Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez apsik84 05 sty 2008, 15:11
Dokładnie. Tylko ja np. miałam tak, że w momencie gdy dochodziłam do wniosku, ze może raczej go nie kocham, to od razu świat się walił wpadałam w depresje i wywoływało to we mnie lęki, że właśnie z tą osobą nie jest mi dobrze, pomimo tego, że tak bardzo chciałam by było inaczej. To jest takie totalne zaprzeczenie, całkowita mieszanka dwóch zupełnie odrębnych emocji... tylko, że tak naprawdę trzeba zdać sobie sprawę z tego, że ów problem to przykrywka czegoś innego, czegoś co siedzi głębiej

Przypomniało mi się jeszcze jak moja mama mi powiedziała właśnie coś podobnego, co K.... zebym się nie zastanawiała czy kocham czy nie... żeby spróbować mówić sobie, że to w tej chwili jest nieważne, że nikt nie oczekuje ode mnie żadnych deklaracji itd. Było to trudne, bo wiadomo te myśli to nie tylko myśli tylko takie ogromnie przybijające uczucie... ale próbować można, a nawet trzeba :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez ane23 05 sty 2008, 18:11
No widzisz, ja wiem że jak o tym nie myśle, jak nie analizuje to jest wszystko OK. Ale głupia kłótnia, np. że on nie odkurzył sprawia że zaczynają się myśli, że to bez sensu związek, nagle robie z siebie męczennice, stwierdzam że skaczę wokól niego, że on nic nie robi, zaczynam doszukiwać się negatywów tego związku, nagle przypominam sobie wszystko co mnie drażni.
Wiem że lepiej byłoby tego nie roztrząsać, ale mnie właśnie ktoś przed ślubem powiedział, że jak się bierze ślub to powinno sie kochać, że jak można kłamać przed Bogiem. No i się zaczęło, myśli o tym że nie może nie kocham, że może jestem z nim z przyzwyczajenia, albo dla mieszkania, że go tylko lubię, albo że traktuję jak brata, albo wogóle abstrakcyjne: że jestem lesbijką, albo że kocham jego przyjaciela (są jak bracia, a mnie coś z tym chłopakiem kiedyś łączyło) no i zaczynam sie tego bać, że faktycznie tak może być, boję się i czuję okropnie, jakbym zrobiła coś złego. Tak samo jest jak spojrzę na faceta w autobusie i np. wyobrażę sobie jak wygląda nago, albo pomyśle czy mogłabym sie z takim spotykać lub uprawiać seks, albo gdy przypomni mi się jakaś intymna chwila z tamtym byłym (przyjacielem męża)- to jest dla mnie niemal jak zdrada, czuję się paskudnie, i od razu myślę że nie kocham męża dlatego tak myśle. Im więcej tych myśli tym bardziej się zapętlam. Naprawdę czasem myślę że rozstanie to rozwiązanie, może pozbyłabym się tych dręczących mnie myśli.
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez aga25 06 sty 2008, 20:10
Hej! U mnie postęp! Zdaję sobie sprawę, że wychodzę z nerwicy ale to wcale nie jest takie proste. Wytłumaczę dlaczego. Od czasu kiedy moje dzieciństwo zaczęło przypominać dramat powtarzałam sobie Nie będę jak mój ojciec! Wydawało mi się, że jeśli będę się przeciwko niemu buntować i robić inaczej jak mój tata to nie będę go przypominać niestety samotność, nienawiść do ojca, życie w wyidealizowanym świecie, wieczny żal i rozgoryczenie sprawiło, że tak naprawdę stałam się taka jak on - egoistyczna sfrustrowana samotna żyjąca w jakimś własnym zniekształconym świecie. Trudno mi się jest do tego przyznać ale poprzez natrętne myśli zbuntowałam się przeciwko samej sobie. W natręctwach objawia się nasza ciemna strona, którą za wszelką cenę staramy się zepchnąć w nieświadomość ale ona za każdym razem wraca no i dopóki nie stawimy jej czoła będzie powracać. Z tego co pisze np Pikpokis cały czas zwraca uwagę na aspekty zewnętrzne swojego chłopaka, a zatem nie akceptuje go do końca takim jaki jest a to jest podstawa związku dlatego te myśli są tak dokuczliwe jeśli chodzi o wygląd, w czasie najgorszej nerwicy też tak miałam denerwował mnie wygląd mojego chłopaka, w ogóle mnie denerwowała jego obecność wtedy pojawiały się najgorsze myśli że to już koniec ale jak to z natręctwami bywa na szczęście się nie sprawdzają bo to są tylko lęki, ale o co mi chodzi z tym wyglądem jeśli w przeszłości poświęcaliśmy wiele czasu i energii swoim kompleksom, czuliśmy się gorsi niestety naszą ocenę przenieśliśmy na naszych ukochanych. Bez względu na to jak by było nam dobrze negatywna ocena przysłoni tę pozytywną, a zatem najważniejsze że wartość człowieka nie mierzy się wyglądem ale tym co ma w sercu, jaki jest w stosunku do ciebie, zwierząt rodziców itp. Natręctwa dla mnie to jakby próba powrotu do przeszłości. Zastanawiam się jak w myślach wypowiadacie to "nie kocham cię" ja czuję że robię to ze złością i nienawiścią, która jest zupełnie nieadekwatna do tego jak się czuję w danej chwili. Według mnie scierają się we mnie dwie strony ta dobra, która odczuwa spokój i radość z bycia z moim partnerem ze złą jakby z przeszłości pełnej żalu i rozgoryczenia jakby te słowa kierowała do mojego ojca a nie do mojego ukochanego. Pogodziłam się z ojcem nawet ostatnio jak byłam w domu na pożegnanie przytuliłam się do niego. Nigdy więcej nie chcę żyć złością, żalem do całego świata i innych. Lekcje jakie wyciągnęłam z choroby to:
Akceptuję i kocham siebie taką jaką jestem!
Cieszę się z tego co mam!
O wartości człowieka nie decydują w żadym wypadku aspekty zewnętrzne!
Jestem otwarta na zmianę siebie i mojego postrzegania świat!
Chcę żyć w teraźniejszości a nie w swoim fałszywym, pełnym niesprawiedliwych ocen i osądów świecie.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:34 pm ]
Dodam jeszcze, że natręctwa mogą mówić wam (moje myśli tak właśnie odczuwam) jesteś zła, zimna, nieczuła, egoistyczna beznadziejna brzydka takie byle co ale pamiętajcie to jedna wielka nieprawda. Natręctwa to kumulacja waszych i waszych bliskich i znajomych negatywnych ocen na temat waszej osoby jak i innych ludzi oraz otaczającego was świata. Ja musiałam wczuć się w ten stan ponownie żeby stwierdzić, chwileczkę Ja teraz taka nie jestem co było kiedyś minęło i nie mam potrzeby ani nawet ochoty zachowywać się jak kiedyś. Może komuś wydaje się to nierozsądne ale ciężar zmiany wzięłam na siebie, nie mam zamiaru zmieniać mojego ukochanego kocham go za to jaki jest, unikam kłótni z moim chłopakiem, wolę z nim rozmawiać, mówić czy coś mi się podoba czy nie, kłótnie do niczego nie prowadzą a wręcz przeciwnie podgrzewają waszą niską ocenę o was samych, waszych ukochanych i waszym związku. Powrót do dzieciństwa jest kluczowy bo to co przeżywacie teraz jest tak naprawdę wynikiem zaniedbań rodziców w kluczowych dla was obecnie spraw. Trzeba to sobie samemu w sobie przepracować aby odnaleźć szczęście i spokój i nadrobić braki jakie wynikły z wychowania.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:00 pm ]
Nie wiem czy u siebie zwróciliście na to uwagę ale Ja kiedy pojawiają się natręctwa od razu odczuwam dołek psychiczny, izoluję się od świata i innych ludzi jakbym chciała uciec i gdzieś się schować żeby mnie nikt nie widział ale nie mogę tak się zachować i to prawdopodobnie podnosi poziom zdenerwowania - nie możecie już zachowywać się tak jak kiedyś kiedy czuliście się wystraszeni bądź sfrustrowani. Taki stan sama na siebie sprowadzałam bo w podświadomości zostało mi przekonanie że jestem zła więc wszystko co jest wokół mnie musi być złe. Ale od jakiegoś czasu nie mam już natręctw właściwie pozostał tylko jakiś uogólniony lęk. Rada żaden najlepszy spejalista wam nie pomoże jeśli sami nie będziecie chcieli przepracować nawet tych najokropniejszych dla was tematów. Przyznam że mi też udało się trafić do dobrego lekarza ale sama też nad tym pracowałam bardzo mocno. Leki też pomagają biorę Paromerck 1 tabletkę ale powoli zmniejszam dawkę!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez ane23 06 sty 2008, 21:44
aga25 napisał(a):W natręctwach objawia się nasza ciemna strona, którą za wszelką cenę staramy się zepchnąć w nieświadomość ale ona za każdym razem wraca no i dopóki nie stawimy jej czoła będzie powracać. Z tego co pisze np Pikpokis cały czas zwraca uwagę na aspekty zewnętrzne swojego chłopaka, a zatem nie akceptuje go do końca takim jaki jest a to jest podstawa związku dlatego te myśli są tak dokuczliwe jeśli chodzi o wygląd, w czasie najgorszej nerwicy też tak miałam denerwował mnie wygląd mojego chłopaka, w ogóle mnie denerwowała jego obecność wtedy pojawiały się najgorsze myśli że to już koniec ale jak to z natręctwami bywa na szczęście się nie sprawdzają bo to są tylko lęki, ale o co mi chodzi z tym wyglądem jeśli w przeszłości poświęcaliśmy wiele czasu i energii swoim kompleksom, czuliśmy się gorsi niestety naszą ocenę przenieśliśmy na naszych ukochanych. Bez względu na to jak by było nam dobrze negatywna ocena przysłoni tę pozytywną, a zatem najważniejsze że wartość człowieka nie mierzy się wyglądem ale tym co ma w sercu, jaki jest w stosunku do ciebie, zwierząt rodziców itp. Natręctwa dla mnie to jakby próba powrotu do przeszłości.


No a moje natręctwa, o tym że mogę być lesbijką, pedofilem, zoofilem czy zabójcą - to też moja ciemna strona,a może taka jestem? Też mam przezwyciężyć lek zaczynając realizować swoje myśli których tak bardzo się boję?? Tak zrozumiałam twój post :roll:
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez aga25 06 sty 2008, 22:01
Nie o to chodzi. Nikt ci nie każe realizować swoich myśli nawet jest to nie możliwe bo taka nie jesteś to że myślisz że jesteś zoofilem, pedofilem itp wynika z twojej niskiej samooceny, ukrytego fałszywego poglądu że może jesteś zła itp. ja też myślałam że mogę być lesbijką, zabójcą itp dopóki sama siebie nie uświadomisz że jesteś wspaniałym człowiekiem, dobrym, uczciwym, czułym troskliwym i wartościowym to te myśli będą cię nękać. Są one bzdurą ale dopóki źle o sobie myślisz będziesz je karmić niestety. Wiesz ja po prostu uświadomiłam sobie nie to że "jestem pedofilem" itp. ale to że kiedyś w przeszłości tak naprawdę koncentrowałam uwagę tylko na sobie na swoim bólu, cierpieniu i kompleksach, które kazały mi o sobie myśleć w złym świetle. Pamiętaj natręctw nie zrealizujesz w tej chorobie chodzi o korzenie lęku i musisz do nich dotrzeć bo inaczej będą cię nękać w tej bądź w innej formie.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:32 pm ]
Natręctwa to totalne bzdury, które jednak mają nas czegoś nauczyć przede wszystkim szacunku i akceptacji dla samego siebie! Pamiętaj Ane jeśli w pełni nie pokochasz siebie taką jaką jesteś razem ze swoimi wadami i zaletami nie będziesz mogła w taki sam sposób pokochać innych, zawsze będziesz widzieć najpierw ich wady. Ja powtarzam sobie nie jestem taka jak w tych myślach! Żeby poczuć dystans do natręctw musiałam wczuć się w skrzywdzoną Agusie - dziecko pełne żalu i złości. To jest ciekawe i dziwne ale zaczęłam czuć że przez moje lęki i natręctwa nie przemawiam "Ja teraz" ale właśnie skrzywdzona, pozbawiona miłości część mnie, która schowała się gdzieś we mnie i od czasu do czasu daje o sobie znać. Na szczęście coraz rzadziej się we mnie odzywa ale musiałam dotrzeć do tej skrzywdzonej części siebie, bardzo dużo pomógł mi płacz wtedy wyrzucałam z siebie wszystko. Dla mnie ciemna strona to przede wszystkim chorobliwe koncentrowanie się na sobie, nie dostrzegałam cierpienia innych tylko swoje, ciągle na coś narzekałam, trudno mi się było przyznać przed sobą że pewne sprawy mogłam załatwić inaczej w bardziej pokojowy sposób. Byłam skrzywdzonym dzieckiem ale oprócz złych chwil w moim życiu były też piękne i wzruszające tylko że ja ich wtedy nie dostrzegałam. W centrum mojej uwagi była tylko moja krzywda. Prawdziwa miłość to dawanie jak najwięcej z siebie, a dla byłej egocentryczki (dawnej mnie) to naprawdę było trudne wyzwanie zapewne dlatego pojawiły się te myśli zagrażające (natrętne) po prostu w związku należy się dzielić sobą i utrzymać równowagę konfliktową!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:33 pm ]
Natręctwa to totalne bzdury, które jednak mają nas czegoś nauczyć przede wszystkim szacunku i akceptacji dla samego siebie! Pamiętaj Ane jeśli w pełni nie pokochasz siebie taką jaką jesteś razem ze swoimi wadami i zaletami nie będziesz mogła w taki sam sposób pokochać innych, zawsze będziesz widzieć najpierw ich wady. Ja powtarzam sobie nie jestem taka jak w tych myślach! Żeby poczuć dystans do natręctw musiałam wczuć się w skrzywdzoną Agusie - dziecko pełne żalu i złości. To jest ciekawe i dziwne ale zaczęłam czuć że przez moje lęki i natręctwa nie przemawiam "Ja teraz" ale właśnie skrzywdzona, pozbawiona miłości część mnie, która schowała się gdzieś we mnie i od czasu do czasu daje o sobie znać. Na szczęście coraz rzadziej się we mnie odzywa ale musiałam dotrzeć do tej skrzywdzonej części siebie, bardzo dużo pomógł mi płacz wtedy wyrzucałam z siebie wszystko. Dla mnie ciemna strona to przede wszystkim chorobliwe koncentrowanie się na sobie, nie dostrzegałam cierpienia innych tylko swoje, ciągle na coś narzekałam, trudno mi się było przyznać przed sobą że pewne sprawy mogłam załatwić inaczej w bardziej pokojowy sposób. Byłam skrzywdzonym dzieckiem ale oprócz złych chwil w moim życiu były też piękne i wzruszające tylko że ja ich wtedy nie dostrzegałam. W centrum mojej uwagi była tylko moja krzywda. Prawdziwa miłość to dawanie jak najwięcej z siebie, a dla byłej egocentryczki (dawnej mnie) to naprawdę było trudne wyzwanie zapewne dlatego pojawiły się te myśli zagrażające (natrętne) po prostu w związku należy się dzielić sobą i utrzymać równowagę konfliktową!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:40 pm ]
Przeczytajcie książkę "Pokochaj siebie a nie ważne z kim się zwiążesz" autorka w świetny sposób tłumaczy to o co mi chodzi!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez pikpokis 07 sty 2008, 19:16
kurcze :( 3 dni byly super....... a dzis! mam kuzyna filozofa ktory wypowiada sie zawsze w taki wlasnie filozoficzny sposob..... nie lubie tego u niego, dzis moj chlopak powiedzial cos wlasnie w taki sposob jak on :( odrazu przylazl lęk :( w ogole czesto mam cos takiego ze jesli powie cos glupiego albo w jakims dziwnym tonie nachodza mnie mysli nawet nie wiem jak je nazwac ale nie sa one dla mnie dobre:( Pomocy prosze! :(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez ane23 07 sty 2008, 19:55
aga25 napisał(a):Nie o to chodzi. Nikt ci nie każe realizować swoich myśli nawet jest to nie możliwe bo taka nie jesteś to że myślisz że jesteś zoofilem, pedofilem itp wynika z twojej niskiej samooceny, ukrytego fałszywego poglądu że może jesteś zła itp. ja też myślałam że mogę być lesbijką, zabójcą itp dopóki sama siebie nie uświadomisz że jesteś wspaniałym człowiekiem, dobrym, uczciwym, czułym troskliwym i wartościowym to te myśli będą cię nękać. Są one bzdurą ale dopóki źle o sobie myślisz będziesz je karmić niestety. Wiesz ja po prostu uświadomiłam sobie nie to że "jestem pedofilem" itp. ale to że kiedyś w przeszłości tak naprawdę koncentrowałam uwagę tylko na sobie na swoim bólu, cierpieniu i kompleksach, które kazały mi o sobie myśleć w złym świetle. Pamiętaj natręctw nie zrealizujesz w tej chorobie chodzi o korzenie lęku i musisz do nich dotrzeć bo inaczej będą cię nękać w tej bądź w innej formie.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:32 pm ]
Natręctwa to totalne bzdury, które jednak mają nas czegoś nauczyć przede wszystkim szacunku i akceptacji dla samego siebie! Pamiętaj Ane jeśli w pełni nie pokochasz siebie taką jaką jesteś razem ze swoimi wadami i zaletami nie będziesz mogła w taki sam sposób pokochać innych, zawsze będziesz widzieć najpierw ich wady. Ja powtarzam sobie nie jestem taka jak w tych myślach! Żeby poczuć dystans do natręctw musiałam wczuć się w skrzywdzoną Agusie - dziecko pełne żalu i złości. To jest ciekawe i dziwne ale zaczęłam czuć że przez moje lęki i natręctwa nie przemawiam "Ja teraz" ale właśnie skrzywdzona, pozbawiona miłości część mnie, która schowała się gdzieś we mnie i od czasu do czasu daje o sobie znać. Na szczęście coraz rzadziej się we mnie odzywa ale musiałam dotrzeć do tej skrzywdzonej części siebie, bardzo dużo pomógł mi płacz wtedy wyrzucałam z siebie wszystko. Dla mnie ciemna strona to przede wszystkim chorobliwe koncentrowanie się na sobie, nie dostrzegałam cierpienia innych tylko swoje, ciągle na coś narzekałam, trudno mi się było przyznać przed sobą że pewne sprawy mogłam załatwić inaczej w bardziej pokojowy sposób. Byłam skrzywdzonym dzieckiem ale oprócz złych chwil w moim życiu były też piękne i wzruszające tylko że ja ich wtedy nie dostrzegałam. W centrum mojej uwagi była tylko moja krzywda. Prawdziwa miłość to dawanie jak najwięcej z siebie, a dla byłej egocentryczki (dawnej mnie) to naprawdę było trudne wyzwanie zapewne dlatego pojawiły się te myśli zagrażające (natrętne) po prostu w związku należy się dzielić sobą i utrzymać równowagę konfliktową!

Aga wielkie dzięki za tego maila, bardzo mi to pomogło, jakoś przestałam się bać, być może to chwilowe, być może lęk i niepewność wróci, ale mam nadzieję że mimo wszystko będę umiała spojrzeć na to z innej strony. Nadal się obawiam, nadal nie wiem czy mój związek jest dobry, czy kocham męża, ale teraz widzę choć światełko w tunelu. Na razie czytam "Potęgę podświadomości' Murphyiego, ale książkę którą polecasz też poszukam i przeczytam. czasem myślę sobie jak to by było żyć normalnie, bez lęku, bez wątpliwości, zastanawiam się czemu inni ludzie wiedzą czy kochają, wiedzą kim są, czemu to ja mam wątpliwości, to ja nie jestem pewna, to ja się boję. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ale też nie bardzo potrafię wyobrazić sobie życie bez lęku, nie umiem uwierzyć że mogłabym jeszcze być normalna, bo jak pozbędę się jednego lęku pojawia się kolejny :roll:
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez n-monika 07 sty 2008, 21:14
Wiecie, kiedyś bardzo często lekarze mi powtarzali-----''ty nie chcesz sobie pomoc''----wkurzali mnie tym i to bardzo, bo ja ledwie zyłam a oni gadali takie bzdury.mineło juz sporo czasu od tamtych wydarzen ale teraz jak czytam tu posty to kolejny raz zdeje sobie sprawe że oni mieli rację.
wiem, że zlinczujecie mnie za to co napisze...ale trudno.
jak tak czytam to myslę że wy się użalacie nad sobą---co to zmieni---gdybyśmy od uzalania się zdrowieli to miałoby to sens--a tak?
Nasze dołowanie nie zmieni tego ze mamy NN--a wręcz nawet może pogorszy.Musicie zaakceptowa to ze Macie NN.to nie jest powod do wstydu, bo nikt z Nas sobie sam tego nie wybrał.u mnie wszystko się zmieniło o 360stopni w momencie kiedy sie pogodziłam ze mam NN i że tak jak każda choroba NN ma swoje objawy.kiedyś juz pisałam na tym temacie,że ja także miewam mysli ,że nie kocham mojego męza--choc to bzdura---i czasami jeszcze sie pojawiaja, ale nie przejmuje sie nimi i nie zawrcam sobie nimi głowy bo wiem że to poprostu obiaw choroby---tak jak cukrzykom zdarza się atak---wiedzą że to poprostu należy do ich choroby.jasne ze to nie jest tak ze one mi przychodzą i nagle znikaja.nie troche mnie''pomęczą'' i ida w cholere.jasne że trzeb podjąc leczenie ale to nie znczy ,że w jego trakcie mamy sie katowc.nie zrozumcie mnie żle, bo nie chce nikogo urazic ani zrobic przykrośc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
03 wrz 2006, 21:29

przez cicha 09 sty 2008, 23:13
n-monika masz racje!! Ja też się już do tego przyzwyczajam, czasem nie moge sobie dać z tymi myślami rady, były 3 dni dobre, bez myśli natrętnych, ale znów się dziś pojawiły :( już wczoraj mnie brały wątpliwości, że może nie kocham, ale wiem że to nie prawda! Kiedy na niego patrze jak lerzymy, kiedy dotyka moich policzków, widze jak mocno mnie kocha i jakim jestem dla niego pięknem, wtedy chce mi się płakać ale ze szczęścia, bo jestem wyjątkowa dla niego, kocham go!! i niec tego nie zmieni!! Dlatego staram się z tym pogodzić, że mam nerwice natręstw. Ale musze i tak wybrac się do dobrego specjalisty... szukam...
Pozdrawiam!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez Ana24 10 sty 2008, 20:46
wlasnie koncze pobyt na oddziale psychoatrycznym dziennym i dzis wlasnie wszystko wrocilo....mysli mnie zabijaja....głowa mówi mi ze powinnam odesc od chlopaka, ta cholerna głowa podsyca we mnie watpliwosci ze to nie miłosc. on jest dla mnei calym zyciem bez niego nic nie ma sencu...a tu głowa i mysli: nie masz ochoty sie przytulac to znaczy ze go nie kochasz, nie masz ochoty na seks to znaczy ze go nie kochasz, zaskakuje mnie swoja opiekunczoscia a moja głowa na to ze go nie kocham skoro nie umiem tego odwzajemnic lub czuje sie z tym dziwnie.



mam doscyc...
jak odejsc z tego beznadziejnego swiata bez bólu?
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
25 gru 2006, 22:15

przez ane23 11 sty 2008, 00:34
Moniko, masz rację. Myślę że wszystko leży w naszych głowach, tak to się wszystko rodzi i kumuluje. Założe się że zdrowi ludzie mają takie same myśli, tylko oni ich nie wyłapują, nie analizują godzinami, nie zastanawiają się nad nimi. Naprawde wierzycie w słowa koleżanek że ślub był najpiękniejszym dniem w życiu? Najważniejszym owszem, ale i niesamowicie stresującym, tak uważam. Czy wierzycie że one wiedziały, miały pewność że to ten ?? Bo ja myślę że nie, po prostu o tym nie myślały, gdyby ludzie byli tego pewni nie byłoby rozwodów :) Ale MY mamy inaczej, my analizujemy, wszędzie w każdym geście, w każdym słowie, czy spojrzeniu doszukujemy się podtekstu, drugiego dna, szukamy dziury w całym, dorabiamy teorie. Łatwo powiedzieć: przejdź nad tym do porządku dziennego, nie przejmuj się. Ja się staram, ale oprócz tego żyję w ciągłym lęku, najpierw że mam myśli, wątpliwości, a jak myśli nie mam to się boję że wrócą. Wiem koło się zamyka :(
Zauważam natomiast że traktowanie tego jako objaw choroby narprawdę pomaga, nie czuję się już dziwna, po prostu mam pewne zaburzenia, tyle że czasem jest tak źle że nawet to mnie nie podnosi na duchu.
Dziś też mnie mąż wkurzył, znów wydaje mi się że traktuje mnie jak służacą i kucharkę, wciąż wytyka mi moje błędy. Może jutro będzie lepiej, oby..
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez cicha 11 sty 2008, 16:35
ciągle się zastanawiam czy zerwać... ciągle analizuje, czuje to co kazdy z nas na tym forum:( powiedzialam mojemu ukochanemu ze juz wiele razy myslalam nad rozstaniem... nie wiem jak to dalej będzie...boje się że przestane czuć tą miłość, nie chce innego i nie chce być sama :( nie daje rady już :(
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez ane23 11 sty 2008, 22:45
cicha napisał(a):ciągle się zastanawiam czy zerwać... ciągle analizuje, czuje to co kazdy z nas na tym forum:( powiedzialam mojemu ukochanemu ze juz wiele razy myslalam nad rozstaniem... nie wiem jak to dalej będzie...boje się że przestane czuć tą miłość, nie chce innego i nie chce być sama :( nie daje rady już :(

pociesz się że ja mam to samo! dokładnie to samo, dopóki jestem czymś zajęta, dopóki o tym nie myśle jest OK. Ale jak mnie coś najdzie to koniec, to znów wszystko jest do d..., związek jest bez szans, nic już nie ma wtedy sensu.
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez pikpokis 12 sty 2008, 22:39
Kochani macie cos takiego ze odczuwacie cholerny lek jak tylko slyszycie , ze ktos po kilku latach sie rozstal? Ja juz nie moge wytrzymac:( chodza mi wlasnie po glowie takie przypadki :( np moja kuzynka ktora byla kilka lat z chlopakiem, rozstali sie a za rok juz brala slub z innym :( wiadomo co sobie mysle:(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do