Mycie rąk i ogólnie natręctwa na tle czystości...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Avatar użytkownika
przez jowita 03 cze 2006, 23:00
zaskoczył mnie ten temat :shock: uswiadomiłam sobie ze ja robire tak samo :( ciagle myje rece,czego nie dotkne to zaraz po tym myje rece,totalna warjacja,mam ciagłe wrazenie ze mam zarazki na rekach zwłaszcza kiedy przebywam w kuchni :cry: pozdrawiam :!:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
24 maja 2006, 09:35
Lokalizacja
Gdańsk

teraz o mnie...

przez mocarz 27 cze 2006, 21:38
Nie jestem tutaj nowy.Wcześniej sie wypowiadałem na subforum o nerwicy lękowej.Już sam nie wiem , co mi jest. Czy mam nerwicę lękową czy nerwicę natręctw?Od dziecka bałem się ludzi tzn. pierwszy odezwać się do Nich.Mam 22 lata.A zachowuję się dziwacznie.Widzę to po sobie doskonale.Bardzo cierpię z kilku powodów.Moje życie jest całkiem chyba dziwne i relatywne.Mimo że zażywam leki, objawy nie ustępują.Męczy mnie codzienne mycie rąk, a w szczególności "smarowanie twarzy" wszelkiego typu maściami i żelami.Miałem dość długo jakieś wypryski na skórze twarzy i na plecach.Jak trafiałem na taki wyprysk, od razu robiłem się nerwowy.Leżałsem godzinami w łóżku, myśląc o niczym i wyciskałem "brudnymi"palcami krosty.Teraz zostały tylko blizny.Drugi problem.Ciągle dotykam rękoma swoich włosów na głowie.Jak jakiś włos lub włosy mi odpadną, denerwuję się i wpadam w gniew.Miałem kiedyś łupież.Długo leczyłem się, brałem kilkanaście miesięcy antybiotyki na lekki łupież i na krosty na twarzy.Teraz, gdy o tym wszystkim tak pomyślę, robi mi się nie dobrze.Co ja takiego robiłe??!!Wkurzałem się na wszystko i na wszystkich.Chodziłem zakompleksiony i chyba prZez to wszystko doprowadziłem siebie do nerwicy.
Jest jeczcvze dużo problemów ale nie bede sie rozpisywał na w jednym poście.Kolejnym jest to, że nie potrafię się skupić na czytaniu, po prostu nie rozumiem prawie nic.Wkurzam się przy tym bardzo, że chcę ale nie potrafię:(Myśli są jakieś porozrywane i nie wiadomo gdzie pędzą, jakby w "inną stronę".
Pomóżcie.
Napiszcie coś:(
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
25 mar 2006, 01:00

przez Angelika 28 cze 2006, 08:30
Moim zdaniem to prawda ,iz niska samoocena moze rowniez spowodowac objawy nerwicowe.Staraj sie nie skupiac na swojej osobie
przygladajac sie i doszukujac wszelakich zmian ktore wywoluja tylko u Ciebie sytuacje stresowa.Zamiast tego ukierunkuj sie na wywolywanie pozytywnych odczuc tzn zajmij sie czyms co sprawi Ci przyjemnosc zapisz sie na basen czy idz na rower do kina umow sie ze znajomymi,wyjdz do ludzi-oni nie gryza(co poniektorzy) :D.Jestem pewna ze masz jakies zainteresowania:Pomysl o tym ok?
Angelika
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez mocarz 28 cze 2006, 17:28
Dzienki Angelika :)
Ale to niestety za mało.
Próbować - próbuję, ale często nie wychodzi po myśli. A Basen mam bardzo blisko.Kilka kroków ode mnie, wiec problemu z tym nie będzie.Kilkanaście razy już byłem w tym roku ze szkoły, ale wśród ludzi ogarnia mnie gniew nie do powstrzymania i nie do opisania. Nie lubię ludzi, którzy raz mi podpadną, raz źle na mnie spojrzą, potem nie mam do Nich zaufania.Mi przy tym robi się nie dobrze.Wiem, że źle robię, ale gniew niestwety panuje nade mną.
pozdrawiam all
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
25 mar 2006, 01:00

przez Mrówka 28 cze 2006, 18:37
Hmmm, może masz źle dobrane leki...poza tym, z tego mówił mój lekarz, wylecznie nerwicy natręctw nie jest takie proste, więc lepiej się uzbroić w cierpliwość. Co do tego czy masz nerwicę lękową czy natręctw to ja też mam pomieszane objawy. Niby bardziej lękowa, ale mam też głupie "zwyczaje" np. sprawdzanie wszystkiego po 1000 razy...a do tego wszystkiego stany depresyjne. POzdrawiam
Cała rzecz w tym,by mieć trochę względów i troski o Innych - Kubuś Puchatek
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

nie chcę takiego życia

przez pocozaco 02 wrz 2006, 20:39
Witam wszystkich,

Od około roku zmierzam sie z problemem mojego narzeczonego.
Wydaje mi się, a raczej jestem przekonana, że ma nerwicę natręctw. Nasze wspólne mieszkanie podzielone jest na sfery czyste i brudne, To co jest "czyste" można dotykać, a to co jest "brudne" można dotknąc tylko jeśli bardzo się uważa i potem umyje ręce. Jezeli cos, co jest wyprane np. spadnie na podloge, albo dotknie "brudnego" ubrania lub osoby, musi byc prane jeszcze raz, itd.. Nasze zycie jest podporzadkowane temu systemowi, ja jestem podporzadkowana temu systemowi (kiedy dotkne cos czego nie powinnam jestem wulgarnie przez niego wyzywana, on straszy, ze przeze mnie sie zabije, ze go wykanczam itp.) Zaczelo sie to wszystko kiedy zamieszkalismy razem. Jestesmy daleko od rodziny, dawnych przyjaciol, przez kilka miesiecy coraz czestsze awantury o "brud" stawaly sie dla mnie coraz normalniejsze. Nikt na zewnatrz, oprocz kilku moich przyjaciol nie zna sytuacji, nikt z mojej ani jego rodziny nie wie, w jakim zyjemy koszmarze. On nie chce sie leczyc, chce miec spokoj, ale nie chce sie leczyc! Nie chce, zeby to co uwaza za brudne stalo sie nagle czyste. Dlaczego jeszcze z nim jestem? Nie wiem, nie chce z nim byc, ale boje sie go z tym wszystkim zostawic, boje sie, ze naprawde cos sobie zrobi. On nie ma tu przyjaciol, rodzina jest daleko, zreszta raczej nie zwroci sie do nich o pomoc. Czy powinnam czuc sie za niego do tego stopnia odpowiedzialna, zeby rezygnwac z wlasnego dobra na koszt bycia przy nim? Blagam o jakis glos rozsadku
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
02 wrz 2006, 20:06

przez Ja 03 wrz 2006, 01:11
Rozumiem Twoją sytuację, wiem że jest to dla Ciebie bardzo trudne, sama cierpię na natręctwa są to trochę innego rodzaju jak ma Twój narzeczony i wiem jak bardzo potrzebna jest mi druga połówka którą bardzo kocham i zawsze mogę na nią liczyć. Jest to trochę inna sytuacja ponieważ my się nie kłócimy, tylko czasami dużo opowiadam jej o swoich stanach i czasami mam wyrzut że niestety mogę ją zamęczać trochę, ale nigdy nie spotkałam się z odrzuceniem z jej strony zawsze mnie zrozumie, wysłucha. Widzisz takie jest życie, rozumiem że jest Ci bardzo ciężko, że czujesz się zagubiona, myślę że jest to okres próby dla waszego związku, bo warto pamiętać że miłość to bycie ze sobą na dobre i złe!!! W tym wszystkim czasami jest bardzo trudno się odnaleść, najważniejsze jest to żeby rozmawiać, spróbujcie szczerze od serca porozmawiać, jeżeli bardzo Ci zależy na nim powiedz mu to wprost, że chcesz zeby było wszystko dobrze, że zależy Ci na waszej wspólnej przyszłości, zaproponuj mu wspólną wizytę u psychologa, postaraj mu się uświadomić że jesteś z nim nie przeciwko niemu - to jest najwazniejsze!!!!! Czasami mimo braku sił warto powalczyć, pomyśl że życie jest trudne i czeka was wiele prób i ciężkich chwil..... Życzę powodzenia!!!!!
Ja
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
28 sie 2006, 22:58

przez pocozaco 03 wrz 2006, 13:54
Dziękuje za odpowiedz, jednak nie moge zrobic tego, co piszesz. Owszem, zalezy mi na jego zdrowiu, na swoj sposob nadal go kocham, ale naprawde nie chce znim byc. Zbyt wiele rzeczy sie wydarzylo, poznalismy sie bardziej, i tak jak piszesz, w zyciu roznie bywa. Gdyby byl zdrowy po prostu bysmy sie rozstali, z roznych powodow i nikt nie mialby do nikogo pretensji, tymczasem jego choroba sprawia, ze nie czuje sie na silach go zostawic. Mysle ze gdyby on byl zdrowy tez nie chcialby tego ciagnac. Proponowalam wizyte u psychologa juz nie raz, nie moge mu jednak powiedziec, ze zalezy mi na naszej wspolnej przyszlosci, bo mi nie zalezy. Zalezy mi na nim, nie na NAS. To jest naprawde trudne zyc dzien w dzien w swiecie rytualow, ktore dla mnie nic nie znacza. On jednak nie pojdzie na kompromis. Milosc romantyczna moze i jest piekna i moze wiele zniesc, ale jezeli moja milosc ma byc na tyle silna zeby z nim byc, to jego milosc powinna byc rownie silna, zeby zaczac sie leczyc. Problem w tym, ze taka sytuacja, kiedy ja wszystko znosze, nie moze trwac wiecznie. Co by bylo gdybysmy mieli dzieci?Nie moglyby sie przytulic do tatusia zanim nie wzielyby prysznica i niczego po drodze nie dotknely? Milosc obejmuje wiecej niz 2 osoby. Z milosci, to ja go moge wspierac, ale takie wspolne zycie moze sie dla nas skonczyc tragiczniej niz zycie osobno. Ciesze sie, ze wy jestescie razem pomimo problemow, obawiam sie jednak, ze nie dla kazdego takie samo rozwiazanie jest dobre.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
02 wrz 2006, 20:06

przez Ja 03 wrz 2006, 15:00
Wiem jaka jest twoja bezsilność wobec tej sytuacji, widzę też że bardzo się starasz, ale największy ból to to, że on nie chce z tym nic zrobić...nasuwa mi się pytanie dlaczego on nie chce dać sobie pomóc, przecież chyba chce być z Tobą skoro grozi że się zabije jak odejdziesz?Wiesz po tym co piszesz rzeczywiście widzę że go kochasz, ale nie potrafisz planować z nim przyszłości....czy zastanawiałaś się nad tym co bedzie jeśli odejdziesz od niego?Myślisz, że dasz sobie radę, przecież go kochasz, czy nie bedzie Ci ciężko?Czy będziesz mogła związać się z inną osobą za jakiś czas mimo tego że będziesz go dalej kochać?To wszystko jest strasznie trudne, ale widzę że Ty się starasz to jest najważniejsze i nie miej sobie nic do zarzucenia. Czy jeżeli zaczął by się leczyć to chciałabyś być z nim dalej????POZDRAWIAM!!!!! DO USŁYSZENIA!!!
Ja
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
28 sie 2006, 22:58

przez pocozaco 03 wrz 2006, 19:41
Dziekuje za wypowiedz. Nie wiem dlaczego on nie chce nic z tym zrobic skoro chce ze mna byc. Chyba dlatego, ze to, co sie z nim dzieje jest dla niego najwazniejsze, wazniejsze od wszystkiego. Zreszta, jak juz wspominalam ja tak naprawde NIE chce z nim byc, z choroba czy bez. Owszem, wyobrazam sobie zycie bez niego, nie boje sie tego, tesknie za takim zyciem. Na pewno bedzie na poczatku pewne poczucie straty, a z czasem pewnie zaczna zacierac sie jego wady, wydarzenia i byc moze kiedys pomysle, ze bylibysmy wspaniala para. Ale siedzac w rzeczywistosci wiem czego chce teraz. Tak jak organizm wie, czego potrzebuje w czasie choroby, tak ja wiem czego potrzebuje kiedy moje zycie zaczyna przypominac koszmar, i Bogu dzieki za te resztki swiadomosci. Prosze Was jednak wszystkich o opinie, czy jego grozby sa realne, o skrzywdzeniu siebie? Czy moze to tylko panika przed zmianami, ktorych tak nieznosi, czy mozliwe jest ze w koncu go olsni, ze powinnien sie leczyc? Moze kogos mu podstawic, jakiegos psychologa w przebraniu? Grupa wsparcia? Jak mu pomoc z daleka?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
02 wrz 2006, 20:06

przez Nonenow 03 wrz 2006, 19:54
Nie widze innego wyjscia, niz skontaktowanie sie z jego rodzina.. Moze i to bedzie trudne, ale czy na pewno trudniejsze, niz codzienne zycie z nim?
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
15 sty 2006, 00:23
Lokalizacja
Nowhere

przez pocozaco 03 wrz 2006, 20:04
Pomysł świetny, tylko znów ta sama groźba: "zabraniam ci kontaktować się z moją rodziną, wtedy bedziesz miała pewność, że się zabije, a ty bedziesz mnie miala na sumieniu."
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
02 wrz 2006, 20:06

przez Nonenow 03 wrz 2006, 20:47
...wiesz co, chyba jedynym wyjsciem z tej pulapki jest pojscie do psychiatry. Tzn Ty musisz isc (najlepiej do poleconego przez kogos) i zapytac, co robic w takiej sytuacji.
Swoja droga, nerwice charakteryzuje to, ze dotkniety ta choroba wie, ze to on ma problem. Czy Twoj facet ma taka swiadomosc?
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
15 sty 2006, 00:23
Lokalizacja
Nowhere

przez pocozaco 03 wrz 2006, 21:12
Dziwna jest ta swiadomosc. Wie, ze robi cos nienormalnego, ale jednoczesnie dla niego to wszystko jest rzeczywiste. Ma swiadomosc, ze ten jego problem ma wplyw na nasz zwiazek. W momentach, kiedy czuje sie bezpiecznie (czyli czysto) wciaz mnie przeprasza za wszystko, wie, ze ma problem. Chyba naprawde skontaktuje sie z psychiatra. Dziekuje.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
02 wrz 2006, 20:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do