Boje się że zrobie krzywdę sobie i bliskim....

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Boje się że zrobie bliskim krzywdę....

przez Jess 07 lis 2006, 16:03
Witam wszystkich!
Chciałam troszkę opowiedzieć o mojej historii. Pierwsze natrętne myśli miałam w wieku 14 lat i dotyczyły mojej Mamy, a dokładnie zrobienia jej poważnej krzywdy. Całymi nocami płakałam i stwierdziłam, że jestem potworem. Jakoś sobie poradziłam, zaznaczam sama. Wielkie piętno. Przed rokiem (w wieku 28 lat) ponownie zaczęły się pojawiać myśli. Tym razem dotyczyą (bo nadal są) mojego kochanego Męża. Na początku widziałam w myślach jak biorę nóż i kłuje mojego Męża prosto w serce podczas gdy on śpi... Czy to by Was nie przerazilo, skąd to się wzięło? Jestem pokojowo nastawionym człowiekiem, nie zrobiłabym krzywdy nikomu. No i zaczęło się. Koszmar. Totalny brak snu przez dwa miesiące, do tego myśli, myśli, myśli. Całą noc i dzień. Czy mogłaby otworzyć samochód podczas szybkiej jazdy, dodać komuś trucizny, zacisnąć mocniej dłonie na szyji mojego ulubionego psa, wziąć więcej tabletek niż trzeba. Do tego filmy, wiadomości pełne przemocy i myśl: na pewno jestem jak ci wszyscy mordercy. Moja obsesja ma wielką fantazję. Ostatnio totalnie mnie męczy, że tak na prawdę nie kocham mojego Męża... Tylko tak udaję. Mam powiedzieć jemu , że go nie kocham, że odejdę do innego. Tylko, że nie ma innego, bo jest tylko on, a bez niego nic nie jest dobrze... Przeżywacie podobne historie?
Pozdrawiam
Jess
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
07 lis 2006, 15:43

Avatar użytkownika
przez Lusi 07 lis 2006, 17:00
Ojojoj. Mnie też czasem nachodzą takie durne myśli. Że zrobię coś komuś. Że zrobię coś sobie.
Odpędzam. Nie myślę. Reset.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Natrętne myśli

przez lawyer 07 lis 2006, 20:38
Jess napisał(a):Przeżywacie podobne historie?
Pozdrawiam
Jess


Polecam lekture archiwum forum, a znajdziesz tam mase podobnych historii. Lek przed zrobieniem komus krzywdy to jedno z najczestrzych natrectw. Spokojnie nic mezowi z twojej strony nie grozi.
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 paź 2006, 21:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez malami 12 lis 2006, 00:19
Jess świetnie Ciue rozumiem, ja mam podobne myśli dotyczące mojego związku. Od czasu gdy biorę leki to czuje się lepiej myśliu się pojawiają, ale już nie są tak dręćzące. Bardzo kocham mojego chłopaka i tym bardziej jest mi z tym ciężko. Ale zrobie wszystko by pokonać to i być szczęśliwa razem z moim chłopakiem. Trzymaj się dzielnie :)
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
14 cze 2006, 11:45

przez samotny 15 lis 2006, 02:55
lęki i myśli że zrobisz komuś krzywdę to normalka ja też tak czasami mam ale wierz mi chociażby to było nie wiem jak brutalne to zawsze jest to tylko cholerną myślą a my mamy panowanie nad samym sobą ...i przede wszystkim mamy świadomość...polecam ci podjęcie terapii bo na walka na własną rękę daje krótkotrwałe efekty a tego trzeba się pozbyć raz na zawsze...
pozdrawiam
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

przez basia makowska1978 15 lis 2006, 23:23
Mnie też ostatnio naszły takie durne myśliże sobie zrobię krzywdę nożem i tam mnie te mysłi z uczuciem lęku panicznego trzymało przez tydzień dzień i noc bałam się nawet usnąć w łóżku sama mocno musiałam przytulić się do męża tak się bałam. teraz mi troche minęło. Ale skutkiem tego lęku powstały u mnie szumy uszne szłyszę cały czas taki cieniutki piski . Najgorzej jest w nocy usnąć . W dzień jakoś się przyzwyczajam ale jak jest cisza to jest najgorzej. Teraz mam podniesione dawki leków ale przydałaby się terapia której nie mogę podjąć bo nie pasują mi godziny bo są do południa. JAK ninaczej można pokonać te natrętne myśli? Poradzćie coś Prosżę
Basia Makowska Na nerwice choruję od 2003 roku
Posty
15
Dołączył(a)
15 lis 2006, 22:10
Lokalizacja
Jastrzębie Zdrój

przez piterek 16 lis 2006, 18:29
Czytając Twoją historię dosłownie mógłbym ją skopiować do swojego życiorysu z ostatnich dwóch lat, dręczą mnie podobne myśli dotyczące moich bliskich, czuję się jak psychopata. Na początku mej choroby poszedłem do PZP, gdzie lekarz stwierdził depresję, której często towarzyszą natręctwa. Przepisał mi leki, których jednak nawet nie zacząłem brać z obawy przed skutkami ubocznymi. Teraz trochę tego żałuję, bo być może byłbym już zdrowy. W ciągu tych dwóch okropnych lat miałem kilka okresów trwających około dwa tygodnie, w których natręctwa ustępowały i tylko wtedy mogłem normalnie funkcjonować i cieszyć się życiem, jednak to stale powraca. W najbliższym czasie planuję pójść ponownie do PZP, może lekarz lub psycholog pomogą mi wyjść z tego koszmaru. Pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
15 lis 2006, 19:58

Pomoc w opanowaniu lęku

przez Jess 20 lis 2006, 12:07
Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedzi!
Ja również szukałam pomocy i wielu osób mi ją dało. Byłam u psychologa, psychiatry, lekarza rodzinnego. Oprócz tego odwiedzam strony dotyczące nerwicy natręctw i kupuję książki z tym związane. Jest kilka rzeczy, których się dowiedziałam i które mi osobiście pomagają, a mianowicie:
- nie jestem z moim problemem sama, wiele osób ma tą chorobę,
- nie jestem w stanie kontrolować moich myśli, nie mam na nie większego wpływu, natomiast to co potrafię kontrolować to moje zachowanie,
- nie powinnam próbować "zatrzymywać" myśli, wtedy wracają z większym natężeniem, czyli powinnam pozwolić na obserwację całej myśli, bez większych emocji,
- zapisywać kiedy pojawiły się myśli, czego dotyczyły, jakie emocje wywołały, jak zminimalizowałam te emocje, jak sobie poradziłam z tą myślą (to bardzo pomaga!),
Polecam dwie fajne książki: "Opanować lęk", Bronwyn Fox oraz "Potęga teraźniejszości", Eckhart Tolle.
Oprócz tego każdy z nerwicą natręctw powinien pomyśleć o terapii poznawczo-behawioralnej (niestety, ale w Polsce jest to, szczególnie dla ludzi z poza Warszawy, mocno utrudnione).
Trzymajcie się!
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
07 lis 2006, 15:43

Avatar użytkownika
przez alusia 28 lis 2006, 18:59
Witam wszystkich. Widzę że nie jestem sama z tą chorobą i jakoś mi lżej. Wszystkie historie co piszecie zgadzają się z moimi doświadczeniami. Ja walcze wogóle z nerwicą wegetatywną i lękową a teraz jeszcze nerwica natręctw :cry:Obecnie moim głównym problemem jest widok noża. Przychodzą wtedy niekontrolowane myśli, że komuś lub sobie coś zrobię. Nawet dotyczy to osób które bardzo kocham. Gdy siedzę z chłopakiem nagle przychodzi mi do głowy że mogę go lub siebie zabić. Poźniej przychodze do domu i ciągle rycze i obwiniam się o wszystko, wmawiam sobie że jestem psychopatką. Idę do psychologa i mam nadzieję że on mi jakoś w tym pomoże bo już nie daje rady jest to dla mojej psychiki ciężki szok! :cry: Ale staram wmawiać sobie że to minie choć wiem że z psychologiem bardziej zlikwidujemy te niekontrolowane myśli. Leków nie biorę sie boję uzależnienia. Spróbuję najpierw z samym psychologiem zobaczymy czy dam rade bez leków. Pije jakieś ziołowe herbatki typu: melisa, zielona herbata. Pozdrawiam będzie dobrze!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
28 lis 2006, 18:19

przez sredniowieczna_panna 29 lis 2006, 21:05
Witam wszystkich, to mój pierwszy post tutaj.

Pierwszy raz problem z nerwicą natręctw miałam w gimnazjum (teraz mam 20 lat). Natręctwa dotyczyły sfery religijnej (natręctwa obrazające Boga lub Maryję) i uderzania we framugę drzwi lub deptanie ziemii, kiedy się pojawiłu oraz codziennego sprawdzania, czy czajnik jest wyłączony, zanim zasnęłam, mimo, że wiedziałam, ze gaz jest wyłączony. Czasem też budziłam sie przerażona w nocy i długo nie mogłam zasnąc. Wiedziałam, co mi dolega, bo w tamtym czasie byłam straszliwym molem książkowym i w ręce trafiła mi książka Terry Hesser Spencer "Całując klamki", opowiadająca o dziewczynie, która cierpiała na NN. Meczyłam sie z tym jakis czas, ale pomógł mi wyjazd na Lednice w intencji pozbycia sie NN, a także wbijanie sobie do głowy, że to tylko natrectwa, to nie moje wlasne mysli...

Przez długi czas miałam spokój, aż do teraz. Aż do listopada.
Zaczęło się całkiem niewinnie... czasami zdarzało mi się nagle niewiadomo czego bać (co kojarzy mi się bardziej z NL). Do czasu, kiedy na zajeciach pani doktor mówiła o dzieciach, które nie mają siły w mięśniach i mają problemy z korzystaniem nożyczek. Nagle w mojej głowie pojawiły sie tnące sie nożyczkami dzieci. A dokładniej ich małe odciete palce. Odsuwałam od siebie ta mysl, ale palce wracały. Po prostu widzialam w myslach odciete palce!! Zaczelam sie bac, ze sama sobie zrobie krzywde nozyczkami...A pote, ze odetne sobie palce krajalnicą przy robieniu kanapek! Wracalam tego dnia do domu i nagle w mojej glowie pojawila sie wizja wlewania sobie wrzatku do gardła O_O odsuwałam to, sprawialo mi bol... a to wracało i wracało... i już wiedziałam, z czym mam znowu do czynienia...

o ile do NN łączącej sie z religią się przyzwyczaiłam wczesniej i wiedziałam, co to-a wiec łatwiej sobie z tym radziłam(chociaz wizja wypluwania Komunii, którą miałam w sob., mnie przeraziła), to ten nowy objaw mną wstrząsnął. Nagle moje natrectwa zaczęły dotyczyc drastycznych rzeeczy. Wyrywanie paznokci (co jest szczegolnie koszmarne, ze mam długie paznokcie i wizja pociagania ich i wyrywania...brrrrr!!!!!!!!), wrzątek, ciecie sie...Generalnie samookaleczenie. Co jakis czas dochodziły także straszliwe mysli o zrobieniu komus krzywdy:( bliskim:( ale pojawialy sie jeszczenie tak często i nie w takim natężeniu...

Mocne natężenie, wrecz nie do zniesienia, mam od kilku dni. W piątek oglądalismy z moim chlopakiem film, w ktorym bylo kilka drastycznych scen. Zaczelam sie dziwnie czuc, bo nagle jedna z nich wplynela na moje natrectwa... Nagle przerazilam sie, ze zrobie krzywde mojemu chlopakowi, mimo, ze nigdy bym czegos takiego nie zrobila... Juz-juz chcialam mu o wszystkim powiedziec, ale tylko przytulilam sie i przeczekalam problem, sugerujac, abysmy wlaczyli jakis spokojniejszy film.

Chwilowo mi przeszlo. Aż do wieczora. Wieczorem bowiem, przed snem, strasznie mocno mnie to wzielo... zaczelam sie nagle bac, ze zrobie krzywde rodzicom...ze ich zabije...balam sie samej siebie, swoich mysli, skad one, jak to mozliwe...????!??!?!

Takie natrectwo nachodzilo mnie co chwile, odsuwalam je od siebie, a ono bylo coraz mocniejsze.... stwierdzilam, ze skoro wiem, na czym moj problem polega, ale nie potrafie sobie pomoc, to musze w koncu zebrac sie na odwage i komus o tym powiedziec-i poszlam wtedy do rodzicow, powiedzialam im w skrocie, co sie dzieje, wiecej nie bylam w stanie, bo bylam cala roztrzesiona. Tak bardzo sie bałam, ze ich skrzywdze, ze nie potrafilam spac sama. Wolalam-wbrew pozorom!-spac w ich lozku-i tak zrobilam-jak male dziecko...

Od tego czasu nerwica mi sie bardzo nateza(widzac, jak krotko to 'mam', a jak bardzo mnie to meczy, wspolczuje wszystkim, ktorzy cierpią z tym od dluzszego czasu). Natrectwa wciaz dotyczą robienia komus krzywdy-jednej z ulubionych kolezanek na roku, rodzinie... Kiedys, kiedy sporadycznie pojawialy mi sie takie sytuacje, wolalam nikomu nie mowic, w obawie, ze ludzie sie odwrócą, nie rozumiejąc, że wcale nie chce ich zabić...:( Szczerze powiedziawszy, nawet karpia na swieta nie potrafiłabym zabic, jestem na to zbyt delikatna. Dziecku klapsa bym nie umiała dac!! Tym bardziej te natrectwa są okropne...

W ogole natretny strach przed tym, ze kogos skrzywdze, sprawia, ze wiadomosci wyprowadzają mnie z równowagi!!! Wczoraj usłyszałam inf o chłopcu, ktory sie zabił, o jakimś facecie, co podłożył bombe - i sie rozpłakałam!! Bo pojawił sie strach, ze tez kogos kiedys skrzywdze. Ze sama sie zabije. Znowu:(

Jutro ide pierwszy raz do psychologa. Weszłam na internet sprawdzic, czy to mozliwe, aby natrectwa dotyczyły tak makabrycznych rzeczy, bo bałam sie, ze pani psych sie mnie przestraszy, ze bedzie myslala, ze jej tez cos zrobie... Weszlam tu i jestem duzo spokojniejsza. Dziekuje :oops:

Hm, pozostaje jeszcze trudna rzecz-pogadac o tym z moim chlopakiem. Boje sie jego reakcji, tego, ze nie zrozumie. Jest to malo prawdopodobne, ale jakis tam % jest, bo nie moge przewidziec, co sie dokladnie stanie, wiec mam obawy...

Wszelkie obawy-ze kiedys nie wytrzymam i sobie lub komus cos zrobie, ze strace przez NN bliska mi osobe, bo mnie nie zrozumie, dodatkowo przemeczenie, sprawiły, że w ciagu tych kilku dni popadłam w apatię. Nic mnie nie cieszy, drobne przyjemnosci, jak ciepla kąpiel czy czasopismo, ba, w tej apatii zaczelam sie nawet zastanawiac, czy moj zwiazek ma sens, skoro czuje sie wypalona. Ten ostatni fakt sprawia, ze jeszcze bardziej sie pogrążam, bo bardzo zalezy mi, zeby utrzymac ten zwiazek. Co chwile chce mi sie płakać, nawet z byle powodu. Prawie wcale sie nie usmiecham:(

Mam wrazenie, ze polaczylo mi sie w glowie kilka dziwnych rzeczy, z nerwicą na czele i kazda napedza kolejną. Kiedy czuje niewiadomy lęk, zaczynam sie zastanawiac nad przyczyna i zaraz pojawiają się natrectwa. Z kolei natrectwa i lęki wpędzają mnie w apatie:( Czuje sie jak wrak, na zajeciach siedze jak kołek, wymeczona niewiadomo czym, izoluje sie troche od kolezanek, w autobusie robi mi sie slabo, a wszytsko przez to, że mam głowe pełną tych strachów...:((((( mam nadzieje, ze jutrzejsza wizyta mi pomoże. Szczerze powiedziawsze, pomogło mi juz troche wejscie na to forum:) wiec jeszcze raz dziekuje:)
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Witam ponownie

Avatar użytkownika
przez alusia 02 gru 2006, 13:16
Przeczytałam Twoje powyższe problemy nie martw się nie jesteś sama! Ja mam bardzo podobne do Ciebie jak i do większości innych. Byłam już raz u psychologa i zraziłam się do niego poprostu chyba nie byłam przygotowana na takie pytania, nowe miejce, nową osobę-poprostu jak to się mowi byłam w szoku jak wyszłam od niego. Szczerze czułam się dużo gorzej jak wyszłam z tamtąd. Powiem Ci szczerze powiedz o swoich problemach wszystkim ktorzy są dla Ciebie osobami bliskimi. Mi też było bardzo ciężko powiedzieć o tym chłopakowi, mamie, bratu, przyjaciółce. Myślałam ze pomyślą że jestem jakąś psychopatką którą trzeba zamknąć w zakładzie dla psychicznie chorych. Ale jedno co wiem mi pomogło jak z nimi o tym porozmawiałam wiem że mogę na nich liczyć w każdej sytuacji. Jak im nie powiesz będziesz się gorzej czuła(samotnie ze swoją chorobą) mów o tym cały czas co Cię dręczy i kiedy-wyrzucasz w pewien sposób te myśli. Ja bardzo często rozmawiam o tym z chłopakiem i on mnie wspiera. Gdy przychodzą złe myśli cała się trzęsę, obwiniam siebie o wszystko, płaczę. Teraz jakoś to znoszę ale były takie chwile że miałam dość wszystkiego!!! W poniedziałek idę znowu do psychologa też się boję ale trzeba przełamać tą bariere. Więc życzę każdemu POWODZENIA!!!! Wiem że trudno jest z tym walczyć niektórzy mogą twierdzić żę jesteśmy psycholami ale tak nie jest!!!!! Jesteśmy normalnymi ludźmi którzy mają jakieś ułomności psychiczne!!!!! 3majcie się !!!!!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
28 lis 2006, 18:19

Avatar użytkownika
przez Róża 02 gru 2006, 22:32
Hm,wszystko to znam.Przyszło mi na myśl,że może w taki sposób odreagowujemy nagromadzoną,a nieuświadomioną agresję.Jestem osoba raczej spokojna może aż za bardzo i często walczyłam z tego typu myslami.Zwalczyłam.Teraz mam gorsze,że ktoś obcy zrobi krzywdę moim najblizszym.Brr,aż ciężko tę myśl ubrać w słowa.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez sredniowieczna_panna 06 gru 2006, 16:51
Pisałam swój post tydzień temu. Co ciekawe, od tego czasu i od czasu wizyty u psychologa dzień później, objawy zniknęły, pojawiają mi się jedynie czasem różne irracjonalne lęki i czasem jakieś głupie myśli, ale staram sie je olewać i generalnie mam cos na kształt spokoju. Z jednej strony to dobrze, bo mnie to nie meczy, z drugieej, skoro objawy nerwicowe mialam przez dluzszy czas, tzn ze moze zniknely jedynie na chwile, a ja teraz moge to zbagatelizowac. Pani psycholog powiedziala, abym poszla do psychiatry po diagnoze, a potem wrocila juz na psychoterapie. Z tym, ze kiedy nie mam teraz natezonych objawów, a wlasciwie prawie w ogole nic nie mam, to o psychiatrze zapominam;P Przypomina mi sie jedynie wtedy, kiedy nie mam czaasu, aby to zalatwiac (jak np. teraz:/). Boje sie, ze to moze byc cisza przed burzą:( Bo przeciez skads te problemy musialy sie wziac, prawda? i ich natrętne powtarzanie sie... :/ hmm dziwne to
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

Avatar użytkownika
przez MałaMi 09 gru 2006, 18:15
witam Was, drodzy nerwicowcy :)
u mnie wszystko zaczęło się od nerwicy lękowej. Gdy wracałam któregoś dnia w wakacje do domu, zaczął się lęk, że coś się stanie, że umrę, itp. + objawy fizyczne. Okropność. Mniej więcej w październiku zaczęły się natrętne myśli: że zrobię coś mojej mamie, że ją zabije -nożem. Boże, okropność!!! z początku tak się przestraszyłam tych myśli, że występowały u mnie ataki paniki.. zaczęłam nawet spać z matką w łóżku.. paradoksalnie. Bałam się, że śpiąc sama zacznę lunatykować (co nigdy nie miało miejsca) i wtedy ją zabiję. Dopiero teraz, gdy przeczytałam, że też to macie, wybaczcie, ulżyło mi. Bo naprawdę myślałam, i w sumie nadal myślę, że jestem nienormalna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 paź 2006, 18:44
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do