Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez Robanix 14 gru 2013, 08:37
lovely napisał(a):Chciałam wam napisać, że można z tego wyjść.


Kosmici też podobno istnieją... A mówiąc poważnie, to niektórym osobom pewnie udaje się z tego wyjść. Ja niestety jestem w tej drugiej grupie...
"Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu."
Stanisław Jerzy Lec
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
03 maja 2008, 15:49
Lokalizacja
Warszawa

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez lovely 14 gru 2013, 13:05
Robanix, nie wiem czy masz dostęp do badań o istnieniu kosmitów... natomiast jeśli chodzi o leczenie OCD to jest to choroba uleczalna - i jest to potwierdzone różnego rodzaju badaniami. Tylko żeby się wyleczyć... trzeba się leczyć. I do tego trzeba się leczyć właściwie.
Skuteczność właściwie prowadzonej terapii jest bardzo duża - i mój przypadek może o tym świadczyć. Niepowodzenia wynikają zazwyczaj z występowania kilku zaburzeń naraz przez co trudniej jest prowadzić leczenie.
Inna sprawa, że w Pl ciężko jest leczyć się właściwie, bo lekarze zazwyczaj mają takie podejście że recepta na losowy SSRI wystarczy ( doprawdy nie wiem dlaczego, skoro każdy podręcznik psychiatrii wymienia SSRIe jako jedną z możliwości i to niezbyt satysfakcjonującą).
Nie wiem jaka jest twoja historia, ale myślę że jest duża szansa że można coś z tym zrobić.
gg 45603073
Avatar użytkownika
Offline
Posty
170
Dołączył(a)
17 gru 2012, 18:07

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez rikuhod 14 gru 2013, 15:49
carola, wiesz wszystko jest napędzane naszym umysłem i wiarą. Czasem jest tak że człowiek które sobie coś uświadomi może nawet sam wywołać sobie bóle stawów, pieczenie skóry itp. Przez zbyt duży stres, albo jakies frustrujące doświadczenie nie panowałeś nad nerwami i myślami przez co to się pojawiło.

1)Najważniejsze to olać te wszystkie myśli co cię dręczą trakotwać to jakby tego wogóle nie było. Wtedy stopniowo zrozumiesz że to brednie. Ignoruj to wszystko całkowicie jakby te myśli nie istniały.

Jak jakieś myśli przychodzą ignoruj je i daj im przejść. Wtedy stopniowo będą męczyć coraz mniej. Cokolwiej związane z tymi myślami ignoruj i daj temu przejść.

Jak czujesz że musisz umyć ręce albo, wykonać inną czynność też ignoruj myśli które cię do tego zmuszają i daj im przejść. Nie wykonuj ich, nie ulegaj im (bo wtedy będziesz się im poddawać) ignoruj je.

Co najważniejsze NIE ANALIZUJ TEGO! bo wtedy to będzie się nasilać :( jak zaczynasz analizowac to sam się przyznajesz że jesteś chory i będziesz w to wierzyć przez co choroba nie odejdzie.

IGNORUJ TO WSZYSTKO jakby wogóle nie istniało, jakiekolwiek myśli natrętne, czy zmuszające cię do czegoś ignoruj i daj im przechodzić.

Nie polegaj tylko na lekach

2) Nerwica czy depresja bierze się z reguły z tego że nie cieszymy się życiem. Dlatego najlepiej robić częściej to co się lubi. Rozwijać swoje pasje, znaleźć sobie cele do realizacji, spotykać się z znajomymi.

Często słyszymy że dbanie o siebie to oznaka samolubnośći, ale w rzeczywistości człowiek musi też dbać o siebie bo skończy z depresją. Oczywiście trzeba też robić coś dla innych ale o własne szczęście też trzeba dbać.

jak nie jesz jesteś głodny
jak nie dbasz o zdrowie jesteś chory
jak nie dbasz o własne szczęście to masz depresje
Avatar użytkownika
Offline
Posty
441
Dołączył(a)
24 gru 2012, 00:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez Robanix 14 gru 2013, 21:50
lovely, o kosmitach, tak jak i o osobach wyleczonych trwale z natręctw tylko czytałem, a nigdy nie spotkałem na żywo ;) . Niewątpliwie wiele zależy od właściwego leczenia. Ale i od poziomu natręctw. U mnie leczenie nic nie dało. Leki na moje natręctwa w ogóle nie działały, a co do psychoterapii, to na wypisie z Dolnej mam czarno na białym napisane, że dalsza psychoterapia w moim przypadku nie ma sensu. Później już nawet na pewien oddział dzienny nie chciano mnie przyjąć, stwierdzając, że mam zbyt nasilone objawy. Co prawda od roku ponownie chodzę do psychologa, ale natręctwa za bardzo mnie już opanowały, żeby mogło to coś dać. Obecnie nawet zwykłe wyjście z domu jest dla mnie wyczynem, więc rzadko wychodzę. Cóż, dla mnie jest już za późno na jakąkolwiek poprawę, ale dobrze, że dajesz innym ludziom nadzieję. Może kosmici istnieją, i może Ty naprawdę istniejesz 8) .
"Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu."
Stanisław Jerzy Lec
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
03 maja 2008, 15:49
Lokalizacja
Warszawa

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez carola 16 sty 2014, 18:13
Wybaczcie że podnoszę temat po miesiącu, ale jestem w tej chwili tak rozbita że nawet nie wiem gdzie powinnam napisać o tym co teraz czuję i zapytać o radę. Natręctwa czystościowe mają już takie natężenie, że moje ręce wyglądają jak przy łuszczycy lub jakimś silnym uczuleniu - nawet ból nie jest w stanie powstrzymać natrętnego mycia. Dodatkowo moja rodzina powoduje że wszystko jest trudniejsze - matka ciągle chowa gdzieś moje rzeczy bez pytania, gdy konfrontuję ją z tym faktem to udaje że nic nie zrobiła i nic nie wie. Gdy ją stoję przy swoim, w końcu dochodzi do awantury, która zawsze kończy się tym, że ona mnie uderza lub popycha. Dziś skończyło się tylko na popchnięciu, ale ostatnimi czasy biła mnie również po plecach, po głowie i siłą wyrzucała z pokoju (nie mam własnego pokoju, dzielę pokój z nią). Chciałabym się wyprowadzić, usamodzielnić, ale nie potrafię przełamać moich silnych lęków i natręctw na tyle, aby pójść do pracy. Mam alimenty od ojca, myślałam nad zażądaniem alimentów od matki, ale zdaję sobie sprawę, że nie ucząc się (nie poszłam na studia ze względu na stan zdrowia - tuż przed rokiem akademickim byłam kolejny raz hospitalizowana) nie mam większych szans na alimenty. Proszę o radę - jeśli ktoś z was ma jakiś pomysł, bardzo chętnie posłucham.
http://nieproszony-gosc.blog.onet.pl/ - mój blog o NN w moim życiu. Zapraszam

'Kiedy życie daje ci cytryny, nie rób lemoniady! Wścieknij się! "Nie chcę twoich głupich cytryn!"'
Avatar użytkownika
Offline
Samodestruktorka
Posty
394
Dołączył(a)
03 sty 2009, 22:33
Lokalizacja
okolice Szczecina

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez BRADLEY 16 sty 2014, 18:31
Dlaczego twoja mama jest taka agresywna?Może porozmawiaj z nią ze masz duży problem z którym nie możesz sobie poradzić i może zacznie cię wspierać.Chodzisz na terapie,przyjmujesz jakieś leki?
Nie pod­da­waj się. Nie przes­ta­waj w siebie wie­rzyć, bo zaw­sze będzie ktoś, kto będzie cię cho­ler­nie kochał, dla ko­go będziesz wszys­tkim. To może być na­wet twój kot.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 11:14

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez carola 16 sty 2014, 18:53
BRADLEY, moja mama przy próbie rozmowy na temat mojego problemu (nerwicę natręctw mam już bagatela 10 lat) reaguje zawsze tak samo - "wiesz, ja mam gorzej", "a co ja ci pomogę, dorosła jesteś", "nie zawracaj mi d*py", "jak masz problem to wyp*****laj do szpitala z powrotem" itd. Nie wiem czemu jest aż tak agresywna - zawsze taka była. Sama przejawia trochę skłonności do natręctw (obsesyjnie sprząta dom, każda próba wytrącenia ją z tego sprzątania kończy się źle dla osoby która ją z tego wyrwie). Jeśli chodzi o wsparcie typu przytulenie/załatwienie czegoś za mnie np. umówienie wizyty u psychiatry w momencie w którym nie daję sama rady rozmawiać/zainteresowanie się czemu tak długo jestem w łazience, to nic z tych rzeczy - nigdy nie zrobiła wobec mnie takiego gestu. Chodzę na terapię behawioralno-poznawczą, obecnie nie byłam u terapeutki od tygodnia (mam wadę wrodzoną kręgosłupa, która objawia się silnym bólem od czasu do czasu - teraz właśnie mam atak bólu). Terapię tą mam od 4 miesięcy, jednakże lęk jest u mnie tak silny, że każdy krok naprzód kończy się trzema krokami w tył :( Przez całe swoje leczenie wypróbowałam wiele leków z grupy SSRI, jednak każdy okazywał się nie działać jak powinien (po ok. 2 miesiącach działanie ustawało i wracały natręctwa i depresja). Od momentu wyjścia z kliniki (sierpień 2013) brałam sertralinę. Nie byłam zadowolona z tego leku gdyż już kiedyś mi nie pomógł, jednakże w trakcie pobytu w szpitalu wykryto u mnie arytmię serca, która zaostrzała się po lekach - zaraz po przyjęciu do szpitala podawano mi citalopram, lecz ze względu na arytmię zmieniono go na bezpieczniejszą, lecz nic nie dającą sertralinę i wypisano do domu... Od tamtej pory mój psychiatra twierdzi, że zmieni mi leki, jeśli zdiagnozuję i zacznę leczyć serce. Jutro mam mieć kolejną wizytę u kardiologa - do tej pory zrobił mi echo serca (okazało się że kołatania i arytmia mogą wynikać z Zespołu Barlowa, który to mam wrodzony) oraz holtera, którego wynik poznam jutro. Obecnie każda próba wzięcia choćby dawki sertraliny kończy się bardzo mocnymi kołataniami, tak więc znalazłam się w punkcie, w którym nie wiem za bardzo co dalej robić.
Za dużo problemów, a tak mało wsparcia ze strony bliskich... :(
http://nieproszony-gosc.blog.onet.pl/ - mój blog o NN w moim życiu. Zapraszam

'Kiedy życie daje ci cytryny, nie rób lemoniady! Wścieknij się! "Nie chcę twoich głupich cytryn!"'
Avatar użytkownika
Offline
Samodestruktorka
Posty
394
Dołączył(a)
03 sty 2009, 22:33
Lokalizacja
okolice Szczecina

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez BRADLEY 16 sty 2014, 19:11
Najważniejsze to aby lekarz ustawił ci odpowiednie lęki które nie będą wpływały negatywnie na stan zdrowia niezwiązany z nerwicą,myślę że sytuacja z twoją mamą tez negatywnie wpływa na twoje samopoczucie,i jak to mowi moj lekarz terapia terapia i terapia sam biore od niedawna leki na terapie się również zapisałem,co do rozmowy z najbliższymi to u mnie jest otyle lepiej ze zawsze moge porozmawiac ale bardziej się wstydzę ze dolegają mi lęki,w takiej sytuacji najlepsze jest forum :)
Nie pod­da­waj się. Nie przes­ta­waj w siebie wie­rzyć, bo zaw­sze będzie ktoś, kto będzie cię cho­ler­nie kochał, dla ko­go będziesz wszys­tkim. To może być na­wet twój kot.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 11:14

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez carola 16 sty 2014, 19:25
BRADLEY, czekam na tą wizytę u kardiologa z utęsknieniem. Oczywiście, obawiam się jej też - z tego co mi wiadomo, leczenie dolegliwości w Zespole Barlowa jest opcjonalne, nie konieczne. W klinice psychiatrycznej podawano mi Propranolol - lek na serce, który dał mi tydzień wytchnienia w kołataniach i o dziwo przyczynił się znacznie do obniżenia ogólnego zaniepokojenia. Nie wiem za bardzo co zrobię, jeśli kardiolog zadecyduje po obejrzeniu wyników holtera, że leczenie nie jest jednak potrzebne - będę skazana na kłótnie z psychiatrą, udowadnianie że można mnie dalej leczyć SSRI, a po ich wzięciu będe musiała znosić kolejne kołatania :( A z drugiej strony mam dom, w którym czuję się jak intruz - dziś po raz kolejny moja babcia (mieszkam z mamą, babcią i dziadkiem alkoholikiem) kazała mi wyp*****ać z domu... Siedzenie tutaj to męka :( Rzeczywiście, zostaje mi tylko forum.
http://nieproszony-gosc.blog.onet.pl/ - mój blog o NN w moim życiu. Zapraszam

'Kiedy życie daje ci cytryny, nie rób lemoniady! Wścieknij się! "Nie chcę twoich głupich cytryn!"'
Avatar użytkownika
Offline
Samodestruktorka
Posty
394
Dołączył(a)
03 sty 2009, 22:33
Lokalizacja
okolice Szczecina

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez BRADLEY 16 sty 2014, 19:40
No faktycznie nieciekawa sytuacja w domu taka czysto nerwicowa,może wytłumacz całej rodzinie że takie zachowania pogarszają twój stan a zarazem oddalają od wyzdrowienia,to może coś w nich zmienisz,wydaje mi się że rodzina powinna się wspierać w tych cieżkich czasach po to jest,a co do leków to ja już nie próbuje być mądrzejszy od lekarza w kwestiach leczenia bo tak najzwyczajniej nie jest,pamietam jak próbowalem wmówić lekarzowi ze jestem chory psychicznie ze oszalalem a on mi spokojnie tłumaczyl ze to newica lekowa wraz z zespołem natrectw wiec wyszło na jego.Pewnie że w każdym środowisku znajdują się lepsi lekarze gorsi lekarze oraz ludzie którzy nie powinni wykonywac tego zawodu ... od takich jak najdalej :)
Nie pod­da­waj się. Nie przes­ta­waj w siebie wie­rzyć, bo zaw­sze będzie ktoś, kto będzie cię cho­ler­nie kochał, dla ko­go będziesz wszys­tkim. To może być na­wet twój kot.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 11:14

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez carola 16 sty 2014, 19:45
BRADLEY, tłumaczenie mojej rodzinie jest tak samo owocne, jak moja dotychczasowa terapia - oni się odcinają od tego jaka ja jestem, często głoszą, że wcale nie jestem chora, że to "tylko twój niewyparzony pysk i podły charakter". Podrzucałam im przez lata materiały o OCD, mówiłam szczerze z serca, co w ich zachowaniu powoduje pogorszenie mojej choroby - wszystko na nic. Babcia usprawiedliwia mamę i jej ustawiczne spuszczanie mi lania mówiąc, że "matka ma dość stresów w pracy, a ty ją jeszcze wk****sz"... Nie mam znikąd wsparcia :(
http://nieproszony-gosc.blog.onet.pl/ - mój blog o NN w moim życiu. Zapraszam

'Kiedy życie daje ci cytryny, nie rób lemoniady! Wścieknij się! "Nie chcę twoich głupich cytryn!"'
Avatar użytkownika
Offline
Samodestruktorka
Posty
394
Dołączył(a)
03 sty 2009, 22:33
Lokalizacja
okolice Szczecina

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez BRADLEY 16 sty 2014, 19:52
carola, A nieprawda masz wsparcie nawet na forum :P Jak bedzie ci zle to pisz na priv niby nic ale zawsze coś :) a nie myślalaś o przeprowadzce z domu gdzie bedą otaczac cie bardziej przyjazni ludzie ?
Nie pod­da­waj się. Nie przes­ta­waj w siebie wie­rzyć, bo zaw­sze będzie ktoś, kto będzie cię cho­ler­nie kochał, dla ko­go będziesz wszys­tkim. To może być na­wet twój kot.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 11:14

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez carola 16 sty 2014, 20:03
BRADLEY, przez jakiś czas mieszkałam z chłopakiem w domu jego dziadków. Jednak podkreślali oni, że to tylko tymczasowo mogę tam być, bo jest ich dużo osób w domu. Potem dowiedziałam się, że babcia mojego chłopaka w momencie gdy zwierzyliśmy jej się z tego, na co choruję, powiedziała mu żeby lepiej sobie znalazł inną dziewczynę, bo "zasługuje na kogoś lepszego". Nie wiedziałam o tym do niedawna, ale w przypływie szczerości mi się wygadał. Nie chciałabym więc się do nich sprowadzać. Nie mogę zatrzymać się u rodziców mojego ojca, bo on tam często bywa, a znacznie przyczynił się on do rozwoju mojej choroby. Nie mogę uciec do siostry mojej matki, bo ona trzyma stronę matki i raz już odmówiła mi gościny. Jedyne miejsce gdzie mogę pójść "ot tak", to szpital psychiatryczny... :( Albo wziąć oszczędności, które zbierałam na auto, i zamieszkać w hotelu przez miesiąc (na więcej nie starczy)...
http://nieproszony-gosc.blog.onet.pl/ - mój blog o NN w moim życiu. Zapraszam

'Kiedy życie daje ci cytryny, nie rób lemoniady! Wścieknij się! "Nie chcę twoich głupich cytryn!"'
Avatar użytkownika
Offline
Samodestruktorka
Posty
394
Dołączył(a)
03 sty 2009, 22:33
Lokalizacja
okolice Szczecina

Natręctwa wypełniają mi w całości życie...

Avatar użytkownika
przez elo 16 sty 2014, 20:14
ja w koncu wyladowal w szpitalu i nie zaluje idz tez
mowie calkowicie powaznie
f20.0 f42.2 g40
kweta 100
akineton 2
klorazepan 20
propranolol 30
abilify 30
solian 400
potas 540
klonik 2 okazjonalnie
depakine chrono 600


https://www.youtube.com/watch?v=_xUFjl8LzmY&feature=kp
https://www.youtube.com/watch?v=RFzi8IQS-yY
Avatar użytkownika
elo
Offline
Posty
7667
Dołączył(a)
26 cze 2013, 13:56
Lokalizacja
dolny slask

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do