje zdrowie w tej chwili nawet nie mam się czym stresować może to dziwne zwłaszcza dla osoby z tymi głupimi natręctwami ale to prawda jeszcze tak wyluzowana w życiu nie byłam. Praktycznie moje kompleksy zniknęły, coraz lepiej dogaduję się ze swoimi przełożonymi, zaczynam dobrze czuć się ze swoim ciałem. Jak sobie pomyślę ile cennego czasu straciłam nad użalaniem się nad sobą to aż włos na głowie staje. Jestem taka jaka jestem i cieszę się z tego! Powtarzajcie sobie że jesteście wartością samą w sobie bez względu na to jak wyglądacie, jacy jesteście mamy prawo żyć godnie i w miłości, mamy prawo kochać i być kochanymi.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez Izichristina 15 lut 2008, 19:07
Dzięki za odpowiedź Apsik. Cieszę się, że nawzajem pomagamy sobie wszyscy nazywać pewne rzeczy po imieniu. Gdyby nie to forum po prostu bym zwariowała!! Chyba w całym swoim życiu nie uświadomiłam sobie tak wielu spraw jak po przeczytaniu Waszych wypowiedzi.

Co do poczucia obcości to faktycznie jest to straszna rzecz. Czasem mam wrażenie, że zapomniałam kim był mój Misio dla mnie do tej pory. Tak jakby w moich myślach gdzieś "odpływał". Nie mogę się jakoś z tym pozbierać. U mnie to chyba wynika z faktu, że nagle z beztroskiej studentki stałam się kobietą pracującą no i w tym czasie zaczęliśmy też z moim mężczyzną poważnie planować zamieszkanie razem. Od momentu jak weszłam do pracy poczułam że mój dotychczasowy świat gdzieś "odjeżdża" zabierając ze sobą mojego Partnera. Od tej właśnie chwili zaczął się ten koszmar ale wciąż walczę mimo że tak jak niektórym z Was czasem i mi brakuje sił.......... Psychiatra powiedział mi, że mam problem z wyjściem z domu od mamusi:))) I że w ogóle boję się życia:) W sumie to nie mogę powiedzieć że nie miał racji;) jestem od własnego bezpiecznego domu totalnie uzależniona psychicznie. Powiedział mi , że znalazłam się trochę między młotem a kowadłem czyli między mamą a partnerem. Mamusię trudno odrzucić więc być może podświadomie wypycham mojego Misia Pysia ze swojego życia żeby tylko nie zabrał mnie z domku:)
Dobra. Koniec:) Czas na weekendowy relaks:)

Również życzę wszystkim radosnego weekendu:)))
Papatki:)
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
13 lut 2008, 16:39
Lokalizacja
Warszawa

przez apsik84 15 lut 2008, 23:55
Izichristina dokładnie tak. Moja psychiatra zauważyła u mnie to samo, ze boje sie wyjsc z domu, bo tam jest najbezpieczniej w swiecie ... :)
Aga25 z tego co piszesz to widze miedzy nami ogromna roznice własnie jesli chodzi o dziecinstwo - ty masz niemile wspomnienia, ja natomiast chyba czasem az za dobre :P to wlasnie mnie czasem dziwi - ze pomimo tego ze mamy skrajnie rozne doswiadczenia wyniesione z domu rodzinnego i przekazane uczucia to nn i tak nas dopadła :)

super ze to forum jest...

dzieki wszystkim i pozdrawiam
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez cicha 16 lut 2008, 00:36
aga25 ja też miałam trudne dzieciństwo, ciągle stresy, awantury, mimo, że nie było alkoholizmu u mnie w domu. Mój tata ma poważne problemy nerwicowe, a mianowicie nie może opanować nerwów, jak nie pójdzie po jego myśli to się strasznie awanturuje i krzyczy, a kiedy krzyczy to ja wpadam w panikę i wyje jak małe dziecko. Mój kochany mi mówi, że przesadzam, bo nic się nie dzieje a ja zaraz płacze... ja od maleńkiego zawsze bałam się gdy mama wychodziła do pracy. Brat zawsze z ojcem awantury robił...ehh... do tej pory mam lęki, czasem boje się ze skzoły do domu wracać. Nie ma codziennych awantur, ale jak tylko wychodzi jakaś kłótnia np. między mamą a tata to ja od razu mam stresy i panikę sieje. Dziś pokłóciłam się z tata o taką drobną rzecz...po prostu tak bardzo płakałam, że aż się zaczęłam jąkać i myślałam, że nie przestane i ze będzie musiała mama zadzwonić po pogotowie, ale jakoś się uspokoiłam. Tak samo jak mój kochany czasem coś bardziej nerwowo do mnie powie, albo krzyknie to ja od razu mam oczy pełne łez. Zawsze tak wszystko biorę do siebie. Rodzice źle mnie wychowali, ciągle się bałam, a teraz się boje że kiedyś mogę stracić ukochanego, boje się tego bo on mi dał takie ciepło, jakiego wżyciu nie miałam, obdarzył mnie taką miłością i takim uczuciem!! Kocham go z całego serduszka i chce żebyśmy zawsze razem byli!

super że jest to forum, bo każdy może się tu wyżalić oraz pomóc innym. apsik84 i aga25 zawsze uważnie czytam wasze posty. Jesteście na prawdę mądre! Wasze posty głęboko biorę do siebie, zresztą każde posty tutaj biore do siebie. Piko dzięki Tobie jest to forum i dlatego jestem Ci za to wdzięczna!

Przytulam was wszystkich mocno i również życzę miłego weekendu!!
(jutro idę do kolegi na imprezkę to się troche rozerwę:) )
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez aga25 16 lut 2008, 12:47
Hej! Cicha nie martw się nie stracisz ukochanego uważam nawet że w sytuacji w której jesteś powinnaś jak najczęściej z nim przebywać. Twój chłopak daje ci spokój i bezpieczeństwo a więc to czego nie masz jak jesteś w domu. Ja już mieszkam ze swoim chłopakiem pomimo tych wszystkich myśli jakie miałam ale zawsze chciałam wracać do mojego Michała. Lęki bardzo często pojawiają się przy zmianie otoczenia, środowiska itp. to całkiem zrozumiałe bo nie wiemy czego możemy oczekiwać, jak się mamy zachowywać ale wystarczy te lęki przełamać, przyzwyczaić się do nowej sytuacji i już inaczej się człowiek czuje. Dla osób z nerwicą jest to podwójnie trudne bo żyjąc właściwie cały czas z lękiem boimy się tych zmian podwójnie i zazwyczaj wyobrażamy sobie że może wydarzyć się coś złego i to jest największy problem! Wiesz apsik z tego co ja zdążyłam przeczytać w fachowych książkach właśnie na temat wychowywania dzieci to fakt, że ani odrzucenie ani nadmierne przywiązanie dzieci do rodziców nie jest właściwe. W obu sytuacjach z rodzicami łączy nas bardzo silna więź po mojej stronie jest to więź na zasadzie żalów, złości itp (to też uzależnia od rodziców mimo wszystko) jak i właśnie nadmierne przywiązywanie dziecka do rodziców bo jak sama zauważasz trudno jest od tej mamy się oderwać ale w końcu będziesz musiała to zrobić bo pamiętaj masz tylko jedno życie i nikt go za ciebie nie przeżyje. Fajnie że masz dobre kontakty z rodzicami bo to bardzo pomaga w trudnych sytuacjach ale jesteś osobą dorosłą i w końcu trzeba będzie wyfrunąć z rodzinnego gniazda ale życie na wolności to jest jak przygoda i trzeba na to tak spojrzeć. Lęk wstrzymuje rozwój dlatego trzeba stawiać mu opór i się nie poddawać. Cicha nie angażuj się emocjonalnie w spory z rodzicami powiedz sobie w ten sposób "moi rodzice są dorośli ja nie jestem odpowiedzialna za to w jaki sposób rozwiązują swoje problemy! Cicha a może ty cały czas podświadomie czujesz się winna w jakiś sposób tych kłótni między rodzicami? Zastanów się nad tym jak wcześniej czułaś się kiedy rodzice się kłócili. To bardzo ważne być może jeszcze będąc dzieckiem cały ciężar za te wszystkie spory wzięłaś na siebie i do tej pory to odczuwasz w ten sposób dlatego płaczesz. Przede wszystkim skoncentruj się na swoim życiu a nie przejmuj się kłótniami rodziców ich nie zmienisz za to siebie owszem. Ciesz się swoim chłopakiem każdą chwilą z nim spędzoną. Jeśli ci ciężko porozmawiaj z nim o tym co dzieje się w twoim domu w Tobie podsuń mu może jakąś lekturę, która dotyczy twojej sytuacji i twojego lęku. To są tylko moje propozycje nie musisz tego robić jeśli nie chcesz. Zastanów się tylko nad tym jak odczuwałaś siebie w tych kłótniach rodzinnych bo to bardzo ważne, to może pomóc ci zrozumieć skąd u ciebie te lęki i panika. Pamiętaj nie jesteś odpowiedzialna za kłótnie rodziców i nie bierz je tak bardzo do siebie! To trudne ale dobre dla twojego zdrowia.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez cicha 17 lut 2008, 16:46
aga25 masz racje za bardzo się przejmuję kłótnią z rodzicami...mój Tomek też mi to powtarza. Raczej nie zrzucałam na siebie winy gdy rodzice się kłócili, próbowałam zawsze temu zapobiegać, i gdy już wychodziła jakaś kłótnia to się w nia wtrącałam i rozdzielałam w jakiś sposób tę kłótnię i może czasem za to oberwałam (w sensie takim, że tata na mnie nakrzyczał i nie kazał sie wtrącać) . Teraz kiedy często sie kłócę z tatą to płacze i wymawiam mu że przez niego mam nerwice...może nie powinnam tego robić.
Tomek jest dla mnie podporą, zawsze moge mu o wszystkim powiedzieć i jestem z nim zawsze szczera. W końcu na tym polega miłość, na zaufaniu, szczerości, na przyjacielskości, mogę mu o wszystkim mówić. Nawet swojej przyjaciółce nie mówiłam tak trudnych dla mnie spraw. Dziękuje aga25 za Twojego posta. Wzięłam to co napisałaś do siebie i postaram się nie angażować się w kłótnie z rodzicami.
pozdrawiam!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez aga25 17 lut 2008, 21:42
Hej! Cicha To bardzo dobrze że nie czujesz się winna za te kłótnie tylko martwi mnie to że mimo wszystko próbując rozdzielić krzyczących na siebie rodziców w jakiś tam sposób też stajesz się stroną i się angażujesz. Piszesz że zdarza ci się za to oberwać w tym widzę właśnie być może powód do krytycznego oceniania siebie jeśli twoja mediacja nic nie pomoże. U mnie było podobnie zawsze kiedy ojciec wydzierał się na matkę to reagowałam ale to na niewiele się zdało a po takiej reakcji czułam się jeszcze gorzej. Moja złość a nawet wściekłość na ojca zwłaszcza powiększał się. Bez względu na to jak mocno angażujemy się w problemy innych zawsze ten nasz spokój wewnętrzny zostaje naruszony, poświęcamy naszą cenną energię na sprawy na które i tak nie mamy wpływu. Dlatego zamiast się stresować kłótniami swoich bliskich poszukaj dla siebie miejsca gdzie możesz się wyciszyć, gdzie czujesz się bezpieczna. Może częściej wychodź gdzieś ze swoim ukochanym Tomkiem. Ja od kiedy wyprowadziłam się z domu odnalazłam spokój, z Michałem się nie kłócę raczej rozmawiamy wolę takie podejście bo zdaję sobie sprawę jak szkodliwe są ciągłe kłótnie.
Aha Cicha niestety ale twoja sytuacja w rodzinie sprzyja powstawaniu nerwicy to jest choroba będąc pod tak długim wpływem znerwicowanych rodziców nie dziw się, że i ty to odziedziczyłaś. Ale głowa do góry jesteś super dziewczyną, nie poddajesz się chorobie i o to chodzi widzisz twoi rodzice nie umiejąc poradzić sobie ze swoimi problemami wyżywali i wyżywają się teraz się na swoich dzieciach i zapewne będą robić to nadal bo nie potrafią inaczej rozwiązywać tych problemów. Najtrudniejszym dla ciebie i twojego brata zadaniem będzie umiejętnie nie angażować się w nie a najlepiej ich unikać jak ognia. Potrzebujesz wyciszenia i poczucia bezpieczeństwa w takich warunkach inaczej patrzy się na świat.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez cicha 18 lut 2008, 00:20
aga25 masz rację moi rodzice nie potrafią innaczej załatwiać spraw, tylko kłótnią i awanturą, na szczęście nie kończy się to na bójce, bo wtedy to bym już całkowicie zwariowała. Wiele razy chciałam się wyprowadzić gdzieś, np. do babci i dziadka, chodź na pare dni, wiele razy chciałam uciec z domu, u mnie w rodzinie panuje taka dziwna atmosfera, siostra wyprowadziła sie z domu wiele lat temu, jak miała 18 lat, bo stwierdziła, ze nie będzie narażać zdrowia swojego. U mnie jest tak, że brat nigdy sie nie może zgodzić z tatą, zawsze muszą się o coś kłócić, a wtedy mama się boi, że mogą się pobić i wtedy ja też się zaczynam bać. Nie umiem się dogadac z bratem, czasem wole nie zaczynac z nim zadnego tematu, bo on zaraz stwarza dziwną atmosferę, on tez ma problemy z nerwicą, wychodząc z domu kilka razy szarpie za klamkę, choć wie, że zamknął drzwi, myje co troche ręce, praktycznie co 5 minut...to jest bardzo meczące... on miał już problemy bedąc w wieku dojrzewania...mial leki, caly czas się bał, że gaz jest niezakrecony w domu i się budził kilka razy w ciągu nocy i sprawdzal czy pozakręcany gaz w kuchni lub robił inne dziwne rzeczy. Rodzice powinni zaprowadzić go do psychologa, teraz może nie miałby takich problemów. Mama z nim tylko poszła do pediatry i jak byl mały to opowiedziała o jego róznych, dziwnych rzeczach, to lekarz stwierdził, że on jest w wieku dojrzewania i że tak chłopcy to przechodzą, a tymczasem on do dzi\siaj, mając 32 lata ma duże problemy ze sobą. Nie umiem sie z nim dogadać, jest strasnzie nerwowy, podobnie jak mój ojciec, Często mam tak, że poprostu nie chce na brata patrzeć, bo mnie strasznie denerwuje.
Masz racje Aga powinniśmy z ukochanym częściej wychodzić z domu. Większość tych wakacji spędziłam w domu, bo mialam lęki i bałam się wyjść z domu, bo się bałam że się w kimś innym zakocham, i cały czas płakałam...teraz jestem o wiele bardziej silniejsza i wiem jak sobie radzić z lękami...a wszystko dzięki temu że jest to forum. A to forum odkrył mój ukochany, chciał mi pomóc i stwierdził ze poszuka w internecie i znalazł nasze forum.
Dziękuję Aga za dobre rady!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do